Cele pracy ezoterycznej

W tym odcinku postaram się ograniczyć czysto osobiste przemyślenia i komentarze (dopisek: nie udało mi się to do końca..).
Rzecz wyłożę w punktach – ma to na celu raczej uporządkowanie całości i przedstawienie poszczególnych tez a nie odnosi się do jakiegoś podziału czy klasyfikacji.

Pozycja, którą w tym zakresie polecam – Gnoza, aut. Borysa Murawiewa (w jęz. polskim niestety niedostępna) – choć nie można powiedzieć, że przedstawiająca Prawdę w 100 %, to jednak jest najwyższej jakości, a tak przemyślenia teoretyczne, jak, ciągle gromadzone, doświadczenie praktyczne, pozwalają mi tę prawdziwość w wielkim zakresie stwierdzić i biorę za to przed Każdym Czytelnikiem osobistą odpowiedzialność.

A więc, wracając do rekapitulacji celów..

I.

Celem pracy ezoterycznej, a jest to głównie praca Człowieka nad Samym Sobą
[jak podkreślam jednak w nastepnych punktach – istotne jest przy tym
relizowanie celów zewnętrznych]– jest Przezwyciężenie Śmierci. Zbawienie. Dość komentarza do tego punktu zamieściłem w poprzednim odcinku. Będę zresztą do tego niejednokrotnie wracał, tutaj nie chcę się już powtarzać (choć chętnie odpowiedziałbym na jakiekolwiek pytania – to uczyniłoby od razu całą rzecz wartościowszą, gdyż mógłbym skupić się na konkrecie, choć oczywiście, nie znając pytania, nie gwarantuję czy znałbym na nie satysfakcjonującą odpowiedź czy znalazł odpowiednie wyjaśnienie).

Tutaj podsumuję jeszcze jedynie sytuację egzystencjalną LUDZI – jako mogących – POTENCJALNIE – udoskonalić się, awansować w hierarchi rozwoju bytów (nie tylko duchowej) wyżej.

Człowiek – jak wiadomo – jest „zawieszony” pomiędzy światem 
i „aspiracjami” roślinno – zwierzęcymi (gdzie cel jest prosty, 
przetrwanie i prokreacja, a na wątpliwości i wybory miejsca nie ma) 
a należącymi do wyższego, duchowego – boskiego porządku.
 Z jednej strony musi troszczyć się, podobnie jak zwierzę o przeżycie 
– a instynktowna część i często też nieopanowane pożądania – realizację seksualną i prokreacyjną. Z drugiej strony, choć u niemałej części ludzi jest ona nierozwinięta, nierozpoznana lub zduszona – człowiek poprzez swoje świadome wysiłki może wejść właśnie w coś, co może być nazwane 
linią rozwoju ezoterycznego. Ta linia pozwolić mu może na odkrycie 
w sobie i nawiązanie kontaktu – poza, funkcjonującymi i wystarczającymi „części zwierzęcej” niższymi centrami emocjonalnym (seksualnym) oraz typowo mechanicystyczno (pragmatyczno) – ludzkiemu niższemu centrum intelektualnemu – wyższych centrów, będących w człowieku w efekcie tchnienia w niego ducha (zapalenia Bożej „iskry”)  najczęściej w stanie zupełnie nierozwiniętym i często też nieuświadomionym, wyższemu centrum emocjonalnemu i intelektualnemu i ich unii wyrażającej się Prawdziwym Widzeniem [trzecie oko]). Nawiązując kontakt z tymi centrami człowiek może: przezwyciężyć Śmierć odzyskać utracony Raj. 
 Ot, co.

II. 

Z rzadkimi wyjątkami powyższy cel (cele) mogą być osiągnięte poprzez świadomy trud, ciężką i metodyczną pracę.
Na temat „wyjątków” już poczyniłem pewien komentarz wcześniej, będę do tej kwestii wracał też w przyszłości przy omawianiu kwestii szczegółowych.

