Pewne właściwości ezoteryki

Znów opóźnienie.
Znów, po kilku cieplejszych dniach i jaśniejszym niebie –
atak zimy. Ale właściwie nie mam, póki co, nawet czym
(w sensie narzędzi) fotografować, więc może lepiej,
że wiosna się jeszcze odwlecze.
Opóźnienia, sparaliżowanie tym, że tyle trzeba zrobić,
tyle jest planów, a tak ciężko przychodzi cokolwiek.
Na przełomie lat, w styczniu, częściowo lutym sytuacja była
na tyle napięta i stres na tyle ostry, że jakoś, mimo wszystko,
łatwiej się było zebrać. Potem zostało tylko wszechotaczający
chaos wokół, który udziela się wewnętrznie, konieczność
organizowania całego środowiska życia od podstaw i zasadniczy
brak jakichkolwiek środków ku temu.
Totalne sparaliżowanie, same siebie napędzające, faktem,
że tak trudno cokolwiek pożytecznego wykrzesać.
A im bardziej się człowiek temu poddaje, tym gorzej.
I sygnały, wprost i pośrednio, jak bardzo jak źle i jak bardzo
nie można sobie pozwolić na bezczynność – na narzekanie sobie
pozwolić to jakby napluć Słońcu w twarz.

I tyle planów, tyle możliwości – i tyle brakuje, by je realizować.
Ale bardziej we mnie brakuje niż w tym wszystkim, co – w otoczeniu, wszelakiego rodzaju, które póki co – nie sprzyja w każdym prawie aspekcie.
I nie ma innej możliwości niż robić mu wszystko na przekór, powoli,
jeśli się nie da szybko, wywozić śmiecie i cokolwiek budować.

Opisałem kilka ważnych kwestii, takich, które mobilizują,
ale nie mogę ich zamieścić, dopóki nie zamieszczę dokończenia
tematu, który przecież się tak opóźnił.
Opublikowałem go już zresztą tutaj – ponad tydzień temu..
Skasowałem. Dziś mam zrobić wszystko, by go już nie skasować.
Trzeba być wystarczająco dobrym rodzicem także dla tego,
czym warto (trzeba) się podzielić.

A następne dni – być może będzie trochę przejrzyściej..
I przyśpieszyć. Jeszcze przed Wiosną..

Jak skontatował Jan Klimak, przecież:
Prawdziwie mądry człowiek wie, jak obrócić wszystko 
na swoja korzyść..
(i bynajmniej nie amoralizm i oportunizm mamy tu na myśli).

Było powiedziane – w poprzednim wpisie „Cele pracy ezoterycznej”
bardzo ważne: że każda taka praca dopomina się konkretnego
zastosowania. I należy uczynić się użytecznym i odnaleźć odpowiednie
pole, zakres i metody pracy – potrzebne jest Tu i Teraz i konkretna Treść
i konkretne zadanie.

Na ten temat będzie dużo w dwóch następnych wpisach.
O pewnych Konkretnych możliwościach, podając pewne przykłady –
oraz: o moich, takoż konkretnych planach na ten, 2018 rok.
Ujętych w dwa działy, realistycznie podzielonych, obejmujących to,
co można, biorąc pod uwagę braki i przeciwieństwa, nie dające się nawet wytężonymi staraniami własnymi obecnie usunąć oraz takie, które mogą
zyskać na realizmie a nawet od razu być wdrażane – gdy pewne warunki się diametralnie zmienią. A jest na to, cały czas i nawet przed połową jeszcze roku – przed latem, duża (realistycznie) szansa; dlatego plany na cały rok powinny
te możliwości uwzględniać.

Tutaj zaś chciałbym dokończyć, wątek przedostatniego – wpisu
„Cele pracy ezoterycznej” (tutaj link).

Cele pracy ezoterycznej

Ważny to był odcinek.
A zakończenie go w określonym miejscu miało swoje uzasadnienie,
nie tylko płynące z faktu, że wpis, jak na „bloga” robił się zbyt długi.
Uzasadnieniem jest również to, że to o czym i jak pisze dalej Murawiew
w akapitach poświęconych rekapitulacji celów pracy ezoterycznej,
jest raczej dopowiedzeniem i komentarzem do wcześniejszych tez.

A więc, po pierwsze: Borys zauważa, a muszę się z nim całkowicie
zgodzić i Wam też pewnie z przytaknięciem na taką obserwację
po drodze, gdy tylko zauważycie co się dzieje choćby..w Internecie.

Zauważamy więc, że dziwny fenomen zachodzi
w umyśle ludzkim w przypadku generalnie hermetycznych

(tj. wymagających, nie tak znów łatwych
i dla każdego oczywistych)  nauk i praktyk ezoterycznych.

W przypadku wiedzy – tak zwanej (jak to się kiedyś,
gdy ludzie myśleli, że mogą obiektywnie przyrodę
poznać w całości i szczegółach i wiedzę tę precyzyjnie
i niesprzecznie wyłożyć..)
pozytywnej
(nauki przyrodnicze bezpieczniej tu pierwsze wymienić
, ale i humanistyka, nauki społeczne, się zaliczają)
jest generalnie przyjęte, że ktoś musi posiadać pewną,
zweryfikowaną jakoś, wiedzę, by jego opinia w danym temacie
mogła być uznana za miarodajną, liczącą się –by w ogóle warto
było brać ją pod uwagę. Mówiąc poważnie: Ktoś musi mówić o tym,
co Wie, na czym się zna, co zakłada pewne wcześniejsze studia
nad tematem, jakąś naukę, wysiłek własny.

W domenie ezoterycznej zaś bywa (a w zasadzie trzeba powiedzieć: jest) dokładnie inaczej. Tutaj widzimy się wszyscy jako kompetentni
(przypomina się powiedzenie, że każdy Polak zna się na polityce..),
nawet mimo faktu, że nie mamy choćby podstawowego wykształcenia
czy obycia w temacie. Osądzamy, krytykujemy, wypowiadamy opinie
czy wysnuwamy wnioski zanim ukształtujemy w sobie odpowiedni
instrument, który władny byłby to nam w ogóle umożliwić
(i to tak nie gwarantując słuszności sądu).

A przecież wiemy, że coś może być poznane, zrozumiane czy osądzone tylko
przez coś co jest na podobnym, równym poziomie lub na poziomie
wyższym.

Choćby: student matematyki może ocenić coś w zakresie materiału szkoły podstawowej, ale nie odwrotnie. Tak jak świat w którym żyjemy jest niewidzialny do płodu zamkniętego w macicy matki – przed narodzinami,
tak wyższe rejony życia, jak plan astralny czy duchowy, są podobnie zamknięte
i niewidzialne dla nas, przed Drugimi Narodzinami.
Przed tym, człowiek może tylko formułować hipotezy lub odwoływać się do świadectwa autorów, którzy te Drugie Narodziny (zatem i Duchową Śmierć..) mają za sobą. A dla wydania wiążącego osądu czy wysnucia miarodajnych wniosków należy zaś osiągnąć więcej.

Osobiście muszę tutaj przyznać się do pewnej rzeczy: w wyżej zarysowanej materii nie jestem teoretykiem. Wręcz odwrotnie. Co do usystematyzowanej wiedzy na ten temat jestem wręcz profanem. To co teraz, w zasadzie współbieżnie gdy piszę o tym, może z pewnym wyprzedzeniem dla wewnętrznego zweryfikowania tego, że to co piszę, na pewno oddaje w wystarczającej mierze Prawdę i pewnego usystematyzowania, ale –
to co teraz piszę – jest i dla mnie w znacznej mierze, jako wiedza
– i jako teoria – nowe.
Bo w wyżej zarysowanej materii było u mnie (i jest) raczej tak,
że najpierw pewne rzeczy praktycznie się wydarzyły, coś przeżyłem,
coś się, interaktywnie ze mną (myślą, uczuciem, inspiracją, nawet wizją,
głównej jednak tokiem zdarzeń życiowych) STAŁO.
Później zaś dopiero okazało się (i okazuje), że mogę to podciągnąć
pod pewną teorię, pod pewne informacje, jak choćby te,
zawarte w Gnosis Murawiewa.
Jak sądzę, mimo tego, że tak mogłoby się niekiedy i komuś wydawać,
nie jest to najgorsza kolejność, szczególnie może nawet w tej materii
o której mówimy. Najpierw przeżyć, zakosztować i mieć doświadczenie
później zaś zobaczyć, trafiając (celowo ale i będąc, co nieraz się zdarzyło, nakierowanym, zdawałoby się – czysto przypadkowo) na pewne materiały teoretyczne, pewne uogólnienia i zapisy doświadczeń i wiedzy Innych
ludzi (i nie tylko..) – to kolejność, która, jak mi się wydaje, chroni przed
pewnymi błędami, które nierzadko w ogóle mogą wykluczyć zbliżenie
się do prawdziwej mądrości. Które mogą pogrążyć człowieka
w fantazjowaniu  (w czczej fantazji, pobudzanej myśleniem życzeniowym
i znudzeniem prozą życia – nie w tym, co zwie się Wyobraźnią
– którą można z największym pożytkiem jako daru używać)
i zamiast zbliżać do realizacji jakichś Ważnych Celów – dać tylko
złudzenia, które gdy opadną, odepchną nas w ogóle od tego,
czym naprawdę warto było się w życiu zająć Najbardziej,
a gdy nie opadną – pozwalają wieść życie czysto fikcyjne i „osiągać”,
tak w sobie jak i Rzeczywistości czysto iluzoryczne wartości.

