Cele pracy ezoterycznej

W tym odcinku postaram się ograniczyć czysto osobiste przemyślenia i komentarze (dopisek: nie udało mi się to do końca..).
Rzecz wyłożę w punktach – ma to na celu raczej uporządkowanie całości i przedstawienie poszczególnych tez a nie odnosi się do jakiegoś podziału czy klasyfikacji.

Pozycja, którą w tym zakresie polecam – Gnoza, aut. Borysa Murawiewa (w jęz. polskim niestety niedostępna) – choć nie można powiedzieć, że przedstawiająca Prawdę w 100 %, to jednak jest najwyższej jakości, a tak przemyślenia teoretyczne, jak, ciągle gromadzone, doświadczenie praktyczne, pozwalają mi tę prawdziwość w wielkim zakresie stwierdzić i biorę za to przed Każdym Czytelnikiem osobistą odpowiedzialność.

A więc, wracając do rekapitulacji celów..

I.

Celem pracy ezoterycznej, a jest to głównie praca Człowieka nad Samym Sobą
[jak podkreślam jednak w nastepnych punktach – istotne jest przy tym
relizowanie celów zewnętrznych]– jest Przezwyciężenie Śmierci. Zbawienie. Dość komentarza do tego punktu zamieściłem w poprzednim odcinku. Będę zresztą do tego niejednokrotnie wracał, tutaj nie chcę się już powtarzać (choć chętnie odpowiedziałbym na jakiekolwiek pytania – to uczyniłoby od razu całą rzecz wartościowszą, gdyż mógłbym skupić się na konkrecie, choć oczywiście, nie znając pytania, nie gwarantuję czy znałbym na nie satysfakcjonującą odpowiedź czy znalazł odpowiednie wyjaśnienie).

Tutaj podsumuję jeszcze jedynie sytuację egzystencjalną LUDZI – jako mogących – POTENCJALNIE – udoskonalić się, awansować w hierarchi rozwoju bytów (nie tylko duchowej) wyżej.

Człowiek – jak wiadomo – jest „zawieszony” pomiędzy światem 
i „aspiracjami” roślinno – zwierzęcymi (gdzie cel jest prosty, 
przetrwanie i prokreacja, a na wątpliwości i wybory miejsca nie ma) 
a należącymi do wyższego, duchowego – boskiego porządku.
 Z jednej strony musi troszczyć się, podobnie jak zwierzę o przeżycie 
– a instynktowna część i często też nieopanowane pożądania – realizację seksualną i prokreacyjną. Z drugiej strony, choć u niemałej części ludzi jest ona nierozwinięta, nierozpoznana lub zduszona – człowiek poprzez swoje świadome wysiłki może wejść właśnie w coś, co może być nazwane 
linią rozwoju ezoterycznego. Ta linia pozwolić mu może na odkrycie 
w sobie i nawiązanie kontaktu – poza, funkcjonującymi i wystarczającymi „części zwierzęcej” niższymi centrami emocjonalnym (seksualnym) oraz typowo mechanicystyczno (pragmatyczno) – ludzkiemu niższemu centrum intelektualnemu – wyższych centrów, będących w człowieku w efekcie tchnienia w niego ducha (zapalenia Bożej „iskry”)  najczęściej w stanie zupełnie nierozwiniętym i często też nieuświadomionym, wyższemu centrum emocjonalnemu i intelektualnemu i ich unii wyrażającej się Prawdziwym Widzeniem [trzecie oko]). Nawiązując kontakt z tymi centrami człowiek może: przezwyciężyć Śmierć odzyskać utracony Raj. 
 Ot, co.

II. 

Z rzadkimi wyjątkami powyższy cel (cele) mogą być osiągnięte poprzez świadomy trud, ciężką i metodyczną pracę.
Na temat „wyjątków” już poczyniłem pewien komentarz wcześniej, będę do tej kwestii wracał też w przyszłości przy omawianiu kwestii szczegółowych.

II b.

Świadomy trud Człowieka na drodze pracy ezoterycznej obejmuje w przemożnej mierze pracę nad funkcjami, zdolnościami i centrami człowieczymi, które zwykle są w stanie uśpionym, nierozwiniętym i wręcz powszechnie zapomnianym, szczególnie u ludzi naszych czasów.

Cechy te mają zarówno charakter umysłowy, intelektualny, jak też bardziej uczuciowy, emocjonalny. Jest generalną regułą, że podstawowe i najważniejsze znaczenie ma praca nad centrum emocjonalnym, albowiem droga i jej istota zaczyna się w sercu.
Konieczna jest gorliwość, tęsknota – pożądanie wyrażone gorącym sercem człowieka. Aby poczynić postęp, należy zapłonąć.
Ogienek i trochę dymku nie wystarczą.

III.

Praca ezoteryczna, jak stwierdzono wyżej, jest przede wszystkim pracą Człowieka nad samym sobą, dokonuje się w większości poprzez i w jego wnętrzu. Jednak nie może być, z natury Świata (oraz z przyrodzonej, społecznej natury Człowieka) wykonywana w próżni.
Nie należy też oczekiwać bezpośrednich, a tym bardziej szybkich „rezultatów” – w tym sensie, w którym można by je przyrównać do nagrody za wysiłek, „zapłaty” za włożony trud.
Nagroda, co wynika chyba jasno z natury i celów pracy, jest i to jest wielka. W zasadzie napisać należy: Największa z możliwych. Jednak istotą pracy ezoterycznej – w tym właśnie pracy nad swoim centrum emocjonalnym (i pracy nad ograniczeniem swojego Ego w sensie fałszywych, narzuconych naszej prawdziwej Indywidualności, mnogich „Ja”, o których już też nie raz tutaj wspomniałem) jest upodobanie serca, bezinteresowność, a czasem, użyję tutaj tego słowa z ostrożnością: miłość.
Jest to trochę tak, że – choć pracuje się – i o Nagrodzie się WIE, to jednak istota dobrze wykonywanej pracy ezoterycznej, motywacja i myślenie człowieka nie może skupiać się na jego interesie w tym zakresie. Najlepiej gdy jest szczerze bezinteresowna, wzbudzona przez czyste dążenia serca i aspiracje uczynienia dobra i pożytku Innym, Światu, a nie sobie, w każdym razie, nie bezpośrednio i głównie Sobie.
W pewnym zakresie zasadę tą wyraża ewangeliczna rada: „Niech nie wie lewica co czyni prawica”. Gdy prawą ręką komuś dajesz coś darmo, niech lewa nie wysuwa się, nawet bezwiednie, po „nagrodę” za tę swoją dobroć.

Może wydaje się to abstrakcyjne i trudne, ale, dla człowieka, który – jeśli prawidłowo widzi rzeczywistość, nie jest poważnie zakłamany i jest w stanie być w miarę uczciwym wobec samego siebie, nie jest to takie trudne.
W istocie jest czasem tak, że dla osoby, która ma dobrą szansę na powodzenia w pracy ezoterycznej wydaje się ona właśnie – dla niej samej – bardzo trudna, bo bywa, że osoba taka niezbyt dobrze, a nawet całkiem źle, ocenia samego siebie, swoje przymioty, bezinteresowność. Myśli nierzadko, że jest takim egoistą i ma tak słabą wolę, że praca ezoteryczna i bezinteresowność trudów i wyrzeczeń, taka o jakiej wyżej wspomniano, jest poza jej zasięgiem.
Tutaj mogę poczynić optymistyczną uwagę, że tak nie jest. Natomiast nasze wątpliwości co do samego siebie w pewnym zakresie niech dodadzą nam otuchy – świadczyć bowiem mogą, że mamy do siebie odpowiedni stosunek. Jest to bardzo ważne i odwaga w podjęciu Pracy może zaowocować tym, że nie tak długo będziemy mogli czekać na niedowierzanie i radosne zdziwienie, że coś, co wydawało się „zbyt dobre dla nas” jednak jest w naszym zasięgu!

Choć cały powyższy ustęp pochodzi bezpośrednio ode mnie i wsparty jest na moim doświadczeniu, podobnie pisze Borys Murawiew, stwierdzając „każda prawdziwa praca ezoteryczna przebiega w kierunku diametralnie odmiennym niż egoistyczne dążenia”.

Dlatego też, osoba, która tej pracy się podejmuje, nie powinna rozmarzać się i łudzić wizjami różnych korzyści, osiągnięć i nowych możliwości, które będzie osiągać, powinna zaś uzbroić się w wiarę (nie chodzi tu o wiarę w sensie religijnym, a przynajmniej akcent nie w tym leży..) i odwagę, koncentrując się na właściwych staraniach i pożytkach, nie ograniczających się do siebie samego,
z nich płynących.

III b.

Praca nie jest wykonywana, jak stwierdzono wyżej, w próżni. Powinna mieć pożyteczny cel. Konieczne jest zajęcie się CZYMŚ KONKRETNYM.
Ogień, płonący w sercu i duszy samotnika, który posłuży tylko do tego, by oddawał się czemuś (np. jakiejś niezrozumianej szerzej twórczości czy utopiom), z czego nikt w zasadzie nie ma żadnego pożytku – nie wystarczy. Mało tego, można się sparzyć; w rzeczy samej taka postawa byłaby raczej oszukiwaniem samego siebie a czasem i innych.

Dlatego konieczne jest znalezienie – by włożyć w nie swój świadomy trud – konkretnego PRAKTYCZNEGO ZASTOSOWANIA.

Nawet gorący płomień w sercu nie wystarczy, jeśli nie będzie mógł czegoś, poza nami, zapalić i skończy się na szarym dymie, zanim wygaśnie. Każda siła wymaga konkretnego punktu aplikacji i jeśli go nie odnajdzie, zdekomponuje się i zaniknie.

Zanim odpowiednie siły mogą znaleźć zastosowanie, „student” musi uczynić się odpowiednio użytecznym. Jego zadanie rozpocznie się tak naprawdę dopiero gdy od zamierzeń i słów przejdzie do działań, akcji.

