Pewne właściwości ezoteryki

Znów opóźnienie.
Znów, po kilku cieplejszych dniach i jaśniejszym niebie –
atak zimy. Ale właściwie nie mam, póki co, nawet czym
(w sensie narzędzi) fotografować, więc może lepiej,
że wiosna się jeszcze odwlecze.
Opóźnienia, sparaliżowanie tym, że tyle trzeba zrobić,
tyle jest planów, a tak ciężko przychodzi cokolwiek.
Na przełomie lat, w styczniu, częściowo lutym sytuacja była
na tyle napięta i stres na tyle ostry, że jakoś, mimo wszystko,
łatwiej się było zebrać. Potem zostało tylko wszechotaczający
chaos wokół, który udziela się wewnętrznie, konieczność
organizowania całego środowiska życia od podstaw i zasadniczy
brak jakichkolwiek środków ku temu.
Totalne sparaliżowanie, same siebie napędzające, faktem,
że tak trudno cokolwiek pożytecznego wykrzesać.
A im bardziej się człowiek temu poddaje, tym gorzej.
I sygnały, wprost i pośrednio, jak bardzo jak źle i jak bardzo
nie można sobie pozwolić na bezczynność – na narzekanie sobie
pozwolić to jakby napluć Słońcu w twarz.

I tyle planów, tyle możliwości – i tyle brakuje, by je realizować.
Ale bardziej we mnie brakuje niż w tym wszystkim, co – w otoczeniu, wszelakiego rodzaju, które póki co – nie sprzyja w każdym prawie aspekcie.
I nie ma innej możliwości niż robić mu wszystko na przekór, powoli,
jeśli się nie da szybko, wywozić śmiecie i cokolwiek budować.

Opisałem kilka ważnych kwestii, takich, które mobilizują,
ale nie mogę ich zamieścić, dopóki nie zamieszczę dokończenia
tematu, który przecież się tak opóźnił.
Opublikowałem go już zresztą tutaj – ponad tydzień temu..
Skasowałem. Dziś mam zrobić wszystko, by go już nie skasować.
Trzeba być wystarczająco dobrym rodzicem także dla tego,
czym warto (trzeba) się podzielić.

A następne dni – być może będzie trochę przejrzyściej..
I przyśpieszyć. Jeszcze przed Wiosną..

Jak skontatował Jan Klimak, przecież:
Prawdziwie mądry człowiek wie, jak obrócić wszystko 
na swoja korzyść..
(i bynajmniej nie amoralizm i oportunizm mamy tu na myśli).

Było powiedziane – w poprzednim wpisie „Cele pracy ezoterycznej”
bardzo ważne: że każda taka praca dopomina się konkretnego
zastosowania. I należy uczynić się użytecznym i odnaleźć odpowiednie
pole, zakres i metody pracy – potrzebne jest Tu i Teraz i konkretna Treść
i konkretne zadanie.

Na ten temat będzie dużo w dwóch następnych wpisach.
O pewnych Konkretnych możliwościach, podając pewne przykłady –
oraz: o moich, takoż konkretnych planach na ten, 2018 rok.
Ujętych w dwa działy, realistycznie podzielonych, obejmujących to,
co można, biorąc pod uwagę braki i przeciwieństwa, nie dające się nawet wytężonymi staraniami własnymi obecnie usunąć oraz takie, które mogą
zyskać na realizmie a nawet od razu być wdrażane – gdy pewne warunki się diametralnie zmienią. A jest na to, cały czas i nawet przed połową jeszcze roku – przed latem, duża (realistycznie) szansa; dlatego plany na cały rok powinny
te możliwości uwzględniać.

Tutaj zaś chciałbym dokończyć, wątek przedostatniego – wpisu
„Cele pracy ezoterycznej” (tutaj link).

Cele pracy ezoterycznej

Ważny to był odcinek.
A zakończenie go w określonym miejscu miało swoje uzasadnienie,
nie tylko płynące z faktu, że wpis, jak na „bloga” robił się zbyt długi.
Uzasadnieniem jest również to, że to o czym i jak pisze dalej Murawiew
w akapitach poświęconych rekapitulacji celów pracy ezoterycznej,
jest raczej dopowiedzeniem i komentarzem do wcześniejszych tez.

