Kury i Anioły

Zatem – kontynuuję, co zacząłem – tematy sprzed 2 (3) dni (a tutaj link do tegoż 5 maja..), ale bardziej bezpośrednie dokończenie wątków nastąpi w drugiej części
niniejszego wpisu (TiP część 2 – Teoria i Praktyka cz. 2). 

Poczynam zaś od części artystycznej, w której, niczym pisklę w żółtku,
ukrywa się zagadnienie tak ciekawe, jak choćby: 
” Dlaczego drób drobi i co ptactwo podrygujące ma wspólnego
z anielskim lataniem?”

W tym odcinku, 8. 5 (maja), złamię też ogólną zasadę, której starałem się tutaj trzymać, mianowicie nie mieszania nazbyt wielu wątków, tematów, rzeczy
w jednym wpisie. 
Dodatkowo – wypełniając plan, że kontynuacja nastąpi (a właściwie: ukaże się) za 3 dni, wdrażam plan szczegółowszy: wpisy na tym blogu będą się ukazywać
co 3 dni. Czy to nie nazbyt ambitne, biorąc pod uwagę dotychczasowe opóźnienia? Czy nie oznacza to przesunięcia punktu ciężkości z jakości na ilość?

Nie sądzę. Po pierwsze treści mi nie brakowało, jest jej nawet za dużo, problem był zawsze z formą. Po drugie, doświadczenie wykazało, że na obniżenie jakości wpływa raczej przewlekanie i odkładanie. Po trzecie wreszcie, muszę zagospodarować kilka odłożonych a gotowych już tematów, by w maju i czerwcu przedstawić w końcu konkretne plany, od których napomykam od dawna.

Pisałem i porządkowałem niniejsze
najpierw przycupnąwszy w URSA MAIOR.

Lokal obok, niewidoczny uduchowiony lutnista
strugał kopię stradivariusa. 

Niedaleko mnie wisiał plakat promocyjny piwa Pantokrator
(nie pijam żadnego alkoholu od ponad 6 lat, ale piwo kiedyś mi
bardzo smakowało; teraz – próbnie tylko – w ogóle już nie smakuje);
hasłem WIFI tuta też jest Pantokrator.

W pewnym pustostanie przypadkowo będąc zrobiłem zdjęcie graffiti:

Pankration to nie to samo so pantokrator, podobnie jak PANTEIZM
to nie to samo co PANATEIZM. Jeśli ktoś zna różnicę, proszę podać w komentarzu ..będzie Nagroda!

Przypomina mi ta sceneria wyżej niedojrzałe pomysły niektórych gnostyków, pewne skrzywienia kabały (ale nie fulcanellowskiej cabal’y), doszukujących się przyczyn istnienia negatywności w Stworzeniu w jakimś „wypadku”, który wydarzył się w prapoczątkach, rozbitych naczyniach itp. wymysłach. Każdy człowiek konsekwentny myślowo i empatycznie tego rodzaju wytłumaczenia zagadnienia Teodycei oczywiście znajduje jako daleko niewystarczające.
Graffiti, które po pewnej świadomej koloryzacji nasuwa mi właśnie jakiś taki „kosmiczny wypadek” – zostając w pewnych kurzych konotacjach – nie przymierzając – jakieś rozbite JAJKO.

W 2004 roku nakręciłem mój (w zasadzie) pierwszy film, krótki paradokument
o kurach i aniołach. Dopiero jednak po latach zdałem sobie sprawę, że nic
w tym filmie nie jest przypadkowe i pisząc „nic” mam dosłownie na myśli to,
że wszystko ma tam znaczenia korespondujące bardziej lub mniej bezpośrednio ze Znaczeniami Najważniejszymi.
Gdy zaś piszę: znaczenia najważniejsze mam na myśli znaczenia kluczowe nie tylko dla mnie (mojego świadomego życia) ale i kluczowe dla człowieka i jego kondycji w świecie, w ogóle.