IV.

Poszukujący jest wolny w swym wyborze.
Dyscyplina jest przyjęta na zasadzie wolnego wyboru, ale – jak już – musi być stalowa. Poszukujący może zaprzestać swoich wysiłków i w każdej chwili powrócić do normalnych życiowych, światowych interesów. Jednak, musi się liczyć z tym, że będąc już w pewnej mierze „zatruty” tym, co dokonał na drodze ezoterycznej oraz mając już przez to w pewnej mierze otworzone oczy, kolory i możliwości światowe, które wcześniej wydawały się bardzo atrakcyjne, teraz zblakną a nawet zupełnie stracą swą siłę motywacyjną. Tak jest ze wszystkim co wydawało się kiedyś godne pożądania: pieniędzmi, kobietami/mężczyznami, sławą (a nawet tzw. „spokojem udanego życia rodzinnego”).
Wolność wyboru i inicjatywy domaga się od poszukującego wystawienia siebie na różnorakie niebezpieczeństwa i próby. Może być też tak, że omyłkowo weźmie fałsz za prawdę, nieczyste za czyste, pozwoli na dopuszczenie do różnego rodzaju „skandali”. Jeśli jednak takie błędy zostaną popełnione przez czyste serce w rezultacie szczerego błędu, nie stanowią śmiertelnego niebezpieczeństwa. Zostanie on ostrzeżony na czas, nawet gdyby w błędzie pozostawał. Tutaj Murawiew przywołuje przykład nawrócenia Szawła – św. Pawła. Jednak nie muszę sam długo szukać by mnogie przykłady cisnęły mi się w pamięci, tak z historii, już mniej odległej, jak z całkiem nieodległej i niemal teraźniejszości.

Prawdziwe niebezpieczeństwo ma miejsce wtedy, gdy dopuszczamy się nieczystości serca – poszukujemy tak naprawdę realizacji naszych egoistycznych interesów i, tak naprawdę, jednej ze „światowych” wartości (tj. choćby wspomnianych – władzy, sławy, pieniędzy, czy nawet pewnych doczesnych rezultatów emocjonalnych). Może tak się stać, nawet nie do końca dla nas świadomie, w początkach, gdy dopuszczamy się jakiejkolwiek nieszczerości wobec samego siebie. Toteż najgorszym i najniebezpieczniejszym z kłamstw, na drodze ku pracy ezoterycznej, jest OKŁAMYWANIE SAMEGO SIEBIE. Jest to absolutnie zakazane!

Stwierdzam, że wpis robi się za długi. Dlatego na tym puncie teraz przerywam, w następnej części zaś – bardzo niedługo – bezpośrednia kontynuacja i dalsze punkty.

Pod koniec tylko jedna, w pewnej mierze autotematyczna uwaga.
Istnieje zasada, że na pewnym etapie pracownik jest zobowiązany także do nauczania, do przekazywania Innym tego, co wie, szczerze korzystając ze swojego doświadczenia. Jest to jednak śliska sprawa.
Albowiem, wydaje się, że nazbyt wielu uważa się do tego powołanych.
Przez to, w ogóle, ezoteryka doczekała się nienajlepszej opinii 
i nierzadko bywa wyśmiewana – i słusznie! Nie ma bowiem
nic gorszego niż lipnie lub oszukańczo uprawiana praca ezoteryczna
czy wszelkiego rodzaju życzeniowo – fantazyjne okultyzmy.
Czyniły one i czynią – tym bardziej w dobie globalnego obiegu

informacji i mediów – wielką szkodę Prawdziwej sprawie.
Czy rzeczywiście jesteśmy do tego zobowiązani, o tym powie nam nie własna aspiracja czy, nawet dobre, chęci – w rzeczy samej: sami możemy się czuć do tego absolutnie niegotowi i sami siebie osądzać jako znający rzecz tak słabo a nasze doświadczenia za tak niewymierne, że „u nas” nie powstałby nawet zamiar przyjęcia na siebie, nawet w pewnej mierze, roli nauczyciela.
Czy musimy to jednak, będąc w zgodzie z naszymi obowiązkami i powołaniem, uczynić powie nam bardziej konfiguracja faktów i Świata oraz liczne, niedające się zignorować sygnały i znaki. Niemniej, pomimo tego wszystkiego, ktoś, kto rzeczywiście ma już także nauczać, do końca może się czuć do tego nieprzygotowany i tego niegodny. Jest to jedna z kolejnych właściwości, która cechuje ezoteryzm i która się opłaca – lepiej sobie, a musi płynąc to raczej z natury a nie z jakichś świadomych czy wymuszonych starań „skromności” – umniejszać niż odwrotnie. Trudność polega na tym, że umniejszając sobie, niejako naturalnie tracimy motywację do działania, szczególnie w takiej dziedzinie, o której mowa. Tak, jest to trudne ale o tym, że praca ezoteryczna jest rzeczą trudną, jak widać tutaj: w znacznej mierze właśnie psychologicznie, była już mowa.

Cele nie tylko w ciele, cele Duszy i Ducha (cz. I)

Ha, Walenty Impotent!
Impas! Imbecyl! Immanentny Impertynent Improwizacji!
Miglanc! Dyscypliny mu!

Piszę, by z impasu wyjść, ale i świadectwo impasu
w tym odbić się niestety musi. Nawet tytuł – bez polotu,
choć wskazuje na to, że wpis ten był zapowiadany przez kilka
wcześniejszych, choćby ten o tytule
„Cele w ciele” (Gnosis cz. II)  – a tutaj do niego wygodny link.

Dziś wigilia (tak, tak..) Świętego Walentego.
Rok temu – dzień następny – przełamał impas.
Jak będzie tym razem?

Ha, Walentynki (nie przepadam za tym świętem,
nie lubiąc sztuczności i komercjalizacji,
ale to nic oryginalnego, to przepadanie
czy nieprzepadanie, by się rozpisywać; niemniej
datę i znaczenie stworzono i zaznaczono)
wypadałoby może napisać o Duszach Polarnych,
ale nie mogę.

Czy raczej: nie powinienem. Bo przecież prawdziwa,
dojrzała miłość to także odpowiedzialność
(nie tylko działanie chwilą, inspiracją,
AUTOMATYZMY NAMIĘTNOŚCI);
to wypełnianie swych zobowiązań,
to możność polegania na sobie, ba: wierność.
Więc będąc wierny zobowiązaniu (co to znaczy?
Sobie!) powinienem w końcu napisać – co przekładałem
od grudnia, i w międzyczasie pojawiły się trochę „reakcyjne”
wpisy, o tym co obiecywałem i co zapowiadałem
(mianowicie o Celach, z II Tomu Gnosis, Borysa Murawiewa).
I tak zrobię. W stylu, o którym też już się zająknąłem, czyli moja,
dość wierna w tym wypadku parafraza, z pewnym komentarzem..

Nie jestem fanem teologii zmarłego papieża – rodaka (polecam książkę niemieckiego teologa Horsta Herrmanna „Jan Paweł II złapany za słowo”)
a resztę tutaj muszę choćby z racji miejsca zmilczeć (za dużo trzeba byłoby napisać), lecz wydaje się, że słusznie i trafnie kiedyś to on właśnie napisał:

Karol Wojtyła w „Miłości i odpowiedzialności”:
„Resentyment polegał na błędnym, wypaczonym stosunku
do wartości. Jest to brak obiektywizmu w ocenie i 
wartościowaniu, a źródła jego leżą w słabości woli. 
Chodzi o to, że wyższa wartość
domaga się większego wysiłku, woli, 
jeśli chcemy ją osiągnąć lub zrealizować. 
Aby więc subiektywnie zwolnić się od tego wysiłku, 
aby przed samym sobą usprawiedliwić brak takiej wartości, 
pomniejszamy jej znaczenie, odmawiamy jej tego, 
co w rzeczywistości jej przysługuje, 
widzimy w niej wręcz jakieś zło, 
choć obiektywizm zobowiązuje do uznania dobra. 
Resentyment posiada, jak widać,
znamienne cechy tej kardynalnej wady, 
jaką jest lenistwo. Św. Tomasz określa lenistwo 
(acedia) jako » smutek płynący stąd, że dobro, jest trudne «

By zrównoważyć to, co wyżej, wspomnę też, zanim przejdę
do sedna tego wpisu, o rzeczach lżejszych. Ale krótko.

Podczytuję bowiem ostatnio trochę bajek dla dorosłych oraz
poważnych rozpraw naukowych dla dzieci.

I przeczytałem, w takiej malutkiej książeczce, między innymi, że..

..Ludzie - Lwy, biorąc pod uwagę Czwórnię Elementów (Pierwiastków), 
reprezentują Ogień i Ziemię (Ogień - Kreatywność, Ziemia - Pragmatyczność,
Realizm). Ludzie - Wodę i Ziemię (Woda - uczucia, spełnienie emocjonalne).
Koty wcielają się jako ludzie bardzo rzadko, gdyż jest to bardzo
problematyczne - dochodzi bowiem do połączenia Ognia z Wodą.
Wybuchowa Kreatywność walczy z Emocjonalnością. Wielkie problemy
z Pierwiastkiem Pragmatyczności..

Ha, spyta ktoś - skąd taki akurat wybór tej "lżejszej" odskoczni
w niniejszym wpisie. Odpowiedzieć mogę tutaj tylko najkrócej:
- zaklinam impas.

 

Przejdźmy już teraz do niezwykle ważnej, treściwej i w miarę konkretnej rekapitulacji pewnych faktów ze wstępu do Gnosis (Tomu II), Murawiewa.

Finalnym celem (celami), które może osiągnąć człowiek
poprzez pracę ezoteryczną 
są Drugie (Powtórne)
Narodziny i Pokonanie Śmierci.

