Lato w Dolinie M.

Wróciłem 3 dni temu z Wiednia.

A gdy Lwa nie ma,..

pod blokiem mi znak grass-crop-circle

wymalowano ..

Będę jeszcze o tym pisał..

niedługo…

 

20…21..22…

a wcześniej: 13 czerwca 2019

a wcześniej: 15 lipca 2016 

a wcześniej?

 

Byłem w Egipcie. Ale tylko przejazdem do Jeruzalemu. 
Będę jeszcze musiał wrócić. Niemniej zrobiłem sobie fotkę z tamtejszymi kotami…

..

8

8

7

7

A może tak…kto to wie?

22 – czy rano, czy później, będzie już dostępny nowy Marat DAkunin

czyli to co on chce innym powiedzieć a uważa, że warto..

pod adresem

BL8G.PL

a adresów będzie ci on miał więcej..

Czy wszystko się dobrze skończy?

Zapewne..

Ale – skoro tak dobrze się zaczyna..

czy nie należy się bać?

No cóż, bać się nie należy – należy zrobić coś pożytecznego!

Przysłowie to poradził mi Ark.

DO usłyszenia 🙂

Mateusz – Marat 

D.

Dobran8c 🙂 

N8c 

UWAGA – START NA NOWO – Zapraszam na Nowy Blog (BL8G.PL)

Były jeszcze dodatkowe opóźnienia, ale – jak zapowiadałem – wracam z cykliczną i nieprzerwaną już kontynuacją. Oby owocną – co już nie tylko ode mnie zależy.

Ten blog będzie zachowany archiwalnie, natomiast zostały zbudowane (i są budowane) nowe miejsca, hostingi, by zaprowadzić także porządek merytoryczny i formalny.

Klimat niniejszego miejsca będzie zachowany – zapraszam w pierwszej kolejności na blog ogólny, gdzie będzie pojawiać się tematyka codzienna, ale i – jak tutaj – z ezoterycznym i duchowym przesłaniem, okraszona oryginalną wizualizacją.

Zapraszam zatem na mój nowy blog ogólny pod adresem:

BL8G.PL

 

pozdrawiam serdecznie

Marat Dakunin 

 

Kraków, 20.6.2019

 

 

 

 

Jałówka u płotu

A więc nadszedł maj – i za kilka dni – zaczynam zapowiadaną kontynuację – choć dużo tam będzie nowego. I „blogowanie” to tylko dodatek.

W końcu zacznie się więcej dziać, o czym będę pisał.

Załączam..nie, nie jałówkę, i nawet nie czerwoną.

[Ach ci Żydzi, ci Żydzi..będzie nielada kłopot przez tą całą historyczną historię
 i jej nawroty końcowe.
Żydzi nie są narodem wybranym.

Ulubioną rasą Pana Boga są koty.

Szczupły (nabierze ciała..nabierze..) Zwiastun, z pozdrowieniem nie tylko dla mnie, od siebie i od nich, nie tylko ode mnie,
przeze mnie, dla Wszystkich,
którzy nawet jeśli nie widzą i nie słyszą
mają odwagę na to, by zacząć się zmieniać!

Marat Dakunin

Już PRAWIE

Przepraszanie Innych i siebie nie jest najważniejsze, ważniejsze jest solidne (i pogodne) postanowienie poprawy a jeszcze ważniejszy: skutek naprawiający zaniedbanie.

Zapowiadałem wznowienie bloga i to na nieporównanie większą skalę tak tematyczną jak co do kategorii (będzie kilka cyklicznych), tudzież walorów
PRAKTYCZNYCH i nie tylko (a będą też formy wideo – jeszcze nie wiem czy Vimeo
czy jednak YouTube) – zapowiadałem ale kolejne daty mijały..i..

I piszę, by zapewnić, że będzie.

Nie rezygnacja czy nieprzezwyciężone trudności tu winne, a organizacja
– i to niemałej ilości składników, zapewnienie o wiele szybszego (będzie wygodniej czytać a przede wszystkim oglądać fot. i ..nie tylko) hostingu, bezpiecznego, inne bonosu. 

Jak obiecałem, tutaj dam znać – gdzie (pod nową domeną) prowadzony
będzie nowy blog – będzie to nawet blog niejeden. A wszystkie regularne.

Aby już nie przekroczyć, dookreślę bezpiecznie, że zaproszę (także przez wpis tutaj – ten blog, pod ta domeną traktować bedę jako archiwalny) na NOWE
POMIĘDZY POCZĄTKIEM KWIETNIA A ŚRODKIEM MAJA. TEGO ROKU, 2019.

Serdeczności

Marat Dakunin

(fot. Arkadiusz Jadczyk )
(fot. Arkadiusz Jadczyk) 

Odpowiedzi po 7 latach

Ostatnie dni przyniosły zagadki.. i rozwiązania tych sprzed wielu lat.

Ostatnie dni przyniosły naukę.

W ostatnich dniach zrozumiałem kolejny akapit swojej przyszłości. 

Jak zapowiadałem, od Nowego Roku – 2019 – będę pisał  i będę pisał dużo
i o różnych sprawach, i nawet na więcej niż jednym „blogu” (w tym jednym
albo może i dwóch czysto fotograficznych), ale już nie tutaj.
Te nowe miejsca będą każde miały swoją nazwą i domenę. 

Tego, co zostało zaczęte tutaj, dokładnie w tej formie nie będę już
kontynuował, z różnych przyczyn, także merytorycznych.
Stronę z domeną cassiopaea.pl i ten blog, niejako do niej przypisany,
pozostawiam w formie (stronę, blog był zawsze raczej oderwany)
hołdu dla prawdziwej, pożytecznej i świetnie zorganizowanej
inicjatywy Laury i Arkadiusza. 
Jednak, poprzez nowe domeny i lokację, chciałbym podkreslić,
że jestem całkowicie niezależny (co znaczy także, że sam, od początku
muszę pracować na swoje imię i zaufanie – czy też jego brak).
Zostanie to jeszcze dokładniej i oficjalnie wyjaśnione w odpowiednim
dłuższym umocowaniu strony cassiopaea.pl, która pozostanie w sieci,
lecz już raczej nieaktywna – jako „tribute” właśnie dla Inicjatywy – dla
Ludzi zaś przede wszystkim, prawych i dzięki którym nauczyłem się
trochę z zakresu trudnej sztuki roztropności. 

O wszystkich nowych miejscach i ich adresach jednak w ostatnim
tutaj wpisie, pewnie już następnym po tym, powiadomię.