Dlatego, w dużej mierze, przygodę z Wiedzą ezoteryczną – przeżywamy
tutaj razem. Dlatego też, piszę raczej tylko o tym, co potwierdza to,
co wcześniej zaznałem, doświadczyłem w różnoraki, realny jednak
sposób. Dlatego też wreszcie – staram się pisać jednak praktycznie
i wiele rzeczy wspierać realnym doświadczeniem i faktem;
i następne wpisy będą w przeważającej mierze bardzo, pod tym
względem, konkretne.

Pojawiło się wyżej kilka dziwnych pojęć – jak choćby „plan astralny”.
Gdyby zająć się wyjaśnianiem tego w sposób wystarczająco
wyczerpujący – musiałbym napisać co najmniej serię wpisów.
Dlatego, choć wypada pewne wyjaśnienia tutaj poczynić,
ograniczę je do minimum.

Nazbyt wiele bzdur napisano i nieporozumień powstało na temat
choćby czegoś takiego jak astral czy ciało astralne – strony
internetowe żonglujące tego rodzaju magiczno – mistyczną
nowomową (o bardzo starych tradycjach) idą w tysiące.
Nie chce dokładać do tego kolejnej cegiełki.

Jednak, na temat ontologii światów (i „fizjologii” ciał – innych niż
to najbardziej oczywiste fizyczne i materialne będzie
więcej, tam gdzie będzie tego wymagał temat i kontekst, głównie
dbając o to, by przedstawienie danego zagadnienia nie było
bez tego niezrozumiałe.

Tutaj zatem, kilka tylko uwag o tym, co pozwala sobie na tak
zagadkową nazwę, jak „astralność”.

Termin jak się wydaje, wziął się stąd, że kiedyś uważano,
iż dusza ludzka jest zbudowana z tej samej materii, co gwiazdy.
Przewijało się to u Platona, w neoplatonizmie oraz towarzyszyło
różnym prądom, szkołom, religiom i gnozom później – aż do czasów obecnych. Przy czym, biorąc pod uwagę wiedzę, którą dostarcza nam współczesna
fizyka i astronomia (jednak, trzeba sobie zdawać sprawę, że tak naprawdę
o podstawowych kwestiach, dotyczących choćby narodzin gwiazd
czy galaktyk wiemy dotąd bardzo mało i nadal brak jest prawdziwego zrozumienia w szeregu podstawowych kwestii, co do których
współczesna nauka mogłaby użyć pojęcia „astralne”) bardziej współczesne
teorie i szkoły, jak choćby ezoteryczne (jogiczne, tantryczne) prądy Wschodnie
i Zachodnie (wcześniejsze – gnostyczne czy kabalistyczne, aż do –
począwszy od XIX/XX wiecznego ożywienia tematu w tzw.
teozofii, w odpowiedzi na mechanicystyczny materializm Oświeceniowy
oraz wieku „pary i wynalazków” XIX – stulecia – po całkiem aktualne
„changellingowe” czy inne..) często odmiennie definiują zagadnienie
i inaczej lokują czy też inne właściwości przypisują temu,
co określone być może jako astralne. Jeśli ktoś chciałby się z tym zapoznać – niech raczej sięgnie do uniwersyteckich opracowań tego tematu (czy nawet, choćby, do anglojęzycznej Wikipedii), lecz wystrzega się raczej czerpania informacji na ten temat z, jak wspomniano, tysiąca różnych stron,
prowadzonych często w dobrej, czasem zaś w złej wierze, przez
różne osoby prywatne czy organizacje.

Tutaj, ponieważ preferujemy maksymalny krytycyzm i obostrzenia,
mające ukrócić zbytnie folgowanie sobie ludzkiej wyobraźni (i typowemu dla nas „szukaniu łatwizny”, drogi na skróty) – z drugiej zaś strony, zachowując jednocześnie, czasem aż z nadmiarem, poprzedni warunek, ponieważ duża część informacji w nim zawartych okazuje się wartościowa, dająca się weryfikować praktycznie i współbieżna z innymi wartościowymi źródłami, warto sięgnąć
w tym zakresie do przekazu G.I.Grudżijewa.
Najkrócej zaś mówiąc, w Szkole IV Drogi Gurdżijewa: ciało astralne jest przyporządkowane Wyższemu Centrum Emocjonalnemu (ciało mentalne zaś – Wyższemu Centrum Intelektualnemu). Warto dodać, że zarówno pierwsze jak drugie istnieje u Człowieka – w zasadzie – tylko potencjalnie. Może być osiągnięte – rozwinięte – jak często już u mnie była mowa – na drodze świadomego starania, trudu i planowej pracy (w tym: pracy ezoterycznej): nie jest dane każdemu i za darmo (i nie chodzi tu o elitarność, co raczej o elementarną sprawiedliwość).

Na koniec tych krótkich uwag, wspomnę o czymś takim, chyba nawet dość popularnym czy modnym, co zwykło nazywać się „podróżowaniem astralnym” czy też bliskoznacznie (choć czasem niewiele ma to z tym wspólnego, trzymając się jakichś rygorów intelektualnych i poznawczych) – pojawiają się także tutaj często nazwy „Świadome Śnienie” (LD – Lucid Dreams) czy też OBE (pisane też OOBE) – z ang. Out o Body Experience,  lub NDE – Near Death Experience  – Doświadczenia Poza Ciałem, Doświadczenia Około – Śmiertne..
Doświadczenia poza ciałem – jako takie – wcale nie muszą być zbieżne
z czymolwiek co można odnieść do jakiejś „astralności” – rozumiane np. jako specyficzne doświadczenia raportowane w niektórych  przypadkach śmierci klinicznej (gdzie często wymienia się takie fenomeny, jak: obserwacja tunelu światła, duchowo – mistyczne doznania, potrzeganie nielokalne, przez ściany, „swojego ciała” etc.etc.).
Na ten temat powstało wiele opracowań bez większej wartości, które przyczyniają się do udanego dezawuowania i ignorowania tematu przez
czynniki naukowe, neurochirurgów, psychiatrów, psychologów i innych.
Są też jednak opracowania rzetelne, których nie można podobnie, będąc uczciwym intelektualnie, ignorować.
Całość tematu zasługuje – być może – na całkiem osobny wpis. Tutaj zaś, przykładowo tylko, podać mogę link do artykułu w fachowym piśmie medycznym Lancet (rzetelne opracowanie książkowe – naukowe,
w tym temacie, jest w moim posiadaniu, wypożyczone od dawna na wieczne nieoddanie Mamie – może kiedyś podrzucę i tutaj..).

Pod tym linkiem (tutaj) rzeczony artykuł naukowy. 

Autorzy kończą artykuł m.in. stwierdzeniami:

"With lack of evidence for any other theories for NDE, the thus far assumed, but never proven, concept that consci. and memories are localised in the brain should be discussed." "NDE pushes at the limits of medical ideas about the range of human consci. and the mind - brain relation".
Pobieżne tłumaczenie: Z powodu braku dowodów na jakiekolwiek (naukowe) teorie dotyczące NDE, które zostały wysunięte, ale nigdy nie udowodnione, koncepcja, że świadomość i pamięć są zlokalizowane w mózgu jest kwestią dyskusyjną, otwartą. NDE rozszerza (zmienia) granice nauk medycznych dotyczące zakresu ludzkiej świadomości i relacji mózg – umysł.

Natomiast osobiście, dbając o to, by był to raczej materiał reportażowy, chłodny
i obiektywny, bez komentarza ze strony filmowca (czyli mnie), pokazując zarówno słabe (skłonności do fantazjowania i iluzje) jak i mocniejsze
(zasadniczą szczerość wypowiedzi – dlatego stosowałem w głównej mierze ujęcia kamery na dużych zbliżeniach: na usta mówiących, oczy itd.) strony zjawiska, przestawiłem temat w filmie dokumentalnym, nakręconym w 2008 r. (ha, na jesieni będzie zatem równe 10 lat) na zlocie pasjonatów takich typowych można powiedzieć (jak to obecnie jest przynajmniej przedstawiane w Internecie) podróży astralnych.
Film można obejrzeć np. tutaj (link):

(„Pod podszewką snów”, Polska 2008, wersja skrócona ok. 30 min,
reż/zdj/mont. Marat Dakunin i przyjaciele) 

A oto i dwa kadry, przedstawiające uczestników zlotu (film nie sili się na oddanie, np. efektami komputerowymi czy wizualnymi, wrażeń czy też „wyglądu” doświadczeń, o których mowa).

