Tchórzliwy lew i Złote Serce

 

Niepokojący dzień.
Szczęśliwy dzień.
Trudny dzień.

Otrzymałem dziś bardzo wartościową rzecz.
Prosiłem o nią, ale to rzecz też
niesłychanie zobowiązująca.
Jest bezpośrednią konsekwencją tego,
co zaszło latem zeszłego roku.
To zaś co zaszło, musi być jednak też konsekwencją
Przeszłości.
I dodatkowo: choć nie możemy zmienić Przeszłości,
Przyszłość zmienić możemy. Pod warunkiem,
że zaczniemy w TERAZ.
W tym pociecha..

Biję się z myślami.
Czy podołam temu, co, jak się wydaje,
zostało mi powierzone?
Myślę o tym od roku, od czasu, kiedy się to
wydarzyło.
To prawda, zawsze tęskniłem za sprawami
wielkimi, ale nigdy poważnie nie myślałem,
że przyjdzie mi zmierzyć się z rzeczą tak
Wielką.

Trochę narzekam. Narzekam, że wszystko mnie
drapie, na uczulenia. Przeszkadzają mi wąsy
(muszę zgolić). Staram się NAD SOBĄ nie użalać,
nie rozczulać, ale nie tylko dobre wzruszenie
mi towarzyszy. Towarzyszą mi obawy.
Może nie tak wielkie, jak wielka jest
Rzecz, ale i tak o wiele większe ode mnie.

Czuję się słaby, czuję strach.
Chciałbym czuć w sobie lwa, ale wyczuwam
dużo myszy. Rozumiem lwa z opowieści o
„Czarnoksiężniku z Oz”. Ten lew zmierzył
się z Kulą Ognia, tak naprawdę nie był
tchórzliwy. Ale musiał się o tym
dowiedzieć..

Mam też problem z samooceną w oczach
innych.
Mam problem ego.
Mam problem utożsamiania.
Istnieje problem, choć tępiony, to warto
pamiętać, że ciągle obecny,to podskórnie,
to może i podświadomościowo nawet, chęci
błyszczenia. Przypodobania się. Czy nawet
częściej: problem tego, jak się jest
widzianym, postrzeganym przez innych.
Generalnie chcemy być lubiani, uważani za
rozsądnych, niegłupich, przezornych. Lubimy
być popularni. Nie przepadam za zrażaniem
ludzi wygłaszaniem dziwnych lub też
niepodobających się wielu opinii. Nie
przepadam za pisaniem, że ktoś nie ma
racji, że pisze bzdury, że szerzy błędne
czy wręcz szkodliwe informacje. Chcę być
lubiany. Chcę być uważany za poważnego i
mądrego.
Najlepiej, swoją drogą, pasuje do tego
figura inteligentnego ironisty..
Taką figurę trzeba jednak porzucić.
Prześmiewanie trzeba porzucić. Utożsamianie
trzeba porzucić. Chęć niezrażania innych
trzeba porzucić, ilekroć w grę wchodzi
Prawda, ilekroć dopomina się o to Wyższa
konieczność. Nie należy tego rozumieć
jednak jako uświęcanie środków. Nie należy
być niemiłym, nie należy krytykować, nie
przedstawiając nic konstruktywnego w
zamian.
Słusznie Kant pisał: Człowieka należy
zawsze i wszędzie traktować jako Cel –
nigdy jako środek do jakiegokolwiek celu.
Mam problem z tym, że chciałbym być i
skuteczny, i zawsze wierny temu, co
wybrałem, ale także i lubiany, i popularny
i przez wszystkich postrzegany jako
człowiek poważny. Tego czasami nie da się
pogodzić. Trzeba wybierać, trzeba
rezygnować.
Chcę być wierny temu, co wybrałem.
Utożsamianie się, tam gdzie temu
przeszkadza, trzeba eliminować. Trzeba
pamiętać jednak także o skuteczności.
Trzeba pamiętać o pragmatyzmie, trzeba być
teologiem, mieć owarty umysł na Nieznane,
ale także być teleologiem /telos – cel/,
prakseologiem /praxis – praktyka/.
Trzeba wypracować dobrą metodę. Trzeba
jednak być grzecznym. Być przekonywującym,
stanowczym, ale nigdy chamskim.
Trzeba też uważać z koloryzowaniem, trzeba
uważać na tendencje do wyolbrzymiania, do
rozciągania wniosków, trzeba dbać o
precyzję. Tu leży egoizm, widzę to
doskonale. Mam tendencje do ekstrapolacji,
mam tendencje do pomijania trudnych
konkretów, które mogłyby wielu zrazić.
Muszę nad tym wszystkim pracować.
..

