Gnosis

Miałem „blok”.
Nie wiedziałem ostatnio o czym napisać.
Nie, nie – że na siłę. Aż za dużo prosi się o czas i miejsce.
Ale trzeba ustalać priorytety i kolejność..oraz dobrać
najlepszą, najprostszą i najczytelniejszą, służącą CELOWI formę.
Chciałem użyć, tak szczęśliwie przecież znaleziony w stole,
pamiętnik.
(link)

Ale w tym pamiętniku – przynajmniej na pierwszych 20 stronach
– tylko o pracy, pracy, pracy, wysiłku. Jak lepiej się poświęcić pracy,
jak lepiej swe leniwe czy rozbiegane ego samoograniczyć.
Zwieść się nie dać – ino: tylko tyrać!
Pomyślałem – jejku, jak to atrakcyjniej przedstawić?

Ale dziś wpadłem na inny pomysł.
I Bogu dzięki..bo pomysł ten,
przybliża nas do Celu.
Bo, to, że ja, to wiem, jaki mam cel, to jedno.
I też wcale nie proste:
bo dojść do tego prawdziwego Celu
(które ma moje prawdziwe JA,
a nie setki iluzorycznych tyranów)
też nie było sprawą łatwą
i oczywistą. Zajęło lat prawie 40..

Niemniej – wydaje mi się, że go znam.

Ale po co ja piszę ten blog?;
blog przyklejony do strony Cassiopaea.pl.

Tak, to jest w pewnym sensie blog wewnętrzy.
Ale cel ma jak najbardziej zewnętrzny –
Ktoś na Zewnątrz mnie być może coś co napiszę przeczyta.
Ten Ktoś to Czytelnik. Czytelnik, któremu, chyba, jestem
winien pewne wyjaśnienia, przynajmniej zanim zacznę
zachęcać go do poświęcenia Siebie i do..tyrania 🙂
W istocie te Zewnątrz, najlepiej gdyby opadło, gdyby treść,
a forma ma temu tylko służyć, jak najlepiej trafiła do Wnętrza.
Tego kogoś, kto jest na Zewnątrz.
Zatem jest to, w pewnym sensie, transmisja,
z Wnętrza do Wnętrz – Innych.

No więc właśnie!
Dobrze byłoby jednak, trochę wyraźniej, zasygnalizować Cel,
tak by Inni mogli się, co do tej pory, zdałem sobie sprawę,
mogło nie być wcale jasne, zorientować co do niego. Co do CELU.
No i co do mnie.
A na końcu, finalnie, tak byłoby najlepiej i to byłoby
jak najbardziej Celowe: by się Inni mogli zorientować też co do Siebie,
co do swoich Celów. Celów swoich Wnętrz. Celów ich prawdziwych „Ja”,
nie tych iluzorycznych, leniwych, przewrotnych małych tyranów
(petty tyrants).

Wydaje mi się zatem, że nie bez kozery byłoby tutaj sięgnięcie do
całości już skończonej (bo Ja, to proszę Sz. Państwa, mam robotę..
dopiero.. rozgrzebaną..:-); przez kogoś w miarę Wartego Zaufania,
całości, która dorobiła się opinii rzetelnej, pomocnej, Prawdziwej.
Co nie bez znaczenia: wyrażonej prosto i klarownie. I co najważniejsze:
w zasadzie ogniskującej się wokół tego samego, z Natury, Celu, co mój.

Poświęcę temu, tak to ważne, kilka wpisów.
Dlatego w następnym wpisie, za kilka dni, przetłumaczę dla Was, a właściwie strawestuję wstęp do II Tomu Gnosis, autorstwa Borysa Murawiewa.

Książka ta ma w podtytule:
„Studia i komentarze na temat Ezoterycznej Tradycji
Wschodniej Ortodoksji”.

W tym miejscu chciałbym jednak, śladem Autora, Borysa,
wyjaśnić pewną sprawę.

Pojawiło się tutaj dźwięczne słówko EZO..

Dużo tego, i w Dawnych Wiekach, i Obecnie – już nawet nie wiem,
czy teraz nie więcej (o wiele: za dużo) tego EZO w okół nas.
Po części kwestia to niewinnych zabaw, ale po części, o wiele groźniejszej sprawy: Fałszywych Proroków. O nich napiszę także, następnym razem.

Lecz teraz małe wyjaśnienie od Borysa i ode mnie:
Ezoteryka to po prostu Nauka Wewnętrzna.

Zdaje sobie sprawę, jak wiele tutaj niejasności, nieporozumień i fałszów.
Dlatego nawet nie zamierzam się w nie wdawać i z takowymi dyskutować. Podaję zaś, klarownie, to, w czym chcę zgodzić się z Borysem Murawiewem..

Już Duns Szkot Eriugena zauważył, że mamy tutaj do czynienia z pewnym przekłamaniem lingwistycznym, zrodzonym poprzez określone tłumaczenie greckiego słowa. To przekłamanie sprawiło, że to, co lepiej jest rozumieć, jako „wewnętrzne” zostało obarczone znaczeniem „sekretny”, „ukryte” – czy tym podobnym.

Constantine Cavarnos, współcześnie, pisze:

Pierwszy rodzaj filozofii, filozofia Zewnętrzna, wyrosła ze starożytnej filozofii (nauki) greckiej oraz wczesnych wieków chrześcijańskich. Drugi rodzaj filozofii, „wewnętrzna” – jest identyczna z religią. Ten termin jest używany by oznaczyć nauczenia ortodoksji chrześcijańskiej w ich całości; pewne praktyki wewnętrzne, szczególnie wewnętrzna uwaga (gorliwość, wiara) i Pokój Ducha oraz życie klasztorne.

Widzimy tutaj, że mamy dość ścisłe odniesienia chrześcijańskie.
Nie jest jednak moją intencją akcentowanie tutaj tego elementu „przynależnościowego” – piszę się tutaj raczej o pochodzeniu czy
też „ścieżce konserwacji” danej nauki czy praktyki.

Chodzi mniej więcej o to, że religie Wschodu posiadają obecnie,
i od dawna, w pełni akceptowalny i praktykowany segment
(nauk i praktyk), które koncentrują się na rozwoju wewnętrznym
człowieka – choćby praktyki Zen czy też Joga.
W przypadku chrześcijaństwa, czy też ogólniej: świata Zachodu sprawa jest
o wiele bardziej skomplikowana. Lecz o takiej właśnie wiedzy wewnętrznej,
z natury powiązanej i bliskiej Zachodowi (przez to dla człowieka Zachodu,
o określonej mentalności i zasobach doświadczeń kulturowych), tutaj mowa.
To, że jest ona łączona ze chrześcijaństwem, podkreślam, że teraz wypowiadam się ŚCIŚLE JAKO Marat Dakunin, pozostawiając na chwilę Borysa, jest wynikiem zaszłości historycznych i cywilizacyjnych: nie da się ukryć, że światopogląd
i struktury chrześcijańskie współtworzyły filozofię i cały świat Zachodu
w stopniu przemożnym, trudno chyba by wskazać tradycję
o większej tutaj sile oddziaływania.

Niemniej jednak, chciałbym (Marat Dakunin) podkreślić, że:

  • choć w pismach chrześcijańskich (przede wszystkim Ewangeliach) wiele jest prawd, które mogą zostać z najwyższym pożytkiem spożytkowane na rzecz Prawdziwej Wiedzy Wewnętrznej i rozwoju człowieka, to jednak są to pisma
    i przekazy w ogromnej mierze zepsute, skorumpowane i wykrzywione, już
    przy ich powstawaniu ale i później;
  • – w jeszcze większej mierze wykrzywia Prawdę i Przekaz oraz to, czym były
    w przeszłości, ale i czym są teraz, struktury – mniej lub bardziej instytucjonalne – kościołów i innych organizacji, które uznają się za chrześcijańskie. Dokonywane w ramach tych organizacji interpretacje i przekazy interesują nas tylko o tyle, o ile mogą być zgodne z Prawdą Odwieczną;
  • – po trzecie wreszcie, co zabawne, choć naprawdę bardzo Smutne,
    religie, w tym, bez żadnego wyjątku, chrześcijaństwo, tak jak jest najczęściej
    praktykowane i wiedza poprzez nie NAJCZĘŚCIEJ szerzona –
    w istocie odwodzą nas od
    Prawdziwej Duchowości niźli do niej zbliżają!
    Temat to rzeka, poza tym – rzeka to pełna potworów i przyczyn
    do kłótni a nawet – jak wiadomo – wojen i tortur, więc z rzeki tej
    wylewam tutaj jedynie tę skromną łzę Prawdy. Tak, jak ją widzę.

