Mateusz Piotr Paweł (8.8)

Z okazji (8.8) opowiem pewną ciekawostkę.

Otóż moje prawdziwe nazwisko  (a dane te bardzo łatwo odnaleźć w sieci,
tak więc Marat Dakunin nigdy nie był i nie jest sposobem na ukrycie danych,
a tylko używanym od ponad 10 lat we wszelkich sprawach twórczych pseudonimem artystycznym) –  jest pochodzenia czecho-morawskiego.
Częściej występuje w Czechach i na terenie obecnej Słowacji, niekiedy na Węgrzech, w Polsce nosi je tylko ok. 30 osób, z których wszyscy pochodzą od wspólnego przodka, który zamieszkał w Małopolsce na początku XVIII w.

O co chodzi z tą ciekawostką?

Otóż, biorąc pod uwagę pewne zbieżności, nazwisko to można wyrazić mówiąc także: PIOTR I PAWEŁ.


Pośrednio można także dojść do tego, że znaczy ono „ukryty jest podstawą”.
A dodatkowo, co odkryłem stosunkowo niedawno – w sanskrycie oznacza ono „duszę, która się wciela„. O tym opowiem, jeśli chcecie – wieczorem..

No dobrze, ale to namieszane, jak to możliwe – z tym Piotrem i Pawłem
choćby tylko?

A tak:

Szymon nazwany został Piotrem, a Piotr/Kefas to SKAŁA
(Petrus – z łać. – a Kefas – także skała – po aramejsku).

A Paweł?
No cóż, Szaweł nazwany został Paweł (Paulus). Imię to znaczy: drobny, niewielki, mało znaczący.
Imię to zidentyfikował także, jako nadawane przez Boga ludziom, których wybrał do szczególnych zadań – wspaniały pisarz Mika Waltari, który wybranego przez Boga Rzymianina ochrzcił Minutusem (polecam „Trylogię Rzymską”) – co jest synonimiczne do Pawła, gdyż również oznacza „mały, nieznaczny”.

No dobrze, ale jak to się niby przekłada na moje nazwisko?

Ano tak – oznacza ono albo:

1) po słowacku i czesku horninę – czyli skałę (ogólnie), a dokładniej też tzw. szarogłaz, czyli skałę drobną, powszechną, „mało znaczną”

2) w najprostszej etymologii polskiej natomiast nazwisko to znaczy dosłownie DROBNY, MAŁY, NIEZNACZNY.

Tak więc mógłbym podpisywać się z imienia i nazwiska:

MATEUSZ PIOTR PAWEŁ

🙂

Mat, mal. Caravaggio

3 przemyślenia nt. „Mateusz Piotr Paweł (8.8)”

  1. UWAGA! – SPOILER POWIEŚCI MIKA WALTARI’EGO „TRYLOGIA RZYMSKA” – wspomniana wyżej (!) – kryminał to nie jest, ale jednak ostrzegam, że – by zapoznać SZP SZP Czytelników ciut bliżej z wzmiankowaną postacią Rzymianina Minutusa (a bardzo to dowcipny był człowiek, co też jest cechą ludzi wybranych przez Boga, ..niektórzy uważają przy tym, że samego Boga cechuje raczej czarny humor, ale od roku nie do końca się z taką supozycją zgadzam 🙂 – dobrze..pogaworzyłem trochę, żeby pogrubić ostrzeżenie spoilerowe a teraz zakończenie powieści Fina Walteriego (Mika, ale Fin) – i od razu można wyczuć jakim to miglancem jest i Minutus i ..autor powieści ..i sam Stwórca też chyba, hehe..

    (Mikwa Waltari, Trylogia Rzymska, Mój syn Julisz)

