Taxi driver

No dobrze..miałem dziś jeszcze napisać, co
u licha (niech śpi..) ma wspólnego Piotr i
Paweł z „UKRYTYM, który jest PODSTAWĄ”..

Przypomnijmy – Piotr/Kefas – znaczy skała,
a Paweł (Paulus) – mniej więcej: drobny,
niepozorny, mało znaczny..

Zawsze szukałem w życiu rzeczy Wielkich
i Niezwykłych.

Dziś skończyłem 40 i rozpocząłem 41.

Zabawne, bo od roku wydaje się sobie o
wiele młodszy niż grubo wcześniej.
Choćby wiosną 2011 roku, gdy przyjechałem
do Poznania, by poznać Kobietę, która nigdy
mnie nie widziała, znała mnie tylko z
miniatur, które publikowałem na jednym z
portali literackich w sieci, ale która
utrzymywała, że zna mnie od dziecka, że wie
jaki jestem, że wie..kim jestem i..że mnie
kocha.
Zawsze lubiłem dziwne historie, więc
przyjachałem do niej.

Był to Wielki Piątek tamtego roku.
I nie wiedziałem jeszcze wtedy, że wybrałem
się na drugi koniec Polski nie tylko po to,
by poznać Marię Alexandrę, ale także po to,
by umrzeć.

 

8

8

8

8

8

5

5

5

5

5

(tutaj wyciąłem fragment tekstu obejmujący wydarzenia od soboty i niedzieli wielkanocnej 2011 do niedzieli ducha świętego w czerwcu 2011) 

 

Maria Alexandra miała do odrobienia karę (prace publiczne)
w parku w centrum Poznania, będąc zziajana 
wystarczyły niecałe 3 piwa by dość mocno
się wstawiła. Zostawiliśmy jej rower.
Zamówiliśmy taksówkę.

Prowadził ją Promiennie Uśmiechnięty
taksówkarz. Był to człowiek, który Się
Cieszył, a była to prawdziwa Radość.
Maria Alexandra zapytała go, z typową dla
niej bezpośredniością, czy jest zadowolony
z życia, tak jeżdząc po mieście taksówką.
A on odpowiedział jej równie prosto.

 

Maria Alexandra, zanim wyszliśmy z taxi,
pocałowała go, tego starszego kierowcę taksówki,
w rękę. Byłem o to na nią zły,
prawdę powiedziawszy: zrobiłem jej scenę.

Załatwiła mnie jedną oddzywką:
– Widziałeś kiedyś kurwę, co całuje w rękę?

Nie, nie widziałem. Prawdę powiedziawszy,
mało znam się na kurwach, ale wiem, o co
jej chodziło. Każdy facet powinien to wiedzieć..

Na szczęście przypomniała mi się chasydzka
opowieść o Ukrytych Cadykach.

A brzmiała ona tak:
– Na wozie z zastępem swoich wiernych
uczniów jechał wielki, niezwykły i słynny
cadyk – cudotwórca Cadyk z Opatowa.
Jednak, gdy wjeżdzali do miasteczka, Cadyk
w pewnej chwili podniósł się lekko i
głęboko wychyliwszy się z wozu, ukłonił –
przejeżdzającemu vis a vis żydowskiemu
biedaczynie – woźnicy powożącego chudym
koniem, ciągnącym równie chudy wóz
drabiniasty.

Chasydzi – uczniowie słynnego i wielkiego
Cadyka z Opatowa przez całą resztę drogi
zachodzili w głowę z jakiego to powodu ich
słynny Cadyk pokłonił się zwykłemu
wiejskiemu wożnicy. Dopiero jednak po
wieczerzy jeden z uczniów zabrał się na
odwagę by zapytac o to ich słynnego
mistrza.

 

Słynny cudotwórca Cadyk z Opatowa tak
odpowiedział uczniowi:

– Istnieją, jak wiecie, wielcy, słynni i
poważani przez wszystkich Cadycy. Macie
szczęście być uczniami jednego z nich 🙂

– Ale, zapamiętajcie: istnieją też ukryci
cadycy. Nikt ich nie zna i nie hołubi ich
wielkości. Ten woźnica, któremu się
pokłoniłem, był takim właśnie ukrytym
cadykiem.

– Zapamiętajcie: Ukryty Cadyk jest stokroć
większy i bardziej święty niż ja.
Albowiem: BYT KTÓRY JEST PODSTAWĄ ZNAJDUJE
SIĘ W UKRYCIU.

Gdy opowiedziałem tę historię,
Maria Alexandra powiedziała:
– Kocham CIę.

Tak jak kocha CIę Twoja śmierć.

 

Mateusz Piotr Paweł (8.8)

Z okazji (8.8) opowiem pewną ciekawostkę.

Otóż moje prawdziwe nazwisko  (a dane te bardzo łatwo odnaleźć w sieci,
tak więc Marat Dakunin nigdy nie był i nie jest sposobem na ukrycie danych,
a tylko używanym od ponad 10 lat we wszelkich sprawach twórczych pseudonimem artystycznym) –  jest pochodzenia czecho-morawskiego.
Częściej występuje w Czechach i na terenie obecnej Słowacji, niekiedy na Węgrzech, w Polsce nosi je tylko ok. 30 osób, z których wszyscy pochodzą od wspólnego przodka, który zamieszkał w Małopolsce na początku XVIII w.

O co chodzi z tą ciekawostką?

Otóż, biorąc pod uwagę pewne zbieżności, nazwisko to można wyrazić mówiąc także: PIOTR I PAWEŁ.


Pośrednio można także dojść do tego, że znaczy ono „ukryty jest podstawą”.
A dodatkowo, co odkryłem stosunkowo niedawno – w sanskrycie oznacza ono „duszę, która się wciela„. O tym opowiem, jeśli chcecie – wieczorem..

No dobrze, ale to namieszane, jak to możliwe – z tym Piotrem i Pawłem
choćby tylko?

A tak:

Szymon nazwany został Piotrem, a Piotr/Kefas to SKAŁA
(Petrus – z łać. – a Kefas – także skała – po aramejsku).

A Paweł?
No cóż, Szaweł nazwany został Paweł (Paulus). Imię to znaczy: drobny, niewielki, mało znaczący.
Imię to zidentyfikował także, jako nadawane przez Boga ludziom, których wybrał do szczególnych zadań – wspaniały pisarz Mika Waltari, który wybranego przez Boga Rzymianina ochrzcił Minutusem (polecam „Trylogię Rzymską”) – co jest synonimiczne do Pawła, gdyż również oznacza „mały, nieznaczny”.

No dobrze, ale jak to się niby przekłada na moje nazwisko?

Ano tak – oznacza ono albo:

1) po słowacku i czesku horninę – czyli skałę (ogólnie), a dokładniej też tzw. szarogłaz, czyli skałę drobną, powszechną, „mało znaczną”

2) w najprostszej etymologii polskiej natomiast nazwisko to znaczy dosłownie DROBNY, MAŁY, NIEZNACZNY.

Tak więc mógłbym podpisywać się z imienia i nazwiska:

MATEUSZ PIOTR PAWEŁ

🙂

Mat, mal. Caravaggio