Cel od dawien dawna jest jasno wyłożony w różnych pismach
i omówiony przez różne doktryny (i religie). To jest ZBAWIENIE.

Tutaj mała uwaga: Drugie Narodziny można rozumieć trochę inaczej,
jako pewien, niezbędny i kluczowy etap, na drodze do Całkowitego Pokonania Śmierci, Zbawienia. Musiałbym poruszyć zbyt wiele wątków na raz, by tutaj wyczerpująco to rozróżnienie wyjaśnić. Ale czyniłem to– pośrednio – tutaj,
nawet w pierwszych notkach, wydawałoby się, że raczej osobistych,
z sierpnia 2017 r. I do sprawy, już bezpośrednio, konkretniej
i szczegółowo – wrócę.

Zatrzymam się tutaj na dłużej nad tym słówkiem,
pojęciem, które padło, tj. ZBAWIENIEM.

No cóż, pomijając już to, co pisałem tutaj już nie raz, a pisałem z grubsza, że..

CZYNIENIE DOBRA JEST NAGRODĄ SAMĄ W SOBIE. Jeśli potrafimy być w tym skuteczni i widzimy rezultaty, trudno sobie wyobrazić większą Radość. Jeśli kogoś to nie pociąga, jeśli do kogoś nie przemawia:
 - niech się dobrze zastanowi, czy na pewno dobrze sobie wyobraża, to o czym mowa. A może myśli o rozczarowaniach, bezowocnej idealistycznej harówce, łudzeniu siebie i Innych? Bynajmniej nie o to chodzi..
 Jeśli ktoś zaś lubi myśleć ekonomicznie, ba, nawet marketingowo, biznesowo – PIAROWO – to przecież, warto znać swoją, ludzką, psychologię, i wiedzieć, że zarówno porzekadła, jak przykłady z życia, a i badania i dane, mówią, że ani sława ani pieniądze ani nawet wydawałoby się mniej materialne korzyści nie dają człowiekowi prawdziwego szczęścia. Jeśli maksymalnie to spragmatyzować psychologicznie, szczęście daje nam poczucie własnej wartości. A na to poczucie składa się przede wszystkim przecież nasza sprawczość: co czynimy, jak czynimy i jak jesteśmy postrzegani przez innych, w społeczeństwie. 

Co absolutnie nie znaczy, że wyznacznikiem ma być właśnie jakaś WIĘKSZOŚĆ.
 
Choć właśnie bardziej takie starania widać dookoła, to nic bardziej mylnego - wartości są stałe, rozpoznane i wybrane jako godne realizacji przez nas, osobiście, naszą, od Boga daną, Wolną Wolą i nie potrzeba ani przejmować się tym, jak widzą i oceniają nas inni (należy się właśnie tego rodzaju, naturalnej, tendencji, do przypodobania się społeczeństwu czy innym, w tym sensie, pozbyć). 
A więc nie ma tutaj miejsca dla oportunizmów czy populizmów, utwierdzać nas w naszej wartości mogą tylko ludzie NAM RÓWNI - nie w sensie elitarnym, ale w sensie szczerego i konsekwentnego przykładu życiowego..
Zdaję sobie sprawę, że tego rodzaju tyradę, by kogoś przekonać, że nie mówię tutaj o utopii - należałoby znacznie rozbudować. Nie ma takiej potrzebny ani też takiej możliwości. Ja po prostu mówię o wartości szlachetnośći przeglądającej się w lustrach z tego samego kryształu,

Dla tych, którzy potrafią to dostrzec, mogę odwołać się do obserwacji -  widać nie od dziś bowiem NACHODZĄCĄ ZMIANĘ.
 Jeśli jednak ktoś świadomie może stwierdzić, że go to nie bawi, to nie jest jego cel, powołanie, Zadanie, które można uczynić najważniejszym w życiu – to niech idzie swoją drogą. Daleki jestem od tego, żeby takiego Kogoś przekonywać, że jednak powinien obrać drogę na przekór sobie. Niech się święci wolna wola (oby jednak, świadoma) – tak kiedyś zdecydował Bóg – i źle czynią religie czy ideolodzy, którzy chcą innym wcisnąć swoje ideały jako najlepsze także dla nich. Tyle tego..

Zbawienie. Powiem  szczerze– mnie osobiście to jakoś bardzo nie podnieca..
Bo i cóż to znaczy? Mało to mamy dowcipów o „rozrywkowym” piekle i „niebie”, w którym można zdechnąć z nudów? Bujanie na chmurkach? A nawet ta „wieczna szczęśliwość płynąca z obcowania z Bogiem” nie jest wg mnie właściwym postawieniem tematu.

Załóżmy więc, że Zbawienie – to nie koniec pewnej drogi,
że to początek Następnego Etapu. Że nie czeka nas
od razu Wieczna Nagroda czy słodkie nieróbstwo,
ale że czeka Nowa Przygoda, Nowe Wyzwania (poza tym
nowe dominanty świata..niekoniecznie już zatem Egoizm jako
spiritus movens..) i nowe MOŻLIWOŚCI
(i nowe, procesualnie, nie finalnie, rzecz ujmując, radości).

Konkrety? No dobrze, mi np. utkwiło w głowie:
- Na tym (wyższym) poziomie, fizyczność/materialność 
jest WARIABILNA - zmienna. Fizyczność, ciało, nie jest już więzieniem 
(dla duszy..), lecz domem - który możemy kształtować, z którego
możemy swobodnie korzystać i zmieniać. 
Pamiętam też ważkie znaczeniowo zdanie, które
wydaje się fantastyczne, ale w gruncie rzeczy raczej jest
ostrzeżeniem..:
('na tym poziomie myślenie życzeniowe staje się 
rzeczywistością dla tego poziomu').

 

Wracamy do Gnosis.
A tam dalej idzie tak:


Z RZADKIMI WYJĄTKAMI cel ten (patrz wyżej..) może być
osiągnięty przez CIĘŻKĄ I METODYCZNĄ PRACĘ.
Suma koniecznych ŚWIADOMYCH WYSIŁKÓW danej jednostki,
osobowości – do osiągnięcia celu konieczna – jest wprost
proporcjonalna do stopnia degeneracji tej jednostki, osobowości.

Zatrzymajmy się chwilę nad tymi wyjątkami.

Kiedyś, co do wyjątków, miałem różne wątpliwości.
Choćby takie, jak wyjątki pogodzić w ogólnie braną Sprawiedliwością
Bożą etc. No cóż, wydaje się, że – nie mając tutaj miejsca na omówienie
sprawy szerzej – należy pogodzić się z tym, że jeśli są jakieś „wyjątki”,
to tylko z pewnego punktu widzenia, z danego subiektywnego odniesienia,
a całościowo rzecz biorąc sobie na to wcześniej odpowiednio zapracowały
i nie mamy tutaj do czynienia z daniem komuś więcej darmo czy zwolnieniem
z czegoś, z powodu jakiegoś wyjątkowego „upodobania”.

Większość ludzi, jak się wydaje, lubi zapominać o wszelkich wątpliwościach,
jeśli „wyjątkowość” przyznaje akurat samemu sobie – ta droga iluzji zasługuje na to, by przed nią specjalnie przestrzec! Odwrotnie nawet – warto sobie pod tym względem umniejszać, to popłaca.
Osobiście np. rozważając dawniej pewne możliwe rozwiązania teologiczne,
kosmiczne, stworzenia, kształtu świata, etapów istnienia itp. – jako jedną z podstawowych reguł weryfikujących potencjalne szanse na bliskość faktom tych pomysłów – miałem taką, by – jeśli dane rozwiązanie czy teoria akurat mnie, tutaj, w tych faktycznych okolicznościach życiowych, stawiały w pozycji jakoś uprzywilejowanej, coś mi „ułatwiały”, albo z czegoś zwalniały – to do takich teorii należy żywić jak najdalej idące uprzedzenie i traktować w najwyższy sposób podejrzliwie, jeśli nie z miejsca odrzucić (raczej odrzucałem z miejsca!)
Takie podejście wydaje się nazbyt ostre, ale się zwykle opłaca –
oczywiście nie można popaść w drugą skrajność i jakiś transcendentalny
masochizm (!)

Patrząc na to, jak wyżej udało (czy raczej nie udało) mi się sformułować
myśli, zwykle – zwykle tutaj płynące lepiej, sprawniej i przejrzyściej odbiorczo
– dostrzegłem odcisk kopyta impasu..

Zaklinam go już u początków tego wpisu, więc spróbuję skończyć z nim na dobre w pętli. Zatem  (i w tym momencie) podjąłem pewną decyzję będę pisał ciut krócej, za to częściej. Do tej pory bowiem wpisy zawierały dość dużo treści, tekstu. A ten, na domiar złego jest chyba pierwszy, bez żadnego obrazka, fotografii, piosenki czy innej Zachęty. Dlatego, w tym momencie podjąłem decyzję, by ten, tak istotny przecież, temat, podzielić na dwa, a może nawet trzy części..
Za to spotkamy się niebawem, będziemy spotykać się częściej, impas może, dzięki temu wybiegowi ustąpi, a temat zacznie swobodniej płynąć. I, last but not least – może już do następnej części znajdą się jakieś, wizualne, dźwiękowe, a może
i jeszcze inne, ilustracje.
Albowiem wyobraźnia jest najważniejsza! – a umiejętność wizualizacji:
nie do przecenienia.

Co nas łączy? (w Wigilię i nie tylko..)

W następnym odcinku, czyli niniejszym, obiecałem zacząć przybliżać rzeczy, które jak sądzę, wzbudziły już pewną ciekawość, korzystając z,
jak zapowiedziałem, Tomu II Gnosis, Borysa Murawiewa.