II b.

Świadomy trud Człowieka na drodze pracy ezoterycznej obejmuje w przemożnej mierze pracę nad funkcjami, zdolnościami i centrami człowieczymi, które zwykle są w stanie uśpionym, nierozwiniętym i wręcz powszechnie zapomnianym, szczególnie u ludzi naszych czasów.

Cechy te mają zarówno charakter umysłowy, intelektualny, jak też bardziej uczuciowy, emocjonalny. Jest generalną regułą, że podstawowe i najważniejsze znaczenie ma praca nad centrum emocjonalnym, albowiem droga i jej istota zaczyna się w sercu.
Konieczna jest gorliwość, tęsknota – pożądanie wyrażone gorącym sercem człowieka. Aby poczynić postęp, należy zapłonąć.
Ogienek i trochę dymku nie wystarczą.

III.

Praca ezoteryczna, jak stwierdzono wyżej, jest przede wszystkim pracą Człowieka nad samym sobą, dokonuje się w większości poprzez i w jego wnętrzu. Jednak nie może być, z natury Świata (oraz z przyrodzonej, społecznej natury Człowieka) wykonywana w próżni.
Nie należy też oczekiwać bezpośrednich, a tym bardziej szybkich „rezultatów” – w tym sensie, w którym można by je przyrównać do nagrody za wysiłek, „zapłaty” za włożony trud.
Nagroda, co wynika chyba jasno z natury i celów pracy, jest i to jest wielka. W zasadzie napisać należy: Największa z możliwych. Jednak istotą pracy ezoterycznej – w tym właśnie pracy nad swoim centrum emocjonalnym (i pracy nad ograniczeniem swojego Ego w sensie fałszywych, narzuconych naszej prawdziwej Indywidualności, mnogich „Ja”, o których już też nie raz tutaj wspomniałem) jest upodobanie serca, bezinteresowność, a czasem, użyję tutaj tego słowa z ostrożnością: miłość.
Jest to trochę tak, że – choć pracuje się – i o Nagrodzie się WIE, to jednak istota dobrze wykonywanej pracy ezoterycznej, motywacja i myślenie człowieka nie może skupiać się na jego interesie w tym zakresie. Najlepiej gdy jest szczerze bezinteresowna, wzbudzona przez czyste dążenia serca i aspiracje uczynienia dobra i pożytku Innym, Światu, a nie sobie, w każdym razie, nie bezpośrednio i głównie Sobie.
W pewnym zakresie zasadę tą wyraża ewangeliczna rada: „Niech nie wie lewica co czyni prawica”. Gdy prawą ręką komuś dajesz coś darmo, niech lewa nie wysuwa się, nawet bezwiednie, po „nagrodę” za tę swoją dobroć.

Może wydaje się to abstrakcyjne i trudne, ale, dla człowieka, który – jeśli prawidłowo widzi rzeczywistość, nie jest poważnie zakłamany i jest w stanie być w miarę uczciwym wobec samego siebie, nie jest to takie trudne.
W istocie jest czasem tak, że dla osoby, która ma dobrą szansę na powodzenia w pracy ezoterycznej wydaje się ona właśnie – dla niej samej – bardzo trudna, bo bywa, że osoba taka niezbyt dobrze, a nawet całkiem źle, ocenia samego siebie, swoje przymioty, bezinteresowność. Myśli nierzadko, że jest takim egoistą i ma tak słabą wolę, że praca ezoteryczna i bezinteresowność trudów i wyrzeczeń, taka o jakiej wyżej wspomniano, jest poza jej zasięgiem.
Tutaj mogę poczynić optymistyczną uwagę, że tak nie jest. Natomiast nasze wątpliwości co do samego siebie w pewnym zakresie niech dodadzą nam otuchy – świadczyć bowiem mogą, że mamy do siebie odpowiedni stosunek. Jest to bardzo ważne i odwaga w podjęciu Pracy może zaowocować tym, że nie tak długo będziemy mogli czekać na niedowierzanie i radosne zdziwienie, że coś, co wydawało się „zbyt dobre dla nas” jednak jest w naszym zasięgu!