 

Na koniec zaś, całkowicie szczerze ode mnie, uwaga: Czy warto się podobnymi „podróżami” zajmować? – biorąc pod uwagę to, co zostało już podkreślone, mianowicie fakt, że praca ezoteryczna domaga się od nas: bycia użytecznym
i oddania się konkretnej pracy nad osiąganiem konkretnych celi?
Otóż, wydaje się, a jest to potwierdzone pewnym źródłem, które, jeśli zweryfikowane, czasem biorę pod uwagę – że nie warto. Wg tego źródła, tego rodzaju podróże astralne czy też „świadome śnienie” może mieć wartość czysto rekreacyjną (rozrywkową). Co za tym idzie, w przypadku gdy myślimy
o poważnej pracy ezoterycznej: nie ma wartości.

Także w powyższej mierze, jak zostało zauważone na wstępie tego wpisu,
po raz kolejny objawia się często wzmiankowany fenomen, taki mianowicie,
że przeciętny Człowiek – nawet będąc całkiem w dobrej wierze, uważa, że jest władny do odpowiedniego rozumienia i wnioskowania w sferach zupełnie
mu i jego codziennemu doświadczeniu obcych. I mści się to tym, że
osiąga w tej mierze czysto iluzoryczne jedynie rezultaty – w większości wypadków łudząc samego siebie, a nierzadko, co gorsza, także innych.

Ma to dwie podstawowe przyczyny.

Po pierwsze, przyczyną jest generalna tendencja, by uważać, że właściwości, które człowiek posiada jedynie potencjalnie tj. może w sobie rozwinąć
(na drodze właśnie – pracy ezoterycznej, jej pierwszego etapu) – posiada od
początku – każdy – i to: bez żadnego wysiłku czy też jakiejś kwalifikacji duchowej..

Po drugie, jest to konsekwencja podświadomej deifikacji
(przyznaniu zbyt znacznej niż realna ważności) Osobowości, jako „wszechmocnej” w każdym rodzaju rzeczywistości.

Pokora jest konieczna w Prawdziwej pracy ezoterycznej – jej brak
mści się w rezultatach u wszystkich, którzy w teorii posiedli zdolność penetrowania rzeczywistości ponadzmysłowej.

Przy czym warto podkreślić, że nie mówimy tutaj o ludziach ZŁEJ WOLI
(tj. takich, którzy czynią coś umyślnie, ze złymi zamiarami), ale mówimy
o ludziach szczerych i o uczciwym zamiarach, którzy po prostu błądzą..

Nasz „cywilizowany” umysł, szczególnie dzisiejszych czasów, jest głodny widocznych rezultatów i zjawisk – faktów, materialnie manifestujących się fenomenów, które można najzupełniej tradycyjnie zaobserwować i tymi wrażeniami nasycić głodną wrażeń inteligencje i fascynującą się emocjonalność.

Ale Świat Nadzmysłowy nie jest jakąś jednorodną całością jak świat materialny. Przeciwnie, można wyróżnić w nim wiele różnych „planów” czy rodzajów „niebios”. Paweł z Tarsu podaje przykład człowieka (ravi), który znalazł się w „trzecim niebie”. Prorok Mahomet miał niejako na swoim koniu Bouraqu odwiedzić inne niebo (gdzie rozmawiał z Chrystusem i Mojżeszem).
Znane są inne liczne tego rodzaju świadectwa..(nie wypowiadam się
tutaj o ich prawomocności..)
To, co wyżej, napomknąłem o (różnych) rozumieniach „świata” astralnego
(itp.) dopowiada – jedynie bardzo syntetycznie oczywiście – do powyższej myśli.

W pracy ezoterycznej nasz, przyzwyczajony do fenomenów materialnych,
umysł szuka FAKTÓW.
Ze swej natury, i z naszej – zawsze w pierwszym rzędzie szukającej raczej łatwiejszej drogi i bardziej oczywistego potwierdzenia – poszukuje manifestacji, które po prostu dowiodłyby, że coś (tę pracę) dobrze wykonał lub czegoś, co po prostu satysfakcjonowałoby jego ciekawość, w mniej szlachetnym rozumieniu niż ta, niewinna i czysta – jak u dziecka (czy nawet jak u..kota) – płynąca raczej
z zachwycenia światem a nie z chęci otrzymywania od niego potwierdzeń
i gratyfikacji.

To naraża osobę, która jest zbyt łatwowierna lub szuka nazbyt tanich wrażeń na różnorakie pomyłki, ekscesy fantazji i wyobraźni czy nawet różnorakie problemy psychiczne i emocjonalne.

Sprawdzającym się porzekadłem jest to, że 
„ŁATWOWIERNOŚĆ JEST ODWROTNIE PROPORCJONALNA 
DO  PRAWDZIWEJ WIARY”.
Piszącemu, skoro mowa już o wierze, przypomina się tutaj, charakterystycznie dla niego lapidarne i pozornie paradoksalne – celne, powiedzenie Nietzschego:
 Prawdziwie wierzący mogą sobie pozwolić nawet na luksus sceptycyzmu. Ich wiara jest bowiem dostatecznie silna (i odwrotnie: ortodoksi zatem chadzają niejako na „szczudłach” dogmatów, gdyż w głębi swego serca i umysłu są niedowiarkami).

Wiele jest sztuczek i oszustw (najczęściej i najskuteczniej przybierają one oczywiście formę auto-oszustw, co wynika z generalnej zasady, podkreślonej ostatnio, że najbardziej fundamentalną przeszkodą w pracy ezoterycznej jest okłamywanie samego siebie..), które zastawiają na nas siły wrogie naszej potencjalnej ewolucji.

Jedną z nich, jak zauważa Murawiew, jest to, że możemy zostać skutecznie złudzeni, że JESTEŚMY JUŻ NA DRODZE– podczas, gdy w rzeczywistości dopiero jej poszukujemy, często jeszcze niepewnie, w różnych kierunkach.

Kwestii tej – mianowicie: wszelakich przeszkód, zmyłek, błędnych znaków, mylnie odczytanych sygnałów, fantazji branych za Prawdziwą rzeczywistość duchową, życzeniowych fantazmatów, emocjonalnych nad – i niedointerpretacji, oszustw i najróżniejszych rodzajów samooszustw – poświęcę wiele miejsca, czerpiąc z doświadczenia, praktyki i obserwacji, już niebawem.
I sam sobie teraz w pamięci i chęci karbuję, żeby o tak praktycznych
aspektach pamiętać przy omawianiu każdego prawie tematu.
Na każdym bowiem można się, poprzez ww. przeszkody, pośliznąć..

 

Cele nie tylko w ciele, cele Duszy i Ducha (cz. I)

Ha, Walenty Impotent!
Impas! Imbecyl! Immanentny Impertynent Improwizacji!
Miglanc! Dyscypliny mu!

Piszę, by z impasu wyjść, ale i świadectwo impasu
w tym odbić się niestety musi. Nawet tytuł – bez polotu,
choć wskazuje na to, że wpis ten był zapowiadany przez kilka
wcześniejszych, choćby ten o tytule
„Cele w ciele” (Gnosis cz. II)  – a tutaj do niego wygodny link.

Dziś wigilia (tak, tak..) Świętego Walentego.
Rok temu – dzień następny – przełamał impas.
Jak będzie tym razem?

Ha, Walentynki (nie przepadam za tym świętem,
nie lubiąc sztuczności i komercjalizacji,
ale to nic oryginalnego, to przepadanie
czy nieprzepadanie, by się rozpisywać; niemniej
datę i znaczenie stworzono i zaznaczono)
wypadałoby może napisać o Duszach Polarnych,
ale nie mogę.

Czy raczej: nie powinienem. Bo przecież prawdziwa,
dojrzała miłość to także odpowiedzialność
(nie tylko działanie chwilą, inspiracją,
AUTOMATYZMY NAMIĘTNOŚCI);
to wypełnianie swych zobowiązań,
to możność polegania na sobie, ba: wierność.
Więc będąc wierny zobowiązaniu (co to znaczy?
Sobie!) powinienem w końcu napisać – co przekładałem
od grudnia, i w międzyczasie pojawiły się trochę „reakcyjne”
wpisy, o tym co obiecywałem i co zapowiadałem
(mianowicie o Celach, z II Tomu Gnosis, Borysa Murawiewa).
I tak zrobię. W stylu, o którym też już się zająknąłem, czyli moja,
dość wierna w tym wypadku parafraza, z pewnym komentarzem..