A więc, po pierwsze: Borys zauważa, a muszę się z nim całkowicie
zgodzić i Wam też pewnie z przytaknięciem na taką obserwację
po drodze, gdy tylko zauważycie co się dzieje choćby..w Internecie.

Zauważamy więc, że dziwny fenomen zachodzi
w umyśle ludzkim w przypadku generalnie hermetycznych

(tj. wymagających, nie tak znów łatwych
i dla każdego oczywistych)  nauk i praktyk ezoterycznych.

W przypadku wiedzy – tak zwanej (jak to się kiedyś,
gdy ludzie myśleli, że mogą obiektywnie przyrodę
poznać w całości i szczegółach i wiedzę tę precyzyjnie
i niesprzecznie wyłożyć..)
pozytywnej
(nauki przyrodnicze bezpieczniej tu pierwsze wymienić
, ale i humanistyka, nauki społeczne, się zaliczają)
jest generalnie przyjęte, że ktoś musi posiadać pewną,
zweryfikowaną jakoś, wiedzę, by jego opinia w danym temacie
mogła być uznana za miarodajną, liczącą się –by w ogóle warto
było brać ją pod uwagę. Mówiąc poważnie: Ktoś musi mówić o tym,
co Wie, na czym się zna, co zakłada pewne wcześniejsze studia
nad tematem, jakąś naukę, wysiłek własny.

W domenie ezoterycznej zaś bywa (a w zasadzie trzeba powiedzieć: jest) dokładnie inaczej. Tutaj widzimy się wszyscy jako kompetentni
(przypomina się powiedzenie, że każdy Polak zna się na polityce..),
nawet mimo faktu, że nie mamy choćby podstawowego wykształcenia
czy obycia w temacie. Osądzamy, krytykujemy, wypowiadamy opinie
czy wysnuwamy wnioski zanim ukształtujemy w sobie odpowiedni
instrument, który władny byłby to nam w ogóle umożliwić
(i to tak nie gwarantując słuszności sądu).

A przecież wiemy, że coś może być poznane, zrozumiane czy osądzone tylko
przez coś co jest na podobnym, równym poziomie lub na poziomie
wyższym.

Choćby: student matematyki może ocenić coś w zakresie materiału szkoły podstawowej, ale nie odwrotnie. Tak jak świat w którym żyjemy jest niewidzialny do płodu zamkniętego w macicy matki – przed narodzinami,
tak wyższe rejony życia, jak plan astralny czy duchowy, są podobnie zamknięte
i niewidzialne dla nas, przed Drugimi Narodzinami.
Przed tym, człowiek może tylko formułować hipotezy lub odwoływać się do świadectwa autorów, którzy te Drugie Narodziny (zatem i Duchową Śmierć..) mają za sobą. A dla wydania wiążącego osądu czy wysnucia miarodajnych wniosków należy zaś osiągnąć więcej.

Osobiście muszę tutaj przyznać się do pewnej rzeczy: w wyżej zarysowanej materii nie jestem teoretykiem. Wręcz odwrotnie. Co do usystematyzowanej wiedzy na ten temat jestem wręcz profanem. To co teraz, w zasadzie współbieżnie gdy piszę o tym, może z pewnym wyprzedzeniem dla wewnętrznego zweryfikowania tego, że to co piszę, na pewno oddaje w wystarczającej mierze Prawdę i pewnego usystematyzowania, ale –
to co teraz piszę – jest i dla mnie w znacznej mierze, jako wiedza
– i jako teoria – nowe.
Bo w wyżej zarysowanej materii było u mnie (i jest) raczej tak,
że najpierw pewne rzeczy praktycznie się wydarzyły, coś przeżyłem,
coś się, interaktywnie ze mną (myślą, uczuciem, inspiracją, nawet wizją,
głównej jednak tokiem zdarzeń życiowych) STAŁO.
Później zaś dopiero okazało się (i okazuje), że mogę to podciągnąć
pod pewną teorię, pod pewne informacje, jak choćby te,
zawarte w Gnosis Murawiewa.
Jak sądzę, mimo tego, że tak mogłoby się niekiedy i komuś wydawać,
nie jest to najgorsza kolejność, szczególnie może nawet w tej materii
o której mówimy. Najpierw przeżyć, zakosztować i mieć doświadczenie
później zaś zobaczyć, trafiając (celowo ale i będąc, co nieraz się zdarzyło, nakierowanym, zdawałoby się – czysto przypadkowo) na pewne materiały teoretyczne, pewne uogólnienia i zapisy doświadczeń i wiedzy Innych
ludzi (i nie tylko..) – to kolejność, która, jak mi się wydaje, chroni przed
pewnymi błędami, które nierzadko w ogóle mogą wykluczyć zbliżenie
się do prawdziwej mądrości. Które mogą pogrążyć człowieka
w fantazjowaniu  (w czczej fantazji, pobudzanej myśleniem życzeniowym
i znudzeniem prozą życia – nie w tym, co zwie się Wyobraźnią
– którą można z największym pożytkiem jako daru używać)
i zamiast zbliżać do realizacji jakichś Ważnych Celów – dać tylko
złudzenia, które gdy opadną, odepchną nas w ogóle od tego,
czym naprawdę warto było się w życiu zająć Najbardziej,
a gdy nie opadną – pozwalają wieść życie czysto fikcyjne i „osiągać”,
tak w sobie jak i Rzeczywistości czysto iluzoryczne wartości.

