Kartka z pamiętnika

Zanim – za kilka dni – nastąpi kontynuacja poprzedniego
wpisu („Cele pracy ezoterycznej”), ponieważ – wpis ten
zakończyłem pewnym meta-odwołaniem, czyli odwołaniem
się do sensu i powołania nauczyciela w pracy ezoterycznej
w ogólności, uczynię małe interludium i przypomnę
fragment pewnego pamiętnika.
Marat Dakunin

Marsylia, () 1986

Jestem transformatorem i konwerterem
energii. To jest esencja mojego istnienia.
To jedyny możliwy cel. Mogę wybrać, czy 
służyć temu celowi, czy nie. Mogę być tylko
transformatorem. (..)
Albo, mogę służyć jako kanał. To wybór
pomiędzy samowolą a dyscypliną. Co robi
„Ja” to samowola. Co działa poprzez „Ja”
nią nie jest. Powiniem pozwolić, by
Działało poprze mnie. Trzeba wyeliminować
samowolę. Ale, na Boga, nie samokontrolę!

Tak więc chcę wyeliminować samowolę, usunąć
autoidentyfikację. TO bardzo ważne.
Chcę (jednak) wglądu i samoobserwacji.
Chcę zaplanować każdą godzinę.
Chcę pozbyć się garbu, przestać być
wielbłądem.
Chcę słuchać. Chcę wewnętrznie rozważać.
(..)
Świat jest marnością. Marnością, która
przeminie. Niebo przeminie, Ziemia
przeminie, drzewa przeminą, ludzie
przeminą. Ludzkie aspiracje przeminą. Nauka
i wiedza przeminie. Wszystko co mnie spaja,
przeminie.
Cel – na tym poziomie – nie istnieje.
Wyznaczać cel na tym poziomie to
okłamywanie samego siebie.
Humanizm, prawda, wiedza – to puste słowa.
Słowa otoczone przez cierpienie, które jest
bez znaczenia. Kiedy mówię, że „chcę pomóc
ludzkości” – to puste słowa.Kiedy mówię
„wiedza”, „nauka”, „prawda”, „poznanie” –
to słowa fantomy.

Jestem transformatorem energii i potrzebuję
służyć jako taki. To jest to, co mogę.
Gdzie jest wyjście?
Nic nie pozostanie z tego, co robię.
Równie dobrze mógłbym nie istnieć.
Myśleć, że jestem inny, że jestem
wyjątkowy? Że dokonam rzeczy, których nikt
nie dokonał – ale mi się uda, gdyż mam
szczęście? Boże, to możliwe, żeby wierzyć w
tę iluzję!(..)
Jeden cel wydaje się osiągalny.
Gdy koniec będzie blisko, cierpienie będzie tak
wielkie, że odejdę z ulgą (..)

Gdzie jest wyjście? Jakiemu celowi służą
ludzie? To jest eksperyment!
To, co bierze początek we mnie się nie
liczy. Jedyne, co mogę zrobić, to pozwolić czemuś
potężniejszemu mówić przeze mnie. Czemuś
mądrzejszemu mówić do mnie i mówić przeze
mnie. Działać przeze mnie.
Jestem łupiną, maszyną. Jestem możliwością
dla czegoś większego do bycia we mnie i
działania przeze mnie. Jestem miejscem,
które czeka by zostało wypełnione.

Jestem powozem bez woźnicy i bez pana.
Tak, jest mózg, są członki ciała, są
zmysły. Ale jestem tylko powozem, bez
powożącego i bez pana. Osobą z pretensjami
by posiadać jakieś prawa. Która odgrywa
role, czasami woźnicy, czasami pana – która
mówi ciągla „Ja”.
Lecz jestem tylko powozem,
który jedzie do nikąd i skazany
jest rozkraczyć się w jakimś rowie.
Moje aspiracje, moje ambicje, moje chęci –
to wszystko należy do pustego powozu
i konia,
(koń w metaforze człowieka Gurdżijewa
symbolizuje uczucia, jako siłę napędową człowieka
– dopisek MD) 
pozostawionego bez kontroli.
Wszystko, co robię, nic nie znaczy.
Wszystko co robię jest „osobiste”. Wszystko
co z [tej fałszywej osobowości]
pochodzi to balast.
To wielbłądzigarb.

Jak przejść przez ucho igielne z tym
garbem? Trzeba odłożyć na bok tę osobę.
Aspiracje i fanaberie – to nie ja.
Błogosławieni, którzy są potulni.
Potrzebuję potulności. Wyeliminowania
rzeczy zbędnych. I świadomości, że każda
chwila jest odgałęzieniem Wszechświata.

(Ark, Arkadiusz Jadczyk,
tłumacz. wersji angielskiej MD, choć językiem
ojczystym autora jest j. polski) 

Improwizacja (7-1-7) oraz Wolna Zemsta na Wrogu

Muszę przywołać siebie* do Porządku.