Wszystkim, którzy tutaj zaglądali, dziekuję. Obiecuję, że w nowych
miejscach będę pisał lepiej, systematyczniej. I przyjaźniej, jeszcze przyjaźniej
dla Czytelnika, unikając nie tylko pustosłowia co i nadmiernego komplikowania.
I – jak zawsze – unikając fantazjowania, którego tak pełno, na wszelkie tematy,
także w Internecie. Fantazjowania i czczych przechwałek. 
Mieć wyobraźnię – rzecz nie do przecenienia, bujać w chmurach
i myśleć życzeniowo, ślizgać się na nonsensach i domysłach:
to nie u mnie. Także nie u mnie: kierować się zasłyszanym ledwie,
uprzedzeniem czy bezkrytycznie przyjmowanymi intuicjami. 

Intuicja jest rzeczą wspaniałą: ale bezkrytycznie recypowana do
rozumu, a nawet rozumu w uzgodnieniu z sercem, traci na wartości, 
a nawet może być szkodliwa. 
Krytycyzm potrzebny jest zawsze gdy w gre wchodzi ludzki
aparat poznawczy, niezależnie od tego, czy poznaje strukturę krzesła
czy inne światy przez wizje, wglądy lub iluminacje. 
Krytycyzm potrzebny jest we wszystkim – w badaniu rzeczy
ulotnych, psychicznych, niematerialnej natury, wymagany jest
tym bardziej i tym ostrzejszy niż w naukach przyrodniczych.
Co nie znaczy, że musimy tutaj stosować te same metody badawcze.
Oczywiście – nie, bo i natura badanego jest inna. 
Na te tematy będzie z początku więcej, godzi się, zanim przejdzie
do przypadków poszczególnych a nawet ogólniejszych założeń czy
wniosków, przedstawić trochę formalności i metodologię.
Postaram się to zrobić bez nudy – ale rzetelnie. 

Ostatnie dni przyniosły odpowiedzi na pytania wielu lat. 

I sugestie, sugestie na których można zbudować lata,
a może nawet wieczność.

Pewne rozwiązania okrywa tajemnica.
Jest być może trochę tak, że porozumienie
nie zostało zawarte w ludzkim języku.

Odpowiedzi bywają czasem bardziej enigmatyczne niż pytania.

Być może, kiedyś, odpowiemy na wszystkie pytania skierowane
do siebie samego, do Siebie, Prawdziwego „Ja”. 
Integrujemy lewe z prawą, świadome z nieświadomym, żeńskie z męskim, potencjalne i aktualne, .. .., gdy spoimy się, wykrystlizujemy w Jedno,
przekroczymy Jednostkowość,
zobaczymy dokładnie to INDYWIDUALNE miejsce,
które zajmujemy w BOGU –  a wtedy do Niego wrócimy.

 

 

Marat Dakunin

Aktualności

Niedługo – dalszy ciąg niniejszego blogowania – i nie tylko
ale już pod nowym adresem.
W najbliższych tygodniach podam wszystkie nowe adresy
i ciekawe informacje.

Pozdrawiam!

Marat Dakunin

PS

Ach ci Ludzie, często i większość zupełnie jak Strusie..
nie mogą się czasem zdecydować – chować tę głowę i nie widzieć
czy nie chować..
A jednak, przecież i nawet Struś się domyśla, że
WIEDZA OCHRANIA, natomiast
IGNORANCJA POWODUJE ZAGROŻENIE

 

 

 

Ezoteryka w piosenkach Roxette (cz. 2)

No cóż, „jutro” wyszło za 3 dni. Cuda jednak z 3 które są jednym
i odwrotnie są nie tylko moją specjalnością.

Poprzednio (we wpisie „Przesłanie ezoteryczne w utworach
zespołu Roxette (cz. 1)” tutaj link
http://blog.cassiopaea.pl/2018/05/25/przeslanie-ezoteryczne-utworach-zespolu-roxette-cz-1/)
omówiliśmy, głównie społeczne, przesłanie jednej z piosenek z ostatniego albumu zespołu „Dobra Karma”. Tytułowa piosenka z tej płyty nie jest zbyt ciekawa, by poddać ją dłuższemu omówieniu; nie ma też do niej teledysku. Ostatnia zwrotka jest bardzo jasna w wymowie i w pełni koresponduje z tytułem – i piosenki i całego albumu:

Sense
 Life was a train passing by
 But your heart is heaven on fire
 Just when you thought that you died
 You came out bright
 And so alive

Zajmiemy się teraz starszym utworem, gdzie nie ma bezpośredniej, konkretnej symboliki, gdzie znaczenia są podane prościej i psychologicznie.

Piosenka pt. „Almost Unreal”.

Pierwsze sceny do teledysku pokazują od tyłu fotel, który przybiera taki kształt:

W tym kawałku nie będę wskazywał jakichś konkretnych symboli,
układów metafor, ewidentnych wizualnych czy fabularnych nośników
znaczeń duchowych – ale, dla przykładu, wskażę jak kształtuje się przekaz tekstu. Krąży on w zasadzie wokół czegoś, co można by określić „pogodną psychologią”, może miejscami ciut banalną, ale trzymającą się generalnie standardów formułowania pewnych prawd czy pociech duchowych.

Weźmy np.:

  • – wezwanie do oddania się swojej pasji, talentowi – jedno z podstawowych ezoterycznych wskazań życiowych, obecne a jakże także w ewangeliach (np. przypowieść o sługach i talentach – tam oczywiście nazwa odnosi się bezpośrednio do środka pieniężnego, waluty), śpiewane
    „..and do what you do best..” 
  • – typowo ezoteryczne, magiczne, w ostatnim Czasie nawet szczególnie podkreślane no i oczywiście nader aktualne, przeświadczenie, że Miłość zwycięży, zawsze odnajdzie drogę, że „idze za nami” i przeznaczenie zostało tak zaaranżowane, żeby nas wspomóc, byśmy stali się Kompletni, ewoluowali, że los/przypadek itd. konspirują kierowane przez Ducha, także by nas, ludzi, wspomóc, choćby w słowach: „..I do believe love came our way and fate did arrange for us to meet„.
    Kilka już wpisów, szczególnie przy samym początku niniejszego blogapoświęciłem tej kwestii, a będę o tym pisał jeszcze nie raz i mocniej.
    Sam mogę bowiem zaświadczyć z pełnym przekonaniem i wiedzą (a nie tylko domysłem, przeświadczeniem czy wiarą), że tak dokładnie bywa. Nie zawsze jest tak, że „przeznaczenie” konfiguruje zdarzenia i wypadki naszego życia dla nas bezboleśnie; ale jeśli widzimy, co trzeba widzieć i potrafimy dostrzec w negatywnych z pozoru doświadczeniach naukę, plusy i tło do obrania przez nas dobrej drogi – w zasadzie trudno – mi chociażby – byłoby wtedy w całym moim życiu wskazać jakiekolwiek doświadczenia, które nie byłyby w tym sensie owocne. A proszę mi wierzyć, trochę w życiu ekstremów, doświadczyłem,i to po obu stronach sinusoidy „przyjemne – bolesne”.
  • – „you’ve got the power to heal ” – też mógłbym szerzej komentować (choćby, także typowe dla ezoteryki przeświadczenie o mocy uzdrawiania samego siebie, które człowiek może odkryć i poznać vide np. Reiki itp.).
  • – Mądrość powinna mówić nam, że są pewne rzeczy, siły wyższe, których zmienić nie sposób – ale także podpowiada, że można znaleźć pociechę i pomocne środki, że nie jesteśmy sami..- „hey, we can’t stop the rain  
    let’s find a place by the fire”.
     