Dlatego, w dużej mierze, przygodę z Wiedzą ezoteryczną – przeżywamy
tutaj razem. Dlatego też, piszę raczej tylko o tym, co potwierdza to,
co wcześniej zaznałem, doświadczyłem w różnoraki, realny jednak
sposób. Dlatego też wreszcie – staram się pisać jednak praktycznie
i wiele rzeczy wspierać realnym doświadczeniem i faktem;
i następne wpisy będą w przeważającej mierze bardzo, pod tym
względem, konkretne.

Pojawiło się wyżej kilka dziwnych pojęć – jak choćby „plan astralny”.
Gdyby zająć się wyjaśnianiem tego w sposób wystarczająco
wyczerpujący – musiałbym napisać co najmniej serię wpisów.
Dlatego, choć wypada pewne wyjaśnienia tutaj poczynić,
ograniczę je do minimum.

Nazbyt wiele bzdur napisano i nieporozumień powstało na temat
choćby czegoś takiego jak astral czy ciało astralne – strony
internetowe żonglujące tego rodzaju magiczno – mistyczną
nowomową (o bardzo starych tradycjach) idą w tysiące.
Nie chce dokładać do tego kolejnej cegiełki.

Jednak, na temat ontologii światów (i „fizjologii” ciał – innych niż
to najbardziej oczywiste fizyczne i materialne będzie
więcej, tam gdzie będzie tego wymagał temat i kontekst, głównie
dbając o to, by przedstawienie danego zagadnienia nie było
bez tego niezrozumiałe.

Tutaj zatem, kilka tylko uwag o tym, co pozwala sobie na tak
zagadkową nazwę, jak „astralność”.

Termin jak się wydaje, wziął się stąd, że kiedyś uważano,
iż dusza ludzka jest zbudowana z tej samej materii, co gwiazdy.
Przewijało się to u Platona, w neoplatonizmie oraz towarzyszyło
różnym prądom, szkołom, religiom i gnozom później – aż do czasów obecnych. Przy czym, biorąc pod uwagę wiedzę, którą dostarcza nam współczesna
fizyka i astronomia (jednak, trzeba sobie zdawać sprawę, że tak naprawdę
o podstawowych kwestiach, dotyczących choćby narodzin gwiazd
czy galaktyk wiemy dotąd bardzo mało i nadal brak jest prawdziwego zrozumienia w szeregu podstawowych kwestii, co do których
współczesna nauka mogłaby użyć pojęcia „astralne”) bardziej współczesne
teorie i szkoły, jak choćby ezoteryczne (jogiczne, tantryczne) prądy Wschodnie
i Zachodnie (wcześniejsze – gnostyczne czy kabalistyczne, aż do –
począwszy od XIX/XX wiecznego ożywienia tematu w tzw.
teozofii, w odpowiedzi na mechanicystyczny materializm Oświeceniowy
oraz wieku „pary i wynalazków” XIX – stulecia – po całkiem aktualne
„changellingowe” czy inne..) często odmiennie definiują zagadnienie
i inaczej lokują czy też inne właściwości przypisują temu,
co określone być może jako astralne. Jeśli ktoś chciałby się z tym zapoznać – niech raczej sięgnie do uniwersyteckich opracowań tego tematu (czy nawet, choćby, do anglojęzycznej Wikipedii), lecz wystrzega się raczej czerpania informacji na ten temat z, jak wspomniano, tysiąca różnych stron,
prowadzonych często w dobrej, czasem zaś w złej wierze, przez
różne osoby prywatne czy organizacje.