Choć cały powyższy ustęp pochodzi bezpośrednio ode mnie i wsparty jest na moim doświadczeniu, podobnie pisze Borys Murawiew, stwierdzając „każda prawdziwa praca ezoteryczna przebiega w kierunku diametralnie odmiennym niż egoistyczne dążenia”.

Dlatego też, osoba, która tej pracy się podejmuje, nie powinna rozmarzać się i łudzić wizjami różnych korzyści, osiągnięć i nowych możliwości, które będzie osiągać, powinna zaś uzbroić się w wiarę (nie chodzi tu o wiarę w sensie religijnym, a przynajmniej akcent nie w tym leży..) i odwagę, koncentrując się na właściwych staraniach i pożytkach, nie ograniczających się do siebie samego,
z nich płynących.

III b.

Praca nie jest wykonywana, jak stwierdzono wyżej, w próżni. Powinna mieć pożyteczny cel. Konieczne jest zajęcie się CZYMŚ KONKRETNYM.
Ogień, płonący w sercu i duszy samotnika, który posłuży tylko do tego, by oddawał się czemuś (np. jakiejś niezrozumianej szerzej twórczości czy utopiom), z czego nikt w zasadzie nie ma żadnego pożytku – nie wystarczy. Mało tego, można się sparzyć; w rzeczy samej taka postawa byłaby raczej oszukiwaniem samego siebie a czasem i innych.

Dlatego konieczne jest znalezienie – by włożyć w nie swój świadomy trud – konkretnego PRAKTYCZNEGO ZASTOSOWANIA.

Nawet gorący płomień w sercu nie wystarczy, jeśli nie będzie mógł czegoś, poza nami, zapalić i skończy się na szarym dymie, zanim wygaśnie. Każda siła wymaga konkretnego punktu aplikacji i jeśli go nie odnajdzie, zdekomponuje się i zaniknie.

Zanim odpowiednie siły mogą znaleźć zastosowanie, „student” musi uczynić się odpowiednio użytecznym. Jego zadanie rozpocznie się tak naprawdę dopiero gdy od zamierzeń i słów przejdzie do działań, akcji.

IV.

Poszukujący jest wolny w swym wyborze.
Dyscyplina jest przyjęta na zasadzie wolnego wyboru, ale – jak już – musi być stalowa. Poszukujący może zaprzestać swoich wysiłków i w każdej chwili powrócić do normalnych życiowych, światowych interesów. Jednak, musi się liczyć z tym, że będąc już w pewnej mierze „zatruty” tym, co dokonał na drodze ezoterycznej oraz mając już przez to w pewnej mierze otworzone oczy, kolory i możliwości światowe, które wcześniej wydawały się bardzo atrakcyjne, teraz zblakną a nawet zupełnie stracą swą siłę motywacyjną. Tak jest ze wszystkim co wydawało się kiedyś godne pożądania: pieniędzmi, kobietami/mężczyznami, sławą (a nawet tzw. „spokojem udanego życia rodzinnego”).
Wolność wyboru i inicjatywy domaga się od poszukującego wystawienia siebie na różnorakie niebezpieczeństwa i próby. Może być też tak, że omyłkowo weźmie fałsz za prawdę, nieczyste za czyste, pozwoli na dopuszczenie do różnego rodzaju „skandali”. Jeśli jednak takie błędy zostaną popełnione przez czyste serce w rezultacie szczerego błędu, nie stanowią śmiertelnego niebezpieczeństwa. Zostanie on ostrzeżony na czas, nawet gdyby w błędzie pozostawał. Tutaj Murawiew przywołuje przykład nawrócenia Szawła – św. Pawła. Jednak nie muszę sam długo szukać by mnogie przykłady cisnęły mi się w pamięci, tak z historii, już mniej odległej, jak z całkiem nieodległej i niemal teraźniejszości.