Chcę być dobrym narzędziem. Chcę być
narzędziem wydajnym, skutecznym.

Na pewno byłoby mi łatwiej, gdybym
wiedział, gdybym myślał o sobie, że jestem
potężny, że jestem odważny, że jestem
dobry, zdecydowanie i tylko dobry!
Wcale tak nie myślę.

Byłoby mi łatwiej, gdybym odnalazł
Złote Serce.
Byłoby mi łatwiej, gdybym wiedział..

Johnny Cash zaśpiewał kiedyś piękną
piosenkę. Piękną, ale co do wymowy, trochę
pesymistyczną. To jej oryginalny tekst:

(Heart of Gold, Johnny Cash)


I want to live,
 I want to give
 I've been a miner for a heart of gold.
 It's these expressions I never give
 That keep me searching for a heart of gold
 And I'm getting old.
 Keeps me searching for a heart of gold
 And I'm getting old.

I've been to hollywood
 I've been to redwood
 I crossed the ocean for a heart of gold
 I've been in my mind, it's such a fine line
 That keeps me searching for a heart of gold
 And I'm getting old.
 Keeps me searching for a heart of gold
 And I'm getting old.

Keep me searching for a heart of gold
 You keep me searching for a heart of gold
 And I'm getting old.
 I've been a miner for a heart of gold.

 

Przetłumaczyłem go już prawie rok temu.

Przetłumaczyłem go na fali uniesienia
sprzed roku.  W tej zupełnie niecodziennej magii.
Teraz jestem ostrożniejszy,
teraz sobie o wiele bardziej niedowierzam.
Ale czy taka ostrożność jest dobra, czy jest pożyteczna?
W pewnej mierze, jeśli
moblizuje, i tylko w niej..
Dlatego o tym piszę.
Piszę o tym, że jest mi trudno.
I ilekroć, kiedyś, gdzieś, coś twierdząc,
albo komuś zaprzeczając, pomyślicie, że
jestem zadufany, zbyt odważny, zbyt pewny
swego, zbyt mający PRAWDĘ na własność – tak
nie jest, i tak nie było.
Więcej mam wątpliwości niż pewności.
A jednak, to może być pożyteczne tylko w tej
mierze, w jakiej umożliwia Realizację.

Myślę, że śp. Johny Cash się nie obrazi, że
przetłumaczyłem jego piosenkę w sposób
najzupełniej niewierny oryginałowi. Myślę,
że mi wybaczy, że napisałem ją właściwie na Nowo.
To zależy od tego, co to wszystko PRZYNIESIE W PRAKTYCE.

Chcę żyć
i to znaczy ni mniej ni więcej niż:
chcę
dawać.

Tak długo szukałem i szukałem
złotego
serca,
a gdy znalazłem je w sobie,
nie wiedziałem co robić.
Może tak się na mnie skrupia to wszystko,
co powinienem był rozdawać a czego nie
czyniłem, bo tylko szukałem?

Ale cóż za szczęście, jeszcze się nie
zestarzałem,
jeszcze jestem młody,
znalazłem złote serce w sobie i już wiem, że:
Chcę żyć
i to znaczy ni mniej ni więcej niż: chcę
dawać.

No więc sobie szukałem i szukałem,
kręciłem filmy, choć do Hollywood się nie
wybrałem (no i dobrze)
Lecz przekroczyłem cienką czerwoną linię.