Tutaj, ponieważ preferujemy maksymalny krytycyzm i obostrzenia,
mające ukrócić zbytnie folgowanie sobie ludzkiej wyobraźni (i typowemu dla nas „szukaniu łatwizny”, drogi na skróty) – z drugiej zaś strony, zachowując jednocześnie, czasem aż z nadmiarem, poprzedni warunek, ponieważ duża część informacji w nim zawartych okazuje się wartościowa, dająca się weryfikować praktycznie i współbieżna z innymi wartościowymi źródłami, warto sięgnąć
w tym zakresie do przekazu G.I.Grudżijewa.
Najkrócej zaś mówiąc, w Szkole IV Drogi Gurdżijewa: ciało astralne jest przyporządkowane Wyższemu Centrum Emocjonalnemu (ciało mentalne zaś – Wyższemu Centrum Intelektualnemu). Warto dodać, że zarówno pierwsze jak drugie istnieje u Człowieka – w zasadzie – tylko potencjalnie. Może być osiągnięte – rozwinięte – jak często już u mnie była mowa – na drodze świadomego starania, trudu i planowej pracy (w tym: pracy ezoterycznej): nie jest dane każdemu i za darmo (i nie chodzi tu o elitarność, co raczej o elementarną sprawiedliwość).

Na koniec tych krótkich uwag, wspomnę o czymś takim, chyba nawet dość popularnym czy modnym, co zwykło nazywać się „podróżowaniem astralnym” czy też bliskoznacznie (choć czasem niewiele ma to z tym wspólnego, trzymając się jakichś rygorów intelektualnych i poznawczych) – pojawiają się także tutaj często nazwy „Świadome Śnienie” (LD – Lucid Dreams) czy też OBE (pisane też OOBE) – z ang. Out o Body Experience,  lub NDE – Near Death Experience  – Doświadczenia Poza Ciałem, Doświadczenia Około – Śmiertne..
Doświadczenia poza ciałem – jako takie – wcale nie muszą być zbieżne
z czymolwiek co można odnieść do jakiejś „astralności” – rozumiane np. jako specyficzne doświadczenia raportowane w niektórych  przypadkach śmierci klinicznej (gdzie często wymienia się takie fenomeny, jak: obserwacja tunelu światła, duchowo – mistyczne doznania, potrzeganie nielokalne, przez ściany, „swojego ciała” etc.etc.).
Na ten temat powstało wiele opracowań bez większej wartości, które przyczyniają się do udanego dezawuowania i ignorowania tematu przez
czynniki naukowe, neurochirurgów, psychiatrów, psychologów i innych.
Są też jednak opracowania rzetelne, których nie można podobnie, będąc uczciwym intelektualnie, ignorować.
Całość tematu zasługuje – być może – na całkiem osobny wpis. Tutaj zaś, przykładowo tylko, podać mogę link do artykułu w fachowym piśmie medycznym Lancet (rzetelne opracowanie książkowe – naukowe,
w tym temacie, jest w moim posiadaniu, wypożyczone od dawna na wieczne nieoddanie Mamie – może kiedyś podrzucę i tutaj..).

Pod tym linkiem (tutaj) rzeczony artykuł naukowy. 

Autorzy kończą artykuł m.in. stwierdzeniami:

"With lack of evidence for any other theories for NDE, the thus far assumed, but never proven, concept that consci. and memories are localised in the brain should be discussed." "NDE pushes at the limits of medical ideas about the range of human consci. and the mind - brain relation".
Pobieżne tłumaczenie: Z powodu braku dowodów na jakiekolwiek (naukowe) teorie dotyczące NDE, które zostały wysunięte, ale nigdy nie udowodnione, koncepcja, że świadomość i pamięć są zlokalizowane w mózgu jest kwestią dyskusyjną, otwartą. NDE rozszerza (zmienia) granice nauk medycznych dotyczące zakresu ludzkiej świadomości i relacji mózg – umysł.