Istnieje zatem dziwne powiązanie między Bogiem i zagadnieniami najgłębszej teogonii (i kosmogonii) oraz drobiem (nazywanym drobiem domowym) –
w szczególności zaś: kurami (kurą).

Oczywiście, znane pytanie o to, czy najpierw było jajko czy kura – i szukanie przez nie związku jest NIEPOWAŻNE i byłoby błaznowaniem (a błaznowanie
poza tym, że jest już na pewnym etapie nudne to poza tym jest czcze praktycznie) – mówimy tutaj najzupełniej serio o sprawach śmiertlenie (a przede wszystkim życiowo) poważnych.

Zależność ta została przede mnie odkryta niedawno poprzez „przypadkowe” zetknięcie się z pewnymi konsekwencjami, w szczególności poprzez angielskojęzyczny rdzeń językowy słowa „kura” – tj. „HEN”.
Zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie Nikomu (Komukolwiek) z Was nic
to nie mówi. Sprawa bowiem jest powiązana wręcz archaicznie ze sferą
rodzinno – prywatną, rzecz można nawet: genealogiczną. Tak jakby powiązana pomiędzy genealogią a teologią (w szczególności – teogonią).
Lepiej zrozumieć, o czym mówię, Rozum i logika raczej nie pomogą.
Pomóc może natomiast wejście w pewien nastrój.
Jest to zatem – w dużej mierze – jak już na tym blogu nie raz
wspominałem (że droga poznania – Gnozy – rozpoczyna się raczej
w Sercu niż poprzez Rozum) sprawa naszych serc.
Następnym zaś słowem kluczem i drogowskazem tutaj jest – dzieciństwo.

Iluminacja na ten temat przyszła do mnie ponad rok temu w trakcie zasłuchania się w obrazach (synestezja jest często wskaźnikiem tego, że przekraczamy czysto rozumowe poznanie i zrozumienie – tutaj przedrostek pochodzący od rozumu musi zostać, ale jest to już trans-rozumienie – pewnych rzeczy), które przyniosła końcówka poniższego wiersza Iwana Bunina (w tłumaczeniu Macieja Frońskiego, co ważne, bo to właśnie tłumaczenie i ten „egzemplarz” był tym, który przyniósł
ten specjalny nastrój..) i która przeniosła mnie do mojego dziecięcego pokoju.
A także do dziecięcych pokoi i bawialni mojego Ojca (w podwójnym znaczeniu pojęcia..), dziadka, prababci itd. Nawiasem mówiąc, cała, wielka (dla dziecka
jeszcze większa, co oczywiste), bo pod prawie 4 metrowym sufitem, jedna ściana
tego (mojego) pokoju pokryta była (estetyczną) fototapetą przedstawiającą..
jodły, świerki..las. 

IWAN BUNIN (1870-1953)

Детская

От пихт и елей в горнице темней,
Скучней, стращней. Древнее есть что-то
В уборе их. И вечером красней
Сквозь них зари морозной позолота.

Узорно-легкой, мягкой бахромой
Лежит их тень на рдеющих обоях –
И грустны, грустны сумерки зимой
В заброщенных помещичьих покоях!

Сидиш и смотриш в окна из угла
И думаешь о жизни старосветской...
Увы! Ведь эта горница была
Когда-то нашей детской!

1903-1906


Pokój dziecinny

Od jodeł, świerków w izbie prawie mrok,
Jest smutno, straszno… i jest coś w ich szatach
Starczego. Bardziej, gdy zapada zmrok,
Poprzez nie krwista zachodu poświata.

Na rdzewiejące ściany pada cień
Wzorzystą, lekką frędzlą – aż do kąta –
I smutno gaśnie ten zimowy dzień
W ziemiańskich wnętrzach, których nikt nie sprząta!