  • – „sometimes I feel, strange as it seems you’ve been in my dreams all my life” 
    Oczywiste. Znane z teorii, przykładów Innych ludzi ale przede wszystkim
    – znane z własnego doświadczenia. Literalnie i dosłownie, też tylko przykładowo: spotkając naszą Duszę Polarną może okazać się, że w jakimś sensie i w jakiś sposób znała nas już wcześniej, np. śniła o nieznajomym, a jednak znajomym..

Ostatnie zdanie pozostawiam bez szerszego komentarza:

"It's a crazy world out there
 let's hope our prayers are in good hands tonight."

[dosłowne tłum.: Ten świat jest szalony.
 Miejmy nadzieję, że nasze modlitwy znajdują się w dobrych rękach tego wieczora]

Kto wnikliwszy dostrzeże tu od razu aluzję do oszustw
obecnych w przekazach wielu naszych religii i choćby faktu,
że modląc się do Jahve, takiego, jaki jest znany ze Starego Testamentu, niewykluczone, że modlimy się do „demona” a nie żadnego Boga,
tym bardziej Najwyższego..

Słowa te padają na końcu piosenki (i teledysku)
a towarzyszy im taka oto wizualizacja:
 

 

Przesłanie ezoteryczne w utworach zespołu Roxette (cz. 1)

Dzisiaj trochę rozrywkowo, czerwiec – a wraz z nim kluczowe w tym roku wpisy, za pasem. Postaram się wypełnić ten czas czymś z jednej strony lżejszym,
z drugiej – wcale nie banalnym. Choćby dlatego, że poniższe – oraz dokończenie w następnych odcinkach – analizy są całkowicie oryginalne (a przy tym, mam nadzieję, rzeczowe) i, w zasadzie, spisane na bieżąco.

Nie bawiąc się w niepotrzebne wstępy, dotyczące choćby roli i teorii estetycznej muzyki, zgłębiania funkcji i postaci tekstów lirycznych towarzyszących piosenkom czy analizowania symboliki obrazu krótkich filmów (teledysków) muzycznych – przechodzimy od razu do sedna tj. do analizy przekazu.

Na warsztat wzięliśmy sympatyczny zespół Roxette (szwedzki duet ostatnio wydał płytę „Good Karma(Dobra Karma), a Marie i Per zestarzeli się bardzo sympatycznie), co może być zaskakujące dla niejednego Czytelnika. I dla mnie trochę takie było, gdy przypadkiem sprawie się przyjrzałem bliżej i odkryłem wiele konsekwentnych przekazów natury duchowej i ezoterycznej, które umieszczają szwedzcy muzycy w swoich utworach od początku ich kariery.
Przy czym, o ile zetknąłem się z szukającymi sensacji i mało rzeczowymi de facto doniesieniami na różnej maści portalach, portalikach i serwisach plotkarskich, doszukiwaniami się „okultyzmu” w różnych utworach, w tym teledyskach, takich wykonawców jak choćby ..mniejsza o kogo..,
to taką analizą nigdy bym się nie zajął.
Raz, że nie mam zamiaru promować różnych skrzywień
 i zboczeń, dwa – musiałbym, taki jest bowiem zwykle tego poziom, promować lub naśmiewać się z głupoty. Dlaczego nie warto tego promować – wynika samo z siebie. Dlaczego zaś nie warto się naśmiewać czy szukać skandalu – bo to zbyt łatwe czyli żadna sztuka, a poza tym w tym akurat nie byłbym oryginalny – o tym piszą także inni, w tym pseudo-dziennikarze pseudo-portali.

Omówimy Roxette właśnie dlatego, że przekaz jest bardziej duchowy, pozytywny i ciepły, przy czym częściowo nawet dość wysokiej jakości, niż taki, który skupia się na próżnej ciekawostce, wywołaniu kontrowersji czy nawet przestraszeniu kogoś.. Do takich treści przylgnęłoby bardziej, jak sądzę, słowo „okultystyczny”.

Mi osobiście najbliższa, związana przypadkowo z pewnym bardzo ważnym okresem i zdarzeniami w życiu, a jedocześnie pełna symboli, metafor 
i odniesień, tak w warstwie tekstowej, jak – może jeszcze bardziej – wizualnej teledysku – jest piosenka pt. „Vulnerable”. Przekaz tej piosenki jest jednak na tyle ważny a elementów, które i warto i trzeba omówic tyle – oraz jej znaczenie dla mnie osobiście tak duże, że zostawiam ją na specjalny odcinek, w oderwaniu od tej, lekko jednak rozrywkowej ze swej natury, serii wpisów.

Na początek omówimy jednak utwór o równie uniwersalnym a jednocześnie bardzo aktualnym przekazie. Aktualnym, bo przekaz dotyczy zdarzeń, które rychło nadejdą, a w zasadzie już się dzieją, a także dlatego, że sama piosenka jest jedną z najnowszych – pochodzi właśnie z ostatniej płyty Roxette „Dobra Karma”.

Sam już tytuł jest znaczący i brzmi „It just happens” co pozwolę sobie przetłumaczyć nie tylko najzupełniej dosłownie „Po prostu się dzieje”, ale także akcentując właśnie tę aktualność „Właśnie się dzieje”.

 

 

Zamieszczam najpierw angielski oryginał:

It just happens
It just happens
It just happens

It's a cabaret,
 taking over on a quiet lazy backseat day.
 And it's so beautiful
 Like the sunshine on your balcony just yesterday

Don't underestimate
 Your heart is never late
 And love will always find a way

It just happens
 And you don't know what's going on
 If it's new or if it's been there since long
 If it's right or wrong

You fall in love
 You fall in love

You don't have a say
 Just let it slide and close your eyes and watch the passion play.

Don't underestimate
 Your heart can never wait

And love will always find a way

(..)

Don't underestimate
 Your heart can never wait
 And love will always find a way

It just happens
 And You don't know what's going on
 If it's new or if it's been there since long
 If it's right or wrong

You fall in love
 It just happens
 You fall in love
 It just happens
 You fall in love

(..)

