Aktualności

Niedługo – dalszy ciąg niniejszego blogowania – i nie tylko
ale już pod nowym adresem.
W najbliższych tygodniach podam wszystkie nowe adresy
i ciekawe informacje.

Pozdrawiam!

Marat Dakunin

PS

Ach ci Ludzie, często i większość zupełnie jak Strusie..
nie mogą się czasem zdecydować – chować tę głowę i nie widzieć
czy nie chować..
A jednak, przecież i nawet Struś się domyśla, że
WIEDZA OCHRANIA, natomiast
IGNORANCJA POWODUJE ZAGROŻENIE

 

 

 

Pewne właściwości ezoteryki

Znów opóźnienie.
Znów, po kilku cieplejszych dniach i jaśniejszym niebie –
atak zimy. Ale właściwie nie mam, póki co, nawet czym
(w sensie narzędzi) fotografować, więc może lepiej,
że wiosna się jeszcze odwlecze.
Opóźnienia, sparaliżowanie tym, że tyle trzeba zrobić,
tyle jest planów, a tak ciężko przychodzi cokolwiek.
Na przełomie lat, w styczniu, częściowo lutym sytuacja była
na tyle napięta i stres na tyle ostry, że jakoś, mimo wszystko,
łatwiej się było zebrać. Potem zostało tylko wszechotaczający
chaos wokół, który udziela się wewnętrznie, konieczność
organizowania całego środowiska życia od podstaw i zasadniczy
brak jakichkolwiek środków ku temu.
Totalne sparaliżowanie, same siebie napędzające, faktem,
że tak trudno cokolwiek pożytecznego wykrzesać.
A im bardziej się człowiek temu poddaje, tym gorzej.
I sygnały, wprost i pośrednio, jak bardzo jak źle i jak bardzo
nie można sobie pozwolić na bezczynność – na narzekanie sobie
pozwolić to jakby napluć Słońcu w twarz.

I tyle planów, tyle możliwości – i tyle brakuje, by je realizować.
Ale bardziej we mnie brakuje niż w tym wszystkim, co – w otoczeniu, wszelakiego rodzaju, które póki co – nie sprzyja w każdym prawie aspekcie.
I nie ma innej możliwości niż robić mu wszystko na przekór, powoli,
jeśli się nie da szybko, wywozić śmiecie i cokolwiek budować.

Opisałem kilka ważnych kwestii, takich, które mobilizują,
ale nie mogę ich zamieścić, dopóki nie zamieszczę dokończenia
tematu, który przecież się tak opóźnił.
Opublikowałem go już zresztą tutaj – ponad tydzień temu..
Skasowałem. Dziś mam zrobić wszystko, by go już nie skasować.
Trzeba być wystarczająco dobrym rodzicem także dla tego,
czym warto (trzeba) się podzielić.

A następne dni – być może będzie trochę przejrzyściej..
I przyśpieszyć. Jeszcze przed Wiosną..

Jak skontatował Jan Klimak, przecież:
Prawdziwie mądry człowiek wie, jak obrócić wszystko 
na swoja korzyść..
(i bynajmniej nie amoralizm i oportunizm mamy tu na myśli).

Było powiedziane – w poprzednim wpisie „Cele pracy ezoterycznej”
bardzo ważne: że każda taka praca dopomina się konkretnego
zastosowania. I należy uczynić się użytecznym i odnaleźć odpowiednie
pole, zakres i metody pracy – potrzebne jest Tu i Teraz i konkretna Treść
i konkretne zadanie.

Na ten temat będzie dużo w dwóch następnych wpisach.
O pewnych Konkretnych możliwościach, podając pewne przykłady –
oraz: o moich, takoż konkretnych planach na ten, 2018 rok.
Ujętych w dwa działy, realistycznie podzielonych, obejmujących to,
co można, biorąc pod uwagę braki i przeciwieństwa, nie dające się nawet wytężonymi staraniami własnymi obecnie usunąć oraz takie, które mogą
zyskać na realizmie a nawet od razu być wdrażane – gdy pewne warunki się diametralnie zmienią. A jest na to, cały czas i nawet przed połową jeszcze roku – przed latem, duża (realistycznie) szansa; dlatego plany na cały rok powinny
te możliwości uwzględniać.