Usiadłszy w rogu patrzysz w okna szkło,
O dawnym życiu myślisz z łezką w oku…
Przecież ta izba – nie poznajesz? – no,
To nasz dziecinny pokój!

                     przełożył Maciej Froński

 

Wróćmy jednak jeszcze na chwilkę do kur.
W ogóle zagadnienie w jaki sposób szczegółowo (naukowo) Duch
uzgadnia się ze sferą genetyczną (biochemiczną)
nie tylko w aspekcie indywidualnej inkarnacji, ale także tak, że jest to dopasowane do pewnego konsekwentnego kontinuum dziedziczenia (rodu, rodziny),jest zagadnieniem niezwykle fascynującym ale i niezwykle trudnym, złożonym.
Trudno się oczywiście spodziewać, że zostanie ono rozwiązane zanim w ogóle przełamie się w ramach nauk ścisłych barierę i opracuje oddziaływanie ducha
w materii, choćby w tak podstawowo ujętym zagadnieniu jak stosunek świadomości do mózgu (można to zatytułować skomplikowanie i konkretniej
np. „superweniowanie stanów myślnych na stanach kwantowych w ośrodkach mózgowych”.

Zagadnień genetycznych to nam nawet Rupert Sheldrake na razie raczej nie rozwiążę [ciekawe, dlaczego Sheldrake ma też coś wspólnego z drobiem..-
ktoś wie? Proszę o komentarz – a będzie (serio): nagroda!

Nagrodę tę zdobyć nie jest aż tak bardzo łatwo – 
bo choć dodam pewną wskazówkę, to jest ona..pośrednia!

 

Nie wytłumaczą mi tego raczej też moi Drobi..tj. Drodzy Rodzice,
choć drobiem się nawet wnikliwiej zajmowali..
Ot, choćby takie tytuły nadawali swoim wpisom na blogach..

Ouppss..Końcówka tytułu może za się bardzo, nie tylko z drobiem
kojarzyć! 

Może problem wyjaśnili moi już dawno nie żyjący (umarli zaś
obydwaj za młodu) dalsi przodkowie..

Mieli do tego jakieś predyspozycje, po pierwsze bowiem
byli naukowcami (jeden nawet bardzo młodym wiekiem
profesorem medycyny – współpracującym pewien
czas w Instytucie Pasteura w Paryżu z Miecznikowem).
Może mogli nawet zrozumieć tak trudne zagadnienia,
albowiem, z historii o nich wiem, że byli nadzwyczaj 
dobrymi ludźmi, a cecha ta akurat liczy się, jeśli rozpatruje
się sprawy mieszczące się już nie w zwykłej nauce
ale nauce inkorporującej zagadnienia ezoteryczne..

***

Tak więc, zasygnalizowałem jedynie, że:
Jest związek z zagadnieniami boskimi – szczególnie w aspekcie
wręcz ARCHAICZNEJ kosmogonii a kurą (drobiem).
I że nie ma to wiele wspólnego z poważnym rozważaniem 
przysłowiowego pytania o prapoczątek (ale ma coś wspólnego
z tym, że pytanie o prapoczątek, czy przybiera formę szukania
jakiegoś Ungrund czy też skupia się bardziej na praktycznych
aspektach analizy choćby tak doniosłej sprawy jak istnienie Zła –
jest ważne). 
Ewa także to przysłowiowe pytanie raczej bagatelizuje po czym
przechodzi do zagadnień istotniejszych..

Drób, gad, płaz, ssak – człowiek – wszystko to boże stworzenia 
(w ziemskiej bibliotece..)

Jednak od człowieka do Boga nie jest tak prosto i bezpośrednio.
Np. pomiędzy człowiekiem i Bogiem może być, i tradycja o tym pamięta..choćby anioł.

Całość 10-minutowego paradokumentu (z 2004 r.) jest do obejrzenia tutaj:

a nawet do ściągnięcia, np. tu

Ewangelia Pierwsza (2004, 10 min.)

