Lato w Dolinie M.

Wróciłem 3 dni temu z Wiednia.

A gdy Lwa nie ma,..

pod blokiem mi znak grass-crop-circle

wymalowano ..

Będę jeszcze o tym pisał..

niedługo…

 

20…21..22…

a wcześniej: 13 czerwca 2019

a wcześniej: 15 lipca 2016 

a wcześniej?

 

Byłem w Egipcie. Ale tylko przejazdem do Jeruzalemu. 
Będę jeszcze musiał wrócić. Niemniej zrobiłem sobie fotkę z tamtejszymi kotami…

..

8

8

7

7

A może tak…kto to wie?

22 – czy rano, czy później, będzie już dostępny nowy Marat DAkunin

czyli to co on chce innym powiedzieć a uważa, że warto..

pod adresem

BL8G.PL

a adresów będzie ci on miał więcej..

Czy wszystko się dobrze skończy?

Zapewne..

Ale – skoro tak dobrze się zaczyna..

czy nie należy się bać?

No cóż, bać się nie należy – należy zrobić coś pożytecznego!

Przysłowie to poradził mi Ark.

DO usłyszenia 🙂

Mateusz – Marat 

D.

Dobran8c 🙂 

N8c 

UWAGA – START NA NOWO – Zapraszam na Nowy Blog (BL8G.PL)

Były jeszcze dodatkowe opóźnienia, ale – jak zapowiadałem – wracam z cykliczną i nieprzerwaną już kontynuacją. Oby owocną – co już nie tylko ode mnie zależy.

Ten blog będzie zachowany archiwalnie, natomiast zostały zbudowane (i są budowane) nowe miejsca, hostingi, by zaprowadzić także porządek merytoryczny i formalny.

Klimat niniejszego miejsca będzie zachowany – zapraszam w pierwszej kolejności na blog ogólny, gdzie będzie pojawiać się tematyka codzienna, ale i – jak tutaj – z ezoterycznym i duchowym przesłaniem, okraszona oryginalną wizualizacją.

Zapraszam zatem na mój nowy blog ogólny pod adresem:

BL8G.PL

 

pozdrawiam serdecznie

Marat Dakunin 

 

Kraków, 20.6.2019

 

 

 

 

Już PRAWIE

Przepraszanie Innych i siebie nie jest najważniejsze, ważniejsze jest solidne (i pogodne) postanowienie poprawy a jeszcze ważniejszy: skutek naprawiający zaniedbanie.

Zapowiadałem wznowienie bloga i to na nieporównanie większą skalę tak tematyczną jak co do kategorii (będzie kilka cyklicznych), tudzież walorów
PRAKTYCZNYCH i nie tylko (a będą też formy wideo – jeszcze nie wiem czy Vimeo
czy jednak YouTube) – zapowiadałem ale kolejne daty mijały..i..

I piszę, by zapewnić, że będzie.

Nie rezygnacja czy nieprzezwyciężone trudności tu winne, a organizacja
– i to niemałej ilości składników, zapewnienie o wiele szybszego (będzie wygodniej czytać a przede wszystkim oglądać fot. i ..nie tylko) hostingu, bezpiecznego, inne bonosu. 

Jak obiecałem, tutaj dam znać – gdzie (pod nową domeną) prowadzony
będzie nowy blog – będzie to nawet blog niejeden. A wszystkie regularne.

Aby już nie przekroczyć, dookreślę bezpiecznie, że zaproszę (także przez wpis tutaj – ten blog, pod ta domeną traktować bedę jako archiwalny) na NOWE
POMIĘDZY POCZĄTKIEM KWIETNIA A ŚRODKIEM MAJA. TEGO ROKU, 2019.

Serdeczności

Marat Dakunin

(fot. Arkadiusz Jadczyk )
(fot. Arkadiusz Jadczyk) 

Aktualności

Niedługo – dalszy ciąg niniejszego blogowania – i nie tylko
ale już pod nowym adresem.
W najbliższych tygodniach podam wszystkie nowe adresy
i ciekawe informacje.

Pozdrawiam!

Marat Dakunin

PS

Ach ci Ludzie, często i większość zupełnie jak Strusie..
nie mogą się czasem zdecydować – chować tę głowę i nie widzieć
czy nie chować..
A jednak, przecież i nawet Struś się domyśla, że
WIEDZA OCHRANIA, natomiast
IGNORANCJA POWODUJE ZAGROŻENIE

 

 

 

Ezoteryka w piosenkach Roxette (cz. 2)

No cóż, „jutro” wyszło za 3 dni. Cuda jednak z 3 które są jednym
i odwrotnie są nie tylko moją specjalnością.

Poprzednio (we wpisie „Przesłanie ezoteryczne w utworach
zespołu Roxette (cz. 1)” tutaj link
http://blog.cassiopaea.pl/2018/05/25/przeslanie-ezoteryczne-utworach-zespolu-roxette-cz-1/)
omówiliśmy, głównie społeczne, przesłanie jednej z piosenek z ostatniego albumu zespołu „Dobra Karma”. Tytułowa piosenka z tej płyty nie jest zbyt ciekawa, by poddać ją dłuższemu omówieniu; nie ma też do niej teledysku. Ostatnia zwrotka jest bardzo jasna w wymowie i w pełni koresponduje z tytułem – i piosenki i całego albumu:

Sense
 Life was a train passing by
 But your heart is heaven on fire
 Just when you thought that you died
 You came out bright
 And so alive

Zajmiemy się teraz starszym utworem, gdzie nie ma bezpośredniej, konkretnej symboliki, gdzie znaczenia są podane prościej i psychologicznie.

Piosenka pt. „Almost Unreal”.

Pierwsze sceny do teledysku pokazują od tyłu fotel, który przybiera taki kształt:

W tym kawałku nie będę wskazywał jakichś konkretnych symboli,
układów metafor, ewidentnych wizualnych czy fabularnych nośników
znaczeń duchowych – ale, dla przykładu, wskażę jak kształtuje się przekaz tekstu. Krąży on w zasadzie wokół czegoś, co można by określić „pogodną psychologią”, może miejscami ciut banalną, ale trzymającą się generalnie standardów formułowania pewnych prawd czy pociech duchowych.

Weźmy np.:

  • – wezwanie do oddania się swojej pasji, talentowi – jedno z podstawowych ezoterycznych wskazań życiowych, obecne a jakże także w ewangeliach (np. przypowieść o sługach i talentach – tam oczywiście nazwa odnosi się bezpośrednio do środka pieniężnego, waluty), śpiewane
    „..and do what you do best..” 
  • – typowo ezoteryczne, magiczne, w ostatnim Czasie nawet szczególnie podkreślane no i oczywiście nader aktualne, przeświadczenie, że Miłość zwycięży, zawsze odnajdzie drogę, że „idze za nami” i przeznaczenie zostało tak zaaranżowane, żeby nas wspomóc, byśmy stali się Kompletni, ewoluowali, że los/przypadek itd. konspirują kierowane przez Ducha, także by nas, ludzi, wspomóc, choćby w słowach: „..I do believe love came our way and fate did arrange for us to meet„.
    Kilka już wpisów, szczególnie przy samym początku niniejszego blogapoświęciłem tej kwestii, a będę o tym pisał jeszcze nie raz i mocniej.
    Sam mogę bowiem zaświadczyć z pełnym przekonaniem i wiedzą (a nie tylko domysłem, przeświadczeniem czy wiarą), że tak dokładnie bywa. Nie zawsze jest tak, że „przeznaczenie” konfiguruje zdarzenia i wypadki naszego życia dla nas bezboleśnie; ale jeśli widzimy, co trzeba widzieć i potrafimy dostrzec w negatywnych z pozoru doświadczeniach naukę, plusy i tło do obrania przez nas dobrej drogi – w zasadzie trudno – mi chociażby – byłoby wtedy w całym moim życiu wskazać jakiekolwiek doświadczenia, które nie byłyby w tym sensie owocne. A proszę mi wierzyć, trochę w życiu ekstremów, doświadczyłem,i to po obu stronach sinusoidy „przyjemne – bolesne”.
  • – „you’ve got the power to heal ” – też mógłbym szerzej komentować (choćby, także typowe dla ezoteryki przeświadczenie o mocy uzdrawiania samego siebie, które człowiek może odkryć i poznać vide np. Reiki itp.).
  • – Mądrość powinna mówić nam, że są pewne rzeczy, siły wyższe, których zmienić nie sposób – ale także podpowiada, że można znaleźć pociechę i pomocne środki, że nie jesteśmy sami..- „hey, we can’t stop the rain  
    let’s find a place by the fire”.
     
  • – „sometimes I feel, strange as it seems you’ve been in my dreams all my life” 
    Oczywiste. Znane z teorii, przykładów Innych ludzi ale przede wszystkim
    – znane z własnego doświadczenia. Literalnie i dosłownie, też tylko przykładowo: spotkając naszą Duszę Polarną może okazać się, że w jakimś sensie i w jakiś sposób znała nas już wcześniej, np. śniła o nieznajomym, a jednak znajomym..

Ostatnie zdanie pozostawiam bez szerszego komentarza:

"It's a crazy world out there
 let's hope our prayers are in good hands tonight."

[dosłowne tłum.: Ten świat jest szalony.
 Miejmy nadzieję, że nasze modlitwy znajdują się w dobrych rękach tego wieczora]

Kto wnikliwszy dostrzeże tu od razu aluzję do oszustw
obecnych w przekazach wielu naszych religii i choćby faktu,
że modląc się do Jahve, takiego, jaki jest znany ze Starego Testamentu, niewykluczone, że modlimy się do „demona” a nie żadnego Boga,
tym bardziej Najwyższego..

Słowa te padają na końcu piosenki (i teledysku)
a towarzyszy im taka oto wizualizacja:
 

 

Przesłanie ezoteryczne w utworach zespołu Roxette (cz. 1)

Dzisiaj trochę rozrywkowo, czerwiec – a wraz z nim kluczowe w tym roku wpisy, za pasem. Postaram się wypełnić ten czas czymś z jednej strony lżejszym,
z drugiej – wcale nie banalnym. Choćby dlatego, że poniższe – oraz dokończenie w następnych odcinkach – analizy są całkowicie oryginalne (a przy tym, mam nadzieję, rzeczowe) i, w zasadzie, spisane na bieżąco.

