Dwa (2) dwa [2,2] TiP czyli Wskazówka

 

A tak, bez przeprosin, bez Dzień Dobry ani nawet:

-Pochwalony!

Po prostu: Teoria i Praktyka, czyli TiP – znaczy się, z anglosaska,
po polsku zaś – wskazówka (najwyższy na nią czas i to tę grubą!;
końcówka kija wskazuje cel bili S*)

4,4

8

oo

 Pi

meta-motto

motto ze „Zniewolonego umysłu” Czesława Miłosza: Jeżeli dwóch się kłóci,
a jeden ma rzetelnych 55 procent racji, to bardzo dobrze i nie ma się co szarpać.
A kto ma 60 procent racji? To ślicznie, to wielkie szczęście i niech Panu Bogu dziękuje! A co by powiedzieć o 85 procent racji? Mądrzy ludzie powiadają, że to bardzo podejrzane. No, a co o 100 procent? Taki, co mówi, że ma 100 procent racji, to paskudny gwałtownik, straszny rabuśnik, największy łajdak.
(Stary Żyd z Podkarpacia) 

 

Niewypełnienie planów z ostatniego wpisu jak Wy wiecie i ja wiem nastąpiło, zamiast przyśpieszenia, miast konkretów (które się nawet dokonkretyzowały)
i zamiast zadowolenia – wyrzuty sumienia.

- Dobrze być praktycznym, pragmatycznym, „uziemionym” 
- Niedobrze być praktycznym, pragmatycznym, parterowym.
„Rzeczywistość", która mnie otacza, jest tak naprawdę iluzoryczna.
 Realna jest MYŚL.
Myśli, którymi żyję, tworzą sztuczny świat. 
Tak naprawdę liczy się tylko „obiektywny świat w okół”.

2 x 2 – 2 razy po 2 zdania.                   [w sumie jednak: 8 (2;2;2;2) hehe]

Sprzeczne zdania, sprzeczne myśli
(czy sprzeczne światy? – Temat na esej bawiący się pojęciami i formą)
– paradoksy (?).

A jednak jeden i drugi REŻIM REALNY – jeden i drugi może realnie
ZA
szkodzić. Jeden i drugi może też obracać się  na naszą korzyść.

Tylko trzeba wiedzieć (i praktykować tę wiedzę), kiedy należy wybrać
Praktykę i Ziemię, a kiedy Myśl i Ideę.
We WDRAŻANIU – chyba to pierwsze.
W kreatywnej inspiracji – chyba to drugie, nieprawdaż?

A gdy bywa odwrotnie (a – świat wygląda jak wygląda, a ja boczę się na siebie
jak się ostatnio boczyłem – bo zwykle BYWA odwrotnie) – bardzo źle bywa.

***

No dobrze, ale o co to całe kwa..gdakanie..?

To Drobienie, rozdrabnianie (się też).

Hmm..Część rekreacyjno – art. na ten temat będzie w następnym odcinku, 
gdyż jest dość rozbudowana..- następny odcinek (kolejny wpis) już
za 3 dni (zatem 8 maja – 8.5.), więc tutaj tylko skurwonek
(nie, nie..nic obraźliwego – to taki Skowronek (trailer, zapowiedź)
Kury (tak, tak..).
Powszedni (vulg.) [powszechny – vul.claer] – nie od w. dzwonu ;-0.

 

(napis filmowy na tej stopklatce głosi w jęz. angielskim: „The hen” – co tłumaczy się na nasze: KURA -;)

***

Zaprawdę, jest czas płodzenia i czas umierania.
I na wszystkie rzeczy jest odpowiedni czas pod Słońcem.
Jest czas wymyślania i czas wdrażania.
Czas teorii i praktyki.

Teoria ma czas,
gdy jest bardziej teoretyczna;
nadchodzi jednak Czas,
gdy stać się musi bardziej praktyczna.

Praktyka zaś ma czas, gdy musi być poprawiona
przez Serca i Myśli;
Wszak pozostaje przez to Praktyczna,
podczas gdy będąc nie w czasie,
Zawczasu lub po Czasie stałaby się Teoretyczna.

Gdy zaś praktyka staje się Teoretyczna
nie w swoim Czasie,
Kończą się czasy.

Gdy zaś Teoria rozradza się w czasie Umierania,
Staje się przez to bardziej teoretyczna.

 

Teoria jest bardzo dobra, znam to z praktyki.
Praktyka jednak teorii rzadko się słucha, znam to z teorii 
(dowcip Ark'a w komentarzu na jego BLOGU (link tutaj) ok. 1,5 roku temu); 

możliwe przeszeregowania tego dwuzdania, które jednak nie jest zderzeniem tutaj dwóch reżimów, a raczej dowcipem. W każdym dowcipie jednak jest jakaś Prawda, im lepszy zaś dowcip tym większa to prawda i więcej to prawdy. Przeszeregowania (polecam takie ćwiczenie!) tego humorystycznego powiedzenie można twórczo i z pożytkiem przemedytować. Oby jednak w czasie medytowania, a nie czasie wdrażania. 
Przykład przeszeregowania: „Praktyka jest bardzo dobra, znam to z teorii 
(co brane dosłownie jest przyznaniem się do ohydnej porażki).
 Teoria jednak praktyki rzadko się słucha,znam to z praktyki
(to zdanie z kolei sugeruje prima facie utyskiwanie 
Sprawiedliwego nad Innymi) 
etc.etc.

 

Wszystko ma wyznaczony Czas pod Słońcem
(nad Słońcem czasu nie ma).
I jest czas Płodzenia i Czas Obumierania.

Narodzeni powtórnie wiedzą, jak błogosławiony jest Czas Umierania..

*

Czas od ostatniego wpisu przyniósł wiele pozytywów, takich jak wspomniane dokonkretyzowanie się (nie finalne, ale znaczne) w pozytywnym kierunku pewnych konkretów (mających bardzo praktyczny aspekt), przyniósł nowe pomysły, nie sprawił, że to, co było przygotowane stało się zbędne albo niewłaściwe, a raczej to ubogacił. Mimo to, czas ten stał ogólnie pod
znakiem rosnącej ZŁOŚCI NA SIEBIE. Sama złość na siebie już jest ZŁA.
Szczególnie w tym kontekście w jakim wiem, że istniała.