Nie jestem fanem teologii zmarłego papieża – rodaka (polecam książkę niemieckiego teologa Horsta Herrmanna „Jan Paweł II złapany za słowo”)
a resztę tutaj muszę choćby z racji miejsca zmilczeć (za dużo trzeba byłoby napisać), lecz wydaje się, że słusznie i trafnie kiedyś to on właśnie napisał:

Karol Wojtyła w „Miłości i odpowiedzialności”:
„Resentyment polegał na błędnym, wypaczonym stosunku
do wartości. Jest to brak obiektywizmu w ocenie i 
wartościowaniu, a źródła jego leżą w słabości woli. 
Chodzi o to, że wyższa wartość
domaga się większego wysiłku, woli, 
jeśli chcemy ją osiągnąć lub zrealizować. 
Aby więc subiektywnie zwolnić się od tego wysiłku, 
aby przed samym sobą usprawiedliwić brak takiej wartości, 
pomniejszamy jej znaczenie, odmawiamy jej tego, 
co w rzeczywistości jej przysługuje, 
widzimy w niej wręcz jakieś zło, 
choć obiektywizm zobowiązuje do uznania dobra. 
Resentyment posiada, jak widać,
znamienne cechy tej kardynalnej wady, 
jaką jest lenistwo. Św. Tomasz określa lenistwo 
(acedia) jako » smutek płynący stąd, że dobro, jest trudne «

By zrównoważyć to, co wyżej, wspomnę też, zanim przejdę
do sedna tego wpisu, o rzeczach lżejszych. Ale krótko.

Podczytuję bowiem ostatnio trochę bajek dla dorosłych oraz
poważnych rozpraw naukowych dla dzieci.

I przeczytałem, w takiej malutkiej książeczce, między innymi, że..

..Ludzie - Lwy, biorąc pod uwagę Czwórnię Elementów (Pierwiastków), 
reprezentują Ogień i Ziemię (Ogień - Kreatywność, Ziemia - Pragmatyczność,
Realizm). Ludzie - Wodę i Ziemię (Woda - uczucia, spełnienie emocjonalne).
Koty wcielają się jako ludzie bardzo rzadko, gdyż jest to bardzo
problematyczne - dochodzi bowiem do połączenia Ognia z Wodą.
Wybuchowa Kreatywność walczy z Emocjonalnością. Wielkie problemy
z Pierwiastkiem Pragmatyczności..

Ha, spyta ktoś - skąd taki akurat wybór tej "lżejszej" odskoczni
w niniejszym wpisie. Odpowiedzieć mogę tutaj tylko najkrócej:
- zaklinam impas.

 

Przejdźmy już teraz do niezwykle ważnej, treściwej i w miarę konkretnej rekapitulacji pewnych faktów ze wstępu do Gnosis (Tomu II), Murawiewa.

Finalnym celem (celami), które może osiągnąć człowiek
poprzez pracę ezoteryczną 
są Drugie (Powtórne)
Narodziny i Pokonanie Śmierci.

Cel od dawien dawna jest jasno wyłożony w różnych pismach
i omówiony przez różne doktryny (i religie). To jest ZBAWIENIE.

Tutaj mała uwaga: Drugie Narodziny można rozumieć trochę inaczej,
jako pewien, niezbędny i kluczowy etap, na drodze do Całkowitego Pokonania Śmierci, Zbawienia. Musiałbym poruszyć zbyt wiele wątków na raz, by tutaj wyczerpująco to rozróżnienie wyjaśnić. Ale czyniłem to– pośrednio – tutaj,
nawet w pierwszych notkach, wydawałoby się, że raczej osobistych,
z sierpnia 2017 r. I do sprawy, już bezpośrednio, konkretniej
i szczegółowo – wrócę.

Zatrzymam się tutaj na dłużej nad tym słówkiem,
pojęciem, które padło, tj. ZBAWIENIEM.

No cóż, pomijając już to, co pisałem tutaj już nie raz, a pisałem z grubsza, że..

CZYNIENIE DOBRA JEST NAGRODĄ SAMĄ W SOBIE. Jeśli potrafimy być w tym skuteczni i widzimy rezultaty, trudno sobie wyobrazić większą Radość. Jeśli kogoś to nie pociąga, jeśli do kogoś nie przemawia:
 - niech się dobrze zastanowi, czy na pewno dobrze sobie wyobraża, to o czym mowa. A może myśli o rozczarowaniach, bezowocnej idealistycznej harówce, łudzeniu siebie i Innych? Bynajmniej nie o to chodzi..
 Jeśli ktoś zaś lubi myśleć ekonomicznie, ba, nawet marketingowo, biznesowo – PIAROWO – to przecież, warto znać swoją, ludzką, psychologię, i wiedzieć, że zarówno porzekadła, jak przykłady z życia, a i badania i dane, mówią, że ani sława ani pieniądze ani nawet wydawałoby się mniej materialne korzyści nie dają człowiekowi prawdziwego szczęścia. Jeśli maksymalnie to spragmatyzować psychologicznie, szczęście daje nam poczucie własnej wartości. A na to poczucie składa się przede wszystkim przecież nasza sprawczość: co czynimy, jak czynimy i jak jesteśmy postrzegani przez innych, w społeczeństwie. 

Co absolutnie nie znaczy, że wyznacznikiem ma być właśnie jakaś WIĘKSZOŚĆ.
 
Choć właśnie bardziej takie starania widać dookoła, to nic bardziej mylnego - wartości są stałe, rozpoznane i wybrane jako godne realizacji przez nas, osobiście, naszą, od Boga daną, Wolną Wolą i nie potrzeba ani przejmować się tym, jak widzą i oceniają nas inni (należy się właśnie tego rodzaju, naturalnej, tendencji, do przypodobania się społeczeństwu czy innym, w tym sensie, pozbyć). 
A więc nie ma tutaj miejsca dla oportunizmów czy populizmów, utwierdzać nas w naszej wartości mogą tylko ludzie NAM RÓWNI - nie w sensie elitarnym, ale w sensie szczerego i konsekwentnego przykładu życiowego..
Zdaję sobie sprawę, że tego rodzaju tyradę, by kogoś przekonać, że nie mówię tutaj o utopii - należałoby znacznie rozbudować. Nie ma takiej potrzebny ani też takiej możliwości. Ja po prostu mówię o wartości szlachetnośći przeglądającej się w lustrach z tego samego kryształu,

Dla tych, którzy potrafią to dostrzec, mogę odwołać się do obserwacji -  widać nie od dziś bowiem NACHODZĄCĄ ZMIANĘ.
 Jeśli jednak ktoś świadomie może stwierdzić, że go to nie bawi, to nie jest jego cel, powołanie, Zadanie, które można uczynić najważniejszym w życiu – to niech idzie swoją drogą. Daleki jestem od tego, żeby takiego Kogoś przekonywać, że jednak powinien obrać drogę na przekór sobie. Niech się święci wolna wola (oby jednak, świadoma) – tak kiedyś zdecydował Bóg – i źle czynią religie czy ideolodzy, którzy chcą innym wcisnąć swoje ideały jako najlepsze także dla nich. Tyle tego..

Zbawienie. Powiem  szczerze– mnie osobiście to jakoś bardzo nie podnieca..
Bo i cóż to znaczy? Mało to mamy dowcipów o „rozrywkowym” piekle i „niebie”, w którym można zdechnąć z nudów? Bujanie na chmurkach? A nawet ta „wieczna szczęśliwość płynąca z obcowania z Bogiem” nie jest wg mnie właściwym postawieniem tematu.

Załóżmy więc, że Zbawienie – to nie koniec pewnej drogi,
że to początek Następnego Etapu. Że nie czeka nas
od razu Wieczna Nagroda czy słodkie nieróbstwo,
ale że czeka Nowa Przygoda, Nowe Wyzwania (poza tym
nowe dominanty świata..niekoniecznie już zatem Egoizm jako
spiritus movens..) i nowe MOŻLIWOŚCI
(i nowe, procesualnie, nie finalnie, rzecz ujmując, radości).

Konkrety? No dobrze, mi np. utkwiło w głowie:
- Na tym (wyższym) poziomie, fizyczność/materialność 
jest WARIABILNA - zmienna. Fizyczność, ciało, nie jest już więzieniem 
(dla duszy..), lecz domem - który możemy kształtować, z którego
możemy swobodnie korzystać i zmieniać. 
Pamiętam też ważkie znaczeniowo zdanie, które
wydaje się fantastyczne, ale w gruncie rzeczy raczej jest
ostrzeżeniem..:
('na tym poziomie myślenie życzeniowe staje się 
rzeczywistością dla tego poziomu').