Prawdziwe niebezpieczeństwo ma miejsce wtedy, gdy dopuszczamy się nieczystości serca – poszukujemy tak naprawdę realizacji naszych egoistycznych interesów i, tak naprawdę, jednej ze „światowych” wartości (tj. choćby wspomnianych – władzy, sławy, pieniędzy, czy nawet pewnych doczesnych rezultatów emocjonalnych). Może tak się stać, nawet nie do końca dla nas świadomie, w początkach, gdy dopuszczamy się jakiejkolwiek nieszczerości wobec samego siebie. Toteż najgorszym i najniebezpieczniejszym z kłamstw, na drodze ku pracy ezoterycznej, jest OKŁAMYWANIE SAMEGO SIEBIE. Jest to absolutnie zakazane!

Stwierdzam, że wpis robi się za długi. Dlatego na tym puncie teraz przerywam, w następnej części zaś – bardzo niedługo – bezpośrednia kontynuacja i dalsze punkty.

Pod koniec tylko jedna, w pewnej mierze autotematyczna uwaga.
Istnieje zasada, że na pewnym etapie pracownik jest zobowiązany także do nauczania, do przekazywania Innym tego, co wie, szczerze korzystając ze swojego doświadczenia. Jest to jednak śliska sprawa.
Albowiem, wydaje się, że nazbyt wielu uważa się do tego powołanych.
Przez to, w ogóle, ezoteryka doczekała się nienajlepszej opinii 
i nierzadko bywa wyśmiewana – i słusznie! Nie ma bowiem
nic gorszego niż lipnie lub oszukańczo uprawiana praca ezoteryczna
czy wszelkiego rodzaju życzeniowo – fantazyjne okultyzmy.
Czyniły one i czynią – tym bardziej w dobie globalnego obiegu

informacji i mediów – wielką szkodę Prawdziwej sprawie.
Czy rzeczywiście jesteśmy do tego zobowiązani, o tym powie nam nie własna aspiracja czy, nawet dobre, chęci – w rzeczy samej: sami możemy się czuć do tego absolutnie niegotowi i sami siebie osądzać jako znający rzecz tak słabo a nasze doświadczenia za tak niewymierne, że „u nas” nie powstałby nawet zamiar przyjęcia na siebie, nawet w pewnej mierze, roli nauczyciela.
Czy musimy to jednak, będąc w zgodzie z naszymi obowiązkami i powołaniem, uczynić powie nam bardziej konfiguracja faktów i Świata oraz liczne, niedające się zignorować sygnały i znaki. Niemniej, pomimo tego wszystkiego, ktoś, kto rzeczywiście ma już także nauczać, do końca może się czuć do tego nieprzygotowany i tego niegodny. Jest to jedna z kolejnych właściwości, która cechuje ezoteryzm i która się opłaca – lepiej sobie, a musi płynąc to raczej z natury a nie z jakichś świadomych czy wymuszonych starań „skromności” – umniejszać niż odwrotnie. Trudność polega na tym, że umniejszając sobie, niejako naturalnie tracimy motywację do działania, szczególnie w takiej dziedzinie, o której mowa. Tak, jest to trudne ale o tym, że praca ezoteryczna jest rzeczą trudną, jak widać tutaj: w znacznej mierze właśnie psychologicznie, była już mowa.

Gnosis

Miałem „blok”.
Nie wiedziałem ostatnio o czym napisać.
Nie, nie – że na siłę. Aż za dużo prosi się o czas i miejsce.
Ale trzeba ustalać priorytety i kolejność..oraz dobrać
najlepszą, najprostszą i najczytelniejszą, służącą CELOWI formę.
Chciałem użyć, tak szczęśliwie przecież znaleziony w stole,
pamiętnik.
(link)

Ale w tym pamiętniku – przynajmniej na pierwszych 20 stronach
– tylko o pracy, pracy, pracy, wysiłku. Jak lepiej się poświęcić pracy,
jak lepiej swe leniwe czy rozbiegane ego samoograniczyć.
Zwieść się nie dać – ino: tylko tyrać!
Pomyślałem – jejku, jak to atrakcyjniej przedstawić?