Ech, te poszukiwania ciągle szły po
świetnej linii
choć kierunek był błędny,
okazało się, że można go odwrócić

i znalazłem.

(Marat Dakunin)

 

Bajka o Jaskółce i Lwie

W poprzednim wpisie grafiki z Lwami..(i nie tylko..),
a tutaj zadumałem się nad nadesłaną przez serdeczną mi
artystkę Barbarę Rzepa-Leichsenring – bajką..

Ilustracja do filozofii dla dzieci, zamieszczona na stronie https://www.teachingchildrenphilosophy.org/BookModule/TheLionAndTheLittleRedBird

Oto i ona, ta bajka:

Lew i jaskółka

Jestem lew. Duży lew.

Krzyczeć na was umiem też.

Siedzę w wieży, kto mi nie uwierzy

Może przyjść w pokorze,

Może mu pomoże.

Jaskółka przelatywała bokiem omijając wieżę z której dochodziły pomrukiwania złotego lwa. Ktoś go zamknął w wieży. Nie wiadomo dlaczego i po co.
Np. wiadomo, dlaczego  św. Barbarę zamknął w wieży zły ojciec –poganin. Chciała wyjść z a mąż za chrześcijanina.  Ale kto zamknął lwa?

Wieża świeciła jak latarnia morska, bo lwia grzywa była utkana z mikroskopijnych paciorków złota.  …… taki „Złotuszek – lewek –samojeden”. Czemu go tak los do tej wieży posłał. Za karę, czy za karme, czy na wzór,
czy na przestrogę?

Następnym razem, gdy trasa przebiegała opodal wieży, jaskółka zboczyła z trasy i przysiadła na parapecie małego okna. Z drugiej strony wieży od strony wschodniej był taras zadaszony a w nim w fotelu bujał się lew. Oczy miał zamknięte, bo układał w głowie jakieś teksty, jakieś posłania do mniej i bardziej uczonych tego świata.

Lew nie zauważył posłanki wiatru północnego – jaskółki ostroskrzydłej.
Ki-wit , ki-wit, – lewku otwórz oczy i porozmawiaj ze mną!

– Cóż ty ptaszku, marna istoto , możesz mi pomóc? Medytuję o problemach świata  a wywiadów udzielam sporadycznie.

-Nie mam pieniędzy ani kadzidła .! Mam tylko wieści ze świata- pisnęła jaskółka .

– Mam wieści pod dostatkiem a ufam tylko sprawdzonym źródłom.

– Nie jestem tu przypadkiem, panie lwie. W górze  prosili mnie  żebym cię odwiedziła. A fruwam teraz nisko, bo zanosi się na deszcz.

– A to ciekawe! …kto cię przysłał?

– Uskrzydlony lew i złocisty feniks, kuzyn żar-pticy…

– Postudiuj św. Marka, ptaszku. Poza tym jedna jaskółka wiosny nie robi.

– Oj tam , nie robi!!!Zacznij od jednej! Popytaj , dlaczego mnie w twoją strone przygnało?

– Wiem! – Lew otworzył mądrą księgę i przeczytał. – ..bo jest coś szczególnego w powietrzu , co obydwoje czują. Nie wiadomo skąd przychodzi i dlaczego. Ale jest pewne , że to cos szczególnego działa na ich szósty ty  a może i trzynasty zmysł.

– No dobrze,  ..i nie chcesz wiedzieć , co to jest? Co działa na lwa tak samo jak na jaskółkę????

– Ja wiem dobrze to,…. czego ty nie wiesz … i odwrotnie.

– To ja się dowiem, nie ma sprawy! Ale , gdy siedzisz w tej wieży, nie czujesz , jak kwiaty pachną i jak się zieleni tam, gdzie wiosna.

……………………………………………………………………………

Lew  popatrzył trzeźwiej na małe stworzenie  a tak głośne i natarczywe, że zaduma i duma wyparowały natychmiast z jego królewskiego oblicza. Po namyśle powiedział poważnie , jakby mówił do całego parlamentu królowej angielskiej.