 

Wracamy do Gnosis.
A tam dalej idzie tak:


Z RZADKIMI WYJĄTKAMI cel ten (patrz wyżej..) może być
osiągnięty przez CIĘŻKĄ I METODYCZNĄ PRACĘ.
Suma koniecznych ŚWIADOMYCH WYSIŁKÓW danej jednostki,
osobowości – do osiągnięcia celu konieczna – jest wprost
proporcjonalna do stopnia degeneracji tej jednostki, osobowości.

Zatrzymajmy się chwilę nad tymi wyjątkami.

Kiedyś, co do wyjątków, miałem różne wątpliwości.
Choćby takie, jak wyjątki pogodzić w ogólnie braną Sprawiedliwością
Bożą etc. No cóż, wydaje się, że – nie mając tutaj miejsca na omówienie
sprawy szerzej – należy pogodzić się z tym, że jeśli są jakieś „wyjątki”,
to tylko z pewnego punktu widzenia, z danego subiektywnego odniesienia,
a całościowo rzecz biorąc sobie na to wcześniej odpowiednio zapracowały
i nie mamy tutaj do czynienia z daniem komuś więcej darmo czy zwolnieniem
z czegoś, z powodu jakiegoś wyjątkowego „upodobania”.

Większość ludzi, jak się wydaje, lubi zapominać o wszelkich wątpliwościach,
jeśli „wyjątkowość” przyznaje akurat samemu sobie – ta droga iluzji zasługuje na to, by przed nią specjalnie przestrzec! Odwrotnie nawet – warto sobie pod tym względem umniejszać, to popłaca.
Osobiście np. rozważając dawniej pewne możliwe rozwiązania teologiczne,
kosmiczne, stworzenia, kształtu świata, etapów istnienia itp. – jako jedną z podstawowych reguł weryfikujących potencjalne szanse na bliskość faktom tych pomysłów – miałem taką, by – jeśli dane rozwiązanie czy teoria akurat mnie, tutaj, w tych faktycznych okolicznościach życiowych, stawiały w pozycji jakoś uprzywilejowanej, coś mi „ułatwiały”, albo z czegoś zwalniały – to do takich teorii należy żywić jak najdalej idące uprzedzenie i traktować w najwyższy sposób podejrzliwie, jeśli nie z miejsca odrzucić (raczej odrzucałem z miejsca!)
Takie podejście wydaje się nazbyt ostre, ale się zwykle opłaca –
oczywiście nie można popaść w drugą skrajność i jakiś transcendentalny
masochizm (!)

Patrząc na to, jak wyżej udało (czy raczej nie udało) mi się sformułować
myśli, zwykle – zwykle tutaj płynące lepiej, sprawniej i przejrzyściej odbiorczo
– dostrzegłem odcisk kopyta impasu..

Zaklinam go już u początków tego wpisu, więc spróbuję skończyć z nim na dobre w pętli. Zatem  (i w tym momencie) podjąłem pewną decyzję będę pisał ciut krócej, za to częściej. Do tej pory bowiem wpisy zawierały dość dużo treści, tekstu. A ten, na domiar złego jest chyba pierwszy, bez żadnego obrazka, fotografii, piosenki czy innej Zachęty. Dlatego, w tym momencie podjąłem decyzję, by ten, tak istotny przecież, temat, podzielić na dwa, a może nawet trzy części..
Za to spotkamy się niebawem, będziemy spotykać się częściej, impas może, dzięki temu wybiegowi ustąpi, a temat zacznie swobodniej płynąć. I, last but not least – może już do następnej części znajdą się jakieś, wizualne, dźwiękowe, a może
i jeszcze inne, ilustracje.
Albowiem wyobraźnia jest najważniejsza! – a umiejętność wizualizacji:
nie do przecenienia.

Improwizacja (7-1-7) oraz Wolna Zemsta na Wrogu

Muszę przywołać siebie* do Porządku.

Siebie – tzn. moje Prawdziwe Ja.

[*tych małych „siebie” to nie mam co do porządku przywoływać –
nie posłuchają się, każde popędzi w inne strony i np. 
wejdą w świnie, a te skoczą do morza i potopią się, te małe
zwalczające się osobowości, z których każda chce czego innego
to nie ja – to coś, co mi narzucono, by moje „Ja” w tym pogubić,
– wiele ich, legion] 

Bo przecież – zapowiadałem – choćby w tych notkach:

tej,

tej

czy tej 

kontynuację i przedstawienie konkretnych kwestii – a –
już i „Na Nowy Rok” i teraz – nawet – odchodzę –
oddryfowuję od Tematu!

Ale to się nie powtórzy.
To jest ostatnia Improwizacja*.


*[a co później? Chcę zaplanowac każdą godzinę. 
Wykorzystać ją pożytecznie. Reagować przemyślanie.
Zasięgać rady tak Serca jak Rozumu zanim Uczynię!] 

A improwizacje są potrzebne, mają swoje miejsce!
Co się złego, niekorzystnego wydarzy,  – i z tego należy spróbować wyimprowizować jakiś pozytyw! – ubocznie, jakiś plusik spróbować
wyciągnąć.

Ale też pamiętam, jak pisał Ark:
„Działanie w improwizacji, impulsowe, natchnieniem
– bardzo się sprawdza!
Ale rzadko!
Na co dzień sprawdza się samodyscyplina!”

Z tym drugim u mnie bardzo źle. Ale – może i to – co
mnie ostatnio spotyka– a źle się dzieje w Państwie D(aku)-
nińskim – to i po to, by u mnie z tym, co źle – było lepiej?

Kolejne zastosowanie zasady Ruchu, Różnicy Potencjałów,
tego, że potrzeba czasem Negatywnego Impulsu by
wytworzyć Pozytywną Reakcję. Tak to jakoś bowiem jest,
że gdy się nam za dobrze wiedzie, gdy nic nie dolega,
gdy tyko życzliwość i przyjaźń i Sprawiedliwość w okół nas
– to jakby też NIC nas nie pcha do rozwoju, Zmiany – wpadamy
w stagnację, zastój, psujemy się, gnuśniejemy, tracimy WIGOR
– i ze światem nawet bywa podobnie.

Bo przecież, jak napisałem, 10 lat temu, w eksplikacji
do filmu „Alfa Omega”:

Stałość i zmiana.
 Metafora dotyczy przede wszystkim kwestii trwania i mijania, zmiany. Tęsknimy zarówno do niezmienności, zachowania tego co jest (trwaj chwilo), obawiamy się zmiany, równocześnie jednak odrzucamy zamarcie w skostnieniu, zatrzymaniu, zanik automatyzmów (namiętności), powtarzalność, nudę.
 Idea musi stawić czoła rzeczywistości, gdy świat realny zatrzymuje się, marzenie (urojenie) materializuje się siłą samego marzenia. Gdy czas staje, idea trwa wiecznie.
 A jednak ruch - to życie. Bezruch - to śmierć. Jeśli marzenie może mieć moc sprawczą, musi towarzyszyć mu wybór. Wiara, że stanie się coś, czego nie znamy, może sprawić, że zaufamy niewiadomej. Ubezpieczenie dotyczy zawsze zdarzenia przyszłego i niepewnego. Nadzieja na wieczną miłość leży w wierze i wyborze.

Dawno nie było u mnie piosenki, nie sądzicie?
No, może nie aż tak dawno..ale..
Ostatnio słuchałem trochę starego „One”.

I sam nie wiem, czy oryginał jest U2 (Bono) czy Casha.
Mi się ostatnio podoba Casha, Bono kiedyś,
a wersja Stipe’a z R.E.M. w ogóle.

Umówiłem się z pewnym pieśniarzem, bardzo wstępnie na razie,
ale zawsze, że, z jego gitarą i na dwa głosy zaśpiewamy „One”
na wiosnę.
Póki co – można go posłuchać jako barda i zobaczyć teledysk:

(…)

No, jak ktoś zobaczył cały teledysk Wyżej, to tę Ostatnią Improwizację
można (i wypada nawet) zacząć jakby od Początku (a środku niech będzie
Ungrund).

Ale Nowy Początek ma zawsze w sobie coś ze Starego Końca – inaczej
skąd by się Wziął? 🙂 – można powiedzieć – stosując się do tzw. zasady
logiki buddyjskiej…(per analogiam Wielki Wybuch – Oscylacja – Stworze”nia”)

***

Bądźcie Błogosławieni Nadwrażliwi!*

[*prof. Kazimierz Dąbrowski. Kto nie zna, to tym prędzej, a można nawet on-line, niech się zapozna, choćby z teorią „dezintegracji pozytywnej” – ale i dla ogólnej higieny psychicznej warto..]