Siebie – tzn. moje Prawdziwe Ja.

[*tych małych „siebie” to nie mam co do porządku przywoływać –
nie posłuchają się, każde popędzi w inne strony i np. 
wejdą w świnie, a te skoczą do morza i potopią się, te małe
zwalczające się osobowości, z których każda chce czego innego
to nie ja – to coś, co mi narzucono, by moje „Ja” w tym pogubić,
– wiele ich, legion] 

Bo przecież – zapowiadałem – choćby w tych notkach:

tej,

tej

czy tej 

kontynuację i przedstawienie konkretnych kwestii – a –
już i „Na Nowy Rok” i teraz – nawet – odchodzę –
oddryfowuję od Tematu!

Ale to się nie powtórzy.
To jest ostatnia Improwizacja*.


*[a co później? Chcę zaplanowac każdą godzinę. 
Wykorzystać ją pożytecznie. Reagować przemyślanie.
Zasięgać rady tak Serca jak Rozumu zanim Uczynię!] 

A improwizacje są potrzebne, mają swoje miejsce!
Co się złego, niekorzystnego wydarzy,  – i z tego należy spróbować wyimprowizować jakiś pozytyw! – ubocznie, jakiś plusik spróbować
wyciągnąć.

Ale też pamiętam, jak pisał Ark:
„Działanie w improwizacji, impulsowe, natchnieniem
– bardzo się sprawdza!
Ale rzadko!
Na co dzień sprawdza się samodyscyplina!”

Z tym drugim u mnie bardzo źle. Ale – może i to – co
mnie ostatnio spotyka– a źle się dzieje w Państwie D(aku)-
nińskim – to i po to, by u mnie z tym, co źle – było lepiej?

Kolejne zastosowanie zasady Ruchu, Różnicy Potencjałów,
tego, że potrzeba czasem Negatywnego Impulsu by
wytworzyć Pozytywną Reakcję. Tak to jakoś bowiem jest,
że gdy się nam za dobrze wiedzie, gdy nic nie dolega,
gdy tyko życzliwość i przyjaźń i Sprawiedliwość w okół nas
– to jakby też NIC nas nie pcha do rozwoju, Zmiany – wpadamy
w stagnację, zastój, psujemy się, gnuśniejemy, tracimy WIGOR
– i ze światem nawet bywa podobnie.

Bo przecież, jak napisałem, 10 lat temu, w eksplikacji
do filmu „Alfa Omega”:

Stałość i zmiana.
 Metafora dotyczy przede wszystkim kwestii trwania i mijania, zmiany. Tęsknimy zarówno do niezmienności, zachowania tego co jest (trwaj chwilo), obawiamy się zmiany, równocześnie jednak odrzucamy zamarcie w skostnieniu, zatrzymaniu, zanik automatyzmów (namiętności), powtarzalność, nudę.
 Idea musi stawić czoła rzeczywistości, gdy świat realny zatrzymuje się, marzenie (urojenie) materializuje się siłą samego marzenia. Gdy czas staje, idea trwa wiecznie.
 A jednak ruch - to życie. Bezruch - to śmierć. Jeśli marzenie może mieć moc sprawczą, musi towarzyszyć mu wybór. Wiara, że stanie się coś, czego nie znamy, może sprawić, że zaufamy niewiadomej. Ubezpieczenie dotyczy zawsze zdarzenia przyszłego i niepewnego. Nadzieja na wieczną miłość leży w wierze i wyborze.

Dawno nie było u mnie piosenki, nie sądzicie?
No, może nie aż tak dawno..ale..
Ostatnio słuchałem trochę starego „One”.

I sam nie wiem, czy oryginał jest U2 (Bono) czy Casha.
Mi się ostatnio podoba Casha, Bono kiedyś,
a wersja Stipe’a z R.E.M. w ogóle.

Umówiłem się z pewnym pieśniarzem, bardzo wstępnie na razie,
ale zawsze, że, z jego gitarą i na dwa głosy zaśpiewamy „One”
na wiosnę.
Póki co – można go posłuchać jako barda i zobaczyć teledysk:

(…)

No, jak ktoś zobaczył cały teledysk Wyżej, to tę Ostatnią Improwizację
można (i wypada nawet) zacząć jakby od Początku (a środku niech będzie
Ungrund).

Ale Nowy Początek ma zawsze w sobie coś ze Starego Końca – inaczej
skąd by się Wziął? 🙂 – można powiedzieć – stosując się do tzw. zasady
logiki buddyjskiej…(per analogiam Wielki Wybuch – Oscylacja – Stworze”nia”)

***

Bądźcie Błogosławieni Nadwrażliwi!*

[*prof. Kazimierz Dąbrowski. Kto nie zna, to tym prędzej, a można nawet on-line, niech się zapozna, choćby z teorią „dezintegracji pozytywnej” – ale i dla ogólnej higieny psychicznej warto..]