Dlatego, co podkreślam, choć można mówić o tzw.
Ezoterycznym chrześcijaństwie (takiego pojęcie używało się w kręgach
nauki G. I. Gurdżijewa), to nie jest moim zamiarem identyfikowanie tego,
o czym piszę, co i jak interpretuję itp. jako „chrześcijańskie”.
Dlaczego takie zastrzeżenie uważam za konieczne i co jeszcze
się z tym wiąże stanowi bardzo złożony i bogaty objętościowo temat;
będę do niego nawiązywał tam, gdzie kontekst będzie tego wymagał,
w przyszłości.

Poprzez lata ta „ezoteryka” uformowała Tradycję, sztukę i dyscyplinę wiedzy, która mogła istnieć (i jak najbardziej istniała) także przed czasami Chrystusa,
ale która obecnie została asymilowana do „wewnętrznego znaczenia chrześcijaństwa”.

Ta Tradycja, która w Starożytności była tylko ujawniana w misteriach
(i tutaj, rzeczywiście, wymagano oraz ślubowano tajemnicę) została przekazana
z Egiptu (ważne też jednak, który Egipt ma się na myśli – zaznaczam tutaj, Marat Dakunin. A kwestię tę rozwinę nie tak szybko..) przez Mojżesza do Judaizmu oraz do Grecji przez Orfeusza i Pitagorasa.

mal. F. von Stuck

 

We wszystkich czasach, niemniej obecnie jest to wręcz chorobliwe,
ludzie starali się interpretować „Wiedzę Wewnętrzną” w kategoriach swych zewnętrznych doświadczeń.
Ale wiedza i sztuka (także w rozumieniu: praktyki, umiejętności)
jest W ZNACZENIU, NIE W SŁOWACH, i wiele pada ofiarą takich poczynań, często spowodowanych złą wiarą, lecz jeszcze częściej dobrą, lecz nazbyt prędkim sercem i nienawykłym do trudu i poświęcenia staraniom. W wyniku dążeń ludzi złej woli oraz dobrej woli, lecz wadliwych (najczęściej winne tu było duchowe, ale i czysto fizyczne: lenistwo) narosła, jakby w krzywym lustrze, zbieranina „EZOTERYZMÓW” o zupełnie opatrznie pojętym znaczeniu, praktykach oraz wadliwie eksplikowanej wiedzy.

John Tauler powiedział o tych, którzy słuchali kazań jego mistrza, którym był Meister Eckhart:

„Mówił z punktu widzenia wieczności, a oni słuchali go z punktu widzenia doczesności”.

Tak więc, wiedza ezoteryczna jest ze swej natury bardzo narażona na zepsucie,
a zepsuta, umiera (umiera w niej Prawda). Ponieważ jednak Czas jest rychły (podkreślenie moje: MD) musi być odnowiona i przeformułowana.
W międzyczasie ZNACZENIE jest utrzymywane przy życiu w społecznościach
lub szkołach (mając na myśli te Prawdziwe, nader rzadkich – podkreślenie moje – MD), które symbolizuje nazwa „arka”, jako, że jedną z nich była starożytna arka Noego.

Wymownym znakiem zepsucia przekazywanej Wewnętrznej Wiedzy
jest właśnie fakt, że zaczęła ona być rozumiana jako sekretna, tajna.
Zatem zaczęto sobie wyobrażać grupę uprzywilejowanych, jakąś elitę, która zazdrośnie strzeże tajemnic i dopuszcza do nich tylko wybranych
(i to wybranych, na podstawie, dość niesprawiedliwych, ogólnie rzecz biorąc, kryteriów. Za kryteria sprawiedliwe można uznać w zasadzie tylko: skalę czyjegoś poświęcenia WŁAŚCIWIE ROZUMIANEJ sprawie (wewnętrzny ogień) oraz nakład uczciwej pracy, wysiłków, trudu danej osoby, stosownie do jej uzdolnień (a więc dla każdego różny!).

Nierozumiany, pomijany albo zapominany jest PSYCHOLOGICZNY
aspekt Wiedzy Wewnętrznej, oraz fakt, że mówi ona o świecie poprzez
WNĘTRZE CZŁOWIEKA – podług reguły, że droga do Boga wiedzie
przez Nas Samych, szukać należy w swoim Wnętrzu.

To, że ISTOTA tej wiedzy i praktyki jest nierozumiana przyczynia się
właśnie do postrzegania jej jako SEKRETNEJ.
Drugim, w praktyce najczęstszym, powodem, jest nasze lenistwo,
ponieważ, jeśli coś, dla zrozumienia czy też opanowania,
wymaga od nas olbrzymiej ilości trudu oraz wysiłku NOWEGO spojrzenia na rzeczy, ale przede wszystkim NA SIEBIE SAMEGO, w nowy sposób,
co bardzo istotne – niedopuszczający żadnego SAMOOKŁAMANIA
to, nie przyznając się przed samym sobą, co ważniejsze nawet,
albo przed innymi do tego, że brak nam zdolności lub wytrwałości,
nazywamy coś, czego z tych powodów nie praktykujemy i nie opanujemy, zastrzeżonym (sekretnym, tajnym itd.) w jakiś specjalny,
niesprawiedliwy wobec nas, sposób.
A tak nie jest.

Mało tego: nic bardziej mylnego.
To właśnie Wiedza Wewnętrza, Ezoteryka – właściwie rozumiana,
jest OTWARTA DLA KAŻDEGO, kto uczciwie, dążeniem serca, rozumu
i nagięciem ciała, chce poznać Prawdę o sobie.
To właśnie tutaj nie ma miejsca na wszelkie
„zdobycie czegoś mniejszym kosztem”, ułatwiania sobie pracy,
mniej lub bardziej subtelne oszustwa mające zaoszczędzić trudu i wyrzeczeń.
Te wszystkie NIEUCZCIWE TRANSAKCJE, podejmowane by zdobyć coś wartościowego, są typowe dla ZEWNĘTRZNEGO ŚWIATA,
dla naszego codziennego doświadczenia w „normalnym” życiu:
widać je tam wszędzie – w handlu, polityce, mediach, a także, i może nawet przede wszystkim, tam są bowiem najbardziej groźne duchowo –
w praktykowanych religiach. W tym, jak obiektywnie to wygląda..

W wiedzy i praktyce Wewnętrznej nie ma miejsca na NIEUCZCIWOŚĆ.
Twoja nagroda, będzie dokładnie odpowiadać zapłacie, na którą się zdobyłeś.
Jeśli kupiłeś coś tanio, tanią rzecz, WARTOŚĆ, kupiłeś.
Jeśli zapłaciłeś całym życiem i oddaniem całym sercem –
kupiłeś rzecz NAPRAWDĘ wartościową.
Albowiem, także w przypadku Wiedzy i Praktyki Wewnętrznej, można osiągać „nieczyste”, wadliwe rezultaty. Lecz są one doczesne, i co za tym idzie, nietrwałe.
Czyste starania owocują czystymi osiągnięciami, a te są nieprzemijające.

Gnoza zaś jest WIEDZĄ i SZTUKĄ,
która na powrót łączy człowieka z Bogiem.

A dzieje się to poprzez zwrócenie się poszukiwań człowieka
do swego własnego wnętrza, poprzez WIEDZĘ WEWNĘTRZNĄ
bowiem osiąga się Gnozę.

Jak przepraszać ? (P;1-2)

Pamiętnik; 1

Czytam to czego Ktoś domaga się od siebie i wzdycham..