Natomiast osobiście, dbając o to, by był to raczej materiał reportażowy, chłodny
i obiektywny, bez komentarza ze strony filmowca (czyli mnie), pokazując zarówno słabe (skłonności do fantazjowania i iluzje) jak i mocniejsze
(zasadniczą szczerość wypowiedzi – dlatego stosowałem w głównej mierze ujęcia kamery na dużych zbliżeniach: na usta mówiących, oczy itd.) strony zjawiska, przestawiłem temat w filmie dokumentalnym, nakręconym w 2008 r. (ha, na jesieni będzie zatem równe 10 lat) na zlocie pasjonatów takich typowych można powiedzieć (jak to obecnie jest przynajmniej przedstawiane w Internecie) podróży astralnych.
Film można obejrzeć np. tutaj (link):

(„Pod podszewką snów”, Polska 2008, wersja skrócona ok. 30 min,
reż/zdj/mont. Marat Dakunin i przyjaciele) 

A oto i dwa kadry, przedstawiające uczestników zlotu (film nie sili się na oddanie, np. efektami komputerowymi czy wizualnymi, wrażeń czy też „wyglądu” doświadczeń, o których mowa).

 

Na koniec zaś, całkowicie szczerze ode mnie, uwaga: Czy warto się podobnymi „podróżami” zajmować? – biorąc pod uwagę to, co zostało już podkreślone, mianowicie fakt, że praca ezoteryczna domaga się od nas: bycia użytecznym
i oddania się konkretnej pracy nad osiąganiem konkretnych celi?
Otóż, wydaje się, a jest to potwierdzone pewnym źródłem, które, jeśli zweryfikowane, czasem biorę pod uwagę – że nie warto. Wg tego źródła, tego rodzaju podróże astralne czy też „świadome śnienie” może mieć wartość czysto rekreacyjną (rozrywkową). Co za tym idzie, w przypadku gdy myślimy
o poważnej pracy ezoterycznej: nie ma wartości.

Także w powyższej mierze, jak zostało zauważone na wstępie tego wpisu,
po raz kolejny objawia się często wzmiankowany fenomen, taki mianowicie,
że przeciętny Człowiek – nawet będąc całkiem w dobrej wierze, uważa, że jest władny do odpowiedniego rozumienia i wnioskowania w sferach zupełnie
mu i jego codziennemu doświadczeniu obcych. I mści się to tym, że
osiąga w tej mierze czysto iluzoryczne jedynie rezultaty – w większości wypadków łudząc samego siebie, a nierzadko, co gorsza, także innych.

Ma to dwie podstawowe przyczyny.

Po pierwsze, przyczyną jest generalna tendencja, by uważać, że właściwości, które człowiek posiada jedynie potencjalnie tj. może w sobie rozwinąć
(na drodze właśnie – pracy ezoterycznej, jej pierwszego etapu) – posiada od
początku – każdy – i to: bez żadnego wysiłku czy też jakiejś kwalifikacji duchowej..

Po drugie, jest to konsekwencja podświadomej deifikacji
(przyznaniu zbyt znacznej niż realna ważności) Osobowości, jako „wszechmocnej” w każdym rodzaju rzeczywistości.

Pokora jest konieczna w Prawdziwej pracy ezoterycznej – jej brak
mści się w rezultatach u wszystkich, którzy w teorii posiedli zdolność penetrowania rzeczywistości ponadzmysłowej.

Przy czym warto podkreślić, że nie mówimy tutaj o ludziach ZŁEJ WOLI
(tj. takich, którzy czynią coś umyślnie, ze złymi zamiarami), ale mówimy
o ludziach szczerych i o uczciwym zamiarach, którzy po prostu błądzą..

Nasz „cywilizowany” umysł, szczególnie dzisiejszych czasów, jest głodny widocznych rezultatów i zjawisk – faktów, materialnie manifestujących się fenomenów, które można najzupełniej tradycyjnie zaobserwować i tymi wrażeniami nasycić głodną wrażeń inteligencje i fascynującą się emocjonalność.

