Ona jest M. – Vulnerable (przekaz w piosenkach Roxette – cz. 3)

Rabbi  Bunam, uczeń Jakuba Izaaka z Przysuchy
(mimo tego, że był od tego drugiego starszy, o ile pamiętam..
skąd zaś pamiętam? Z „Goga i Magoga” Martina Bubera)
miał kiedyś zamiar napisać książkę o wszystkim, co związane jest
z człowiekiem i nadać jej tytuł „Adam”.
Po namyśle jednak odstąpił od tego zamiaru..
Zaprawdę mądry był rabbi Bunam!

Z innej beczki literackiej - czasami "Finnegans Wake" Joyca określa się próbą zawarcia dorobku cywilizacji w jednym dziele. Czy udaną, nie wiem..
Na pewno trzeba być perfekcyjnie anglosaskim 
(pardon James! - irlandzkim!) nie tylko językowo ale i zanurzonym w subtelności kulturowe, by móc to odpowiedzialniej określić..

Dzisiaj 3 część cyklu o przekazie niektórych piosenek Roxette..
Część specjalna, gdyż zajmę się utworem, który prowokuje do napisania o..: Wszystkim. A to chyba nigdy nie jest możliwe.

Właściwy dobór – tak jak właściwe ograniczenie – czy właściwe abstrahowanie, nawet, gdyby trzeba było rezygnować z dużej części tego,
co jest równe Istotne, jest dolą nazywającego rozumu..
na to jesteśmy skazani.
I to także powoduje to panujące tutaj rozumowe złudzenie – iluzję,
że wszyscy jesteśmy wzajemnie odseparowani – tak od siebie,
jak od reszty Świata. To sprawa konstrukcji i form poznania możliwych dla ograniczonego na tym etapie umysłu; ba, właściwe abstrahowanie, czasem jest kluczowe dla fundacji np. nauk ścisłych. Humaniści miewają z tym problem
i to wcale nie jest dobrze..

Kiedyś, ciekawostka, próbowałem, nawet w dość krótkiej formie
 zawrzeć Połowę wszystkiego (np. tutaj http://12.koprodukcje.pl
- a nawet wszystko 
 (http://alfaomega.koprodukcje.pl

 

Jednak starzenie się przesuwa ciężar z ciekawostek na pożyteczność.

Tymczasem znów się z tym wpisem opóźniłem.
Na początku, mimo, że nie wyczerpując wszystkiego, chciałem
napisać zarówno o aspekcie Uniwersalnym jak i Indywidualnym,
jeden i drugi zresztą siłą rzeczy zanurzone w osobistych doświadczeniach, przeżyciach i intuicjach. Następnego dnia chciałem opracować tylko wybrane kwestie z aspektu uniwersalnego, osobisty zostawiając na inne teksty, inny czas, może nawet nie w tym roku – związane byłoby to także z tym, co jeszcze się nie dookreśliło finalnie oraz z większymi całościami (książkami),
które przygotowuję.Wczoraj chciałem zaś napisać to jeszcze inaczej.
Dziś w końcu zaś zamieszczam – a będzie to głównie poruszenie wybranych spraw o bardziej uniwersalnym charakterze, choć –  pozwolę sobie na wątek osobisty. Zrobię tak także dlatego, że: 

Dziś, a nie jest to częste, miałem kontakt z M.
Jeśli chodzi o kontakt między nami – to jest on i był zawsze – bardzo utrudniony. Nie tylko wiadomości nie dochodziły, spoźniały się czasem
niewytłumaczalnie o 2 lata..
Tak było np. z serią sms-ów wysłanych 7 lat temu, które doszły
z 2-letnim opóźnieniem, gdy byłem w szpitalu..
Waga ich była znaczna – być może do pewnych dramatycznych wydarzeń
w ogóle by nie doszło – albo doszło do znacznie łagodniejszych, gdybym otrzymał te wiadomości w normalnym terminie. Ale zdarzały się rzeczy jeszcze ciekawsze: np. wiadomość odczytana pewnego dnia, gdy sprawdzałem ją kilka dni później – miała inną treść. I to także wpłynęło negatywnie, głównie emocjonalnie.
Ale teraz już nie daję się nabierać. I M także,
choć ostatnio dziwiła się jeszcze, dlaczego nie może do mnie NIC przesłać.
 

To jest, najkrócej mówiąc, tak, jak ostrzega i Gurdżijew i Murawiew: ewolucja duchowa Człowieka jest przeciwna pewnym Prawom Naturalnym [choć
nie wykluczam, że w sprawę zaangażowane były też mniej „naturalne”
czynniki] 
 Choć nie jest przeciwna Boskiemu planu – w zasadzie odwrotnie:
człowieka Upadek był temu, w pewnym sensie, przeciwny ..- to trzeba byłoby szerzej wytłumaczyć – i zrobię to, ale nie teraz i tutaj
.
Dlatego „Świat”, mówiąc ogólnie, im bardziej ktoś wymyka się spod rządów
i kontroli Prawa Ogólnego (General Law) i – stara się przedostać –  pod rządy Prawa Wyjątku  (Law of Exception) tym bardziej reaguje (kontr-atakuje) na różne sposoby, by temu zapobiec, to utrudnić..
Pozytywna ewolucja ma szansę zasadniczo tylko dzięki odpowiedniej postawie człowieka, i oczywiście – wykształceniu odpowiedniej świadomości rzeczy.
Bardzo ważne są warunki początkowe – albo ujmując to ciut inaczej, 
i słuszniej, skala zdegenerowania osobowości, na której bazując musimy
zaczynać nasze próby..
Postęp jest możliwy głównie dzięki wytężonej woli i świadomym, konsekwentnym trudom, nie należy jednak nie doceniać tego, jak wiele
więcej może przyjść nam z pomocą: przez Serce, a nie rozum. Bywają mniejsze lub większe wyjątki, ale liczyć na nie nie należy; czasami pomaga człowiekowi znacznie.. synchroniczność i tzw. „Przypadek”.

Tyle na ten temat – wątek osobisty zabrzmi jeszcze –
choć nie wybrzmi – na końcu. 
Będzie to, jak zaznaczyłem, znacząco inny wpis niż dwa poprzednie odcinki
cz. 1 i cz. 2 dotyczące przekazu ezoterycznego w utworach zespołu Roxette,
nie podaję linków, gdyż znajdują się na tym blogu bezpośrednio przed tym 
wpisem.
Tutaj też mamy do czynienia z piosenką i też Roxette, ale jej wymowa i znaczenie przekracza znacznie ramy tego mini-cyklu. Dlatego jeszcze raz wyjaśnię,
że pewne treści, które mógłbym opatrzyć interpretacją, zostawiam na kiedyś. Zapewne wtedy będę mógł to zrobić nawet lepiej i pożyteczniej,
dlatego nie ma czego żałować.

Zastanawiałem się przez te dni opóźnienia – czy opatrywać tekst utworu,
niosący znaczenie o wręcz kapitalnym znaczeniu dla KAŻDEGO – choć nie każdemu piosenka może przypaść do gustu w sensie estetycznym – konkretnym komentarzem, interpretacją. I tak jednak nie uczynię. Albowiem tekst jest
– jak zwykle bywa z piosenkami, tym bardziej Roxette, stosunkowo prosty.

Nie dodając do niego moich interpretacji ryzykuję, że pewne, kluczowe znaczenie, może zostać jakoś przegapione (Ale zaryzykuję – bo wiem też, że do znaczeń w tej, skromnej, piosence, będę wracał nie raz i na różne sposoby).

Tak, niestety bywa często, że przeoczymy Najważniejsze sprawy. 
Nie dlatego, że ludzie są generalnie głupi czy złej woli, ale raczej dlatego, że są nieuważni, strudzeni, znudzeni; że nie mają oczu i uszu na to,
co akurat – nawet w ich najlepiej rozumianym interesie – w całym Życiu
– warto zobaczyć i warto usłyszeć. Trudno im się jednak bardzo dziwić, dlatego, że otaczają nas zewsząd kakofonia informacyjna; różne słowa, zdania, pojęcia, wielkie i małe – wielkie rozmieniane na drobne i małe wywyższane jakby były naprawdę coś warte.. 
W tej ciżbie nadużywanego języka łatwo popaść w otępienie i przegapić to,
co ważne, a jeszcze trudniej temu uwierzyć. To wina nas samych, bowiem dopuściliśmy do tak wielkiego zamętu, inflacji znaczeń i prostytucji nawet Najświętszych pojęć. O roli języka i jego inflacji także niemało
i z naciskiem pisał G. Gurdżijew. 