Byłaby to oczywiście moja parafraza z pewnym moim komentarzem.
W zasadzie bowiem trzymam się swojego zwyczaju z dawnych jeszcze lat,
tj. raczej trawestowania niż cytowania i raczej twórczego używana zapożyczeń albo odnawiania ich znaczeń. Ale staram się też ucinać to, co kiedyś czyniło to,
co piszę trudno strawnym, pewien matematyk powiedziałby: może
i nietrywialnym ale i „nietrawialnym”.. – pełno tam było niepotrzebnych wtrąceń, dygresji, odwołań, owszem, sugerujących błyskotliwość czy erudycję autora, ale czy aby to akurat jest tutaj, dla Czytelnika, ale i dla autora, właśnie najważniejsze, a nawet ważne? Zestarzałem się, pod tym względem, pozytywnie i doszedłem do wniosku, że w hierarchi ważności, treści, formy i pożyteczności te składniki, które wcześniej u mnie wypychały się do przodu słusznie należy ukrócić..inne natomiast, choćby – pewną dygresyjność, zostawić, ujmując ją jednak w zdroworozsądkowe ramy, by tak piętrowości dygresji np. i inne
„przeszkadzajki” nie przesłaniały i nie kryły zbytnio tego co Najważniejsze.

Przez chwilę nawet myślałem, że w tym odcinku napiszę więcej o tym, jak się powinno pisać (dlatego tez, że u Znajomego, przeczytałem niedawno na ten temat i część mogłem mocno odnieść do własnej praktyki..)  i dlaczego ja piszę, tak jak piszę, ale zostawiam to jednak na kiedy indziej, a dziś napiszę szerzej
jednak tylko O TYM CO ŁĄCZY – dlatego, że to, co łączy kojarzy mi się Świętami, a mamy dzisiaj przecież nie co innego, jak Wigilię, czyli dzień poprzedzający
Dni Świąteczne, pewnych tradycyjnych, obchodzonych już wiele wieków Świąt.

 

Czas to świąteczny, czas symboliczny, czas zatem łączenia.

Pisałem kiedyś tak oto:

Posługujemy się różnego rodzaju symbolami. Przypomnijmy, że symbol - łączy (czasem - na Krakowskim Przedmieściu), gr. σύμβολον - sýmbolon to rozłamany na pół podczas zawierania umowy przedmiot z gliny, kości, drewna lub metalu, mógł to być piersień. Połówki stanowiły znak rozpoznawczy dla dwóch osób, które łączyła jakaś więź – przyjaźń, pokrewieństwo, interesy, obowiązki, uczucia. Czasownik συμβάλλω symbállo oznaczał "zbieram" lub "składam, łączę". Odwrotnie niejako - etymologia "diabła". Diabolos pochodzi od greckiego dia-ballein – dzielić, rozdzielać. Dopowiedzieć można: nie widzieć związku, nie szukać wspólnoty, redukować, abstrahować

Dzielić, rozkładać. Podział, rozkład.

Ponieważ w każdym wpisie warto, by pojawiło się coś czysto plastycznego,
dla oka, pokaże pewien „rozkład symbolu” (nawiasem mówiąc: poprzez rozkład
czy też rzut figur można próbować wyobrazić sobie wyższe wymiary – przykłady
takie łatwo odnaleźć choćby przeszukując materiały edukacyjne na YouTubie itp.)

A tutaj nawet krótki materiał wideo (wycinek z mojego filmu sprzed 10 lat,
z 2007 roku), gdzie też Symbol podlega rozkładowi – czy też raczej: jest rozkładany.

 

To czas magiczny, czasem – i przez to łączenie ludzi, choć czasem,
bardziej by się chciało, by tak było, niż tak jest w rzeczywistości, tej przytłaczającej..- czas magnetyczny.

Ponieważ też zaszły u mnie pewne wydarzenia, które spowodowały, że dobrze, mieć świadomość, że ma się też przyjaciół, i można liczyć też na wsparcie,
choćby i milczące, choćby kogoś, kto nawet z daleka, nawet bez słów, ale samym
faktem swych Odwiedzin, przyjścia na Wigilię w Gości czyni gospodarzowi Radość.

Dlatego dziś tekst zakończę dłuższym tłumaczeniem (parafrazą), choć z Borysa Murawiewa, i z zapowiadanego Gnosis – ale nie z  wstępu do Tomu II (Mezoterycznego) ale z pewnego rozdziału w Tomie I (Egzoterycznym) dotyczącego centrum magnetycznego i jak to działa, a co ja – w największym skrócie nazwałbym:

- dlaczego pewni ludzie się, czasem, niby przypadkiem poznają, niby przypadkiem na siebie trafiają, choćby to miał być tylko kontakt pośredni, tylko kontakt przez monolog (ale tutaj np., u mnie w istocie, od początku kryje się dialog – a dlaczego i jak będę pracował nad tym by tu uwypuklić – i to się odkryje niebawem..) – choćby to było tylko – właśnie – przypadkiem wejście na czyjegoś bloga, prowadzonego stosunkowo od niedawna, odwiedzenie go później więcej niż raz, przeczytanie notki,
będąc zaintrygowani tytułem, albo tylko dołączoną grafiką czy fotografią, albo tylko brzmieniem pewnych słów czy imienia autora.

A temat to także:

  1. Ciekawy – teoretycznie;
  2. Ciekawy – praktycznie. I co ważniejsze – sprawdzony praktycznie.
    Bo sam mogłem – ante factum – przed tym gdy już „przypadkiem”
    zapoznałem się z wiedzą na ten temat – prześledzić swoje życie, doświadczenia, kontakty, gdzie zaglądałem i co czytałem, przez ostatnie, nawet 10 – 15 lat
    i wyszło mi..że gdzieś ten magnes, szczególnie w pewnych przypadkach może
    i nawet jakiś szczególnie silny, i synchroniczny w tematach i wzajemnie poruszanych sprawach – synchroniczny treściowo, czasowo, życiowo i duchowo może także – elektromagnes nakierował mnie na stronę, która pomogła mi w zasadzie realizować teraz cel, który realizuję. A w zasadzie realizować
    siebie – po prostu: inaczej – i zupełnie dosłownie mówiąc: wieść
    szczęśliwe, celowe, życie z niepłonną nadzieją uwieńczenia go Radosnym Zwycięstwem.

Ale przejdźmy do opisu, o co chodzi z tym całym magnetycznym przyciąganiem i „przypadkowym” wpadaniem na siebie, poznawaniem się ludzi – choćby to było – jak piszę – tylko odwiedzenie czyjegoś bloga – choćbyś to czytał Ty – tak mi Drogi – Czytelniku, który właśnie przyszedłeś tutaj – do mnie, po raz pierwszy – jako Gość i spodziewasz się słusznie gościnności. Zatem nie każę Ci już czekać.

Jednak zanim przejdę bezpośrednio do tłumaczenia (czy też
mojej parafrazy zamierzonego fragmentu z rozdziału VI Tomu I
Gnosis B. Murawiewa), a pojawią się w nim pewne terminy i pojęcia,
takie jak np. „wpływy A” i „wpływy B” oraz „centrum ezoteryczne”,
to jeszcze kilka zdań ode mnie, w których staram się naświetlić te kwestie odpowiednio klarownie i intuicyjnie trafnie, by dodatkowy komentarz na ten temat niżej nie był potrzebny, a także by pojęcia o zadawnionym niewłaściwym rozumieniu, jak choćby to „ezoteryczne” – o czym wspominałem w poprzednich wpisach na blogu, co można łatwo odnaleźć, były rozumiane poprawnie i takoż – prosto.

Pamiętamy, jak we wcześniejszych wpisach (Gnosis i Cele w ciele (Gnosis II) definiowałem to całe „ezoteryzmy” – jako wiedza (i sztuka, praktyka) „wewnętrzna” –  jest to coś, co powinno zainteresować osoby, które chcą poznać lepiej swoje „ja”, prawdziwy cel swojego prawdziwego ja, chcą się dowiedzieć,
że pewne cechy i właściwości ludzie mają tylko potenjalnie i aby je rozwinąć,
a dowiedziawszy się o tym, chcą poczynić w tym kierunku starania.
Pomocna w tym oczywiście może być wiedza na ten temat, lecz praktyka,
która często wiedze, i tym lepiej, wyprzedza, jest niezastąpiona.
Wiedza natomiast ma za zadanie praktykę wspierać, pokazywać sprawdzone już rozwiązania trudniejszych problemów, uchronić przed znanymi błędami. Oczywiście z takiej wiedzy często dopiero praktyka – sparzenie się osobisteuczy korzystać – i nie inaczej było w przypadku piszącego te słowa..
Ale w ogóle warto wiedzieć i to, że wszelka wiedza po to jest by
się końcu zamieniła..w Dobro.

Jak już we wczesniejszych wpisach wspomniałem, niektórzy ludzie chcą
dojść do czegoś wyższego w sobie, a droga do tego czegoś wyższego,
droga – nawet do Boga – zaczyna się we wnętrzu każdego z nas.
Zaczyna się w naszym sercu, i celowo wspominam o nim na pierwszym miejscu, ale i w naszym umyśle, a także naszych, czysto fizycznych, nakładach sił i trudów. W pracy, która chcemy włożyć w to, by stać się tym, czym mamy możliwość się stać. Pamiętając, że to tylko możliwość, a wola, czy ją wykorzystać
i determinacja w tym kierunku – spoczywa na nas, na nas każdym z osobna. Ale – i po to przecież ten „magnetyczny” wpis, gdy na danym stopniu, przy kolejnym kroku, coś grozi, robi się ciężej, brakuje sił, czy zrywa się przeciwny nam wiatr ,atakuje w oczy, przydają się przyjaciele. A takich, choćby tych cichych, nieznanych, możemy na tej drodze, spotkać.

