Co nas łączy? (w Wigilię i nie tylko..)

W następnym odcinku, czyli niniejszym, obiecałem zacząć przybliżać rzeczy, które jak sądzę, wzbudziły już pewną ciekawość, korzystając z,
jak zapowiedziałem, Tomu II Gnosis, Borysa Murawiewa.

Byłaby to oczywiście moja parafraza z pewnym moim komentarzem.
W zasadzie bowiem trzymam się swojego zwyczaju z dawnych jeszcze lat,
tj. raczej trawestowania niż cytowania i raczej twórczego używana zapożyczeń albo odnawiania ich znaczeń. Ale staram się też ucinać to, co kiedyś czyniło to,
co piszę trudno strawnym, pewien matematyk powiedziałby: może
i nietrywialnym ale i „nietrawialnym”.. – pełno tam było niepotrzebnych wtrąceń, dygresji, odwołań, owszem, sugerujących błyskotliwość czy erudycję autora, ale czy aby to akurat jest tutaj, dla Czytelnika, ale i dla autora, właśnie najważniejsze, a nawet ważne? Zestarzałem się, pod tym względem, pozytywnie i doszedłem do wniosku, że w hierarchi ważności, treści, formy i pożyteczności te składniki, które wcześniej u mnie wypychały się do przodu słusznie należy ukrócić..inne natomiast, choćby – pewną dygresyjność, zostawić, ujmując ją jednak w zdroworozsądkowe ramy, by tak piętrowości dygresji np. i inne
„przeszkadzajki” nie przesłaniały i nie kryły zbytnio tego co Najważniejsze.

Przez chwilę nawet myślałem, że w tym odcinku napiszę więcej o tym, jak się powinno pisać (dlatego tez, że u Znajomego, przeczytałem niedawno na ten temat i część mogłem mocno odnieść do własnej praktyki..)  i dlaczego ja piszę, tak jak piszę, ale zostawiam to jednak na kiedy indziej, a dziś napiszę szerzej
jednak tylko O TYM CO ŁĄCZY – dlatego, że to, co łączy kojarzy mi się Świętami, a mamy dzisiaj przecież nie co innego, jak Wigilię, czyli dzień poprzedzający
Dni Świąteczne, pewnych tradycyjnych, obchodzonych już wiele wieków Świąt.

 

Czas to świąteczny, czas symboliczny, czas zatem łączenia.

Pisałem kiedyś tak oto:

Posługujemy się różnego rodzaju symbolami. Przypomnijmy, że symbol - łączy (czasem - na Krakowskim Przedmieściu), gr. σύμβολον - sýmbolon to rozłamany na pół podczas zawierania umowy przedmiot z gliny, kości, drewna lub metalu, mógł to być piersień. Połówki stanowiły znak rozpoznawczy dla dwóch osób, które łączyła jakaś więź – przyjaźń, pokrewieństwo, interesy, obowiązki, uczucia. Czasownik συμβάλλω symbállo oznaczał "zbieram" lub "składam, łączę". Odwrotnie niejako - etymologia "diabła". Diabolos pochodzi od greckiego dia-ballein – dzielić, rozdzielać. Dopowiedzieć można: nie widzieć związku, nie szukać wspólnoty, redukować, abstrahować

Dzielić, rozkładać. Podział, rozkład.

Ponieważ w każdym wpisie warto, by pojawiło się coś czysto plastycznego,
dla oka, pokaże pewien „rozkład symbolu” (nawiasem mówiąc: poprzez rozkład
czy też rzut figur można próbować wyobrazić sobie wyższe wymiary – przykłady
takie łatwo odnaleźć choćby przeszukując materiały edukacyjne na YouTubie itp.)

A tutaj nawet krótki materiał wideo (wycinek z mojego filmu sprzed 10 lat,
z 2007 roku), gdzie też Symbol podlega rozkładowi – czy też raczej: jest rozkładany.

 

To czas magiczny, czasem – i przez to łączenie ludzi, choć czasem,
bardziej by się chciało, by tak było, niż tak jest w rzeczywistości, tej przytłaczającej..- czas magnetyczny.

Ponieważ też zaszły u mnie pewne wydarzenia, które spowodowały, że dobrze, mieć świadomość, że ma się też przyjaciół, i można liczyć też na wsparcie,
choćby i milczące, choćby kogoś, kto nawet z daleka, nawet bez słów, ale samym
faktem swych Odwiedzin, przyjścia na Wigilię w Gości czyni gospodarzowi Radość.

Dlatego dziś tekst zakończę dłuższym tłumaczeniem (parafrazą), choć z Borysa Murawiewa, i z zapowiadanego Gnosis – ale nie z  wstępu do Tomu II (Mezoterycznego) ale z pewnego rozdziału w Tomie I (Egzoterycznym) dotyczącego centrum magnetycznego i jak to działa, a co ja – w największym skrócie nazwałbym:

- dlaczego pewni ludzie się, czasem, niby przypadkiem poznają, niby przypadkiem na siebie trafiają, choćby to miał być tylko kontakt pośredni, tylko kontakt przez monolog (ale tutaj np., u mnie w istocie, od początku kryje się dialog – a dlaczego i jak będę pracował nad tym by tu uwypuklić – i to się odkryje niebawem..) – choćby to było tylko – właśnie – przypadkiem wejście na czyjegoś bloga, prowadzonego stosunkowo od niedawna, odwiedzenie go później więcej niż raz, przeczytanie notki,
będąc zaintrygowani tytułem, albo tylko dołączoną grafiką czy fotografią, albo tylko brzmieniem pewnych słów czy imienia autora.

A temat to także:

  1. Ciekawy – teoretycznie;
  2. Ciekawy – praktycznie. I co ważniejsze – sprawdzony praktycznie.
    Bo sam mogłem – ante factum – przed tym gdy już „przypadkiem”
    zapoznałem się z wiedzą na ten temat – prześledzić swoje życie, doświadczenia, kontakty, gdzie zaglądałem i co czytałem, przez ostatnie, nawet 10 – 15 lat
    i wyszło mi..że gdzieś ten magnes, szczególnie w pewnych przypadkach może
    i nawet jakiś szczególnie silny, i synchroniczny w tematach i wzajemnie poruszanych sprawach – synchroniczny treściowo, czasowo, życiowo i duchowo może także – elektromagnes nakierował mnie na stronę, która pomogła mi w zasadzie realizować teraz cel, który realizuję. A w zasadzie realizować
    siebie – po prostu: inaczej – i zupełnie dosłownie mówiąc: wieść
    szczęśliwe, celowe, życie z niepłonną nadzieją uwieńczenia go Radosnym Zwycięstwem.

Ale przejdźmy do opisu, o co chodzi z tym całym magnetycznym przyciąganiem i „przypadkowym” wpadaniem na siebie, poznawaniem się ludzi – choćby to było – jak piszę – tylko odwiedzenie czyjegoś bloga – choćbyś to czytał Ty – tak mi Drogi – Czytelniku, który właśnie przyszedłeś tutaj – do mnie, po raz pierwszy – jako Gość i spodziewasz się słusznie gościnności. Zatem nie każę Ci już czekać.

Jednak zanim przejdę bezpośrednio do tłumaczenia (czy też
mojej parafrazy zamierzonego fragmentu z rozdziału VI Tomu I
Gnosis B. Murawiewa), a pojawią się w nim pewne terminy i pojęcia,
takie jak np. „wpływy A” i „wpływy B” oraz „centrum ezoteryczne”,
to jeszcze kilka zdań ode mnie, w których staram się naświetlić te kwestie odpowiednio klarownie i intuicyjnie trafnie, by dodatkowy komentarz na ten temat niżej nie był potrzebny, a także by pojęcia o zadawnionym niewłaściwym rozumieniu, jak choćby to „ezoteryczne” – o czym wspominałem w poprzednich wpisach na blogu, co można łatwo odnaleźć, były rozumiane poprawnie i takoż – prosto.

Pamiętamy, jak we wcześniejszych wpisach (Gnosis i Cele w ciele (Gnosis II) definiowałem to całe „ezoteryzmy” – jako wiedza (i sztuka, praktyka) „wewnętrzna” –  jest to coś, co powinno zainteresować osoby, które chcą poznać lepiej swoje „ja”, prawdziwy cel swojego prawdziwego ja, chcą się dowiedzieć,
że pewne cechy i właściwości ludzie mają tylko potenjalnie i aby je rozwinąć,
a dowiedziawszy się o tym, chcą poczynić w tym kierunku starania.
Pomocna w tym oczywiście może być wiedza na ten temat, lecz praktyka,
która często wiedze, i tym lepiej, wyprzedza, jest niezastąpiona.
Wiedza natomiast ma za zadanie praktykę wspierać, pokazywać sprawdzone już rozwiązania trudniejszych problemów, uchronić przed znanymi błędami. Oczywiście z takiej wiedzy często dopiero praktyka – sparzenie się osobisteuczy korzystać – i nie inaczej było w przypadku piszącego te słowa..
Ale w ogóle warto wiedzieć i to, że wszelka wiedza po to jest by
się końcu zamieniła..w Dobro.

Jak już we wczesniejszych wpisach wspomniałem, niektórzy ludzie chcą
dojść do czegoś wyższego w sobie, a droga do tego czegoś wyższego,
droga – nawet do Boga – zaczyna się we wnętrzu każdego z nas.
Zaczyna się w naszym sercu, i celowo wspominam o nim na pierwszym miejscu, ale i w naszym umyśle, a także naszych, czysto fizycznych, nakładach sił i trudów. W pracy, która chcemy włożyć w to, by stać się tym, czym mamy możliwość się stać. Pamiętając, że to tylko możliwość, a wola, czy ją wykorzystać
i determinacja w tym kierunku – spoczywa na nas, na nas każdym z osobna. Ale – i po to przecież ten „magnetyczny” wpis, gdy na danym stopniu, przy kolejnym kroku, coś grozi, robi się ciężej, brakuje sił, czy zrywa się przeciwny nam wiatr ,atakuje w oczy, przydają się przyjaciele. A takich, choćby tych cichych, nieznanych, możemy na tej drodze, spotkać.