Ale dziś wpadłem na inny pomysł.
I Bogu dzięki..bo pomysł ten,
przybliża nas do Celu.
Bo, to, że ja, to wiem, jaki mam cel, to jedno.
I też wcale nie proste:
bo dojść do tego prawdziwego Celu
(które ma moje prawdziwe JA,
a nie setki iluzorycznych tyranów)
też nie było sprawą łatwą
i oczywistą. Zajęło lat prawie 40..

Niemniej – wydaje mi się, że go znam.

Ale po co ja piszę ten blog?;
blog przyklejony do strony Cassiopaea.pl.

Tak, to jest w pewnym sensie blog wewnętrzy.
Ale cel ma jak najbardziej zewnętrzny –
Ktoś na Zewnątrz mnie być może coś co napiszę przeczyta.
Ten Ktoś to Czytelnik. Czytelnik, któremu, chyba, jestem
winien pewne wyjaśnienia, przynajmniej zanim zacznę
zachęcać go do poświęcenia Siebie i do..tyrania 🙂
W istocie te Zewnątrz, najlepiej gdyby opadło, gdyby treść,
a forma ma temu tylko służyć, jak najlepiej trafiła do Wnętrza.
Tego kogoś, kto jest na Zewnątrz.
Zatem jest to, w pewnym sensie, transmisja,
z Wnętrza do Wnętrz – Innych.

No więc właśnie!
Dobrze byłoby jednak, trochę wyraźniej, zasygnalizować Cel,
tak by Inni mogli się, co do tej pory, zdałem sobie sprawę,
mogło nie być wcale jasne, zorientować co do niego. Co do CELU.
No i co do mnie.
A na końcu, finalnie, tak byłoby najlepiej i to byłoby
jak najbardziej Celowe: by się Inni mogli zorientować też co do Siebie,
co do swoich Celów. Celów swoich Wnętrz. Celów ich prawdziwych „Ja”,
nie tych iluzorycznych, leniwych, przewrotnych małych tyranów
(petty tyrants).

Wydaje mi się zatem, że nie bez kozery byłoby tutaj sięgnięcie do
całości już skończonej (bo Ja, to proszę Sz. Państwa, mam robotę..
dopiero.. rozgrzebaną..:-); przez kogoś w miarę Wartego Zaufania,
całości, która dorobiła się opinii rzetelnej, pomocnej, Prawdziwej.
Co nie bez znaczenia: wyrażonej prosto i klarownie. I co najważniejsze:
w zasadzie ogniskującej się wokół tego samego, z Natury, Celu, co mój.

Poświęcę temu, tak to ważne, kilka wpisów.
Dlatego w następnym wpisie, za kilka dni, przetłumaczę dla Was, a właściwie strawestuję wstęp do II Tomu Gnosis, autorstwa Borysa Murawiewa.

Książka ta ma w podtytule:
„Studia i komentarze na temat Ezoterycznej Tradycji
Wschodniej Ortodoksji”.

W tym miejscu chciałbym jednak, śladem Autora, Borysa,
wyjaśnić pewną sprawę.

Pojawiło się tutaj dźwięczne słówko EZO..

Dużo tego, i w Dawnych Wiekach, i Obecnie – już nawet nie wiem,
czy teraz nie więcej (o wiele: za dużo) tego EZO w okół nas.
Po części kwestia to niewinnych zabaw, ale po części, o wiele groźniejszej sprawy: Fałszywych Proroków. O nich napiszę także, następnym razem.

Lecz teraz małe wyjaśnienie od Borysa i ode mnie:
Ezoteryka to po prostu Nauka Wewnętrzna.