Nie bawiąc się w niepotrzebne wstępy, dotyczące choćby roli i teorii estetycznej muzyki, zgłębiania funkcji i postaci tekstów lirycznych towarzyszących piosenkom czy analizowania symboliki obrazu krótkich filmów (teledysków) muzycznych – przechodzimy od razu do sedna tj. do analizy przekazu.

Na warsztat wzięliśmy sympatyczny zespół Roxette (szwedzki duet ostatnio wydał płytę „Good Karma(Dobra Karma), a Marie i Per zestarzeli się bardzo sympatycznie), co może być zaskakujące dla niejednego Czytelnika. I dla mnie trochę takie było, gdy przypadkiem sprawie się przyjrzałem bliżej i odkryłem wiele konsekwentnych przekazów natury duchowej i ezoterycznej, które umieszczają szwedzcy muzycy w swoich utworach od początku ich kariery.
Przy czym, o ile zetknąłem się z szukającymi sensacji i mało rzeczowymi de facto doniesieniami na różnej maści portalach, portalikach i serwisach plotkarskich, doszukiwaniami się „okultyzmu” w różnych utworach, w tym teledyskach, takich wykonawców jak choćby ..mniejsza o kogo..,
to taką analizą nigdy bym się nie zajął.
Raz, że nie mam zamiaru promować różnych skrzywień
 i zboczeń, dwa – musiałbym, taki jest bowiem zwykle tego poziom, promować lub naśmiewać się z głupoty. Dlaczego nie warto tego promować – wynika samo z siebie. Dlaczego zaś nie warto się naśmiewać czy szukać skandalu – bo to zbyt łatwe czyli żadna sztuka, a poza tym w tym akurat nie byłbym oryginalny – o tym piszą także inni, w tym pseudo-dziennikarze pseudo-portali.

Omówimy Roxette właśnie dlatego, że przekaz jest bardziej duchowy, pozytywny i ciepły, przy czym częściowo nawet dość wysokiej jakości, niż taki, który skupia się na próżnej ciekawostce, wywołaniu kontrowersji czy nawet przestraszeniu kogoś.. Do takich treści przylgnęłoby bardziej, jak sądzę, słowo „okultystyczny”.

Mi osobiście najbliższa, związana przypadkowo z pewnym bardzo ważnym okresem i zdarzeniami w życiu, a jedocześnie pełna symboli, metafor 
i odniesień, tak w warstwie tekstowej, jak – może jeszcze bardziej – wizualnej teledysku – jest piosenka pt. „Vulnerable”. Przekaz tej piosenki jest jednak na tyle ważny a elementów, które i warto i trzeba omówic tyle – oraz jej znaczenie dla mnie osobiście tak duże, że zostawiam ją na specjalny odcinek, w oderwaniu od tej, lekko jednak rozrywkowej ze swej natury, serii wpisów.

Na początek omówimy jednak utwór o równie uniwersalnym a jednocześnie bardzo aktualnym przekazie. Aktualnym, bo przekaz dotyczy zdarzeń, które rychło nadejdą, a w zasadzie już się dzieją, a także dlatego, że sama piosenka jest jedną z najnowszych – pochodzi właśnie z ostatniej płyty Roxette „Dobra Karma”.

Sam już tytuł jest znaczący i brzmi „It just happens” co pozwolę sobie przetłumaczyć nie tylko najzupełniej dosłownie „Po prostu się dzieje”, ale także akcentując właśnie tę aktualność „Właśnie się dzieje”.

 

 

Zamieszczam najpierw angielski oryginał:

It just happens
It just happens
It just happens

It's a cabaret,
 taking over on a quiet lazy backseat day.
 And it's so beautiful
 Like the sunshine on your balcony just yesterday

Don't underestimate
 Your heart is never late
 And love will always find a way

It just happens
 And you don't know what's going on
 If it's new or if it's been there since long
 If it's right or wrong

You fall in love
 You fall in love

You don't have a say
 Just let it slide and close your eyes and watch the passion play.

Don't underestimate
 Your heart can never wait

And love will always find a way

(..)

Don't underestimate
 Your heart can never wait
 And love will always find a way

It just happens
 And You don't know what's going on
 If it's new or if it's been there since long
 If it's right or wrong

You fall in love
 It just happens
 You fall in love
 It just happens
 You fall in love

(..)

Na pierwszy rzut oka piosenka wygląda na bardzo łatwą w interpretacji:
jako kolejny utwór o miłości, takiej, która dzieje się raczej w ten magiczny sposób, opisywany czasem jako “od pierwszego wejrzenia”.
I tak ma być – oczywiście jak najbardziej słusznie jest odczytać piosenkę w ten sposób.
Jednak, wydaje mi się, szczególnie gdy uzupełnimy to niżej analizą teledysku, Roxette chciało przekazać nam coś więcej. Być może śpiewają nie tylko o wspaniałym stanie zakochania się, kiedy „nie wiesz co się dzieje, nie wiesz czy to jest nowe czy było tutaj zawsze – czy to jednoznacznie dobre czy złe” przypominając o tym, że „miłość zawsze odnajdzie drogę”, mają też na myśli bardziej generalne, globalne, światowe zmiany.
Nie tylko coś, tę jedyną miłość, która dotyczy tylko konkretnej osoby,
czy raczej: dwojga.
To, że miłość zawsze odnajdzie drogę – może być przypomnieniem, optymistyczną, ale i realistyczną uwagą, że niezależnie od tego, jak źle coś wygląda, jak z obserwacji i doświadczenia wygląda świat i stosunki międzyludzkie oraz co w nim przeważa – to jednak nie można tracić nadziei na to, że to wszystko może się magicznie odmienić – właśnie tak, jak odmienia nas miłość (ta od pierwszego wejrzenia, ale nie tylko – każda, gdzie prawda i szlachetność towarzyszą „pożądaniu” na tyle, że stają się równie, a swą siłą nawet – ważniejsze, niż bardziej „ziemskie” elementy tego uczucia).
Tak więc, skoro miłość zawsze znajdzie drogę, nie wolno nam tracić nadziei,
a co za tym idzie, mówić sobie, że wszelka aktywność i działalność w dobrym kierunku nie ma sensu, „bo świata się nie zmieni”. Poza tym, jeśli dobrze się przyjrzymy i wezwiemy także swoje intuicje, możemy dostrzec, że „to już się dzieje, właśnie teraz, i tak po prostu”.

Tekst piosenki nie wnosi nam dalej już czegoś szczególnie ciekawego czy odkrywczego, słowa i przesłanie powtarza się aż do końca.

Dlatego warto dokładniej zanalizować też sam teledysk i co tam się pojawia,
co się tam dzieje.

Teledysk do utworu, poza ukazaniem śpiewającego duetu, przedstawia pewną krótką fabularyzowaną opowieść.

Sympatycznie wyglądający młody mężczyzna (po szwedzku..), stoi przed kwiaciarnią.

Można zanalizować także pewne cechy jego wyglądu, wg mnie to też nie było tutaj – w reżyserii – pozostawione bez znaczenia. Facet jest ubrany w garnitur z krawatem – świadczy to, że funkcjonuje w naszym, posiadającym pewne formy np. stroju w pracy itd. społeczeństwie. Jednocześnie jednak do tej marynarki i krawata nosi plecak, czego generalnie się nie powinno robić. Może to jednak sugerować, że ten kolega próbuje jakoś łączyć swoją osobistą nieformalność, z formą, którą określone układy mu narzucają. Nosi sobie plecak do garnituru, bo nie we wszystkim chce się dostosowywać..

Facet wchodzi do kwiaciarni. Co dzieje się dalej..

No cóż, obmacuje się po kamizelce, i jest zakłopotany – nie ma pieniędzy! No to przecież kwiatów nie kupi!
Ale okazuje się, że kobieta, która sprzedaje w kwiaciarni daje mu kwiaty i rezygnuje z zapłaty!

No coś takiego, można powiedzieć: rzadko się zdarza, ale jednak przecież może się zdarzyć. I zapewne niejednemu z nas się kiedyś coś podobnego zdarzyło.

Myślę jednak, że Roxette chce nam tutaj powiedzieć coś bardziej generalnego. Na przykład to, że nasze, oparte w tak wielkiej mierze na wymianie finansowej, społeczeństwo, może się pod tym wględem zmienić.. Relacje, gdzie nikt nie zrobi czy nie da komuś czegoś za darmo, a stosunki gospodarcze co do zasady przybierają postać maksymalizacji zysków niż bardziej wymiany w dosłownym tego słowa znaczeniu – fair, gdzie po prostu ktoś coś ma a potrzebuje czegoś innego i dlatego wymienia się z kimś innym, kto ma to coś, czego ten pierwszy potrzebuje, ale w zamian ten pierwszy może mu zaoferować coś innego, co z kolei potrzebuje drugi – są chore, nie są jedyną możliwą i konieczną formą
współżycia!

Być może, śpiewając tytułowe „że się dzieje” Roxette sugeruje, że coś jest nie tak z tym systemem, że pieniądz i to, że niczego nie ma darmo, a każdy chce na każdym zarobić, to pewne wynaturzenie, to coś co się pojawiło na pewnym etapie istnienia społeczeństwa, ale nie jest jedynym możliwym i koniecznym systemem. Że być może ten system może się zmienić (że można go zmienić) i że, także: być może, takie czasy – w jakimś sensie, nachodzą..

Podpowiedziałem pewien schemat. Spróbujmy resztę teledysku obejrzeć już,
i znaleźć w nim pewne ogólniejsze nawiązania, sami. Pojawiają się tam różne postacie, w różnym wieku, w różnej roli zawodowej i relacjach itd. Sytuacja nie ogniskuje się na kwestiach pieniężno – finansowych, odpłaty za coś dobrego dane komuś drugiemu, ale wszystkie dotyczą wzajemnych relacji między ludźmi.
Może to sugerować, że przesłanie Roxette jest bardziej generalne, społeczne,
i że dotyczy zmian – właśnie – nie tylko w życiu jednostki czy pary, kiedy jest pod wpływem Miłości, ale że może chodzić tutaj o jakąś bardziej generalnie rozumianą Falę Miłości, która obejmuje (obejmie) swoim oddziaływaniem całe społeczeństwo, zmieni pewne chore, panujące tu od dawna stosunki i je uzdrowi..

W ostatniej scenie teledysku, pani z kwiaciarni, która zdecydowała się dać temu sympatycznemu facetowi, któremu zabrało akurat pieniędzy, kwiaty darmo – otrzymuje niespodziankę – prezent od swojego chłopaka..