Na pierwszy rzut oka piosenka wygląda na bardzo łatwą w interpretacji:
jako kolejny utwór o miłości, takiej, która dzieje się raczej w ten magiczny sposób, opisywany czasem jako “od pierwszego wejrzenia”.
I tak ma być – oczywiście jak najbardziej słusznie jest odczytać piosenkę w ten sposób.
Jednak, wydaje mi się, szczególnie gdy uzupełnimy to niżej analizą teledysku, Roxette chciało przekazać nam coś więcej. Być może śpiewają nie tylko o wspaniałym stanie zakochania się, kiedy „nie wiesz co się dzieje, nie wiesz czy to jest nowe czy było tutaj zawsze – czy to jednoznacznie dobre czy złe” przypominając o tym, że „miłość zawsze odnajdzie drogę”, mają też na myśli bardziej generalne, globalne, światowe zmiany.
Nie tylko coś, tę jedyną miłość, która dotyczy tylko konkretnej osoby,
czy raczej: dwojga.
To, że miłość zawsze odnajdzie drogę – może być przypomnieniem, optymistyczną, ale i realistyczną uwagą, że niezależnie od tego, jak źle coś wygląda, jak z obserwacji i doświadczenia wygląda świat i stosunki międzyludzkie oraz co w nim przeważa – to jednak nie można tracić nadziei na to, że to wszystko może się magicznie odmienić – właśnie tak, jak odmienia nas miłość (ta od pierwszego wejrzenia, ale nie tylko – każda, gdzie prawda i szlachetność towarzyszą „pożądaniu” na tyle, że stają się równie, a swą siłą nawet – ważniejsze, niż bardziej „ziemskie” elementy tego uczucia).
Tak więc, skoro miłość zawsze znajdzie drogę, nie wolno nam tracić nadziei,
a co za tym idzie, mówić sobie, że wszelka aktywność i działalność w dobrym kierunku nie ma sensu, „bo świata się nie zmieni”. Poza tym, jeśli dobrze się przyjrzymy i wezwiemy także swoje intuicje, możemy dostrzec, że „to już się dzieje, właśnie teraz, i tak po prostu”.

Tekst piosenki nie wnosi nam dalej już czegoś szczególnie ciekawego czy odkrywczego, słowa i przesłanie powtarza się aż do końca.

Dlatego warto dokładniej zanalizować też sam teledysk i co tam się pojawia,
co się tam dzieje.

Teledysk do utworu, poza ukazaniem śpiewającego duetu, przedstawia pewną krótką fabularyzowaną opowieść.

Sympatycznie wyglądający młody mężczyzna (po szwedzku..), stoi przed kwiaciarnią.

Można zanalizować także pewne cechy jego wyglądu, wg mnie to też nie było tutaj – w reżyserii – pozostawione bez znaczenia. Facet jest ubrany w garnitur z krawatem – świadczy to, że funkcjonuje w naszym, posiadającym pewne formy np. stroju w pracy itd. społeczeństwie. Jednocześnie jednak do tej marynarki i krawata nosi plecak, czego generalnie się nie powinno robić. Może to jednak sugerować, że ten kolega próbuje jakoś łączyć swoją osobistą nieformalność, z formą, którą określone układy mu narzucają. Nosi sobie plecak do garnituru, bo nie we wszystkim chce się dostosowywać..

Facet wchodzi do kwiaciarni. Co dzieje się dalej..

No cóż, obmacuje się po kamizelce, i jest zakłopotany – nie ma pieniędzy! No to przecież kwiatów nie kupi!
Ale okazuje się, że kobieta, która sprzedaje w kwiaciarni daje mu kwiaty i rezygnuje z zapłaty!

No coś takiego, można powiedzieć: rzadko się zdarza, ale jednak przecież może się zdarzyć. I zapewne niejednemu z nas się kiedyś coś podobnego zdarzyło.

Myślę jednak, że Roxette chce nam tutaj powiedzieć coś bardziej generalnego. Na przykład to, że nasze, oparte w tak wielkiej mierze na wymianie finansowej, społeczeństwo, może się pod tym wględem zmienić.. Relacje, gdzie nikt nie zrobi czy nie da komuś czegoś za darmo, a stosunki gospodarcze co do zasady przybierają postać maksymalizacji zysków niż bardziej wymiany w dosłownym tego słowa znaczeniu – fair, gdzie po prostu ktoś coś ma a potrzebuje czegoś innego i dlatego wymienia się z kimś innym, kto ma to coś, czego ten pierwszy potrzebuje, ale w zamian ten pierwszy może mu zaoferować coś innego, co z kolei potrzebuje drugi – są chore, nie są jedyną możliwą i konieczną formą
współżycia!

Być może, śpiewając tytułowe „że się dzieje” Roxette sugeruje, że coś jest nie tak z tym systemem, że pieniądz i to, że niczego nie ma darmo, a każdy chce na każdym zarobić, to pewne wynaturzenie, to coś co się pojawiło na pewnym etapie istnienia społeczeństwa, ale nie jest jedynym możliwym i koniecznym systemem. Że być może ten system może się zmienić (że można go zmienić) i że, także: być może, takie czasy – w jakimś sensie, nachodzą..

Podpowiedziałem pewien schemat. Spróbujmy resztę teledysku obejrzeć już,
i znaleźć w nim pewne ogólniejsze nawiązania, sami. Pojawiają się tam różne postacie, w różnym wieku, w różnej roli zawodowej i relacjach itd. Sytuacja nie ogniskuje się na kwestiach pieniężno – finansowych, odpłaty za coś dobrego dane komuś drugiemu, ale wszystkie dotyczą wzajemnych relacji między ludźmi.
Może to sugerować, że przesłanie Roxette jest bardziej generalne, społeczne,
i że dotyczy zmian – właśnie – nie tylko w życiu jednostki czy pary, kiedy jest pod wpływem Miłości, ale że może chodzić tutaj o jakąś bardziej generalnie rozumianą Falę Miłości, która obejmuje (obejmie) swoim oddziaływaniem całe społeczeństwo, zmieni pewne chore, panujące tu od dawna stosunki i je uzdrowi..

W ostatniej scenie teledysku, pani z kwiaciarni, która zdecydowała się dać temu sympatycznemu facetowi, któremu zabrało akurat pieniędzy, kwiaty darmo – otrzymuje niespodziankę – prezent od swojego chłopaka..

Co może nam te scena chcieć powiedzieć? Może to, że sympatyczne postępowanie, przysługa komuś darmo wyświadczona, nigdy nie jest przez Świat zapominana i – choć nie powinniśmy na to co do zasady liczyć – to jednak zawsze może nas spotkać miła niespodzianka, która podług Światu tylko znanych w całości, sekretnych reguł, jest dla nas REWANŻEM, z którego wcześniej świadomie zrezygnowaliśmy.
A więc, może nie trzeba zawsze – co do grosza – pilnować swojego interesu – bo Oekonomia Divina zadba o to, by komuś, kto działa w dobrych intencjach, nie stała się krzywda?

Niezwykle rzadko do tej pory pisałem coś, co można było właśnie nazwać, w podobnym znaczeniu, społecznym, ale nie tak dawno, w zeszłym roku, coś takiego napisałem. To kilka miniatur – które jednak ogniskują się na bardzo zbliżonym, do zarysowanego, temacie – razem tylko 10 stron. Stanowią całość, bo każda się w jakiś sposób uzupełnia, dodając pewne metafory, i przez nie dopowiadając pewne, ważne, informacje.

