Lwy znad mojego łóżka (i jeszcze coś..)

„Blog” ten zamierzam prowadzić praktycznie codziennie.

Delikatna przerwa po (8.8) miała na celu to, by opowieść o Ukrytym,

który jest Podstawą (tutaj), mogła należycie wybrzmieć, bo powinna.

A dzisiaj prezentuję najbliższe okolice mojego łózka.

Tego najwyższej (i najbliżej 🙂 narysował słynny Bogusław Polch,

jest tylko w jeden kopii i oryginalny 🙂

rys. Bogusław Polch

 

rycina z zbioru franc. r. 1851
Rys. Salvador Dali

Taxi driver

No dobrze..miałem dziś jeszcze napisać, co
u licha (niech śpi..) ma wspólnego Piotr i
Paweł z „UKRYTYM, który jest PODSTAWĄ”..

Przypomnijmy – Piotr/Kefas – znaczy skała,
a Paweł (Paulus) – mniej więcej: drobny,
niepozorny, mało znaczny..

Zawsze szukałem w życiu rzeczy Wielkich
i Niezwykłych.

Dziś skończyłem 40 i rozpocząłem 41.

Zabawne, bo od roku wydaje się sobie o
wiele młodszy niż grubo wcześniej.
Choćby wiosną 2011 roku, gdy przyjechałem
do Poznania, by poznać Kobietę, która nigdy
mnie nie widziała, znała mnie tylko z
miniatur, które publikowałem na jednym z
portali literackich w sieci, ale która
utrzymywała, że zna mnie od dziecka, że wie
jaki jestem, że wie..kim jestem i..że mnie
kocha.
Zawsze lubiłem dziwne historie, więc
przyjachałem do niej, ujrzałem jej oczy i
duszę i pokochałem ją.

Był to Wielki Piątek tamtego roku.
I nie wiedziałem jeszcze wtedy, że wybrałem
się na drugi koniec Polski nie tylko po to,
by poznać Marię Alexandrę, ale także po to,
by umrzeć.
Ale nie o tym dniu chcę opowiedzieć, lecz o
pogodnej niedzieli w początkach lata tego
samego roku.
Była to Niedziela Ducha Św. – pod koniec
czerwca – a ja miałem wtedy jeszcze 33
lata.

Budząc się rankiem tego dnia czułem cały
swój byt tak dotkliwie, że podskórnie
wiedziałem, że moja śmierć jest blisko.
O niej jednak nie chcę tutaj opowiedzieć.

Ale – jak zapowiedziałem – o tym, co jest
skałą, i co jest podstawą, i co jest
ukryte.

Maria Alexandra na czczo zaprawiła się
w parku bardzo solidnym fitnessem, tak, że
gdy dołączyłem do niej w pobliskim barze,
wystarczyły niecałe 3 piwa by dość mocno
się wstawiła. Zostawiliśmy jej rower.
Zamówiliśmy taksówkę.

Prowadził ją Promiennie Uśmiechnięty
taksówkarz. Był to człowiek, który Się
Cieszył, a była to prawdziwa Radość.
Maria Alexandra zapytała go, z typową dla
niej bezpośredniością, czy jest zadowolony
z życia, tak jeżdząc po mieście taksówką.
A on odpowiedział jej równie prosto.

 

Maria Alexandra, zanim wyszliśmy z taxi,
pocałowała go, tego starszego kierowcę taksówki,
w rękę. Byłem o to na nią zły,
prawdę powiedziawszy: zrobiłem jej scenę.

Załatwiła mnie jedną oddzywką:
– Widziałeś kiedyś kurwę, co całuje w rękę?

Nie, nie widziałem. Prawdę powiedziawszy,
mało znam się na kurwach, ale wiem, o co
jej chodziło. Każdy facet powinien to wiedzieć..

Na szczęście przypomniała mi się chasydzka
opowieść o Ukrytych Cadykach.

A brzmiała ona tak:
– Na wozie z zastępem swoich wiernych
uczniów jechał wielki, niezwykły i słynny
cadyk – cudotwórca Cadyk z Opatowa.
Jednak, gdy wjeżdzali do miasteczka, Cadyk
w pewnej chwili podniósł się lekko i
głęboko wychyliwszy się z wozu, ukłonił –
przejeżdzającemu vis a vis żydowskiemu
biedaczynie – woźnicy powożącego chudym
koniem, ciągnącym równie chudy wóz
drabiniasty.