Co może nam te scena chcieć powiedzieć? Może to, że sympatyczne postępowanie, przysługa komuś darmo wyświadczona, nigdy nie jest przez Świat zapominana i – choć nie powinniśmy na to co do zasady liczyć – to jednak zawsze może nas spotkać miła niespodzianka, która podług Światu tylko znanych w całości, sekretnych reguł, jest dla nas REWANŻEM, z którego wcześniej świadomie zrezygnowaliśmy.
A więc, może nie trzeba zawsze – co do grosza – pilnować swojego interesu – bo Oekonomia Divina zadba o to, by komuś, kto działa w dobrych intencjach, nie stała się krzywda?

Niezwykle rzadko do tej pory pisałem coś, co można było właśnie nazwać, w podobnym znaczeniu, społecznym, ale nie tak dawno, w zeszłym roku, coś takiego napisałem. To kilka miniatur – które jednak ogniskują się na bardzo zbliżonym, do zarysowanego, temacie – razem tylko 10 stron. Stanowią całość, bo każda się w jakiś sposób uzupełnia, dodając pewne metafory, i przez nie dopowiadając pewne, ważne, informacje.

Można je przeczytać / pobrać – w pdf  – tutaj:

http://cassiopaea.pl/apokryfy/pieczywo_czesc1.pdf

 

Ciąg dalszy – już jutro!

 

Planowanie Porażek (?)

Postanowiłem już dziś jednak zamieścić spóźniony wpis, który zastąpiłem sensacyjnym lekko omówieniem ciekawej przyczyny tego opóźnienia..
Wpis dodałem dopiero dzisiaj w nocy, więc podaję do niego bezpośredni link:
http://blog.cassiopaea.pl/2018/05/16/zdarzenie-i-opoznienie-tj-czy-sedziemu-wystarczy-rozum-czy-przydalaby-sie-cala-dusza/

To zaś, o czym pisze poniżej, zanotowałem w głównych zrębach już w marcu. Wtedy bowiem, zastanawiając się na ile – mając pewne istotne kwestie, głównie pragmatyczne, mocno niewyjaśnione – dookreślać i publikować wcześniej ramówkę planów na ten rok i czas najbliższy.. Było to dla mnie ważne, gdyż to, co napisałbym, stałoby się dla mnie jednocześnie niesłychanie mocno wiążące, jako przecież – przyrzeczone przy Świadkach (PT Czytelnikach).

Mogłem pewne plany rozgraniczyć – dzieląc je na takie, dostępne do całkowitej realizacji, bez względu na dookreślenie się pewnych realiów w okolicach połowy tego roku i na takie, które byłyby niejako zawieszone – a możliwe do rozpoczęcia, po pozytywnym wyjaśnieniu się szczegółów pragmatycznej właśnie natury.

Stąd też dziura na blogu w marcu/kwietniu (chyba cały kwiecień?) – która zaowocowała i wyrzutami sumienia i tym, że – jak wiadomo – podjąłem się
– i realizuję auto-nakaz publikacji w cyklach ok. 3-dniowych.

Może jednak summa summarum dobrze się stało, gdyż do finalnego wyjaśnienia wspomnianych realiów brakuje już tylko kilku tygodni – powinny się one wyklarować dostatecznie w pierwszej połowie czerwca.

Przystąpiłem zatem do poruszenia pewnych tematów, które miały poprzedzać jeszcze kluczowe wpisy, zawierające plany, z podaniem różnych konkretów i szczegółów – także, jak mniemam interesujących. Pisałem tutaj bowiem do tej pory dużo metaforycznie i symbolicznie – obiecując co jakiś czas, że podam pewne konkrety i faktycznie wdrażane przedsięwzięcia własne (a nie są one małego kalibru..), ale także np. pewne konkrety nt. wspomnianych „szkół ezoterycznych”

wspomnianych choćby we wpisach:

http://blog.cassiopaea.pl/2017/11/07/gnosis/

http://blog.cassiopaea.pl/2018/03/17/pewne-wlasciwosci-ezoteryki/

lub też, pośrednio, np. w tym

http://blog.cassiopaea.pl/2017/12/24/co-nas-laczy-w-wigilie-i-nie-tylko/

 

O Prawdziwych Szkołach Ezoterycznych – tak rzadkich w obecnej dobie,
jak i zawsze, choć może tym rzadszych, można powiedzieć, im bardziej globalna jest nasza ziemska informacyjna wioska. Cały czas pamiętajmy też o tym, by obciążany, czasem śmiesznością, czasem podejrzliwością, termin ezoteryka itp. – tłumaczyć prosto i z czystym sercem.
Najprościej i najkrócej powtórzę raz jeszcze: przez ezoterykę – jako wiedzę (i sztukę, w sensie praktyki i umiejętności życiowych) kierującą swoje poszukiwania do wnętrza Człowieka, do samego siebie, bo poprzez nasze głębokie, często uśpione, w zarodku tylko będące i nieuświadomione, psychiczne i duchowe (drugie zawiera pierwsze, nie odwrotnie) możliwości i potencjał – 

najpewniej i najszczerzej zmierzać możemy do poznania Prawdy,
tego co najpiękniejsze i tego co najlepsze, najważniejsze. Do Boga.
A w gruncie rzeczy z powrotem do Siebie – tylko tego prawdziwego i pełnego. I tym jest Gnoza.

Napisałem tutaj już dość dawno, że celem rozwoju ezoterycznego jest „zbawienie”. I choć trochę się z tym terminem podroczyłem, choć oznacza także nieśmiertelność, zbyt dużo mam w sobie szczeniackiego (czy raczej kociego) życia i, jednak, pewnej pokory, by tak ujęte cele mnie bezpretensjonalnie motywowały.

Tutaj chciałbym jednak powiedzieć, że ważniejszym i prawdziwszym celem jest: Osiągnięcie Miłości. Używając tak nadużywanego pojęcia i słowa, najczęściej przypisywanego różnorakim objawom najprzeróżniejszych stanów i uczuć ludzkich (i nie tylko, tak tych godnych pochwały, jak wprost przeciwnie) musimy pamiętać, że warto szukać i – tak, nauczyć się, 
Miłości Prawdziwej. Tylko ona bowiem jest absolutna i wieczna,
Będziemy o niej mówić, zwykle nie wprost. W istocie zresztą cały czas o niej mówimy, nie zawsze choćby słowem; bo skoro 
Wszystko powstało tylko dzięki miłości, czymże innym może być cokolwiek staramy się czynić z twórczym, nakierowanym na Dobro, popędem?

 

Na jednak konkrety konkretów – z przytoczeniem nazw, namiarów
i przykładów oraz pewnej charakterystyki, czas będzie właśnie – już
w czerwcu.

W tym odcinku  napiszę o pewnych – mających trochę ostrzegawczy charakter – przemyśleniach i intuicjach, które związane były z tym, że – mając w planach opublikowanie planów, bardzo nie chciałem by jednak de facto zamieniło się to wszystko w PLANOWANIE PORAŻEK.

O tym właśnie fenomenie tutaj i w następnej części, już za 2 dni, więcej napiszę.

Planując wykonanie czegoś nierzadko można zaplanować niewykonanie planu.

Kilka miesięcy temu mówiłem sobie: poczekam jeszcze, dopóki nie zorganizuję tego – co wokół i dopóki nie zorganizuję siebie Tutaj – Tak
 (w ten sposób i odpowiednio skutecznie) – by Treść życia, a może nawet Bycia w pełni WSPÓŁBRZMIAŁA z tym, o czym pisze. By moje bycie było też jednym tonem, jednym brzmieniem, aktywną i dobrą myślą, snującą ważne i konsekwentne plany, takie, które co do treści, które niosą, graniczą z PEWNOŚCIĄ – mówią o PRZYSZŁOŚCI takiej, jak racjonalnie rzecz ujmując – naszą wolą, umysłem i sercem – poznajemy. Zaplanowane w tym sensie i przedstawione znaczy zatem bardziej WYBRANE BY TAK WŁAŚNIE ZAISTNIAŁO.

 Pesymizm, niewiara, zwątpienie? – utrata poczucia sensu, jakieś wielkie przebudowania czy jakieś poczucie rozdźwięku, nieszczerości między tym o czym chce się mówić a stanem wewnętrznym i stanem tego, co obok nas
(przez nas czasem zawinionym, czasem zastanym tylko
 i nawet niezmienialnym w ogóle).

Bynajmnej, jak najdalej. Gdyby tak było, byłoby znaczenie gorzej. Chodzi mi raczej o pewne estetyczne dopasowanie.

I byłem pewien że takie warunki, wewnętrzne i zewnętrzne (te drugie  -także dzięki naszym wysiłkom, by się takie stały) nadejdą. Ba, nawet – 2 czy 3 miesiące temu napisałem tutaj – że jestem pewien, że najpóźniej do połowy roku pewne rzeczy się staną, pewne rzeczy się zmienią.
Tak więc byłem pewien – nie wiedziałem jednak na ile PEWNE rzeczy będą zawieszone.

Nie chciałem, by przez braku tego akordu zgodności, moje plany tutaj podane były bardziej podobne do tego co można nazwać planowaniem porażek.

Jednak takiej niezgody na rozdźwięk nie można przedłużać PONAD MIARĘ.

Dlatego..:

Klara roześmiała się i wypiła łyk wody.

 – “Aby zmienić się, musimy spełnić trzy warunki. Po pierwsze musimy na głos wyrazić naszą decyzję co do zmiany, tak, by intencja nas słyszała. Po drugie musimy zaangażować naszą świadomość przez dłuższy okres czasu. Nie możemy czegoś rozpocząć i wkrótce zaniechać tylko z tego powodu ze czujemy się zniechęceni. Po trzecie musimy spostrzegać wynik naszych działań z poczuciem zupełnego nie przywiązania. Oznacza to, że nie możemy uwikłać się w myślenie w kategoriach sukcesu i porażki.

- “Jeśli będziesz podążać za tymi trzema wskazaniami możesz zmienić każde nie chciane uczucie czy pragnienie w sobie samej” – zapewniła mnie Klara.

- “Nie wiem. Klaro” – powiedziałam sceptycznie – “To brzmi w twoich ustach bardzo prosto".

(..)