Bóg zasiał życie i puścił w ruch koło rozpłodu po to , by każdy nowo urodzony był oczekiwany i dostał dach nad głową . Nie tak jak to się teraz dzieje! Rodzą dzieci w bezdomność i samotność a co jeszcze gorsze –  jako ofiarę dla złego;

– Kto to powiedział? Spytała jaskółka lwa. Przecież  ptaki to wiedzą. Karmią swoje małe i uczą je , jaka fruwać Ssaki również dbają o swoje małe.

– Nie wszystkie ssaki. Człowiek nie zawsze myśli o opiece nad dziećmi. Używa seksu dla przyjemności a potem wrzuca  dzieci niechciane w paszczę molocha.

– O mój boże, mój Boże , masz rację. Ta ludzka hybryda tak została ogłupiona, że idzie za instynktem  i przyjemnością i nie myśli odpowiedzialnie. A ze zwierzętami co robią????!!!!!!  Zabijają i zjadają! W dodatku hodują na zabicie!

– Widzisz, ptaszyno najdroższa, doceniam twoje zamiary rozweselenia mnie, ale muszę się przez ten problem  sam przegryźć.

Samemu, lewku, będzie Ci trudno. Zubożejesz, wyschniesz na wiór, poczerniejesz i przestaniesz świecić z tej wieży!

– Ale któż jest ode mnie mądrzejszy, droga moja posłanniczko?

– Drogi mistrzu, jak to kto? Suma wszystkich mądrości jest mądrzejsza. Dlatego potrzeba Ci posłańców, żeby tam szukali, gdzie sporo wiedzy. Martwi mnie jednak to, że wiedza czyni głupio „ samo-jednym”.

Dobrze, już dobrze, znajdę sposób, żeby się nie samolubić . Nawet pozwolę ci gniazdo w mojej grzywie uwić. Ale tylko na trochę, dopóki nie wyjdę z wieży. Potem będę dynamiczny i byłoby ci niewygodnie wysiadywać młode w takich warunkach.

– Zaskoczyłeś mnie. Dziękuję Ci , Złotogrzywy. Znałam kiedyś świerszcza, którego zaprosił na gościnę niedźwiedź z Lasu Północnego. Świerszcz siedział mu za uchem . Opowiadał, opowiadał a miś wędrował i wędrował.

– No dobrze. Ja również mogę coś znaleźć , za co cię polubię. Samotność już mi nieco doskwiera i mam wrażenie, że cos wymyka mi się z ramion. Chyba całe pół świata.

Koniec

Ilustracja aut. (c) Marianne Dubuc ze strony https://www.brainpickings.org/2014/05/07/the-lion-and-the-bird-marianne-dubuc/

A nad czym się zadumałem?
A nad tym, między innymi, jak bardzo samolubny jestem
i jak wysoko nosa zadzieram..Ale także nad tym, jak bardzo
w pogoni za wielkim umykają mi znaki tkane drobnym ściegiem
światłocienia. I nad innymi jeszcze sprawami. A może ważne jest –
a może lepiej napisać by trzeba było: nad Innymi jeszcze?

Pewnie i o tym w niedalkiej przyszłości napiszę..

M

Lwy znad mojego łóżka (i jeszcze coś..)

„Blog” ten zamierzam prowadzić praktycznie codziennie.

Delikatna przerwa po (8.8) miała na celu to, by opowieść o Ukrytym,

który jest Podstawą (tutaj), mogła należycie wybrzmieć, bo powinna.

A dzisiaj prezentuję najbliższe okolice mojego łózka.

Tego najwyższej (i najbliżej 🙂 narysował słynny Bogusław Polch,

jest tylko w jeden kopii i oryginalny 🙂

rys. Bogusław Polch

 

rycina z zbioru franc. r. 1851
Rys. Salvador Dali

Taxi driver

No dobrze..miałem dziś jeszcze napisać, co
u licha (niech śpi..) ma wspólnego Piotr i
Paweł z „UKRYTYM, który jest PODSTAWĄ”..