Bądźcie Błogosławieni Którzy się Wstydzicie za Tych,
którzy Wstydu Nie Mają!

Zabawne, można mieć nawet taką empatię,
że można myśleć, iż się nie ma empatii.

Bądźcie Błogosławieni Którzy nie potraficie
Krzywdzić Innych z Premedytacją!

Albowiem tendencje się polaryzują.

Albowiem ludzie wybierają.

Albowiem teraz ludzie wybierają finalnie swój los.

I ci, którzy wybierają los tak tragiczny,
cierpi się za nich podwójnie.
Cierpi się za nich przedwcześnie.

"W blasku ranka, w nocy cieniach

Ktoś się rodzi dla cierpienia

W cieniach nocy, w dnia jasności

Ktoś się rodzi dla radości

Ktoś się rodzi dla radości

Ktoś się rodzi dla ciemności"

(W. Blake) 

Nie, nie ma żadnej pieprzonej predesytancji,
(szczególnie tej w wersji KALWIŃSKIEJ – o której –
jak brzmi dobry bunuelowski dowcip – nie wypada nawet
ludziom dobrze wychowanym zagadnąć przy obiedzie..),
jesteśmy wolni, ale im bardziej wybieramy Kłamstwo,
tym bardziej się od niego uzależniamy, im bardziej wchodzimy
w niewolę, tym mniej już mamy wolności, w tym sensie można
nawet wolność prawie do końca utracić…

{Ha, atakuje mnie 1000 dygresji, jak kiedyś, więc zamknę tego
diabła w butelce – i pozwolę sobie tylko w tym wpisie na improwizację.

I ta improwizacja – jest moją REAKCJĄ – jest moją zemstą,
jest moją Odpłatą, jest moją vendettą.

Można zresztą, kto chce, przeczytać mój - sprzed lat - ale
 jak gdyby czekał na tę okazję przygotowany..esej - dwucześciowy
 pt. "Perwersje Wolności".

Tutaj cz. I -  PERWERSJE WOLNOŚCI 
("Wolność jest perwersyjna - lubi ulegać swoim przeciwnikom...") 

A tutaj cz. II 

- przepraszam, wersje redakcyjne, możliwe usterki
i literówki, gdzieś w tej całej improwizacji zapodziały się pdf'y finalne 
po korekcie red.]

Kto lubi, może sobie posłuchać „Zemsty”, którą
obmyśla Ojciec – by pomścić zhańbioną córkę
(ale przemoc rodzi przemoc i Ojciec – który zhańbienie
na siebie nierozważnie zresztą wcześniej ściągnął,
i swej vendetty pożałuje – opłaci stratą największą
– śmiercią córki – aria Zemsty z Rigolett’a G. Verdiego:

Jeśli ktoś nie przepada za wyjcami operowymi to jest tez i wersja bardziej „swojska”

I już.
Lepiej posłuchać piosenki niż działać
nierozważnie, prawda?

Albo pomyśleć o tym, że jesteśmy Jednym, ale nie jesteśmy Tacy Sami
(„One”)

Is it getting better
Or do you feel the same
Will it make it easier on you
Now you got someone to blame

You say
One love
One life
When it’s one need
In the night
It’s one love
We get to share it
It leaves you baby
If you don’t care for it
Did I disappoint you?
Or leave a bad taste in your mouth?
You act like you never had love
And you want me to go without
Well it’s too late
Tonight
To drag the past out
Into the light
We’re one
But we’re not the same
We get to carry each other
Carry each other
One

Have you come here for forgiveness
Have you come to raise the dead
Have you come here to play Jesus
To the lepers in your head
Did I ask too much
More than a lot
You gave me nothing
Now it’s all I got
We’re one
But we’re not the same
We hurt each other
Then we do it again

You say
Love is a temple
Love a higher law
Love is a temple
Love the higher law
You ask me to enter
But then you make me crawl
And I can’t be holding on
To what you got
When all you got is hurt

One love
One blood
One life
You got to do what you should

One life
With each other

Sisters
Brothers

One life
But we’re not the same
We get to carry each other
Carry each other

One

Niech jednak też każdy znajdzie pociechę w tym, że „świat”
(i pisząc „świat” bynajmniej nie mam na myśli czegoś, co jest ‘naturalne’
czy też porządku jakiegoś ‘boskiego pochodzenia’) – że świat i jego słudzy,
jeśli z Nim– z Tobą – Ty, On, Ona, Ono, który, która, które to czytasz –
jeśli dają Ci się we znaki – znaczy to, żeś już nie tylko DonKichotem!
Bo na Don Kichotów wystarczą same wiatraki. Znajdź otuchę w tym,
że twoje działania zaczęły przynosić realne skutki, że wreszcie
odnalazłeś się w Rzeczywistości, prawdziwie złamałeś choć część Iluzji.
Że zaczynasz Czynić.