Z częścia artystyczną niniejszego wpisu pożegnajmy się z uduchowionym
wyrazem twarzy..

i zarysem – niewidocznej, jak Ciemna Strona Księżyca, Konstelacji Kury. 

***

Ostatni film (z pewnym drobnym wyjątkiem) nakręciłem w zasadzie
już 10 lat temu (2008). Ale i do filmów w bieżącym roku planuję wrócić..

Powyższą, środkową część pisałem w Kociej Kawiarni..

Lwi taki trochę, nieprawdaż?

Aż dziw, że biorąc pod uwagę ilość wątków w tym kłębku,
notka nie jest (wydaje mi się, że nie jest) aż taka rozbałaganiona
jak by to wynikało ze spotkania: kota i kłębka tematów..

TERAZ PRZEJDŹMY (WRÓĆMY) do tego, co pisałem o swoich wadach,
pisząc w poprzednim odcinku:

pytanie wsobne: czy ta RZECZ to moja cecha?

Szukałem powodów negatywności (różnego typu, w tym przypadku powodów braku dyscypliny, opóźnień, pośrednio też złości na siebie itd.) i nawet mówiąc ogólniej: braków i dysharmonii (przecież i 5 i 8 wiążą się i z balansem
i z harmonią..).  Wyżej (w poprzednim wpisie) zająłem się możliwością pierwszą,
pytając czy aby jest to naprawdę moje; czy może w ogóle nie należy do mnie ale jest powiedzmy nawet czymś w rodzaju jakiegoś ataku – jakiegoś wroga, przeciwnika (takiego jak u Castanedy..albo i innego), czy może też po prostu „szumu/chaosu” z zewnątrz – na mnie. Z taką konstatacją miałem problem,
ze względu na pewną pretensjonalność założenia. A także z pewnych
innych względów..
A jednak – chciałbym podkreślić to, że pokonanie tej pretensjonalności
i przyjęcie, że rzeczywiście WADY tak naprawdę nie są moje (co nie znaczy absolutnie jakiejś frywolnej i nieodpowiedzialnej ekskulpacji z tego,
że przecież te wady się jak najbardziej realnie przeze mnie jednak PRZEJAWIAJĄ) – może być pomocne.
I, biorąc pod uwagę to, co napisałem w nawiasie, jeśli nie idziemy w kierunku bezczynności ale aktywnego wzięcia odpowiedzialności – oczywiście jest to pomocne. Łatwiej nam wtedy uwierzyć w siebie – i z tą siłą mocniej i skuteczniej ZWALCZAĆ TE WADY.

Wracam do tego po raz kolejny, co stwierdzi każdy uważny czytelnik tego bloga, od pierwszego prawie wpisu – wracam oczywiście świadomie – by raz po raz przypomnieć sobie, że pomimo NAWET zdroworoz(skąd?)kowego krytycyzmu
i sceptycyzmu oraz jak najbardziej pożądanej PRAWDZIWEJ pokory i skromności – są pewne zadania – które, aby mogły się realnie przejawić wymagają nie tylko przekonania o istnieniu Boga (wiary, która graniczy z pewnością), ale bardziej nawet wymagają wielkiej WIARY W SIEBIE.
I tutaj mamy do czynienia z wieloma psychologicznymi przede wszystkim paradoksami, które zapewne wymyślone są po to, by nas zatrzymać na
(swoim, czyli dość przeciętnym a mówiąc inaczej: zawsze negatywnym
w sensie: że negatywne jest nierealizowanie Potencjalności) miejscu.

Miejscu, które, póki co, bardziej definiuje to co niżej (zwierzę) niż to,
co wyżej – jakieś niebo czy tam anioł.

Zdrowy rozsądek, powiem, też jest skądś – i czasem przyjrzenie się naszym,
u niektórych ludzi automatycznym, oczywistościom tego typu – potrafi ujawnić, jak bardzo są one nieracjonalne – i tym samym z naprawdę ZDROWYM rozsądkiem nie mają nic wspólnego. W szczególności powodują raczej one to,
że trwamy w chorobie.