Przypomnijmy – Piotr/Kefas – znaczy skała,
a Paweł (Paulus) – mniej więcej: drobny,
niepozorny, mało znaczny..

Zawsze szukałem w życiu rzeczy Wielkich
i Niezwykłych.

Dziś skończyłem 40 i rozpocząłem 41.

Zabawne, bo od roku wydaje się sobie o
wiele młodszy niż grubo wcześniej.
Choćby wiosną 2011 roku, gdy przyjechałem
do Poznania, by poznać Kobietę, która nigdy
mnie nie widziała, znała mnie tylko z
miniatur, które publikowałem na jednym z
portali literackich w sieci, ale która
utrzymywała, że zna mnie od dziecka, że wie
jaki jestem, że wie..kim jestem i..że mnie
kocha.
Zawsze lubiłem dziwne historie, więc
przyjachałem do niej, ujrzałem jej oczy i
duszę i pokochałem ją.

Był to Wielki Piątek tamtego roku.
I nie wiedziałem jeszcze wtedy, że wybrałem
się na drugi koniec Polski nie tylko po to,
by poznać Marię Alexandrę, ale także po to,
by umrzeć.
Ale nie o tym dniu chcę opowiedzieć, lecz o
pogodnej niedzieli w początkach lata tego
samego roku.
Była to Niedziela Ducha Św. – pod koniec
czerwca – a ja miałem wtedy jeszcze 33
lata.

Budząc się rankiem tego dnia czułem cały
swój byt tak dotkliwie, że podskórnie
wiedziałem, że moja śmierć jest blisko.
O niej jednak nie chcę tutaj opowiedzieć.

Ale – jak zapowiedziałem – o tym, co jest
skałą, i co jest podstawą, i co jest
ukryte.

Maria Alexandra na czczo zaprawiła się
w parku bardzo solidnym fitnessem, tak, że
gdy dołączyłem do niej w pobliskim barze,
wystarczyły niecałe 3 piwa by dość mocno
się wstawiła. Zostawiliśmy jej rower.
Zamówiliśmy taksówkę.

Prowadził ją Promiennie Uśmiechnięty
taksówkarz. Był to człowiek, który Się
Cieszył, a była to prawdziwa Radość.
Maria Alexandra zapytała go, z typową dla
niej bezpośredniością, czy jest zadowolony
z życia, tak jeżdząc po mieście taksówką.
A on odpowiedział jej równie prosto.

 

Maria Alexandra, zanim wyszliśmy z taxi,
pocałowała go, tego starszego kierowcę taksówki,
w rękę. Byłem o to na nią zły,
prawdę powiedziawszy: zrobiłem jej scenę.

Załatwiła mnie jedną oddzywką:
– Widziałeś kiedyś kurwę, co całuje w rękę?

Nie, nie widziałem. Prawdę powiedziawszy,
mało znam się na kurwach, ale wiem, o co
jej chodziło. Każdy facet powinien to wiedzieć..

Na szczęście przypomniała mi się chasydzka
opowieść o Ukrytych Cadykach.

A brzmiała ona tak:
– Na wozie z zastępem swoich wiernych
uczniów jechał wielki, niezwykły i słynny
cadyk – cudotwórca Cadyk z Opatowa.
Jednak, gdy wjeżdzali do miasteczka, Cadyk
w pewnej chwili podniósł się lekko i
głęboko wychyliwszy się z wozu, ukłonił –
przejeżdzającemu vis a vis żydowskiemu
biedaczynie – woźnicy powożącego chudym
koniem, ciągnącym równie chudy wóz
drabiniasty.

Chasydzi – uczniowie słynnego i wielkiego
Cadyka z Opatowa przez całą resztę drogi
zachodzili w głowę z jakiego to powodu ich
słynny Cadyk pokłonił się zwykłemu
wiejskiemu wożnicy. Dopiero jednak po
wieczerzy jeden z uczniów zabrał się na
odwagę by zapytac o to ich słynnego
mistrza.