Można je przeczytać / pobrać – w pdf  – tutaj:

http://cassiopaea.pl/apokryfy/pieczywo_czesc1.pdf

 

Ciąg dalszy – już jutro!

 

Być (czy) i Robić (?)!

Trudno mi się pisze ten wpis. Może materia nie jest aż tak bardzo skomplikowana, trudna w ujęciu – ale może swój własny, częściowo pewnie i emocjonalny, stosunek do tych kwestii nie jest jeszcze odpowiednio dojrzale ustalony.. By mógł zostać opisany, precyzyjnie, klarownie, rozciągnięty na rusztowaniu zdań wielokrotnie złożonych..

A może ten wpis ma być – taki właśnie – inny..
Na początku to, co tutaj pisałem, było zdominowane improwizacją, swobodą, lekkością. Później – im bardziej chciałem wchodzić w sprawę codziennej obowiązkowości, konsekwencji, samodyscypliny, która jest konieczna zawsze, by nie tylko drobić, zbudować coś większego, trwalszego niż ulotne wersy lekkich miniatur. Żeby zbudować coś w życiu – nie w literaturze. A nawet – żeby to była budowla pożytku społecznego..
Ale może ten wpis właśnie taki ma być, znajdzie swoje miejsce i będzie nośnikiem tego innego rodzaju zrozumienia – które nie bazuje na chirurgicznej logice i nie porządkuje świata przez nominalizmy i klasyfikacje.
Niech tak zatem będzie.

A jednak, mimo tak innej formy – te stany psyche, stany ducha, stany serca, stany pomiędzy ludźmi – stany pomiędzy stanami – są tutaj także jako dopowiedzenie do tego, przed czym 3 dni temu się ostrzegaliśmy (link do „Planowanie porażek”) 

+++

Kiedy to było..?
Ha, pewnie w czasie narastających problemów P. w zw. Z N – z EB.
Paweł powiedział wtedy do mnie tak:

- Bo widzisz.. – chodzi o to, czy mają nas kochać za to, kim jesteśmy ,czy za to, co robimy..

Wtedy się trochę żachnąłem.
Oczywiście, że idealista – romantyk bardziej ceni to, kim w całej swojej głębi jest..
Och, co za zabawne, zabawne nieporozumienia niby oczywistych spraw, potrafią wyniknąć, gdy w sprawę włącza się nasze słodkie ego..

Ale później rozmyślałem o tym, jak on to powiedział (było ważne także to właśnie, jak on to powiedział..).
I, dziwna rzecz, po pewnym czasie, może i kilku latach, doszedłem do wniosku, że stosunek do tej – tak wyrażonej – alternatywy (a czemu koniunkcji nie może być? Owszem, w idealnych przypadkach jest koniunkcja .. – nie mieliśmy wtedy do czynienia z przypadkami idealnymi i dalej z tym trudno..) u mnie się zmienił..
Oczywiście ważne jest, jak się to wszystko rozumie..
Ale ten wpis jest jaki jest i wracam w nim do mojego starego zwyczaju, by nie tłumaczyć kwestii, które mają szansę otrzeć się o jakąś tajemnicę. Tej zasadzie, mnożącej niejasności, niezrozumiałości, hermetyzm symboliki i metaforyki itd. byłem wierny bardzo długo, czy w piśmie, czy choćby w filmach..
Ale – choć teraz – jak nie raz pisałem, pod tym względem mi się, można rzecz, nawet odwróciło – to też wpaść w drugie ekstremum i banalizować wszystko rozstrząsaniem i wyjaśnianiem, byłoby: znów ominąć złoto.

Ale w ostatnich latach przecież – zgodziłem się i przyswoiłem jak swoje Ark’owe powtarzanie:

- Nie jest ważne, kim się jest, jest ważne: co się robi.

Rychło w czas, może to i mnie nawet trochę impregnowało przed szaleństwem albo jeszcze bardziej szalonym i jeszcze szkodliwszym, auto-jadem, bardziej niż grożącym komuś trzeciemu – totalnym przewróceniem w głowie..Nie przewróciło mi się jednak w głowie; choć, rozważając sprawy zupełnie trzeźwo – w odniesieniu np. do jakiegoś przeciętnego modelu średniego – typowego człowieka „tu i teraz” (tej doby, uśrednionych zalet i wad charakteru, produktu uśrednień cywilizacyjnych i etycznych..), to wydaje się, że przewrócić – takiemu standardowemu modelowi – to by się jednak zdrowo w głowie mogło. Jeśli by go spotkało to, co mnie spotkało..
Ale też i takie hipotetyczne analizy do pewnego stopnia nie mają sensu, bowiem, żeby pewne rzeczy pokojarzyć i pewne zauważyć (kto ma oczy..), trzeba byłoby jednak być mną..Żaden uśredniony model nie powiązał by nawet procenta tego, co ja , i wystrzegając sie życzeniowosci i może nawet ponad miarę niedowierzając synchronicznym potwierdzeniom zewsząd, wysnułem i snuję To co ważne,  z wszystkich elementów tej Gry Kolorowych paciorków i kamieni – jakby, nie przymierzając, ni mniej ni więcej: czytać sobie na wyrywki Kronikę (i) Akaszy..

×××

A więc mamy pytanie, dawno temu – retorycznie raczej – postawione..I wydaje mi się, że Ten, kto mówił, wiedział wtedy, że być dobrym, to jest starać się – starać się – to jest – wybierać, z czegoś rezygnować, coś poświęcać, by być wierny temu, kim jesteśmy..czy kim stać się chcemy. Ten potencjalny „Ja” nam jest bliski jednak, pociąga nas tym, że potrafi być dobry, prawdomówny, obowiązkowy, pracowity, konsekwentny. Za co spotyka go wdzięczność i czułość  albo i nie wdzięczność i złośliwość ludzka. To drugie może i częściej.
Jeśli już chcemy doceniać to, jacy jesteśmy – i mamy tutaj na myśli nie naszą Prawdziwą Indywidualność, nie nasze Wyższe Ja – nie siebie tylko wtedy, gdy kierujemy się własną prawdziwą wolą i siłą, niewrażliwi na przeszkody rzucane nam pod nogi przez nasze własne wady i „małe osobowości” (których wiele, legion)
– O.K. – doceniajmy to, tę bzyczącą chmurkę, ale tylko tak, by się motywować, a nie by się usprawiedliwiać, tłumaczyć czy budować na tym śmieszną roszczeniowość..