 I choć teraz jest wyjątkowe ŹLE, to trudno przyjąć, że kiedyś, nawet bardzo dawno temu, było znacząco lepiej. Ludzki język i komunikacja, w tym wszechobecne KŁAMSTWO i PÓŁPRAWDY, ma po prostu taką inflacyjną naturę. Tym bardziej i tym gorzej w dobie obecnej, gdzie więcej jest Pisarzy niż Czytelników, i tak wielu wydaje się, że są powołani do przekazu Istotnych treści czy oświecania, oceniania lub nauczania Innych.
Ale ta epoka, dzień dzisiejszy to także czas, czas zapowiadany, era Ducha, w której wszystko, co było dotąd zakryte, musi zostać ujawnione.
I tak będzie – tak już się dzieje!
A to, co staram się robić – choć czasem może tak zabrzmieć – za co przepraszam, bo wtedy zawsze jest błędne – jest jak najdalsze od oceny, od pouczania czy oświecania na siłę.

Jednak – aby czegoś nie stracić – NALEŻY SIĘ TYM DZIELIĆ!

I tym, a nie pouczaniem ani narzucaniem swych ocen, jestem motywowany.
Przede wszystkim zaś święta jest wolna wola każdego, i jak najdalszy jestem, by dzielić się CZYMKOLWIEK  z Kimokolwiek, kto sam nic ode mnie nie chce!

Kto chce – niech korzysta, ale też nie wierzy w nic – bez osobistego sprawdzenia. Wszystko można i należy weryfikować, a to, że tylu ludzi myśli (wierzy), że ewidentne kłamstwa i bzdury – tylko dlatego, że nadane w telewizji, wydrukowane, czy podane przez taki czy inny „autorytet” – odpowiadają Prawdzie – dowodzi nie tylko starań, by ludzi zmanipulować, ale także, jak łatwo to osiągnąć, większość z nas woli bowiem wierzyć niż myśleć samodzielnie. A jeśli nawet myślenie tak bardzo danej osoby nie boli, to wtedy bywa, że nie weryfikuje czegoś i przyjmuje „na wiarę” z czystego lenistwa (jak w moim przypadku często bywało; z czym staram się walczyć).

Przypomnę jednak, co napisałem tutaj w zeszłym roku, bo to niesłychanie istotne.
(w bardzo ważnych wpisach – tym pt. „Cele (w ciele) II  
oraz tym pt. „Cele pracy ezoterycznej„) 

Pisałem tam coś, co jest bardzo ważne, także dlatego, żeby Czytelnik
wiedział, że nic mu się tutaj nie narzuca – wręcz odwrotnie – próbuje
raczej wspomóc w wolnym wyborze.
Tak bowiem jest, że im większa WIEDZA tym większy zakres wolnego wyboru.
Jeśli zostaliśmy okłamani i zmanipulowani – nasza wolność może wręcz
skurczyć się do rozmiarów celi więziennej!

Tak to napisałem, a udało mi się, myślę, dobrze i nawet jasno,
napisać: 

Mieć cel, to ważna sprawa.

Odkryć dla siebie swój fundamentalny, życiowy cel – KAŻDY
 – SAM DLA SIEBIE – i się go trzymać – sprawa jeszcze ważniejsza!

Ilu z nas żyje właściwie, pomijając drobne życiowe zabiegania
 – BEZCELOWO?

Czy aby tak należy podchodzić do życia, które tutaj, w ciele,
 na Ziemi, wiedziemy?

Mi się wydaje, że tak teoretyczne (w swoich poglądach, odczuciach)
 jak praktycznie prowadzenie życia bezcelowego nie jest ani mądre
 ani godne, ani nawet (sic!) popłatne. Jest tutaj, na marginesie cały
 problem SENSUrozczarowań, doświadczeń, temat depresji,
 temat NIHILIZMU wreszcie.
 O wszystkich tych, tak ważnych w naszym życiu, że czasem je najsilniej definiujących (lub..negujących) sprawach, napiszę. Napiszę już wkrótce!

Ja, piszący to, nie chcę Wam nic dawać zupełnie gotowego.
 Bo w tej materii, do której zmierzam: tak nie można. Tak się nie uda.
 Kto nam narzuca sztywne cele – czy aby jest przyjacielem
 naszej Wolnej Woli? Czy aby jest tą Stroną, która Nam życzy dobrze?
 Warto to przemyśleć..


Z celami, czy wszystkim innym, przez jakichś innych nam
 wyznaczonymi, narzuconymi, czy nawet tylko podsuniętymi
 czy doradzonymi – nie wiedze się zbyt dobrze. Bo i słusznie
 – dlaczego przekonywać nas miałby i prawdziwe motywować cel,
 który nie od nas samych – w całym tego słowa znaczeniu – pochodzi?

Najlepiej, by każdy sam dla siebie – coś – do budowania własnym życiem
 i staraniami – odnalazł zupełnie samodzielnie.

Bo, powtórzę, za sobą sprzed kilku dni, tak mi się to podoba : ) :

Dobrze byłoby (jednak) zasygnalizować Cel,

 tak by Inni mogli się (..) zorientować co do niego. Co do CELU.

 No i co do mnie.

 A na końcu, finalnie, tak byłoby najlepiej i to byłoby

 jak najbardziej Celowe: by się Inni mogli zorientować też co do Siebie,

 co do swoich Celów. Celów swoich Wnętrz. Celów ich prawdziwych „Ja”.

Każdy bowiem jest różny!
 Każdy ma do rozmnożenia talenty! – choć nie każdy ma je
 w tej samej walucie i tak samo łatwo wymienialne.
 Każdy jednak może je zamienić, zmienić a może nawet Transmutować
 w Wartości. Najlepiej te nieprzemijające.

O moich celach – konkretnie i na przykładach – będę pisał już w tym miesiącu.
Przygotowywałem to od pół roku.
Nie wszystko można ująć w słowa – nie wszystko można napisać.
Ale – między innymi – moim celem jest opisać, najjaśniej i najprecyzyjniej,
to, co do tej pory nie udawało się tak opisać. Zadanie to nadzwyczaj trudne.
Dlatego mam też i inne, ale wszystkie się ze sobą wiążą..

Choć późniejsze niż styczniowe wpisy tutaj rzadko oceniam jako udane – na tyle dobre na ile wydawały mi się te powstałe bardziej improwizacją – to, nie mam wyboru, i muszę dokładać tutaj cegiełek systematycznie, nie tylko gdy pisze się gładko i natchnieniem chwili. Zauważyłem jednak, że pewne sprawy, także właśnie języka, mogę poprawić, nawet gdy piszę z ducha dyscypliny a nie czystej inspiracji. Choćby to, co ostatnio bardzo się pogorszyło: budowałem za długie, zbyt złożone zdania. To trzeba poprawić czym prędzej. Bowiem nie zawsze mierzymy się tutaj z bardzo łatwymi tematami do naturalnego pojęcia i tym bardziej nie należy rzeczy stosunkowo wymagających utrudniać jeszcze niepotrzebną komplikacją języka. Moja wina i – proszę mi nawrzucać – gdy znów się zapomnę i tej b. ważnej kwestii nie dopilnuję – miałem zawsze tendencję do nazbyt długich konstrukcji myślowych, a także do nazbyt wielu dygresji.
To, co leży u tych tendencji podstaw, jest cenne i może być z wielkim pożytkiem wykorzystane: jeśli ktoś bez wysiłku dostrzega wielość w jedności i jedność
w wielości – tak materii jak ducha
– daje to niezwykłe możliwości.
Jednak nie można – nie podejmując już odpowiedniego wysiłku uporządkowania, scalenia i zformalizowania – w ten sam sposób próbować przekazać sprawy innym – słuchającym, czytelnikom – choćby pełnym i dobrej woli i obdarzonych największymi zaletami umysłu, bo obowiązek dbania o klarowność przekazu spoczywa zawsze na tym, który go przekazuje. Tak jak w trenerskim aforyzmie: za podanie odpowiada zawsze podający.
Przepraszam, postaram się poprawiać i poprawić.

***

A teraz już bezpośrednio o „Vulnerable”.

Nie będę podawał swoich interpretacji tekstu piosenki.
Zrobię co innego – przetłumaczę ten tekst na nasz język – niedoskonale,
tak, jak z jednej strony pozwala mi znajomość obu języków, która oczywiście ogranicza, z drugiej strony jednak tak, by spróbować w tłumaczeniu podkreślić
i uwydatnić to, co, jednocześnie i Proste, i Wielkie, i Prawdziwe – jest w tym tekście zawarte.