Tutaj zaś chciałbym dokończyć, wątek przedostatniego – wpisu
„Cele pracy ezoterycznej” (tutaj link).

Cele pracy ezoterycznej

Ważny to był odcinek.
A zakończenie go w określonym miejscu miało swoje uzasadnienie,
nie tylko płynące z faktu, że wpis, jak na „bloga” robił się zbyt długi.
Uzasadnieniem jest również to, że to o czym i jak pisze dalej Murawiew
w akapitach poświęconych rekapitulacji celów pracy ezoterycznej,
jest raczej dopowiedzeniem i komentarzem do wcześniejszych tez.

A więc, po pierwsze: Borys zauważa, a muszę się z nim całkowicie
zgodzić i Wam też pewnie z przytaknięciem na taką obserwację
po drodze, gdy tylko zauważycie co się dzieje choćby..w Internecie.

Zauważamy więc, że dziwny fenomen zachodzi
w umyśle ludzkim w przypadku generalnie hermetycznych

(tj. wymagających, nie tak znów łatwych
i dla każdego oczywistych)  nauk i praktyk ezoterycznych.

W przypadku wiedzy – tak zwanej (jak to się kiedyś,
gdy ludzie myśleli, że mogą obiektywnie przyrodę
poznać w całości i szczegółach i wiedzę tę precyzyjnie
i niesprzecznie wyłożyć..)
pozytywnej
(nauki przyrodnicze bezpieczniej tu pierwsze wymienić
, ale i humanistyka, nauki społeczne, się zaliczają)
jest generalnie przyjęte, że ktoś musi posiadać pewną,
zweryfikowaną jakoś, wiedzę, by jego opinia w danym temacie
mogła być uznana za miarodajną, liczącą się –by w ogóle warto
było brać ją pod uwagę. Mówiąc poważnie: Ktoś musi mówić o tym,
co Wie, na czym się zna, co zakłada pewne wcześniejsze studia
nad tematem, jakąś naukę, wysiłek własny.

W domenie ezoterycznej zaś bywa (a w zasadzie trzeba powiedzieć: jest) dokładnie inaczej. Tutaj widzimy się wszyscy jako kompetentni
(przypomina się powiedzenie, że każdy Polak zna się na polityce..),
nawet mimo faktu, że nie mamy choćby podstawowego wykształcenia
czy obycia w temacie. Osądzamy, krytykujemy, wypowiadamy opinie
czy wysnuwamy wnioski zanim ukształtujemy w sobie odpowiedni
instrument, który władny byłby to nam w ogóle umożliwić
(i to tak nie gwarantując słuszności sądu).

A przecież wiemy, że coś może być poznane, zrozumiane czy osądzone tylko
przez coś co jest na podobnym, równym poziomie lub na poziomie
wyższym.

Choćby: student matematyki może ocenić coś w zakresie materiału szkoły podstawowej, ale nie odwrotnie. Tak jak świat w którym żyjemy jest niewidzialny do płodu zamkniętego w macicy matki – przed narodzinami,
tak wyższe rejony życia, jak plan astralny czy duchowy, są podobnie zamknięte
i niewidzialne dla nas, przed Drugimi Narodzinami.
Przed tym, człowiek może tylko formułować hipotezy lub odwoływać się do świadectwa autorów, którzy te Drugie Narodziny (zatem i Duchową Śmierć..) mają za sobą. A dla wydania wiążącego osądu czy wysnucia miarodajnych wniosków należy zaś osiągnąć więcej.