Zdaje sobie sprawę, jak wiele tutaj niejasności, nieporozumień i fałszów.
Dlatego nawet nie zamierzam się w nie wdawać i z takowymi dyskutować. Podaję zaś, klarownie, to, w czym chcę zgodzić się z Borysem Murawiewem..

Już Duns Szkot Eriugena zauważył, że mamy tutaj do czynienia z pewnym przekłamaniem lingwistycznym, zrodzonym poprzez określone tłumaczenie greckiego słowa. To przekłamanie sprawiło, że to, co lepiej jest rozumieć, jako „wewnętrzne” zostało obarczone znaczeniem „sekretny”, „ukryte” – czy tym podobnym.

Constantine Cavarnos, współcześnie, pisze:

Pierwszy rodzaj filozofii, filozofia Zewnętrzna, wyrosła ze starożytnej filozofii (nauki) greckiej oraz wczesnych wieków chrześcijańskich. Drugi rodzaj filozofii, „wewnętrzna” – jest identyczna z religią. Ten termin jest używany by oznaczyć nauczenia ortodoksji chrześcijańskiej w ich całości; pewne praktyki wewnętrzne, szczególnie wewnętrzna uwaga (gorliwość, wiara) i Pokój Ducha oraz życie klasztorne.

Widzimy tutaj, że mamy dość ścisłe odniesienia chrześcijańskie.
Nie jest jednak moją intencją akcentowanie tutaj tego elementu „przynależnościowego” – piszę się tutaj raczej o pochodzeniu czy
też „ścieżce konserwacji” danej nauki czy praktyki.

Chodzi mniej więcej o to, że religie Wschodu posiadają obecnie,
i od dawna, w pełni akceptowalny i praktykowany segment
(nauk i praktyk), które koncentrują się na rozwoju wewnętrznym
człowieka – choćby praktyki Zen czy też Joga.
W przypadku chrześcijaństwa, czy też ogólniej: świata Zachodu sprawa jest
o wiele bardziej skomplikowana. Lecz o takiej właśnie wiedzy wewnętrznej,
z natury powiązanej i bliskiej Zachodowi (przez to dla człowieka Zachodu,
o określonej mentalności i zasobach doświadczeń kulturowych), tutaj mowa.
To, że jest ona łączona ze chrześcijaństwem, podkreślam, że teraz wypowiadam się ŚCIŚLE JAKO Marat Dakunin, pozostawiając na chwilę Borysa, jest wynikiem zaszłości historycznych i cywilizacyjnych: nie da się ukryć, że światopogląd
i struktury chrześcijańskie współtworzyły filozofię i cały świat Zachodu
w stopniu przemożnym, trudno chyba by wskazać tradycję
o większej tutaj sile oddziaływania.

Niemniej jednak, chciałbym (Marat Dakunin) podkreślić, że:

  • choć w pismach chrześcijańskich (przede wszystkim Ewangeliach) wiele jest prawd, które mogą zostać z najwyższym pożytkiem spożytkowane na rzecz Prawdziwej Wiedzy Wewnętrznej i rozwoju człowieka, to jednak są to pisma
    i przekazy w ogromnej mierze zepsute, skorumpowane i wykrzywione, już
    przy ich powstawaniu ale i później;
  • – w jeszcze większej mierze wykrzywia Prawdę i Przekaz oraz to, czym były
    w przeszłości, ale i czym są teraz, struktury – mniej lub bardziej instytucjonalne – kościołów i innych organizacji, które uznają się za chrześcijańskie. Dokonywane w ramach tych organizacji interpretacje i przekazy interesują nas tylko o tyle, o ile mogą być zgodne z Prawdą Odwieczną;
  • – po trzecie wreszcie, co zabawne, choć naprawdę bardzo Smutne,
    religie, w tym, bez żadnego wyjątku, chrześcijaństwo, tak jak jest najczęściej
    praktykowane i wiedza poprzez nie NAJCZĘŚCIEJ szerzona –
    w istocie odwodzą nas od
    Prawdziwej Duchowości niźli do niej zbliżają!
    Temat to rzeka, poza tym – rzeka to pełna potworów i przyczyn
    do kłótni a nawet – jak wiadomo – wojen i tortur, więc z rzeki tej
    wylewam tutaj jedynie tę skromną łzę Prawdy. Tak, jak ją widzę.