I – by się – smucić.
Prawdziwie widząc: Nie mamy powodu do smutku!
Nawet do tego smutku, że „dobro jest takie trudne – więc mi się nie udaje i zapewne nie uda” – strasznego smutku i zniechęcenia, który więcej niż melancholią i acedią – jest resentymentem.
I co, naprawdę, rozsądnie rzecz biorąc, możemy się boczyć na to, że nauka miłości nie może ze swej natury być bezbolesna i że, prawdziwe i trwałe osiągnięcia muszą być trudne, muszą być okupione pewną ceną: jeśli bowiem coś kupimy nazbyt tanio – kupimy rzecz wartą równie mało, a często bywa, że nie tylko nawet i bezwartościową, ale przeklętą.

Można też tak..Tłumaczenie: – Szczęście to nie jest wystarczająco dobrze dla mnie..Domagam się euforii!

 PS do powyższego humorystycznego rysunku: – Ale nie ma powodu do minimalizmu i wcale nie o ascetyzm jestesmy proszeni- ba, przecież nawet i euforia zostanie nam dana, ale nie ta chorobliwa,  bazująca na zubożonym wykrzywionym wykorzystaniu ekstremów,  co jak wiadomo zawsze się podług zasad i praw naturalnych – mści!

 

A jednak, wszyscy mamy prawo do (bezwarunkowej) Miłości.
I tak naprawdę, wszyscy ją Mamy – ale nie mamy tego świadomości ze względu na niedostatki naszej świadomości właśnie!

Skupiamy się bowiem zwykle akurat na domaganiu się bezwarunkowego uczucia od innej, zupełnie od nas niezależnej, Bogu ducha winnej osoby: co już wcale prawem żadnym naszym nie jest. Jeśli się zdarzy jest Darem [mimo bycia dla siebie okrutnym i złym przez wiele lat życia, jednak: zostałem wspaniale i wielokrotnie obdarowany; a także pozwolono mi zatrzymać się i dostrzec ten z nich, który jest Absolutny i Wieczny]. Z tą świadomością dopiero pojmuję bezmiar bezsensu bluźnierstw typu: „Miałem wszystko co mieć można i okazało się to niewiele..”

Ale to i złe słowo wynikające z trybu, że można coś absolutnego „posiadać” ten bezsens wywołało..W istocie tylko To Coś może posiadać nas, nie odwrotnie.

Podobnie – chęć posiadania choćby „prawa i sprawiedliwości” obraca się w swoje własne przeciwieństwo..

To piękne tonalnie i kolorystycznie zdjęcie zrobił mi ok. 10 lat temu w Warszawie właśnie Paweł..

A jednak teraz pewnie porównując nikt by nie poznał jednego człowieka ..może i dlatego, że wewnętrznie, tak naprawdę, człowiek wcale nie był jeden.. .

Po drodze zaś aż do dzisiaj były czasy lepsze i gorsze (A nawet tragiczne). Czasem mój cień był tak samotny, że zastygał jak tafla jeziora w cichą Pełnię..

Były też burze i..zawirowania..

autoportret MD.

Ale, Bogu dzięki, przed zwariowaniem się ustrzegłem.

Ja..

Dlaczego było mi wtedy,
z 10 lat temu, bliższe „za to, kim jestem” niż „co robię”?
Było w tym nie tylko odbicie wad, zniekształceń osobowości, zaniedbań, rozkwitającego nawyknięcia do lenistwa. Było w tym też coś pozytywnego..- pewna czułość do siebie samego, w której gdzieś partycypowało się w jakiejś intuicji, ogólniejszej niż tylko nasza osobista natury, że bycie dla Siebie Samego dobrym (w dobrym, prawdziwym rozumieniu pojęcia, i „siebie” i „dobra”) jest bardzo ważne. Czułość zapowiadająca szansę na odnalezienie w nas tego, co dzielimy z wieczną miłością, z której wszystko wzięło i podtrzymuje swe istnienie.

***

I Piotr zapłakał gorzko gdy kogut zapiał.
 Wtedy się obudził,
 W tym momencie pojął NAUKĘ EMOCJONALNIE.
 Zobaczył siebie w świetle nauki, której był nauczany.
 Zobaczył dystans pomiędzy tym, co wiedział, a tym KIM BYŁ.
 W miejsce tylko WIEDZY weszło ZROZUMIENIE.
 Wcześniej jego wiara polegała na zmysłach, nie miał w sobie korzenia, wierzył za pośrednictwem Chrystusa – i gdy coś poszłoby źle (a poszło) przestałby.
 Taka wiara może innych zniechęcić a nie zachęcić. Wierzyć porywczo, przemocą to na najczęściej łamać czyjąś, drugiego, innych ludzi - Wolność i Wolę.

Ano bo w kontekście pytania: kim się jest, trzeba też wiedzieć, że jest bycie i Bycie i że jedne drugiemu nierówne.. mało tego jedne bywa drugiego przeciwieństwem.. O takim, prawdziwym, wysokim, Byciu, mówił nam np. niekiedy Gurdżijew..

Reszta już- na dzisiejszy wieczór i noc –  jest milczeniem.

Bo się zamyśliłem.
Bo wspominam Pawła i zastanawiam się jak mu się wiedzie..

Ale..dał mi znać nie aż tak bardzo dawno, że:

– Przyjaciel wie..

Ale to w sumie nie tak bardzo istotne – o wiele ważniejsze: co z tym robi, że wie.

Wielką frajdą a w zasadzie po prostu „szczęściem w działaniu” była możliwość wspólnych zabaw artystycznych..tutaj m.in Paweł na planie wspólnego filmu..

A tutaj: Marat i jego wymyślony przyjaciel na wspólnym spacerze ;- > ♡♤

fot. Henri Le Secq

Dobrej Nocy. 

Planowanie Porażek (?)

Postanowiłem już dziś jednak zamieścić spóźniony wpis, który zastąpiłem sensacyjnym lekko omówieniem ciekawej przyczyny tego opóźnienia..
Wpis dodałem dopiero dzisiaj w nocy, więc podaję do niego bezpośredni link:
http://blog.cassiopaea.pl/2018/05/16/zdarzenie-i-opoznienie-tj-czy-sedziemu-wystarczy-rozum-czy-przydalaby-sie-cala-dusza/

To zaś, o czym pisze poniżej, zanotowałem w głównych zrębach już w marcu. Wtedy bowiem, zastanawiając się na ile – mając pewne istotne kwestie, głównie pragmatyczne, mocno niewyjaśnione – dookreślać i publikować wcześniej ramówkę planów na ten rok i czas najbliższy.. Było to dla mnie ważne, gdyż to, co napisałbym, stałoby się dla mnie jednocześnie niesłychanie mocno wiążące, jako przecież – przyrzeczone przy Świadkach (PT Czytelnikach).

Mogłem pewne plany rozgraniczyć – dzieląc je na takie, dostępne do całkowitej realizacji, bez względu na dookreślenie się pewnych realiów w okolicach połowy tego roku i na takie, które byłyby niejako zawieszone – a możliwe do rozpoczęcia, po pozytywnym wyjaśnieniu się szczegółów pragmatycznej właśnie natury.