A PRAKTYCZNIE jest rzecz jeszcze gorsza
(pytanie wsobne: czy ta RZECZ to moja cecha?)

[Uwierzenie w to, że to cecha nie moja, może być bardzo pomocne,
ale tutaj napotykam na pewną barierę, która zwie się ŚWIADOMOŚCIĄ PRETENSJONALNOŚCI tj. własnych pretensji do bycia „zbyt”.
Bariera ta jest w praktyce raczej SZKODLIWA..]

Jaka to rzecz?

Ano taki mój osobliwy zwyczaj – który z samego opisu (czy jego własnego przeżywania) nie wydaje się może FATALNY i OHYDNY ale w PRAKTYCE

(postawmy tutaj po kantowsku znak równości między RZECZYWISTOŚCIĄ 
i praktyką – po kantowsku zakrzyknijmy w duchu: Niech żyje METAPRAKTYKA – która jest Drugą (czy raczej Pierwszą) Metafizyką – w której nomen omen jest NOUMEN – w której jesteśmy twórcami i stwórcami i to my decydujemy, że jesteśmy WOLNI – wypełniając tę wolność – jak kto lubi – a ja lubię SKRÓTY
 – z serdecznego palca najbliżej mam do SERCA).
[tabliczka dla Ś.P. Non Omnis Moriar Kantystów]

 

O.T.O-Sam opis tegoż:
Tak to BYWAŁO bardzo często, że gdy zobowiązałem się – tak wewnętrznie
jak zewnętrznie – do jakiejś Konsekwencji Działania – i mijające dnie
i tygodnie przynosiły kolejne opóźnienia i niekonsekwencje w tę założoną radośnie, zaplanowaną konsekwencję – to popadałem w coraz to większą niezgodę z sobą samym, siebie samego krytykę i obwinianie.
Skutek tego jednak był Najstraszliwszy i Najohydniejszy praktycznie –
bowiem coraz bardziej zły na samego siebie – wolałem – gdyż przynosiło
się to na złudny rodzaj „bezpieczeństwa” – W OGÓLE się daną – coraz bardziej opóźnianą rzeczą nie zajmować, od niej abstrahować (przy czym w głowie, teoretycznie, nigdy się z niej nie wycofawszy (sic gramatic!),
ba! – tego w ogóle nie brałem pod uwagę; to z kolei złudne „bezpieczeństwo”,
że dalej jest się wiernym idei..

Skutki tak piramidalnego zaniedbania PRAKTYCZNEGO,
skutki tak prymitywnego (a jednak na swój sposób wyszukanego) UNIKU
były (pisząc tutaj o tym wprost nie mogę nie zakładać z całkowitym przekonywaniem się, jak tylko potrafię, proporcjonalnie do fluktujących możliwości koncentracji i sublimacji, zaniżonych oczywiście przez te ohydne najszkodliwsze z możliwych praktyki, te właśnie, o których mowa) OPŁAKANE:
w istocie, w rzeczy samej, najgorsze z możliwych.
Tutaj opis tego bezeceństwa ucinam, co do TERAZ i wszelkiej przyszłości
zaś bez cienia wahania przyjmuję, że praktyki opisane i do nich podobne są
już wyłącznie SNEM W PRZESZŁOŚCI – nierzeczywistym i o zatraconej granicy, jak mrok w obliczu światła.

Teraz zaś i  RZECZYWISTOŚCI PRZYSZŁOŚCI trzeba (chcę) to wszystko sobie
i Wam wynagrodzić i zaczynam już teraz.

Przyśpieszenie, planowane, nie NASTĄPI ale nastąpiło, jest to faktem tak pewnym, że za 3 dni (tj. ósmego maja, 8-5…) nastąpi następny wielce SUBTANCJALNY przekaz treści (kolejny wpis).

Obiecane zaś, już wcześniej, a tak solennie ostatnio, KONKRETY
(te najkonkretniejsze z konkretnych) cały czas, który dodatkowo minął
tylko dodatkowo wygładził, ubogacił i dopragmatyzował: jest to nielicha pociecha! A ponieważ w tej chwili już wiem, że NAJSOLIDNIEJ i
Najrelewantniej będę mógł przedstawić je w CZERWCU – zatem to –
kolejne już powiecie opóźnienie jest tylko i niech nazywa się słusznie
(o co i Was, Ktokolwiek czyta i liczy na to, że piszący jest słowny i da to,
co obiecał – a on też na to liczy..) nie spóźnieniem czy kolejnym
przekładaniem ale DOJRZEWANIEM, MATuracją.

Albowiem najlepszymi PRZEPROSINAMI
w praktyce nie jest przecież
ani paraliżujący żal ani chłostający wyrzut
sumienia, ale pogodne, pełne wiary, nadziei
i już rozpoczętej praktyki odnawiane wciąż
postanowienie!

 

Takie to oczywiste, prawda?

Jak to, że tutaj tylko rozpoczęliśmy wątki,
które znajdą rozwinięcie i finał już za 3 dni.
Odnowione (i to jeszcze z auto-testem), Renovata Integra!

 

 

sprawa gdakania – Praktyczność i Procesualność tego drobienia.. Pi..pi.pi..so!

Cele nie tylko w ciele, cele Duszy i Ducha (cz. I)

Ha, Walenty Impotent!
Impas! Imbecyl! Immanentny Impertynent Improwizacji!
Miglanc! Dyscypliny mu!

Piszę, by z impasu wyjść, ale i świadectwo impasu
w tym odbić się niestety musi. Nawet tytuł – bez polotu,
choć wskazuje na to, że wpis ten był zapowiadany przez kilka
wcześniejszych, choćby ten o tytule
„Cele w ciele” (Gnosis cz. II)  – a tutaj do niego wygodny link.

Dziś wigilia (tak, tak..) Świętego Walentego.
Rok temu – dzień następny – przełamał impas.
Jak będzie tym razem?

Ha, Walentynki (nie przepadam za tym świętem,
nie lubiąc sztuczności i komercjalizacji,
ale to nic oryginalnego, to przepadanie
czy nieprzepadanie, by się rozpisywać; niemniej
datę i znaczenie stworzono i zaznaczono)
wypadałoby może napisać o Duszach Polarnych,
ale nie mogę.