Bądźcie Błogosławieni Którzy się Wstydzicie za Tych,
którzy Wstydu Nie Mają!

Zabawne, można mieć nawet taką empatię,
że można myśleć, iż się nie ma empatii.

Bądźcie Błogosławieni Którzy nie potraficie
Krzywdzić Innych z Premedytacją!

Albowiem tendencje się polaryzują.

Albowiem ludzie wybierają.

Albowiem teraz ludzie wybierają finalnie swój los.

I ci, którzy wybierają los tak tragiczny,
cierpi się za nich podwójnie.
Cierpi się za nich przedwcześnie.

"W blasku ranka, w nocy cieniach

Ktoś się rodzi dla cierpienia

W cieniach nocy, w dnia jasności

Ktoś się rodzi dla radości

Ktoś się rodzi dla radości

Ktoś się rodzi dla ciemności"

(W. Blake) 

Nie, nie ma żadnej pieprzonej predesytancji,
(szczególnie tej w wersji KALWIŃSKIEJ – o której –
jak brzmi dobry bunuelowski dowcip – nie wypada nawet
ludziom dobrze wychowanym zagadnąć przy obiedzie..),
jesteśmy wolni, ale im bardziej wybieramy Kłamstwo,
tym bardziej się od niego uzależniamy, im bardziej wchodzimy
w niewolę, tym mniej już mamy wolności, w tym sensie można
nawet wolność prawie do końca utracić…

{Ha, atakuje mnie 1000 dygresji, jak kiedyś, więc zamknę tego
diabła w butelce – i pozwolę sobie tylko w tym wpisie na improwizację.

I ta improwizacja – jest moją REAKCJĄ – jest moją zemstą,
jest moją Odpłatą, jest moją vendettą.

Można zresztą, kto chce, przeczytać mój - sprzed lat - ale
 jak gdyby czekał na tę okazję przygotowany..esej - dwucześciowy
 pt. "Perwersje Wolności".

Tutaj cz. I -  PERWERSJE WOLNOŚCI 
("Wolność jest perwersyjna - lubi ulegać swoim przeciwnikom...") 

A tutaj cz. II 

- przepraszam, wersje redakcyjne, możliwe usterki
i literówki, gdzieś w tej całej improwizacji zapodziały się pdf'y finalne 
po korekcie red.]

Kto lubi, może sobie posłuchać „Zemsty”, którą
obmyśla Ojciec – by pomścić zhańbioną córkę
(ale przemoc rodzi przemoc i Ojciec – który zhańbienie
na siebie nierozważnie zresztą wcześniej ściągnął,
i swej vendetty pożałuje – opłaci stratą największą
– śmiercią córki – aria Zemsty z Rigolett’a G. Verdiego:

Jeśli ktoś nie przepada za wyjcami operowymi to jest tez i wersja bardziej „swojska”

I już.
Lepiej posłuchać piosenki niż działać
nierozważnie, prawda?

Albo pomyśleć o tym, że jesteśmy Jednym, ale nie jesteśmy Tacy Sami
(„One”)

Is it getting better
Or do you feel the same
Will it make it easier on you
Now you got someone to blame

You say
One love
One life
When it’s one need
In the night
It’s one love
We get to share it
It leaves you baby
If you don’t care for it
Did I disappoint you?
Or leave a bad taste in your mouth?
You act like you never had love
And you want me to go without
Well it’s too late
Tonight
To drag the past out
Into the light
We’re one
But we’re not the same
We get to carry each other
Carry each other
One

Have you come here for forgiveness
Have you come to raise the dead
Have you come here to play Jesus
To the lepers in your head
Did I ask too much
More than a lot
You gave me nothing
Now it’s all I got
We’re one
But we’re not the same
We hurt each other
Then we do it again

You say
Love is a temple
Love a higher law
Love is a temple
Love the higher law
You ask me to enter
But then you make me crawl
And I can’t be holding on
To what you got
When all you got is hurt

One love
One blood
One life
You got to do what you should

One life
With each other

Sisters
Brothers

One life
But we’re not the same
We get to carry each other
Carry each other

One

Niech jednak też każdy znajdzie pociechę w tym, że „świat”
(i pisząc „świat” bynajmniej nie mam na myśli czegoś, co jest ‘naturalne’
czy też porządku jakiegoś ‘boskiego pochodzenia’) – że świat i jego słudzy,
jeśli z Nim– z Tobą – Ty, On, Ona, Ono, który, która, które to czytasz –
jeśli dają Ci się we znaki – znaczy to, żeś już nie tylko DonKichotem!
Bo na Don Kichotów wystarczą same wiatraki. Znajdź otuchę w tym,
że twoje działania zaczęły przynosić realne skutki, że wreszcie
odnalazłeś się w Rzeczywistości, prawdziwie złamałeś choć część Iluzji.
Że zaczynasz Czynić.

Że rozpocząłeś marsz ku Zwycięstwu.

Ale, cóż to byłby za Bóg – gdyby prowadziła do niego
tylko jedna Droga!
(jak odpowiedział raz chasydom Rabbi Jakow
Izzak Widzący z Lublina).

Jesteśmy Jednym, ale nie jesteśmy Tacy Sami!

Szanujmy się, Dbajmy o siebie!

Badźmy dla siebie Dobrzy,
wczuwajmy się w to co czynimy Drugim!

Bracia!
Siostry!

MD

Na Nowy Rok

Jeśli ktoś nie może żyć, robiąc jakieś pożyteczne rzeczy,
bez „szybko wypłaconego wynagrodzenia” za jego starania,
niech postawi się w sytuacji
dłużnika wobec Boga za Istnienie.
(Borys Murawiew, Gnoza, parafraza Marat Dakunin )

Z pamięci:

'Faryzeusze, modlący się na pokaz, dający jałmużnę
na pokaz i wzywający imienia: Panie, Panie publicznie;
niech nie liczą na nagrodę od Ojca w Niebie;
zaiste bowiem powiadam Wam, oni swoją nagrodę
już odebrali" (Mateusz Ew.)

Mój komentarz i dobre rady na Nowy Rok:

– Mnie osobiście nagroda „od Ojca w Niebie”
średnio podnieca. Jeśli ktoś nie czuje sercem
i rozumem, że czynieni Dobra jest nagrodą
samą w Sobie i żadnej dodatkowej nie potrzeba,
niech wsłucha się w Siebie i zastanowi czy kiedykolwiek
był Prawdziwie Szczęśliwy i kiedy to było..

 

Powiadam wam: Tej nocy dwaj będą na jednym łożu, jeden będzie zabrany, a drugi pozostawiony. Dwie mleć będą na jednym miejscu, jedna 
będzie zabrana, a druga pozostawiona. 
(Łk 17,34-35)

Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. 
Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. 
(Mt 24, 40 – 42)

 

Ks. Stanisław Ormanty SChr w komentarzu do podanego fragmentu Ewangelii wg Mateusza tak m.in. pisze:

Ludzie będą pochłonięci codziennym sprawami, mniej czy bardziej ważnymi; i nie będą mieli żadnego odniesienia do końca. Zatem przyjście Syna 
Człowieczego będzie dla nich całkowitym zaskoczeniem i niespodzianką. (...)
 
Ale w Ewangelii jest zaznaczone, że beztroska połączona z brakiem odniesienia do końca jest zawiniona.(…)

Mielenie na żarnach należało do codziennych obowiązków; tak jak praca w polu. Jezus na przykładzie pracy kobiet przy żarnach zaznacza, że owo 
„wzięcie” dokona się niespodziewanie; w zwykłej, szarej codzienności, kiedy człowiek będzie wykonywał swoją codzienną pracę; a więc będzie 
skoncentrowany „jak zawsze” na codziennych powinnościach. (...)

Kolejne pytanie: dlaczego „jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony”? To rozróżnienie jest ważne: choć wszyscy wykonują te same czynności; to 
jednak decydujące znaczenie w oczach Bożych ma ich postawa wewnętrzna. Jeśli człowiek opiera swoje życie tylko na sobie; walczy tylko o to, 
aby zrealizować swoje plany; nie ma ani w nich, ani w swoim życiu żadnego odniesienia do Boga – nie będzie wzięty przez Boga, czyli nie dostąpi 
pełni zbawienia.

Bo piekło to wzgardzona miłość Boża; konsekwencją jest stan tragicznego osamotnienia; a człowiek nie jest stworzony do osamotnienia. Obraz 
„palących płomieni” to palące tęsknoty za miłością, którą się wzgardziło; a obraz „płaczu i zgrzytania zębów” to bolesne pretensje do samego siebie: 
dlaczego doprowadziłem się do takiego stanu?
Realizm piekła jest związany z realizmem ludzkiej wolności. Natomiast jeśli człowiek żyje w Bogu, tzn. jest w intymnej relacji z Nim, całe swoje 
życie podporządkowuje woli Boga; a więc ciągle jest przy Nim, czyli czuwa – będzie wzięty; czyli dostąpi nieba – wiecznej chwały. Tak zatem 
Jezus przedstawia dwie kategorie postaw życiowych: jeden wewnętrznie śpi, drugi czuwa. Ta perykopa ewangeliczna sugeruje także prawdę, że w 
życiu chrześcijańskim nie tyle jest ważne, co się czyni, ile i jak to się czyni, z jakimi intencjami i nastawieniami; z jakim odniesieniem.