Bowiem, jak słusznie jest napisane w Dezyderacie:

Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa.
Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

 

Co do zaś wspomnianych – wpływów – o których będzie niżej i którym
przypisuje się – skrótowo, litery – „A” i „B”. 
Żyjemy w świecie, w związku z Innymi, w związku z naszymi rozlicznymi
rolami społecznymi, wcześniej – dziecka, członka rodziny, ucznia, później –
w kontaktach zawodowych, naszej pozycji w pracy, poza pracą –
kontaktach międzyludzkich, w sprawach publicznych, kulturalnych, politycznych, handlowych. Zauważamy, że obecne a nawet dominujące
są pewne schematy, pewne zachowania, pewnie określone „maski” czy
„gry” w które grają ludzie. Jest to np. rozdźwięk między tym co się myśli
a co mówi, jest tak przy transakcjach, gdzie często przede wszystkim liczy
się zysk, i to by „nie złamać prawa”, ale coś takiego, jak branie pod uwagę
także korzyści drugiej strony zdarza się znacznie rzadziej, w państwach rządzi
co prawda prawo, ale prawo to jest równe dla jednych, równiejsze zaś dla innych, uprzywilejowanych.

Wszyscy poddani jesteśmy tego rodzaju wpływom i od nich nie uciekniemy,
we współczesnym świecie to niemożliwie. Co prawda właśnie dlatego, kiedyś,
ci ludzie, którzy chcieli poznawać swoje wnętrze i rozwijać ducha,
udawali się w ostępy, stawali pustelnikami, czy tez wstępowali do wspólnot, które żyją wg pewnych ścisłych reguł, w tym w odosobnieniu, pewnym oddaleniu od tych wszystkich wpływów Świata Codziennego
i Normalnego życia.
Ale zadaniem na teraz, szczególnie w tej epoce i sytuacji która nastała, jest właśnie pozostanie w świecie, a wybudowanie sobie swojej pustelni czasem jedynie w sobie (o tym także pisze, w odpowiednim ustępie, autor Gnosis).

Jednak, choć widzimy, że Inni ludzie, bardziej lub mniej łatwo, ale poddają się tym wpływom świata, które dostrzegamy, jako dominujące, w tym nawet nasi bliscy, członkowie rodziny, koledzy czy przyjaciele, to bywa tak, że my mamy
z tym jakiś problem, nie potrafimy w pewnym sensie pod tym względem „zmądrzeć” i dalej np. w pewnych sytuacjach, wbrew obserwacji i wbrew interesowi, co by się nam bardziej, społecznie, nie tylko materialnie, opłacało, trudno nam się całkowicie poddać wpływom i schematom Świata; jednak, w roli zawodowej, często mówimy coś zupełnie szczerze, coś prywatnego, bo coś nam mówi, że nie powinniśmy tego pomijajać, nie nakładamy pewnej maski, albo nie potrafimy kogoś oszukać, oczywiście nie mówiąc tutaj o łamaniu prawa,
ale po prostu ewidentnie skorzystać na czyjejś niewiedzy, sprzedając mu rzecz tanią, znacznie drożej, czy nic nie wartą, tanio, ale zawsze. To tylko drobne, śmieszne wręcz przykłady.

Dlaczego coś trzyma nas „na dystans” od tych wpływów Świata, skoro widzimy, że dostosowanie się do nich byłoby z pewnością, nie tylko mateiralnie, także psychicznie, ba całościowo: wygodne, nawet mądre?

Często nie potrafimy nawet sami sobie, nie tylko innym, na pytania o to, jeśli zostanie zadane, czemu jesteśmy np. takimi naiwniakami, albo dlaczego nie jesteśmy jak normalni „sprzedawcy” czy normalni „uczniowie, normalni „nauczyciele”, rodzice, lekarze, prawnicy?

Zwykle czuje tak bardziej nasze „serce” – mniej sprawnie potrafimy to nasze podejście „zracjonalizować”. W rzeczy samej, tak jest, że gdy chodzi o oszukanie
i samooszukanie siebie, najgroźniejsze zresztą, to człowiekowi łatwo przychodzą do głowy różne kombinacje myślowe, racjonalizacje, wysłowienie się. Zaś gdy chcemy przekazać pewną „prawdziwą prawdę” o sobie, trudno znaleźć czasem odpowiednie słowa i przekazać je ułożone w racjonalną myśl, zdanie, wypowiedź.

Tyle moich – klarownych aż do przesady może (kiedyś, ale teraz
sądzę – niesłusznie – woliłem sprawę niedoświetlić, niż prześwietlić)
wyjaśnień wstepnych – a pod spodem już bezpośrednio GNOSIS.

(…)

Sprawdźmy teraz, z praktycznego punktu widzenia, jak człowiek może osiągnąć ezoterycyzm (ezoterykę), to znaczy, że będzie mógł pracować nad ustanowieniem stałych połaczeń [swoich centrów: uczuciowe, intelektualnego, motorycznego – woli]  co uczyni jego ewolucję (zatem: pozytywny rozwój, osiągnięcie możliwości, stanie się człowiekiem, nie tylko potencjalnym) możliwą.

 

 

Spójrzmy na ten bardzo ważny diagram, który wyraża wiele znaczeń,
będziemy tutaj musieli ograniczyć się do niektórych.

Czarne strzałki reprezentują wpływy wytwarzane przez życie (świat)
– przez nie same, jest to pierwsza różnorodność wpływów, którymi
człowiek jest otoczony. Biegną one w różnych kierunkach, czasami
jakby się znoszą (bo przeciwnych), są jak widzimy gęste prawie we
wszystkich punktach koła, które może uosabiać całość życia, Świata
w którym żyjemy.

Jak w przypadku całej promieniującej energii w Naturze, ich efekt
jest odwrotnie proporcjonalny do kwadratu odległości. Te różne wpływy
w danym momencie „pchają” czy też zatrzymują – jednym słowem,
wpływają na działania, zachowanie, czyny człowieka, w  danym miejscu,
czasie, danej sytuacji.

Zestaw wpływów „A” składa się na Prawo Przypadku .

To jednak, że często strzałki są skierowane w różnych kierunkach
czyni ich naturę tak naprawdę iluzoryczną, choć ich wpływ jest jak
najbardziej realny.

Białe koło reprezentuje CENTRUM Ezoteryczne, zlokalizowane
na zewnątrz tego generalnego Prawa Przypadku

Tutaj przypomnijmy sobie, co pisałem o centrach ezoterycznych: 
są szkoły, które przechowują ZNACZENIE (..). - przypominam ja (MD).

Białe strzałki reprezentują wpływy „B”. Są one „wrzucone” w to „wirowisko” świata i pochodzą z pewnego centrum „nadawczego” – w odróżnieniu od strzałek wyrażających wpływy „A”, których była mowa wyżej, są one skierowane wszystkie w jednym kierunku..nie znosza się wzajemnie, nie prowadzą do przeciwieństw. Wszystkie one tworzą coś w rodzaju pola magnetycznego.

Podczas gdy wpływy „A” tak naprawdę neutralizują się wzajemnie i prowadzą człowieka w kółku i do nieosiągnięcia tak naprawdę niczego, wpływy „B” reprezentują pewną rzeczywistość i pewien możliwy do osiągnięcia cel.

Mały okrąg z cieniowanymi liniami reprezentuje człowieka, który na tym diagramie, jest przedstawiony w izolacji. Cieniowanie linie wskazują na to, że początkowa natura człowieka jest mieszana, niejednorodna.

Jeśli człowiek spędzi życie nierozróżniając wpływów A i B,
niejako mechanicznie, będzie prowadzony przez Prawo Przypadku,
i nawet, co oczywiście się zdarza, jeśli zrobi „karierę” w codziennym, wiatowym rozumieniu tego słowa, tak naprawdę nie dosięgnie żadnej prawdziwej Rzeczywistości.
A na koniec „ziemia wróci do ziemi”.

W życiu każdy poddawany jest swego rodzajowi testowi – konkurencyjności.
Jeśli rozpozna wpływy „B” i za jakąś przyczyną wydadzą mu się wartościowe, jeśli nabierze ochoty, by podążać jednak za nimi, by lepiej je przyswoić, jego mieszana natura powoli zacznie ulegać pewnym przekształceniom.
I jeśli wysiłki człowieka są stałe i mają odpowiednią siłę w takim człowieku może uformować się centrum magnetyczne. Jest ono reprezentowane na diagramie – w kole, które uosabia człowieka, przez małą – ale u niektórych większą, u niektórych mniejszą – biała, już nie pokrytą cieniowanymi liniami, ale jednolicie białą, przestrzeń.

Gdy takie centrum się rozwinie, zacznie odbijać wpływy „A” reprezentowane przez czarne strzałki, które przecież ciągle otaczają człowieka i aktywnie próbują na niego wpływać. Takie odbijanie często może przybrać wymiary pewnego konfliktu. Trzeba też będzie stoczyć pewną walkę. Jeśli człowiek ją przegra, skończy z przeświadczeniem, że wpływy „B” były niczym innym, jak iluzją, a teraz, „zmądrzawszy” należy powrócić do normalnego życia i pełnego podporządkowania wpływom „A”, które wydadzą mu się jedyną rzeczywistością (podczas gdy jest dokładnie odwrotnie..). W takim wypadku centrum magnetyczne powoli zaniknie. W takim przypadku – i tak w zasadzie będzie już do końca – sytuacja takiego człowieka, co do jego przyszłych szans, jest gorsza niż była na początku. Podobnie jak w przypadku człowieka, który zdobył pewną wiedzę, ale fałszywą – sytuacja takiego człowieka jest gorsza, niż człowieka, który nie zdobył jeszcze żadnej wiedzy!

Ale jeśli ta walka zostanie wygrana, centrum magnetyczne w człowieku się wzmocni i przyciągnie człowieka do innego człowieka, który także posiada centrum magnetyczne, z reguły takiego, który posiada silniejsze centrum magnetyczne, niż to przyciąganego. I tak dalej, tworzy się pewien łańcuch, który zawsze – w pewnym punkcie – jest oparty o kogoś, kto ma pośredni lub bezpośredni dostęp do CENTRUM ezoterycznego.

W ten sposób – mimo to, że dalej postanie w środku zawirowań życia i Świata, to jednak taki człowiek przestaje być samotny, a jego centrum magnetyczne może dalej się wzmacniać, a on sam, rozwijać, także dzięki pomocy, różnego rodzaju, na przykład wiedzy, tak teoretycznej jak praktycznej, szerzonej przez kogoś np. na powszechnie dostępnym internetowym blogu J

Z wolna człowiek będzie pod coraz mniejszym wpływem prawa Przypadku,
a zdobywać będzie coraz więcej Świadomości.