Trudna sprawa.

Bo przecież!
Nawet intuicja – nawet ona, przynajmniej ta najwartościowsza – nie spada z Nieba, pojawia się zwykle w nagrodę po wcześniejszych świadomych staraniach.

Intuicja,  przeczucie – „Po prostu wiem, skąd i dokąd” – mówi tropiciel. Lecz wcześniej lata doskonalil swoje wyczucie i przewędrował z napiętymi zmysłami puszczę. Teraz „po prostu wie..”, ale jakie to trudne dla kogoś z miasta..

Fotografie, choćby.

minutowa zabawa dzisiejszą górską fotografią

Nigdy w trudzie nie uczyłem się pstrykać..Kicze mogę produkować w rytmie techno.. i mam i do nich sympatię czystej zabawy.

Trud? Wysiłek?

Łatwość niezrównana!

Lecz uporządkować zbiór, pliki; zadbać by były widoczne, by kogoś lepiej cieszyły nie jest już rzeczą zupełnie bez wysiłku.. Wyznaję z krzyżem na sercu, że ciągle przekładam zorganizowanie lepszej, dedykowanej temu przestrzeni.. nawet tylko internetowej.

Ale są rzeczy ważniejsze niż zdjęcia chmurek.
Ważniejsze niż sztuka.
Bardziej podstawowe.
Bardziej mówiące o tym,  KIM naprawdę  – kim rzeczywiście jesteśmy.

Na przykład: PRZEPROSINY.

..

Słyszałem, że niektórzy ludzie mają wielki problem z przyznaniem się do błędu, ze szczerymi przeprosinami czy nawet z jakimikolwiek. Ale mnie to nie dotyczy..
Ba, nawet lubię szczycić się sam przed sobą,  że znam swoje wady, umiem je uznać, potrafię mieć się z humorem i swadą za gorszego, przeprosić.

Niepokoi mnie to.

To – uznanie błędu, ustąpienie drugiemu, przychodzi mi zbyt łatwo. Niby świadome, ale wysiłku nie ma, ba, nawet jest łatwość..

Niepokoi mnie to, czy aby tutaj gdzieś nie kryje się skomplikowane, wielopiętrowe samooszustwo..

Nie, nie odczytajcie tego jako masochizm, samobiczowanie. Nie, to nie to..nie lubię bólu, naprawdę nie przepadam za umartwianiem się, wynajdowaniem sobie kar..
To nie to, zapewniam.
Nie samobiczowanie w tym jest, raczej wyrachowanie, kogoś nieziemsko sprytnego, kogoś, kto czasem obejmuje nade mną władzę. To ktoś kto perfidnie dba o swój interes.. Ale czy o mój?

Człowiek,  w stanie naturalnym nie ma jednego „Ja”, ma JA różnych mnogość.. Wielorakie osobowości, czasem te perfidne chcą oszukać tą poczciwą..

Ta jest jedyną.

Ciekawe to, przypomina słynny passus powieściowy:

Każda szczęśliwa rodzina jest do siebie w tym podobna, lecz każda nieszczęśliwa jest nieszczęśliwa na swój własny sposób..

* A jednak, z drugiej strony, ludzie etyczni i empatyczni mają bogate życie uczuciowe, zaś upośledzenie pod tym względem psychopatów sprawia, że np. seryjni mordercy są do siebie tak podobni – w metodach, ideach fix, modus operandi, rożniąc się mniej więcej tyle między sobą, co drzewa w parku (jak zauważa wytrawna badaczka tematu Laura Knight – Jadczyk).

Oszukujemy się i kłębimy w środku, niekiedy jak chmura gradowa!

Ale kto w końcu jest oszukany najbardziej?  Kto traci w Sprawiedliwym obrachunku?
To JA Prawdziwe, to ono traci, jestem o tym przekonany. Może się wręcz, wśród tych innych „Nas”, to nasze zapalone kiedyś bożą iskierką duszy Ja zatracić..
Mogą nas te mnogie JA zgubić.

Możemy się zgubić. 

Lecz co z tym począć? Jaka rada? Czy te pętle zataczane są przez egocentryzmy?; są bez wyjścia? Bez ujścia z labiryntu?
Właśnie – bo egoizm, egocentryzm może być dobry, służyć dobrej sprawie; działa w naszym interesie..Ale gdy w człowieku zataczają swoje własne kręgi,  swoje poletka interesów mnogie „Ja”, to wzajemnie się zwalczają, energię się znoszą, człowiek jako całość chodzi w kieracie, dryfuje bez celu, gubi..

Cóż począć?
A ten tekst, to co piszę w tej chwili, to o czym piszę, czym jest naprawdę? Czy jest dla mnie czy przeciwko mnie, czy dla tego Kogoś kogo naprawdę chciałem przeprosić?
Przecie pisze mi się go…zbyt łatwo!
Ale! Nie dajmy się też zwariować, nie można zasady świadomego trudu w ten sposób rozciagac ad infinitum, redukować do absurdu..

Gdzie zatem świta jakąś możliwa do akceptacji ścieżka?

Pamiętnik; 2

Mam pomysł.

Prosty, przyszedł łatwo. Ale jego uczciwa konsekwentna realizacja już taka może nie być..

Bo przecież,  wspomniałem wyżej, że rzeczy, którymi się szczyce przychodzą z łatwością..
Są jednak też rzeczy przeciwne – których się prawdziwe wstydzę, do których przyznanie się wymagałoby jednak wysiłku, byłoby trudne, wywołałyby pewną przykrość..strach..niepewność..

To rzeczy, które piętnuję, które mam za niskie,  podłe, trywialne, brzydkie..których nie popelniam, których się brzydzilbym w sobie o wiele, wiele bardziej niż zauważone w innych..
Dla Innych jestem wspaniałomyślny, przymykam oko, ignoruje, wybaczam.. Jak chciwostki, jak świętoszkowatość, jak podla zawiść..Jak hipokryzja i dwulicowość, której od zawsze nienawidzę bardziej chyba niźli wszystko inne..
Te, których nie popełniam, dlatego mogę wybaczać je z łatwością u innych..

Dziwnie brzmi to zdanie..

A gdyby je odwrócić?

Te, których nie popelniam.

Te..

Czy aby?

Odwrócę zakrytą kartę, przejrzę wroga głęboko w sercu..

Te, wstrętne  które popelniam, dlatego mogę je wybaczyć łatwo u innych..

Czy tak?

Spoglądam jednak wokół, na różnych ludzi i widzę często:

Te, wstrętne,  które popełniam i dlatego Nie mogę ich, nie łatwo, wybaczyć u Innych..

Której wersji bliżej mojej prawdy? Bliżej mnie. Jakiego mnie, jakiego Ja”?

Tego, odpowiadam, którym chcę być, którym chcę sie stawać.

Tego Ja.

Z trudem.

Świadomie.

Już wiem, trochę więcej wiem jak przepraszać.

Ma(Ra)t

PS pisałem i opublikowałem przez telefon. Był to pewien wysiłek..

 

 

 

Wysłano ze smartfonu Sony Xperia™

 

Pamiętnik znaleziony w stole

Wróciłem z Beskidu Żywieckiego – chyba to już ostatnia
tegoroczna wyprawa. Noce dłuższe, dni krótsze – jesień,
a później zima – a z nimi dużo zaplanowanej, często nawet
odłożonej Pracy.

Ale sercem (i nogami, które jak zwykle, jeśli bolą, to od hamowania
przy schodzeniu, nie od wspinaczki..) jestem jeszcze w górach.
A miałem od tych wycieczek przerwę prawie 8 letnią.