Będziemy do tego wracać nie raz. Trzeba bowiem te sprawy dokładniej
(i przekonywująco) wyjaśnić. Tutaj niech będzie wolno mi jeszcze
przywołać powiedzenie:

MISTYK NIE MOŻE BAĆ SIĘ ŚMIESZNOŚCI

Oczywiście są różnego rodzaju śmieszności, także takie, które są po prostu reakcjami (wg powiedzenia, że na początku się kogoś niewygodnego ignoruje; następnym zaś etapem może być – sprawdzone i często skuteczne – wyśmianie).

Oczywiście do pewnego stopnia śmieszności nie da się uniknąć.
Także, balans pomiędzy teorią i praktyką, podpowiada nam, że jednak
niemądre jest przesadzanie z wystawianiem się na śmieszność –
nie jest to bowiem pragmatyczne (czyni rzecz nieskuteczną).
Jest to zatem, jak niemal wszystko, kwestia złotego środka.

Śmieszność jest jednak jednym z największych lęków intelektualistów
(i racjonalistów, w ogóle).
Także dlatego mają oni tak wielki problem z egzystencją i co za tym
w pierwszym rzędzie idzie – ze śmiercią. Oczywiście powstają
wtedy nieliche dzieła sztuki lub rozprawy, ale smutne jest to, 
że mają one często błędne podstawy skutkujące takimże błędnym,
choć mimo wszystko cennym artystycznie, finałem. 
Naturalnie intelektualiści ciążą raczej w stronę melancholii
(dobrze, gdy aktywnej, wtedy rodzą artystę – przy pasywnej generalnie degenerują) i ironii. Z jedną i drugą się osobiście (po okresie wielkiej zażyłości) pożegnałem, choć nie wątpię, że szczególnie druga może być nadal twórczo wykorzystywana FORMALNIE dla dobrej sprawy.

Biblia bardziej wtajemniczonych melancholików ma już prawie 500 lat..i ja ją mam (jeszcze) na półce..

No dobrze, ale wracajmy do tematu, czyli – omówiliśmy (dopowiedzieliśmy) trochę do pierwszego pytania wsobnego..
A pozostałe alternatywy tej auto-indagacji?
Zatem:

– Czy może inaczej jednak: to cecha z ZEWNĄTRZ (cecha warunkowana
przez WPŁYW ŚRODKOWISKA i wszystkie temu podobne..),
której nie potrafię się skutecznie oprzeć?

Ale przecież tutaj właśnie należy głównie stosować MĄDROŚĆ,
która mówi kiedy nasze MYŚLI lepiej brać za OBIEKTYWNE a świat
za ILUZJĘ, a kiedy odwrotnie – świadomość (i jeszcze bardziej nieświadomość/podświadomość – co łatwiej powiedzieć niż..)
NEUTRALIZOWAĆ jako stwarzającą nam sztuczne bariery,
ograniczającą – wracamy do pozornego zderzenia paradoksalnych
REŻIMÓW od którego zacząłem wpis poprzedni..

Co tutaj jest ważne?
Jaka konstatacja?

Ważne jest CO Z NASZYCH IDEI, PLANÓW, MYŚLI
– inspiracji i intuicji WYNIKA W PRAKTYCE.

Ważne, by wiedzieć, kiedy i jaki aspekt maksymalizować.

Równanie zatem wyglądałoby mniej więcej tak:

(M + P)  x P = Pp  

Gdzie:
M – myśli, idee, inspiracje itd.
P – praktyka, pragmatym, realizm, trzymanie się Ziemi
Pp – pleroma praktyka (w wersji bardziej zaś osobistej: 
pleoroma praktyka)

Jak widzimy, jeśli po lewej stronie równania
gdziekolwiek za P podstawi się wartość ZERO,
wynik będzie zerowy. 