Oczekiwałam od niego bardziej precyzyjnych wyjaśnień tego, co rozumie przez intencję. Emilito przeniósł więc tłumaczenie na bardziej osobisty poziom. Stwierdził,
 że wszystko co opowiedziałam o sobie Klarze, świadczy o tym, że moją intencją była całkowita porażka. Zawsze przejawiałam intencję, krótko mówiąc, by być zdesperowaną, szaloną i zagubioną osobą.

“Klara przekazała mi wszystko, co jej o sobie powiedziałaś” – kontynuował. Emilito cmokając swoim językiem – “Przykładowo, mógłbym powiedzieć, że wyskoczyłaś wówczas w Japonii na arenę walki, nie po to, by zademonstrować swoje umiejętności lecz w tym celu, by potwierdzić swoją intencję do przegrywania".

Zwrócił się do mnie z naciskiem, mówiąc ze wszystko co dotąd robiłam było naznaczone chęcią przegrywania. Z tego względu bardzo ważną rzeczą, którą robiłam w chwili obecnej, było przeformułowanie i znalezienie nowej intencji. Dodał, że znów            intencja nazywa się intencją czarownika. Nie oznacza ona robienie czegoś nowego, lecz przebicie się przez tysiącletnie trudy gatunku ludzkiego i odnalezienie oryginalnego działania.

[Cytowałem już nie raz M. Rafaela (albo H. Reeda, hehe), że oryginalność nie polega na tym, żeby wytworzyć coś absolutne nowego – byłoby to bezwartościowe, jak lokaj w „Tangu” Mrożka (skrót myślowy) – polega na tym, co sugeruje etymologia „origin” – by dotrzeć do i uchwycić korzenie nas samych i rzeczy Świata.]

(..)
 Powiedział, że w obszarze intencji czarownika nie ma miejsca na porażki. Czarownicy mają przed sobą tylko jedną perspektywę odnosić sukcesy we wszystkim, czego się podejmują.

Aby uzyskać wgląd pełen mocy i jasności czarownicy muszą przekształcić całe swoje istnienie. Do tego potrzebne jest zarówno głębokie zrozumienie, jak też siła wewnętrzna. Zrozumienie pochodzi z przeprowadzenia rekapitulacji swego życia. Natomiast siła gromadzi się pod wpływem nieskazitelnego działania.

[Inaczej przecież osłabia nas najbardziej własny żal do siebie samego, prawda?]

[podane wyżej fragmenty – poza tym, co nie piszę w kwadratowych nawiasach pochodzą z przypadkowo ściągniętej krótkiej powieści w formie wspomnień – jest to jakby „żeńska wersja Castanedy” – opowiada o treningu kobiety, analogicznie do treningu autora przez Don Juana Matusa. Może nie jest to tak nowe jak klasyczny cykl Castanedy, ale widać po coś przypadkiem na to trafłem. Choćby po to, żeby tutaj zacytować – a wcześniej po to, żeby wywołać u mnie pewne skojarzenia..) [jeśli ktoś chce namiary na tytuł i autorkę albo nawet chciałby otrzymać, mogę przesłać link, na którym znalazłem – wystarczy zgłosić takie zapotrzebowanie – np. w komentarzu..]

Tak pisałem zaś 13 lat temu:

(..) Dwie rzeczy można jednak na wstępie o pseudointelektualiście powiedzieć:
 że jest słaby i że pragnie. Biorąc pod uwagę cyklofreniczne rytmy życiowe większości pseudointelektualistów pragnie on raz samozbawienia, raz sa mozabawy a bywa żei samozagłady, będąc onanistą i ofiarnikiem w jednym. 
W modelu pseudointelektualnej potencjalności należy przyjąć, iż w codziennym postępowaniu, owym nizaniu najdrobniejszych ludzkich czynności na łańcuszek - wieniec, który ma ozdobić czoło lub chociaż ogrzać ciemię, króluje ekstremalny rodzaj minimalizmu, codziennie oczekuje się jednak efektów i skutków maksymalnych, przekraczających, nieprzeciętnych, genialnych. Parafrazując Kołakowskiego - pseudointelektualista chce minimalnym staraniem osiągać maksymalne rezultaty. (..)

(Z „Podręcznika Pseudointelektualisty”, 2005, Zakopane, tę krótką eksperymentalną książkę już linkowałem we wcześniejszych wpisach).

 

Następny odcinek – z pewnymi przykładami dotyczącymi tutaj 
poruszonych wątków – już pojutrze! 

Na koniec zaś trochę..sztuki.

I sportu.

Warto bowiem zachować uniweralność – a Prawdą jest też, że Duch zdrowy
rychlej będzie w zdrowym ciele.

Stąd pochwalę się konceptualną fotografią, którą zrobiłem
i ukończyłem dzisiaj, bo mi się podoba ta moja robota.

Za piłka nożną nie przepadam, ale to akurat jest 
GWIAZDA PIŁKARSKA – w zagraniu zwanym: OUT.

fot i wykonianie: Marat Dakunin

Sporty walki też są sportami.
Czasem jednak trzeba na serio zmierzyć się z przeciwnikiem.
Pamiętać jednak warto, że ważne także JAK się wygrywa, 
nie tylko, ŻE..
A bronią Niebieskich, bronią szlachetną – jest broń biała.

I – też z ostatnich dni – mamy tutaj przykład takiego operowania
czym co może jest jakąś dzidą, lancą może dłuższą szpadą etc.

wszystkie niepodpisane fot. na tym blogu też są moje 🙂

 

A – będąc przy szermierce tych na Górze, Szermierce Ducha,
mamy na to przykładów i wizualizacji więcej,
że – kończąc – przypomnę ten oto wpis – zapraszam serdecznie
kto nie widział, a kto widział: czemu nie zobaczyć raz jeszcze. 
Mi się te fotografie dalej podobają. Ale też mi jest 
łatwo – i niewielka w tym jakaś moja zasługa czy umiejętność!
Przecież ja tylko utrwalam to, co do mnie przychodzi.
A czasem nawet nie utrwalam, wtedy, najbardziej komiczne
i pocieszne, pocieszają mnie gdy przychodzą chwile smutku.
Dziękuję moim modelom i dziękuję za Pomoc (..)! 58

Szermierka Ducha

Tymczasem!

 

Kury i Anioły

Zatem – kontynuuję, co zacząłem – tematy sprzed 2 (3) dni (a tutaj link do tegoż 5 maja..), ale bardziej bezpośrednie dokończenie wątków nastąpi w drugiej części
niniejszego wpisu (TiP część 2 – Teoria i Praktyka cz. 2). 

Poczynam zaś od części artystycznej, w której, niczym pisklę w żółtku,
ukrywa się zagadnienie tak ciekawe, jak choćby: 
” Dlaczego drób drobi i co ptactwo podrygujące ma wspólnego
z anielskim lataniem?”

W tym odcinku, 8. 5 (maja), złamię też ogólną zasadę, której starałem się tutaj trzymać, mianowicie nie mieszania nazbyt wielu wątków, tematów, rzeczy
w jednym wpisie. 
Dodatkowo – wypełniając plan, że kontynuacja nastąpi (a właściwie: ukaże się) za 3 dni, wdrażam plan szczegółowszy: wpisy na tym blogu będą się ukazywać
co 3 dni. Czy to nie nazbyt ambitne, biorąc pod uwagę dotychczasowe opóźnienia? Czy nie oznacza to przesunięcia punktu ciężkości z jakości na ilość?

Nie sądzę. Po pierwsze treści mi nie brakowało, jest jej nawet za dużo, problem był zawsze z formą. Po drugie, doświadczenie wykazało, że na obniżenie jakości wpływa raczej przewlekanie i odkładanie. Po trzecie wreszcie, muszę zagospodarować kilka odłożonych a gotowych już tematów, by w maju i czerwcu przedstawić w końcu konkretne plany, od których napomykam od dawna.

Pisałem i porządkowałem niniejsze
najpierw przycupnąwszy w URSA MAIOR.

Lokal obok, niewidoczny uduchowiony lutnista
strugał kopię stradivariusa. 

Niedaleko mnie wisiał plakat promocyjny piwa Pantokrator
(nie pijam żadnego alkoholu od ponad 6 lat, ale piwo kiedyś mi
bardzo smakowało; teraz – próbnie tylko – w ogóle już nie smakuje);
hasłem WIFI tuta też jest Pantokrator.

W pewnym pustostanie przypadkowo będąc zrobiłem zdjęcie graffiti:

Pankration to nie to samo so pantokrator, podobnie jak PANTEIZM
to nie to samo co PANATEIZM. Jeśli ktoś zna różnicę, proszę podać w komentarzu ..będzie Nagroda!

Przypomina mi ta sceneria wyżej niedojrzałe pomysły niektórych gnostyków, pewne skrzywienia kabały (ale nie fulcanellowskiej cabal’y), doszukujących się przyczyn istnienia negatywności w Stworzeniu w jakimś „wypadku”, który wydarzył się w prapoczątkach, rozbitych naczyniach itp. wymysłach. Każdy człowiek konsekwentny myślowo i empatycznie tego rodzaju wytłumaczenia zagadnienia Teodycei oczywiście znajduje jako daleko niewystarczające.
Graffiti, które po pewnej świadomej koloryzacji nasuwa mi właśnie jakiś taki „kosmiczny wypadek” – zostając w pewnych kurzych konotacjach – nie przymierzając – jakieś rozbite JAJKO.

W 2004 roku nakręciłem mój (w zasadzie) pierwszy film, krótki paradokument
o kurach i aniołach. Dopiero jednak po latach zdałem sobie sprawę, że nic
w tym filmie nie jest przypadkowe i pisząc „nic” mam dosłownie na myśli to,
że wszystko ma tam znaczenia korespondujące bardziej lub mniej bezpośrednio ze Znaczeniami Najważniejszymi.
Gdy zaś piszę: znaczenia najważniejsze mam na myśli znaczenia kluczowe nie tylko dla mnie (mojego świadomego życia) ale i kluczowe dla człowieka i jego kondycji w świecie, w ogóle.

Istnieje zatem dziwne powiązanie między Bogiem i zagadnieniami najgłębszej teogonii (i kosmogonii) oraz drobiem (nazywanym drobiem domowym) –
w szczególności zaś: kurami (kurą).

Oczywiście, znane pytanie o to, czy najpierw było jajko czy kura – i szukanie przez nie związku jest NIEPOWAŻNE i byłoby błaznowaniem (a błaznowanie
poza tym, że jest już na pewnym etapie nudne to poza tym jest czcze praktycznie) – mówimy tutaj najzupełniej serio o sprawach śmiertlenie (a przede wszystkim życiowo) poważnych.