Chasydzi – uczniowie słynnego i wielkiego
Cadyka z Opatowa przez całą resztę drogi
zachodzili w głowę z jakiego to powodu ich
słynny Cadyk pokłonił się zwykłemu
wiejskiemu wożnicy. Dopiero jednak po
wieczerzy jeden z uczniów zabrał się na
odwagę by zapytac o to ich słynnego
mistrza.

 

Słynny cudotwórca Cadyk z Opatowa tak
odpowiedział uczniowi:

– Istnieją, jak wiecie, wielcy, słynni i
poważani przez wszystkich Cadycy. Macie
szczęście być uczniami jednego z nich 🙂

– Ale, zapamiętajcie: istnieją też ukryci
cadycy. Nikt ich nie zna i nie hołubi ich
wielkości. Ten woźnica, któremu się
pokłoniłem, był takim właśnie ukrytym
cadykiem.

– Zapamiętajcie: Ukryty Cadyk jest stokroć
większy i bardziej święty niż ja.
Albowiem: BYT KTÓRY JEST PODSTAWĄ ZNAJDUJE
SIĘ W UKRYCIU.

Gdy opowiedziałem tę historię,
Maria Alexandra powiedziała:
– Kocham CIę.

 

Dobranoc.

 

Mateusz Piotr Paweł (8.8)

Z okazji (8.8) opowiem pewną ciekawostkę.

Otóż moje prawdziwe nazwisko  (a dane te bardzo łatwo odnaleźć w sieci,
tak więc Marat Dakunin nigdy nie był i nie jest sposobem na ukrycie danych,
a tylko używanym od ponad 10 lat we wszelkich sprawach twórczych pseudonimem artystycznym) –  jest pochodzenia czecho-morawskiego.
Częściej występuje w Czechach i na terenie obecnej Słowacji, niekiedy na Węgrzech, w Polsce nosi je tylko ok. 30 osób, z których wszyscy pochodzą od wspólnego przodka, który zamieszkał w Małopolsce na początku XVIII w.

O co chodzi z tą ciekawostką?

Otóż, biorąc pod uwagę pewne zbieżności, nazwisko to można wyrazić mówiąc także: PIOTR I PAWEŁ.


Pośrednio można także dojść do tego, że znaczy ono „ukryty jest podstawą”.
A dodatkowo, co odkryłem stosunkowo niedawno – w sanskrycie oznacza ono „duszę, która się wciela„. O tym opowiem, jeśli chcecie – wieczorem..

No dobrze, ale to namieszane, jak to możliwe – z tym Piotrem i Pawłem
choćby tylko?

A tak:

Szymon nazwany został Piotrem, a Piotr/Kefas to SKAŁA
(Petrus – z łać. – a Kefas – także skała – po aramejsku).

A Paweł?
No cóż, Szaweł nazwany został Paweł (Paulus). Imię to znaczy: drobny, niewielki, mało znaczący.
Imię to zidentyfikował także, jako nadawane przez Boga ludziom, których wybrał do szczególnych zadań – wspaniały pisarz Mika Waltari, który wybranego przez Boga Rzymianina ochrzcił Minutusem (polecam „Trylogię Rzymską”) – co jest synonimiczne do Pawła, gdyż również oznacza „mały, nieznaczny”.

No dobrze, ale jak to się niby przekłada na moje nazwisko?

Ano tak – oznacza ono albo:

1) po słowacku i czesku horninę – czyli skałę (ogólnie), a dokładniej też tzw. szarogłaz, czyli skałę drobną, powszechną, „mało znaczną”

2) w najprostszej etymologii polskiej natomiast nazwisko to znaczy dosłownie DROBNY, MAŁY, NIEZNACZNY.

Tak więc mógłbym podpisywać się z imienia i nazwiska:

MATEUSZ PIOTR PAWEŁ

🙂

Mat, mal. Caravaggio

Przed 40-stką..

Obiecałem sobie, że rozpocznę tego bloga jeszcze przed 40-stką,
więc pisząc dziś dotrzymuję słowa.