Najpierw zamieszczam tekst oryginalny:

Vulnerable

Everywhere I look I see her smile
Her absent minded eyes
And she has kept me wondering for so long
How this thing could go wrong

It seems to me that we are both the same
Playing the same game
But as darkness falls
This true love falls apart
Into a riddle of her heart

She’s so vulnerable
Like china in my hands
She’s so vulnerable
And I don’t understand

I could never hurt the one I love
She’s all I’ve got
But she’s so vulnerable
Oh so vulnerable

Days like these no one should be alone
No heart should hide away
Her touch is gently conquering my mind
There’s nothing words can say

She’s coloured all the secrets of my soul
I’ve whispered all my dreams
But just as nighttime falls
This vision falls apart
Into a riddle of her heart, yeah

She’s so vulnerable
Like china in my hand
She’s so vulnerable
And I don’t understand
I could never hurt the one I love
She’s all I’ve got
But she’s so vulnerable
Oh so vulnerable, yeah

Don’t hide your eyes…

 

Ponieważ oryginał jest częściowo rymowany i ja nadam polskiemu
tłumaczeniu pewne rymy. Raczej wewnętrzne i łamane niż aa/bb
i podobne, jak w oryginale, w jęz. polskim brzmiałyby bowiem zbyt częstochowsko i ujmowały powagi całości. To także wpłynie na to,
że nie jest to tłumaczenie dosłowne, ale – na tyle na ile potrafię
– jest to tłumaczenie Wierne. Na pewno wierne – samemu sobie.

Tytuł dosłownie oznacza: Wrażliwy/wrażliwa/czuły/czuła itp. 

Tytuł ten tłumaczę jednak bardzo niedosłownie,
 jako: Ona jest Miłością

Wszechświat śmieje się do mnie jej ustami
Patrzy oczyma słońca i księżyca
Przebyłem podróż życia zanim ją poznałem
[W najtrudniejszych chwilach, jednak]
Podejrzewając, że nic nie może się nie udać

Już wiem, że tak naprawdę jesteśmy Całością
Jesteśmy tacy sami; oboje gramy w jedną grę
Choć niegdyś, gdy nadchodził mrok
ta pewność pogrążała się w zagadce naszych serc

Ona jest Miłością
Czułą porcelaną w moich rękach

Nie mógłbym chcieć jej skrzywdzić
Prędzej zraniłbym siebie niż Ją
Wiedziałem, że jest wszystkim co mam
gdy nie sądziłem jeszcze, że jest samym mną.

..

Ten dzień jest wieczny i nikt nie jest w nim sam
Serca nie bawią się już w chowanego
Ich dotyk mówi nam więcej niż wszelki rozum
Niewypowiadalnego

***

Teraz zaś przejdę do teledysku do tej piosenki – który, moze bardziej nawet niż którykolwiek inny, tak bogaty jest w mniej lub bardziej ukryte znaczenia.
Poniżej dotknę tylko niektórych, wybranych symboli, scen i znaczeń – skupijąc się na bardziej uniwersalnej niż indywidualno – osobistej ich wymowie. Tak będzie, jak sądzę tutaj lepiej – aspekt osobisty każdy, kto będzie chciał – najlepiej, aby zaczerpnął – tak z tekstu, jak z towarzyszących mu obrazów – samodzielnie.
Komentarze postaram się uczynić jak najkrótszymi i najtreściwszymi.

[analizę i stopklatki z teledysku dodałem kilka godz. tj. ok. godz. 20 
po publikacji] 

Wybrane sceny omawiam i wstawiam odnośne kadry w kolejności
chronologicznej – od początku teledysku do końca. 

Żyrandol w neobarokowym (?) pałacyku, w którym kręcono zdjęcia wnętrz
do teledysku. Narzuca się symbolika orbitalno – kosmiczno -atomiczna.
Zgodnie ze znaną poradą:

- Kto rozumie, ten oblicza.

policzyłem i wyszło mi 2 razy po 8 – 8 czarnych i osiem czerwonych.
Tutaj mi narzuca się interpretacja indywidualna tj. osobista, 
gdyż ja po prostu jestem 8.8. 
Wydaje się (taka wsobna uwaga), że muszę tu uzupełnić do Trójni do
harmonii i balansu. Stąd pewne specjalne znaczenie ma też zestawienie 8
z inną liczbą..Ale to jest indywidualne, więc nie będę tego poszerzał.
Ciekawostka od kota – dla kotów: 8-mki oczywiście są związane z Lwami..
(vide astrologia, tarot, ale nie tylko..)

Zaś uniwersalniej: warto sobie sprawdzić (leksykony, itp. – 
doradzam bardziej niż strony internetowe, na których czasem
pisze wszystko, tylko nie to, co sensowne..) symbolikę ósemki oczywiście.
Ode mnie: 8 stojące jako cyferka normalnie – w pionie to także 
lemniskata. 
8 leżące – to oczywiście: nieskończoność

W ogóle ten pałacyk i jego wnętrza sa ciekawe – może ktoś
coś ciekawego sam wypatrzy : – ). 
Mi korytarze przypominają pewne miejsce, pałacyk niedaleko Tuluzy. 

W początkowych scenach teledysku jest też pokazany:

– kot (kotka) 

Tutaj też przeważa moja indyuwidualno – osobista odnośnia.
Ale warto też poszperać na temat różnych znaczeń związanych z kotami – 
niewykluczone, że także zagorzali Kociarze (Kociarki) mogą dowiedzieć
się czegoś jeszcze nieznanego..

-Per, który użycza swój wokal (Marie tylko podśpiewuje – nuci) w tej piosence
pisze w kilku scenach na maszynie.

W sumie jest to całkiem humorystycznie pokazana historyjka..
 Jak wiadomo, wokalista śpiewa, jak bardzo wrażliwa jest Ona - 
 tak wrażliwa, delikatna, krucha - jak chińska porcelana..

Sceny teledysku pokazują dosłownie, że śpiewający Mężczyzna
 boi się, że cokolwiek by napisał - nawet zupełnie niewinnego czy - przecież 
 - pięknego czy jednoznacznie pozytywnego - do Niej - Tak Wrażliwej - 
 to może sie okazać, że jakoś ją to dotknie, że wywoła nieprzewidzianą
 reakcję, niechcący jakoś jednak zrani - cokolwiek by nie chciał jej 
 przekazać, powiedzieć, napisać - jest tak Wrażliwa - że obawia się
 ..
 Dlatego w końcu znajduje rozwiązanie komiczne, ale też ciepłe..
 Jeśli obejrzymy dokładnie teledysk, zobaczymy, co Mężczyzna w końcu
 zdecyduje się napisać do Niej, Tak Wrażliwej..
 Ja tego tutaj nie mam potrzeby zdradzać i nikogo wyręczać ..;- ) 

Z maszyną i pisaniem są też związane inne znaczenia.
Można poszukać, także intuicyjnie.
Ja wskażę na dosłowność: maszyna to zapewne produkt 
firmy – lub nazwa modelu, którą widać na korpusie: FACIT. 

Facit – znaczy CZYNIĆ.
Nie myśleć, nie teoretyzować, ale robić jakieś konkretne rzeczy.
Bo rzeczy same się nie robią.

Dawno już temu, chyba 10 lat temu, gdy poznałem – na odległość
Arka i jego pisanie – tutaj link (https://www.salon24.pl/u/arkadiusz-jadczyk/)
– a było to jesienią 2008 r., gdy wróciłem z Australii, 
 
założyłem też swój mały blog na salonie24 i napisałem tam,
trochę w duchu ironicznym i melancholicznym o czymś
związanym z ‚facit‚ –
ironicznie ciut, bo i ku  temu się wówczas skłaniałem
(bardziej umysłowo oczywiście
niż uczuciowo; kolejny rodzaj samo-ochrony.
Taki np. cynizm zresztą – to 
ochrona silniejsza, ale i zgubniejsza

Wspomniałem mianowicie jedno zdanie z nie tak znanej, a szkoda
(śmiechu warte, że tak piszę, sam jej bowiem wcale nie skończyłem..)
powieści Tomasza Manna – „Doktor Faustus„. 
Powieść ta, najkrócej mówiąc, poza narracją społeczną – obejmującą
pewne analizy zmian społecznych i państwowych, oczywiście u Manna
związanych z Niemcami i faszyzmem, opisuje kontrakt pewnego
kompozytora (muzyka) z Diabłem..
Zdanie to, zagubione i całkiem przypadkiem wyłowione zapamiętałem jako:

Dominus  Dicis et non facis 

Pada to tam bez szerszych – czy też nawet żadnych wyjaśnień, 
że nawiązuje do Diabła/Szatana itd. – wynika z kontekstu.