Osobiście muszę tutaj przyznać się do pewnej rzeczy: w wyżej zarysowanej materii nie jestem teoretykiem. Wręcz odwrotnie. Co do usystematyzowanej wiedzy na ten temat jestem wręcz profanem. To co teraz, w zasadzie współbieżnie gdy piszę o tym, może z pewnym wyprzedzeniem dla wewnętrznego zweryfikowania tego, że to co piszę, na pewno oddaje w wystarczającej mierze Prawdę i pewnego usystematyzowania, ale –
to co teraz piszę – jest i dla mnie w znacznej mierze, jako wiedza
– i jako teoria – nowe.
Bo w wyżej zarysowanej materii było u mnie (i jest) raczej tak,
że najpierw pewne rzeczy praktycznie się wydarzyły, coś przeżyłem,
coś się, interaktywnie ze mną (myślą, uczuciem, inspiracją, nawet wizją,
głównej jednak tokiem zdarzeń życiowych) STAŁO.
Później zaś dopiero okazało się (i okazuje), że mogę to podciągnąć
pod pewną teorię, pod pewne informacje, jak choćby te,
zawarte w Gnosis Murawiewa.
Jak sądzę, mimo tego, że tak mogłoby się niekiedy i komuś wydawać,
nie jest to najgorsza kolejność, szczególnie może nawet w tej materii
o której mówimy. Najpierw przeżyć, zakosztować i mieć doświadczenie
później zaś zobaczyć, trafiając (celowo ale i będąc, co nieraz się zdarzyło, nakierowanym, zdawałoby się – czysto przypadkowo) na pewne materiały teoretyczne, pewne uogólnienia i zapisy doświadczeń i wiedzy Innych
ludzi (i nie tylko..) – to kolejność, która, jak mi się wydaje, chroni przed
pewnymi błędami, które nierzadko w ogóle mogą wykluczyć zbliżenie
się do prawdziwej mądrości. Które mogą pogrążyć człowieka
w fantazjowaniu  (w czczej fantazji, pobudzanej myśleniem życzeniowym
i znudzeniem prozą życia – nie w tym, co zwie się Wyobraźnią
– którą można z największym pożytkiem jako daru używać)
i zamiast zbliżać do realizacji jakichś Ważnych Celów – dać tylko
złudzenia, które gdy opadną, odepchną nas w ogóle od tego,
czym naprawdę warto było się w życiu zająć Najbardziej,
a gdy nie opadną – pozwalają wieść życie czysto fikcyjne i „osiągać”,
tak w sobie jak i Rzeczywistości czysto iluzoryczne wartości.

Dlatego, w dużej mierze, przygodę z Wiedzą ezoteryczną – przeżywamy
tutaj razem. Dlatego też, piszę raczej tylko o tym, co potwierdza to,
co wcześniej zaznałem, doświadczyłem w różnoraki, realny jednak
sposób. Dlatego też wreszcie – staram się pisać jednak praktycznie
i wiele rzeczy wspierać realnym doświadczeniem i faktem;
i następne wpisy będą w przeważającej mierze bardzo, pod tym
względem, konkretne.

Pojawiło się wyżej kilka dziwnych pojęć – jak choćby „plan astralny”.
Gdyby zająć się wyjaśnianiem tego w sposób wystarczająco
wyczerpujący – musiałbym napisać co najmniej serię wpisów.
Dlatego, choć wypada pewne wyjaśnienia tutaj poczynić,
ograniczę je do minimum.

Nazbyt wiele bzdur napisano i nieporozumień powstało na temat
choćby czegoś takiego jak astral czy ciało astralne – strony
internetowe żonglujące tego rodzaju magiczno – mistyczną
nowomową (o bardzo starych tradycjach) idą w tysiące.
Nie chce dokładać do tego kolejnej cegiełki.

Jednak, na temat ontologii światów (i „fizjologii” ciał – innych niż
to najbardziej oczywiste fizyczne i materialne będzie
więcej, tam gdzie będzie tego wymagał temat i kontekst, głównie
dbając o to, by przedstawienie danego zagadnienia nie było
bez tego niezrozumiałe.

Tutaj zatem, kilka tylko uwag o tym, co pozwala sobie na tak
zagadkową nazwę, jak „astralność”.