Zależność ta została przede mnie odkryta niedawno poprzez „przypadkowe” zetknięcie się z pewnymi konsekwencjami, w szczególności poprzez angielskojęzyczny rdzeń językowy słowa „kura” – tj. „HEN”.
Zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie Nikomu (Komukolwiek) z Was nic
to nie mówi. Sprawa bowiem jest powiązana wręcz archaicznie ze sferą
rodzinno – prywatną, rzecz można nawet: genealogiczną. Tak jakby powiązana pomiędzy genealogią a teologią (w szczególności – teogonią).
Lepiej zrozumieć, o czym mówię, Rozum i logika raczej nie pomogą.
Pomóc może natomiast wejście w pewien nastrój.
Jest to zatem – w dużej mierze – jak już na tym blogu nie raz
wspominałem (że droga poznania – Gnozy – rozpoczyna się raczej
w Sercu niż poprzez Rozum) sprawa naszych serc.
Następnym zaś słowem kluczem i drogowskazem tutaj jest – dzieciństwo.

Iluminacja na ten temat przyszła do mnie ponad rok temu w trakcie zasłuchania się w obrazach (synestezja jest często wskaźnikiem tego, że przekraczamy czysto rozumowe poznanie i zrozumienie – tutaj przedrostek pochodzący od rozumu musi zostać, ale jest to już trans-rozumienie – pewnych rzeczy), które przyniosła końcówka poniższego wiersza Iwana Bunina (w tłumaczeniu Macieja Frońskiego, co ważne, bo to właśnie tłumaczenie i ten „egzemplarz” był tym, który przyniósł
ten specjalny nastrój..) i która przeniosła mnie do mojego dziecięcego pokoju.
A także do dziecięcych pokoi i bawialni mojego Ojca (w podwójnym znaczeniu pojęcia..), dziadka, prababci itd. Nawiasem mówiąc, cała, wielka (dla dziecka
jeszcze większa, co oczywiste), bo pod prawie 4 metrowym sufitem, jedna ściana
tego (mojego) pokoju pokryta była (estetyczną) fototapetą przedstawiającą..
jodły, świerki..las. 

IWAN BUNIN (1870-1953)

Детская

От пихт и елей в горнице темней,
Скучней, стращней. Древнее есть что-то
В уборе их. И вечером красней
Сквозь них зари морозной позолота.

Узорно-легкой, мягкой бахромой
Лежит их тень на рдеющих обоях –
И грустны, грустны сумерки зимой
В заброщенных помещичьих покоях!

Сидиш и смотриш в окна из угла
И думаешь о жизни старосветской...
Увы! Ведь эта горница была
Когда-то нашей детской!

1903-1906


Pokój dziecinny

Od jodeł, świerków w izbie prawie mrok,
Jest smutno, straszno… i jest coś w ich szatach
Starczego. Bardziej, gdy zapada zmrok,
Poprzez nie krwista zachodu poświata.

Na rdzewiejące ściany pada cień
Wzorzystą, lekką frędzlą – aż do kąta –
I smutno gaśnie ten zimowy dzień
W ziemiańskich wnętrzach, których nikt nie sprząta!

Usiadłszy w rogu patrzysz w okna szkło,
O dawnym życiu myślisz z łezką w oku…
Przecież ta izba – nie poznajesz? – no,
To nasz dziecinny pokój!

                     przełożył Maciej Froński

 

Wróćmy jednak jeszcze na chwilkę do kur.
W ogóle zagadnienie w jaki sposób szczegółowo (naukowo) Duch
uzgadnia się ze sferą genetyczną (biochemiczną)
nie tylko w aspekcie indywidualnej inkarnacji, ale także tak, że jest to dopasowane do pewnego konsekwentnego kontinuum dziedziczenia (rodu, rodziny),jest zagadnieniem niezwykle fascynującym ale i niezwykle trudnym, złożonym.
Trudno się oczywiście spodziewać, że zostanie ono rozwiązane zanim w ogóle przełamie się w ramach nauk ścisłych barierę i opracuje oddziaływanie ducha
w materii, choćby w tak podstawowo ujętym zagadnieniu jak stosunek świadomości do mózgu (można to zatytułować skomplikowanie i konkretniej
np. „superweniowanie stanów myślnych na stanach kwantowych w ośrodkach mózgowych”.

Zagadnień genetycznych to nam nawet Rupert Sheldrake na razie raczej nie rozwiążę [ciekawe, dlaczego Sheldrake ma też coś wspólnego z drobiem..-
ktoś wie? Proszę o komentarz – a będzie (serio): nagroda!

Nagrodę tę zdobyć nie jest aż tak bardzo łatwo – 
bo choć dodam pewną wskazówkę, to jest ona..pośrednia!

 

Nie wytłumaczą mi tego raczej też moi Drobi..tj. Drodzy Rodzice,
choć drobiem się nawet wnikliwiej zajmowali..
Ot, choćby takie tytuły nadawali swoim wpisom na blogach..

Ouppss..Końcówka tytułu może za się bardzo, nie tylko z drobiem
kojarzyć! 

Może problem wyjaśnili moi już dawno nie żyjący (umarli zaś
obydwaj za młodu) dalsi przodkowie..

Mieli do tego jakieś predyspozycje, po pierwsze bowiem
byli naukowcami (jeden nawet bardzo młodym wiekiem
profesorem medycyny – współpracującym pewien
czas w Instytucie Pasteura w Paryżu z Miecznikowem).
Może mogli nawet zrozumieć tak trudne zagadnienia,
albowiem, z historii o nich wiem, że byli nadzwyczaj 
dobrymi ludźmi, a cecha ta akurat liczy się, jeśli rozpatruje
się sprawy mieszczące się już nie w zwykłej nauce
ale nauce inkorporującej zagadnienia ezoteryczne..

***

Tak więc, zasygnalizowałem jedynie, że:
Jest związek z zagadnieniami boskimi – szczególnie w aspekcie
wręcz ARCHAICZNEJ kosmogonii a kurą (drobiem).
I że nie ma to wiele wspólnego z poważnym rozważaniem 
przysłowiowego pytania o prapoczątek (ale ma coś wspólnego
z tym, że pytanie o prapoczątek, czy przybiera formę szukania
jakiegoś Ungrund czy też skupia się bardziej na praktycznych
aspektach analizy choćby tak doniosłej sprawy jak istnienie Zła –
jest ważne). 
Ewa także to przysłowiowe pytanie raczej bagatelizuje po czym
przechodzi do zagadnień istotniejszych..

Drób, gad, płaz, ssak – człowiek – wszystko to boże stworzenia 
(w ziemskiej bibliotece..)

Jednak od człowieka do Boga nie jest tak prosto i bezpośrednio.
Np. pomiędzy człowiekiem i Bogiem może być, i tradycja o tym pamięta..choćby anioł.

Całość 10-minutowego paradokumentu (z 2004 r.) jest do obejrzenia tutaj:

a nawet do ściągnięcia, np. tu

Ewangelia Pierwsza (2004, 10 min.)

Z częścia artystyczną niniejszego wpisu pożegnajmy się z uduchowionym
wyrazem twarzy..

i zarysem – niewidocznej, jak Ciemna Strona Księżyca, Konstelacji Kury. 

***

Ostatni film (z pewnym drobnym wyjątkiem) nakręciłem w zasadzie
już 10 lat temu (2008). Ale i do filmów w bieżącym roku planuję wrócić..

Powyższą, środkową część pisałem w Kociej Kawiarni..

Lwi taki trochę, nieprawdaż?

Aż dziw, że biorąc pod uwagę ilość wątków w tym kłębku,
notka nie jest (wydaje mi się, że nie jest) aż taka rozbałaganiona
jak by to wynikało ze spotkania: kota i kłębka tematów..

TERAZ PRZEJDŹMY (WRÓĆMY) do tego, co pisałem o swoich wadach,
pisząc w poprzednim odcinku:

pytanie wsobne: czy ta RZECZ to moja cecha?

Szukałem powodów negatywności (różnego typu, w tym przypadku powodów braku dyscypliny, opóźnień, pośrednio też złości na siebie itd.) i nawet mówiąc ogólniej: braków i dysharmonii (przecież i 5 i 8 wiążą się i z balansem
i z harmonią..).  Wyżej (w poprzednim wpisie) zająłem się możliwością pierwszą,
pytając czy aby jest to naprawdę moje; czy może w ogóle nie należy do mnie ale jest powiedzmy nawet czymś w rodzaju jakiegoś ataku – jakiegoś wroga, przeciwnika (takiego jak u Castanedy..albo i innego), czy może też po prostu „szumu/chaosu” z zewnątrz – na mnie. Z taką konstatacją miałem problem,
ze względu na pewną pretensjonalność założenia. A także z pewnych
innych względów..
A jednak – chciałbym podkreślić to, że pokonanie tej pretensjonalności
i przyjęcie, że rzeczywiście WADY tak naprawdę nie są moje (co nie znaczy absolutnie jakiejś frywolnej i nieodpowiedzialnej ekskulpacji z tego,
że przecież te wady się jak najbardziej realnie przeze mnie jednak PRZEJAWIAJĄ) – może być pomocne.
I, biorąc pod uwagę to, co napisałem w nawiasie, jeśli nie idziemy w kierunku bezczynności ale aktywnego wzięcia odpowiedzialności – oczywiście jest to pomocne. Łatwiej nam wtedy uwierzyć w siebie – i z tą siłą mocniej i skuteczniej ZWALCZAĆ TE WADY.

Wracam do tego po raz kolejny, co stwierdzi każdy uważny czytelnik tego bloga, od pierwszego prawie wpisu – wracam oczywiście świadomie – by raz po raz przypomnieć sobie, że pomimo NAWET zdroworoz(skąd?)kowego krytycyzmu
i sceptycyzmu oraz jak najbardziej pożądanej PRAWDZIWEJ pokory i skromności – są pewne zadania – które, aby mogły się realnie przejawić wymagają nie tylko przekonania o istnieniu Boga (wiary, która graniczy z pewnością), ale bardziej nawet wymagają wielkiej WIARY W SIEBIE.
I tutaj mamy do czynienia z wieloma psychologicznymi przede wszystkim paradoksami, które zapewne wymyślone są po to, by nas zatrzymać na
(swoim, czyli dość przeciętnym a mówiąc inaczej: zawsze negatywnym
w sensie: że negatywne jest nierealizowanie Potencjalności) miejscu.