Że rozpocząłeś marsz ku Zwycięstwu.

Ale, cóż to byłby za Bóg – gdyby prowadziła do niego
tylko jedna Droga!
(jak odpowiedział raz chasydom Rabbi Jakow
Izzak Widzący z Lublina).

Jesteśmy Jednym, ale nie jesteśmy Tacy Sami!

Szanujmy się, Dbajmy o siebie!

Badźmy dla siebie Dobrzy,
wczuwajmy się w to co czynimy Drugim!

Bracia!
Siostry!

MD

Cele w ciele (Gnosis cz. II)

Ostatnio zapowiedziałem, że wpis „Gnosis” (tutaj link)
będzie miał kontynuację merytoryczną.

I oto ona. Słowa dotrzymuję.

Mieć cel, to ważna sprawa.

Odkryć dla siebie swój fundamentalny, życiowy cel – KAŻDY
– SAM DLA SIEBIE – i się go trzymać – sprawa jeszcze ważniejsza!

Ilu z nas żyje właściwie, pomijając drobne życiowe zabiegania
– BEZCELOWO?

Czy aby tak należy podchodzić do życia, które tutaj, w ciele,
na Ziemi, wiedziemy?

Mi się wydaje, że tak teoretyczne (w swoich poglądach, odczuciach)
jak praktycznie prowadzenie życia bezcelowego nie jest ani mądre
ani godne, ani nawet (sic!) popłatne. Jest tutaj, na marginesie cały
problem SENSU
, rozczarowań, doświadczeń, temat depresji,
temat NIHILIZMU
wreszcie.
O wszystkich tych, tak ważnych w naszym życiu, że czasem je najsilniej definiujących (lub..negujących) sprawach, napiszę. Napiszę już wkrótce!

Ja, piszący to, nie chcę Wam nic dawać zupełnie gotowego.
Bo w tej materii, do której zmierzam: tak nie można. Tak się nie uda.
Kto nam narzuca sztywne cele – czy aby jest przyjacielem
naszej Wolnej Woli? Czy aby jest tą Stroną, która Nam życzy dobrze?
Warto przemyśleć..

Najlepsze bowiem Opowieści są niedokończone.

A porzekadło mówi: Gute Lesser macht Ein Buch besser
(najmocniej przepraszam za nieznajomość jęz. niemieckiego
i możliwe usterki) tj. Dobry Czytelnik czyni samą książkę lepszą.

Nawiasem kwadratowym mówiąc, popełniłem kiedyś bardzo
dziwny Podręcznik, któremu patronowała m.in. powyższa sentencja.

 

okładka rys. Dariusz Rygiel na podst. projektu MD


Tutaj można go za darmo pobrać – PDF, ponad 130 stron 
]
Ostrzegam jednak z góry – książeczka to niebezpieczna!

**

Z celami, czy wszystkim innym, przez jakichś innych nam
wyznaczonymi, narzuconymi, czy nawet tylko podsuniętymi
czy doradzonymi – nie wiedze się zbyt dobrze. Bo i słusznie
– dlaczego przekonywać nas miałby i prawdziwe motywować cel,
który nie od nas samych – w całym tego słowa znaczeniu – pochodzi?

Najlepiej, by każdy sam dla siebie – coś – do budowania własnym życiem
i staraniami – odnalazł zupełnie samodzielnie.

Bo, powtórzę, za sobą sprzed kilku dni, tak mi się to podoba : ) :

Dobrze byłoby zasygnalizować Cel,
 tak by Inni mogli się (..) zorientować co do niego. Co do CELU.
 No i co do mnie.
 A na końcu, finalnie, tak byłoby najlepiej i to byłoby
 jak najbardziej Celowe: by się Inni mogli zorientować też co do Siebie,
 co do swoich Celów. Celów swoich Wnętrz. Celów ich prawdziwych „Ja”.

 

Każdy bowiem jest różny!
Każdy ma do rozmnożenia talenty! – choć nie każdy ma je
w tej samej walucie i tak samo łatwo wymienialne.
Każdy jednak może je zamienić, zmienić a może nawet Transmutować
w Wartości. Najlepiej te nieprzemijające.

Nad wymienialnością tej naszej przyrodzonej waluty czasem
trzeba się napracować! Ale ile później satysfakcji..
Z zakopania zaś daru niewiele pożytku..

niestety autor obrazka nie ustalony ale skojarzenie oczywiste jak mniemam

Oczywiście, jest najważniejsza praktycznie i prakseologicznie
kwestia celów szczegółowych, drobniejszych, cząstkowych,
instrumentalnych, celów poszczególnych etapów..KONKRETÓW.