Jeśli człowiek osiągnie taki rezultat przed śmiercią, choćby taki, to wtedy może powiedzieć, choćby tylko tyle, że: jego życie nie było zupełnie bezowocne.

 

Jest jeszcze jeden diagram – przedstawia on czarne centra magnetyczne
i sytuację człowieka, który został oszukany, i oszukuje siebie i innych, przyjmując tak naprawdę wpływy A, mając je za wpływy B. Sytuacja takiego człowieka, jest oczywiście gorsza, niżby przyjmował losowe wpływy „A” reprezentowane przez małe strzałki wypełniające pole Życia w różnych kierunkach. W takim przypadku może znaleźć się człowiek, który dał się zwieść i który ma połączenia, ale z fałszywym centrum, a szerzona pomoc i informaja również jest fałszywa. Niestety, jest to sytuacja nader częsta, szczególnie w dzisiejszej, globalnej dobie obiegu informacyjnego i komunikacji.

Można oczywiście zapytać – co chroni człowieka przed popadnięciem pod takie fałszywe wpływy. I odpowiedź jest prosta: – od początku należy skrupulatnie sprawdzać i pracować nad czystością swojego centrum magnetycznego.

Czy może, wyrażając to trochę jaśniej, wg mnie (Marat Dakunin):  warto po prostu pilnować czystości swoich intencji i egzaminować siebie bezlitośnie oraz obserwować, także pod względem samooszukania czy ułatwienia sobie czegoś. W tym celu należy nauczyć się odpowiedniej samoobserwacji oraz dysypliny. Ale nie jest to trudne, nawet dla człowieka z natury bardzo niezdyscyplinowanego, jeśli lgnienie jego serca (duszy) do wpływów
„B” jest prawdziwe i „gorące” – silne.
Choćby był patentowanym leniem, zostaną mu dane tutaj szanse,
także na zachowanie i wzmocnienie czystego centrum magnetycznego,
co zaświadczam z osobistej praktyki.

(…)

Co jeszcze się kojarzy z magnesem – z przyciągniem i odpychaniem..?

Cała, bardzo ciekawa, szczególnie dla tzw. „romantyków” czy „idealistów” tematyka dusz polarnych, naszych już –ścisłych bardzo związków,
tych zwykłych, ale przede wszystkim tych wymarzonych – a takie istnieją,
choć tak rzadko dochodzi do tego, że dane jest im się zrealizować.

Bo to prawda , że przeciwieństwa się przyciągają.
Ale jest tu też pewien paradoks.
A co to jest – i czym jest odwrotne spolaryzowanie
oraz dlaczego warto „połączyć się w całość” będzie
kiedyś, nie tak szybko, ale też nie bardzo odlegle..

Ale na razie idźmy dalej wątkiem. Magnes manesem, ale wątek nie wyszedł poza Gnosis – więc następnym razem, już obiecane przybliżenie celu głównego
i celów bardziej szczegółówych, pracy „wewnętrznej” – do której tutaj zachęcam, tak siebie – jak Każdego, który Czyta – słucha, lub chce rozmawiać, nie chce stwierdzień, nie chce by mu czegokolwiek narzucać, chce byś Sobie Sam
Odkrywcą i Sobie Sam Panem, dlatego też może rozważać różne propozycje..
jeśli uzna ją za rozsądną choćby roboczo, a może i wartościową..
jak  tę moją, pisaninę.

Spokojnych Świąt!
Marat Dakunin
Mat

 

With A Little Help From My Friends

Korzystam z Volty, którą zakończyłem ostatni wpis i pokażę Wam Przyjaciół.

Albowiem, gdy ktoś odkrył swój prawdziwy cel, cel swojego Prawdziwego Ja,
może liczyć na.. małą pomoc..

Czy uwierzyłbyś w miłość od pierwszego wejrzenia
(..)
Co widzisz kiedy zgasisz światło?

Nie mogę (Ci o tym wprost) powiedzieć
(..)
(Ale) z małą pomocą przyjaciół przeżyjemy.

 

W przedostatnim zaś odcinku (Gnosis) pisałem, że prawdziwa
droga do Boga wiedzie przez Wnętrze każdego z nas.
Wiedziano to od dawna, były czasy, iż myślałem, że to jednak średnio
pomocny banał.
Aż dowiedziałem się, że BANAŁY TO PRAWDY,
które NAJSKUTECZNIEJ
się sprawdzają,
ludzie jednak bardzo rzadko
z tego korzystają i wyśmiewają je, dlatego,
że NAJPROSTSZA DROGA JEST NAJTRUDNIEJSZA
i wymaga wysiłku.


Jest to trudna sprawa.

Jednocześnie trzeba maksymalnej pokory
i tak samo – wyzbycia się skromności.
Nie jest tak prosto uwierzyć, że można mieć w sobie
Najczystsze Dobro, eckhartowską iskrę.
Nie jest to łatwe, szczególnie dla intelektualisty o ironicznej proweniencji.
Trzeba też pogodzić się ze wstydem i śmiesznością.
To też nie jest proste, szczególnie dla racjonalisty.

Ale uwaga, nie martwcie się: wcale racjonalistą przestać być nie trzeba. Odwrotnie nawet..

Pamiętam, jak mój Tata powiedział, że czytał, iż ojciec Carla G. Junga
dokonał czegoś takiego jak „uświęcone poświęcenie intelektu” –
wybierając wiarę w Boga.
Teraz, z całym szacunkiem, skomentować mogę to tylko:
– Cóż za głupiec. Wybierając „Boga” wyrzekł się jego daru,
który od niego pochodzi i tylko do niego Naprawdę może prowadzić.

To temat rzeka, temat metodologiczny, trochę wymagający,
więc tutaj tylko najkrótsza uwaga:

Metoda naukowa empiryczna nauk przyrodniczych badających świat w okół jest niedostosowana do wykrywania zjawisk natury "niefizycznej".

Dlatego choćby, że opiera się, ze swej istoty, na :

a) powtarzalności zjawisk
b) stałych cechach

Tymczasem fenomeny np. duchowe mają odwrotną charakterystykę, choćby co do istoty są

a) niepowtarzalne

b) mają cechy zmienne, 
często wchodzi w grę efekt obserwatora 
(opozycja podmiot - przedmiot zaczyna sprawić psikusy..
- (w fizyce mikrocząstek też jak wiadomo tak jest ..;P), 
synchroniczności etc.etc).

To jest już zasygnalizowane przez pochylenie się nad istotą psychologii jako nauki oraz zauważenie np. prymitywizmu metody opisowej, empirycznej (behawioralnej) w psychiatrii.

To, że np. badania świata niefizycznego czy nieznanych zupełnie do tej pory z natury fenomenów może mieć charakter "co najmniej zbliżony do metod psychologii" jest prostym wnioskowaniem "z mniejszego na większe"..

Dlatego zjawiska niefizyczne, "z innych wymiarów" badać należy inną metodą naukową.

Toteż i dowody mają inny charakter.

Skutkiem jest nawet to, że można pozbyć się fałszywej skromności,
przyznać się do tego, co jest przez to i nie tylko przez to takie trudne,
i np. przerobić tekst starej piosenki (tutaj – „Tchórzliwy lew i złote serce”).

Jak wspomniałem też jednak ostatnio:

Jest też cały problem SENSU, niewiary, depresji, gorzkich doświadczeń..wreszcie nihilizmu.
O wszystkich tych tak ważnych problemach, definiujących albo 
i negujących życie – napiszę.

Temu ostatniemu nie pomogę.
Kto chce służyć ciemności – jego wolna wola.
Można na tym nawet daleko zajechać. Można wyżej, niż tutaj.
Można na tym nawet zajechać: dokładnie 4 razy.
Ale dalej nie można..Dalej jest już tylko Druga Śmierć.

Nie polecam. Ale też nie odradzam.
Dlaczego?
Bo się na tej drodze nie znam.

Bo powiem tak, a nie takie to częste, wśród Wszystkich piszących,
obojętnie gdzie:
Ja piszę tylko o tym, co znam. Piszę o tym, co przeżyłem.

Już teraz jednak, jeśli Ktoś tego potrzebuje, to mogę zapewnić,
tak z teorii, ale przede wszystkim z Praktyki:

Dont give up
 cause you have friends
 Dont give up
 Youre not the only one
 Dont give up
 No reason to be ashamed
 Dont give up
 You still have us
 Dont give up now
 Were proud of who you are
 Dont give up
 You know its never been easy
 Dont give up
 cause I know theres a place
 Theres a place where we belong.

Ale, ale, gadu gadu, a przecież obiecałem, że pokażę Wam
Przyjaciół..
A ja słowa – staram się – coraz częściej i coraz lepiej –
dotrzymywać.
/przyjaciele mają to do siebie, że lubią Przestrzeń i Powietrze
oraz nie przepadają za byciem dosłownym
..tacy już
są..od tysiącleci..subtelni/

 

Cherubim

***

mal. Marat Dakunin (2002, u Ewy)
15 lipca 2016, w domu, po Wschodzie Słońca

Tymczasem,

do miłego usłyszenia, gdy CDN.

 

PS

Cele w ciele (Gnosis cz. II)

Ostatnio zapowiedziałem, że wpis „Gnosis” (tutaj link)
będzie miał kontynuację merytoryczną.

I oto ona. Słowa dotrzymuję.

Mieć cel, to ważna sprawa.

Odkryć dla siebie swój fundamentalny, życiowy cel – KAŻDY
– SAM DLA SIEBIE – i się go trzymać – sprawa jeszcze ważniejsza!

Ilu z nas żyje właściwie, pomijając drobne życiowe zabiegania
– BEZCELOWO?

Czy aby tak należy podchodzić do życia, które tutaj, w ciele,
na Ziemi, wiedziemy?

Mi się wydaje, że tak teoretyczne (w swoich poglądach, odczuciach)
jak praktycznie prowadzenie życia bezcelowego nie jest ani mądre
ani godne, ani nawet (sic!) popłatne. Jest tutaj, na marginesie cały
problem SENSU
, rozczarowań, doświadczeń, temat depresji,
temat NIHILIZMU
wreszcie.
O wszystkich tych, tak ważnych w naszym życiu, że czasem je najsilniej definiujących (lub..negujących) sprawach, napiszę. Napiszę już wkrótce!

Ja, piszący to, nie chcę Wam nic dawać zupełnie gotowego.
Bo w tej materii, do której zmierzam: tak nie można. Tak się nie uda.
Kto nam narzuca sztywne cele – czy aby jest przyjacielem
naszej Wolnej Woli? Czy aby jest tą Stroną, która Nam życzy dobrze?
Warto przemyśleć..