Miejscu, które, póki co, bardziej definiuje to co niżej (zwierzę) niż to,
co wyżej – jakieś niebo czy tam anioł.

Zdrowy rozsądek, powiem, też jest skądś – i czasem przyjrzenie się naszym,
u niektórych ludzi automatycznym, oczywistościom tego typu – potrafi ujawnić, jak bardzo są one nieracjonalne – i tym samym z naprawdę ZDROWYM rozsądkiem nie mają nic wspólnego. W szczególności powodują raczej one to,
że trwamy w chorobie.

Będziemy do tego wracać nie raz. Trzeba bowiem te sprawy dokładniej
(i przekonywująco) wyjaśnić. Tutaj niech będzie wolno mi jeszcze
przywołać powiedzenie:

MISTYK NIE MOŻE BAĆ SIĘ ŚMIESZNOŚCI

Oczywiście są różnego rodzaju śmieszności, także takie, które są po prostu reakcjami (wg powiedzenia, że na początku się kogoś niewygodnego ignoruje; następnym zaś etapem może być – sprawdzone i często skuteczne – wyśmianie).

Oczywiście do pewnego stopnia śmieszności nie da się uniknąć.
Także, balans pomiędzy teorią i praktyką, podpowiada nam, że jednak
niemądre jest przesadzanie z wystawianiem się na śmieszność –
nie jest to bowiem pragmatyczne (czyni rzecz nieskuteczną).
Jest to zatem, jak niemal wszystko, kwestia złotego środka.

Śmieszność jest jednak jednym z największych lęków intelektualistów
(i racjonalistów, w ogóle).
Także dlatego mają oni tak wielki problem z egzystencją i co za tym
w pierwszym rzędzie idzie – ze śmiercią. Oczywiście powstają
wtedy nieliche dzieła sztuki lub rozprawy, ale smutne jest to, 
że mają one często błędne podstawy skutkujące takimże błędnym,
choć mimo wszystko cennym artystycznie, finałem. 
Naturalnie intelektualiści ciążą raczej w stronę melancholii
(dobrze, gdy aktywnej, wtedy rodzą artystę – przy pasywnej generalnie degenerują) i ironii. Z jedną i drugą się osobiście (po okresie wielkiej zażyłości) pożegnałem, choć nie wątpię, że szczególnie druga może być nadal twórczo wykorzystywana FORMALNIE dla dobrej sprawy.

Biblia bardziej wtajemniczonych melancholików ma już prawie 500 lat..i ja ją mam (jeszcze) na półce..

No dobrze, ale wracajmy do tematu, czyli – omówiliśmy (dopowiedzieliśmy) trochę do pierwszego pytania wsobnego..
A pozostałe alternatywy tej auto-indagacji?
Zatem:

– Czy może inaczej jednak: to cecha z ZEWNĄTRZ (cecha warunkowana
przez WPŁYW ŚRODKOWISKA i wszystkie temu podobne..),
której nie potrafię się skutecznie oprzeć?

Ale przecież tutaj właśnie należy głównie stosować MĄDROŚĆ,
która mówi kiedy nasze MYŚLI lepiej brać za OBIEKTYWNE a świat
za ILUZJĘ, a kiedy odwrotnie – świadomość (i jeszcze bardziej nieświadomość/podświadomość – co łatwiej powiedzieć niż..)
NEUTRALIZOWAĆ jako stwarzającą nam sztuczne bariery,
ograniczającą – wracamy do pozornego zderzenia paradoksalnych
REŻIMÓW od którego zacząłem wpis poprzedni..

Co tutaj jest ważne?
Jaka konstatacja?

Ważne jest CO Z NASZYCH IDEI, PLANÓW, MYŚLI
– inspiracji i intuicji WYNIKA W PRAKTYCE.

Ważne, by wiedzieć, kiedy i jaki aspekt maksymalizować.

Równanie zatem wyglądałoby mniej więcej tak:

(M + P)  x P = Pp  

Gdzie:
M – myśli, idee, inspiracje itd.
P – praktyka, pragmatym, realizm, trzymanie się Ziemi
Pp – pleroma praktyka (w wersji bardziej zaś osobistej: 
pleoroma praktyka)

Jak widzimy, jeśli po lewej stronie równania
gdziekolwiek za P podstawi się wartość ZERO,
wynik będzie zerowy. 

Mówi to nam wyraźnie o tym, co od dawna znane,
że choćby: lepiej być pracowitym bez talentu niż
utalentowatym bez pracy. 
I można to znaleźć wszędzie, gdzie trochę myślą..
choćby w zakonie thelemy stopień Theoreticus
jest poniżej Practicusa. 
A i wg Borysa Murawiewa, to co różni
egzoteryków od mezoteryków i ezoteryków
to dołączenie do „wspólnego rozumienia”
praktyki – ci na etapie mezo (mezzo) więcej już kalkulują
niż kontemplują, zaś ezoterycy mają konieczną
i doskonałą Praktykę..

Jeśli pod 0 podstawi się symbolicznie Boga
(co nie jest li tylko jakąś zgrywą, a ma swoje,
także symboliczne, ale nie tylko, uzasadnienie..)

– to można, tylko w określonej konwencji, przyjąć,
że Bóg nie praktykuje
(ten wzór rozpatrywany z podstawieniem Boga w ogóle
jest ciekawy ale omówienie tego wymagałoby odrębnego
zupełnie opracowania..).

Czy to jest jakaś konwencja zarzutu? Wręcz przeciwnie.
Nie do tego zmierzamy.

Z przymróżeniem oka, przypomina mi się tutaj
scena z amerykańskiej prześmiewczej (a jednak prezentującej
czasem dość istotne wartości, co prawda w oryginalny sposób)
bajki dla dorosłych (choć najczęściej oglądają ją jednak dzieci,
co nie zawsze dobre..) pt. "South Park":
- w scenie tej bohater, chłopczyk ma pretensje, że po raz
kolejny zanosi się na śmierć Kennego (to bohater - też chłopczyk,
który tradycyjnie ginie w każdym odcinku - na przeróżne sposoby
tj. ginie w sensie spotyka go najczęściej jakaś gwałtowna a niespodziewana 
i widowiskowa śmierć fizyczna..) i wzywa Boga by przedsięwziął jakąś
interwencję..Bóg jednak, wychylając się zza chmurki, przedstawiony
tradycyjnie i symbolicznie za pomocą oka Opatrzności w trójkącie,
przepraszająco wyjaśnia, że nie bardzo może interweniować, bo:
- ALE JA NIE MAM RĄK!

Mamy tutaj więc kwestię tego, że Bogu potrzebne są 
JAKIEŚ NARZĘDZIA.

Muszę się tutaj przyznać, że napisałem w życiu dużo bzdur – to znaczy,
żeby uszczegółowić i być jeszcze szczerszym, może nie aż tak strasznie dużo,
ale za to kilka bardzo wielkich. I rzeczywiście, bardziej nawet
napisałem niż powiedziałem (ale to obecnie bardzo często,
bo w zw. z Internetem i anonimowością itp. ludzie częściej
niż kiedyś są skłonni do wypisywania takich rzeczy, których
jednak – powiedzieć fizycznymi ustami by jednak nie powiedzieli..). 

Jedną z największych bzdur jaką zdarzyło mi się napisać jest
passus, który znalazł się w pewnym – zaczętym tylko, i nigdy
nie dokończonym teoremacie.
Rzeczy celowo nie polerowałem, nie poprawiłem kosmetycznie
(gramatycznie itp.) i logicznie i w ogóle nie kończyłem,
zorientowawszy się, że całość szła w złym kierunku.
I to, że tutaj o tej pisaninie napomykam też oczywiście nie
ma na celu promocji tego,  chociaż – są tam pewne wartościowe
elementy. Jako przykład jednak, gdzie i jak można się pogubić
– gdy człowiek ma więcej pretensji o Istnienie niż za to wdzięczności
i gdy teoretyczna wiedza (oraz intuicja) o tym, że CZAS JEST ILUZJĄ
pcha takiego człowieka do rozmyślań postulujących czasu likwidację 
(co byłoby nad wyraz żałosne, zważywszy że BÓG WŁAŚNIE
i CUD STWORZENIA wiąże się z czasu odpowiednim przez
Jedynego zatrudnieniem – czasu oszukaniem; w tym sensie
mówi się czasem o Bogu jako o ZWYCIĘZCY NIEMIŁOSIERNEGO
HEROPASSA). 

Spektralna teoria Boga, duszy i świadomości została zanotowana
właśnie w czasie wyjątkowo silnego kryzysu, zarówno duchowego,
jak mentalnego i fizycznego, w roku 2014. 
Co ciekawe, nawet jeszcze w r. 2016 popełniłem pewne
refleksje na temat tej teoryjki, ale już wiedząc, że idzie w złym
kierunku i nie zamierzając jej polerować i kończyć.
Ten rodzaj „dementi” napisałem dokładnie 7 lipca 2016 –
na 7(8) dni przed 15 lipca, gdy moje pewne skrzywione
zapatrywania (raczej contra intuicji – płynące z chorobliwego
stanu tak mentalnego jak fizycznego – intuicje bowiem zawsze
były dość zdrowe..)  – i także, pewne słabości, nieodwołalnie się
naprostowały! Bogu dzięki!

Ten nieszczęsny passus, bzdura bzdur brzmiała:
BÓG NIE POZWALA SOBIE POMAGAĆ (z definicji). 

Otóż, naprawdę jest dokładnie odwrotnie.

Ktoś (Ark) kiedyś, nie tak dawno, ładnie ujął anty-bzdurnie:

Trzeba temu Bogu jakoś pomóc!

I tylko w takim instrumentalnym celu przywołałem podobną konwencję,
jak wyżej. 

ZŁE POMYSŁY W ZŁYCH CZASACH
 (czasach nie tak złych, bo koniecznych -
 bowiem jest oczywistym dla Każdego, że trzeba się
 narodzić, żeby móc umrzeć - ale nie dla każdego, że
 trzeba umrzeć, żeby się narodzić..)

Tutaj można - kto wnikliwy porównać może sobie
 mój opis sprawy (i BŁĘDU oraz złego kierunku)
 z materiałem empirycznym..

Schemat główny (jako taki można powiedzieć, że
 w zasadzie najmniej obarczony błędami) - link.

Oryginał - z różnymi językowymi (ale i merytorycznymi)
 niedoszlifowaniami (jak wspomaniałem - tak pozostawiony
 bez poprawek i finalizacji) - link.