Czy raczej: nie powinienem. Bo przecież prawdziwa,
dojrzała miłość to także odpowiedzialność
(nie tylko działanie chwilą, inspiracją,
AUTOMATYZMY NAMIĘTNOŚCI);
to wypełnianie swych zobowiązań,
to możność polegania na sobie, ba: wierność.
Więc będąc wierny zobowiązaniu (co to znaczy?
Sobie!) powinienem w końcu napisać – co przekładałem
od grudnia, i w międzyczasie pojawiły się trochę „reakcyjne”
wpisy, o tym co obiecywałem i co zapowiadałem
(mianowicie o Celach, z II Tomu Gnosis, Borysa Murawiewa).
I tak zrobię. W stylu, o którym też już się zająknąłem, czyli moja,
dość wierna w tym wypadku parafraza, z pewnym komentarzem..

Nie jestem fanem teologii zmarłego papieża – rodaka (polecam książkę niemieckiego teologa Horsta Herrmanna „Jan Paweł II złapany za słowo”)
a resztę tutaj muszę choćby z racji miejsca zmilczeć (za dużo trzeba byłoby napisać), lecz wydaje się, że słusznie i trafnie kiedyś to on właśnie napisał:

Karol Wojtyła w „Miłości i odpowiedzialności”:
„Resentyment polegał na błędnym, wypaczonym stosunku
do wartości. Jest to brak obiektywizmu w ocenie i 
wartościowaniu, a źródła jego leżą w słabości woli. 
Chodzi o to, że wyższa wartość
domaga się większego wysiłku, woli, 
jeśli chcemy ją osiągnąć lub zrealizować. 
Aby więc subiektywnie zwolnić się od tego wysiłku, 
aby przed samym sobą usprawiedliwić brak takiej wartości, 
pomniejszamy jej znaczenie, odmawiamy jej tego, 
co w rzeczywistości jej przysługuje, 
widzimy w niej wręcz jakieś zło, 
choć obiektywizm zobowiązuje do uznania dobra. 
Resentyment posiada, jak widać,
znamienne cechy tej kardynalnej wady, 
jaką jest lenistwo. Św. Tomasz określa lenistwo 
(acedia) jako » smutek płynący stąd, że dobro, jest trudne «

By zrównoważyć to, co wyżej, wspomnę też, zanim przejdę
do sedna tego wpisu, o rzeczach lżejszych. Ale krótko.

Podczytuję bowiem ostatnio trochę bajek dla dorosłych oraz
poważnych rozpraw naukowych dla dzieci.

I przeczytałem, w takiej malutkiej książeczce, między innymi, że..

..Ludzie - Lwy, biorąc pod uwagę Czwórnię Elementów (Pierwiastków), 
reprezentują Ogień i Ziemię (Ogień - Kreatywność, Ziemia - Pragmatyczność,
Realizm). Ludzie - Wodę i Ziemię (Woda - uczucia, spełnienie emocjonalne).
Koty wcielają się jako ludzie bardzo rzadko, gdyż jest to bardzo
problematyczne - dochodzi bowiem do połączenia Ognia z Wodą.
Wybuchowa Kreatywność walczy z Emocjonalnością. Wielkie problemy
z Pierwiastkiem Pragmatyczności..

Ha, spyta ktoś - skąd taki akurat wybór tej "lżejszej" odskoczni
w niniejszym wpisie. Odpowiedzieć mogę tutaj tylko najkrócej:
- zaklinam impas.

 

Przejdźmy już teraz do niezwykle ważnej, treściwej i w miarę konkretnej rekapitulacji pewnych faktów ze wstępu do Gnosis (Tomu II), Murawiewa.

Finalnym celem (celami), które może osiągnąć człowiek
poprzez pracę ezoteryczną 
są Drugie (Powtórne)
Narodziny i Pokonanie Śmierci.

Cel od dawien dawna jest jasno wyłożony w różnych pismach
i omówiony przez różne doktryny (i religie). To jest ZBAWIENIE.

Tutaj mała uwaga: Drugie Narodziny można rozumieć trochę inaczej,
jako pewien, niezbędny i kluczowy etap, na drodze do Całkowitego Pokonania Śmierci, Zbawienia. Musiałbym poruszyć zbyt wiele wątków na raz, by tutaj wyczerpująco to rozróżnienie wyjaśnić. Ale czyniłem to– pośrednio – tutaj,
nawet w pierwszych notkach, wydawałoby się, że raczej osobistych,
z sierpnia 2017 r. I do sprawy, już bezpośrednio, konkretniej
i szczegółowo – wrócę.

Zatrzymam się tutaj na dłużej nad tym słówkiem,
pojęciem, które padło, tj. ZBAWIENIEM.

No cóż, pomijając już to, co pisałem tutaj już nie raz, a pisałem z grubsza, że..

CZYNIENIE DOBRA JEST NAGRODĄ SAMĄ W SOBIE. Jeśli potrafimy być w tym skuteczni i widzimy rezultaty, trudno sobie wyobrazić większą Radość. Jeśli kogoś to nie pociąga, jeśli do kogoś nie przemawia:
 - niech się dobrze zastanowi, czy na pewno dobrze sobie wyobraża, to o czym mowa. A może myśli o rozczarowaniach, bezowocnej idealistycznej harówce, łudzeniu siebie i Innych? Bynajmniej nie o to chodzi..
 Jeśli ktoś zaś lubi myśleć ekonomicznie, ba, nawet marketingowo, biznesowo – PIAROWO – to przecież, warto znać swoją, ludzką, psychologię, i wiedzieć, że zarówno porzekadła, jak przykłady z życia, a i badania i dane, mówią, że ani sława ani pieniądze ani nawet wydawałoby się mniej materialne korzyści nie dają człowiekowi prawdziwego szczęścia. Jeśli maksymalnie to spragmatyzować psychologicznie, szczęście daje nam poczucie własnej wartości. A na to poczucie składa się przede wszystkim przecież nasza sprawczość: co czynimy, jak czynimy i jak jesteśmy postrzegani przez innych, w społeczeństwie. 