Przypominają mi się moje notatki sprzed lat, z górami
właśnie związane.
Pisałem wtedy na przykład o UFO nad Babią Górą (Diablakiem)
Czy Pan wierzy w UFO w Beskidzie?https://www.salon24.pl/u/kalokagatek/105764,czy-pan-wierzy-w-ufo-w-beskidzie„.
Z notki poznikały zdjęcia, ale treść jest!
W zamian zamieszczam zdjęcie świeże, z Pilska:

Krzyże na słowackim szczycie Pilska i Mama

Kupiłem sobie stolik. A w zasadzie dwa stoliki.
Jeden, bo ładny i tajemniczy. Drugi – funkcjonalny. Do pracy.
Czy aby na pewno? Próbując go złożyć do kupy o mało
szlag mnie nie trafił..
Trzeba uważać, jeśli się jest z natury cholerykiem,
negatywnych uczuć nie warto wyrażać. Ale nie trzeba też ich tłamsić.
Najlepiej je, nikogo nie krzywdząc, pozytywnie rozładować.

„funkcjonalny stolik”

Wszystko przez to, że mam złe przyzwyczajenia.
Przyzwyczaiłem się pracować na leżąco. W związku z tym
zamówiłem sobie stolik o regulowanych dwóch wysokościach:
aby można było z niego korzystać i leżąc na łóżku i siedząc przy nim.
Złe przyzwyczajenia to nałogi.
Dobre – nawyki.
A takie, co dotyczą w sumie pracy, ale na leżąco, jak nazwać?

Ha! – ale cóż za przypadek! W drugim, tajemniczym stoliku,
znalazłem ukryty pamiętnik! Jakież to kierkegaardowskie.

Proszę, Ktoś pisze o Syrenach!
Co wyczytam, zapewne się tym podzielę!

A przecież 8 – 9 lat temu pisałem dużo właśnie o Sorenie Kierkegaardzie..
Pomiędzy wycieczkami górskimi pisałem np. tak
(w notce pt. „Trzy Korony i Czwarta..” –
https://www.salon24.pl/u/kalokagatek/72439,trzy-korony-czwarta-cz-2-1-2):

(..) Gurdżijew definiuje takie 
człowiecze centra:

- Centrum Intelektualne rejestruje myśli, 
kalkuluje, łączy, bada etc.;
- Centrum Emocjonalne ma w swojej domenie 
uczucia oraz poddane obróbce /?/ doznania i 
namiętności; 
- Centrum Ruchowe zarządza pięcioma zmysłami, 
gromadzi w organizmie energię poprzez jego 
instynktowne funkcje i przy pomocy jego funkcji 
motorycznych kieruje zużywaniem tej energii (tu 
chyba chodzi głównie o działanie..)

Było o tym w tej notce i w tej notce.

Dziś miałem ważkie dylematy. M.in. wybierałem 
trasę, którą przejdę górskie szlaki.
Jedne były dłuższe, ale proste, drugie były 
cięższe (ale w sumie i tak lajtowe) , jedne 
dawały perspektywę spotkania wielu turystów, 
inne wydawały się mniej uczęszczane. Czas był 
mocno ograniczony..

Na tych samotnych najłatwiej myśleć, choć 
myśleć wśród ludzi (Dzień Dobry! Dzień Dobry) 
jest szlachetniej (a może jakaś wartość dodana 
się trafi). 
Te cięższe dawały perspektywę szlifowania woli 
i ciała. 
Te ludne stwarzały (nikłą, bo nikłą) możliwość 
spotkania czarującej czarodziejki i 
ewentualnego zakochania się. 
Były też tzw. szlaki sentymentalne, 
przywołujące drgania uczuć z przeszłości. 
Centrum emocjonalne by się więc nasyciło. 
Rzuciłem monetą. 
Wypadł 3 razy orzeł.
Gdy wypada 3 razy orzeł to jak wiadomo jest to 
wg I-Cing stare Yang (albo Yin) 
i się długo nie utrzyma...
Wydaje się, że Platon pisał o trzech częściach 
duszy i stąd:
mądrość – jest cnotą części rozumnej, 
w męstwo – ma się wykształcić część impulsywna 
a panowanie nad sobą jest cnotą części 
pożądliwej. 
Cnota sprawiedliwości utrzymuje je w harmonii.

Dobra stanowią hierarchię, lecz na jej szczycie 
nie jest żadne z dóbr realnych ale sama idea 
dobra.

Celem jest zatem osiągniecie miłości samej idei 
dobra i piękna.

Wędrując jestem właściwie przekonany, iż 
osiągnąłem taką miłość.
Oczywiście, jest to bzdura, gdyż to mało warty 
sentymentalizm najpewniej
(nawet jak piesek górski przyskoczy). 
Czy w melancholię nie pcha często właśnie taka 
nieumiejętna 
(praecox ?) miłość do samych idei?

Wg Platona jednak poprzez cele realne, 
względne, skończone, można osiągać cele idealne 
i wieczne.

 

Sprawdziłem też, co pisałem 9 lat temu 1 października. Otóż nic nie pisałem.
Ale pisałem 29 września oraz 4.X.

Cytuję tam m.in. Rilkego

Nieznana cierpień przyczyna
Miłość niewyuczona
I dotąd niezdarta zasłona
Z tego, co dzieli nas w śmierci

(R.M. Rilke, Poezje wybrane)

Zdaje mi się, jakbym tyle lat temu zajmował się podobnymi sprawami,
co teraz.
Czyżbym więc ani trochę się nie postarzał? – nie rozwinął,
nie ewoluował?
A jednak – przecież po drodze, umarłem.
A jednak – jestem w miejscu podobnym – lecz trochę gdzie indziej.

 

Rzeczywiście, Ark kiedyś napisał:
– Żeby samemu zajść wyżej, trzeba podać rękę tym, 
którzy są niżej na drabinie. Tak to już jest urządzone..

mal. William Blake

Prace, cele, metody, techniki

Jak mawia Arkadiusz Jadczyk: jak najbardziej chwal się –
rzeczami nad którymi się napracowałeś albo uczciwie ci wyszły.

Skończyłem dziś zasadniczy etap, rzeczy, która mi się
strasznie przeciągała w czasie, której nie powinienem
się podejmować, bo nie znam się na tym i raczej nie mam
do tego tzw. drygu. Ale – mimo strasznej obsuwy czasowej,
jest to skończone – na tyle, że nawet zajmowanie się dalej
tym samym będzie już proste i szybkie.

Teraz przechodzę do bardzo istotnych prac, – jest reguła
First things First” – „Pierwsze rzeczy (niech) są Pierwsze„.

A także reguła: uczyń najważniejszą rzecz nie główną a jedyną,
której się poświęcasz
.  Tak uczynić, z pewnych względów, nie mogę
– a to dlatego przede wszystkim, że są to sprawy, zadania
i projekty o w zasadzie równym Najwyższym Priorytecie –
oraz dlatego, że są ze sobą powiązane, choć skutkują
na różnych polach, i to wydawałoby się odległych,
aż nie do pogodzenia: będą bowiem budowane by osiągnąć
cele i wyniki tak w płaszyźnie ideowej a nawet duchowej,
ale także materialnej i bardzo pragmatycznej, a może i..
politycznej..

Będę stosował w pracy: wysiłek fizyczny, umysłowy
i emocjonalny (sic!), będę używał metod logicznych,
psychologicznych
i – par excellence, mistycznych.

Będę posługiwał się technikami – m.in. IV Drogi (Gurdżijewa),
V Drogi (Marata) – tę drugą w zasadzie dopiero konstytuował
technikami procesualnymi (celem – jestem proces – żyj tak,
jakbyś miał jutro umrzeć – ucz się tak, jakbyś miał żyć wiecznie
),
technikami: ironicznego przypadku, techniką racjonalnej irracjonalności,
lekko zarzuconą, ale naprawianą techniką
Samozbawienia przez Samozabawę, oraz wieloma innymi,
powszednimi, zgodnie z kluczem i duchem technik
Zen i Kaizen – doceniania Małego i Zwyczajnego oraz
Metody Małych Kroków. Warto dodać, choć techniki Zen
widzę jako wartościowe, to meritum i zbytniego samolubstwa
w tej drodze, jak się wydaje, nie recypuję
(nie chcę tego recypować – a chcę:
Dzielić się tym, co mogę najwartościowszego
zdobyć – jeśli nie dzielimy się tym, co najlepsze posiadamy,
zaczynamy 
słyżyć sobie, a nie Innym – schodzimy na
lewą ścieżkę
..),  tak jak i ducha buddyzmu, który wydaje się,
mimo takoż cennych i wartościowych elementów i technik,
nazbyt pasywny
w podejściu do..Dobra.
[poprawka: Nazbyt pasywny w podejściu do ZŁA – to jest istotne!]