 

Słynny cudotwórca Cadyk z Opatowa tak
odpowiedział uczniowi:

– Istnieją, jak wiecie, wielcy, słynni i
poważani przez wszystkich Cadycy. Macie
szczęście być uczniami jednego z nich 🙂

– Ale, zapamiętajcie: istnieją też ukryci
cadycy. Nikt ich nie zna i nie hołubi ich
wielkości. Ten woźnica, któremu się
pokłoniłem, był takim właśnie ukrytym
cadykiem.

– Zapamiętajcie: Ukryty Cadyk jest stokroć
większy i bardziej święty niż ja.
Albowiem: BYT KTÓRY JEST PODSTAWĄ ZNAJDUJE
SIĘ W UKRYCIU.

Gdy opowiedziałem tę historię,
Maria Alexandra powiedziała:
– Kocham CIę.

 

Dobranoc.

 

Mateusz Piotr Paweł (8.8)

Z okazji (8.8) opowiem pewną ciekawostkę.

Otóż moje prawdziwe nazwisko  (a dane te bardzo łatwo odnaleźć w sieci,
tak więc Marat Dakunin nigdy nie był i nie jest sposobem na ukrycie danych,
a tylko używanym od ponad 10 lat we wszelkich sprawach twórczych pseudonimem artystycznym) –  jest pochodzenia czecho-morawskiego.
Częściej występuje w Czechach i na terenie obecnej Słowacji, niekiedy na Węgrzech, w Polsce nosi je tylko ok. 30 osób, z których wszyscy pochodzą od wspólnego przodka, który zamieszkał w Małopolsce na początku XVIII w.

O co chodzi z tą ciekawostką?

Otóż, biorąc pod uwagę pewne zbieżności, nazwisko to można wyrazić mówiąc także: PIOTR I PAWEŁ.


Pośrednio można także dojść do tego, że znaczy ono „ukryty jest podstawą”.
A dodatkowo, co odkryłem stosunkowo niedawno – w sanskrycie oznacza ono „duszę, która się wciela„. O tym opowiem, jeśli chcecie – wieczorem..

No dobrze, ale to namieszane, jak to możliwe – z tym Piotrem i Pawłem
choćby tylko?

A tak:

Szymon nazwany został Piotrem, a Piotr/Kefas to SKAŁA
(Petrus – z łać. – a Kefas – także skała – po aramejsku).

A Paweł?
No cóż, Szaweł nazwany został Paweł (Paulus). Imię to znaczy: drobny, niewielki, mało znaczący.
Imię to zidentyfikował także, jako nadawane przez Boga ludziom, których wybrał do szczególnych zadań – wspaniały pisarz Mika Waltari, który wybranego przez Boga Rzymianina ochrzcił Minutusem (polecam „Trylogię Rzymską”) – co jest synonimiczne do Pawła, gdyż również oznacza „mały, nieznaczny”.

No dobrze, ale jak to się niby przekłada na moje nazwisko?

Ano tak – oznacza ono albo:

1) po słowacku i czesku horninę – czyli skałę (ogólnie), a dokładniej też tzw. szarogłaz, czyli skałę drobną, powszechną, „mało znaczną”

2) w najprostszej etymologii polskiej natomiast nazwisko to znaczy dosłownie DROBNY, MAŁY, NIEZNACZNY.

Tak więc mógłbym podpisywać się z imienia i nazwiska:

MATEUSZ PIOTR PAWEŁ

🙂

Mat, mal. Caravaggio

Przed 40-stką..

Obiecałem sobie, że rozpocznę tego bloga jeszcze przed 40-stką,
więc pisząc dziś dotrzymuję słowa.