Co absolutnie nie znaczy, że wyznacznikiem ma być właśnie jakaś WIĘKSZOŚĆ.
 
Choć właśnie bardziej takie starania widać dookoła, to nic bardziej mylnego - wartości są stałe, rozpoznane i wybrane jako godne realizacji przez nas, osobiście, naszą, od Boga daną, Wolną Wolą i nie potrzeba ani przejmować się tym, jak widzą i oceniają nas inni (należy się właśnie tego rodzaju, naturalnej, tendencji, do przypodobania się społeczeństwu czy innym, w tym sensie, pozbyć). 
A więc nie ma tutaj miejsca dla oportunizmów czy populizmów, utwierdzać nas w naszej wartości mogą tylko ludzie NAM RÓWNI - nie w sensie elitarnym, ale w sensie szczerego i konsekwentnego przykładu życiowego..
Zdaję sobie sprawę, że tego rodzaju tyradę, by kogoś przekonać, że nie mówię tutaj o utopii - należałoby znacznie rozbudować. Nie ma takiej potrzebny ani też takiej możliwości. Ja po prostu mówię o wartości szlachetnośći przeglądającej się w lustrach z tego samego kryształu,

Dla tych, którzy potrafią to dostrzec, mogę odwołać się do obserwacji -  widać nie od dziś bowiem NACHODZĄCĄ ZMIANĘ.
 Jeśli jednak ktoś świadomie może stwierdzić, że go to nie bawi, to nie jest jego cel, powołanie, Zadanie, które można uczynić najważniejszym w życiu – to niech idzie swoją drogą. Daleki jestem od tego, żeby takiego Kogoś przekonywać, że jednak powinien obrać drogę na przekór sobie. Niech się święci wolna wola (oby jednak, świadoma) – tak kiedyś zdecydował Bóg – i źle czynią religie czy ideolodzy, którzy chcą innym wcisnąć swoje ideały jako najlepsze także dla nich. Tyle tego..

Zbawienie. Powiem  szczerze– mnie osobiście to jakoś bardzo nie podnieca..
Bo i cóż to znaczy? Mało to mamy dowcipów o „rozrywkowym” piekle i „niebie”, w którym można zdechnąć z nudów? Bujanie na chmurkach? A nawet ta „wieczna szczęśliwość płynąca z obcowania z Bogiem” nie jest wg mnie właściwym postawieniem tematu.

Załóżmy więc, że Zbawienie – to nie koniec pewnej drogi,
że to początek Następnego Etapu. Że nie czeka nas
od razu Wieczna Nagroda czy słodkie nieróbstwo,
ale że czeka Nowa Przygoda, Nowe Wyzwania (poza tym
nowe dominanty świata..niekoniecznie już zatem Egoizm jako
spiritus movens..) i nowe MOŻLIWOŚCI
(i nowe, procesualnie, nie finalnie, rzecz ujmując, radości).

Konkrety? No dobrze, mi np. utkwiło w głowie:
- Na tym (wyższym) poziomie, fizyczność/materialność 
jest WARIABILNA - zmienna. Fizyczność, ciało, nie jest już więzieniem 
(dla duszy..), lecz domem - który możemy kształtować, z którego
możemy swobodnie korzystać i zmieniać. 
Pamiętam też ważkie znaczeniowo zdanie, które
wydaje się fantastyczne, ale w gruncie rzeczy raczej jest
ostrzeżeniem..:
('na tym poziomie myślenie życzeniowe staje się 
rzeczywistością dla tego poziomu').

 

Wracamy do Gnosis.
A tam dalej idzie tak:


Z RZADKIMI WYJĄTKAMI cel ten (patrz wyżej..) może być
osiągnięty przez CIĘŻKĄ I METODYCZNĄ PRACĘ.
Suma koniecznych ŚWIADOMYCH WYSIŁKÓW danej jednostki,
osobowości – do osiągnięcia celu konieczna – jest wprost
proporcjonalna do stopnia degeneracji tej jednostki, osobowości.

Zatrzymajmy się chwilę nad tymi wyjątkami.

Kiedyś, co do wyjątków, miałem różne wątpliwości.
Choćby takie, jak wyjątki pogodzić w ogólnie braną Sprawiedliwością
Bożą etc. No cóż, wydaje się, że – nie mając tutaj miejsca na omówienie
sprawy szerzej – należy pogodzić się z tym, że jeśli są jakieś „wyjątki”,
to tylko z pewnego punktu widzenia, z danego subiektywnego odniesienia,
a całościowo rzecz biorąc sobie na to wcześniej odpowiednio zapracowały
i nie mamy tutaj do czynienia z daniem komuś więcej darmo czy zwolnieniem
z czegoś, z powodu jakiegoś wyjątkowego „upodobania”.

Większość ludzi, jak się wydaje, lubi zapominać o wszelkich wątpliwościach,
jeśli „wyjątkowość” przyznaje akurat samemu sobie – ta droga iluzji zasługuje na to, by przed nią specjalnie przestrzec! Odwrotnie nawet – warto sobie pod tym względem umniejszać, to popłaca.
Osobiście np. rozważając dawniej pewne możliwe rozwiązania teologiczne,
kosmiczne, stworzenia, kształtu świata, etapów istnienia itp. – jako jedną z podstawowych reguł weryfikujących potencjalne szanse na bliskość faktom tych pomysłów – miałem taką, by – jeśli dane rozwiązanie czy teoria akurat mnie, tutaj, w tych faktycznych okolicznościach życiowych, stawiały w pozycji jakoś uprzywilejowanej, coś mi „ułatwiały”, albo z czegoś zwalniały – to do takich teorii należy żywić jak najdalej idące uprzedzenie i traktować w najwyższy sposób podejrzliwie, jeśli nie z miejsca odrzucić (raczej odrzucałem z miejsca!)
Takie podejście wydaje się nazbyt ostre, ale się zwykle opłaca –
oczywiście nie można popaść w drugą skrajność i jakiś transcendentalny
masochizm (!)

Patrząc na to, jak wyżej udało (czy raczej nie udało) mi się sformułować
myśli, zwykle – zwykle tutaj płynące lepiej, sprawniej i przejrzyściej odbiorczo
– dostrzegłem odcisk kopyta impasu..