I o konkretach, będzie! Trochę konkretów, kilka zaledwie..
już i tak umieściłem, na jednak będącej jeszcze w powijakach
stronie, do której przykleiłem tego bloga (http://cassiopaea.pl).
Choć zgodzę się, że są to konkrety..trochę poowijane..

Pisać będę przez najbliższe dwa – trzy odcinki, wspierając się Borysem Murawiewem, bo z nim mi, przynajmniej teraz, przynajmniej w pewnym zakresie, przynajmniej na pewnym etapie
– po drodze.
A sprawa jest bardziej ogólna – sprawa jest pewnej wspólnej,
nam ludziom, NATURY; może więc i Wam będzie po drodze,
przynajmniej
– na jakiś czas, przynajmniej w pewnym zakresie, przynajmniej:
by zacząć – lub wyjść z zastoju – lub: przerwać dryfowanie,
lub: nabrać wiatr w żagle. A na końcowej przystani,
ale może i – częściowo
– i na przesiadkowych – co nas może czekać..
A gdyby tak: RADOŚĆ NIE DO OPISANIA ? 

Będę tłumaczył część wstępu do II Tomu „Gnosis” Murawiewa, swobodnie, parafrazując, gdzieniegdzie dopowiem swój komentarz. Przepraszam,
za to, że tłumaczenie będzie wielce niedoskonałe i kulejące.

Dlaczego z Tomu II (z dopiskiem: Mesoteric)? – ano,
bo mi tu akurat pasuje ..

Ale słowo dodatkowego wyjaśnienia:

Według Tradycji, ze względu na wiedzę i czyn, 
ze względu na znajomość teorii i praktykę, 
ludzie dzielą się na Krąg Zewnętrzny i Krąg Wewnętrzny. 

Krąg Wewnętrzny zaś składa się z 3 kręgów, 
każdy od siebie węższy. 

Zewnętrzny krąg wewnętrzny nazywa się czasem Egzoterycznym.

Wszyscy, którzy do niego przynależą, bardzo wiele już osiągnęli, 
w perspektywie ogólnospołecznej to prawdziwa elita. 

Ludzie nim połączeni posiadają Wspólne Rozumienie.

Pośredni krąg nazywa się czasem mezoterycznym. 

Ludzie, którzy do niego należą, nie tylko posiadają wspólne
 rozumienie ale i takoż praktykują. 

Gdy ci z kręgu egzoterycznego KONTEMPLUJĄ, 
mezoterycy raczej KALKULUJĄ.

Krąg centralny nazywa się czasem Ezoterycznym.

Nieliczni w tym środkowym kręgu posiadają Wspólne Rozumienie, 
Praktykę oraz dodatkowo ich działania są zawsze doskonałe
 i zawsze konieczne. Ich praktyka jest dokładnym odbiciem 
Teorii, przedsięwzięcia zawsze niezbędne. Ich serce jest sercem dziecka.

Ich umysł, umysłem mędrca. Czyny ich są święte.

 

To, co wyżej, zanotowałem dla gości mojego profilu FB 20 sierpnia tego roku.

A to, co niżej

(true, true, without doubt..)

napisał Ark, 31 lat temu:

Marsylia, () 1986



Jestem transformatorem i konwerterem
energii. To jest esencja mojego istnienia.
To jedyny możliwy cel. Mogę wybrać, czy
służyć temu celowi, czy nie. Mogę być tylko
transformatorem. (..)

Albo, mogę służyć jako kanał. To wybór
pomiędzy samowolą a dyscypliną. Co robi
"Ja" to samowola. Co działa poprzez "Ja"
nią nie jest. Powiniem pozwolić, by
Działało poprze mnie. Trzeba wyeliminować
samowolę. Ale, na Boga, nie samokontrolę!

Tak więc chcę wyeliminować samowolę, usunąć
autoidentyfikację. TO bardzo ważne.
Chcę (jednak) wglądu i samoobserwacji.
Chcę zaplanować każdą godzinę.

Chcę pozbyć się garbu, przestać być
wielbłądem.
Chcę słuchać. Chcę wewnętrznie rozważać.

(..)

Świat jest marnością. Marnością, która
przeminie. Niebo przeminie, Ziemia
przeminie, drzewa przeminą, ludzie
przeminą. Ludzkie aspiracje przeminą. Nauka
i wiedza przeminie. Wszystko co mnie spaja,
przeminie.

Cel - na tym poziomie - nie istnieje.

Wyznaczać cel na tym poziomie to
okłamywanie samego siebie.