Bowiem, jak słusznie jest napisane w Dezyderacie:

Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa.
Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

 

Co do zaś wspomnianych – wpływów – o których będzie niżej i którym
przypisuje się – skrótowo, litery – „A” i „B”. 
Żyjemy w świecie, w związku z Innymi, w związku z naszymi rozlicznymi
rolami społecznymi, wcześniej – dziecka, członka rodziny, ucznia, później –
w kontaktach zawodowych, naszej pozycji w pracy, poza pracą –
kontaktach międzyludzkich, w sprawach publicznych, kulturalnych, politycznych, handlowych. Zauważamy, że obecne a nawet dominujące
są pewne schematy, pewne zachowania, pewnie określone „maski” czy
„gry” w które grają ludzie. Jest to np. rozdźwięk między tym co się myśli
a co mówi, jest tak przy transakcjach, gdzie często przede wszystkim liczy
się zysk, i to by „nie złamać prawa”, ale coś takiego, jak branie pod uwagę
także korzyści drugiej strony zdarza się znacznie rzadziej, w państwach rządzi
co prawda prawo, ale prawo to jest równe dla jednych, równiejsze zaś dla innych, uprzywilejowanych.

Wszyscy poddani jesteśmy tego rodzaju wpływom i od nich nie uciekniemy,
we współczesnym świecie to niemożliwie. Co prawda właśnie dlatego, kiedyś,
ci ludzie, którzy chcieli poznawać swoje wnętrze i rozwijać ducha,
udawali się w ostępy, stawali pustelnikami, czy tez wstępowali do wspólnot, które żyją wg pewnych ścisłych reguł, w tym w odosobnieniu, pewnym oddaleniu od tych wszystkich wpływów Świata Codziennego
i Normalnego życia.
Ale zadaniem na teraz, szczególnie w tej epoce i sytuacji która nastała, jest właśnie pozostanie w świecie, a wybudowanie sobie swojej pustelni czasem jedynie w sobie (o tym także pisze, w odpowiednim ustępie, autor Gnosis).

Jednak, choć widzimy, że Inni ludzie, bardziej lub mniej łatwo, ale poddają się tym wpływom świata, które dostrzegamy, jako dominujące, w tym nawet nasi bliscy, członkowie rodziny, koledzy czy przyjaciele, to bywa tak, że my mamy
z tym jakiś problem, nie potrafimy w pewnym sensie pod tym względem „zmądrzeć” i dalej np. w pewnych sytuacjach, wbrew obserwacji i wbrew interesowi, co by się nam bardziej, społecznie, nie tylko materialnie, opłacało, trudno nam się całkowicie poddać wpływom i schematom Świata; jednak, w roli zawodowej, często mówimy coś zupełnie szczerze, coś prywatnego, bo coś nam mówi, że nie powinniśmy tego pomijajać, nie nakładamy pewnej maski, albo nie potrafimy kogoś oszukać, oczywiście nie mówiąc tutaj o łamaniu prawa,
ale po prostu ewidentnie skorzystać na czyjejś niewiedzy, sprzedając mu rzecz tanią, znacznie drożej, czy nic nie wartą, tanio, ale zawsze. To tylko drobne, śmieszne wręcz przykłady.

Dlaczego coś trzyma nas „na dystans” od tych wpływów Świata, skoro widzimy, że dostosowanie się do nich byłoby z pewnością, nie tylko mateiralnie, także psychicznie, ba całościowo: wygodne, nawet mądre?

Często nie potrafimy nawet sami sobie, nie tylko innym, na pytania o to, jeśli zostanie zadane, czemu jesteśmy np. takimi naiwniakami, albo dlaczego nie jesteśmy jak normalni „sprzedawcy” czy normalni „uczniowie, normalni „nauczyciele”, rodzice, lekarze, prawnicy?

Zwykle czuje tak bardziej nasze „serce” – mniej sprawnie potrafimy to nasze podejście „zracjonalizować”. W rzeczy samej, tak jest, że gdy chodzi o oszukanie
i samooszukanie siebie, najgroźniejsze zresztą, to człowiekowi łatwo przychodzą do głowy różne kombinacje myślowe, racjonalizacje, wysłowienie się. Zaś gdy chcemy przekazać pewną „prawdziwą prawdę” o sobie, trudno znaleźć czasem odpowiednie słowa i przekazać je ułożone w racjonalną myśl, zdanie, wypowiedź.

Tyle moich – klarownych aż do przesady może (kiedyś, ale teraz
sądzę – niesłusznie – woliłem sprawę niedoświetlić, niż prześwietlić)
wyjaśnień wstepnych – a pod spodem już bezpośrednio GNOSIS.

(…)

Sprawdźmy teraz, z praktycznego punktu widzenia, jak człowiek może osiągnąć ezoterycyzm (ezoterykę), to znaczy, że będzie mógł pracować nad ustanowieniem stałych połaczeń [swoich centrów: uczuciowe, intelektualnego, motorycznego – woli]  co uczyni jego ewolucję (zatem: pozytywny rozwój, osiągnięcie możliwości, stanie się człowiekiem, nie tylko potencjalnym) możliwą.

 

 

Spójrzmy na ten bardzo ważny diagram, który wyraża wiele znaczeń,
będziemy tutaj musieli ograniczyć się do niektórych.

Czarne strzałki reprezentują wpływy wytwarzane przez życie (świat)
– przez nie same, jest to pierwsza różnorodność wpływów, którymi
człowiek jest otoczony. Biegną one w różnych kierunkach, czasami
jakby się znoszą (bo przeciwnych), są jak widzimy gęste prawie we
wszystkich punktach koła, które może uosabiać całość życia, Świata
w którym żyjemy.

Jak w przypadku całej promieniującej energii w Naturze, ich efekt
jest odwrotnie proporcjonalny do kwadratu odległości. Te różne wpływy
w danym momencie „pchają” czy też zatrzymują – jednym słowem,
wpływają na działania, zachowanie, czyny człowieka, w  danym miejscu,
czasie, danej sytuacji.

Zestaw wpływów „A” składa się na Prawo Przypadku .

To jednak, że często strzałki są skierowane w różnych kierunkach
czyni ich naturę tak naprawdę iluzoryczną, choć ich wpływ jest jak
najbardziej realny.

Białe koło reprezentuje CENTRUM Ezoteryczne, zlokalizowane
na zewnątrz tego generalnego Prawa Przypadku

Tutaj przypomnijmy sobie, co pisałem o centrach ezoterycznych: 
są szkoły, które przechowują ZNACZENIE (..). - przypominam ja (MD).

Białe strzałki reprezentują wpływy „B”. Są one „wrzucone” w to „wirowisko” świata i pochodzą z pewnego centrum „nadawczego” – w odróżnieniu od strzałek wyrażających wpływy „A”, których była mowa wyżej, są one skierowane wszystkie w jednym kierunku..nie znosza się wzajemnie, nie prowadzą do przeciwieństw. Wszystkie one tworzą coś w rodzaju pola magnetycznego.

Podczas gdy wpływy „A” tak naprawdę neutralizują się wzajemnie i prowadzą człowieka w kółku i do nieosiągnięcia tak naprawdę niczego, wpływy „B” reprezentują pewną rzeczywistość i pewien możliwy do osiągnięcia cel.

Mały okrąg z cieniowanymi liniami reprezentuje człowieka, który na tym diagramie, jest przedstawiony w izolacji. Cieniowanie linie wskazują na to, że początkowa natura człowieka jest mieszana, niejednorodna.

Jeśli człowiek spędzi życie nierozróżniając wpływów A i B,
niejako mechanicznie, będzie prowadzony przez Prawo Przypadku,
i nawet, co oczywiście się zdarza, jeśli zrobi „karierę” w codziennym, wiatowym rozumieniu tego słowa, tak naprawdę nie dosięgnie żadnej prawdziwej Rzeczywistości.
A na koniec „ziemia wróci do ziemi”.

W życiu każdy poddawany jest swego rodzajowi testowi – konkurencyjności.
Jeśli rozpozna wpływy „B” i za jakąś przyczyną wydadzą mu się wartościowe, jeśli nabierze ochoty, by podążać jednak za nimi, by lepiej je przyswoić, jego mieszana natura powoli zacznie ulegać pewnym przekształceniom.
I jeśli wysiłki człowieka są stałe i mają odpowiednią siłę w takim człowieku może uformować się centrum magnetyczne. Jest ono reprezentowane na diagramie – w kole, które uosabia człowieka, przez małą – ale u niektórych większą, u niektórych mniejszą – biała, już nie pokrytą cieniowanymi liniami, ale jednolicie białą, przestrzeń.

Gdy takie centrum się rozwinie, zacznie odbijać wpływy „A” reprezentowane przez czarne strzałki, które przecież ciągle otaczają człowieka i aktywnie próbują na niego wpływać. Takie odbijanie często może przybrać wymiary pewnego konfliktu. Trzeba też będzie stoczyć pewną walkę. Jeśli człowiek ją przegra, skończy z przeświadczeniem, że wpływy „B” były niczym innym, jak iluzją, a teraz, „zmądrzawszy” należy powrócić do normalnego życia i pełnego podporządkowania wpływom „A”, które wydadzą mu się jedyną rzeczywistością (podczas gdy jest dokładnie odwrotnie..). W takim wypadku centrum magnetyczne powoli zaniknie. W takim przypadku – i tak w zasadzie będzie już do końca – sytuacja takiego człowieka, co do jego przyszłych szans, jest gorsza niż była na początku. Podobnie jak w przypadku człowieka, który zdobył pewną wiedzę, ale fałszywą – sytuacja takiego człowieka jest gorsza, niż człowieka, który nie zdobył jeszcze żadnej wiedzy!

Ale jeśli ta walka zostanie wygrana, centrum magnetyczne w człowieku się wzmocni i przyciągnie człowieka do innego człowieka, który także posiada centrum magnetyczne, z reguły takiego, który posiada silniejsze centrum magnetyczne, niż to przyciąganego. I tak dalej, tworzy się pewien łańcuch, który zawsze – w pewnym punkcie – jest oparty o kogoś, kto ma pośredni lub bezpośredni dostęp do CENTRUM ezoterycznego.