Dlatego, co podkreślam, choć można mówić o tzw.
Ezoterycznym chrześcijaństwie (takiego pojęcie używało się w kręgach
nauki G. I. Gurdżijewa), to nie jest moim zamiarem identyfikowanie tego,
o czym piszę, co i jak interpretuję itp. jako „chrześcijańskie”.
Dlaczego takie zastrzeżenie uważam za konieczne i co jeszcze
się z tym wiąże stanowi bardzo złożony i bogaty objętościowo temat;
będę do niego nawiązywał tam, gdzie kontekst będzie tego wymagał,
w przyszłości.

Poprzez lata ta „ezoteryka” uformowała Tradycję, sztukę i dyscyplinę wiedzy, która mogła istnieć (i jak najbardziej istniała) także przed czasami Chrystusa,
ale która obecnie została asymilowana do „wewnętrznego znaczenia chrześcijaństwa”.

Ta Tradycja, która w Starożytności była tylko ujawniana w misteriach
(i tutaj, rzeczywiście, wymagano oraz ślubowano tajemnicę) została przekazana
z Egiptu (ważne też jednak, który Egipt ma się na myśli – zaznaczam tutaj, Marat Dakunin. A kwestię tę rozwinę nie tak szybko..) przez Mojżesza do Judaizmu oraz do Grecji przez Orfeusza i Pitagorasa.

mal. F. von Stuck

 

We wszystkich czasach, niemniej obecnie jest to wręcz chorobliwe,
ludzie starali się interpretować „Wiedzę Wewnętrzną” w kategoriach swych zewnętrznych doświadczeń.
Ale wiedza i sztuka (także w rozumieniu: praktyki, umiejętności)
jest W ZNACZENIU, NIE W SŁOWACH, i wiele pada ofiarą takich poczynań, często spowodowanych złą wiarą, lecz jeszcze częściej dobrą, lecz nazbyt prędkim sercem i nienawykłym do trudu i poświęcenia staraniom. W wyniku dążeń ludzi złej woli oraz dobrej woli, lecz wadliwych (najczęściej winne tu było duchowe, ale i czysto fizyczne: lenistwo) narosła, jakby w krzywym lustrze, zbieranina „EZOTERYZMÓW” o zupełnie opatrznie pojętym znaczeniu, praktykach oraz wadliwie eksplikowanej wiedzy.

John Tauler powiedział o tych, którzy słuchali kazań jego mistrza, którym był Meister Eckhart:

„Mówił z punktu widzenia wieczności, a oni słuchali go z punktu widzenia doczesności”.

Tak więc, wiedza ezoteryczna jest ze swej natury bardzo narażona na zepsucie,
a zepsuta, umiera (umiera w niej Prawda). Ponieważ jednak Czas jest rychły (podkreślenie moje: MD) musi być odnowiona i przeformułowana.
W międzyczasie ZNACZENIE jest utrzymywane przy życiu w społecznościach
lub szkołach (mając na myśli te Prawdziwe, nader rzadkich – podkreślenie moje – MD), które symbolizuje nazwa „arka”, jako, że jedną z nich była starożytna arka Noego.