Co zaś to znaczy? To:
Ten (pan), który MÓWI A NIE CZYNI. 

W teledysku jest też mnóstwo nawiązań – zupełnie wprost,
lub trochę pośrednio do np. Złotego Podziału, pewnych matematycznej
natury zasad budowy kosmosu, symboli związanych
z tzw. świętą geometrią (nie lubię tego określenia).

Więcej na ten temat pisać raczej nie muszę –  Internet zalany jest wręcz
różnymi stronami z tym związanymi – czasem bardzo ładnymi – rzadziej mądrymi – a jeszcze rzadziej mającymi coś wspólnego z Rzeczywistością.
Sam się na tym zresztą nieszczególnie znam.
Jak zwykle – jeśli będę coś wiedział (i sobie w tej materii trochę ufał),
na wszelkie pytania, sugestie itp. z wdzięcznością odpowiem (choćby
wymijająco, z braku laku..) w Komentarzach, które Każdy może
zamieścić pod każdą z notek na tym blogu (nie trzeba się logować – 
wystarczy podanie – można i fałszywego – pseudo). 

Trochę związany z tą ‚geometrią’ ale niosący też szersze 
znaczenia, a dla mnie oczywiście także indywidualnie – przypominający
o czymś – jest także obecny w teledysku, na różne sposoby, Słonecznik..

Na koniec jeszcze 3 widoki nucącej wokalistki Roxette – Marie – 
przy witrażach w pałacyku. 

I tutaj trochę to we mnie pozostawia ambiwalentne wrażenia. 
Dlaczego? Dlatego, że symbolika oczywiście nawiązuje do RÓŻOKRZYŻA
A ze mną to jest tak, że szkołom rozwoju duchowego, ezoterycznym, 
magicznym, i wszelkim temu podobnym, to generalnie nie ufam.
Nie wolno tutaj bazować jedynie na teoretycznej wiedzy czy intuicji.
Ponieważ szkoły takie, stowarzyszenia i tym podobne (czy nazwać
je religiami czy sektami – to tylko etykietki) mogą także WYRZĄDZIĆ
WIELKIE SZKODY nieprzygotowanej, wrażliwej jednostce (a największe
wyrządziły i wyrządzają największe uznane religie, niestety) – to trzeba
być z tym bardzo ostrożnym. 
Dlatego i więcej na ten temat nie napiszę ani złego ani dobrego:
nie znaczy to wszystko, ż nie podoba mi się Różokrzyż, różne jego odłamy (na pewno szwedzki
– w ogóle skandynawskie – są dość prężne vide H.) ani też nie znaczy,
że mi się podoba!
Nie znaczy to też, że pisząc: nie ufam – nie ufam, mając do tego podstawy.
Wychodzę z innego założenia: dopóki osobiście, wszechstronnie
i wieloaspektowo nie poznam – tak co do teorii i przekazu ale przede
wszystkim jeśli chodzi o praktykę czy też OWOCE, jakie dana
szkoła – działaność i szerzona wiedza – przynosi;
jak 
oddziaływuje na ludzi, czy czyni więcej zła, czy zdecydowanie rodzi 
tylko dobre owoce – dotąd nie mogę mówić ani o zaufaniu ani o 
pozytywnej ocenie, ani takiego czegoś nikomu jako pożyteczne,
polecać nie będę. 
Dlatego mój stosunek i brak zaufania wynika nie z niechęci
czy złych doświadzeń – ale raczej z niewiedzy i po prostu braku doświadczeń.
To jest o wiele ważniejsze, by wstrzymać się od oceny niż np. wnioski,
płynące choćby z tego, że – być może – początki Różokrzyża vide
Christian Rosenkreutz (ale nie zawsze są te kwestie w ogóle istotne
dla obecnych stowarzyszeń odwołujących się do symboliki Krzyża i Róży –
która też jest bardzo różnie tłumaczona, i czasem zgoła odmiennie..
łącznie z odwołaniem do egipskiego miasta..)
związane są z Mistyfikacją/Oszustwem/Fałszerstwem.
Oczywiście – pewne rzeczy można przekazać tylko metaforycznie,
symbolicznie, w pewnej zawoalowanej formie.
Ale mistyfikacje, wg mnie – nie są już niezbędne.. 
Ta kwestia jednak nie jest na pewno decydująca a nawet ważna.
Ale jakiś znak to jest..
Jeszcze jedna kwestia..
Różnie się do tego podchodzi – czasem mawia – że robienie z czegoś tajemnicy
czy ukrywanie pewnych kwestii, pod różnymi nazwami (wtajemniczenia, 
dojrzenia do „wyższych arkanów wiedzy”, koniecznością testów osoby itp.) 
jest konieczne, nawet dobre, czy co najmniej: nie jest złe, szkodliwe.

Ark jednak mawiał, że jeśli coś jest ukrywane, z czegoś robi się
tajemnicę, to najpewniej głównie dlatego,
że jakby przyjrzeć się temu dokładnie, to ŚMIERDZI.

I, znając pewne realia, a niektórych się domyślajac, polecam
jednak mieć to na uwadze, ostrożne oczywiście – by nikogo oczywiście niezasłużenie nie skrzywdzić nazbyt złym przed-sądem (uprzedzeniem) 

EPILOG

Per – na tym teledysku jest oczywiście młodszy niż obecnie.
Ale na szczęście nie nosi już tego strasznego „długowłosego jeża” na głowie,
z czasów początków Roxette.
Jak już pisałem, Per i Maria zastarzeli się raczej sympatycznie.
Ja tez się postarzałem.

dwa pierwsze fot. – MD, niedługo po maturze

Na szczęście, jeża nigdy nie nosiłem, a także: nie muszę sobie rozjaśniać fryzury..Sama zawsze jaśnieje o kilka a może więcej tonów od słońca.
I ciemnieje zimą.

Pieniny, 1998 – 21 lat (MD)
Mroczne Czasy lecz z kocią źrenicą – MD, circa 2014/15
MD, maj 2018, poniżej przed fryzjerem (zbieram się..)

 

Choć mógłbym jeszcze ją ciągnąć – na podstawie niektórych innych piosenek – kończę serię związaną z Roxette, następny wpis będzie miał już zupełnie inny charakter.
Ten jednak niech zakończy się Ciszą, której nie można wykrzywić, zepsuć, uczynić nieważną czy pomijalną, jak można to uczynić ze słowami.
I inną piosenką, ciut inną niż Roxette estetyką..

Words like violence
Break the silence

 All I ever wanted
 All I ever needed
 Is here in my arms

Words are very unnecessary
 They can only do harm

Vows are spoken
 To be broken
 Feelings are intense
 Words are trivial

Pleasures remain
 So does the pain

Words are meaningless
 And forgettable

All I ever wanted
 All I ever needed
 Is here in my arms
 Words are very unnecessary
 They can only do harm
mal. Salvador Dali, korekta MD, Gala zastąpiona M.

 

Planowanie Porażek (?)

Postanowiłem już dziś jednak zamieścić spóźniony wpis, który zastąpiłem sensacyjnym lekko omówieniem ciekawej przyczyny tego opóźnienia..
Wpis dodałem dopiero dzisiaj w nocy, więc podaję do niego bezpośredni link:
http://blog.cassiopaea.pl/2018/05/16/zdarzenie-i-opoznienie-tj-czy-sedziemu-wystarczy-rozum-czy-przydalaby-sie-cala-dusza/

To zaś, o czym pisze poniżej, zanotowałem w głównych zrębach już w marcu. Wtedy bowiem, zastanawiając się na ile – mając pewne istotne kwestie, głównie pragmatyczne, mocno niewyjaśnione – dookreślać i publikować wcześniej ramówkę planów na ten rok i czas najbliższy.. Było to dla mnie ważne, gdyż to, co napisałbym, stałoby się dla mnie jednocześnie niesłychanie mocno wiążące, jako przecież – przyrzeczone przy Świadkach (PT Czytelnikach).

Mogłem pewne plany rozgraniczyć – dzieląc je na takie, dostępne do całkowitej realizacji, bez względu na dookreślenie się pewnych realiów w okolicach połowy tego roku i na takie, które byłyby niejako zawieszone – a możliwe do rozpoczęcia, po pozytywnym wyjaśnieniu się szczegółów pragmatycznej właśnie natury.