Najlepsze bowiem Opowieści są niedokończone.

A porzekadło mówi: Gute Lesser macht Ein Buch besser
(najmocniej przepraszam za nieznajomość jęz. niemieckiego
i możliwe usterki) tj. Dobry Czytelnik czyni samą książkę lepszą.

Nawiasem kwadratowym mówiąc, popełniłem kiedyś bardzo
dziwny Podręcznik, któremu patronowała m.in. powyższa sentencja.

 

okładka rys. Dariusz Rygiel na podst. projektu MD


Tutaj można go za darmo pobrać – PDF, ponad 130 stron 
]
Ostrzegam jednak z góry – książeczka to niebezpieczna!

**

Z celami, czy wszystkim innym, przez jakichś innych nam
wyznaczonymi, narzuconymi, czy nawet tylko podsuniętymi
czy doradzonymi – nie wiedze się zbyt dobrze. Bo i słusznie
– dlaczego przekonywać nas miałby i prawdziwe motywować cel,
który nie od nas samych – w całym tego słowa znaczeniu – pochodzi?

Najlepiej, by każdy sam dla siebie – coś – do budowania własnym życiem
i staraniami – odnalazł zupełnie samodzielnie.

Bo, powtórzę, za sobą sprzed kilku dni, tak mi się to podoba : ) :

Dobrze byłoby zasygnalizować Cel,
 tak by Inni mogli się (..) zorientować co do niego. Co do CELU.
 No i co do mnie.
 A na końcu, finalnie, tak byłoby najlepiej i to byłoby
 jak najbardziej Celowe: by się Inni mogli zorientować też co do Siebie,
 co do swoich Celów. Celów swoich Wnętrz. Celów ich prawdziwych „Ja”.

 

Każdy bowiem jest różny!
Każdy ma do rozmnożenia talenty! – choć nie każdy ma je
w tej samej walucie i tak samo łatwo wymienialne.
Każdy jednak może je zamienić, zmienić a może nawet Transmutować
w Wartości. Najlepiej te nieprzemijające.

Nad wymienialnością tej naszej przyrodzonej waluty czasem
trzeba się napracować! Ale ile później satysfakcji..
Z zakopania zaś daru niewiele pożytku..

niestety autor obrazka nie ustalony ale skojarzenie oczywiste jak mniemam

Oczywiście, jest najważniejsza praktycznie i prakseologicznie
kwestia celów szczegółowych, drobniejszych, cząstkowych,
instrumentalnych, celów poszczególnych etapów..KONKRETÓW.

I o konkretach, będzie! Trochę konkretów, kilka zaledwie..
już i tak umieściłem, na jednak będącej jeszcze w powijakach
stronie, do której przykleiłem tego bloga (http://cassiopaea.pl).
Choć zgodzę się, że są to konkrety..trochę poowijane..

Pisać będę przez najbliższe dwa – trzy odcinki, wspierając się Borysem Murawiewem, bo z nim mi, przynajmniej teraz, przynajmniej w pewnym zakresie, przynajmniej na pewnym etapie
– po drodze.
A sprawa jest bardziej ogólna – sprawa jest pewnej wspólnej,
nam ludziom, NATURY; może więc i Wam będzie po drodze,
przynajmniej
– na jakiś czas, przynajmniej w pewnym zakresie, przynajmniej:
by zacząć – lub wyjść z zastoju – lub: przerwać dryfowanie,
lub: nabrać wiatr w żagle. A na końcowej przystani,
ale może i – częściowo
– i na przesiadkowych – co nas może czekać..
A gdyby tak: RADOŚĆ NIE DO OPISANIA ? 

Będę tłumaczył część wstępu do II Tomu „Gnosis” Murawiewa, swobodnie, parafrazując, gdzieniegdzie dopowiem swój komentarz. Przepraszam,
za to, że tłumaczenie będzie wielce niedoskonałe i kulejące.

Dlaczego z Tomu II (z dopiskiem: Mesoteric)? – ano,
bo mi tu akurat pasuje ..

Ale słowo dodatkowego wyjaśnienia:

Według Tradycji, ze względu na wiedzę i czyn, 
ze względu na znajomość teorii i praktykę, 
ludzie dzielą się na Krąg Zewnętrzny i Krąg Wewnętrzny. 

Krąg Wewnętrzny zaś składa się z 3 kręgów, 
każdy od siebie węższy. 

Zewnętrzny krąg wewnętrzny nazywa się czasem Egzoterycznym.

Wszyscy, którzy do niego przynależą, bardzo wiele już osiągnęli, 
w perspektywie ogólnospołecznej to prawdziwa elita. 

Ludzie nim połączeni posiadają Wspólne Rozumienie.

Pośredni krąg nazywa się czasem mezoterycznym. 

Ludzie, którzy do niego należą, nie tylko posiadają wspólne
 rozumienie ale i takoż praktykują. 

Gdy ci z kręgu egzoterycznego KONTEMPLUJĄ, 
mezoterycy raczej KALKULUJĄ.

Krąg centralny nazywa się czasem Ezoterycznym.

Nieliczni w tym środkowym kręgu posiadają Wspólne Rozumienie, 
Praktykę oraz dodatkowo ich działania są zawsze doskonałe
 i zawsze konieczne. Ich praktyka jest dokładnym odbiciem 
Teorii, przedsięwzięcia zawsze niezbędne. Ich serce jest sercem dziecka.

Ich umysł, umysłem mędrca. Czyny ich są święte.

 

To, co wyżej, zanotowałem dla gości mojego profilu FB 20 sierpnia tego roku.

A to, co niżej

(true, true, without doubt..)

napisał Ark, 31 lat temu:

Marsylia, () 1986



Jestem transformatorem i konwerterem
energii. To jest esencja mojego istnienia.
To jedyny możliwy cel. Mogę wybrać, czy
służyć temu celowi, czy nie. Mogę być tylko
transformatorem. (..)

Albo, mogę służyć jako kanał. To wybór
pomiędzy samowolą a dyscypliną. Co robi
"Ja" to samowola. Co działa poprzez "Ja"
nią nie jest. Powiniem pozwolić, by
Działało poprze mnie. Trzeba wyeliminować
samowolę. Ale, na Boga, nie samokontrolę!

Tak więc chcę wyeliminować samowolę, usunąć
autoidentyfikację. TO bardzo ważne.
Chcę (jednak) wglądu i samoobserwacji.
Chcę zaplanować każdą godzinę.

Chcę pozbyć się garbu, przestać być
wielbłądem.
Chcę słuchać. Chcę wewnętrznie rozważać.

(..)

Świat jest marnością. Marnością, która
przeminie. Niebo przeminie, Ziemia
przeminie, drzewa przeminą, ludzie
przeminą. Ludzkie aspiracje przeminą. Nauka
i wiedza przeminie. Wszystko co mnie spaja,
przeminie.

Cel - na tym poziomie - nie istnieje.

Wyznaczać cel na tym poziomie to
okłamywanie samego siebie.

Humanizm, prawda, wiedza - to puste słowa.
Słowa otoczone przez cierpienie, które jest
bez znaczenia. Kiedy mówię, że "chę pomóc
ludzkości" - to puste słowa.Kiedy mówię
"wiedza", "nauka", "prawda", "poznanie" -
to słowa fantomy.

Jestem transformatorem energii i potrzebuję
służyć jako taki. To jest to, co mogę.

Gdzie jest wyjście?

Nic nie pozostanie z tego, co robię.

Równie dobrze mógłbym nie istnieć.

Myśleć, że jestem inny, że jestem
wyjątkowy? Że dokonam rzeczy, których nikt
nie dokonał - ale mi się uda, gdyż mam
szczęście? Boże, to możliwe, żeby wierzyć w
tę iluzję!(..)

Jeden cel wydaje się osiągalny. Gdy koniec
będzie blisko, cierpienie będzie tak
wielkie, że odejdę z ulgą (..)

Gdzie jest wyjście? Jakiemu celowi służą
ludzie? To jest eksperyment!

To, co bierze początek we mnie się nie
liczy. Jedyne, co mogę zrobić, to pozwolić czemuś
potężniejszemu mówić przeze mnie. Czemuś
mądrzejszemu mówić do mnie i mówić przeze
mnie. Działać przeze mnie.

Jestem łupiną, maszyną. Jestem możliwością
dla czegoś większego do bycia we mnie i
działania przeze mnie. Jestem miejscem,
które czeka by zostało wypełnione.

Jestem powozem bez woźnicy i bez pana.

Tak, jest mózg, są członki ciała, są
zmysły. Ale jestem tylko powozem, bez
powożącego i bez pana. Osobą z pretensjami
by posiadać jakieś prawa. Która odgrywa
role, czasami woźnicy, czasami pana - która
mówi ciągla "Ja". Lecz jestem tylko
powozem, który jedzie do nikąd i skazany
jest rozkraczyć się w jakimś rowie.

Moje aspiracje, moje ambicje, moje chęci -
to wszystko należy do pustego powozu i
konia, pozostawionego bez kontroli.
Wszystko, co robię, nic nie znaczy.
Wszystko co robię jest "osobiste". Wszystko
co z niej pochodzi to balast. To wielbłądzi
garb.

Jak przejść przez ucho igielne z tym
garbem? Trzeba odłożyć na bok tę osobę.
Aspiracje i fanaberie - to nie ja.

Błogosławieni, którzy są potulni.

Potrzebuję potulności. Wyeliminowania
rzeczy zbędnych. I świadomości, że każda
chwila jest odgałęzieniem Wszechświata.

(..)
tłumaczenie moje - MD

Ha!
Właśnie zorientowałem się, że biorąc pod uwagę to, co chciałem przedstawić,
ten wpis robi się za długi. A z czym jak czym ale Uwagą Potencjalnego Drogiego Czytelnika – igrać nie należy!

Dlatego, – o tym, o czym miało być: już w następnym Odcinku, za kilka dni..

Mam nadzieję, że tą woltą więcej rozbudziłem zaciekawienia niż irytacji.

Że tą Voltą stworzyłem – może nawet – jakieś Napięcie!