Humanizm, prawda, wiedza - to puste słowa.
Słowa otoczone przez cierpienie, które jest
bez znaczenia. Kiedy mówię, że "chę pomóc
ludzkości" - to puste słowa.Kiedy mówię
"wiedza", "nauka", "prawda", "poznanie" -
to słowa fantomy.

Jestem transformatorem energii i potrzebuję
służyć jako taki. To jest to, co mogę.

Gdzie jest wyjście?

Nic nie pozostanie z tego, co robię.

Równie dobrze mógłbym nie istnieć.

Myśleć, że jestem inny, że jestem
wyjątkowy? Że dokonam rzeczy, których nikt
nie dokonał - ale mi się uda, gdyż mam
szczęście? Boże, to możliwe, żeby wierzyć w
tę iluzję!(..)

Jeden cel wydaje się osiągalny. Gdy koniec
będzie blisko, cierpienie będzie tak
wielkie, że odejdę z ulgą (..)

Gdzie jest wyjście? Jakiemu celowi służą
ludzie? To jest eksperyment!

To, co bierze początek we mnie się nie
liczy. Jedyne, co mogę zrobić, to pozwolić czemuś
potężniejszemu mówić przeze mnie. Czemuś
mądrzejszemu mówić do mnie i mówić przeze
mnie. Działać przeze mnie.

Jestem łupiną, maszyną. Jestem możliwością
dla czegoś większego do bycia we mnie i
działania przeze mnie. Jestem miejscem,
które czeka by zostało wypełnione.

Jestem powozem bez woźnicy i bez pana.

Tak, jest mózg, są członki ciała, są
zmysły. Ale jestem tylko powozem, bez
powożącego i bez pana. Osobą z pretensjami
by posiadać jakieś prawa. Która odgrywa
role, czasami woźnicy, czasami pana - która
mówi ciągla "Ja". Lecz jestem tylko
powozem, który jedzie do nikąd i skazany
jest rozkraczyć się w jakimś rowie.

Moje aspiracje, moje ambicje, moje chęci -
to wszystko należy do pustego powozu i
konia, pozostawionego bez kontroli.
Wszystko, co robię, nic nie znaczy.
Wszystko co robię jest "osobiste". Wszystko
co z niej pochodzi to balast. To wielbłądzi
garb.

Jak przejść przez ucho igielne z tym
garbem? Trzeba odłożyć na bok tę osobę.
Aspiracje i fanaberie - to nie ja.

Błogosławieni, którzy są potulni.

Potrzebuję potulności. Wyeliminowania
rzeczy zbędnych. I świadomości, że każda
chwila jest odgałęzieniem Wszechświata.

(..)
tłumaczenie moje - MD

Ha!
Właśnie zorientowałem się, że biorąc pod uwagę to, co chciałem przedstawić,
ten wpis robi się za długi. A z czym jak czym ale Uwagą Potencjalnego Drogiego Czytelnika – igrać nie należy!

Dlatego, – o tym, o czym miało być: już w następnym Odcinku, za kilka dni..

Mam nadzieję, że tą woltą więcej rozbudziłem zaciekawienia niż irytacji.

Że tą Voltą stworzyłem – może nawet – jakieś Napięcie!

 

Tymczasem - do Następnego Wpisu..a ja
zbieram się do napisania zaległego maila
 do Mojej Drogiej Czytelniczki, H.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pamiętnik znaleziony w stole

Wróciłem z Beskidu Żywieckiego – chyba to już ostatnia
tegoroczna wyprawa. Noce dłuższe, dni krótsze – jesień,
a później zima – a z nimi dużo zaplanowanej, często nawet
odłożonej Pracy.

Ale sercem (i nogami, które jak zwykle, jeśli bolą, to od hamowania
przy schodzeniu, nie od wspinaczki..) jestem jeszcze w górach.
A miałem od tych wycieczek przerwę prawie 8 letnią.

Przypominają mi się moje notatki sprzed lat, z górami
właśnie związane.
Pisałem wtedy na przykład o UFO nad Babią Górą (Diablakiem)
Czy Pan wierzy w UFO w Beskidzie?https://www.salon24.pl/u/kalokagatek/105764,czy-pan-wierzy-w-ufo-w-beskidzie„.
Z notki poznikały zdjęcia, ale treść jest!
W zamian zamieszczam zdjęcie świeże, z Pilska:

Krzyże na słowackim szczycie Pilska i Mama

Kupiłem sobie stolik. A w zasadzie dwa stoliki.
Jeden, bo ładny i tajemniczy. Drugi – funkcjonalny. Do pracy.
Czy aby na pewno? Próbując go złożyć do kupy o mało
szlag mnie nie trafił..
Trzeba uważać, jeśli się jest z natury cholerykiem,
negatywnych uczuć nie warto wyrażać. Ale nie trzeba też ich tłamsić.
Najlepiej je, nikogo nie krzywdząc, pozytywnie rozładować.