    EPILOG

    Minutus Lauzus Manilianus, konsul, członek senatu Rzymu, członek kolegium kapłańskiego boskiego Wespazjana, odznaczony medalem triumfu, zmarł w czasach cesarza Domicjana piękną śmiercią męczeńską jako świadek Chrystusa w amfiteatrze Flawiuszów, który nazywamy Koloseum. Wraz z nim zginęła jego żona, Żydówka Klaudia, i jego syn Klemens, a także konsul Flawiusz Tytus, kuzyn Domicjana i syn poprzedniego prefekta miasta. Z uwagi na ich wysokie urodzenie i pozycję społeczną ponieśli śmierć w walce z lwami.
    Senator Minutus Manilianus zgodził się przyjąć chrzest dopiero ostatniej nocy, w krypcie więziennej pod areną Koloseum. Chrztu udzielił mu niewolnik, który miał umrzeć w tym samym widowisku. Minutus wzbraniał się i zapewniał, że umiera z powodów politycznych, a nie dla rozsławienia imienia Chrystusa.
    W ostatniej chwili wybuchł zażarty spór o sposób dokonania chrztu. Wśród skazanych byli tacy, którzy uważali, że człowieka trzeba całego zanurzyć w wodzie, podczas gdy inni za wystarczające uznawali polanie wodą głowy. W amfiteatrze Flawiuszów, jak wiemy, są wspaniałe wodociągi, ale korzystają z nich głównie zwierzęta i gladiatorzy. Skazańcom dostarcza się tylko wody do picia. Tym razem było ich bardzo wielu, więc wodę wydzielano skąpo.
    Manilianus uciszył spierających się, oświadczając, że jemu wystarczy, jeśli ktoś napluje mu na łysinę. Na to bluźnierstwo wszyscy umilkli. Dopiero Klaudia zwróciła uwagę, że w chwili gdy ma być rzucony lwom, potrzebuje łaski Chrystusa bardziej niż inni z uwagi na swoje życie, skąpstwo i kostyczność. Manilianus mruczał, że spełniał również dobre uczynki, ale w to nie uwierzył nikt, kto go znał.
    Gdy wypędzono ich na arenę, stało się coś niezwykłego. Najpotężniejszy i jakby przywódca lwów upodobał sobie Manilianusa — może ze względu na jego tuszę albo stanowisko, chociaż nie nosił szat obramowanych purpurą, tylko zwykłą tunikę, jak inni skazani. Lew obwąchał go i zaczął z szacunkiem lizać mu ręce i nogi, a także bronił go przed innymi lwami. Widząc to publiczność wstała z miejsc i zaczęła się domagać ułaskawienia Manilianusa. Ściśle rzecz biorąc krzyczano nie imię Ma nilianusa, lecz obraźliwe przezwisko, którego przyzwoitość nie pozwala tu cytować.
    Senator Minutus Manilianus widział, jak lwy rozszarpały jego żonę i syna, a on nie mógł im pomóc. Podszedł przed lożę cesarską, i podniósł rękę, prosząc lud o ciszę. Rzucił Domicjanowi w twarz takie oskarżenia, że cesarz rozkazał łucznikom natychmiast go zabić, jak zresztą i lwa, który się nie popisał. Między innymi Manilianus twierdził, że cesarz otruł swego brata Tytusa, a Wespazjan nigdy by nie pozwolił zostać Domicjanowi cesarzem.
    Cud, jaki się wydarzył Manilianusowi, podniósł na duchu innych skazanych. Zginęli bohaterską śmiercią i umierając głosili niewysłowione miłosierdzie Chrystusa. Nikt z nich nie przeczuwał, że senator Manilianus był człowiekiem wybranym przez Boga, a już najmniej jego pobożna małżonka.
    Najlepszy przyjaciel jego syna, poeta Decimus Juniusz Juwenal, za radą Manilianusa zdołał na czas uciec do Brytanii. Manilianus pomógł mu stać się członkiem stanu rycerskiego i objąć stanowisko państwowe. W rodzinnym mieście piastował urząd cenzora, ponieważ według Manilianusa człowiek prowadzący lekkomyślny tryb życia dzięki własnym doświadczeniom najlepiej może oceniać wady i słabości innych. Senator swego czasu opłacił Juwenalowi wyjazd do Egiptu, gdzie wraz z jego synem, Klemensem, pobierał nauki, chociaż nikt nie wiedział, dlaczego to uczynił.

    KONIEC

    1. hanka:
      Przepraszam za opóźnienie w docenieniu tego pięknego, pierwszego komentarza pod tak wiekopomnym (na swoje usprawiedliwienie mam to, że urodzinowym..) wpisem. Bądź pozdrowiona hanko! – albo i nie! (niech mowa Twoja będzie: bądź pozdrowiona – tak tak nie nie)

Dodaj komentarz