 

Tymczasem - do Następnego Wpisu..a ja
zbieram się do napisania zaległego maila
 do Mojej Drogiej Czytelniczki, H.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gnosis

Miałem „blok”.
Nie wiedziałem ostatnio o czym napisać.
Nie, nie – że na siłę. Aż za dużo prosi się o czas i miejsce.
Ale trzeba ustalać priorytety i kolejność..oraz dobrać
najlepszą, najprostszą i najczytelniejszą, służącą CELOWI formę.
Chciałem użyć, tak szczęśliwie przecież znaleziony w stole,
pamiętnik.
(link)

Ale w tym pamiętniku – przynajmniej na pierwszych 20 stronach
– tylko o pracy, pracy, pracy, wysiłku. Jak lepiej się poświęcić pracy,
jak lepiej swe leniwe czy rozbiegane ego samoograniczyć.
Zwieść się nie dać – ino: tylko tyrać!
Pomyślałem – jejku, jak to atrakcyjniej przedstawić?

Ale dziś wpadłem na inny pomysł.
I Bogu dzięki..bo pomysł ten,
przybliża nas do Celu.
Bo, to, że ja, to wiem, jaki mam cel, to jedno.
I też wcale nie proste:
bo dojść do tego prawdziwego Celu
(które ma moje prawdziwe JA,
a nie setki iluzorycznych tyranów)
też nie było sprawą łatwą
i oczywistą. Zajęło lat prawie 40..

Niemniej – wydaje mi się, że go znam.

Ale po co ja piszę ten blog?;
blog przyklejony do strony Cassiopaea.pl.

Tak, to jest w pewnym sensie blog wewnętrzy.
Ale cel ma jak najbardziej zewnętrzny –
Ktoś na Zewnątrz mnie być może coś co napiszę przeczyta.
Ten Ktoś to Czytelnik. Czytelnik, któremu, chyba, jestem
winien pewne wyjaśnienia, przynajmniej zanim zacznę
zachęcać go do poświęcenia Siebie i do..tyrania 🙂
W istocie te Zewnątrz, najlepiej gdyby opadło, gdyby treść,
a forma ma temu tylko służyć, jak najlepiej trafiła do Wnętrza.
Tego kogoś, kto jest na Zewnątrz.
Zatem jest to, w pewnym sensie, transmisja,
z Wnętrza do Wnętrz – Innych.

No więc właśnie!
Dobrze byłoby jednak, trochę wyraźniej, zasygnalizować Cel,
tak by Inni mogli się, co do tej pory, zdałem sobie sprawę,
mogło nie być wcale jasne, zorientować co do niego. Co do CELU.
No i co do mnie.
A na końcu, finalnie, tak byłoby najlepiej i to byłoby
jak najbardziej Celowe: by się Inni mogli zorientować też co do Siebie,
co do swoich Celów. Celów swoich Wnętrz. Celów ich prawdziwych „Ja”,
nie tych iluzorycznych, leniwych, przewrotnych małych tyranów
(petty tyrants).

Wydaje mi się zatem, że nie bez kozery byłoby tutaj sięgnięcie do
całości już skończonej (bo Ja, to proszę Sz. Państwa, mam robotę..
dopiero.. rozgrzebaną..:-); przez kogoś w miarę Wartego Zaufania,
całości, która dorobiła się opinii rzetelnej, pomocnej, Prawdziwej.
Co nie bez znaczenia: wyrażonej prosto i klarownie. I co najważniejsze:
w zasadzie ogniskującej się wokół tego samego, z Natury, Celu, co mój.

Poświęcę temu, tak to ważne, kilka wpisów.
Dlatego w następnym wpisie, za kilka dni, przetłumaczę dla Was, a właściwie strawestuję wstęp do II Tomu Gnosis, autorstwa Borysa Murawiewa.

Książka ta ma w podtytule:
„Studia i komentarze na temat Ezoterycznej Tradycji
Wschodniej Ortodoksji”.

W tym miejscu chciałbym jednak, śladem Autora, Borysa,
wyjaśnić pewną sprawę.

Pojawiło się tutaj dźwięczne słówko EZO..

Dużo tego, i w Dawnych Wiekach, i Obecnie – już nawet nie wiem,
czy teraz nie więcej (o wiele: za dużo) tego EZO w okół nas.
Po części kwestia to niewinnych zabaw, ale po części, o wiele groźniejszej sprawy: Fałszywych Proroków. O nich napiszę także, następnym razem.

Lecz teraz małe wyjaśnienie od Borysa i ode mnie:
Ezoteryka to po prostu Nauka Wewnętrzna.

Zdaje sobie sprawę, jak wiele tutaj niejasności, nieporozumień i fałszów.
Dlatego nawet nie zamierzam się w nie wdawać i z takowymi dyskutować. Podaję zaś, klarownie, to, w czym chcę zgodzić się z Borysem Murawiewem..

Już Duns Szkot Eriugena zauważył, że mamy tutaj do czynienia z pewnym przekłamaniem lingwistycznym, zrodzonym poprzez określone tłumaczenie greckiego słowa. To przekłamanie sprawiło, że to, co lepiej jest rozumieć, jako „wewnętrzne” zostało obarczone znaczeniem „sekretny”, „ukryte” – czy tym podobnym.

Constantine Cavarnos, współcześnie, pisze:

Pierwszy rodzaj filozofii, filozofia Zewnętrzna, wyrosła ze starożytnej filozofii (nauki) greckiej oraz wczesnych wieków chrześcijańskich. Drugi rodzaj filozofii, „wewnętrzna” – jest identyczna z religią. Ten termin jest używany by oznaczyć nauczenia ortodoksji chrześcijańskiej w ich całości; pewne praktyki wewnętrzne, szczególnie wewnętrzna uwaga (gorliwość, wiara) i Pokój Ducha oraz życie klasztorne.

Widzimy tutaj, że mamy dość ścisłe odniesienia chrześcijańskie.
Nie jest jednak moją intencją akcentowanie tutaj tego elementu „przynależnościowego” – piszę się tutaj raczej o pochodzeniu czy
też „ścieżce konserwacji” danej nauki czy praktyki.

Chodzi mniej więcej o to, że religie Wschodu posiadają obecnie,
i od dawna, w pełni akceptowalny i praktykowany segment
(nauk i praktyk), które koncentrują się na rozwoju wewnętrznym
człowieka – choćby praktyki Zen czy też Joga.
W przypadku chrześcijaństwa, czy też ogólniej: świata Zachodu sprawa jest
o wiele bardziej skomplikowana. Lecz o takiej właśnie wiedzy wewnętrznej,
z natury powiązanej i bliskiej Zachodowi (przez to dla człowieka Zachodu,
o określonej mentalności i zasobach doświadczeń kulturowych), tutaj mowa.
To, że jest ona łączona ze chrześcijaństwem, podkreślam, że teraz wypowiadam się ŚCIŚLE JAKO Marat Dakunin, pozostawiając na chwilę Borysa, jest wynikiem zaszłości historycznych i cywilizacyjnych: nie da się ukryć, że światopogląd
i struktury chrześcijańskie współtworzyły filozofię i cały świat Zachodu
w stopniu przemożnym, trudno chyba by wskazać tradycję
o większej tutaj sile oddziaływania.

Niemniej jednak, chciałbym (Marat Dakunin) podkreślić, że:

  • choć w pismach chrześcijańskich (przede wszystkim Ewangeliach) wiele jest prawd, które mogą zostać z najwyższym pożytkiem spożytkowane na rzecz Prawdziwej Wiedzy Wewnętrznej i rozwoju człowieka, to jednak są to pisma
    i przekazy w ogromnej mierze zepsute, skorumpowane i wykrzywione, już
    przy ich powstawaniu ale i później;
  • – w jeszcze większej mierze wykrzywia Prawdę i Przekaz oraz to, czym były
    w przeszłości, ale i czym są teraz, struktury – mniej lub bardziej instytucjonalne – kościołów i innych organizacji, które uznają się za chrześcijańskie. Dokonywane w ramach tych organizacji interpretacje i przekazy interesują nas tylko o tyle, o ile mogą być zgodne z Prawdą Odwieczną;
  • – po trzecie wreszcie, co zabawne, choć naprawdę bardzo Smutne,
    religie, w tym, bez żadnego wyjątku, chrześcijaństwo, tak jak jest najczęściej
    praktykowane i wiedza poprzez nie NAJCZĘŚCIEJ szerzona –
    w istocie odwodzą nas od
    Prawdziwej Duchowości niźli do niej zbliżają!
    Temat to rzeka, poza tym – rzeka to pełna potworów i przyczyn
    do kłótni a nawet – jak wiadomo – wojen i tortur, więc z rzeki tej
    wylewam tutaj jedynie tę skromną łzę Prawdy. Tak, jak ją widzę.

Dlatego, co podkreślam, choć można mówić o tzw.
Ezoterycznym chrześcijaństwie (takiego pojęcie używało się w kręgach
nauki G. I. Gurdżijewa), to nie jest moim zamiarem identyfikowanie tego,
o czym piszę, co i jak interpretuję itp. jako „chrześcijańskie”.
Dlaczego takie zastrzeżenie uważam za konieczne i co jeszcze
się z tym wiąże stanowi bardzo złożony i bogaty objętościowo temat;
będę do niego nawiązywał tam, gdzie kontekst będzie tego wymagał,
w przyszłości.

Poprzez lata ta „ezoteryka” uformowała Tradycję, sztukę i dyscyplinę wiedzy, która mogła istnieć (i jak najbardziej istniała) także przed czasami Chrystusa,
ale która obecnie została asymilowana do „wewnętrznego znaczenia chrześcijaństwa”.

Ta Tradycja, która w Starożytności była tylko ujawniana w misteriach
(i tutaj, rzeczywiście, wymagano oraz ślubowano tajemnicę) została przekazana
z Egiptu (ważne też jednak, który Egipt ma się na myśli – zaznaczam tutaj, Marat Dakunin. A kwestię tę rozwinę nie tak szybko..) przez Mojżesza do Judaizmu oraz do Grecji przez Orfeusza i Pitagorasa.

mal. F. von Stuck

 

We wszystkich czasach, niemniej obecnie jest to wręcz chorobliwe,
ludzie starali się interpretować „Wiedzę Wewnętrzną” w kategoriach swych zewnętrznych doświadczeń.
Ale wiedza i sztuka (także w rozumieniu: praktyki, umiejętności)
jest W ZNACZENIU, NIE W SŁOWACH, i wiele pada ofiarą takich poczynań, często spowodowanych złą wiarą, lecz jeszcze częściej dobrą, lecz nazbyt prędkim sercem i nienawykłym do trudu i poświęcenia staraniom. W wyniku dążeń ludzi złej woli oraz dobrej woli, lecz wadliwych (najczęściej winne tu było duchowe, ale i czysto fizyczne: lenistwo) narosła, jakby w krzywym lustrze, zbieranina „EZOTERYZMÓW” o zupełnie opatrznie pojętym znaczeniu, praktykach oraz wadliwie eksplikowanej wiedzy.