Stąd też dziura na blogu w marcu/kwietniu (chyba cały kwiecień?) – która zaowocowała i wyrzutami sumienia i tym, że – jak wiadomo – podjąłem się
– i realizuję auto-nakaz publikacji w cyklach ok. 3-dniowych.

Może jednak summa summarum dobrze się stało, gdyż do finalnego wyjaśnienia wspomnianych realiów brakuje już tylko kilku tygodni – powinny się one wyklarować dostatecznie w pierwszej połowie czerwca.

Przystąpiłem zatem do poruszenia pewnych tematów, które miały poprzedzać jeszcze kluczowe wpisy, zawierające plany, z podaniem różnych konkretów i szczegółów – także, jak mniemam interesujących. Pisałem tutaj bowiem do tej pory dużo metaforycznie i symbolicznie – obiecując co jakiś czas, że podam pewne konkrety i faktycznie wdrażane przedsięwzięcia własne (a nie są one małego kalibru..), ale także np. pewne konkrety nt. wspomnianych „szkół ezoterycznych”

wspomnianych choćby we wpisach:

http://blog.cassiopaea.pl/2017/11/07/gnosis/

http://blog.cassiopaea.pl/2018/03/17/pewne-wlasciwosci-ezoteryki/

lub też, pośrednio, np. w tym

http://blog.cassiopaea.pl/2017/12/24/co-nas-laczy-w-wigilie-i-nie-tylko/

 

O Prawdziwych Szkołach Ezoterycznych – tak rzadkich w obecnej dobie,
jak i zawsze, choć może tym rzadszych, można powiedzieć, im bardziej globalna jest nasza ziemska informacyjna wioska. Cały czas pamiętajmy też o tym, by obciążany, czasem śmiesznością, czasem podejrzliwością, termin ezoteryka itp. – tłumaczyć prosto i z czystym sercem.
Najprościej i najkrócej powtórzę raz jeszcze: przez ezoterykę – jako wiedzę (i sztukę, w sensie praktyki i umiejętności życiowych) kierującą swoje poszukiwania do wnętrza Człowieka, do samego siebie, bo poprzez nasze głębokie, często uśpione, w zarodku tylko będące i nieuświadomione, psychiczne i duchowe (drugie zawiera pierwsze, nie odwrotnie) możliwości i potencjał – 

najpewniej i najszczerzej zmierzać możemy do poznania Prawdy,
tego co najpiękniejsze i tego co najlepsze, najważniejsze. Do Boga.
A w gruncie rzeczy z powrotem do Siebie – tylko tego prawdziwego i pełnego. I tym jest Gnoza.

Napisałem tutaj już dość dawno, że celem rozwoju ezoterycznego jest „zbawienie”. I choć trochę się z tym terminem podroczyłem, choć oznacza także nieśmiertelność, zbyt dużo mam w sobie szczeniackiego (czy raczej kociego) życia i, jednak, pewnej pokory, by tak ujęte cele mnie bezpretensjonalnie motywowały.

Tutaj chciałbym jednak powiedzieć, że ważniejszym i prawdziwszym celem jest: Osiągnięcie Miłości. Używając tak nadużywanego pojęcia i słowa, najczęściej przypisywanego różnorakim objawom najprzeróżniejszych stanów i uczuć ludzkich (i nie tylko, tak tych godnych pochwały, jak wprost przeciwnie) musimy pamiętać, że warto szukać i – tak, nauczyć się, 
Miłości Prawdziwej. Tylko ona bowiem jest absolutna i wieczna,
Będziemy o niej mówić, zwykle nie wprost. W istocie zresztą cały czas o niej mówimy, nie zawsze choćby słowem; bo skoro 
Wszystko powstało tylko dzięki miłości, czymże innym może być cokolwiek staramy się czynić z twórczym, nakierowanym na Dobro, popędem?

 

Na jednak konkrety konkretów – z przytoczeniem nazw, namiarów
i przykładów oraz pewnej charakterystyki, czas będzie właśnie – już
w czerwcu.

W tym odcinku  napiszę o pewnych – mających trochę ostrzegawczy charakter – przemyśleniach i intuicjach, które związane były z tym, że – mając w planach opublikowanie planów, bardzo nie chciałem by jednak de facto zamieniło się to wszystko w PLANOWANIE PORAŻEK.

O tym właśnie fenomenie tutaj i w następnej części, już za 2 dni, więcej napiszę.

Planując wykonanie czegoś nierzadko można zaplanować niewykonanie planu.

Kilka miesięcy temu mówiłem sobie: poczekam jeszcze, dopóki nie zorganizuję tego – co wokół i dopóki nie zorganizuję siebie Tutaj – Tak
 (w ten sposób i odpowiednio skutecznie) – by Treść życia, a może nawet Bycia w pełni WSPÓŁBRZMIAŁA z tym, o czym pisze. By moje bycie było też jednym tonem, jednym brzmieniem, aktywną i dobrą myślą, snującą ważne i konsekwentne plany, takie, które co do treści, które niosą, graniczą z PEWNOŚCIĄ – mówią o PRZYSZŁOŚCI takiej, jak racjonalnie rzecz ujmując – naszą wolą, umysłem i sercem – poznajemy. Zaplanowane w tym sensie i przedstawione znaczy zatem bardziej WYBRANE BY TAK WŁAŚNIE ZAISTNIAŁO.

 Pesymizm, niewiara, zwątpienie? – utrata poczucia sensu, jakieś wielkie przebudowania czy jakieś poczucie rozdźwięku, nieszczerości między tym o czym chce się mówić a stanem wewnętrznym i stanem tego, co obok nas
(przez nas czasem zawinionym, czasem zastanym tylko
 i nawet niezmienialnym w ogóle).

Bynajmnej, jak najdalej. Gdyby tak było, byłoby znaczenie gorzej. Chodzi mi raczej o pewne estetyczne dopasowanie.

I byłem pewien że takie warunki, wewnętrzne i zewnętrzne (te drugie  -także dzięki naszym wysiłkom, by się takie stały) nadejdą. Ba, nawet – 2 czy 3 miesiące temu napisałem tutaj – że jestem pewien, że najpóźniej do połowy roku pewne rzeczy się staną, pewne rzeczy się zmienią.
Tak więc byłem pewien – nie wiedziałem jednak na ile PEWNE rzeczy będą zawieszone.

Nie chciałem, by przez braku tego akordu zgodności, moje plany tutaj podane były bardziej podobne do tego co można nazwać planowaniem porażek.

Jednak takiej niezgody na rozdźwięk nie można przedłużać PONAD MIARĘ.

Dlatego..:

Klara roześmiała się i wypiła łyk wody.

 – “Aby zmienić się, musimy spełnić trzy warunki. Po pierwsze musimy na głos wyrazić naszą decyzję co do zmiany, tak, by intencja nas słyszała. Po drugie musimy zaangażować naszą świadomość przez dłuższy okres czasu. Nie możemy czegoś rozpocząć i wkrótce zaniechać tylko z tego powodu ze czujemy się zniechęceni. Po trzecie musimy spostrzegać wynik naszych działań z poczuciem zupełnego nie przywiązania. Oznacza to, że nie możemy uwikłać się w myślenie w kategoriach sukcesu i porażki.

- “Jeśli będziesz podążać za tymi trzema wskazaniami możesz zmienić każde nie chciane uczucie czy pragnienie w sobie samej” – zapewniła mnie Klara.

- “Nie wiem. Klaro” – powiedziałam sceptycznie – “To brzmi w twoich ustach bardzo prosto".

(..)

Oczekiwałam od niego bardziej precyzyjnych wyjaśnień tego, co rozumie przez intencję. Emilito przeniósł więc tłumaczenie na bardziej osobisty poziom. Stwierdził,
 że wszystko co opowiedziałam o sobie Klarze, świadczy o tym, że moją intencją była całkowita porażka. Zawsze przejawiałam intencję, krótko mówiąc, by być zdesperowaną, szaloną i zagubioną osobą.

“Klara przekazała mi wszystko, co jej o sobie powiedziałaś” – kontynuował. Emilito cmokając swoim językiem – “Przykładowo, mógłbym powiedzieć, że wyskoczyłaś wówczas w Japonii na arenę walki, nie po to, by zademonstrować swoje umiejętności lecz w tym celu, by potwierdzić swoją intencję do przegrywania".

Zwrócił się do mnie z naciskiem, mówiąc ze wszystko co dotąd robiłam było naznaczone chęcią przegrywania. Z tego względu bardzo ważną rzeczą, którą robiłam w chwili obecnej, było przeformułowanie i znalezienie nowej intencji. Dodał, że znów            intencja nazywa się intencją czarownika. Nie oznacza ona robienie czegoś nowego, lecz przebicie się przez tysiącletnie trudy gatunku ludzkiego i odnalezienie oryginalnego działania.