Termin jak się wydaje, wziął się stąd, że kiedyś uważano,
iż dusza ludzka jest zbudowana z tej samej materii, co gwiazdy.
Przewijało się to u Platona, w neoplatonizmie oraz towarzyszyło
różnym prądom, szkołom, religiom i gnozom później – aż do czasów obecnych. Przy czym, biorąc pod uwagę wiedzę, którą dostarcza nam współczesna
fizyka i astronomia (jednak, trzeba sobie zdawać sprawę, że tak naprawdę
o podstawowych kwestiach, dotyczących choćby narodzin gwiazd
czy galaktyk wiemy dotąd bardzo mało i nadal brak jest prawdziwego zrozumienia w szeregu podstawowych kwestii, co do których
współczesna nauka mogłaby użyć pojęcia „astralne”) bardziej współczesne
teorie i szkoły, jak choćby ezoteryczne (jogiczne, tantryczne) prądy Wschodnie
i Zachodnie (wcześniejsze – gnostyczne czy kabalistyczne, aż do –
począwszy od XIX/XX wiecznego ożywienia tematu w tzw.
teozofii, w odpowiedzi na mechanicystyczny materializm Oświeceniowy
oraz wieku „pary i wynalazków” XIX – stulecia – po całkiem aktualne
„changellingowe” czy inne..) często odmiennie definiują zagadnienie
i inaczej lokują czy też inne właściwości przypisują temu,
co określone być może jako astralne. Jeśli ktoś chciałby się z tym zapoznać – niech raczej sięgnie do uniwersyteckich opracowań tego tematu (czy nawet, choćby, do anglojęzycznej Wikipedii), lecz wystrzega się raczej czerpania informacji na ten temat z, jak wspomniano, tysiąca różnych stron,
prowadzonych często w dobrej, czasem zaś w złej wierze, przez
różne osoby prywatne czy organizacje.

Tutaj, ponieważ preferujemy maksymalny krytycyzm i obostrzenia,
mające ukrócić zbytnie folgowanie sobie ludzkiej wyobraźni (i typowemu dla nas „szukaniu łatwizny”, drogi na skróty) – z drugiej zaś strony, zachowując jednocześnie, czasem aż z nadmiarem, poprzedni warunek, ponieważ duża część informacji w nim zawartych okazuje się wartościowa, dająca się weryfikować praktycznie i współbieżna z innymi wartościowymi źródłami, warto sięgnąć
w tym zakresie do przekazu G.I.Grudżijewa.
Najkrócej zaś mówiąc, w Szkole IV Drogi Gurdżijewa: ciało astralne jest przyporządkowane Wyższemu Centrum Emocjonalnemu (ciało mentalne zaś – Wyższemu Centrum Intelektualnemu). Warto dodać, że zarówno pierwsze jak drugie istnieje u Człowieka – w zasadzie – tylko potencjalnie. Może być osiągnięte – rozwinięte – jak często już u mnie była mowa – na drodze świadomego starania, trudu i planowej pracy (w tym: pracy ezoterycznej): nie jest dane każdemu i za darmo (i nie chodzi tu o elitarność, co raczej o elementarną sprawiedliwość).

Na koniec tych krótkich uwag, wspomnę o czymś takim, chyba nawet dość popularnym czy modnym, co zwykło nazywać się „podróżowaniem astralnym” czy też bliskoznacznie (choć czasem niewiele ma to z tym wspólnego, trzymając się jakichś rygorów intelektualnych i poznawczych) – pojawiają się także tutaj często nazwy „Świadome Śnienie” (LD – Lucid Dreams) czy też OBE (pisane też OOBE) – z ang. Out o Body Experience,  lub NDE – Near Death Experience  – Doświadczenia Poza Ciałem, Doświadczenia Około – Śmiertne..
Doświadczenia poza ciałem – jako takie – wcale nie muszą być zbieżne
z czymolwiek co można odnieść do jakiejś „astralności” – rozumiane np. jako specyficzne doświadczenia raportowane w niektórych  przypadkach śmierci klinicznej (gdzie często wymienia się takie fenomeny, jak: obserwacja tunelu światła, duchowo – mistyczne doznania, potrzeganie nielokalne, przez ściany, „swojego ciała” etc.etc.).
Na ten temat powstało wiele opracowań bez większej wartości, które przyczyniają się do udanego dezawuowania i ignorowania tematu przez
czynniki naukowe, neurochirurgów, psychiatrów, psychologów i innych.
Są też jednak opracowania rzetelne, których nie można podobnie, będąc uczciwym intelektualnie, ignorować.
Całość tematu zasługuje – być może – na całkiem osobny wpis. Tutaj zaś, przykładowo tylko, podać mogę link do artykułu w fachowym piśmie medycznym Lancet (rzetelne opracowanie książkowe – naukowe,
w tym temacie, jest w moim posiadaniu, wypożyczone od dawna na wieczne nieoddanie Mamie – może kiedyś podrzucę i tutaj..).