 

Ode mnie dalej (z pewnymi skrótami myślowymi, z których się
wytłumaczę niebawem): Pierwszy etap przełamywania destrukcyjnych
nawyków (patrz: krystalizacja) siłą rzeczy jest bardziej contemplativa.

Później należy nauczyć się na powrót aktywnego udziału w życiu, także w życiu społecznym (inaczej mówiąc – pracy dla dobra).

Choć spór nad wyższością vita activa i vita contemplativa ciekawy [(przyganiali już starożytni oddanym codziennym obowiązkom, taplającym się w
błocie, przez czasy Jezusowe (oj Marto, Marto..) i przez średniowiecze do Dostojewskiego i dalej (omówienie np. tutaj)], to jednak zważyć należy,
że spór o wyższości contemplativa nad activa sam jest contemplativa i nie może być sędzią we własnej sprawie, tym bardziej że byłby często czczy
(nienakarmiony)…

Przyjmijmy rozsądnie, że najlepsze jest odpowiednie wyważenie activa i contemplativa, ale praca realna jest na tym świecie konieczna (i dobra).

W konteście ewangelicznego cytatu mogą przyjść na myśl jeszcze zastrzeżenia humanistyczne np. co do tzw. „liczenia na nagrodę za coś” lub
przybierające szkolną postać dywagacje nt. poświęceń np. święty jest najbardziej egoistyczny, bo wszystko co robi nagradza sobie świadomością
swojego dobra i świadomość mniejszego lub większego heroizmu oddaje mu poświęcenie rozkoszą w dwójnasób itp.

Co do nagrody, aby się przed podobnym lizusostwem eschatologicznym nie wzdrygać, a jednak motywację, gdy brak, wykrzesać, nagrodę
potraktować można jako zasłużenie na miłość.
Co prawda jest to zgrzyt w samym pojęciu miłości, ale często po jednej lub drugiej stronie uczucia występuje ta potrzeba, zasłużenia na miłość,
poczucie niegodności, bywa (i słusznie) i u obu stron (choć w tym być, raczej, nie może). Choć często jest bezrozumne, nie jest naganne, ba jest
nawet lepsze niż świadomość ‘zasługiwania na miłość”. Jak mawiali bowiem chasydzi: wolę tego kto wie, że jest zły, niźli tego co wie, że jest dobry
(i tylko przewrotniś rozumie to jako gloryfikację świadomych złoczyńców).

Problem leży także w tym, że trzeba porzucić tzw. rozgrzeszanie się poprzez porównanie i rozgrzeszanie się poprzez poczucie sprawiedliwości
(przykład: spójrzcie na niego, on jeszcze mniej…albo: a jaki ja miałem start?…albo: nie przyzwyczajony byłem)

A teraz przyjmijmy, że nie wszystko jedno, czy mleć na żarnach (a może znachorstwo?), czy praca na roli czy myśliwstwo czy zbieractwo.
I wybierzmy sobie zawód.

Poniższe zestawienie jest oczywiście bardzo uproszczone i wybiórcze, nie tylko w doborze ról społecznych (praca/zawód/zajęcie), co zrozumiałe,
ale także w kwestii bilansowania dokonanego wyboru.
Gdy chodzi o pracę/zawód/ zajęcia chodzi oczywiście o główny (niejedyny przecie) nurt aktywności życiowej, z różnych powodów jednak obranie
takiego głównego nurtu jest konieczne i będzie on zajmował znaczną (jeśli nie większość) część oddanego nam czasu życiowego.

Całość artykułu opublikowana wiele lat temu
w ogólnopolskim miesięczniku jest dostępna jako PDF (klik),
wraz z grafiką, czyli tabelką zestawiającą wybrane zawody
i zagrożenia oraz wyzwania i plusy z nimi związne.
Ponieważ tekst był pisany w zasadzie dla młodych Prawników
to większość zawodów obejmuje te z Prawem związane, ale nie tylko.

Osobniczymi zmiennymi wyboru są:

– talent (zdolności wrodzone lub intuitywnie rozwinięte),

– zdolności praktyczne (aktywne)

a) nabyte naturalnie np. przez przyzwyczajenie od dzieciństwa (zob. Bernard Mandeville: Ludzie pracy przeznaczeni powinni być od dzieciństwa do
niej surowo wdrażani. Okrucieństwem jest zmuszać nienawykłego od dzieciństwa do pracy.)

b) wypracowane – tu mix z siłą woli i inklinacjami do różnego rodzaju lenistwa (umysłowego, fizycznego, egzystencjalnego)

– wiedza (w tym wrodzone lub nabyte przekonanie o niezbędności stałego poszerzania wiedzy, związane zagrożenia: prześlizgiwanie się,
pozorowanie, fanatyzm – dogmatyczność, muchy w nosie; związane szanse: open – mind, niedogmatyczność, budowanie otwartego systemu,
intuicja jako pochodna wiedzy

– wola(zdeterminowana obranym, przyjętym jako słuszny celem, krystalizacja codziennych wyborów, konsekwencja).

Zestawienie jest esejowe, nie naukowe. Niektóre aspekty delikatnie rozwija, inne tylko sygnalizuje.

 

PS

– Jeśli Ktoś nie wiem co jest Dobre a co Złe
albo uważa, postmodernistycznie, wyszukaną analizą,
albo Prostacko (ale nie Prosto bo Prosta
Religijnośc Ludow jest Święta i godna Najwyższego szacunku)
to niech idzie do psychiatry póki czas;

– Bo dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy.

Wszystkiego Dobrego na Nowy Czas!

 

Kto będzie zjedzony?
„Gruba kreska”?
Niech Nowy Rok doda Wam skrzydeł :)!

Marat Dakunin

With A Little Help From My Friends

Korzystam z Volty, którą zakończyłem ostatni wpis i pokażę Wam Przyjaciół.

Albowiem, gdy ktoś odkrył swój prawdziwy cel, cel swojego Prawdziwego Ja,
może liczyć na.. małą pomoc..

Czy uwierzyłbyś w miłość od pierwszego wejrzenia
(..)
Co widzisz kiedy zgasisz światło?

Nie mogę (Ci o tym wprost) powiedzieć
(..)
(Ale) z małą pomocą przyjaciół przeżyjemy.

 

W przedostatnim zaś odcinku (Gnosis) pisałem, że prawdziwa
droga do Boga wiedzie przez Wnętrze każdego z nas.
Wiedziano to od dawna, były czasy, iż myślałem, że to jednak średnio
pomocny banał.
Aż dowiedziałem się, że BANAŁY TO PRAWDY,
które NAJSKUTECZNIEJ
się sprawdzają,
ludzie jednak bardzo rzadko
z tego korzystają i wyśmiewają je, dlatego,
że NAJPROSTSZA DROGA JEST NAJTRUDNIEJSZA
i wymaga wysiłku.


Jest to trudna sprawa.

Jednocześnie trzeba maksymalnej pokory
i tak samo – wyzbycia się skromności.
Nie jest tak prosto uwierzyć, że można mieć w sobie
Najczystsze Dobro, eckhartowską iskrę.
Nie jest to łatwe, szczególnie dla intelektualisty o ironicznej proweniencji.
Trzeba też pogodzić się ze wstydem i śmiesznością.
To też nie jest proste, szczególnie dla racjonalisty.

Ale uwaga, nie martwcie się: wcale racjonalistą przestać być nie trzeba. Odwrotnie nawet..

Pamiętam, jak mój Tata powiedział, że czytał, iż ojciec Carla G. Junga
dokonał czegoś takiego jak „uświęcone poświęcenie intelektu” –
wybierając wiarę w Boga.
Teraz, z całym szacunkiem, skomentować mogę to tylko:
– Cóż za głupiec. Wybierając „Boga” wyrzekł się jego daru,
który od niego pochodzi i tylko do niego Naprawdę może prowadzić.

To temat rzeka, temat metodologiczny, trochę wymagający,
więc tutaj tylko najkrótsza uwaga:

Metoda naukowa empiryczna nauk przyrodniczych badających świat w okół jest niedostosowana do wykrywania zjawisk natury "niefizycznej".

