Przeznaczenie (I)

Ludzie kierują się w swych wyborach różnymi sprawami. Nawet w bardzo istotnych wyborach. Bywa, że im istotniejszy wybór, tym dziwniejsze rzeczy nań wpływają.

Żył sobie kiedyś pewien historyk i marszand sztuki, świetnie zarabiał na początku lat 90-tych na skupie i renowacji m.in. antycznych mebli.
Przy tym był dość fajnym człowiekiem. Gdy umarła mu pierwsza żona,
drugą, młodziutką dziewczynę, w której odnajdywał nie tylko wspomnienie
o pierwszej, odnalazł w małej mazowieckiej wsi. Przy tym był dość fajnym człowiekiem, więc młodszą siostrę rzeczonej zabrał także do swojego wielkiego domu w dużym mieście i we wszystkim jej pomagał. I jego młoda żona i jej siostra, a także rodzice sióstr ( a także trzeciej, najmłodszej siostry) mieli zapewnione wszystko, co sobie mogli tylko wymarzyć. Był dobry i hojny. Był też lekko zwariowany, ale pozytywnie.
Pewnego dnia marszand, który był ledwie po 40-tce (a dziewczyny około 20-letnie) przyszedł do Młodszej Siostry, spojrzał jej w oczy a potem położył głowę na jej kolanach i powiedział:

– Pewnie to w jakiś sposób wiesz, bo wszystko wiesz; na co to wszystko, jak zdechnę jak ten pies..

Dzień później przebiegał z ogrodu swojego wielkiego domu, w którym wszyscy mogli odnaleźć gościnę, na drugą stronę ulicy, do baru – po flaczki. Potrącił go samochód i umarł.

Po śmierci dobrego marszanda, wszyscy, szczególnie oczywiście Młoda Wdowa – i jej młodsza siostra; obie bowiem go kochały – jedna głównie jako mężczyznę i męża, druga głównie jako dobrego i pięknego człowieka, popadły w nieutuloną żałobę i depresję.

Nie był to krótki czas. A gdy jeszcze trwał, Młodszej Siostrze przyśnił się ojciec najbliższego przyjaciela nagle zmarłego, który niedawno także zmarł, na raka.
We śnie Duch poprosił dziewczynę, by wyszła za mąż za jego syna, to bowiem, dla tego syna, jedyny ratunek. Tylko ona może go – w jakiś sposób – ochronić przed nieszczęściem i śmiercią, która inaczej niechybnie go czeka, pociągając za sobą także potępienie.

Młodsza Siostra tak zrobiła.
Zdarzyło się także, że w pewnej sytuacji – bezpośrednio, uratowała temu człowiekowi życie. I choć najpiękniej jak można wychowała dwójkę wspólnych dzieci – chłopca i dziewczynkę, nie nauczyła swojego męża wdzięczności, ani za dobrobyt, ani za dzieci, ani za piękną i mądrą żonę. Wdzięczności do Boga – nie do siebie samej.
Wszystko układało się coraz gorzej, aż się rozstali. Mąż znęcał się nad nią psychicznie. Aby przeżyć, także dla dobra dzieci, Młodsza Siostra musiała się od tego człowieka odseparować.
Choć w jej życiu były od tego czasu jaśniejsze i ciemniejsze dni, nowy związek, w który się zaangażowała, skończył się wielkim, niezawinionym cierpieniem.
Także materialnie prześladował ją i prześladuje ciągle pech.
Gdy spotkała kiedyś człowieka, który, z wszelkich znaków na ziemi i niebie, był jej przeznaczony, choć zaczęło się pięknie, też się to wtedy nie udało.
Mało tego, Bóg powiedział jej wtedy, że „nie możecie być razem”.
I choć – już razem byli – postąpiła zgodnie z tym głosem, który słyszała.

Wszystko to stało się i dzieje najszczęśliwiej jak mogło – Młodsza Siostra – i ten mężczyzna, który był jej Prawdziwie przeznaczony, tak naprawdę są „w czepku urodzeni”. Wszystko to zmierza do finału, w którym można powiedzieć, że Radość jest Nie do Wyobrażenia.

Ale czy można się komuś dziwić, jeśli po drodze – trochę wątpi i trochę dramatyzuje?

Dodaj komentarz