Niedawno wróciłem z Zakopanego.
A tak, również pisząc w Zakopanem, w 2005 r., 12 lat temu, zakończyłem moją, bardzo specyficzną, książkę (pt. „Podręcznik pseudointelektualisty”,
kiedyś wydana, teraz dostępna za free, do ściągnięcia pod linkiem w pdf..)

Oto jej okładka, narysowana
przez Darka Rygla wg mojej wizjii 🙂

A oto właśnie i jej zakończenie..:

„Я не знал, что есть на свете такая боль, и скрючился от
муки, густая, красная буква „ю” распласталась у меня в
глазах и задрожала. И с тех пор я не приходил в сознание, и
никогда не приду.”
(Wieniedikt Jerofiejew, Moskwa- Pietuszki)

„Ja, który mknąłem przez wszystkie wagony w pogoni za rozwiązaniem zagadki…! Szkoda, że zapomniałem o czym ona była, ale pamiętam, że to było coś ważnego…Zresztą nieważne, potem sobie przypomnę… O wiele ważniejsze jest to, że kobieta płacze”
(Wieniedikt Jerofiejew, Moskwa- Pietuszki)

„Objawiam ci tu, mój synu, rzeczy, które mogą ci się przydać, po znakach niezawodnych poznałem bowiem, że przeznaczonym jesteś do łoża Salamandry.
– Niestety! Panie! – zawołałem – ten los mnie przeraża (…)”
(Anatol France, „Gospoda pod królową Gęsią – Nóżką”)

Witold Gombrowicz w Dzienniku 1967 – 1969 pisze:
„dla mnie wszystkie dążenia człowieka do wydobycia się z siebie, czy to będzie czysta estetyka, czysty strukturalizm, czy religia, marksizm – jest naiwnością skazaną na fiasko. To rodzaj męczeńskiego mistycyzmu. I temu dążeniu do odczłowieczenia (które zresztą sam podejmuję) musi koniecznie towarzyszyć dążenie do uczłowieczenia, w przeciwnym razie rzeczywistość rozpada się jak domek z kart i grozi utonięcie w werbalizmie nierzeczywistości. (…) Wasze konstrukcje, te wasze gmachy, pozostaną puste, póki w nich ktoś nie zamieszka.”

„Szukamy innego stanu dlatego, że nie rozumiemy użytku naszego; wychodzimy poza siebie, ponieważ nie wiemy, jak się zażyć”

„Próżno wszelako wspinać się na szczudła; i na szczudłach trzeba nam chodzić swoimi nogami”,

Michał z Wieży.

Seneka bronił się w „O życiu szczęśliwym” przed zarzutami rozdźwięku:
„Mówię o cnocie, nie o sobie. Kiedy potępiam wady, to przede wszystkim własne. Gdy zdołam, będę żył jak należy”.

„Żyję dla grzechu, przeżywam swe zgony,/ Życie mrze we mnie, a wina ma żywa./ Dobro me z nieba, zło ze mnie wypływa,/ Z woli mej, której władztwa-m pozbawiony.

(Michał Anioł, Poezje, przeł. Leopold Staff)

Tu zakończyłem z mocnym postanowieniem poprawy. Klucz wyrzuciłem.
Wytrych wrzuciłem głęboko.

Zakopane, sierpień 2005 roku.
Marat Dakunin

Co wspominam, Rzeszów, sierpień 2017 roku.

 

Prapremierowy wpis 17.07.2017 – Rozpoczynająca się Epoka Ducha Św. a Sztuka

Po Epoce Ojca i Epoce Syna następuje teraz epoka Ducha Św. Światem antycznym rządziła  „ufilozofowana” religia i nauka. Średniowiecze to okres podporządkowania filozofii i nauki
– religii. Epoka nowoczesna to z kolei religiai filozofia – podporządkowana nauce. Nowa epoka będzie (poczyna być) epoką sztuki. Sztuka nie szuka sprzeczności,
twórczo ZHARMONIZUJE zarówno religię, jak filozofię i naukę.
Hasłem: Estetyka konsumuje nawet Etykę!

(moja parafraza z Borisa Mouravieffa, Gnosis)