Dlatego choćby, że opiera się, ze swej istoty, na :

a) powtarzalności zjawisk
b) stałych cechach

Tymczasem fenomeny np. duchowe mają odwrotną charakterystykę, choćby co do istoty są

a) niepowtarzalne

b) mają cechy zmienne, 
często wchodzi w grę efekt obserwatora 
(opozycja podmiot - przedmiot zaczyna sprawić psikusy..
- (w fizyce mikrocząstek też jak wiadomo tak jest ..;P), 
synchroniczności etc.etc).

To jest już zasygnalizowane przez pochylenie się nad istotą psychologii jako nauki oraz zauważenie np. prymitywizmu metody opisowej, empirycznej (behawioralnej) w psychiatrii.

To, że np. badania świata niefizycznego czy nieznanych zupełnie do tej pory z natury fenomenów może mieć charakter "co najmniej zbliżony do metod psychologii" jest prostym wnioskowaniem "z mniejszego na większe"..

Dlatego zjawiska niefizyczne, "z innych wymiarów" badać należy inną metodą naukową.

Toteż i dowody mają inny charakter.

Skutkiem jest nawet to, że można pozbyć się fałszywej skromności,
przyznać się do tego, co jest przez to i nie tylko przez to takie trudne,
i np. przerobić tekst starej piosenki (tutaj – „Tchórzliwy lew i złote serce”).

Jak wspomniałem też jednak ostatnio:

Jest też cały problem SENSU, niewiary, depresji, gorzkich doświadczeń..wreszcie nihilizmu.
O wszystkich tych tak ważnych problemach, definiujących albo 
i negujących życie – napiszę.

Temu ostatniemu nie pomogę.
Kto chce służyć ciemności – jego wolna wola.
Można na tym nawet daleko zajechać. Można wyżej, niż tutaj.
Można na tym nawet zajechać: dokładnie 4 razy.
Ale dalej nie można..Dalej jest już tylko Druga Śmierć.

Nie polecam. Ale też nie odradzam.
Dlaczego?
Bo się na tej drodze nie znam.

Bo powiem tak, a nie takie to częste, wśród Wszystkich piszących,
obojętnie gdzie:
Ja piszę tylko o tym, co znam. Piszę o tym, co przeżyłem.

Już teraz jednak, jeśli Ktoś tego potrzebuje, to mogę zapewnić,
tak z teorii, ale przede wszystkim z Praktyki:

Dont give up
 cause you have friends
 Dont give up
 Youre not the only one
 Dont give up
 No reason to be ashamed
 Dont give up
 You still have us
 Dont give up now
 Were proud of who you are
 Dont give up
 You know its never been easy
 Dont give up
 cause I know theres a place
 Theres a place where we belong.

Ale, ale, gadu gadu, a przecież obiecałem, że pokażę Wam
Przyjaciół..
A ja słowa – staram się – coraz częściej i coraz lepiej –
dotrzymywać.
/przyjaciele mają to do siebie, że lubią Przestrzeń i Powietrze
oraz nie przepadają za byciem dosłownym
..tacy już
są..od tysiącleci..subtelni/

 

Cherubim

***

mal. Marat Dakunin (2002, u Ewy)
15 lipca 2016, w domu, po Wschodzie Słońca

Tymczasem,

do miłego usłyszenia, gdy CDN.

 

PS

Królowa Jane, zimna jak lód, Jej Syn i Król

Ten tytuł jest dla niepoznaki, by nie zajrzał tu nikt przypadkowy,
nikt skory tylko do śmiechu. Jest przykrywką tego, co jest tutaj
równoważnią poprzedniego. Jest dementi pychy podawanym przed faktem.

Jest jedna sprawa, o której miałem nie pisać.
Jest taka, która, w przeciwieństwie do całej chmary przeszkód
i wad (które tylko zasygnalizowałem pisząc
wpis „Tchórzliwy Lew i Złote Sece”), która mnie ośmiela.

Wydaje mi się, że od dziecka miałem wyczucie do teologii.
Od aspektów najbardziej dramatycznych do tych komicznych,
do boskiego humoru.

Z biegiem lat wydawało mi się, szczególnie po trzydziestce,
a szczególniej pod koniec 33 roku życia, że to rozumienie zatracam
(nie tyle rozumienie transcendencji, co raczej.. konsekwencji..),
że coraz bardziej ogarniają mnie w tym rozumieniu sprzeczności,
a boski humor jawi się raczej jako czarny..

(Nawet nie w tym dobrotliwym aspekcie maszkary, który można doszukać się
w rzeźbie Rudolfa Steinera, stojącej w Dornach, mającej przedstawiać jakoby, oprócz postaci Trójcy Świętej, małego złośliwego karzełka,
uosabiającego jakoby właśnie humor Boży)
[nie pokażę tutaj fotografii tej rzeźby, bo niespecjalnie pochwalam obecnie metaforyzację użytą przez Steinera i nie chcę budować skojarzenia]

Jednak, rok temu przekonałem się, że go nie zatraciłem.
Mało tego, rozwiązałem nawet pomniejsze, dawne rozdźwięki.

Z niesłychaną synchronicznością podsunięte mi zostało wiele dodatkowej wiedzy, analogii, zasad, wyjaśniło się wiele kluczowych niuansów.
Te wyczuwane od dziecka odnalazły
najprostsze i najlepsze, wcześniej przeoczone, dopełnienia.

Ale, chciałem napisać przede wszystkim o Królu.
M.in. przeczytałem, że, patrząc w kategoriach astrologicznych,
największe, przemożne, naturalne rozumienie Boga posiada Lew,
większe nawet niż Wodnik.
[Dodam, że był to, zważywszy autorstwo, w odróżnieniu do przygniatającej
większości, tekst poważny, a astrologia w nim wyłożona skrajnie odmienna
od tej tzw. gazetowej.. Istnieje taka, gdyż musiał być jakiś słuszny powód 
tego, że ta ścisła nauka, w przeszłości wyróżniana była mianem wiedzy
Królewskiej.. O astrologii i o moim jej rozumieniu napiszę w odpowiednim czasie.]

A więc, największe „wyczucie” spraw Boskich, ocierające się nawet
o możliwość nieomal prawidłowego rekonstruowania boskości
jako ‚osobowej’, posiadają Lwy.
Przyznam, że samego mnie to wtedy jednak zdziwiło.
Tym bardziej, że wydaje mi się, że znam – choćby – jednego Wodnika (Wodniczkę), która pisze książki, także o Bogu, i wydaje się,
w Prawdzie o Nim, niezrównana..

Jest tak także dlatego, że dojrzały lew intuicyjnie rozpoznaje,
czym jest prawdziwa królewskość.

Czym jest nieskończone miłosierdzie w jedności
z nieskończonym majestatem.
Dwa gumowe filary: miłości i surowości (sprawiedliwości).

Czym jest władza jak nieskończona odpowiedzialność.

Trzeba troszczyć się o ludzi, tak się zostaje królem
(twierdził chiński mędrzec Mencjusz).

I na pewno nie ma z tego..pieniędzy.

(posłuchajcie) (do końca klipu.., a propos tego ostatniego)

"Oh no," cried King Henry, "That's a thing that I can never do
If I lose the flower of England, I shall lose the branch too
I shall lose the branch too"

Ta piosenka jest dla zmyłki, żeby nikt nie widział związku.
Nie podbudował swego przekonania o przechwałkach.
Nie doszukał się tej Tkliwości, która dzieje się w środku Kogoś,
kto będąc Androgynem jest i Królem, i umierającą w porodzie Królową,
i jej Nowonarodzonym.

A tutaj jest piosenka o boskiej miłości.
YEAAAH!

[a tutaj śpiewają i grają dla YHWH – gorzko, gorzko
i słusznie,
szkodza ino, że tak późno!]

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, our hands will get more wrinkle 
And our hair it will be grey 
Don't think I could forgive you 

And see the children are starving 
and their houses were destroyed 
Don't think they could forgive you 

Hey, when seas will cover lands 
And when men will be no more 
Don't think you can forgive you 

Yeah, when there'll just be silence 
And when life will be over 
Don't think you will forgive you

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, our hands will get more wrinkle 
And our hair it will be grey 
Don't think I could forgive you 

And see the children are starving 
and their houses were destroyed 
Don't think they could forgive you 

Hey, when seas will cover lands 
And when men will be no more 
Don't think you can forgive you 

Yeah, when there'll just be silence 
And when life will be over 
Don't think you will forgive you


Facit!

Na końcu, w Post-E-Scriptum, dodaję uwagę (oraz tag), dla tych to,
co jednak zajrzeli tutaj przypadkowo, powodowani czymś niezdrowym..
[raczej nie ciekawością, bo ciekawość zła nie jest,
jest 1-ym stopniem do Raju..]
– i jest to, w rzeczy samej, coś dla tych, skorych tylko do śmiechu..

„JEZUS KRÓLEM POLSKI”