Zaklinam go już u początków tego wpisu, więc spróbuję skończyć z nim na dobre w pętli. Zatem  (i w tym momencie) podjąłem pewną decyzję będę pisał ciut krócej, za to częściej. Do tej pory bowiem wpisy zawierały dość dużo treści, tekstu. A ten, na domiar złego jest chyba pierwszy, bez żadnego obrazka, fotografii, piosenki czy innej Zachęty. Dlatego, w tym momencie podjąłem decyzję, by ten, tak istotny przecież, temat, podzielić na dwa, a może nawet trzy części..
Za to spotkamy się niebawem, będziemy spotykać się częściej, impas może, dzięki temu wybiegowi ustąpi, a temat zacznie swobodniej płynąć. I, last but not least – może już do następnej części znajdą się jakieś, wizualne, dźwiękowe, a może
i jeszcze inne, ilustracje.
Albowiem wyobraźnia jest najważniejsza! – a umiejętność wizualizacji:
nie do przecenienia.

With A Little Help From My Friends

Korzystam z Volty, którą zakończyłem ostatni wpis i pokażę Wam Przyjaciół.

Albowiem, gdy ktoś odkrył swój prawdziwy cel, cel swojego Prawdziwego Ja,
może liczyć na.. małą pomoc..

Czy uwierzyłbyś w miłość od pierwszego wejrzenia
(..)
Co widzisz kiedy zgasisz światło?

Nie mogę (Ci o tym wprost) powiedzieć
(..)
(Ale) z małą pomocą przyjaciół przeżyjemy.

 

W przedostatnim zaś odcinku (Gnosis) pisałem, że prawdziwa
droga do Boga wiedzie przez Wnętrze każdego z nas.
Wiedziano to od dawna, były czasy, iż myślałem, że to jednak średnio
pomocny banał.
Aż dowiedziałem się, że BANAŁY TO PRAWDY,
które NAJSKUTECZNIEJ
się sprawdzają,
ludzie jednak bardzo rzadko
z tego korzystają i wyśmiewają je, dlatego,
że NAJPROSTSZA DROGA JEST NAJTRUDNIEJSZA
i wymaga wysiłku.


Jest to trudna sprawa.

Jednocześnie trzeba maksymalnej pokory
i tak samo – wyzbycia się skromności.
Nie jest tak prosto uwierzyć, że można mieć w sobie
Najczystsze Dobro, eckhartowską iskrę.
Nie jest to łatwe, szczególnie dla intelektualisty o ironicznej proweniencji.
Trzeba też pogodzić się ze wstydem i śmiesznością.
To też nie jest proste, szczególnie dla racjonalisty.

Ale uwaga, nie martwcie się: wcale racjonalistą przestać być nie trzeba. Odwrotnie nawet..

Pamiętam, jak mój Tata powiedział, że czytał, iż ojciec Carla G. Junga
dokonał czegoś takiego jak „uświęcone poświęcenie intelektu” –
wybierając wiarę w Boga.
Teraz, z całym szacunkiem, skomentować mogę to tylko:
– Cóż za głupiec. Wybierając „Boga” wyrzekł się jego daru,
który od niego pochodzi i tylko do niego Naprawdę może prowadzić.

To temat rzeka, temat metodologiczny, trochę wymagający,
więc tutaj tylko najkrótsza uwaga:

Metoda naukowa empiryczna nauk przyrodniczych badających świat w okół jest niedostosowana do wykrywania zjawisk natury "niefizycznej".

Dlatego choćby, że opiera się, ze swej istoty, na :

a) powtarzalności zjawisk
b) stałych cechach

Tymczasem fenomeny np. duchowe mają odwrotną charakterystykę, choćby co do istoty są

a) niepowtarzalne

b) mają cechy zmienne, 
często wchodzi w grę efekt obserwatora 
(opozycja podmiot - przedmiot zaczyna sprawić psikusy..
- (w fizyce mikrocząstek też jak wiadomo tak jest ..;P), 
synchroniczności etc.etc).

To jest już zasygnalizowane przez pochylenie się nad istotą psychologii jako nauki oraz zauważenie np. prymitywizmu metody opisowej, empirycznej (behawioralnej) w psychiatrii.

To, że np. badania świata niefizycznego czy nieznanych zupełnie do tej pory z natury fenomenów może mieć charakter "co najmniej zbliżony do metod psychologii" jest prostym wnioskowaniem "z mniejszego na większe"..

Dlatego zjawiska niefizyczne, "z innych wymiarów" badać należy inną metodą naukową.

Toteż i dowody mają inny charakter.

Skutkiem jest nawet to, że można pozbyć się fałszywej skromności,
przyznać się do tego, co jest przez to i nie tylko przez to takie trudne,
i np. przerobić tekst starej piosenki (tutaj – „Tchórzliwy lew i złote serce”).

Jak wspomniałem też jednak ostatnio:

Jest też cały problem SENSU, niewiary, depresji, gorzkich doświadczeń..wreszcie nihilizmu.
O wszystkich tych tak ważnych problemach, definiujących albo 
i negujących życie – napiszę.

Temu ostatniemu nie pomogę.
Kto chce służyć ciemności – jego wolna wola.
Można na tym nawet daleko zajechać. Można wyżej, niż tutaj.
Można na tym nawet zajechać: dokładnie 4 razy.
Ale dalej nie można..Dalej jest już tylko Druga Śmierć.

Nie polecam. Ale też nie odradzam.
Dlaczego?
Bo się na tej drodze nie znam.

Bo powiem tak, a nie takie to częste, wśród Wszystkich piszących,
obojętnie gdzie:
Ja piszę tylko o tym, co znam. Piszę o tym, co przeżyłem.

Już teraz jednak, jeśli Ktoś tego potrzebuje, to mogę zapewnić,
tak z teorii, ale przede wszystkim z Praktyki:

Dont give up
 cause you have friends
 Dont give up
 Youre not the only one
 Dont give up
 No reason to be ashamed
 Dont give up
 You still have us
 Dont give up now
 Were proud of who you are
 Dont give up
 You know its never been easy
 Dont give up
 cause I know theres a place
 Theres a place where we belong.