W ten sposób – mimo to, że dalej postanie w środku zawirowań życia i Świata, to jednak taki człowiek przestaje być samotny, a jego centrum magnetyczne może dalej się wzmacniać, a on sam, rozwijać, także dzięki pomocy, różnego rodzaju, na przykład wiedzy, tak teoretycznej jak praktycznej, szerzonej przez kogoś np. na powszechnie dostępnym internetowym blogu J

Z wolna człowiek będzie pod coraz mniejszym wpływem prawa Przypadku,
a zdobywać będzie coraz więcej Świadomości.

Jeśli człowiek osiągnie taki rezultat przed śmiercią, choćby taki, to wtedy może powiedzieć, choćby tylko tyle, że: jego życie nie było zupełnie bezowocne.

 

Jest jeszcze jeden diagram – przedstawia on czarne centra magnetyczne
i sytuację człowieka, który został oszukany, i oszukuje siebie i innych, przyjmując tak naprawdę wpływy A, mając je za wpływy B. Sytuacja takiego człowieka, jest oczywiście gorsza, niżby przyjmował losowe wpływy „A” reprezentowane przez małe strzałki wypełniające pole Życia w różnych kierunkach. W takim przypadku może znaleźć się człowiek, który dał się zwieść i który ma połączenia, ale z fałszywym centrum, a szerzona pomoc i informaja również jest fałszywa. Niestety, jest to sytuacja nader częsta, szczególnie w dzisiejszej, globalnej dobie obiegu informacyjnego i komunikacji.

Można oczywiście zapytać – co chroni człowieka przed popadnięciem pod takie fałszywe wpływy. I odpowiedź jest prosta: – od początku należy skrupulatnie sprawdzać i pracować nad czystością swojego centrum magnetycznego.

Czy może, wyrażając to trochę jaśniej, wg mnie (Marat Dakunin):  warto po prostu pilnować czystości swoich intencji i egzaminować siebie bezlitośnie oraz obserwować, także pod względem samooszukania czy ułatwienia sobie czegoś. W tym celu należy nauczyć się odpowiedniej samoobserwacji oraz dysypliny. Ale nie jest to trudne, nawet dla człowieka z natury bardzo niezdyscyplinowanego, jeśli lgnienie jego serca (duszy) do wpływów
„B” jest prawdziwe i „gorące” – silne.
Choćby był patentowanym leniem, zostaną mu dane tutaj szanse,
także na zachowanie i wzmocnienie czystego centrum magnetycznego,
co zaświadczam z osobistej praktyki.

(…)

Co jeszcze się kojarzy z magnesem – z przyciągniem i odpychaniem..?

Cała, bardzo ciekawa, szczególnie dla tzw. „romantyków” czy „idealistów” tematyka dusz polarnych, naszych już –ścisłych bardzo związków,
tych zwykłych, ale przede wszystkim tych wymarzonych – a takie istnieją,
choć tak rzadko dochodzi do tego, że dane jest im się zrealizować.

Bo to prawda , że przeciwieństwa się przyciągają.
Ale jest tu też pewien paradoks.
A co to jest – i czym jest odwrotne spolaryzowanie
oraz dlaczego warto „połączyć się w całość” będzie
kiedyś, nie tak szybko, ale też nie bardzo odlegle..

Ale na razie idźmy dalej wątkiem. Magnes manesem, ale wątek nie wyszedł poza Gnosis – więc następnym razem, już obiecane przybliżenie celu głównego
i celów bardziej szczegółówych, pracy „wewnętrznej” – do której tutaj zachęcam, tak siebie – jak Każdego, który Czyta – słucha, lub chce rozmawiać, nie chce stwierdzień, nie chce by mu czegokolwiek narzucać, chce byś Sobie Sam
Odkrywcą i Sobie Sam Panem, dlatego też może rozważać różne propozycje..
jeśli uzna ją za rozsądną choćby roboczo, a może i wartościową..
jak  tę moją, pisaninę.

Spokojnych Świąt!
Marat Dakunin
Mat

 

Gnosis

Miałem „blok”.
Nie wiedziałem ostatnio o czym napisać.
Nie, nie – że na siłę. Aż za dużo prosi się o czas i miejsce.
Ale trzeba ustalać priorytety i kolejność..oraz dobrać
najlepszą, najprostszą i najczytelniejszą, służącą CELOWI formę.
Chciałem użyć, tak szczęśliwie przecież znaleziony w stole,
pamiętnik.
(link)

Ale w tym pamiętniku – przynajmniej na pierwszych 20 stronach
– tylko o pracy, pracy, pracy, wysiłku. Jak lepiej się poświęcić pracy,
jak lepiej swe leniwe czy rozbiegane ego samoograniczyć.
Zwieść się nie dać – ino: tylko tyrać!
Pomyślałem – jejku, jak to atrakcyjniej przedstawić?

Ale dziś wpadłem na inny pomysł.
I Bogu dzięki..bo pomysł ten,
przybliża nas do Celu.
Bo, to, że ja, to wiem, jaki mam cel, to jedno.
I też wcale nie proste:
bo dojść do tego prawdziwego Celu
(które ma moje prawdziwe JA,
a nie setki iluzorycznych tyranów)
też nie było sprawą łatwą
i oczywistą. Zajęło lat prawie 40..

Niemniej – wydaje mi się, że go znam.

Ale po co ja piszę ten blog?;
blog przyklejony do strony Cassiopaea.pl.

Tak, to jest w pewnym sensie blog wewnętrzy.
Ale cel ma jak najbardziej zewnętrzny –
Ktoś na Zewnątrz mnie być może coś co napiszę przeczyta.
Ten Ktoś to Czytelnik. Czytelnik, któremu, chyba, jestem
winien pewne wyjaśnienia, przynajmniej zanim zacznę
zachęcać go do poświęcenia Siebie i do..tyrania 🙂
W istocie te Zewnątrz, najlepiej gdyby opadło, gdyby treść,
a forma ma temu tylko służyć, jak najlepiej trafiła do Wnętrza.
Tego kogoś, kto jest na Zewnątrz.
Zatem jest to, w pewnym sensie, transmisja,
z Wnętrza do Wnętrz – Innych.

No więc właśnie!
Dobrze byłoby jednak, trochę wyraźniej, zasygnalizować Cel,
tak by Inni mogli się, co do tej pory, zdałem sobie sprawę,
mogło nie być wcale jasne, zorientować co do niego. Co do CELU.
No i co do mnie.
A na końcu, finalnie, tak byłoby najlepiej i to byłoby
jak najbardziej Celowe: by się Inni mogli zorientować też co do Siebie,
co do swoich Celów. Celów swoich Wnętrz. Celów ich prawdziwych „Ja”,
nie tych iluzorycznych, leniwych, przewrotnych małych tyranów
(petty tyrants).

Wydaje mi się zatem, że nie bez kozery byłoby tutaj sięgnięcie do
całości już skończonej (bo Ja, to proszę Sz. Państwa, mam robotę..
dopiero.. rozgrzebaną..:-); przez kogoś w miarę Wartego Zaufania,
całości, która dorobiła się opinii rzetelnej, pomocnej, Prawdziwej.
Co nie bez znaczenia: wyrażonej prosto i klarownie. I co najważniejsze:
w zasadzie ogniskującej się wokół tego samego, z Natury, Celu, co mój.

Poświęcę temu, tak to ważne, kilka wpisów.
Dlatego w następnym wpisie, za kilka dni, przetłumaczę dla Was, a właściwie strawestuję wstęp do II Tomu Gnosis, autorstwa Borysa Murawiewa.

Książka ta ma w podtytule:
„Studia i komentarze na temat Ezoterycznej Tradycji
Wschodniej Ortodoksji”.

W tym miejscu chciałbym jednak, śladem Autora, Borysa,
wyjaśnić pewną sprawę.

Pojawiło się tutaj dźwięczne słówko EZO..

Dużo tego, i w Dawnych Wiekach, i Obecnie – już nawet nie wiem,
czy teraz nie więcej (o wiele: za dużo) tego EZO w okół nas.
Po części kwestia to niewinnych zabaw, ale po części, o wiele groźniejszej sprawy: Fałszywych Proroków. O nich napiszę także, następnym razem.

Lecz teraz małe wyjaśnienie od Borysa i ode mnie:
Ezoteryka to po prostu Nauka Wewnętrzna.

Zdaje sobie sprawę, jak wiele tutaj niejasności, nieporozumień i fałszów.
Dlatego nawet nie zamierzam się w nie wdawać i z takowymi dyskutować. Podaję zaś, klarownie, to, w czym chcę zgodzić się z Borysem Murawiewem..

Już Duns Szkot Eriugena zauważył, że mamy tutaj do czynienia z pewnym przekłamaniem lingwistycznym, zrodzonym poprzez określone tłumaczenie greckiego słowa. To przekłamanie sprawiło, że to, co lepiej jest rozumieć, jako „wewnętrzne” zostało obarczone znaczeniem „sekretny”, „ukryte” – czy tym podobnym.

Constantine Cavarnos, współcześnie, pisze:

Pierwszy rodzaj filozofii, filozofia Zewnętrzna, wyrosła ze starożytnej filozofii (nauki) greckiej oraz wczesnych wieków chrześcijańskich. Drugi rodzaj filozofii, „wewnętrzna” – jest identyczna z religią. Ten termin jest używany by oznaczyć nauczenia ortodoksji chrześcijańskiej w ich całości; pewne praktyki wewnętrzne, szczególnie wewnętrzna uwaga (gorliwość, wiara) i Pokój Ducha oraz życie klasztorne.