A tutaj "dementi" - ustosunkowanie się - jeszcze w lipcu 2016
 (link). 

Czasy, gdy jest się martwym nigdy nie należą do przyjemnych,
ale jednak – poza – wtedy lekko przeświecającą przez ciemność,
potem zaś jasną jak Słońce – świadomością konieczności takich
doświadczeń, było w nich też kilka odlotowych pomysłów..-choćby to,
że części (nieopublikowane, i dobrze) do powyżej wspomnianych
teoryjek oraz pewne inne spisywałem wpadając w pismo
tzw. „automatyczne” – bywało, że pisząc (na laptopie) 
ponad 48 godzin, bez przerwy, czego skutki były nie tylko
duchowo – mentalne ale i fizyczne (bardziej niż jakiegoś -ezo
– raczej -egzo-dermiczne..)

ręka po pisaniu..

***

Część 3 i ostatnią niniejszego wpisu w dzień 5-8 pisałem
w Alchemii..

W ogóle, coś ta alchemia, choć w odróżeniu od Rodziców (biochemików)
a i też wielu Przodków (w tym wspomnianych,) nie jestem naukowcem
(a na pewno nie przyrodnikiem!) mi chodzi po głowie..a nawet – gdy nie chodzi
– to bywa, że sama do mnie przychodzi. 

Tematów – dotknąłem, tylko skrawek. Ale i tak – zgodnie
z dyspensą, zaznaczoną na wstępie, pewnie – za dużo!
Taki to świat – gdzie wszystko się ze wszystkim łączy,
a człowiek – jak Adam – jeśli jest mądry (rozsądny) – 
i posłuszny wskazaniu Ojca – porządkuje, czyli nazywa.

Na koniec jeszcze – żeby nie było, że tak się tutaj pieścimy, 
ze wszystkim..

"Towards the cold of Zero degrees Absolute, beyond which there is Nothing but the Abyss, the Great Emptiness which draws in and swallows everything relative; the Outer Darkness into which everything falls with weeping and gnashing of teeth, giving out cries of distress. Only what is absolute will withstand their icy breath."
[z Gnosis, cz. III, Borys Murawiew, 
nawiązanie oczywiście do Mt 8; 12 (8,3), Mt 13; 41-42  (4,8,3)]

Tak..
I tutaj, mimo całych moich zarzutów do siebie samego w głównej mierze,
przypominam sobie – jakby to było dzisiaj..A było to właśnie w r. 2014,
w apogeum śmierci (choć to ciężko powiedzieć..- pierwsze apogeum, 
a raczej epicentrum „wybuchu” było już w 2011 – gdy miałem jeszcze 
33 lata, w Poznaniu). Petardy zaś wybuchały i raniły aż do 2015..a może
i nawet po nim. 
Przypominam sobie, że byłem TAM, w tej mrążącej duszę i ciało
Pustce, gdzie nic relatywnego się nie liczy – i gdzie jest 
tylko niewczesny „płacz i zgrzytanie zębów”. 
I mimo całego mojego opłakanego stanu, gdy opadły ze mnie
wszystkie skrzywienia i degeneracje osobowości, które
nabyłem żyjąc, a tak w tych chwilach jakby było,
czułem tylko nadziemski spokój, widziałem
tylko piękno w jego świętym rytmie
i przepełniała mnie czułość do Wszystkiego,
co 
żyje, żyło i będzie żyło. 

 

With A Little Help From My Friends

Korzystam z Volty, którą zakończyłem ostatni wpis i pokażę Wam Przyjaciół.

Albowiem, gdy ktoś odkrył swój prawdziwy cel, cel swojego Prawdziwego Ja,
może liczyć na.. małą pomoc..

Czy uwierzyłbyś w miłość od pierwszego wejrzenia
(..)
Co widzisz kiedy zgasisz światło?

Nie mogę (Ci o tym wprost) powiedzieć
(..)
(Ale) z małą pomocą przyjaciół przeżyjemy.

 

W przedostatnim zaś odcinku (Gnosis) pisałem, że prawdziwa
droga do Boga wiedzie przez Wnętrze każdego z nas.
Wiedziano to od dawna, były czasy, iż myślałem, że to jednak średnio
pomocny banał.
Aż dowiedziałem się, że BANAŁY TO PRAWDY,
które NAJSKUTECZNIEJ
się sprawdzają,
ludzie jednak bardzo rzadko
z tego korzystają i wyśmiewają je, dlatego,
że NAJPROSTSZA DROGA JEST NAJTRUDNIEJSZA
i wymaga wysiłku.


Jest to trudna sprawa.

Jednocześnie trzeba maksymalnej pokory
i tak samo – wyzbycia się skromności.
Nie jest tak prosto uwierzyć, że można mieć w sobie
Najczystsze Dobro, eckhartowską iskrę.
Nie jest to łatwe, szczególnie dla intelektualisty o ironicznej proweniencji.
Trzeba też pogodzić się ze wstydem i śmiesznością.
To też nie jest proste, szczególnie dla racjonalisty.

Ale uwaga, nie martwcie się: wcale racjonalistą przestać być nie trzeba. Odwrotnie nawet..

Pamiętam, jak mój Tata powiedział, że czytał, iż ojciec Carla G. Junga
dokonał czegoś takiego jak „uświęcone poświęcenie intelektu” –
wybierając wiarę w Boga.
Teraz, z całym szacunkiem, skomentować mogę to tylko:
– Cóż za głupiec. Wybierając „Boga” wyrzekł się jego daru,
który od niego pochodzi i tylko do niego Naprawdę może prowadzić.

To temat rzeka, temat metodologiczny, trochę wymagający,
więc tutaj tylko najkrótsza uwaga:

Metoda naukowa empiryczna nauk przyrodniczych badających świat w okół jest niedostosowana do wykrywania zjawisk natury "niefizycznej".

Dlatego choćby, że opiera się, ze swej istoty, na :

a) powtarzalności zjawisk
b) stałych cechach

Tymczasem fenomeny np. duchowe mają odwrotną charakterystykę, choćby co do istoty są

a) niepowtarzalne

b) mają cechy zmienne, 
często wchodzi w grę efekt obserwatora 
(opozycja podmiot - przedmiot zaczyna sprawić psikusy..
- (w fizyce mikrocząstek też jak wiadomo tak jest ..;P), 
synchroniczności etc.etc).

To jest już zasygnalizowane przez pochylenie się nad istotą psychologii jako nauki oraz zauważenie np. prymitywizmu metody opisowej, empirycznej (behawioralnej) w psychiatrii.

To, że np. badania świata niefizycznego czy nieznanych zupełnie do tej pory z natury fenomenów może mieć charakter "co najmniej zbliżony do metod psychologii" jest prostym wnioskowaniem "z mniejszego na większe"..

Dlatego zjawiska niefizyczne, "z innych wymiarów" badać należy inną metodą naukową.

Toteż i dowody mają inny charakter.

Skutkiem jest nawet to, że można pozbyć się fałszywej skromności,
przyznać się do tego, co jest przez to i nie tylko przez to takie trudne,
i np. przerobić tekst starej piosenki (tutaj – „Tchórzliwy lew i złote serce”).

Jak wspomniałem też jednak ostatnio:

Jest też cały problem SENSU, niewiary, depresji, gorzkich doświadczeń..wreszcie nihilizmu.
O wszystkich tych tak ważnych problemach, definiujących albo 
i negujących życie – napiszę.

Temu ostatniemu nie pomogę.
Kto chce służyć ciemności – jego wolna wola.
Można na tym nawet daleko zajechać. Można wyżej, niż tutaj.
Można na tym nawet zajechać: dokładnie 4 razy.
Ale dalej nie można..Dalej jest już tylko Druga Śmierć.

Nie polecam. Ale też nie odradzam.
Dlaczego?
Bo się na tej drodze nie znam.

Bo powiem tak, a nie takie to częste, wśród Wszystkich piszących,
obojętnie gdzie:
Ja piszę tylko o tym, co znam. Piszę o tym, co przeżyłem.

Już teraz jednak, jeśli Ktoś tego potrzebuje, to mogę zapewnić,
tak z teorii, ale przede wszystkim z Praktyki:

Dont give up
 cause you have friends
 Dont give up
 Youre not the only one
 Dont give up
 No reason to be ashamed
 Dont give up
 You still have us
 Dont give up now
 Were proud of who you are
 Dont give up
 You know its never been easy
 Dont give up
 cause I know theres a place
 Theres a place where we belong.

Ale, ale, gadu gadu, a przecież obiecałem, że pokażę Wam
Przyjaciół..
A ja słowa – staram się – coraz częściej i coraz lepiej –
dotrzymywać.
/przyjaciele mają to do siebie, że lubią Przestrzeń i Powietrze
oraz nie przepadają za byciem dosłownym
..tacy już
są..od tysiącleci..subtelni/

 

Cherubim

***

mal. Marat Dakunin (2002, u Ewy)
15 lipca 2016, w domu, po Wschodzie Słońca

Tymczasem,

do miłego usłyszenia, gdy CDN.

 

PS

Cele w ciele (Gnosis cz. II)

Ostatnio zapowiedziałem, że wpis „Gnosis” (tutaj link)
będzie miał kontynuację merytoryczną.

I oto ona. Słowa dotrzymuję.

Mieć cel, to ważna sprawa.

Odkryć dla siebie swój fundamentalny, życiowy cel – KAŻDY
– SAM DLA SIEBIE – i się go trzymać – sprawa jeszcze ważniejsza!

Ilu z nas żyje właściwie, pomijając drobne życiowe zabiegania
– BEZCELOWO?

Czy aby tak należy podchodzić do życia, które tutaj, w ciele,
na Ziemi, wiedziemy?

Mi się wydaje, że tak teoretyczne (w swoich poglądach, odczuciach)
jak praktycznie prowadzenie życia bezcelowego nie jest ani mądre
ani godne, ani nawet (sic!) popłatne. Jest tutaj, na marginesie cały
problem SENSU
, rozczarowań, doświadczeń, temat depresji,
temat NIHILIZMU
wreszcie.
O wszystkich tych, tak ważnych w naszym życiu, że czasem je najsilniej definiujących (lub..negujących) sprawach, napiszę. Napiszę już wkrótce!