Stąd też dziura na blogu w marcu/kwietniu (chyba cały kwiecień?) – która zaowocowała i wyrzutami sumienia i tym, że – jak wiadomo – podjąłem się
– i realizuję auto-nakaz publikacji w cyklach ok. 3-dniowych.

Może jednak summa summarum dobrze się stało, gdyż do finalnego wyjaśnienia wspomnianych realiów brakuje już tylko kilku tygodni – powinny się one wyklarować dostatecznie w pierwszej połowie czerwca.

Przystąpiłem zatem do poruszenia pewnych tematów, które miały poprzedzać jeszcze kluczowe wpisy, zawierające plany, z podaniem różnych konkretów i szczegółów – także, jak mniemam interesujących. Pisałem tutaj bowiem do tej pory dużo metaforycznie i symbolicznie – obiecując co jakiś czas, że podam pewne konkrety i faktycznie wdrażane przedsięwzięcia własne (a nie są one małego kalibru..), ale także np. pewne konkrety nt. wspomnianych „szkół ezoterycznych”

wspomnianych choćby we wpisach:

http://blog.cassiopaea.pl/2017/11/07/gnosis/

http://blog.cassiopaea.pl/2018/03/17/pewne-wlasciwosci-ezoteryki/

lub też, pośrednio, np. w tym

http://blog.cassiopaea.pl/2017/12/24/co-nas-laczy-w-wigilie-i-nie-tylko/

 

O Prawdziwych Szkołach Ezoterycznych – tak rzadkich w obecnej dobie,
jak i zawsze, choć może tym rzadszych, można powiedzieć, im bardziej globalna jest nasza ziemska informacyjna wioska. Cały czas pamiętajmy też o tym, by obciążany, czasem śmiesznością, czasem podejrzliwością, termin ezoteryka itp. – tłumaczyć prosto i z czystym sercem.
Najprościej i najkrócej powtórzę raz jeszcze: przez ezoterykę – jako wiedzę (i sztukę, w sensie praktyki i umiejętności życiowych) kierującą swoje poszukiwania do wnętrza Człowieka, do samego siebie, bo poprzez nasze głębokie, często uśpione, w zarodku tylko będące i nieuświadomione, psychiczne i duchowe (drugie zawiera pierwsze, nie odwrotnie) możliwości i potencjał – 

najpewniej i najszczerzej zmierzać możemy do poznania Prawdy,
tego co najpiękniejsze i tego co najlepsze, najważniejsze. Do Boga.
A w gruncie rzeczy z powrotem do Siebie – tylko tego prawdziwego i pełnego. I tym jest Gnoza.

Napisałem tutaj już dość dawno, że celem rozwoju ezoterycznego jest „zbawienie”. I choć trochę się z tym terminem podroczyłem, choć oznacza także nieśmiertelność, zbyt dużo mam w sobie szczeniackiego (czy raczej kociego) życia i, jednak, pewnej pokory, by tak ujęte cele mnie bezpretensjonalnie motywowały.

Tutaj chciałbym jednak powiedzieć, że ważniejszym i prawdziwszym celem jest: Osiągnięcie Miłości. Używając tak nadużywanego pojęcia i słowa, najczęściej przypisywanego różnorakim objawom najprzeróżniejszych stanów i uczuć ludzkich (i nie tylko, tak tych godnych pochwały, jak wprost przeciwnie) musimy pamiętać, że warto szukać i – tak, nauczyć się, 
Miłości Prawdziwej. Tylko ona bowiem jest absolutna i wieczna,
Będziemy o niej mówić, zwykle nie wprost. W istocie zresztą cały czas o niej mówimy, nie zawsze choćby słowem; bo skoro 
Wszystko powstało tylko dzięki miłości, czymże innym może być cokolwiek staramy się czynić z twórczym, nakierowanym na Dobro, popędem?

 

Na jednak konkrety konkretów – z przytoczeniem nazw, namiarów
i przykładów oraz pewnej charakterystyki, czas będzie właśnie – już
w czerwcu.

W tym odcinku  napiszę o pewnych – mających trochę ostrzegawczy charakter – przemyśleniach i intuicjach, które związane były z tym, że – mając w planach opublikowanie planów, bardzo nie chciałem by jednak de facto zamieniło się to wszystko w PLANOWANIE PORAŻEK.

O tym właśnie fenomenie tutaj i w następnej części, już za 2 dni, więcej napiszę.

Planując wykonanie czegoś nierzadko można zaplanować niewykonanie planu.

Kilka miesięcy temu mówiłem sobie: poczekam jeszcze, dopóki nie zorganizuję tego – co wokół i dopóki nie zorganizuję siebie Tutaj – Tak
 (w ten sposób i odpowiednio skutecznie) – by Treść życia, a może nawet Bycia w pełni WSPÓŁBRZMIAŁA z tym, o czym pisze. By moje bycie było też jednym tonem, jednym brzmieniem, aktywną i dobrą myślą, snującą ważne i konsekwentne plany, takie, które co do treści, które niosą, graniczą z PEWNOŚCIĄ – mówią o PRZYSZŁOŚCI takiej, jak racjonalnie rzecz ujmując – naszą wolą, umysłem i sercem – poznajemy. Zaplanowane w tym sensie i przedstawione znaczy zatem bardziej WYBRANE BY TAK WŁAŚNIE ZAISTNIAŁO.

 Pesymizm, niewiara, zwątpienie? – utrata poczucia sensu, jakieś wielkie przebudowania czy jakieś poczucie rozdźwięku, nieszczerości między tym o czym chce się mówić a stanem wewnętrznym i stanem tego, co obok nas
(przez nas czasem zawinionym, czasem zastanym tylko
 i nawet niezmienialnym w ogóle).

Bynajmnej, jak najdalej. Gdyby tak było, byłoby znaczenie gorzej. Chodzi mi raczej o pewne estetyczne dopasowanie.

I byłem pewien że takie warunki, wewnętrzne i zewnętrzne (te drugie  -także dzięki naszym wysiłkom, by się takie stały) nadejdą. Ba, nawet – 2 czy 3 miesiące temu napisałem tutaj – że jestem pewien, że najpóźniej do połowy roku pewne rzeczy się staną, pewne rzeczy się zmienią.
Tak więc byłem pewien – nie wiedziałem jednak na ile PEWNE rzeczy będą zawieszone.

Nie chciałem, by przez braku tego akordu zgodności, moje plany tutaj podane były bardziej podobne do tego co można nazwać planowaniem porażek.

Jednak takiej niezgody na rozdźwięk nie można przedłużać PONAD MIARĘ.

Dlatego..:

Klara roześmiała się i wypiła łyk wody.