John Tauler powiedział o tych, którzy słuchali kazań jego mistrza, którym był Meister Eckhart:

„Mówił z punktu widzenia wieczności, a oni słuchali go z punktu widzenia doczesności”.

Tak więc, wiedza ezoteryczna jest ze swej natury bardzo narażona na zepsucie,
a zepsuta, umiera (umiera w niej Prawda). Ponieważ jednak Czas jest rychły (podkreślenie moje: MD) musi być odnowiona i przeformułowana.
W międzyczasie ZNACZENIE jest utrzymywane przy życiu w społecznościach
lub szkołach (mając na myśli te Prawdziwe, nader rzadkich – podkreślenie moje – MD), które symbolizuje nazwa „arka”, jako, że jedną z nich była starożytna arka Noego.

Wymownym znakiem zepsucia przekazywanej Wewnętrznej Wiedzy
jest właśnie fakt, że zaczęła ona być rozumiana jako sekretna, tajna.
Zatem zaczęto sobie wyobrażać grupę uprzywilejowanych, jakąś elitę, która zazdrośnie strzeże tajemnic i dopuszcza do nich tylko wybranych
(i to wybranych, na podstawie, dość niesprawiedliwych, ogólnie rzecz biorąc, kryteriów. Za kryteria sprawiedliwe można uznać w zasadzie tylko: skalę czyjegoś poświęcenia WŁAŚCIWIE ROZUMIANEJ sprawie (wewnętrzny ogień) oraz nakład uczciwej pracy, wysiłków, trudu danej osoby, stosownie do jej uzdolnień (a więc dla każdego różny!).

Nierozumiany, pomijany albo zapominany jest PSYCHOLOGICZNY
aspekt Wiedzy Wewnętrznej, oraz fakt, że mówi ona o świecie poprzez
WNĘTRZE CZŁOWIEKA – podług reguły, że droga do Boga wiedzie
przez Nas Samych, szukać należy w swoim Wnętrzu.

To, że ISTOTA tej wiedzy i praktyki jest nierozumiana przyczynia się
właśnie do postrzegania jej jako SEKRETNEJ.
Drugim, w praktyce najczęstszym, powodem, jest nasze lenistwo,
ponieważ, jeśli coś, dla zrozumienia czy też opanowania,
wymaga od nas olbrzymiej ilości trudu oraz wysiłku NOWEGO spojrzenia na rzeczy, ale przede wszystkim NA SIEBIE SAMEGO, w nowy sposób,
co bardzo istotne – niedopuszczający żadnego SAMOOKŁAMANIA
to, nie przyznając się przed samym sobą, co ważniejsze nawet,
albo przed innymi do tego, że brak nam zdolności lub wytrwałości,
nazywamy coś, czego z tych powodów nie praktykujemy i nie opanujemy, zastrzeżonym (sekretnym, tajnym itd.) w jakiś specjalny,
niesprawiedliwy wobec nas, sposób.
A tak nie jest.

Mało tego: nic bardziej mylnego.
To właśnie Wiedza Wewnętrza, Ezoteryka – właściwie rozumiana,
jest OTWARTA DLA KAŻDEGO, kto uczciwie, dążeniem serca, rozumu
i nagięciem ciała, chce poznać Prawdę o sobie.
To właśnie tutaj nie ma miejsca na wszelkie
„zdobycie czegoś mniejszym kosztem”, ułatwiania sobie pracy,
mniej lub bardziej subtelne oszustwa mające zaoszczędzić trudu i wyrzeczeń.
Te wszystkie NIEUCZCIWE TRANSAKCJE, podejmowane by zdobyć coś wartościowego, są typowe dla ZEWNĘTRZNEGO ŚWIATA,
dla naszego codziennego doświadczenia w „normalnym” życiu:
widać je tam wszędzie – w handlu, polityce, mediach, a także, i może nawet przede wszystkim, tam są bowiem najbardziej groźne duchowo –
w praktykowanych religiach. W tym, jak obiektywnie to wygląda..

W wiedzy i praktyce Wewnętrznej nie ma miejsca na NIEUCZCIWOŚĆ.
Twoja nagroda, będzie dokładnie odpowiadać zapłacie, na którą się zdobyłeś.
Jeśli kupiłeś coś tanio, tanią rzecz, WARTOŚĆ, kupiłeś.
Jeśli zapłaciłeś całym życiem i oddaniem całym sercem –
kupiłeś rzecz NAPRAWDĘ wartościową.
Albowiem, także w przypadku Wiedzy i Praktyki Wewnętrznej, można osiągać „nieczyste”, wadliwe rezultaty. Lecz są one doczesne, i co za tym idzie, nietrwałe.
Czyste starania owocują czystymi osiągnięciami, a te są nieprzemijające.

Gnoza zaś jest WIEDZĄ i SZTUKĄ,
która na powrót łączy człowieka z Bogiem.

A dzieje się to poprzez zwrócenie się poszukiwań człowieka
do swego własnego wnętrza, poprzez WIEDZĘ WEWNĘTRZNĄ
bowiem osiąga się Gnozę.

Jak przepraszać ? (P;1-2)

Pamiętnik; 1

Czytam to czego Ktoś domaga się od siebie i wzdycham..

Trudna sprawa.

Bo przecież!
Nawet intuicja – nawet ona, przynajmniej ta najwartościowsza – nie spada z Nieba, pojawia się zwykle w nagrodę po wcześniejszych świadomych staraniach.

Intuicja,  przeczucie – „Po prostu wiem, skąd i dokąd” – mówi tropiciel. Lecz wcześniej lata doskonalil swoje wyczucie i przewędrował z napiętymi zmysłami puszczę. Teraz „po prostu wie..”, ale jakie to trudne dla kogoś z miasta..

Fotografie, choćby.

minutowa zabawa dzisiejszą górską fotografią

Nigdy w trudzie nie uczyłem się pstrykać..Kicze mogę produkować w rytmie techno.. i mam i do nich sympatię czystej zabawy.

Trud? Wysiłek?

Łatwość niezrównana!

Lecz uporządkować zbiór, pliki; zadbać by były widoczne, by kogoś lepiej cieszyły nie jest już rzeczą zupełnie bez wysiłku.. Wyznaję z krzyżem na sercu, że ciągle przekładam zorganizowanie lepszej, dedykowanej temu przestrzeni.. nawet tylko internetowej.

Ale są rzeczy ważniejsze niż zdjęcia chmurek.
Ważniejsze niż sztuka.
Bardziej podstawowe.
Bardziej mówiące o tym,  KIM naprawdę  – kim rzeczywiście jesteśmy.

Na przykład: PRZEPROSINY.

..

Słyszałem, że niektórzy ludzie mają wielki problem z przyznaniem się do błędu, ze szczerymi przeprosinami czy nawet z jakimikolwiek. Ale mnie to nie dotyczy..
Ba, nawet lubię szczycić się sam przed sobą,  że znam swoje wady, umiem je uznać, potrafię mieć się z humorem i swadą za gorszego, przeprosić.

Niepokoi mnie to.

To – uznanie błędu, ustąpienie drugiemu, przychodzi mi zbyt łatwo. Niby świadome, ale wysiłku nie ma, ba, nawet jest łatwość..

Niepokoi mnie to, czy aby tutaj gdzieś nie kryje się skomplikowane, wielopiętrowe samooszustwo..

Nie, nie odczytajcie tego jako masochizm, samobiczowanie. Nie, to nie to..nie lubię bólu, naprawdę nie przepadam za umartwianiem się, wynajdowaniem sobie kar..
To nie to, zapewniam.
Nie samobiczowanie w tym jest, raczej wyrachowanie, kogoś nieziemsko sprytnego, kogoś, kto czasem obejmuje nade mną władzę. To ktoś kto perfidnie dba o swój interes.. Ale czy o mój?

Człowiek,  w stanie naturalnym nie ma jednego „Ja”, ma JA różnych mnogość.. Wielorakie osobowości, czasem te perfidne chcą oszukać tą poczciwą..

Ta jest jedyną.

Ciekawe to, przypomina słynny passus powieściowy:

Każda szczęśliwa rodzina jest do siebie w tym podobna, lecz każda nieszczęśliwa jest nieszczęśliwa na swój własny sposób..

* A jednak, z drugiej strony, ludzie etyczni i empatyczni mają bogate życie uczuciowe, zaś upośledzenie pod tym względem psychopatów sprawia, że np. seryjni mordercy są do siebie tak podobni – w metodach, ideach fix, modus operandi, rożniąc się mniej więcej tyle między sobą, co drzewa w parku (jak zauważa wytrawna badaczka tematu Laura Knight – Jadczyk).

Oszukujemy się i kłębimy w środku, niekiedy jak chmura gradowa!

Ale kto w końcu jest oszukany najbardziej?  Kto traci w Sprawiedliwym obrachunku?
To JA Prawdziwe, to ono traci, jestem o tym przekonany. Może się wręcz, wśród tych innych „Nas”, to nasze zapalone kiedyś bożą iskierką duszy Ja zatracić..
Mogą nas te mnogie JA zgubić.

Możemy się zgubić. 

Lecz co z tym począć? Jaka rada? Czy te pętle zataczane są przez egocentryzmy?; są bez wyjścia? Bez ujścia z labiryntu?
Właśnie – bo egoizm, egocentryzm może być dobry, służyć dobrej sprawie; działa w naszym interesie..Ale gdy w człowieku zataczają swoje własne kręgi,  swoje poletka interesów mnogie „Ja”, to wzajemnie się zwalczają, energię się znoszą, człowiek jako całość chodzi w kieracie, dryfuje bez celu, gubi..

Cóż począć?
A ten tekst, to co piszę w tej chwili, to o czym piszę, czym jest naprawdę? Czy jest dla mnie czy przeciwko mnie, czy dla tego Kogoś kogo naprawdę chciałem przeprosić?
Przecie pisze mi się go…zbyt łatwo!
Ale! Nie dajmy się też zwariować, nie można zasady świadomego trudu w ten sposób rozciagac ad infinitum, redukować do absurdu..

Gdzie zatem świta jakąś możliwa do akceptacji ścieżka?

Pamiętnik; 2

Mam pomysł.