Mówi to nam wyraźnie o tym, co od dawna znane,
że choćby: lepiej być pracowitym bez talentu niż
utalentowatym bez pracy. 
I można to znaleźć wszędzie, gdzie trochę myślą..
choćby w zakonie thelemy stopień Theoreticus
jest poniżej Practicusa. 
A i wg Borysa Murawiewa, to co różni
egzoteryków od mezoteryków i ezoteryków
to dołączenie do „wspólnego rozumienia”
praktyki – ci na etapie mezo (mezzo) więcej już kalkulują
niż kontemplują, zaś ezoterycy mają konieczną
i doskonałą Praktykę..

Jeśli pod 0 podstawi się symbolicznie Boga
(co nie jest li tylko jakąś zgrywą, a ma swoje,
także symboliczne, ale nie tylko, uzasadnienie..)

– to można, tylko w określonej konwencji, przyjąć,
że Bóg nie praktykuje
(ten wzór rozpatrywany z podstawieniem Boga w ogóle
jest ciekawy ale omówienie tego wymagałoby odrębnego
zupełnie opracowania..).

Czy to jest jakaś konwencja zarzutu? Wręcz przeciwnie.
Nie do tego zmierzamy.

Z przymróżeniem oka, przypomina mi się tutaj
scena z amerykańskiej prześmiewczej (a jednak prezentującej
czasem dość istotne wartości, co prawda w oryginalny sposób)
bajki dla dorosłych (choć najczęściej oglądają ją jednak dzieci,
co nie zawsze dobre..) pt. "South Park":
- w scenie tej bohater, chłopczyk ma pretensje, że po raz
kolejny zanosi się na śmierć Kennego (to bohater - też chłopczyk,
który tradycyjnie ginie w każdym odcinku - na przeróżne sposoby
tj. ginie w sensie spotyka go najczęściej jakaś gwałtowna a niespodziewana 
i widowiskowa śmierć fizyczna..) i wzywa Boga by przedsięwziął jakąś
interwencję..Bóg jednak, wychylając się zza chmurki, przedstawiony
tradycyjnie i symbolicznie za pomocą oka Opatrzności w trójkącie,
przepraszająco wyjaśnia, że nie bardzo może interweniować, bo:
- ALE JA NIE MAM RĄK!

Mamy tutaj więc kwestię tego, że Bogu potrzebne są 
JAKIEŚ NARZĘDZIA.

Muszę się tutaj przyznać, że napisałem w życiu dużo bzdur – to znaczy,
żeby uszczegółowić i być jeszcze szczerszym, może nie aż tak strasznie dużo,
ale za to kilka bardzo wielkich. I rzeczywiście, bardziej nawet
napisałem niż powiedziałem (ale to obecnie bardzo często,
bo w zw. z Internetem i anonimowością itp. ludzie częściej
niż kiedyś są skłonni do wypisywania takich rzeczy, których
jednak – powiedzieć fizycznymi ustami by jednak nie powiedzieli..). 

Jedną z największych bzdur jaką zdarzyło mi się napisać jest
passus, który znalazł się w pewnym – zaczętym tylko, i nigdy
nie dokończonym teoremacie.
Rzeczy celowo nie polerowałem, nie poprawiłem kosmetycznie
(gramatycznie itp.) i logicznie i w ogóle nie kończyłem,
zorientowawszy się, że całość szła w złym kierunku.
I to, że tutaj o tej pisaninie napomykam też oczywiście nie
ma na celu promocji tego,  chociaż – są tam pewne wartościowe
elementy. Jako przykład jednak, gdzie i jak można się pogubić
– gdy człowiek ma więcej pretensji o Istnienie niż za to wdzięczności
i gdy teoretyczna wiedza (oraz intuicja) o tym, że CZAS JEST ILUZJĄ
pcha takiego człowieka do rozmyślań postulujących czasu likwidację 
(co byłoby nad wyraz żałosne, zważywszy że BÓG WŁAŚNIE
i CUD STWORZENIA wiąże się z czasu odpowiednim przez
Jedynego zatrudnieniem – czasu oszukaniem; w tym sensie
mówi się czasem o Bogu jako o ZWYCIĘZCY NIEMIŁOSIERNEGO
HEROPASSA). 