(przypominam sobie: 
- Jak bardzo jestem zatruty złem?
- To nie jest istotne. Istotne jest: jak bardzo jesteś "zatruty" dobrem.)

 

Kiedyś ukułem ironiczne hasło: – „Praktykuję mini-wkład do maxi-spraw” (nawiązanie do terminologii L. Kołakowskiego) i jego cyniczną wersję:
Chodzi o to, by minimalnym wysiłkiem osiągnać maksymalne rezultaty„.
Chcę te reguły uzdrowić, akcent kłaść na to, co w nich ekonomiczne, czyli efektywność działania, a nie na to, co w nich ironiczne (cyniczne tak naprawdę nigdy nie były, bo i ja nigdy nie byłem naprawdę cyniczny) – powodowane przeszłą melancholią.

Grafika górna – William Blake, fot. słońca na dole – Marat, kompilacja kolażu też M, cytat: Franciszek z Asyżu.

 

 

górna fot – Paul K. Feyerabend, błyskotliwy fizyk teoretyk i filozof nauki, autor metody „Anything Goes” (Wszystko Ujdzie – w..myciu?;–), autor m.in. wnikliwych studiów przełomowych odkryć naukowych, cenionego komentarza do Traktatu Logiczno-Filozoficznego Wittgensteina oraz wspomień pt. „Zabijanie Czasu” (z tego wszystkie w całości przeczytałem te ostatnie..)

 

moja kuchenka, Mamusia kupiła

 

Odmiana V Drogi wg G.I.Gurdżijewa (G.I.Gurdjieff), grafika na podstawie fotografii (c) M(ja,ja)

 

 

fot. na licencji creative commons (nie ja, Wspólne Dobro) 

Smoki i Węże

Wąż – jaki jest, każdy widzi.

Ze Smokiem – już trudniej –
reguła z „Nowych Aten” – choć zawodzi i w przypadku zwykłego węża,
w przypadku smoka – tym bardziej, stworzenie to wszak fantastyczne.

Ale nie tylko; bo także:
– symboliczne
– i mityczne / mitologiczne.

Czytelnicy fantasy zaś wiedzą także, że magiczne.

Więc coż? – wąż, smok: jaki jest – każdy widzi?

Oj, nie bardzo.

Oczy mamy do widzenia,
uszy mamy do słyszenia,
ale kto patrzy co na Niebie?
Kto słucha co śpiewa rytm
uderzeń skrzydeł ptaka?

[[Tu jest potrzebna mądrość:
– Jeśli ktoś, Ostatnimi Czasy, widzi, że ptaki wolniej machają skrzydłami,
i nie wie dlaczego – niech się odezwie do mnie (kontakt jest w menu
bloga – po lewej..) – wyjaśnię..]]

A tak w ogóle:

W sprawach widzenia – warto – zapytać dziecka.

A może i starca..

 

"W ostatnich dniach - mówi Bóg -
 wyleję Ducha mojego na wszelkie ciało,
 i będą prorokowali synowie wasi i córki wasze,
 młodzieńcy wasi widzenia mieć będą,
 a starcy - sny.
 (..)
 I sprawię dziwy na górze - na niebie,
 i znaki (..)"

(- Ks.Joela 3:1 
- Dz. Apost. Zesłanie Ducha Św 2:17-19)

 

Słabe to słońce, kruchutkie, skwierczy jak jajko rozbite do posadzenia na patelni. Jeśli jest patelnia, zwykle jest też i ogień..

jakiś taki z krowią/byczą głową – wspomnienia z Krety?

bez komentarza..

a to dzisiejszy:

a na koniec, mała pociecha:
– smocza skóra

i to (Ø)

(to przekreślone "o" powyżej- kto chce - może sobie skopiować (CRTL +C) i wkleić w google. A wtedy trafi do domu.)

Ducha nie gaśmy!

 

M

Szermierka Ducha

Nie wszystko wygląda różowo.

Znajoma pisarka powiedziała kiedyś:
– Nikt z nas nie może być do końca szczęśliwy,
biorąc pod uwagę to, co dzieje się na świecie.

To prawda. Ale co z tym robimy?
Przeważnie – nie biorąc pod uwagę przypadków patologicznych
– myślimy, że sami nic nie poradzimy, świata nie zmienimy.
A co ja z tym robiłem? Było jeszcze gorzej.
Swoją „niemożliwość bycia do końca szczęśliwym”
zamieniałem w argument na to, by robić jeszcze mniej.
Zaniedbując nawet siebie.
Śmierć, śmierć duchowa: jest dobrodziejstwem – ale tylko
gdy dane nam będzie się urodzić ponownie.


Gdy narodziliśmy się ponownie – Śmierć, ta, której trzeba się
prawdziwie obawiać – już nam nie grozi!

fot. Marat Dakunin


Ale wciąż nie mamy gwarancji, że robimy wszystko, by i Innych
od prawdziwej śmierci zachować. Więcej nawet: mamy gwarancje,
że jeśli nic nie zrobimy – stracimy i samych siebie!
Do zwycięstwa zła nie trzeba nic więcej niźli tego, by
„dobrzy ludzie” nic nie zrobili.
Niech wiatr zabiera nas w podróż zawsze zgodnie
z naszą Prawdziwą wolą i do miejsca, które
jest nam drogie, które wybraliśmy już dawno!
Tymczasem, tak często, niemal codziennie, zdarza się nam
dryfować bez celu!

 

{Ew Jana, 3:2-8)

"Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego. Nikodem powiedział do Niego: «Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?» Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha»."

[Ew Mateusza 16:14]
 "Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z Mego powodu, znajdzie je."

Dookoła nas toczy się walka.
W nas toczy sie walka.

Carlos Castaneda napisał kiedyś (parafrazuję):

- Drapieżnik, który na nas poluje, który nami się żywi, to diabelska wręcz, przewrotna, barokowa inteligencja. Abyśmy jeszcze łatwiej wpadali
w jego sidła, DAŁ NAM SWÓJ UMYSŁ..

Czy Ty mnie słyszysz?
Czy rozumiesz???

Drapieżnik dał nam swój umysł!

Walka to walka. Nie my jesteśmy agresorem.
Ba, nawet nie jesteśmy konsumentem..
Ważne jest: jak się walczy. A także jak się zwycięża.

Bronią Światła jest broń biała. Szermierka – to szlachetna sztuka.

Więc – lance, szpady, miecze — w pogotowiu! Dłoń na rękojeści!

 

Drapieżnik nie przestaje obserwować..

Drapieżnik, który dał nam swój umysł!

Nawet w głowie małego lewka może czaić się demon!

 

(c) fotografie Marat Dakunin (wszystkie zawierają kształty widoczne na niebie
w ostatnim czasie, nie zmodyfikowane w jakikolwiek sposób komputerowo; 
edycja fotografii obejmowała głównie konstrasty, szczegóły, rozmycia)

Interludium

Przygotowuję kilka poważniejszych wpisów.
Takich, które może i mógłbym, jak wszystko, improwizować,
ale waga tematu i założenie pożyteczności każe tyrać.
Bo, działać impulsem, inspiracją, to ja lubię.
Samodyscypliny – nie bardzo.

Działanie inspiracją, chwilą, jest dobre. Ale rzadko.
Na codzień dobra jest samodyscyplina. 

/tak napisał Nauczyciel; cyt. z pamięci, pisownia świadoma/

W moich ostatnich wpisach było dużo piosenek. Piosenki mi pomagają.
Czasem nawet inspirują. Ale w ogóle: muzyka to ważna sprawa.