Ale Świat Nadzmysłowy nie jest jakąś jednorodną całością jak świat materialny. Przeciwnie, można wyróżnić w nim wiele różnych „planów” czy rodzajów „niebios”. Paweł z Tarsu podaje przykład człowieka (ravi), który znalazł się w „trzecim niebie”. Prorok Mahomet miał niejako na swoim koniu Bouraqu odwiedzić inne niebo (gdzie rozmawiał z Chrystusem i Mojżeszem).
Znane są inne liczne tego rodzaju świadectwa..(nie wypowiadam się
tutaj o ich prawomocności..)
To, co wyżej, napomknąłem o (różnych) rozumieniach „świata” astralnego
(itp.) dopowiada – jedynie bardzo syntetycznie oczywiście – do powyższej myśli.

W pracy ezoterycznej nasz, przyzwyczajony do fenomenów materialnych,
umysł szuka FAKTÓW.
Ze swej natury, i z naszej – zawsze w pierwszym rzędzie szukającej raczej łatwiejszej drogi i bardziej oczywistego potwierdzenia – poszukuje manifestacji, które po prostu dowiodłyby, że coś (tę pracę) dobrze wykonał lub czegoś, co po prostu satysfakcjonowałoby jego ciekawość, w mniej szlachetnym rozumieniu niż ta, niewinna i czysta – jak u dziecka (czy nawet jak u..kota) – płynąca raczej
z zachwycenia światem a nie z chęci otrzymywania od niego potwierdzeń
i gratyfikacji.

To naraża osobę, która jest zbyt łatwowierna lub szuka nazbyt tanich wrażeń na różnorakie pomyłki, ekscesy fantazji i wyobraźni czy nawet różnorakie problemy psychiczne i emocjonalne.

Sprawdzającym się porzekadłem jest to, że 
„ŁATWOWIERNOŚĆ JEST ODWROTNIE PROPORCJONALNA 
DO  PRAWDZIWEJ WIARY”.
Piszącemu, skoro mowa już o wierze, przypomina się tutaj, charakterystycznie dla niego lapidarne i pozornie paradoksalne – celne, powiedzenie Nietzschego:
 Prawdziwie wierzący mogą sobie pozwolić nawet na luksus sceptycyzmu. Ich wiara jest bowiem dostatecznie silna (i odwrotnie: ortodoksi zatem chadzają niejako na „szczudłach” dogmatów, gdyż w głębi swego serca i umysłu są niedowiarkami).

Wiele jest sztuczek i oszustw (najczęściej i najskuteczniej przybierają one oczywiście formę auto-oszustw, co wynika z generalnej zasady, podkreślonej ostatnio, że najbardziej fundamentalną przeszkodą w pracy ezoterycznej jest okłamywanie samego siebie..), które zastawiają na nas siły wrogie naszej potencjalnej ewolucji.

Jedną z nich, jak zauważa Murawiew, jest to, że możemy zostać skutecznie złudzeni, że JESTEŚMY JUŻ NA DRODZE– podczas, gdy w rzeczywistości dopiero jej poszukujemy, często jeszcze niepewnie, w różnych kierunkach.

Kwestii tej – mianowicie: wszelakich przeszkód, zmyłek, błędnych znaków, mylnie odczytanych sygnałów, fantazji branych za Prawdziwą rzeczywistość duchową, życzeniowych fantazmatów, emocjonalnych nad – i niedointerpretacji, oszustw i najróżniejszych rodzajów samooszustw – poświęcę wiele miejsca, czerpiąc z doświadczenia, praktyki i obserwacji, już niebawem.
I sam sobie teraz w pamięci i chęci karbuję, żeby o tak praktycznych
aspektach pamiętać przy omawianiu każdego prawie tematu.
Na każdym bowiem można się, poprzez ww. przeszkody, pośliznąć..

 

Jedno przemyślenie nt. „Pewne właściwości ezoteryki”

  1. Do wstępnych, jednak trochę ‚utyskliwych’ uwag dodałem konstatację,
    którą jakiś czasem temu zapisałem w innej formie (jako uwagę na temat
    tego w jaki sposób Siły Światła mogą pomagać nam, nie naruszając
    zasady nieingerowania i naszej wolnej woli):

    Jak skontatował Jan Klimak, przecież:
    Prawdziwie mądry człowiek wie, jak obrócić wszystko 
    na swoja korzyść..
    (i bynajmniej nie amoralizm i oportunizm mamy tu na myśli).

Dodaj komentarz