Ale, ale, gadu gadu, a przecież obiecałem, że pokażę Wam
Przyjaciół..
A ja słowa – staram się – coraz częściej i coraz lepiej –
dotrzymywać.
/przyjaciele mają to do siebie, że lubią Przestrzeń i Powietrze
oraz nie przepadają za byciem dosłownym
..tacy już
są..od tysiącleci..subtelni/

 

Cherubim

***

mal. Marat Dakunin (2002, u Ewy)
15 lipca 2016, w domu, po Wschodzie Słońca

Tymczasem,

do miłego usłyszenia, gdy CDN.

 

PS

Królowa Jane, zimna jak lód, Jej Syn i Król

Ten tytuł jest dla niepoznaki, by nie zajrzał tu nikt przypadkowy,
nikt skory tylko do śmiechu. Jest przykrywką tego, co jest tutaj
równoważnią poprzedniego. Jest dementi pychy podawanym przed faktem.

Jest jedna sprawa, o której miałem nie pisać.
Jest taka, która, w przeciwieństwie do całej chmary przeszkód
i wad (które tylko zasygnalizowałem pisząc
wpis „Tchórzliwy Lew i Złote Sece”), która mnie ośmiela.

Wydaje mi się, że od dziecka miałem wyczucie do teologii.
Od aspektów najbardziej dramatycznych do tych komicznych,
do boskiego humoru.

Z biegiem lat wydawało mi się, szczególnie po trzydziestce,
a szczególniej pod koniec 33 roku życia, że to rozumienie zatracam
(nie tyle rozumienie transcendencji, co raczej.. konsekwencji..),
że coraz bardziej ogarniają mnie w tym rozumieniu sprzeczności,
a boski humor jawi się raczej jako czarny..

(Nawet nie w tym dobrotliwym aspekcie maszkary, który można doszukać się
w rzeźbie Rudolfa Steinera, stojącej w Dornach, mającej przedstawiać jakoby, oprócz postaci Trójcy Świętej, małego złośliwego karzełka,
uosabiającego jakoby właśnie humor Boży)
[nie pokażę tutaj fotografii tej rzeźby, bo niespecjalnie pochwalam obecnie metaforyzację użytą przez Steinera i nie chcę budować skojarzenia]

Jednak, rok temu przekonałem się, że go nie zatraciłem.
Mało tego, rozwiązałem nawet pomniejsze, dawne rozdźwięki.

Z niesłychaną synchronicznością podsunięte mi zostało wiele dodatkowej wiedzy, analogii, zasad, wyjaśniło się wiele kluczowych niuansów.
Te wyczuwane od dziecka odnalazły
najprostsze i najlepsze, wcześniej przeoczone, dopełnienia.

Ale, chciałem napisać przede wszystkim o Królu.
M.in. przeczytałem, że, patrząc w kategoriach astrologicznych,
największe, przemożne, naturalne rozumienie Boga posiada Lew,
większe nawet niż Wodnik.
[Dodam, że był to, zważywszy autorstwo, w odróżnieniu do przygniatającej
większości, tekst poważny, a astrologia w nim wyłożona skrajnie odmienna
od tej tzw. gazetowej.. Istnieje taka, gdyż musiał być jakiś słuszny powód 
tego, że ta ścisła nauka, w przeszłości wyróżniana była mianem wiedzy
Królewskiej.. O astrologii i o moim jej rozumieniu napiszę w odpowiednim czasie.]

A więc, największe „wyczucie” spraw Boskich, ocierające się nawet
o możliwość nieomal prawidłowego rekonstruowania boskości
jako ‚osobowej’, posiadają Lwy.
Przyznam, że samego mnie to wtedy jednak zdziwiło.
Tym bardziej, że wydaje mi się, że znam – choćby – jednego Wodnika (Wodniczkę), która pisze książki, także o Bogu, i wydaje się,
w Prawdzie o Nim, niezrównana..

Jest tak także dlatego, że dojrzały lew intuicyjnie rozpoznaje,
czym jest prawdziwa królewskość.

Czym jest nieskończone miłosierdzie w jedności
z nieskończonym majestatem.
Dwa gumowe filary: miłości i surowości (sprawiedliwości).

Czym jest władza jak nieskończona odpowiedzialność.

Trzeba troszczyć się o ludzi, tak się zostaje królem
(twierdził chiński mędrzec Mencjusz).

I na pewno nie ma z tego..pieniędzy.

(posłuchajcie) (do końca klipu.., a propos tego ostatniego)

"Oh no," cried King Henry, "That's a thing that I can never do
If I lose the flower of England, I shall lose the branch too
I shall lose the branch too"

Ta piosenka jest dla zmyłki, żeby nikt nie widział związku.
Nie podbudował swego przekonania o przechwałkach.
Nie doszukał się tej Tkliwości, która dzieje się w środku Kogoś,
kto będąc Androgynem jest i Królem, i umierającą w porodzie Królową,
i jej Nowonarodzonym.

A tutaj jest piosenka o boskiej miłości.
YEAAAH!

[a tutaj śpiewają i grają dla YHWH – gorzko, gorzko
i słusznie,
szkodza ino, że tak późno!]

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, our hands will get more wrinkle 
And our hair it will be grey 
Don't think I could forgive you 

And see the children are starving 
and their houses were destroyed 
Don't think they could forgive you 

Hey, when seas will cover lands 
And when men will be no more 
Don't think you can forgive you 

Yeah, when there'll just be silence 
And when life will be over 
Don't think you will forgive you

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, our hands will get more wrinkle 
And our hair it will be grey 
Don't think I could forgive you 

And see the children are starving 
and their houses were destroyed 
Don't think they could forgive you 

Hey, when seas will cover lands 
And when men will be no more 
Don't think you can forgive you 

Yeah, when there'll just be silence 
And when life will be over 
Don't think you will forgive you


Facit!

Na końcu, w Post-E-Scriptum, dodaję uwagę (oraz tag), dla tych to,
co jednak zajrzeli tutaj przypadkowo, powodowani czymś niezdrowym..
[raczej nie ciekawością, bo ciekawość zła nie jest,
jest 1-ym stopniem do Raju..]
– i jest to, w rzeczy samej, coś dla tych, skorych tylko do śmiechu..