Przeczytałem w życiu bardzo niewiele. Tak się jednak, przypadkiem,
składało, że czytałem tylko rzeczy ważne, a co odkryłem stosunkowo
nie tak dawno – nawet takie, które mi się mogą przydać w życiu.
Tak jak np. Romana Bergera „Zasada twórczości”

Muzyka łagodzi ponoć obyczaje, a ja lubię łagodność, bo z natury jestem cholerykiem.
Śmieszne? Sam się śmiać chciałem, gdy usłyszałem – z pierwszej ręki –
że główny polski jogin – Leon Cyboran cholerykiem był..
Paradoksy. Lubię je. Bóg je chyba także lubi, jakże inaczej
obrałby je za tyczki swojego namiotu?

(…)

Matematyka stanowi dziś w mych oczach jedną z rzadkich dziś „wysp informacji” – by użyć tu metafory Norberta Wienera. Natomiast muzyka reprezentuje, niestety, drugi biegun tejże metafory – entropię. Oczywiście z wyjątkiem wyjątkowych ludzi i wyjątkowych dzieł. Mam na myśli jednak całą dziedzinę w skali makro (…)

(…) Mamy do czynienia (…) z tendencją, by zredukować organizm z jego nieskończoną kompleksowością (Wiktor N. Injuszyn twierdzi, że „żywą materię” porównać można tylko z przestrzenią o nieskończonej ilości wymiarów) do poziomu mechanizmu (…). Do poziomu nieco bardziej skomplikowanego „budzika”. Kryje się za tym postawa człowieka – manipulatora. Chodzi o funkcję pychy, wynikającej z iluzji nieograniczonej władzy. Ze zwierzęcej, „animalnej” potrzeby dominacji, efektownie opakowanej i zaopatrzonej w etykietkę „homo sapiens”. Swój lęk, wywołany nieskończenie wielką alienacją, homo sapiens nie tylko wypiera ze świadomości, racjonalizuje, odpędza projekcjami („Widzisz źdźbło w oku brata swego..”) ale równocześnie kompensuje dążeniem do władzy, do wyzysku, do rabunku etc.etc.

(…) Analiza? To znaczy rozłożyć „budzik” na składniki. Na tematy i motywy? Zgoda. Na kadencje i akordy? No tak. Na interwały? Na dźwięki? Oczywiście! A gdzie pozostała muzyka? To przecież jasne: w treści. Analizujemy przecież formę! Oczywiście…

(…) Muzyka jest ważną sprawą. To znaczy, że nie jest jakimś wymysłem, produktem chorej myśli, chimerą. Ani płodem samowoli. Pod jednym warunkiem: że chodzi o twórczość. O autentyczną twórczość. Problemem natomiast – i poważnym problemem – jest detekcja twórczości. Tu pozwolę sobie zacytować ze słynnej antologii Wolfganga Laadego kilka fragmentów tekstów narodów przyrodzonych (ludów naturalnych):

Cóż się dzieje? Lutnia nie śpiewa! Jest to tylko drzewo.
Nie może śpiewać, jeśli nie ma serca. Musisz mu dać serce!
Drzewo musi iść z tobą, na twoich plecach, do walki,
musi przesiąknąć krwią – krwią z twojej krwi, tchnieniem twego tchnienia.
Twój ból musi stać się jego bólem, twoja sława – jego sławą.
I uderzył w bęben, i śpiewał całą noc, i próbował wskrzesić dziewczynę
z martwych. 

(…) A tu jeszcze usłyszałem, jak Słońce wschodząc – śpiewało.

A na koniec, czego nie planowałem, zadziałałem z inspiracji
i pogoglałem, czy może Nauczyciel napisał coś konkretniej
na temat samodyscypliny.. Okazało się, że napisał.

Wszyscy dla Wszystkich – tajemnica Bielszego Odcienia Szarości

Webdesign..
Teologia społeczna..

Miałem napisać o czymś innym, ale..próbowałem
konstruować dla Znajomej nowoczesną stronę www.
Nie nadaję się  jednak do tego, nie umiem, choć próbuję.
Widać jednak, nie wszyscy są do wszystkiego, to i owo jakoś
mi wychodzi, ale inne – już nie.
I jest to normalne.. i trzeba się z tym pogodzić.

To, co pali się nam w rękach, do czego mamy
talent, do czego „jesteśmy wręcz stworzeni” –
co nam łatwo wychodzi..
Powinniśmy z tego się cieszyć – i rezultaty
rozdawać innym darmo!

No dobrze, ale czy wtedy aby nie zginiemy z głodu?

Na stronie Cassiopaea.pl np. piszę (a w linku rozwijam..)
(klika się na link do I części tzw. Apokryfów społecznych)

"Dawanie za darmo jest dawaniem za darmo. 
Ale cały system ma sens, jeśli Inny jest mądry 
i wie, że żeby system trwał też powinna ta osoba
dać za darmo (tej pierwszej, od której
 otrzymała)."

 

Julian Tuwim napisał kiedyś wiersz.
Ciekawie go nazwał („Wszyscy dla wszystkich”)
i zawarł w nim jeszcze ciekawszą, choć bardzo
prostą, naukę.

Warto to, bo takie to proste i takie zapomniane,
przypomnieć:

Murarz domy buduje,
Krawiec szyje ubrania,
Ale gdzieżby co uszył,
Gdyby nie miał mieszkania?

A i murarz by przecie
Na robotę nie ruszył,
Gdyby krawiec mu spodni
I fartucha nie uszył.

Piekarz musi mieć buty,
Więc do szewca iść trzeba,
No, a gdyby nie piekarz,
Toby szewc nie miał chleba.

Tak dla wspólnej korzyści
I dla dobra wspólnego
Wszyscy muszą pracować,
Mój maleńki kolego.

Jest jeszcze coś:

Tajemnica w piosence „Whiter shade of pale”

We skipped the light fandango
Turned cartwheels cross the floor
I was feeling kinda seasick
But the crowd called out for more
The room was humming harder
As the ceiling flew away
When we called out for another drink
The waiter brought a tray

And so it was that later
As the miller told his tale
That her face, at first just ghostly
Turned a whiter shade of pale

She said, there is no reason
And the truth is plain to see
But I wandered through my playing cards
And would not let her be
One of sixteen vestal virgins
Who were leaving for the coast
And although my eyes were open
They might have just as wellve been closed
She said, Im home on shore leave
Though in truth we were at sea
So I took her by the looking glass
And forced her to agree
Saying, you must be the mermaid
Who took neptune for a ride
But she smiled at me so sadly
That my anger straightway died

If music be the food of love
Then laughter is its queen
And likewise if behind is in front
Then dirt in truth is clean
My mouth by then like cardboard
Seemed to slip straight through my head
So we crash-dived straightway quickly
And attacked the ocean bed

 

Zajmę się szczególnie trzema wersami i tylko je
przetłumaczę. Ponoć od zawsze ich znaczenie
stanowiło wielką zagadkę, nie wiadomo, co
właściwie znaczyła opowieść młynarza i jak
łączyła się z.. domniemaną śmiercią Dziewczyny.
Zespół tego nigdy nie wyjaśnił.
Niektórzy dopatrywali się w tym jakiejś
dwuznacznej, nawet erotycznej metafory..
Czasem podawano to za przykład braku znaczenia
czy też nieodgadnionego znaczenia w wersach
pewnych, specjalnych, piosenek.

Te trzy wersy przetłumaczę prosto, dosłownie:

As the miller told his tale
That her face, at first just ghostly
Turned a whiter shade of pale

Kiedy młynarz opowiadał swoja historię,
Wtedy jej twarz, na początku (tylko) blada,
jak u ducha,
Zmieniła się w bielszy odcień szarości.

Postanowiłem na tym blogu, od czasu do czasu
rozdawać prezenty.
Niech i ja będę wśród tych Wszystkich dla Wszystkich.

Co kryje zatem tajemnica tych słów piosenki?

Podaję znaczenie:

Młynarz, zamiast robić to, co powinien, dla
innych, czyli mielić zboże na mąkę (przez co
piekarz – bez mąki – nie mógł upiec pożywnego
chleba) – opowiadał po barach historyjki.