Spektralna teoria Boga, duszy i świadomości została zanotowana
właśnie w czasie wyjątkowo silnego kryzysu, zarówno duchowego,
jak mentalnego i fizycznego, w roku 2014. 
Co ciekawe, nawet jeszcze w r. 2016 popełniłem pewne
refleksje na temat tej teoryjki, ale już wiedząc, że idzie w złym
kierunku i nie zamierzając jej polerować i kończyć.
Ten rodzaj „dementi” napisałem dokładnie 7 lipca 2016 –
na 7(8) dni przed 15 lipca, gdy moje pewne skrzywione
zapatrywania (raczej contra intuicji – płynące z chorobliwego
stanu tak mentalnego jak fizycznego – intuicje bowiem zawsze
były dość zdrowe..)  – i także, pewne słabości, nieodwołalnie się
naprostowały! Bogu dzięki!

Ten nieszczęsny passus, bzdura bzdur brzmiała:
BÓG NIE POZWALA SOBIE POMAGAĆ (z definicji). 

Otóż, naprawdę jest dokładnie odwrotnie.

Ktoś (Ark) kiedyś, nie tak dawno, ładnie ujął anty-bzdurnie:

Trzeba temu Bogu jakoś pomóc!

I tylko w takim instrumentalnym celu przywołałem podobną konwencję,
jak wyżej. 

ZŁE POMYSŁY W ZŁYCH CZASACH
 (czasach nie tak złych, bo koniecznych -
 bowiem jest oczywistym dla Każdego, że trzeba się
 narodzić, żeby móc umrzeć - ale nie dla każdego, że
 trzeba umrzeć, żeby się narodzić..)

Tutaj można - kto wnikliwy porównać może sobie
 mój opis sprawy (i BŁĘDU oraz złego kierunku)
 z materiałem empirycznym..

Schemat główny (jako taki można powiedzieć, że
 w zasadzie najmniej obarczony błędami) - link.

Oryginał - z różnymi językowymi (ale i merytorycznymi)
 niedoszlifowaniami (jak wspomaniałem - tak pozostawiony
 bez poprawek i finalizacji) - link.

A tutaj "dementi" - ustosunkowanie się - jeszcze w lipcu 2016
 (link). 

Czasy, gdy jest się martwym nigdy nie należą do przyjemnych,
ale jednak – poza – wtedy lekko przeświecającą przez ciemność,
potem zaś jasną jak Słońce – świadomością konieczności takich
doświadczeń, było w nich też kilka odlotowych pomysłów..-choćby to,
że części (nieopublikowane, i dobrze) do powyżej wspomnianych
teoryjek oraz pewne inne spisywałem wpadając w pismo
tzw. „automatyczne” – bywało, że pisząc (na laptopie) 
ponad 48 godzin, bez przerwy, czego skutki były nie tylko
duchowo – mentalne ale i fizyczne (bardziej niż jakiegoś -ezo
– raczej -egzo-dermiczne..)

ręka po pisaniu..

***

Część 3 i ostatnią niniejszego wpisu w dzień 5-8 pisałem
w Alchemii..

W ogóle, coś ta alchemia, choć w odróżeniu od Rodziców (biochemików)
a i też wielu Przodków (w tym wspomnianych,) nie jestem naukowcem
(a na pewno nie przyrodnikiem!) mi chodzi po głowie..a nawet – gdy nie chodzi
– to bywa, że sama do mnie przychodzi. 