„funkcjonalny stolik”

Wszystko przez to, że mam złe przyzwyczajenia.
Przyzwyczaiłem się pracować na leżąco. W związku z tym
zamówiłem sobie stolik o regulowanych dwóch wysokościach:
aby można było z niego korzystać i leżąc na łóżku i siedząc przy nim.
Złe przyzwyczajenia to nałogi.
Dobre – nawyki.
A takie, co dotyczą w sumie pracy, ale na leżąco, jak nazwać?

Ha! – ale cóż za przypadek! W drugim, tajemniczym stoliku,
znalazłem ukryty pamiętnik! Jakież to kierkegaardowskie.

Proszę, Ktoś pisze o Syrenach!
Co wyczytam, zapewne się tym podzielę!

A przecież 8 – 9 lat temu pisałem dużo właśnie o Sorenie Kierkegaardzie..
Pomiędzy wycieczkami górskimi pisałem np. tak
(w notce pt. „Trzy Korony i Czwarta..” –
https://www.salon24.pl/u/kalokagatek/72439,trzy-korony-czwarta-cz-2-1-2):

(..) Gurdżijew definiuje takie 
człowiecze centra:

- Centrum Intelektualne rejestruje myśli, 
kalkuluje, łączy, bada etc.;
- Centrum Emocjonalne ma w swojej domenie 
uczucia oraz poddane obróbce /?/ doznania i 
namiętności; 
- Centrum Ruchowe zarządza pięcioma zmysłami, 
gromadzi w organizmie energię poprzez jego 
instynktowne funkcje i przy pomocy jego funkcji 
motorycznych kieruje zużywaniem tej energii (tu 
chyba chodzi głównie o działanie..)

Było o tym w tej notce i w tej notce.

Dziś miałem ważkie dylematy. M.in. wybierałem 
trasę, którą przejdę górskie szlaki.
Jedne były dłuższe, ale proste, drugie były 
cięższe (ale w sumie i tak lajtowe) , jedne 
dawały perspektywę spotkania wielu turystów, 
inne wydawały się mniej uczęszczane. Czas był 
mocno ograniczony..

Na tych samotnych najłatwiej myśleć, choć 
myśleć wśród ludzi (Dzień Dobry! Dzień Dobry) 
jest szlachetniej (a może jakaś wartość dodana 
się trafi). 
Te cięższe dawały perspektywę szlifowania woli 
i ciała. 
Te ludne stwarzały (nikłą, bo nikłą) możliwość 
spotkania czarującej czarodziejki i 
ewentualnego zakochania się. 
Były też tzw. szlaki sentymentalne, 
przywołujące drgania uczuć z przeszłości. 
Centrum emocjonalne by się więc nasyciło. 
Rzuciłem monetą. 
Wypadł 3 razy orzeł.
Gdy wypada 3 razy orzeł to jak wiadomo jest to 
wg I-Cing stare Yang (albo Yin) 
i się długo nie utrzyma...
Wydaje się, że Platon pisał o trzech częściach 
duszy i stąd:
mądrość – jest cnotą części rozumnej, 
w męstwo – ma się wykształcić część impulsywna 
a panowanie nad sobą jest cnotą części 
pożądliwej. 
Cnota sprawiedliwości utrzymuje je w harmonii.

Dobra stanowią hierarchię, lecz na jej szczycie 
nie jest żadne z dóbr realnych ale sama idea 
dobra.

Celem jest zatem osiągniecie miłości samej idei 
dobra i piękna.

Wędrując jestem właściwie przekonany, iż 
osiągnąłem taką miłość.
Oczywiście, jest to bzdura, gdyż to mało warty 
sentymentalizm najpewniej
(nawet jak piesek górski przyskoczy). 
Czy w melancholię nie pcha często właśnie taka 
nieumiejętna 
(praecox ?) miłość do samych idei?

Wg Platona jednak poprzez cele realne, 
względne, skończone, można osiągać cele idealne 
i wieczne.

 

Sprawdziłem też, co pisałem 9 lat temu 1 października. Otóż nic nie pisałem.
Ale pisałem 29 września oraz 4.X.

Cytuję tam m.in. Rilkego

Nieznana cierpień przyczyna
Miłość niewyuczona
I dotąd niezdarta zasłona
Z tego, co dzieli nas w śmierci

(R.M. Rilke, Poezje wybrane)

Zdaje mi się, jakbym tyle lat temu zajmował się podobnymi sprawami,
co teraz.
Czyżbym więc ani trochę się nie postarzał? – nie rozwinął,
nie ewoluował?
A jednak – przecież po drodze, umarłem.
A jednak – jestem w miejscu podobnym – lecz trochę gdzie indziej.