A Ona, głodna, już słaba, nie doczekawszy się
strawy, słuchając tylko pustej gadki młynarza.. zmarła.

(…)

Gdyż, jak mówi jeszcze inny angielski tekst:

He must learn to speak from the soul
and never from the lips or even the mind.

He who speaks from the lips chatters.

He who speaks from an empty mind adds confusion
to discord.

He who speaks from a full mind feeds the minds
of men.

He who speaks from his heart wins confidence of
mankind.

But he who speaks from his soul heals the
heartbreaks
of the world and feeds the hungry, starving
souls of man.

He can dry the tears of anguish and pain.
He can bring light for he will carry light.

The language of the soul is ‘sacred’ language
and most beautiful …
It can only bring a benediction of glory,
for it is the language of the eternal spheres
and the language of Gods.

It is the gift of the Spirit known as the ‘new
tongues’ …

Skąd znam Tajemnicę Procol Harum?

Westalki mi powiedziały.

Królowa Jane, zimna jak lód, Jej Syn i Król

Ten tytuł jest dla niepoznaki, by nie zajrzał tu nikt przypadkowy,
nikt skory tylko do śmiechu. Jest przykrywką tego, co jest tutaj
równoważnią poprzedniego. Jest dementi pychy podawanym przed faktem.

Jest jedna sprawa, o której miałem nie pisać.
Jest taka, która, w przeciwieństwie do całej chmary przeszkód
i wad (które tylko zasygnalizowałem pisząc
wpis „Tchórzliwy Lew i Złote Sece”), która mnie ośmiela.

Wydaje mi się, że od dziecka miałem wyczucie do teologii.
Od aspektów najbardziej dramatycznych do tych komicznych,
do boskiego humoru.

Z biegiem lat wydawało mi się, szczególnie po trzydziestce,
a szczególniej pod koniec 33 roku życia, że to rozumienie zatracam
(nie tyle rozumienie transcendencji, co raczej.. konsekwencji..),
że coraz bardziej ogarniają mnie w tym rozumieniu sprzeczności,
a boski humor jawi się raczej jako czarny..

(Nawet nie w tym dobrotliwym aspekcie maszkary, który można doszukać się
w rzeźbie Rudolfa Steinera, stojącej w Dornach, mającej przedstawiać jakoby, oprócz postaci Trójcy Świętej, małego złośliwego karzełka,
uosabiającego jakoby właśnie humor Boży)
[nie pokażę tutaj fotografii tej rzeźby, bo niespecjalnie pochwalam obecnie metaforyzację użytą przez Steinera i nie chcę budować skojarzenia]

Jednak, rok temu przekonałem się, że go nie zatraciłem.
Mało tego, rozwiązałem nawet pomniejsze, dawne rozdźwięki.

Z niesłychaną synchronicznością podsunięte mi zostało wiele dodatkowej wiedzy, analogii, zasad, wyjaśniło się wiele kluczowych niuansów.
Te wyczuwane od dziecka odnalazły
najprostsze i najlepsze, wcześniej przeoczone, dopełnienia.

Ale, chciałem napisać przede wszystkim o Królu.
M.in. przeczytałem, że, patrząc w kategoriach astrologicznych,
największe, przemożne, naturalne rozumienie Boga posiada Lew,
większe nawet niż Wodnik.
[Dodam, że był to, zważywszy autorstwo, w odróżnieniu do przygniatającej
większości, tekst poważny, a astrologia w nim wyłożona skrajnie odmienna
od tej tzw. gazetowej.. Istnieje taka, gdyż musiał być jakiś słuszny powód 
tego, że ta ścisła nauka, w przeszłości wyróżniana była mianem wiedzy
Królewskiej.. O astrologii i o moim jej rozumieniu napiszę w odpowiednim czasie.]

A więc, największe „wyczucie” spraw Boskich, ocierające się nawet
o możliwość nieomal prawidłowego rekonstruowania boskości
jako ‚osobowej’, posiadają Lwy.
Przyznam, że samego mnie to wtedy jednak zdziwiło.
Tym bardziej, że wydaje mi się, że znam – choćby – jednego Wodnika (Wodniczkę), która pisze książki, także o Bogu, i wydaje się,
w Prawdzie o Nim, niezrównana..

Jest tak także dlatego, że dojrzały lew intuicyjnie rozpoznaje,
czym jest prawdziwa królewskość.

Czym jest nieskończone miłosierdzie w jedności
z nieskończonym majestatem.
Dwa gumowe filary: miłości i surowości (sprawiedliwości).

Czym jest władza jak nieskończona odpowiedzialność.

Trzeba troszczyć się o ludzi, tak się zostaje królem
(twierdził chiński mędrzec Mencjusz).

I na pewno nie ma z tego..pieniędzy.

(posłuchajcie) (do końca klipu.., a propos tego ostatniego)

"Oh no," cried King Henry, "That's a thing that I can never do
If I lose the flower of England, I shall lose the branch too
I shall lose the branch too"

Ta piosenka jest dla zmyłki, żeby nikt nie widział związku.
Nie podbudował swego przekonania o przechwałkach.
Nie doszukał się tej Tkliwości, która dzieje się w środku Kogoś,
kto będąc Androgynem jest i Królem, i umierającą w porodzie Królową,
i jej Nowonarodzonym.

A tutaj jest piosenka o boskiej miłości.
YEAAAH!

[a tutaj śpiewają i grają dla YHWH – gorzko, gorzko
i słusznie,
szkodza ino, że tak późno!]

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, our hands will get more wrinkle 
And our hair it will be grey 
Don't think I could forgive you 

And see the children are starving 
and their houses were destroyed 
Don't think they could forgive you 

Hey, when seas will cover lands 
And when men will be no more 
Don't think you can forgive you 

Yeah, when there'll just be silence 
And when life will be over 
Don't think you will forgive you

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, our hands will get more wrinkle 
And our hair it will be grey 
Don't think I could forgive you 

And see the children are starving 
and their houses were destroyed 
Don't think they could forgive you 

Hey, when seas will cover lands 
And when men will be no more 
Don't think you can forgive you 

Yeah, when there'll just be silence 
And when life will be over 
Don't think you will forgive you


Facit!

Na końcu, w Post-E-Scriptum, dodaję uwagę (oraz tag), dla tych to,
co jednak zajrzeli tutaj przypadkowo, powodowani czymś niezdrowym..
[raczej nie ciekawością, bo ciekawość zła nie jest,
jest 1-ym stopniem do Raju..]
– i jest to, w rzeczy samej, coś dla tych, skorych tylko do śmiechu..

„JEZUS KRÓLEM POLSKI”

Droga do Królestwa Niebieskiego

Weźmy za podstawę poniży tekst:
(cytaty oraz stopklatki pochodzą z filmu „Zagadka Kaspara Hausera”
reż. Werner Herzog)
:

„Widzę wielką karawanę…
która ciągnie przez pustynię…
poprzez piaski.
A prowadzi ją…
stary brodacz.

 

I ten stary człowiek jest ślepcem.

mal. P. Bruegel, Ślepcy

..Teraz karawana zatrzymuje się…
gdyż niektórzy, widzą przed sobą górę…
i myślą, że zabłądzili.
Sprawdzają kompas i nie wiedzą co począć.
Wtedy ślepy przewodnik bierze garść piasku do ust…
i smakuje go, jakby to było jedzenie.

Synu, mówi ślepiec, mylicie się.
Przed nami nie ma żadnych gór…
to tylko wasza wyobraźnia.
Ciągniemy dalej na północ.
Tak więc, ruszają bez sprzeciwu dalej…
…i docierają do miasta na północy.
I tam się rozgrywa ta historia.
Ale tej właściwej historii, w owym mieście, nie znam.”