[Cytowałem już nie raz M. Rafaela (albo H. Reeda, hehe), że oryginalność nie polega na tym, żeby wytworzyć coś absolutne nowego – byłoby to bezwartościowe, jak lokaj w „Tangu” Mrożka (skrót myślowy) – polega na tym, co sugeruje etymologia „origin” – by dotrzeć do i uchwycić korzenie nas samych i rzeczy Świata.]

(..)
 Powiedział, że w obszarze intencji czarownika nie ma miejsca na porażki. Czarownicy mają przed sobą tylko jedną perspektywę odnosić sukcesy we wszystkim, czego się podejmują.

Aby uzyskać wgląd pełen mocy i jasności czarownicy muszą przekształcić całe swoje istnienie. Do tego potrzebne jest zarówno głębokie zrozumienie, jak też siła wewnętrzna. Zrozumienie pochodzi z przeprowadzenia rekapitulacji swego życia. Natomiast siła gromadzi się pod wpływem nieskazitelnego działania.

[Inaczej przecież osłabia nas najbardziej własny żal do siebie samego, prawda?]

[podane wyżej fragmenty – poza tym, co nie piszę w kwadratowych nawiasach pochodzą z przypadkowo ściągniętej krótkiej powieści w formie wspomnień – jest to jakby „żeńska wersja Castanedy” – opowiada o treningu kobiety, analogicznie do treningu autora przez Don Juana Matusa. Może nie jest to tak nowe jak klasyczny cykl Castanedy, ale widać po coś przypadkiem na to trafłem. Choćby po to, żeby tutaj zacytować – a wcześniej po to, żeby wywołać u mnie pewne skojarzenia..) [jeśli ktoś chce namiary na tytuł i autorkę albo nawet chciałby otrzymać, mogę przesłać link, na którym znalazłem – wystarczy zgłosić takie zapotrzebowanie – np. w komentarzu..]

Tak pisałem zaś 13 lat temu:

(..) Dwie rzeczy można jednak na wstępie o pseudointelektualiście powiedzieć:
 że jest słaby i że pragnie. Biorąc pod uwagę cyklofreniczne rytmy życiowe większości pseudointelektualistów pragnie on raz samozbawienia, raz sa mozabawy a bywa żei samozagłady, będąc onanistą i ofiarnikiem w jednym. 
W modelu pseudointelektualnej potencjalności należy przyjąć, iż w codziennym postępowaniu, owym nizaniu najdrobniejszych ludzkich czynności na łańcuszek - wieniec, który ma ozdobić czoło lub chociaż ogrzać ciemię, króluje ekstremalny rodzaj minimalizmu, codziennie oczekuje się jednak efektów i skutków maksymalnych, przekraczających, nieprzeciętnych, genialnych. Parafrazując Kołakowskiego - pseudointelektualista chce minimalnym staraniem osiągać maksymalne rezultaty. (..)

(Z „Podręcznika Pseudointelektualisty”, 2005, Zakopane, tę krótką eksperymentalną książkę już linkowałem we wcześniejszych wpisach).

 

Następny odcinek – z pewnymi przykładami dotyczącymi tutaj 
poruszonych wątków – już pojutrze! 

Na koniec zaś trochę..sztuki.

I sportu.

Warto bowiem zachować uniweralność – a Prawdą jest też, że Duch zdrowy
rychlej będzie w zdrowym ciele.

Stąd pochwalę się konceptualną fotografią, którą zrobiłem
i ukończyłem dzisiaj, bo mi się podoba ta moja robota.

Za piłka nożną nie przepadam, ale to akurat jest 
GWIAZDA PIŁKARSKA – w zagraniu zwanym: OUT.

fot i wykonianie: Marat Dakunin

Sporty walki też są sportami.
Czasem jednak trzeba na serio zmierzyć się z przeciwnikiem.
Pamiętać jednak warto, że ważne także JAK się wygrywa, 
nie tylko, ŻE..
A bronią Niebieskich, bronią szlachetną – jest broń biała.

I – też z ostatnich dni – mamy tutaj przykład takiego operowania
czym co może jest jakąś dzidą, lancą może dłuższą szpadą etc.

wszystkie niepodpisane fot. na tym blogu też są moje 🙂

 

A – będąc przy szermierce tych na Górze, Szermierce Ducha,
mamy na to przykładów i wizualizacji więcej,
że – kończąc – przypomnę ten oto wpis – zapraszam serdecznie
kto nie widział, a kto widział: czemu nie zobaczyć raz jeszcze. 
Mi się te fotografie dalej podobają. Ale też mi jest 
łatwo – i niewielka w tym jakaś moja zasługa czy umiejętność!
Przecież ja tylko utrwalam to, co do mnie przychodzi.
A czasem nawet nie utrwalam, wtedy, najbardziej komiczne
i pocieszne, pocieszają mnie gdy przychodzą chwile smutku.
Dziękuję moim modelom i dziękuję za Pomoc (..)! 58

Szermierka Ducha

Tymczasem!

 

Adresy naszego zamieszkania

Dziś – trochę obok, ale już jutro – c.d. i bardziej ad rem
tego, co zacząłem tydzień temu.

Tydzień temu sumitowałem się, że wpis, i tak zbyt długo odkładany,
nie wyszedł mi najlepiej. Bardziej formalnie nawet niż merytorycznie.
Ale forma jest bardzo ważna.

Kiedyś zanotowałem np., że CEREMONIAŁ wg mnie – z czym pewnie
wielu z Was się zgodzi – choć w zasadzie powinien być mało istotny,
[na pewno nie wychodzić na pierwszy plan – inaczej buduje się „szopkę”,
i wartości, wierzenia czy ideały lub inne ważne sprawy konstruuje
z – trawestując S.I. Leca – słów tak pustych, że mogłyby więzić narody..]
jest jednak ważny – tak jak ważna jest forma – bo – np. tworzy ramy,
w których łatwiej jest zapomnieć o tym, o czym człowiekowi zapomnieć
bardzo trudno – mianowicie ciągle obecnym dyktatem jego „Ja”. 

Przez formę można do Innych Ludzi dotrzeć albo wcale – można ich zrazić, zniechęcić, wykluczyć w zasadzie to, że jeszcze kiedyś będą chcieli poświęcić jakikolwiek swój czas, by zapoznać się z jakimś z prezentów, które chcemy im dać. Stwierdzą, że nie mają one wartości albo są dla nich nieprzydatne.

Dziesięć lat temu, gdy ukazał się mój „prezent” dla studentów,
stosunkowo nowatorsko ułożony podręcznik
„Podstawy prawa” – już o tym wiedziałem.
We wstępie bowiem napisałem między innymi:

Władysław Tatarkiewicz pisał niegdyś, że aby pewna treść przeszła z umysłu piszącego do umysłu czytającego, musi być dokonana pewna praca, a jest lepiej, gdy tę pracę wykona piszący. (..) Starałem się przede wszystkim dokonać możliwej do zaakceptowania syntezy prezentowanych zagadnień prawnych, nie tracąc jednak z pola widzenia jak największej ilości ich istotnych cech. Czy został osiągnięty w tej sferze rozsądny kompromis pomiędzy stopniem szczegółowości a przejrzystością opracowania, warunkowany także technicznymi możliwościami składu drukarskiego w określonym formacie, ocenią Czytelnicy.

Podstawy Prawa, wyd. C.H.Beck, Warszawa 2008

 

Dawno temu, szczególnie w materii twórczej,
bardzo sobie lekceważyłem Cudzą uwagę, uważałem,
że ten, kto chce coś oryginalnego powiedzieć nie jest
skrępowany jakimiś wymogami zrozumiałości, winien
wyłącznie być wierny sobie – jeśli materia o której się
wypowiada jest z jednej strony tajemnicza a z drugiej skomplikowana,
to ma pełne prawo do całkowitej hermetyczności przekazu,
do utonięcia w nazbyt zawiłej metaforyce, zbyt dalekich odwołaniach, niepotrzebnym mnożeniu wątpliwej czasem symboliki itd.
A jeśli jeszcze robi to, gdyż wydaje mu się, że pisząc zawile
(arcydzieła – wydaje mi się, są proste, choć dotykają spraw
najważniejszych – potrafią, na różnych poziomach oddziaływania
czasem – dotrzeć i do analfabety i do erudyty..a to, czy dotrą
do tego pierwszego uznałbym za lepszą cenzurę ich wartości
jako sztuki niż to, czy zachwycą drugiego)
czy trudno wykazuje swoją błyskotliwość – klęska tego jego pisania,
czy jakiegokolwiek innego tworzenia, murowana
(z wyjątkiem oddziaływania na snobów – jeśli komuś na tym
zależy..Choć: jeśli w sprawę wdadzą się też odpowiednie
środki marketingowe czy kontakty, to można i na
BEŁKOCIE udającym WYRAFINOWANIE i zarobić i zrobić
tzw. „karierę”… – aktualnie przykładów niemało..)