Widzimy tutaj, że mamy dość ścisłe odniesienia chrześcijańskie.
Nie jest jednak moją intencją akcentowanie tutaj tego elementu „przynależnościowego” – piszę się tutaj raczej o pochodzeniu czy
też „ścieżce konserwacji” danej nauki czy praktyki.

Chodzi mniej więcej o to, że religie Wschodu posiadają obecnie,
i od dawna, w pełni akceptowalny i praktykowany segment
(nauk i praktyk), które koncentrują się na rozwoju wewnętrznym
człowieka – choćby praktyki Zen czy też Joga.
W przypadku chrześcijaństwa, czy też ogólniej: świata Zachodu sprawa jest
o wiele bardziej skomplikowana. Lecz o takiej właśnie wiedzy wewnętrznej,
z natury powiązanej i bliskiej Zachodowi (przez to dla człowieka Zachodu,
o określonej mentalności i zasobach doświadczeń kulturowych), tutaj mowa.
To, że jest ona łączona ze chrześcijaństwem, podkreślam, że teraz wypowiadam się ŚCIŚLE JAKO Marat Dakunin, pozostawiając na chwilę Borysa, jest wynikiem zaszłości historycznych i cywilizacyjnych: nie da się ukryć, że światopogląd
i struktury chrześcijańskie współtworzyły filozofię i cały świat Zachodu
w stopniu przemożnym, trudno chyba by wskazać tradycję
o większej tutaj sile oddziaływania.

Niemniej jednak, chciałbym (Marat Dakunin) podkreślić, że:

  • choć w pismach chrześcijańskich (przede wszystkim Ewangeliach) wiele jest prawd, które mogą zostać z najwyższym pożytkiem spożytkowane na rzecz Prawdziwej Wiedzy Wewnętrznej i rozwoju człowieka, to jednak są to pisma
    i przekazy w ogromnej mierze zepsute, skorumpowane i wykrzywione, już
    przy ich powstawaniu ale i później;
  • – w jeszcze większej mierze wykrzywia Prawdę i Przekaz oraz to, czym były
    w przeszłości, ale i czym są teraz, struktury – mniej lub bardziej instytucjonalne – kościołów i innych organizacji, które uznają się za chrześcijańskie. Dokonywane w ramach tych organizacji interpretacje i przekazy interesują nas tylko o tyle, o ile mogą być zgodne z Prawdą Odwieczną;
  • – po trzecie wreszcie, co zabawne, choć naprawdę bardzo Smutne,
    religie, w tym, bez żadnego wyjątku, chrześcijaństwo, tak jak jest najczęściej
    praktykowane i wiedza poprzez nie NAJCZĘŚCIEJ szerzona –
    w istocie odwodzą nas od
    Prawdziwej Duchowości niźli do niej zbliżają!
    Temat to rzeka, poza tym – rzeka to pełna potworów i przyczyn
    do kłótni a nawet – jak wiadomo – wojen i tortur, więc z rzeki tej
    wylewam tutaj jedynie tę skromną łzę Prawdy. Tak, jak ją widzę.

Dlatego, co podkreślam, choć można mówić o tzw.
Ezoterycznym chrześcijaństwie (takiego pojęcie używało się w kręgach
nauki G. I. Gurdżijewa), to nie jest moim zamiarem identyfikowanie tego,
o czym piszę, co i jak interpretuję itp. jako „chrześcijańskie”.
Dlaczego takie zastrzeżenie uważam za konieczne i co jeszcze
się z tym wiąże stanowi bardzo złożony i bogaty objętościowo temat;
będę do niego nawiązywał tam, gdzie kontekst będzie tego wymagał,
w przyszłości.

Poprzez lata ta „ezoteryka” uformowała Tradycję, sztukę i dyscyplinę wiedzy, która mogła istnieć (i jak najbardziej istniała) także przed czasami Chrystusa,
ale która obecnie została asymilowana do „wewnętrznego znaczenia chrześcijaństwa”.

Ta Tradycja, która w Starożytności była tylko ujawniana w misteriach
(i tutaj, rzeczywiście, wymagano oraz ślubowano tajemnicę) została przekazana
z Egiptu (ważne też jednak, który Egipt ma się na myśli – zaznaczam tutaj, Marat Dakunin. A kwestię tę rozwinę nie tak szybko..) przez Mojżesza do Judaizmu oraz do Grecji przez Orfeusza i Pitagorasa.

mal. F. von Stuck

 

We wszystkich czasach, niemniej obecnie jest to wręcz chorobliwe,
ludzie starali się interpretować „Wiedzę Wewnętrzną” w kategoriach swych zewnętrznych doświadczeń.
Ale wiedza i sztuka (także w rozumieniu: praktyki, umiejętności)
jest W ZNACZENIU, NIE W SŁOWACH, i wiele pada ofiarą takich poczynań, często spowodowanych złą wiarą, lecz jeszcze częściej dobrą, lecz nazbyt prędkim sercem i nienawykłym do trudu i poświęcenia staraniom. W wyniku dążeń ludzi złej woli oraz dobrej woli, lecz wadliwych (najczęściej winne tu było duchowe, ale i czysto fizyczne: lenistwo) narosła, jakby w krzywym lustrze, zbieranina „EZOTERYZMÓW” o zupełnie opatrznie pojętym znaczeniu, praktykach oraz wadliwie eksplikowanej wiedzy.

John Tauler powiedział o tych, którzy słuchali kazań jego mistrza, którym był Meister Eckhart:

„Mówił z punktu widzenia wieczności, a oni słuchali go z punktu widzenia doczesności”.

Tak więc, wiedza ezoteryczna jest ze swej natury bardzo narażona na zepsucie,
a zepsuta, umiera (umiera w niej Prawda). Ponieważ jednak Czas jest rychły (podkreślenie moje: MD) musi być odnowiona i przeformułowana.
W międzyczasie ZNACZENIE jest utrzymywane przy życiu w społecznościach
lub szkołach (mając na myśli te Prawdziwe, nader rzadkich – podkreślenie moje – MD), które symbolizuje nazwa „arka”, jako, że jedną z nich była starożytna arka Noego.

Wymownym znakiem zepsucia przekazywanej Wewnętrznej Wiedzy
jest właśnie fakt, że zaczęła ona być rozumiana jako sekretna, tajna.
Zatem zaczęto sobie wyobrażać grupę uprzywilejowanych, jakąś elitę, która zazdrośnie strzeże tajemnic i dopuszcza do nich tylko wybranych
(i to wybranych, na podstawie, dość niesprawiedliwych, ogólnie rzecz biorąc, kryteriów. Za kryteria sprawiedliwe można uznać w zasadzie tylko: skalę czyjegoś poświęcenia WŁAŚCIWIE ROZUMIANEJ sprawie (wewnętrzny ogień) oraz nakład uczciwej pracy, wysiłków, trudu danej osoby, stosownie do jej uzdolnień (a więc dla każdego różny!).

Nierozumiany, pomijany albo zapominany jest PSYCHOLOGICZNY
aspekt Wiedzy Wewnętrznej, oraz fakt, że mówi ona o świecie poprzez
WNĘTRZE CZŁOWIEKA – podług reguły, że droga do Boga wiedzie
przez Nas Samych, szukać należy w swoim Wnętrzu.

To, że ISTOTA tej wiedzy i praktyki jest nierozumiana przyczynia się
właśnie do postrzegania jej jako SEKRETNEJ.
Drugim, w praktyce najczęstszym, powodem, jest nasze lenistwo,
ponieważ, jeśli coś, dla zrozumienia czy też opanowania,
wymaga od nas olbrzymiej ilości trudu oraz wysiłku NOWEGO spojrzenia na rzeczy, ale przede wszystkim NA SIEBIE SAMEGO, w nowy sposób,
co bardzo istotne – niedopuszczający żadnego SAMOOKŁAMANIA
to, nie przyznając się przed samym sobą, co ważniejsze nawet,
albo przed innymi do tego, że brak nam zdolności lub wytrwałości,
nazywamy coś, czego z tych powodów nie praktykujemy i nie opanujemy, zastrzeżonym (sekretnym, tajnym itd.) w jakiś specjalny,
niesprawiedliwy wobec nas, sposób.
A tak nie jest.

Mało tego: nic bardziej mylnego.
To właśnie Wiedza Wewnętrza, Ezoteryka – właściwie rozumiana,
jest OTWARTA DLA KAŻDEGO, kto uczciwie, dążeniem serca, rozumu
i nagięciem ciała, chce poznać Prawdę o sobie.
To właśnie tutaj nie ma miejsca na wszelkie
„zdobycie czegoś mniejszym kosztem”, ułatwiania sobie pracy,
mniej lub bardziej subtelne oszustwa mające zaoszczędzić trudu i wyrzeczeń.
Te wszystkie NIEUCZCIWE TRANSAKCJE, podejmowane by zdobyć coś wartościowego, są typowe dla ZEWNĘTRZNEGO ŚWIATA,
dla naszego codziennego doświadczenia w „normalnym” życiu:
widać je tam wszędzie – w handlu, polityce, mediach, a także, i może nawet przede wszystkim, tam są bowiem najbardziej groźne duchowo –
w praktykowanych religiach. W tym, jak obiektywnie to wygląda..

W wiedzy i praktyce Wewnętrznej nie ma miejsca na NIEUCZCIWOŚĆ.
Twoja nagroda, będzie dokładnie odpowiadać zapłacie, na którą się zdobyłeś.
Jeśli kupiłeś coś tanio, tanią rzecz, WARTOŚĆ, kupiłeś.
Jeśli zapłaciłeś całym życiem i oddaniem całym sercem –
kupiłeś rzecz NAPRAWDĘ wartościową.
Albowiem, także w przypadku Wiedzy i Praktyki Wewnętrznej, można osiągać „nieczyste”, wadliwe rezultaty. Lecz są one doczesne, i co za tym idzie, nietrwałe.
Czyste starania owocują czystymi osiągnięciami, a te są nieprzemijające.