 

Rzeczywiście, Ark kiedyś napisał:
– Żeby samemu zajść wyżej, trzeba podać rękę tym, 
którzy są niżej na drabinie. Tak to już jest urządzone..

mal. William Blake

Prace, cele, metody, techniki

Jak mawia Arkadiusz Jadczyk: jak najbardziej chwal się –
rzeczami nad którymi się napracowałeś albo uczciwie ci wyszły.

Skończyłem dziś zasadniczy etap, rzeczy, która mi się
strasznie przeciągała w czasie, której nie powinienem
się podejmować, bo nie znam się na tym i raczej nie mam
do tego tzw. drygu. Ale – mimo strasznej obsuwy czasowej,
jest to skończone – na tyle, że nawet zajmowanie się dalej
tym samym będzie już proste i szybkie.

Teraz przechodzę do bardzo istotnych prac, – jest reguła
First things First” – „Pierwsze rzeczy (niech) są Pierwsze„.

A także reguła: uczyń najważniejszą rzecz nie główną a jedyną,
której się poświęcasz
.  Tak uczynić, z pewnych względów, nie mogę
– a to dlatego przede wszystkim, że są to sprawy, zadania
i projekty o w zasadzie równym Najwyższym Priorytecie –
oraz dlatego, że są ze sobą powiązane, choć skutkują
na różnych polach, i to wydawałoby się odległych,
aż nie do pogodzenia: będą bowiem budowane by osiągnąć
cele i wyniki tak w płaszyźnie ideowej a nawet duchowej,
ale także materialnej i bardzo pragmatycznej, a może i..
politycznej..

Będę stosował w pracy: wysiłek fizyczny, umysłowy
i emocjonalny (sic!), będę używał metod logicznych,
psychologicznych
i – par excellence, mistycznych.

Będę posługiwał się technikami – m.in. IV Drogi (Gurdżijewa),
V Drogi (Marata) – tę drugą w zasadzie dopiero konstytuował
technikami procesualnymi (celem – jestem proces – żyj tak,
jakbyś miał jutro umrzeć – ucz się tak, jakbyś miał żyć wiecznie
),
technikami: ironicznego przypadku, techniką racjonalnej irracjonalności,
lekko zarzuconą, ale naprawianą techniką
Samozbawienia przez Samozabawę, oraz wieloma innymi,
powszednimi, zgodnie z kluczem i duchem technik
Zen i Kaizen – doceniania Małego i Zwyczajnego oraz
Metody Małych Kroków. Warto dodać, choć techniki Zen
widzę jako wartościowe, to meritum i zbytniego samolubstwa
w tej drodze, jak się wydaje, nie recypuję
(nie chcę tego recypować – a chcę:
Dzielić się tym, co mogę najwartościowszego
zdobyć – jeśli nie dzielimy się tym, co najlepsze posiadamy,
zaczynamy 
słyżyć sobie, a nie Innym – schodzimy na
lewą ścieżkę
..),  tak jak i ducha buddyzmu, który wydaje się,
mimo takoż cennych i wartościowych elementów i technik,
nazbyt pasywny
w podejściu do..Dobra.
[poprawka: Nazbyt pasywny w podejściu do ZŁA – to jest istotne!]

(przypominam sobie: 
- Jak bardzo jestem zatruty złem?
- To nie jest istotne. Istotne jest: jak bardzo jesteś "zatruty" dobrem.)

 

Kiedyś ukułem ironiczne hasło: – „Praktykuję mini-wkład do maxi-spraw” (nawiązanie do terminologii L. Kołakowskiego) i jego cyniczną wersję:
Chodzi o to, by minimalnym wysiłkiem osiągnać maksymalne rezultaty„.
Chcę te reguły uzdrowić, akcent kłaść na to, co w nich ekonomiczne, czyli efektywność działania, a nie na to, co w nich ironiczne (cyniczne tak naprawdę nigdy nie były, bo i ja nigdy nie byłem naprawdę cyniczny) – powodowane przeszłą melancholią.

Grafika górna – William Blake, fot. słońca na dole – Marat, kompilacja kolażu też M, cytat: Franciszek z Asyżu.

 

 

górna fot – Paul K. Feyerabend, błyskotliwy fizyk teoretyk i filozof nauki, autor metody „Anything Goes” (Wszystko Ujdzie – w..myciu?;–), autor m.in. wnikliwych studiów przełomowych odkryć naukowych, cenionego komentarza do Traktatu Logiczno-Filozoficznego Wittgensteina oraz wspomień pt. „Zabijanie Czasu” (z tego wszystkie w całości przeczytałem te ostatnie..)

 

moja kuchenka, Mamusia kupiła

 

Odmiana V Drogi wg G.I.Gurdżijewa (G.I.Gurdjieff), grafika na podstawie fotografii (c) M(ja,ja)

 

 

fot. na licencji creative commons (nie ja, Wspólne Dobro)