Ta sprawa, którą się zajmujemy nazbyt jest ważna,
by dopuszczać się takich przewin. Wyrasta poza twórczość,
tak jak w kalokagatii dokonuje się swego rodzaju synestezja wartości:
Prawda spokrewnia się z Dobrem,żeni z Pięknem i Sprawiedliwością.

Utyskiwałem też ostatnio, że – odwrotnie niż w prawie każdym wcześniejszym odcinku – brak mi naturalnego materiału, choćby wizualnego – czy piosenki, do ilustracji tekstu, do uczynienia całości przyjemniejszym i różnorodniejszym.
Narzekałem na impas. Ostatnio np. w zakresie fotografii został mi tylko aparat w telefonie komórkowym. Ale dlaczego się tym zrażać? Przecież wiem, że zimą, do wiosny, Znaki na Niebie trochę przymarzają, kostnieją i nie kwitną tak bogato jak latem, pełną wiosną czy nie kłębią się tak gęsto jak jesienią. Poza tym – przecież wiem, że wiosną znów będę miał np. aparat fotograficzny. Skąd ta wiedza, czy to pewność? Nie tyle..to już raczej wysnuwanie wniosków z pewnego logicznego ciągu wydarzeń w naszym życiu. A tym, czym się ostatnio zajmuję, postanowiłem się zająć – od ponad już półtora roku –niemal zawodowo. Nie w sensie: zarobkowo. Ale w sensie miejsca danych starań w życiu, na pewno.

Gdy następują zmiany, przejściowa częściowa dezorganizacja warsztatu pracy jest wpisana w naturę procesu. Wierzę, że proces ten zachowuje się zgodnie
z krzywą nachylenia ewolucji, nie inwolucji; doskonalenia, nie cofania się czy pogrążania. Bardziej jednak niż wierzę, wiem; wysnuwam wnioski z pewnego logicznego ciągu wydarzeń, którego nazwać przyczynowo – skutkowym
li tylko to zubożyć i odjąć aspektu jego Istoty – jak myśli pozostawić
tylko mózgowe zwoje – odbierając ducha..
(ciągu wydarzeń logicznego jak wszystkie fakty „rzeczywiste” – pleonazm
wymuszony przed powszechne obecne nadużywanie pojęć – ba!,
w niemałej ilości punktów, aspektów – wręcz magicznego – co, ciekawe,
gdy działa po Jasnej Stronie Mocy – nie wyklucza się z logicznym!)

Ostatnio też przyszło mi zmienić główne miejsce zamieszkania.

W 1988 roku, 30 lat temu, zamieszkałem w Rzeszowie.
Od około zaś dwóch miesiący wróciłem z tym – głównym – miejscem zamiekszania do Krakowa, gdzie się urodziłem. Co ciekawe,
w miejsce odległe o kilkaset tylko metrów od mojego pierwszego
adresu na świecie..

Oto rzut oka – jeszcze przed nastaniem naszej Zimy –
nowe otoczenie..:

 

A tak wyglądał/wygląda (poniżej – z lewej) mój,
obecnie już nie „główny” (zajmowałem tam w zasadzie
całą wyższą kondygnację, zwaną „Wieżą Marata Dakunina” )
od Strony Wschodniej (nazywałem ją też Stroną Kotów).

dom, Wsch. I

Dlaczego kotów? Mniej więcej dlatego, dlaczego Stronę Zachodnią
nazywałem Stroną Smoków. Od Zachodu bowiem pojawiały się
motywy serpentualne i paszczato – zębate..;- ).

 

Tak wyglądał z perspektywy zamieszującego – dom (czyli raczej
jego „ogród” z przodu) pewnej bajkowej, mroźnej, zimowej nocy..

Tak zaś – na przełomie – Zimy i Jesieni..

Dom stał/stoi na sympatycznym [choć zdjęcie niżej zapewne udziela
się w innym klimacie niż jednoznacznie sympatyczny..],
wypełnionym niską zabudową osiedlu – choć na tej mojej fotografii
(wykonanej zresztą telefonem)
widać za wysokim żywopłotem budynek wyższy – przypomina mi,
ha! – gmach/pawilon jakiegoś obozowego krematorium..
[w rzeczywistości jest to klasztor.. – wybudowany zaledwie
kilka lat temu na terenie darowanym przez miasto za procent
wartości siostrom zakonnym, które prowadzą tam też przedszkole
(oczywiście wysoko odpłatne) – i wyjątkowo mający pozwolenie
na większą wysokość niż ustalony rodzaj zabudowy na osiedlu..]

 

Zmiana, zmiany – przyszły pod koniec zeszłego roku. Tak, bardziej przyszła – nie planowałem bowiem tego z wyprzedzeniem. Gdy jednak potrzeba czy nawet konieczność zaistniała okazało się, że nietrudno mi wysnuć wnioski z pewnego logicznego, zmierzającego w coraz mniej zagadkowym a coraz bardziej pociągającym, także szansą na skuteczną realizację, ciągu zdarzeń. Za to, że zdarzenia układają się finalnie w kierunku, który bardziej SPRZYJA niż nie sprzyja, dziękuję Temu i Tym, którzy maczali w tym palce.. choć nie od razu to widać, czasem na początku widać głównie, przemożnie negatywność, przeszkodę, zły układ losowy.

Ale..jakiś czas temu zanotowałem to spostrzeżenie.. pisząc też coś o jakiejś tajemnicy. Bo i jest to tajemnicze – ale, nawet że takie właśnie jest – wynika już z rozpoznania, nie z tajemniczości.

Napisałem mniej więcej:

Zdradzę - darmo - jedną tajemnicę..jedną z podstawowych..

[i od razu wiedziałem, że źle napisałem – tajemnic bowiem nie 
powinno się zdradzać; tym bardziej swoich – to ostatnie jest
po prostu niezbyt mądre..]

pewien ogół wniosków tego typu czasami się pojawia jako hipotezy,
 ale rozwinięcie to już raczej nie bardzo 
(powód? - brak wystarczającego materiału i totalnie 
rozklekotana metoda; pycha rujnująca wartościowość ugólnień 
lub brak odwagi, niepozwalający na jej postawienie)

Służby A nie działają wprost, bo byłoby to gwałtem na 
niezależnym Innym 
(czyli narzuceniem swoje, choćby pomocnej, woli, innemu Podmiotowi).
W jaki sposób zatem mogą ingerować, przeszkadzając i niwecząc siły B?

Ano w taki sposób, że szkodliwe, oczywiście gwałcące 
(a i zawłaszczające, na mniejszym lub większym wyniszczeniu tym polega wszelka kradzież (ogólnie zawsze: energetyczna, aż do "wyssania" innego bytu w całości/eksterminacji - to "kradzież" w pełnym, najstraszliwszym wymierze - można rzec)
układy sił kierowane przez siły B - są w pewnym punkcie tak odkształcane, wprowadzany jest dodatkowy element itp., że w rezultacie, sytuacja zagrożonego podmiotu jest taka, że "może" wyjść mu to NA DOBRE.
 "Może" - pod dużym warunkiem - często - tego, że sam ten podmiot ma 
dobrą wolę..Niektórym też pomaga "zorientowania się" w tym, że coś
 nie spotyka go przypadkowo (miks dobrej woli z taką orientacją, 
intuicyjną lub wykształconą jakoś czasem zwie się wielkim szczęściem).

To tak najprościej pisząc..

(najkrócej można to ująć w haśle: z czyichś niecnych planów, złych zamiarów, robimy, często bolesny, ale finalnie mogący wyjść na dobre ofierze - dowcip).

Tak przedstawia się, najogólniej, ale dość często działanie sił Światła,
które można rozpoznać także po tym, że jeśli nam się już jakoś ujawnią,
to niczego absolutnie nie narzucają, nie krępują, nie grożą/straszą
czy przekupują..a delikatnie tylko pokazują konsekwencje, by poszerzyć
zakres naszej świadomości w danym zakresie: byśmy mogli wybrać przy udziale jak najpełniejszej WOLNEJ WOLI.