Gnoza zaś jest WIEDZĄ i SZTUKĄ,
która na powrót łączy człowieka z Bogiem.

A dzieje się to poprzez zwrócenie się poszukiwań człowieka
do swego własnego wnętrza, poprzez WIEDZĘ WEWNĘTRZNĄ
bowiem osiąga się Gnozę.

Droga do Królestwa Niebieskiego

Weźmy za podstawę poniży tekst:
(cytaty oraz stopklatki pochodzą z filmu „Zagadka Kaspara Hausera”
reż. Werner Herzog)
:

„Widzę wielką karawanę…
która ciągnie przez pustynię…
poprzez piaski.
A prowadzi ją…
stary brodacz.

 

I ten stary człowiek jest ślepcem.

mal. P. Bruegel, Ślepcy

..Teraz karawana zatrzymuje się…
gdyż niektórzy, widzą przed sobą górę…
i myślą, że zabłądzili.
Sprawdzają kompas i nie wiedzą co począć.
Wtedy ślepy przewodnik bierze garść piasku do ust…
i smakuje go, jakby to było jedzenie.

Synu, mówi ślepiec, mylicie się.
Przed nami nie ma żadnych gór…
to tylko wasza wyobraźnia.
Ciągniemy dalej na północ.
Tak więc, ruszają bez sprzeciwu dalej…
…i docierają do miasta na północy.
I tam się rozgrywa ta historia.
Ale tej właściwej historii, w owym mieście, nie znam.”

Wyodrębnijmy:
„Wtedy ślepy przewodnik bierze garść piasku do ust…
i smakuje go, jakby to było jedzenie.
Synu, mówi ślepiec, mylicie się.
Przed nami nie ma żadnych gór…”
[opis metody naukowej, opis tego, że wiedza i uczeni potrafią demaskować
i usuwać złudzenia o świecie; naukowiec jako ślepiec to taki niezamierzony dowcip mojej interpretacji 🙂 ]

Napis pod daszkiem wejściowym Muzycznej Owczarni w Białej Wodzie (Jaworkach) w Pieninach. Można tam wejść do wąwozu Homole (fot. Marat Dakunin).

oraz:
(..)
Ale tej właściwej historii, w owym mieście, nie znam.
[Wiedza dąży do Poznania Absolutnego.
Wiedza duchowa zaś także do poznania tego, czym naprawdę jesteśmy.
Jaki jest sens naszego istnienia i jakie są Prawdziwe zasady i konstrukcja
Wszechświata, nie tylko czysto zmysłowego..]

Teraz wyobraźmy sobie, że to „MIASTO”, o którym mowa, jest też dla karawany idącej po pustyni mirażem: czyli widać je, ale widać je zniekształcone, poprzez złudzenie. Dlatego, że je widać, choć zniekształcone, ludzie ciągle CHCĄ DO NIEGO DOTRZEĆ.

Nie docierają jednak, gdyż widzą je zniekształcone.
Widzą je często nie w tym kierunku nawet, co trzeba.

MIASTO TO WIĘC JEST MIRAŻEM, ALE I JEST PRAWDZIWE.
ZALEŻY JAK NA TO SPOJRZEĆ.

A JEŚLI TAK, TO MIRAŻ JEST TYLKO W NASZYCH OCZACH,
W NASZYM PATRZENIU.
MIASTO ZAŚ ISTNIEJE NAPRAWDĘ.

DOBRA metoda naukowa pomaga usuwać elementy mirażu.

NIEDOBRA metoda naukowa, nie tylko usuwa miraż, ale usuwa też sprzed naszych oczu MIASTO, które przecież ISTNIEJE NAPRAWDĘ.

W tych dwóch zdaniach jest wyłuszczony konflikt pomiędzy
NAUKĄ A WIARĄ.

I zaznaczone jest, że konflikt ten powstaje tylko wtedy,
gdy NAUKA SIĘ WYPACZA.
(WIARA ZRESZTĄ – JAK SIĘ WYDAJE –
WYPACZA SIĘ I CZĘŚCIEJ I WYRODNIEJ)

Sądzę, że ta „PRAWDZIWA HISTORIA”, która dzieje się w tym MIEŚCIE
jest łatwa do bardzo szerokiej metaforyzacji, choćby
z nasuwającym się: MIASTO TO KRÓLESTWO NIEBIESKIE.
Czy też MIASTO/MIRAŻ OAZY – NAPÓJ SYCĄCY SPRAGNIONYCH.
(..).

Oto „Powóz Duchów”:

mal. Salvador Dali

Obraz opowiada w pewnym sensie o relatywizmie (i pod tym kątem omawiałem go – będzie z 20 lat temu prawie), ale nie tylko.
A przynajmniej nie w tradycyjnym dla omawiania relatywizmu kierunku.

Nosi on tytuł: „Phantom Chariot” – czyli Powóz Duchów.
Opiera się on na podwójnym złudzeniu.

Postacie, które siedzą w powozie mają jednocześnie kształt, który mogą mieć wieże miasta widniejącego w oddali, miasta, do którego postacie w powozie dopiero zmierzają.
Było by więc tak, że można by pomyśleć nawet: podróż jest ILUZJĄ.

(choć jest konieczna – konieczne jest to co empirycznie współdzielone wśród ludzi – a więc i iluzje są koniecznym składnikiem świata. Zdaję sobie sprawę, że tymi kilkowa słowami otwieram puszkę Pandory. Będe o tym pisał więcej..).

Podróżnicy są już w MIEŚCIE, choć „powóz duchów”
wciąż jeszcze ich do MIASTA WIEZIE.

W tym kontekście bardzo czytelne staje się, przewijające się przez nieskończoną ilość przypowieści wschodnich twierdzenie:
ZNAJDZIESZ GDY PRZESTANIESZ SZUKAĆ, czy też
OŚWIECENIE PRZYJDZIE GDY PRZESTANIESZ GO POSZUKIWAĆ.

Albo reguła procesu: SZCZĘŚCIE JEST DROGĄ DO SZCZĘŚCIA.
Tutaj – co ciekawe – do zastosowania à rebours (sic!!)

Albo reguła poszukiwania w sobie:
ZNAJDZIESZ W SOBIE, NIE NA KRAŃCU ŚWIATA.
W tym miejscu, gdzie jesteś, nie musisz odlegle podróżować.

Albo reguła POZNAJ SIEBIE
– podróż więc jest procesem poznawania Prawdziwego Człowieka – Siebie.
A prawdziwa podróż prowadzi do Domu.

Czy tutaj nasuwa się, że podróż w takim razie jest zbędna?
Istnieje niebezpieczeństwo, że może się to nasunąć.

Warto jednak, by nasunąło się co innego. Np. mnie osobiście nasuwa się to:

"Mar 11:23 Zaprawdę powiadam wam: 
Kto powie tej górze: "Podnieś się i rzuć się w morze", a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie.
Mar 11:24 Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, 
stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie."

W przekładzie Nowego Świata brzmi to jednak inaczej:

"Mar 11:23 Zaprawdę wam mówię, że kto by rzekł tej górze: ‚Podnieś się i rzuć w morze’, a nie powątpiewał w swoim sercu, lecz wierzył, że stanie się to, co mówi, tak mu się spełni.
Mar 11:24 Dlatego też wam mówię: Wszystko, o co się modlicie i o co prosicie, wierzcie, że właściwie już otrzymaliście, a będziecie to mieli."

Zasadnicza różnica jest w tym „ wierzcie, że właściwie już otrzymaliście”, którego brakuje w pierwszej wersji. A, według różnych ezoterycznych przekazów, jest to niezmiernie ważne. Gdy, na przykład, chce się być bogatym, należy wierzyć, że się już jest bogatym, no i odpowiednio do tego się zachowywać, jak na bogatego przystało, a nie na biednego. Czemu z pierwszego przekładu ten fragment wypuścili? Jakby to nie było ważne. A przecież jest niezmiernie ważne! Ktoś bezmyślny albo wredny to redagował!”.
Zauważył to, opisał i podsunął Arkadiusz Jadczyk
(tutaj też link do jego tekstu)
.

Można by tutaj jeszcze dużo napisać. Ale nie można pisać na raz o Wszystkim..
Można jednak zauważyć, że postacie widniejące w powozie, mające,
jak wspomniano, zarys mogący też odpowiadać wieżom (zabudowaniom)
miasta (celu podróży) w oddali to nie PARA LUDZI.
To człowiek..i KOŃ.
Co może symbolizować KOŃ?
Siłę?
A może..uczucie, które daje nam siłę napędową?

O tym napiszę wkrótce, może już następnym razem.

G. Gurdżijew

Dlaczego, wg niejakiego Georgija Gurdżijewa człowieka można porównać
do dorożki, a poszczególne elementy jego ducha i ciała, emocji i świadomości
do Pana, woźnicy, powozu, konia etc.etc..
To bardzo wartościowa, złożona
i pouczająca metafora, którą trzeba szerzej przedstawić.

 

Na koniec jednak wrócę do Pary Ludzi.
Grafika te jest mi bliska, pojawiła się we wcześniejszym wpisie,
gościła w komentarzach u mnie Hanka,
która nawet zwróciła na nią specjalną uwagę. Dziękuję za to!
Zamieszczam więc ją jeszcze raz, ..ładniej..

rys. Salvador Dali

To grafika równie mało znana jak „Powóz duchów”. Jeśli pustynna droga
powozu, jak piszę wyżej, opowiada raczej o relatywizmie, to ta grafika raczej o..
relacji.
Opowiada też o tym, że Żyć znaczy, ni mniej, ni więcej, niż Dawać.

Wtedy można zwyciężyć Królestwo Niebieskie.

Albowiem: „Królestwo Boże doznaje gwałtu i gwałtownicy je zdobywają”.
(Mateusz 11:12)

mal. Salvador Dali, modyfikacje – Marat Dakunin