„JEZUS KRÓLEM POLSKI”

Droga do Królestwa Niebieskiego

Weźmy za podstawę poniży tekst:
(cytaty oraz stopklatki pochodzą z filmu „Zagadka Kaspara Hausera”
reż. Werner Herzog)
:

„Widzę wielką karawanę…
która ciągnie przez pustynię…
poprzez piaski.
A prowadzi ją…
stary brodacz.

 

I ten stary człowiek jest ślepcem.

mal. P. Bruegel, Ślepcy

..Teraz karawana zatrzymuje się…
gdyż niektórzy, widzą przed sobą górę…
i myślą, że zabłądzili.
Sprawdzają kompas i nie wiedzą co począć.
Wtedy ślepy przewodnik bierze garść piasku do ust…
i smakuje go, jakby to było jedzenie.

Synu, mówi ślepiec, mylicie się.
Przed nami nie ma żadnych gór…
to tylko wasza wyobraźnia.
Ciągniemy dalej na północ.
Tak więc, ruszają bez sprzeciwu dalej…
…i docierają do miasta na północy.
I tam się rozgrywa ta historia.
Ale tej właściwej historii, w owym mieście, nie znam.”

Wyodrębnijmy:
„Wtedy ślepy przewodnik bierze garść piasku do ust…
i smakuje go, jakby to było jedzenie.
Synu, mówi ślepiec, mylicie się.
Przed nami nie ma żadnych gór…”
[opis metody naukowej, opis tego, że wiedza i uczeni potrafią demaskować
i usuwać złudzenia o świecie; naukowiec jako ślepiec to taki niezamierzony dowcip mojej interpretacji 🙂 ]

Napis pod daszkiem wejściowym Muzycznej Owczarni w Białej Wodzie (Jaworkach) w Pieninach. Można tam wejść do wąwozu Homole (fot. Marat Dakunin).

oraz:
(..)
Ale tej właściwej historii, w owym mieście, nie znam.
[Wiedza dąży do Poznania Absolutnego.
Wiedza duchowa zaś także do poznania tego, czym naprawdę jesteśmy.
Jaki jest sens naszego istnienia i jakie są Prawdziwe zasady i konstrukcja
Wszechświata, nie tylko czysto zmysłowego..]

Teraz wyobraźmy sobie, że to „MIASTO”, o którym mowa, jest też dla karawany idącej po pustyni mirażem: czyli widać je, ale widać je zniekształcone, poprzez złudzenie. Dlatego, że je widać, choć zniekształcone, ludzie ciągle CHCĄ DO NIEGO DOTRZEĆ.

Nie docierają jednak, gdyż widzą je zniekształcone.
Widzą je często nie w tym kierunku nawet, co trzeba.

MIASTO TO WIĘC JEST MIRAŻEM, ALE I JEST PRAWDZIWE.
ZALEŻY JAK NA TO SPOJRZEĆ.

A JEŚLI TAK, TO MIRAŻ JEST TYLKO W NASZYCH OCZACH,
W NASZYM PATRZENIU.
MIASTO ZAŚ ISTNIEJE NAPRAWDĘ.

DOBRA metoda naukowa pomaga usuwać elementy mirażu.

NIEDOBRA metoda naukowa, nie tylko usuwa miraż, ale usuwa też sprzed naszych oczu MIASTO, które przecież ISTNIEJE NAPRAWDĘ.

W tych dwóch zdaniach jest wyłuszczony konflikt pomiędzy
NAUKĄ A WIARĄ.

I zaznaczone jest, że konflikt ten powstaje tylko wtedy,
gdy NAUKA SIĘ WYPACZA.
(WIARA ZRESZTĄ – JAK SIĘ WYDAJE –
WYPACZA SIĘ I CZĘŚCIEJ I WYRODNIEJ)

Sądzę, że ta „PRAWDZIWA HISTORIA”, która dzieje się w tym MIEŚCIE
jest łatwa do bardzo szerokiej metaforyzacji, choćby
z nasuwającym się: MIASTO TO KRÓLESTWO NIEBIESKIE.
Czy też MIASTO/MIRAŻ OAZY – NAPÓJ SYCĄCY SPRAGNIONYCH.
(..).

Oto „Powóz Duchów”:

mal. Salvador Dali

Obraz opowiada w pewnym sensie o relatywizmie (i pod tym kątem omawiałem go – będzie z 20 lat temu prawie), ale nie tylko.
A przynajmniej nie w tradycyjnym dla omawiania relatywizmu kierunku.

Nosi on tytuł: „Phantom Chariot” – czyli Powóz Duchów.
Opiera się on na podwójnym złudzeniu.

Postacie, które siedzą w powozie mają jednocześnie kształt, który mogą mieć wieże miasta widniejącego w oddali, miasta, do którego postacie w powozie dopiero zmierzają.
Było by więc tak, że można by pomyśleć nawet: podróż jest ILUZJĄ.

(choć jest konieczna – konieczne jest to co empirycznie współdzielone wśród ludzi – a więc i iluzje są koniecznym składnikiem świata. Zdaję sobie sprawę, że tymi kilkowa słowami otwieram puszkę Pandory. Będe o tym pisał więcej..).

Podróżnicy są już w MIEŚCIE, choć „powóz duchów”
wciąż jeszcze ich do MIASTA WIEZIE.

W tym kontekście bardzo czytelne staje się, przewijające się przez nieskończoną ilość przypowieści wschodnich twierdzenie:
ZNAJDZIESZ GDY PRZESTANIESZ SZUKAĆ, czy też
OŚWIECENIE PRZYJDZIE GDY PRZESTANIESZ GO POSZUKIWAĆ.

Albo reguła procesu: SZCZĘŚCIE JEST DROGĄ DO SZCZĘŚCIA.
Tutaj – co ciekawe – do zastosowania à rebours (sic!!)

Albo reguła poszukiwania w sobie:
ZNAJDZIESZ W SOBIE, NIE NA KRAŃCU ŚWIATA.
W tym miejscu, gdzie jesteś, nie musisz odlegle podróżować.