Dlatego też WIEDZA jest ważna, bardzo ważna (choć nie najważniejsza),
bo zwiększa zakres WOLNEGO WYBORU - a co za tym idzie niweluje oszustwa
i manipulacje.

 

Więc o czym ja pisałem nazbyt długimi zdaniami ostatnio i co niniejszym kontynuuję?
Po raz kolejny przywołałem to, że

CZYNIENIE DOBRA JEST NAGRODĄ SAMĄ W SOBIE.

Można to przyrównać do hasła, które w logo wytwórni Metro Goldwyn Mayer otacza ryczącego Lwa – Sama Sztuka jest Nagrodą Artystów..

I od tego, znowu, lecz nie powtarzając się niepotrzebnie, zaczniemy gdy c.d.n.
czyli już JUTRO.

With A Little Help From My Friends

Korzystam z Volty, którą zakończyłem ostatni wpis i pokażę Wam Przyjaciół.

Albowiem, gdy ktoś odkrył swój prawdziwy cel, cel swojego Prawdziwego Ja,
może liczyć na.. małą pomoc..

Czy uwierzyłbyś w miłość od pierwszego wejrzenia
(..)
Co widzisz kiedy zgasisz światło?

Nie mogę (Ci o tym wprost) powiedzieć
(..)
(Ale) z małą pomocą przyjaciół przeżyjemy.

 

W przedostatnim zaś odcinku (Gnosis) pisałem, że prawdziwa
droga do Boga wiedzie przez Wnętrze każdego z nas.
Wiedziano to od dawna, były czasy, iż myślałem, że to jednak średnio
pomocny banał.
Aż dowiedziałem się, że BANAŁY TO PRAWDY,
które NAJSKUTECZNIEJ
się sprawdzają,
ludzie jednak bardzo rzadko
z tego korzystają i wyśmiewają je, dlatego,
że NAJPROSTSZA DROGA JEST NAJTRUDNIEJSZA
i wymaga wysiłku.


Jest to trudna sprawa.

Jednocześnie trzeba maksymalnej pokory
i tak samo – wyzbycia się skromności.
Nie jest tak prosto uwierzyć, że można mieć w sobie
Najczystsze Dobro, eckhartowską iskrę.
Nie jest to łatwe, szczególnie dla intelektualisty o ironicznej proweniencji.
Trzeba też pogodzić się ze wstydem i śmiesznością.
To też nie jest proste, szczególnie dla racjonalisty.

Ale uwaga, nie martwcie się: wcale racjonalistą przestać być nie trzeba. Odwrotnie nawet..

Pamiętam, jak mój Tata powiedział, że czytał, iż ojciec Carla G. Junga
dokonał czegoś takiego jak „uświęcone poświęcenie intelektu” –
wybierając wiarę w Boga.
Teraz, z całym szacunkiem, skomentować mogę to tylko:
– Cóż za głupiec. Wybierając „Boga” wyrzekł się jego daru,
który od niego pochodzi i tylko do niego Naprawdę może prowadzić.

To temat rzeka, temat metodologiczny, trochę wymagający,
więc tutaj tylko najkrótsza uwaga:

Metoda naukowa empiryczna nauk przyrodniczych badających świat w okół jest niedostosowana do wykrywania zjawisk natury "niefizycznej".

Dlatego choćby, że opiera się, ze swej istoty, na :

a) powtarzalności zjawisk
b) stałych cechach

Tymczasem fenomeny np. duchowe mają odwrotną charakterystykę, choćby co do istoty są

a) niepowtarzalne

b) mają cechy zmienne, 
często wchodzi w grę efekt obserwatora 
(opozycja podmiot - przedmiot zaczyna sprawić psikusy..
- (w fizyce mikrocząstek też jak wiadomo tak jest ..;P), 
synchroniczności etc.etc).

To jest już zasygnalizowane przez pochylenie się nad istotą psychologii jako nauki oraz zauważenie np. prymitywizmu metody opisowej, empirycznej (behawioralnej) w psychiatrii.

To, że np. badania świata niefizycznego czy nieznanych zupełnie do tej pory z natury fenomenów może mieć charakter "co najmniej zbliżony do metod psychologii" jest prostym wnioskowaniem "z mniejszego na większe"..

Dlatego zjawiska niefizyczne, "z innych wymiarów" badać należy inną metodą naukową.

Toteż i dowody mają inny charakter.

Skutkiem jest nawet to, że można pozbyć się fałszywej skromności,
przyznać się do tego, co jest przez to i nie tylko przez to takie trudne,
i np. przerobić tekst starej piosenki (tutaj – „Tchórzliwy lew i złote serce”).

Jak wspomniałem też jednak ostatnio:

Jest też cały problem SENSU, niewiary, depresji, gorzkich doświadczeń..wreszcie nihilizmu.
O wszystkich tych tak ważnych problemach, definiujących albo 
i negujących życie – napiszę.

Temu ostatniemu nie pomogę.
Kto chce służyć ciemności – jego wolna wola.
Można na tym nawet daleko zajechać. Można wyżej, niż tutaj.
Można na tym nawet zajechać: dokładnie 4 razy.
Ale dalej nie można..Dalej jest już tylko Druga Śmierć.

Nie polecam. Ale też nie odradzam.
Dlaczego?
Bo się na tej drodze nie znam.

Bo powiem tak, a nie takie to częste, wśród Wszystkich piszących,
obojętnie gdzie:
Ja piszę tylko o tym, co znam. Piszę o tym, co przeżyłem.

Już teraz jednak, jeśli Ktoś tego potrzebuje, to mogę zapewnić,
tak z teorii, ale przede wszystkim z Praktyki:

Dont give up
 cause you have friends
 Dont give up
 Youre not the only one
 Dont give up
 No reason to be ashamed
 Dont give up
 You still have us
 Dont give up now
 Were proud of who you are
 Dont give up
 You know its never been easy
 Dont give up
 cause I know theres a place
 Theres a place where we belong.

Ale, ale, gadu gadu, a przecież obiecałem, że pokażę Wam
Przyjaciół..
A ja słowa – staram się – coraz częściej i coraz lepiej –
dotrzymywać.
/przyjaciele mają to do siebie, że lubią Przestrzeń i Powietrze
oraz nie przepadają za byciem dosłownym
..tacy już
są..od tysiącleci..subtelni/

 

Cherubim

***

mal. Marat Dakunin (2002, u Ewy)
15 lipca 2016, w domu, po Wschodzie Słońca

Tymczasem,

do miłego usłyszenia, gdy CDN.

 

PS

Smoki i Węże

Wąż – jaki jest, każdy widzi.

Ze Smokiem – już trudniej –
reguła z „Nowych Aten” – choć zawodzi i w przypadku zwykłego węża,
w przypadku smoka – tym bardziej, stworzenie to wszak fantastyczne.

Ale nie tylko; bo także:
– symboliczne
– i mityczne / mitologiczne.

Czytelnicy fantasy zaś wiedzą także, że magiczne.

Więc coż? – wąż, smok: jaki jest – każdy widzi?

Oj, nie bardzo.

Oczy mamy do widzenia,
uszy mamy do słyszenia,
ale kto patrzy co na Niebie?
Kto słucha co śpiewa rytm
uderzeń skrzydeł ptaka?

[[Tu jest potrzebna mądrość:
– Jeśli ktoś, Ostatnimi Czasy, widzi, że ptaki wolniej machają skrzydłami,
i nie wie dlaczego – niech się odezwie do mnie (kontakt jest w menu
bloga – po lewej..) – wyjaśnię..]]

A tak w ogóle:

W sprawach widzenia – warto – zapytać dziecka.

A może i starca..

 

"W ostatnich dniach - mówi Bóg -
 wyleję Ducha mojego na wszelkie ciało,
 i będą prorokowali synowie wasi i córki wasze,
 młodzieńcy wasi widzenia mieć będą,
 a starcy - sny.
 (..)
 I sprawię dziwy na górze - na niebie,
 i znaki (..)"

(- Ks.Joela 3:1 
- Dz. Apost. Zesłanie Ducha Św 2:17-19)

 

Słabe to słońce, kruchutkie, skwierczy jak jajko rozbite do posadzenia na patelni. Jeśli jest patelnia, zwykle jest też i ogień..

jakiś taki z krowią/byczą głową – wspomnienia z Krety?

bez komentarza..

a to dzisiejszy:

a na koniec, mała pociecha:
– smocza skóra

i to (Ø)

(to przekreślone "o" powyżej- kto chce - może sobie skopiować (CRTL +C) i wkleić w google. A wtedy trafi do domu.)

Ducha nie gaśmy!

 

M