Ja, piszący to, nie chcę Wam nic dawać zupełnie gotowego.
Bo w tej materii, do której zmierzam: tak nie można. Tak się nie uda.
Kto nam narzuca sztywne cele – czy aby jest przyjacielem
naszej Wolnej Woli? Czy aby jest tą Stroną, która Nam życzy dobrze?
Warto przemyśleć..

Najlepsze bowiem Opowieści są niedokończone.

A porzekadło mówi: Gute Lesser macht Ein Buch besser
(najmocniej przepraszam za nieznajomość jęz. niemieckiego
i możliwe usterki) tj. Dobry Czytelnik czyni samą książkę lepszą.

Nawiasem kwadratowym mówiąc, popełniłem kiedyś bardzo
dziwny Podręcznik, któremu patronowała m.in. powyższa sentencja.

 

okładka rys. Dariusz Rygiel na podst. projektu MD


Tutaj można go za darmo pobrać – PDF, ponad 130 stron 
]
Ostrzegam jednak z góry – książeczka to niebezpieczna!

**

Z celami, czy wszystkim innym, przez jakichś innych nam
wyznaczonymi, narzuconymi, czy nawet tylko podsuniętymi
czy doradzonymi – nie wiedze się zbyt dobrze. Bo i słusznie
– dlaczego przekonywać nas miałby i prawdziwe motywować cel,
który nie od nas samych – w całym tego słowa znaczeniu – pochodzi?

Najlepiej, by każdy sam dla siebie – coś – do budowania własnym życiem
i staraniami – odnalazł zupełnie samodzielnie.

Bo, powtórzę, za sobą sprzed kilku dni, tak mi się to podoba : ) :

Dobrze byłoby zasygnalizować Cel,
 tak by Inni mogli się (..) zorientować co do niego. Co do CELU.
 No i co do mnie.
 A na końcu, finalnie, tak byłoby najlepiej i to byłoby
 jak najbardziej Celowe: by się Inni mogli zorientować też co do Siebie,
 co do swoich Celów. Celów swoich Wnętrz. Celów ich prawdziwych „Ja”.

 

Każdy bowiem jest różny!
Każdy ma do rozmnożenia talenty! – choć nie każdy ma je
w tej samej walucie i tak samo łatwo wymienialne.
Każdy jednak może je zamienić, zmienić a może nawet Transmutować
w Wartości. Najlepiej te nieprzemijające.

Nad wymienialnością tej naszej przyrodzonej waluty czasem
trzeba się napracować! Ale ile później satysfakcji..
Z zakopania zaś daru niewiele pożytku..

niestety autor obrazka nie ustalony ale skojarzenie oczywiste jak mniemam

Oczywiście, jest najważniejsza praktycznie i prakseologicznie
kwestia celów szczegółowych, drobniejszych, cząstkowych,
instrumentalnych, celów poszczególnych etapów..KONKRETÓW.

I o konkretach, będzie! Trochę konkretów, kilka zaledwie..
już i tak umieściłem, na jednak będącej jeszcze w powijakach
stronie, do której przykleiłem tego bloga (http://cassiopaea.pl).
Choć zgodzę się, że są to konkrety..trochę poowijane..

Pisać będę przez najbliższe dwa – trzy odcinki, wspierając się Borysem Murawiewem, bo z nim mi, przynajmniej teraz, przynajmniej w pewnym zakresie, przynajmniej na pewnym etapie
– po drodze.
A sprawa jest bardziej ogólna – sprawa jest pewnej wspólnej,
nam ludziom, NATURY; może więc i Wam będzie po drodze,
przynajmniej
– na jakiś czas, przynajmniej w pewnym zakresie, przynajmniej:
by zacząć – lub wyjść z zastoju – lub: przerwać dryfowanie,
lub: nabrać wiatr w żagle. A na końcowej przystani,
ale może i – częściowo
– i na przesiadkowych – co nas może czekać..
A gdyby tak: RADOŚĆ NIE DO OPISANIA ? 

Będę tłumaczył część wstępu do II Tomu „Gnosis” Murawiewa, swobodnie, parafrazując, gdzieniegdzie dopowiem swój komentarz. Przepraszam,
za to, że tłumaczenie będzie wielce niedoskonałe i kulejące.

Dlaczego z Tomu II (z dopiskiem: Mesoteric)? – ano,
bo mi tu akurat pasuje ..

Ale słowo dodatkowego wyjaśnienia:

Według Tradycji, ze względu na wiedzę i czyn, 
ze względu na znajomość teorii i praktykę, 
ludzie dzielą się na Krąg Zewnętrzny i Krąg Wewnętrzny. 

Krąg Wewnętrzny zaś składa się z 3 kręgów, 
każdy od siebie węższy. 

Zewnętrzny krąg wewnętrzny nazywa się czasem Egzoterycznym.

Wszyscy, którzy do niego przynależą, bardzo wiele już osiągnęli, 
w perspektywie ogólnospołecznej to prawdziwa elita. 

Ludzie nim połączeni posiadają Wspólne Rozumienie.

Pośredni krąg nazywa się czasem mezoterycznym. 

Ludzie, którzy do niego należą, nie tylko posiadają wspólne
 rozumienie ale i takoż praktykują. 

Gdy ci z kręgu egzoterycznego KONTEMPLUJĄ, 
mezoterycy raczej KALKULUJĄ.

Krąg centralny nazywa się czasem Ezoterycznym.

Nieliczni w tym środkowym kręgu posiadają Wspólne Rozumienie, 
Praktykę oraz dodatkowo ich działania są zawsze doskonałe
 i zawsze konieczne. Ich praktyka jest dokładnym odbiciem 
Teorii, przedsięwzięcia zawsze niezbędne. Ich serce jest sercem dziecka.

Ich umysł, umysłem mędrca. Czyny ich są święte.

 

To, co wyżej, zanotowałem dla gości mojego profilu FB 20 sierpnia tego roku.

A to, co niżej

(true, true, without doubt..)

napisał Ark, 31 lat temu:

Marsylia, () 1986



Jestem transformatorem i konwerterem
energii. To jest esencja mojego istnienia.
To jedyny możliwy cel. Mogę wybrać, czy
służyć temu celowi, czy nie. Mogę być tylko
transformatorem. (..)

Albo, mogę służyć jako kanał. To wybór
pomiędzy samowolą a dyscypliną. Co robi
"Ja" to samowola. Co działa poprzez "Ja"
nią nie jest. Powiniem pozwolić, by
Działało poprze mnie. Trzeba wyeliminować
samowolę. Ale, na Boga, nie samokontrolę!

Tak więc chcę wyeliminować samowolę, usunąć
autoidentyfikację. TO bardzo ważne.
Chcę (jednak) wglądu i samoobserwacji.
Chcę zaplanować każdą godzinę.

Chcę pozbyć się garbu, przestać być
wielbłądem.
Chcę słuchać. Chcę wewnętrznie rozważać.

(..)

Świat jest marnością. Marnością, która
przeminie. Niebo przeminie, Ziemia
przeminie, drzewa przeminą, ludzie
przeminą. Ludzkie aspiracje przeminą. Nauka
i wiedza przeminie. Wszystko co mnie spaja,
przeminie.

Cel - na tym poziomie - nie istnieje.

Wyznaczać cel na tym poziomie to
okłamywanie samego siebie.

Humanizm, prawda, wiedza - to puste słowa.
Słowa otoczone przez cierpienie, które jest
bez znaczenia. Kiedy mówię, że "chę pomóc
ludzkości" - to puste słowa.Kiedy mówię
"wiedza", "nauka", "prawda", "poznanie" -
to słowa fantomy.

Jestem transformatorem energii i potrzebuję
służyć jako taki. To jest to, co mogę.

Gdzie jest wyjście?

Nic nie pozostanie z tego, co robię.

Równie dobrze mógłbym nie istnieć.

Myśleć, że jestem inny, że jestem
wyjątkowy? Że dokonam rzeczy, których nikt
nie dokonał - ale mi się uda, gdyż mam
szczęście? Boże, to możliwe, żeby wierzyć w
tę iluzję!(..)

Jeden cel wydaje się osiągalny. Gdy koniec
będzie blisko, cierpienie będzie tak
wielkie, że odejdę z ulgą (..)

Gdzie jest wyjście? Jakiemu celowi służą
ludzie? To jest eksperyment!

To, co bierze początek we mnie się nie
liczy. Jedyne, co mogę zrobić, to pozwolić czemuś
potężniejszemu mówić przeze mnie. Czemuś
mądrzejszemu mówić do mnie i mówić przeze
mnie. Działać przeze mnie.

Jestem łupiną, maszyną. Jestem możliwością
dla czegoś większego do bycia we mnie i
działania przeze mnie. Jestem miejscem,
które czeka by zostało wypełnione.

Jestem powozem bez woźnicy i bez pana.

Tak, jest mózg, są członki ciała, są
zmysły. Ale jestem tylko powozem, bez
powożącego i bez pana. Osobą z pretensjami
by posiadać jakieś prawa. Która odgrywa
role, czasami woźnicy, czasami pana - która
mówi ciągla "Ja". Lecz jestem tylko
powozem, który jedzie do nikąd i skazany
jest rozkraczyć się w jakimś rowie.

Moje aspiracje, moje ambicje, moje chęci -
to wszystko należy do pustego powozu i
konia, pozostawionego bez kontroli.
Wszystko, co robię, nic nie znaczy.
Wszystko co robię jest "osobiste". Wszystko
co z niej pochodzi to balast. To wielbłądzi
garb.

Jak przejść przez ucho igielne z tym
garbem? Trzeba odłożyć na bok tę osobę.
Aspiracje i fanaberie - to nie ja.

Błogosławieni, którzy są potulni.

Potrzebuję potulności. Wyeliminowania
rzeczy zbędnych. I świadomości, że każda
chwila jest odgałęzieniem Wszechświata.

(..)
tłumaczenie moje - MD

Ha!
Właśnie zorientowałem się, że biorąc pod uwagę to, co chciałem przedstawić,
ten wpis robi się za długi. A z czym jak czym ale Uwagą Potencjalnego Drogiego Czytelnika – igrać nie należy!

Dlatego, – o tym, o czym miało być: już w następnym Odcinku, za kilka dni..

Mam nadzieję, że tą woltą więcej rozbudziłem zaciekawienia niż irytacji.

Że tą Voltą stworzyłem – może nawet – jakieś Napięcie!

 

Tymczasem - do Następnego Wpisu..a ja
zbieram się do napisania zaległego maila
 do Mojej Drogiej Czytelniczki, H.