Niedawno wróciłem z Zakopanego.
A tak, również pisząc w Zakopanem, w 2005 r., 12 lat temu, zakończyłem moją, bardzo specyficzną, książkę (pt. „Podręcznik pseudointelektualisty”,
kiedyś wydana, teraz dostępna za free, do ściągnięcia pod linkiem w pdf..)

Oto jej okładka, narysowana
przez Darka Rygla wg mojej wizjii 🙂

A oto właśnie i jej zakończenie..:

„Я не знал, что есть на свете такая боль, и скрючился от
муки, густая, красная буква „ю” распласталась у меня в
глазах и задрожала. И с тех пор я не приходил в сознание, и
никогда не приду.”
(Wieniedikt Jerofiejew, Moskwa- Pietuszki)

„Ja, który mknąłem przez wszystkie wagony w pogoni za rozwiązaniem zagadki…! Szkoda, że zapomniałem o czym ona była, ale pamiętam, że to było coś ważnego…Zresztą nieważne, potem sobie przypomnę… O wiele ważniejsze jest to, że kobieta płacze”
(Wieniedikt Jerofiejew, Moskwa- Pietuszki)

„Objawiam ci tu, mój synu, rzeczy, które mogą ci się przydać, po znakach niezawodnych poznałem bowiem, że przeznaczonym jesteś do łoża Salamandry.
– Niestety! Panie! – zawołałem – ten los mnie przeraża (…)”
(Anatol France, „Gospoda pod królową Gęsią – Nóżką”)

Witold Gombrowicz w Dzienniku 1967 – 1969 pisze:
„dla mnie wszystkie dążenia człowieka do wydobycia się z siebie, czy to będzie czysta estetyka, czysty strukturalizm, czy religia, marksizm – jest naiwnością skazaną na fiasko. To rodzaj męczeńskiego mistycyzmu. I temu dążeniu do odczłowieczenia (które zresztą sam podejmuję) musi koniecznie towarzyszyć dążenie do uczłowieczenia, w przeciwnym razie rzeczywistość rozpada się jak domek z kart i grozi utonięcie w werbalizmie nierzeczywistości. (…) Wasze konstrukcje, te wasze gmachy, pozostaną puste, póki w nich ktoś nie zamieszka.”

„Szukamy innego stanu dlatego, że nie rozumiemy użytku naszego; wychodzimy poza siebie, ponieważ nie wiemy, jak się zażyć”

„Próżno wszelako wspinać się na szczudła; i na szczudłach trzeba nam chodzić swoimi nogami”,

Michał z Wieży.

Seneka bronił się w „O życiu szczęśliwym” przed zarzutami rozdźwięku:
„Mówię o cnocie, nie o sobie. Kiedy potępiam wady, to przede wszystkim własne. Gdy zdołam, będę żył jak należy”.

„Żyję dla grzechu, przeżywam swe zgony,/ Życie mrze we mnie, a wina ma żywa./ Dobro me z nieba, zło ze mnie wypływa,/ Z woli mej, której władztwa-m pozbawiony.

(Michał Anioł, Poezje, przeł. Leopold Staff)

Tu zakończyłem z mocnym postanowieniem poprawy. Klucz wyrzuciłem.
Wytrych wrzuciłem głęboko.

Zakopane, sierpień 2005 roku.
Marat Dakunin

Co wspominam, Rzeszów, sierpień 2017 roku.

 

Prapremierowy wpis 17.07.2017 – Rozpoczynająca się Epoka Ducha Św. a Sztuka

Po Epoce Ojca i Epoce Syna następuje teraz epoka Ducha Św. Światem antycznym rządziła  „ufilozofowana” religia i nauka. Średniowiecze to okres podporządkowania filozofii i nauki
– religii. Epoka nowoczesna to z kolei religiai filozofia – podporządkowana nauce. Nowa epoka będzie (poczyna być) epoką sztuki. Sztuka nie szuka sprzeczności,
twórczo ZHARMONIZUJE zarówno religię, jak filozofię i naukę.
Hasłem: Estetyka konsumuje nawet Etykę!

(moja parafraza z Borisa Mouravieffa, Gnosis)