Albo reguła POZNAJ SIEBIE
– podróż więc jest procesem poznawania Prawdziwego Człowieka – Siebie.
A prawdziwa podróż prowadzi do Domu.

Czy tutaj nasuwa się, że podróż w takim razie jest zbędna?
Istnieje niebezpieczeństwo, że może się to nasunąć.

Warto jednak, by nasunąło się co innego. Np. mnie osobiście nasuwa się to:

"Mar 11:23 Zaprawdę powiadam wam: 
Kto powie tej górze: "Podnieś się i rzuć się w morze", a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie.
Mar 11:24 Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, 
stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie."

W przekładzie Nowego Świata brzmi to jednak inaczej:

"Mar 11:23 Zaprawdę wam mówię, że kto by rzekł tej górze: ‚Podnieś się i rzuć w morze’, a nie powątpiewał w swoim sercu, lecz wierzył, że stanie się to, co mówi, tak mu się spełni.
Mar 11:24 Dlatego też wam mówię: Wszystko, o co się modlicie i o co prosicie, wierzcie, że właściwie już otrzymaliście, a będziecie to mieli."

Zasadnicza różnica jest w tym „ wierzcie, że właściwie już otrzymaliście”, którego brakuje w pierwszej wersji. A, według różnych ezoterycznych przekazów, jest to niezmiernie ważne. Gdy, na przykład, chce się być bogatym, należy wierzyć, że się już jest bogatym, no i odpowiednio do tego się zachowywać, jak na bogatego przystało, a nie na biednego. Czemu z pierwszego przekładu ten fragment wypuścili? Jakby to nie było ważne. A przecież jest niezmiernie ważne! Ktoś bezmyślny albo wredny to redagował!”.
Zauważył to, opisał i podsunął Arkadiusz Jadczyk
(tutaj też link do jego tekstu)
.

Można by tutaj jeszcze dużo napisać. Ale nie można pisać na raz o Wszystkim..
Można jednak zauważyć, że postacie widniejące w powozie, mające,
jak wspomniano, zarys mogący też odpowiadać wieżom (zabudowaniom)
miasta (celu podróży) w oddali to nie PARA LUDZI.
To człowiek..i KOŃ.
Co może symbolizować KOŃ?
Siłę?
A może..uczucie, które daje nam siłę napędową?

O tym napiszę wkrótce, może już następnym razem.

G. Gurdżijew

Dlaczego, wg niejakiego Georgija Gurdżijewa człowieka można porównać
do dorożki, a poszczególne elementy jego ducha i ciała, emocji i świadomości
do Pana, woźnicy, powozu, konia etc.etc..
To bardzo wartościowa, złożona
i pouczająca metafora, którą trzeba szerzej przedstawić.

 

Na koniec jednak wrócę do Pary Ludzi.
Grafika te jest mi bliska, pojawiła się we wcześniejszym wpisie,
gościła w komentarzach u mnie Hanka,
która nawet zwróciła na nią specjalną uwagę. Dziękuję za to!
Zamieszczam więc ją jeszcze raz, ..ładniej..

rys. Salvador Dali

To grafika równie mało znana jak „Powóz duchów”. Jeśli pustynna droga
powozu, jak piszę wyżej, opowiada raczej o relatywizmie, to ta grafika raczej o..
relacji.
Opowiada też o tym, że Żyć znaczy, ni mniej, ni więcej, niż Dawać.

Wtedy można zwyciężyć Królestwo Niebieskie.

Albowiem: „Królestwo Boże doznaje gwałtu i gwałtownicy je zdobywają”.
(Mateusz 11:12)

mal. Salvador Dali, modyfikacje – Marat Dakunin

Mateusz Piotr Paweł (8.8)

Z okazji (8.8) opowiem pewną ciekawostkę.

Otóż moje prawdziwe nazwisko  (a dane te bardzo łatwo odnaleźć w sieci,
tak więc Marat Dakunin nigdy nie był i nie jest sposobem na ukrycie danych,
a tylko używanym od ponad 10 lat we wszelkich sprawach twórczych pseudonimem artystycznym) –  jest pochodzenia czecho-morawskiego.
Częściej występuje w Czechach i na terenie obecnej Słowacji, niekiedy na Węgrzech, w Polsce nosi je tylko ok. 30 osób, z których wszyscy pochodzą od wspólnego przodka, który zamieszkał w Małopolsce na początku XVIII w.

O co chodzi z tą ciekawostką?

Otóż, biorąc pod uwagę pewne zbieżności, nazwisko to można wyrazić mówiąc także: PIOTR I PAWEŁ.


Pośrednio można także dojść do tego, że znaczy ono „ukryty jest podstawą”.
A dodatkowo, co odkryłem stosunkowo niedawno – w sanskrycie oznacza ono „duszę, która się wciela„. O tym opowiem, jeśli chcecie – wieczorem..

No dobrze, ale to namieszane, jak to możliwe – z tym Piotrem i Pawłem
choćby tylko?

A tak:

Szymon nazwany został Piotrem, a Piotr/Kefas to SKAŁA
(Petrus – z łać. – a Kefas – także skała – po aramejsku).

A Paweł?
No cóż, Szaweł nazwany został Paweł (Paulus). Imię to znaczy: drobny, niewielki, mało znaczący.
Imię to zidentyfikował także, jako nadawane przez Boga ludziom, których wybrał do szczególnych zadań – wspaniały pisarz Mika Waltari, który wybranego przez Boga Rzymianina ochrzcił Minutusem (polecam „Trylogię Rzymską”) – co jest synonimiczne do Pawła, gdyż również oznacza „mały, nieznaczny”.

No dobrze, ale jak to się niby przekłada na moje nazwisko?

Ano tak – oznacza ono albo:

1) po słowacku i czesku horninę – czyli skałę (ogólnie), a dokładniej też tzw. szarogłaz, czyli skałę drobną, powszechną, „mało znaczną”

2) w najprostszej etymologii polskiej natomiast nazwisko to znaczy dosłownie DROBNY, MAŁY, NIEZNACZNY.

Tak więc mógłbym podpisywać się z imienia i nazwiska:

MATEUSZ PIOTR PAWEŁ

🙂

Mat, mal. Caravaggio