Prosty, przyszedł łatwo. Ale jego uczciwa konsekwentna realizacja już taka może nie być..

Bo przecież,  wspomniałem wyżej, że rzeczy, którymi się szczyce przychodzą z łatwością..
Są jednak też rzeczy przeciwne – których się prawdziwe wstydzę, do których przyznanie się wymagałoby jednak wysiłku, byłoby trudne, wywołałyby pewną przykrość..strach..niepewność..

To rzeczy, które piętnuję, które mam za niskie,  podłe, trywialne, brzydkie..których nie popelniam, których się brzydzilbym w sobie o wiele, wiele bardziej niż zauważone w innych..
Dla Innych jestem wspaniałomyślny, przymykam oko, ignoruje, wybaczam.. Jak chciwostki, jak świętoszkowatość, jak podla zawiść..Jak hipokryzja i dwulicowość, której od zawsze nienawidzę bardziej chyba niźli wszystko inne..
Te, których nie popełniam, dlatego mogę wybaczać je z łatwością u innych..

Dziwnie brzmi to zdanie..

A gdyby je odwrócić?

Te, których nie popelniam.

Te..

Czy aby?

Odwrócę zakrytą kartę, przejrzę wroga głęboko w sercu..

Te, wstrętne  które popelniam, dlatego mogę je wybaczyć łatwo u innych..

Czy tak?

Spoglądam jednak wokół, na różnych ludzi i widzę często:

Te, wstrętne,  które popełniam i dlatego Nie mogę ich, nie łatwo, wybaczyć u Innych..

Której wersji bliżej mojej prawdy? Bliżej mnie. Jakiego mnie, jakiego Ja”?

Tego, odpowiadam, którym chcę być, którym chcę sie stawać.

Tego Ja.

Z trudem.

Świadomie.

Już wiem, trochę więcej wiem jak przepraszać.

Ma(Ra)t

PS pisałem i opublikowałem przez telefon. Był to pewien wysiłek..

 

 

 

Wysłano ze smartfonu Sony Xperia™

 

Pamiętnik znaleziony w stole

Wróciłem z Beskidu Żywieckiego – chyba to już ostatnia
tegoroczna wyprawa. Noce dłuższe, dni krótsze – jesień,
a później zima – a z nimi dużo zaplanowanej, często nawet
odłożonej Pracy.

Ale sercem (i nogami, które jak zwykle, jeśli bolą, to od hamowania
przy schodzeniu, nie od wspinaczki..) jestem jeszcze w górach.
A miałem od tych wycieczek przerwę prawie 8 letnią.

Przypominają mi się moje notatki sprzed lat, z górami
właśnie związane.
Pisałem wtedy na przykład o UFO nad Babią Górą (Diablakiem)
Czy Pan wierzy w UFO w Beskidzie?https://www.salon24.pl/u/kalokagatek/105764,czy-pan-wierzy-w-ufo-w-beskidzie„.
Z notki poznikały zdjęcia, ale treść jest!
W zamian zamieszczam zdjęcie świeże, z Pilska:

Krzyże na słowackim szczycie Pilska i Mama

Kupiłem sobie stolik. A w zasadzie dwa stoliki.
Jeden, bo ładny i tajemniczy. Drugi – funkcjonalny. Do pracy.
Czy aby na pewno? Próbując go złożyć do kupy o mało
szlag mnie nie trafił..
Trzeba uważać, jeśli się jest z natury cholerykiem,
negatywnych uczuć nie warto wyrażać. Ale nie trzeba też ich tłamsić.
Najlepiej je, nikogo nie krzywdząc, pozytywnie rozładować.

„funkcjonalny stolik”

Wszystko przez to, że mam złe przyzwyczajenia.
Przyzwyczaiłem się pracować na leżąco. W związku z tym
zamówiłem sobie stolik o regulowanych dwóch wysokościach:
aby można było z niego korzystać i leżąc na łóżku i siedząc przy nim.
Złe przyzwyczajenia to nałogi.
Dobre – nawyki.
A takie, co dotyczą w sumie pracy, ale na leżąco, jak nazwać?

Ha! – ale cóż za przypadek! W drugim, tajemniczym stoliku,
znalazłem ukryty pamiętnik! Jakież to kierkegaardowskie.

Proszę, Ktoś pisze o Syrenach!
Co wyczytam, zapewne się tym podzielę!

A przecież 8 – 9 lat temu pisałem dużo właśnie o Sorenie Kierkegaardzie..
Pomiędzy wycieczkami górskimi pisałem np. tak
(w notce pt. „Trzy Korony i Czwarta..” –
https://www.salon24.pl/u/kalokagatek/72439,trzy-korony-czwarta-cz-2-1-2):

(..) Gurdżijew definiuje takie 
człowiecze centra:

- Centrum Intelektualne rejestruje myśli, 
kalkuluje, łączy, bada etc.;
- Centrum Emocjonalne ma w swojej domenie 
uczucia oraz poddane obróbce /?/ doznania i 
namiętności; 
- Centrum Ruchowe zarządza pięcioma zmysłami, 
gromadzi w organizmie energię poprzez jego 
instynktowne funkcje i przy pomocy jego funkcji 
motorycznych kieruje zużywaniem tej energii (tu 
chyba chodzi głównie o działanie..)

Było o tym w tej notce i w tej notce.

Dziś miałem ważkie dylematy. M.in. wybierałem 
trasę, którą przejdę górskie szlaki.
Jedne były dłuższe, ale proste, drugie były 
cięższe (ale w sumie i tak lajtowe) , jedne 
dawały perspektywę spotkania wielu turystów, 
inne wydawały się mniej uczęszczane. Czas był 
mocno ograniczony..

Na tych samotnych najłatwiej myśleć, choć 
myśleć wśród ludzi (Dzień Dobry! Dzień Dobry) 
jest szlachetniej (a może jakaś wartość dodana 
się trafi). 
Te cięższe dawały perspektywę szlifowania woli 
i ciała. 
Te ludne stwarzały (nikłą, bo nikłą) możliwość 
spotkania czarującej czarodziejki i 
ewentualnego zakochania się. 
Były też tzw. szlaki sentymentalne, 
przywołujące drgania uczuć z przeszłości. 
Centrum emocjonalne by się więc nasyciło. 
Rzuciłem monetą. 
Wypadł 3 razy orzeł.
Gdy wypada 3 razy orzeł to jak wiadomo jest to 
wg I-Cing stare Yang (albo Yin) 
i się długo nie utrzyma...
Wydaje się, że Platon pisał o trzech częściach 
duszy i stąd:
mądrość – jest cnotą części rozumnej, 
w męstwo – ma się wykształcić część impulsywna 
a panowanie nad sobą jest cnotą części 
pożądliwej. 
Cnota sprawiedliwości utrzymuje je w harmonii.

Dobra stanowią hierarchię, lecz na jej szczycie 
nie jest żadne z dóbr realnych ale sama idea 
dobra.

Celem jest zatem osiągniecie miłości samej idei 
dobra i piękna.

Wędrując jestem właściwie przekonany, iż 
osiągnąłem taką miłość.
Oczywiście, jest to bzdura, gdyż to mało warty 
sentymentalizm najpewniej
(nawet jak piesek górski przyskoczy). 
Czy w melancholię nie pcha często właśnie taka 
nieumiejętna 
(praecox ?) miłość do samych idei?

Wg Platona jednak poprzez cele realne, 
względne, skończone, można osiągać cele idealne 
i wieczne.

 

Sprawdziłem też, co pisałem 9 lat temu 1 października. Otóż nic nie pisałem.
Ale pisałem 29 września oraz 4.X.

Cytuję tam m.in. Rilkego

Nieznana cierpień przyczyna
Miłość niewyuczona
I dotąd niezdarta zasłona
Z tego, co dzieli nas w śmierci

(R.M. Rilke, Poezje wybrane)

Zdaje mi się, jakbym tyle lat temu zajmował się podobnymi sprawami,
co teraz.
Czyżbym więc ani trochę się nie postarzał? – nie rozwinął,
nie ewoluował?
A jednak – przecież po drodze, umarłem.
A jednak – jestem w miejscu podobnym – lecz trochę gdzie indziej.

 

Rzeczywiście, Ark kiedyś napisał:
– Żeby samemu zajść wyżej, trzeba podać rękę tym, 
którzy są niżej na drabinie. Tak to już jest urządzone..

mal. William Blake

Szermierka Ducha

Nie wszystko wygląda różowo.

Znajoma pisarka powiedziała kiedyś:
– Nikt z nas nie może być do końca szczęśliwy,
biorąc pod uwagę to, co dzieje się na świecie.

To prawda. Ale co z tym robimy?
Przeważnie – nie biorąc pod uwagę przypadków patologicznych
– myślimy, że sami nic nie poradzimy, świata nie zmienimy.
A co ja z tym robiłem? Było jeszcze gorzej.
Swoją „niemożliwość bycia do końca szczęśliwym”
zamieniałem w argument na to, by robić jeszcze mniej.
Zaniedbując nawet siebie.
Śmierć, śmierć duchowa: jest dobrodziejstwem – ale tylko
gdy dane nam będzie się urodzić ponownie.


Gdy narodziliśmy się ponownie – Śmierć, ta, której trzeba się
prawdziwie obawiać – już nam nie grozi!

fot. Marat Dakunin


Ale wciąż nie mamy gwarancji, że robimy wszystko, by i Innych
od prawdziwej śmierci zachować. Więcej nawet: mamy gwarancje,
że jeśli nic nie zrobimy – stracimy i samych siebie!
Do zwycięstwa zła nie trzeba nic więcej niźli tego, by
„dobrzy ludzie” nic nie zrobili.
Niech wiatr zabiera nas w podróż zawsze zgodnie
z naszą Prawdziwą wolą i do miejsca, które
jest nam drogie, które wybraliśmy już dawno!
Tymczasem, tak często, niemal codziennie, zdarza się nam
dryfować bez celu!

 

{Ew Jana, 3:2-8)

"Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego. Nikodem powiedział do Niego: «Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?» Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha»."

[Ew Mateusza 16:14]
 "Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z Mego powodu, znajdzie je."

Dookoła nas toczy się walka.
W nas toczy sie walka.

Carlos Castaneda napisał kiedyś (parafrazuję):

- Drapieżnik, który na nas poluje, który nami się żywi, to diabelska wręcz, przewrotna, barokowa inteligencja. Abyśmy jeszcze łatwiej wpadali
w jego sidła, DAŁ NAM SWÓJ UMYSŁ..