 – “Aby zmienić się, musimy spełnić trzy warunki. Po pierwsze musimy na głos wyrazić naszą decyzję co do zmiany, tak, by intencja nas słyszała. Po drugie musimy zaangażować naszą świadomość przez dłuższy okres czasu. Nie możemy czegoś rozpocząć i wkrótce zaniechać tylko z tego powodu ze czujemy się zniechęceni. Po trzecie musimy spostrzegać wynik naszych działań z poczuciem zupełnego nie przywiązania. Oznacza to, że nie możemy uwikłać się w myślenie w kategoriach sukcesu i porażki.

- “Jeśli będziesz podążać za tymi trzema wskazaniami możesz zmienić każde nie chciane uczucie czy pragnienie w sobie samej” – zapewniła mnie Klara.

- “Nie wiem. Klaro” – powiedziałam sceptycznie – “To brzmi w twoich ustach bardzo prosto".

(..)

Oczekiwałam od niego bardziej precyzyjnych wyjaśnień tego, co rozumie przez intencję. Emilito przeniósł więc tłumaczenie na bardziej osobisty poziom. Stwierdził,
 że wszystko co opowiedziałam o sobie Klarze, świadczy o tym, że moją intencją była całkowita porażka. Zawsze przejawiałam intencję, krótko mówiąc, by być zdesperowaną, szaloną i zagubioną osobą.

“Klara przekazała mi wszystko, co jej o sobie powiedziałaś” – kontynuował. Emilito cmokając swoim językiem – “Przykładowo, mógłbym powiedzieć, że wyskoczyłaś wówczas w Japonii na arenę walki, nie po to, by zademonstrować swoje umiejętności lecz w tym celu, by potwierdzić swoją intencję do przegrywania".

Zwrócił się do mnie z naciskiem, mówiąc ze wszystko co dotąd robiłam było naznaczone chęcią przegrywania. Z tego względu bardzo ważną rzeczą, którą robiłam w chwili obecnej, było przeformułowanie i znalezienie nowej intencji. Dodał, że znów            intencja nazywa się intencją czarownika. Nie oznacza ona robienie czegoś nowego, lecz przebicie się przez tysiącletnie trudy gatunku ludzkiego i odnalezienie oryginalnego działania.

[Cytowałem już nie raz M. Rafaela (albo H. Reeda, hehe), że oryginalność nie polega na tym, żeby wytworzyć coś absolutne nowego – byłoby to bezwartościowe, jak lokaj w „Tangu” Mrożka (skrót myślowy) – polega na tym, co sugeruje etymologia „origin” – by dotrzeć do i uchwycić korzenie nas samych i rzeczy Świata.]

(..)
 Powiedział, że w obszarze intencji czarownika nie ma miejsca na porażki. Czarownicy mają przed sobą tylko jedną perspektywę odnosić sukcesy we wszystkim, czego się podejmują.

Aby uzyskać wgląd pełen mocy i jasności czarownicy muszą przekształcić całe swoje istnienie. Do tego potrzebne jest zarówno głębokie zrozumienie, jak też siła wewnętrzna. Zrozumienie pochodzi z przeprowadzenia rekapitulacji swego życia. Natomiast siła gromadzi się pod wpływem nieskazitelnego działania.

[Inaczej przecież osłabia nas najbardziej własny żal do siebie samego, prawda?]

[podane wyżej fragmenty – poza tym, co nie piszę w kwadratowych nawiasach pochodzą z przypadkowo ściągniętej krótkiej powieści w formie wspomnień – jest to jakby „żeńska wersja Castanedy” – opowiada o treningu kobiety, analogicznie do treningu autora przez Don Juana Matusa. Może nie jest to tak nowe jak klasyczny cykl Castanedy, ale widać po coś przypadkiem na to trafłem. Choćby po to, żeby tutaj zacytować – a wcześniej po to, żeby wywołać u mnie pewne skojarzenia..) [jeśli ktoś chce namiary na tytuł i autorkę albo nawet chciałby otrzymać, mogę przesłać link, na którym znalazłem – wystarczy zgłosić takie zapotrzebowanie – np. w komentarzu..]

Tak pisałem zaś 13 lat temu:

(..) Dwie rzeczy można jednak na wstępie o pseudointelektualiście powiedzieć:
 że jest słaby i że pragnie. Biorąc pod uwagę cyklofreniczne rytmy życiowe większości pseudointelektualistów pragnie on raz samozbawienia, raz sa mozabawy a bywa żei samozagłady, będąc onanistą i ofiarnikiem w jednym. 
W modelu pseudointelektualnej potencjalności należy przyjąć, iż w codziennym postępowaniu, owym nizaniu najdrobniejszych ludzkich czynności na łańcuszek - wieniec, który ma ozdobić czoło lub chociaż ogrzać ciemię, króluje ekstremalny rodzaj minimalizmu, codziennie oczekuje się jednak efektów i skutków maksymalnych, przekraczających, nieprzeciętnych, genialnych. Parafrazując Kołakowskiego - pseudointelektualista chce minimalnym staraniem osiągać maksymalne rezultaty. (..)

(Z „Podręcznika Pseudointelektualisty”, 2005, Zakopane, tę krótką eksperymentalną książkę już linkowałem we wcześniejszych wpisach).

 

Następny odcinek – z pewnymi przykładami dotyczącymi tutaj 
poruszonych wątków – już pojutrze! 

Na koniec zaś trochę..sztuki.

I sportu.

Warto bowiem zachować uniweralność – a Prawdą jest też, że Duch zdrowy
rychlej będzie w zdrowym ciele.

Stąd pochwalę się konceptualną fotografią, którą zrobiłem
i ukończyłem dzisiaj, bo mi się podoba ta moja robota.

Za piłka nożną nie przepadam, ale to akurat jest 
GWIAZDA PIŁKARSKA – w zagraniu zwanym: OUT.

fot i wykonianie: Marat Dakunin

Sporty walki też są sportami.
Czasem jednak trzeba na serio zmierzyć się z przeciwnikiem.
Pamiętać jednak warto, że ważne także JAK się wygrywa, 
nie tylko, ŻE..
A bronią Niebieskich, bronią szlachetną – jest broń biała.

I – też z ostatnich dni – mamy tutaj przykład takiego operowania
czym co może jest jakąś dzidą, lancą może dłuższą szpadą etc.

wszystkie niepodpisane fot. na tym blogu też są moje 🙂

 

A – będąc przy szermierce tych na Górze, Szermierce Ducha,
mamy na to przykładów i wizualizacji więcej,
że – kończąc – przypomnę ten oto wpis – zapraszam serdecznie
kto nie widział, a kto widział: czemu nie zobaczyć raz jeszcze. 
Mi się te fotografie dalej podobają. Ale też mi jest 
łatwo – i niewielka w tym jakaś moja zasługa czy umiejętność!
Przecież ja tylko utrwalam to, co do mnie przychodzi.
A czasem nawet nie utrwalam, wtedy, najbardziej komiczne
i pocieszne, pocieszają mnie gdy przychodzą chwile smutku.
Dziękuję moim modelom i dziękuję za Pomoc (..)! 58

Szermierka Ducha

Tymczasem!