Wymownym znakiem zepsucia przekazywanej Wewnętrznej Wiedzy
jest właśnie fakt, że zaczęła ona być rozumiana jako sekretna, tajna.
Zatem zaczęto sobie wyobrażać grupę uprzywilejowanych, jakąś elitę, która zazdrośnie strzeże tajemnic i dopuszcza do nich tylko wybranych
(i to wybranych, na podstawie, dość niesprawiedliwych, ogólnie rzecz biorąc, kryteriów. Za kryteria sprawiedliwe można uznać w zasadzie tylko: skalę czyjegoś poświęcenia WŁAŚCIWIE ROZUMIANEJ sprawie (wewnętrzny ogień) oraz nakład uczciwej pracy, wysiłków, trudu danej osoby, stosownie do jej uzdolnień (a więc dla każdego różny!).

Nierozumiany, pomijany albo zapominany jest PSYCHOLOGICZNY
aspekt Wiedzy Wewnętrznej, oraz fakt, że mówi ona o świecie poprzez
WNĘTRZE CZŁOWIEKA – podług reguły, że droga do Boga wiedzie
przez Nas Samych, szukać należy w swoim Wnętrzu.

To, że ISTOTA tej wiedzy i praktyki jest nierozumiana przyczynia się
właśnie do postrzegania jej jako SEKRETNEJ.
Drugim, w praktyce najczęstszym, powodem, jest nasze lenistwo,
ponieważ, jeśli coś, dla zrozumienia czy też opanowania,
wymaga od nas olbrzymiej ilości trudu oraz wysiłku NOWEGO spojrzenia na rzeczy, ale przede wszystkim NA SIEBIE SAMEGO, w nowy sposób,
co bardzo istotne – niedopuszczający żadnego SAMOOKŁAMANIA
to, nie przyznając się przed samym sobą, co ważniejsze nawet,
albo przed innymi do tego, że brak nam zdolności lub wytrwałości,
nazywamy coś, czego z tych powodów nie praktykujemy i nie opanujemy, zastrzeżonym (sekretnym, tajnym itd.) w jakiś specjalny,
niesprawiedliwy wobec nas, sposób.
A tak nie jest.

Mało tego: nic bardziej mylnego.
To właśnie Wiedza Wewnętrza, Ezoteryka – właściwie rozumiana,
jest OTWARTA DLA KAŻDEGO, kto uczciwie, dążeniem serca, rozumu
i nagięciem ciała, chce poznać Prawdę o sobie.
To właśnie tutaj nie ma miejsca na wszelkie
„zdobycie czegoś mniejszym kosztem”, ułatwiania sobie pracy,
mniej lub bardziej subtelne oszustwa mające zaoszczędzić trudu i wyrzeczeń.
Te wszystkie NIEUCZCIWE TRANSAKCJE, podejmowane by zdobyć coś wartościowego, są typowe dla ZEWNĘTRZNEGO ŚWIATA,
dla naszego codziennego doświadczenia w „normalnym” życiu:
widać je tam wszędzie – w handlu, polityce, mediach, a także, i może nawet przede wszystkim, tam są bowiem najbardziej groźne duchowo –
w praktykowanych religiach. W tym, jak obiektywnie to wygląda..

W wiedzy i praktyce Wewnętrznej nie ma miejsca na NIEUCZCIWOŚĆ.
Twoja nagroda, będzie dokładnie odpowiadać zapłacie, na którą się zdobyłeś.
Jeśli kupiłeś coś tanio, tanią rzecz, WARTOŚĆ, kupiłeś.
Jeśli zapłaciłeś całym życiem i oddaniem całym sercem –
kupiłeś rzecz NAPRAWDĘ wartościową.
Albowiem, także w przypadku Wiedzy i Praktyki Wewnętrznej, można osiągać „nieczyste”, wadliwe rezultaty. Lecz są one doczesne, i co za tym idzie, nietrwałe.
Czyste starania owocują czystymi osiągnięciami, a te są nieprzemijające.

Gnoza zaś jest WIEDZĄ i SZTUKĄ,
która na powrót łączy człowieka z Bogiem.

A dzieje się to poprzez zwrócenie się poszukiwań człowieka
do swego własnego wnętrza, poprzez WIEDZĘ WEWNĘTRZNĄ
bowiem osiąga się Gnozę.