Tematów – dotknąłem, tylko skrawek. Ale i tak – zgodnie
z dyspensą, zaznaczoną na wstępie, pewnie – za dużo!
Taki to świat – gdzie wszystko się ze wszystkim łączy,
a człowiek – jak Adam – jeśli jest mądry (rozsądny) – 
i posłuszny wskazaniu Ojca – porządkuje, czyli nazywa.

Na koniec jeszcze – żeby nie było, że tak się tutaj pieścimy, 
ze wszystkim..

"Towards the cold of Zero degrees Absolute, beyond which there is Nothing but the Abyss, the Great Emptiness which draws in and swallows everything relative; the Outer Darkness into which everything falls with weeping and gnashing of teeth, giving out cries of distress. Only what is absolute will withstand their icy breath."
[z Gnosis, cz. III, Borys Murawiew, 
nawiązanie oczywiście do Mt 8; 12 (8,3), Mt 13; 41-42  (4,8,3)]

Tak..
I tutaj, mimo całych moich zarzutów do siebie samego w głównej mierze,
przypominam sobie – jakby to było dzisiaj..A było to właśnie w r. 2014,
w apogeum śmierci (choć to ciężko powiedzieć..- pierwsze apogeum, 
a raczej epicentrum „wybuchu” było już w 2011 – gdy miałem jeszcze 
33 lata, w Poznaniu). Petardy zaś wybuchały i raniły aż do 2015..a może
i nawet po nim. 
Przypominam sobie, że byłem TAM, w tej mrążącej duszę i ciało
Pustce, gdzie nic relatywnego się nie liczy – i gdzie jest 
tylko niewczesny „płacz i zgrzytanie zębów”. 
I mimo całego mojego opłakanego stanu, gdy opadły ze mnie
wszystkie skrzywienia i degeneracje osobowości, które
nabyłem żyjąc, a tak w tych chwilach jakby było,
czułem tylko nadziemski spokój, widziałem
tylko piękno w jego świętym rytmie
i przepełniała mnie czułość do Wszystkiego,
co 
żyje, żyło i będzie żyło. 

 

5 przemyśleń nt. „Kury i Anioły”

    1. Dziękuję bardzo za dowcipny komentarz..niestety nie była to odpowiedź na jedno ani drugie pytanie konkursowe więc nie mogę przyznać nagrody!
      Niemniej b.dziekuje za komentarz i zachęcam do śledzenia następnych a i wcześniejszych odcinków -)

  1. Jest problem.
    Mianowicie dzisiaj wypada 3 dni od powyższego odcinka no i głupio byłoby dopuścić by już za 3 razem nastąpiła obsuwa slubowanego terminu publikowania co 3 dni.
    Niestety tak się złożyło, że aż do poniedziałku w zasadzie nie mam Internetu a także nie ma ze mną komputera, na którego dysku jest plik z głównymi zrębami przewidzianego następnego odcinka.
    Jednak uważam,że usprawiedliwienie się tym i odłożenie wpisu aż do poniedziałku byłoby zbyt łatwym!
    Dlatego dziś przepraszam ,że wpis nie pojawi się jeszcze dziś 11 maja, ale pojawi sie (inny, ale też w temacie itd.) na pewno JUTRO i to pomimo tego,że będę musiał wstukac go w całości na telefonie..

    Tymczasem przepraszam za to 1 dniowe opóźnienie i pozdrawiam !
    Marat Dakunin

    1. Dziękuję!
      BYłoby super-fajnie gdybyś (Pani, Pan?) znalazł(a) czas/ochotę by moze dodać coś więcej..
      A moze jakieś pytania – przeciez w tym wpisie chyba nader duzo niejasnosci i zagadek..
      Sa tez 2 pytania konkursowe – za odpowiedź prawidłową (mogę dać pomocnicze dopowiedzenia..) – serio jest nagroda (o wartości ok. 150 zł, do wysłania na podany, dowolny adres w czerwcu br.)
      pozdrawiam
      !
      md

Dodaj komentarz