Wyodrębnijmy:
„Wtedy ślepy przewodnik bierze garść piasku do ust…
i smakuje go, jakby to było jedzenie.
Synu, mówi ślepiec, mylicie się.
Przed nami nie ma żadnych gór…”
[opis metody naukowej, opis tego, że wiedza i uczeni potrafią demaskować
i usuwać złudzenia o świecie; naukowiec jako ślepiec to taki niezamierzony dowcip mojej interpretacji 🙂 ]

Napis pod daszkiem wejściowym Muzycznej Owczarni w Białej Wodzie (Jaworkach) w Pieninach. Można tam wejść do wąwozu Homole (fot. Marat Dakunin).

oraz:
(..)
Ale tej właściwej historii, w owym mieście, nie znam.
[Wiedza dąży do Poznania Absolutnego.
Wiedza duchowa zaś także do poznania tego, czym naprawdę jesteśmy.
Jaki jest sens naszego istnienia i jakie są Prawdziwe zasady i konstrukcja
Wszechświata, nie tylko czysto zmysłowego..]

Teraz wyobraźmy sobie, że to „MIASTO”, o którym mowa, jest też dla karawany idącej po pustyni mirażem: czyli widać je, ale widać je zniekształcone, poprzez złudzenie. Dlatego, że je widać, choć zniekształcone, ludzie ciągle CHCĄ DO NIEGO DOTRZEĆ.

Nie docierają jednak, gdyż widzą je zniekształcone.
Widzą je często nie w tym kierunku nawet, co trzeba.

MIASTO TO WIĘC JEST MIRAŻEM, ALE I JEST PRAWDZIWE.
ZALEŻY JAK NA TO SPOJRZEĆ.

A JEŚLI TAK, TO MIRAŻ JEST TYLKO W NASZYCH OCZACH,
W NASZYM PATRZENIU.
MIASTO ZAŚ ISTNIEJE NAPRAWDĘ.

DOBRA metoda naukowa pomaga usuwać elementy mirażu.

NIEDOBRA metoda naukowa, nie tylko usuwa miraż, ale usuwa też sprzed naszych oczu MIASTO, które przecież ISTNIEJE NAPRAWDĘ.

W tych dwóch zdaniach jest wyłuszczony konflikt pomiędzy
NAUKĄ A WIARĄ.

I zaznaczone jest, że konflikt ten powstaje tylko wtedy,
gdy NAUKA SIĘ WYPACZA.
(WIARA ZRESZTĄ – JAK SIĘ WYDAJE –
WYPACZA SIĘ I CZĘŚCIEJ I WYRODNIEJ)

Sądzę, że ta „PRAWDZIWA HISTORIA”, która dzieje się w tym MIEŚCIE
jest łatwa do bardzo szerokiej metaforyzacji, choćby
z nasuwającym się: MIASTO TO KRÓLESTWO NIEBIESKIE.
Czy też MIASTO/MIRAŻ OAZY – NAPÓJ SYCĄCY SPRAGNIONYCH.
(..).

Oto „Powóz Duchów”:

mal. Salvador Dali

Obraz opowiada w pewnym sensie o relatywizmie (i pod tym kątem omawiałem go – będzie z 20 lat temu prawie), ale nie tylko.
A przynajmniej nie w tradycyjnym dla omawiania relatywizmu kierunku.

Nosi on tytuł: „Phantom Chariot” – czyli Powóz Duchów.
Opiera się on na podwójnym złudzeniu.

Postacie, które siedzą w powozie mają jednocześnie kształt, który mogą mieć wieże miasta widniejącego w oddali, miasta, do którego postacie w powozie dopiero zmierzają.
Było by więc tak, że można by pomyśleć nawet: podróż jest ILUZJĄ.

(choć jest konieczna – konieczne jest to co empirycznie współdzielone wśród ludzi – a więc i iluzje są koniecznym składnikiem świata. Zdaję sobie sprawę, że tymi kilkowa słowami otwieram puszkę Pandory. Będe o tym pisał więcej..).

Podróżnicy są już w MIEŚCIE, choć „powóz duchów”
wciąż jeszcze ich do MIASTA WIEZIE.

W tym kontekście bardzo czytelne staje się, przewijające się przez nieskończoną ilość przypowieści wschodnich twierdzenie:
ZNAJDZIESZ GDY PRZESTANIESZ SZUKAĆ, czy też
OŚWIECENIE PRZYJDZIE GDY PRZESTANIESZ GO POSZUKIWAĆ.

Albo reguła procesu: SZCZĘŚCIE JEST DROGĄ DO SZCZĘŚCIA.
Tutaj – co ciekawe – do zastosowania à rebours (sic!!)

Albo reguła poszukiwania w sobie:
ZNAJDZIESZ W SOBIE, NIE NA KRAŃCU ŚWIATA.
W tym miejscu, gdzie jesteś, nie musisz odlegle podróżować.

Albo reguła POZNAJ SIEBIE
– podróż więc jest procesem poznawania Prawdziwego Człowieka – Siebie.
A prawdziwa podróż prowadzi do Domu.

Czy tutaj nasuwa się, że podróż w takim razie jest zbędna?
Istnieje niebezpieczeństwo, że może się to nasunąć.

Warto jednak, by nasunąło się co innego. Np. mnie osobiście nasuwa się to:

"Mar 11:23 Zaprawdę powiadam wam: 
Kto powie tej górze: "Podnieś się i rzuć się w morze", a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie.
Mar 11:24 Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, 
stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie."

W przekładzie Nowego Świata brzmi to jednak inaczej:

"Mar 11:23 Zaprawdę wam mówię, że kto by rzekł tej górze: ‚Podnieś się i rzuć w morze’, a nie powątpiewał w swoim sercu, lecz wierzył, że stanie się to, co mówi, tak mu się spełni.
Mar 11:24 Dlatego też wam mówię: Wszystko, o co się modlicie i o co prosicie, wierzcie, że właściwie już otrzymaliście, a będziecie to mieli."

Zasadnicza różnica jest w tym „ wierzcie, że właściwie już otrzymaliście”, którego brakuje w pierwszej wersji. A, według różnych ezoterycznych przekazów, jest to niezmiernie ważne. Gdy, na przykład, chce się być bogatym, należy wierzyć, że się już jest bogatym, no i odpowiednio do tego się zachowywać, jak na bogatego przystało, a nie na biednego. Czemu z pierwszego przekładu ten fragment wypuścili? Jakby to nie było ważne. A przecież jest niezmiernie ważne! Ktoś bezmyślny albo wredny to redagował!”.
Zauważył to, opisał i podsunął Arkadiusz Jadczyk
(tutaj też link do jego tekstu)
.

Można by tutaj jeszcze dużo napisać. Ale nie można pisać na raz o Wszystkim..
Można jednak zauważyć, że postacie widniejące w powozie, mające,
jak wspomniano, zarys mogący też odpowiadać wieżom (zabudowaniom)
miasta (celu podróży) w oddali to nie PARA LUDZI.
To człowiek..i KOŃ.
Co może symbolizować KOŃ?
Siłę?
A może..uczucie, które daje nam siłę napędową?

O tym napiszę wkrótce, może już następnym razem.

G. Gurdżijew

Dlaczego, wg niejakiego Georgija Gurdżijewa człowieka można porównać
do dorożki, a poszczególne elementy jego ducha i ciała, emocji i świadomości
do Pana, woźnicy, powozu, konia etc.etc..
To bardzo wartościowa, złożona
i pouczająca metafora, którą trzeba szerzej przedstawić.

 

Na koniec jednak wrócę do Pary Ludzi.
Grafika te jest mi bliska, pojawiła się we wcześniejszym wpisie,
gościła w komentarzach u mnie Hanka,
która nawet zwróciła na nią specjalną uwagę. Dziękuję za to!
Zamieszczam więc ją jeszcze raz, ..ładniej..

rys. Salvador Dali

To grafika równie mało znana jak „Powóz duchów”. Jeśli pustynna droga
powozu, jak piszę wyżej, opowiada raczej o relatywizmie, to ta grafika raczej o..
relacji.
Opowiada też o tym, że Żyć znaczy, ni mniej, ni więcej, niż Dawać.

Wtedy można zwyciężyć Królestwo Niebieskie.

Albowiem: „Królestwo Boże doznaje gwałtu i gwałtownicy je zdobywają”.
(Mateusz 11:12)

mal. Salvador Dali, modyfikacje – Marat Dakunin