Czy Ty mnie słyszysz?
Czy rozumiesz???

Drapieżnik dał nam swój umysł!

Walka to walka. Nie my jesteśmy agresorem.
Ba, nawet nie jesteśmy konsumentem..
Ważne jest: jak się walczy. A także jak się zwycięża.

Bronią Światła jest broń biała. Szermierka – to szlachetna sztuka.

Więc – lance, szpady, miecze — w pogotowiu! Dłoń na rękojeści!

 

Drapieżnik nie przestaje obserwować..

Drapieżnik, który dał nam swój umysł!

Nawet w głowie małego lewka może czaić się demon!

 

(c) fotografie Marat Dakunin (wszystkie zawierają kształty widoczne na niebie
w ostatnim czasie, nie zmodyfikowane w jakikolwiek sposób komputerowo; 
edycja fotografii obejmowała głównie konstrasty, szczegóły, rozmycia)

Droga do Królestwa Niebieskiego

Weźmy za podstawę poniży tekst:
(cytaty oraz stopklatki pochodzą z filmu „Zagadka Kaspara Hausera”
reż. Werner Herzog)
:

„Widzę wielką karawanę…
która ciągnie przez pustynię…
poprzez piaski.
A prowadzi ją…
stary brodacz.

 

I ten stary człowiek jest ślepcem.

mal. P. Bruegel, Ślepcy

..Teraz karawana zatrzymuje się…
gdyż niektórzy, widzą przed sobą górę…
i myślą, że zabłądzili.
Sprawdzają kompas i nie wiedzą co począć.
Wtedy ślepy przewodnik bierze garść piasku do ust…
i smakuje go, jakby to było jedzenie.

Synu, mówi ślepiec, mylicie się.
Przed nami nie ma żadnych gór…
to tylko wasza wyobraźnia.
Ciągniemy dalej na północ.
Tak więc, ruszają bez sprzeciwu dalej…
…i docierają do miasta na północy.
I tam się rozgrywa ta historia.
Ale tej właściwej historii, w owym mieście, nie znam.”

Wyodrębnijmy:
„Wtedy ślepy przewodnik bierze garść piasku do ust…
i smakuje go, jakby to było jedzenie.
Synu, mówi ślepiec, mylicie się.
Przed nami nie ma żadnych gór…”
[opis metody naukowej, opis tego, że wiedza i uczeni potrafią demaskować
i usuwać złudzenia o świecie; naukowiec jako ślepiec to taki niezamierzony dowcip mojej interpretacji 🙂 ]

Napis pod daszkiem wejściowym Muzycznej Owczarni w Białej Wodzie (Jaworkach) w Pieninach. Można tam wejść do wąwozu Homole (fot. Marat Dakunin).

oraz:
(..)
Ale tej właściwej historii, w owym mieście, nie znam.
[Wiedza dąży do Poznania Absolutnego.
Wiedza duchowa zaś także do poznania tego, czym naprawdę jesteśmy.
Jaki jest sens naszego istnienia i jakie są Prawdziwe zasady i konstrukcja
Wszechświata, nie tylko czysto zmysłowego..]

Teraz wyobraźmy sobie, że to „MIASTO”, o którym mowa, jest też dla karawany idącej po pustyni mirażem: czyli widać je, ale widać je zniekształcone, poprzez złudzenie. Dlatego, że je widać, choć zniekształcone, ludzie ciągle CHCĄ DO NIEGO DOTRZEĆ.

Nie docierają jednak, gdyż widzą je zniekształcone.
Widzą je często nie w tym kierunku nawet, co trzeba.

MIASTO TO WIĘC JEST MIRAŻEM, ALE I JEST PRAWDZIWE.
ZALEŻY JAK NA TO SPOJRZEĆ.

A JEŚLI TAK, TO MIRAŻ JEST TYLKO W NASZYCH OCZACH,
W NASZYM PATRZENIU.
MIASTO ZAŚ ISTNIEJE NAPRAWDĘ.

DOBRA metoda naukowa pomaga usuwać elementy mirażu.

NIEDOBRA metoda naukowa, nie tylko usuwa miraż, ale usuwa też sprzed naszych oczu MIASTO, które przecież ISTNIEJE NAPRAWDĘ.

W tych dwóch zdaniach jest wyłuszczony konflikt pomiędzy
NAUKĄ A WIARĄ.

I zaznaczone jest, że konflikt ten powstaje tylko wtedy,
gdy NAUKA SIĘ WYPACZA.
(WIARA ZRESZTĄ – JAK SIĘ WYDAJE –
WYPACZA SIĘ I CZĘŚCIEJ I WYRODNIEJ)

Sądzę, że ta „PRAWDZIWA HISTORIA”, która dzieje się w tym MIEŚCIE
jest łatwa do bardzo szerokiej metaforyzacji, choćby
z nasuwającym się: MIASTO TO KRÓLESTWO NIEBIESKIE.
Czy też MIASTO/MIRAŻ OAZY – NAPÓJ SYCĄCY SPRAGNIONYCH.
(..).

Oto „Powóz Duchów”:

mal. Salvador Dali

Obraz opowiada w pewnym sensie o relatywizmie (i pod tym kątem omawiałem go – będzie z 20 lat temu prawie), ale nie tylko.
A przynajmniej nie w tradycyjnym dla omawiania relatywizmu kierunku.

Nosi on tytuł: „Phantom Chariot” – czyli Powóz Duchów.
Opiera się on na podwójnym złudzeniu.

Postacie, które siedzą w powozie mają jednocześnie kształt, który mogą mieć wieże miasta widniejącego w oddali, miasta, do którego postacie w powozie dopiero zmierzają.
Było by więc tak, że można by pomyśleć nawet: podróż jest ILUZJĄ.

(choć jest konieczna – konieczne jest to co empirycznie współdzielone wśród ludzi – a więc i iluzje są koniecznym składnikiem świata. Zdaję sobie sprawę, że tymi kilkowa słowami otwieram puszkę Pandory. Będe o tym pisał więcej..).

Podróżnicy są już w MIEŚCIE, choć „powóz duchów”
wciąż jeszcze ich do MIASTA WIEZIE.

W tym kontekście bardzo czytelne staje się, przewijające się przez nieskończoną ilość przypowieści wschodnich twierdzenie:
ZNAJDZIESZ GDY PRZESTANIESZ SZUKAĆ, czy też
OŚWIECENIE PRZYJDZIE GDY PRZESTANIESZ GO POSZUKIWAĆ.

Albo reguła procesu: SZCZĘŚCIE JEST DROGĄ DO SZCZĘŚCIA.
Tutaj – co ciekawe – do zastosowania à rebours (sic!!)

Albo reguła poszukiwania w sobie:
ZNAJDZIESZ W SOBIE, NIE NA KRAŃCU ŚWIATA.
W tym miejscu, gdzie jesteś, nie musisz odlegle podróżować.

Albo reguła POZNAJ SIEBIE
– podróż więc jest procesem poznawania Prawdziwego Człowieka – Siebie.
A prawdziwa podróż prowadzi do Domu.

Czy tutaj nasuwa się, że podróż w takim razie jest zbędna?
Istnieje niebezpieczeństwo, że może się to nasunąć.

Warto jednak, by nasunąło się co innego. Np. mnie osobiście nasuwa się to:

"Mar 11:23 Zaprawdę powiadam wam: 
Kto powie tej górze: "Podnieś się i rzuć się w morze", a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie.
Mar 11:24 Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, 
stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie."

W przekładzie Nowego Świata brzmi to jednak inaczej:

"Mar 11:23 Zaprawdę wam mówię, że kto by rzekł tej górze: ‚Podnieś się i rzuć w morze’, a nie powątpiewał w swoim sercu, lecz wierzył, że stanie się to, co mówi, tak mu się spełni.
Mar 11:24 Dlatego też wam mówię: Wszystko, o co się modlicie i o co prosicie, wierzcie, że właściwie już otrzymaliście, a będziecie to mieli."

Zasadnicza różnica jest w tym „ wierzcie, że właściwie już otrzymaliście”, którego brakuje w pierwszej wersji. A, według różnych ezoterycznych przekazów, jest to niezmiernie ważne. Gdy, na przykład, chce się być bogatym, należy wierzyć, że się już jest bogatym, no i odpowiednio do tego się zachowywać, jak na bogatego przystało, a nie na biednego. Czemu z pierwszego przekładu ten fragment wypuścili? Jakby to nie było ważne. A przecież jest niezmiernie ważne! Ktoś bezmyślny albo wredny to redagował!”.
Zauważył to, opisał i podsunął Arkadiusz Jadczyk
(tutaj też link do jego tekstu)
.

Można by tutaj jeszcze dużo napisać. Ale nie można pisać na raz o Wszystkim..
Można jednak zauważyć, że postacie widniejące w powozie, mające,
jak wspomniano, zarys mogący też odpowiadać wieżom (zabudowaniom)
miasta (celu podróży) w oddali to nie PARA LUDZI.
To człowiek..i KOŃ.
Co może symbolizować KOŃ?
Siłę?
A może..uczucie, które daje nam siłę napędową?

O tym napiszę wkrótce, może już następnym razem.

G. Gurdżijew

Dlaczego, wg niejakiego Georgija Gurdżijewa człowieka można porównać
do dorożki, a poszczególne elementy jego ducha i ciała, emocji i świadomości
do Pana, woźnicy, powozu, konia etc.etc..
To bardzo wartościowa, złożona
i pouczająca metafora, którą trzeba szerzej przedstawić.

 

Na koniec jednak wrócę do Pary Ludzi.
Grafika te jest mi bliska, pojawiła się we wcześniejszym wpisie,
gościła w komentarzach u mnie Hanka,
która nawet zwróciła na nią specjalną uwagę. Dziękuję za to!
Zamieszczam więc ją jeszcze raz, ..ładniej..

rys. Salvador Dali

To grafika równie mało znana jak „Powóz duchów”. Jeśli pustynna droga
powozu, jak piszę wyżej, opowiada raczej o relatywizmie, to ta grafika raczej o..
relacji.
Opowiada też o tym, że Żyć znaczy, ni mniej, ni więcej, niż Dawać.

Wtedy można zwyciężyć Królestwo Niebieskie.

Albowiem: „Królestwo Boże doznaje gwałtu i gwałtownicy je zdobywają”.
(Mateusz 11:12)

mal. Salvador Dali, modyfikacje – Marat Dakunin