Pod tym linkiem (tutaj) rzeczony artykuł naukowy. 

Autorzy kończą artykuł m.in. stwierdzeniami:

"With lack of evidence for any other theories for NDE, the thus far assumed, but never proven, concept that consci. and memories are localised in the brain should be discussed." "NDE pushes at the limits of medical ideas about the range of human consci. and the mind - brain relation".
Pobieżne tłumaczenie: Z powodu braku dowodów na jakiekolwiek (naukowe) teorie dotyczące NDE, które zostały wysunięte, ale nigdy nie udowodnione, koncepcja, że świadomość i pamięć są zlokalizowane w mózgu jest kwestią dyskusyjną, otwartą. NDE rozszerza (zmienia) granice nauk medycznych dotyczące zakresu ludzkiej świadomości i relacji mózg – umysł.

Natomiast osobiście, dbając o to, by był to raczej materiał reportażowy, chłodny
i obiektywny, bez komentarza ze strony filmowca (czyli mnie), pokazując zarówno słabe (skłonności do fantazjowania i iluzje) jak i mocniejsze
(zasadniczą szczerość wypowiedzi – dlatego stosowałem w głównej mierze ujęcia kamery na dużych zbliżeniach: na usta mówiących, oczy itd.) strony zjawiska, przestawiłem temat w filmie dokumentalnym, nakręconym w 2008 r. (ha, na jesieni będzie zatem równe 10 lat) na zlocie pasjonatów takich typowych można powiedzieć (jak to obecnie jest przynajmniej przedstawiane w Internecie) podróży astralnych.
Film można obejrzeć np. tutaj (link):

(„Pod podszewką snów”, Polska 2008, wersja skrócona ok. 30 min,
reż/zdj/mont. Marat Dakunin i przyjaciele) 

A oto i dwa kadry, przedstawiające uczestników zlotu (film nie sili się na oddanie, np. efektami komputerowymi czy wizualnymi, wrażeń czy też „wyglądu” doświadczeń, o których mowa).

 

Na koniec zaś, całkowicie szczerze ode mnie, uwaga: Czy warto się podobnymi „podróżami” zajmować? – biorąc pod uwagę to, co zostało już podkreślone, mianowicie fakt, że praca ezoteryczna domaga się od nas: bycia użytecznym
i oddania się konkretnej pracy nad osiąganiem konkretnych celi?
Otóż, wydaje się, a jest to potwierdzone pewnym źródłem, które, jeśli zweryfikowane, czasem biorę pod uwagę – że nie warto. Wg tego źródła, tego rodzaju podróże astralne czy też „świadome śnienie” może mieć wartość czysto rekreacyjną (rozrywkową). Co za tym idzie, w przypadku gdy myślimy
o poważnej pracy ezoterycznej: nie ma wartości.

Także w powyższej mierze, jak zostało zauważone na wstępie tego wpisu,
po raz kolejny objawia się często wzmiankowany fenomen, taki mianowicie,
że przeciętny Człowiek – nawet będąc całkiem w dobrej wierze, uważa, że jest władny do odpowiedniego rozumienia i wnioskowania w sferach zupełnie
mu i jego codziennemu doświadczeniu obcych. I mści się to tym, że
osiąga w tej mierze czysto iluzoryczne jedynie rezultaty – w większości wypadków łudząc samego siebie, a nierzadko, co gorsza, także innych.

Ma to dwie podstawowe przyczyny.

Po pierwsze, przyczyną jest generalna tendencja, by uważać, że właściwości, które człowiek posiada jedynie potencjalnie tj. może w sobie rozwinąć
(na drodze właśnie – pracy ezoterycznej, jej pierwszego etapu) – posiada od
początku – każdy – i to: bez żadnego wysiłku czy też jakiejś kwalifikacji duchowej..

Po drugie, jest to konsekwencja podświadomej deifikacji
(przyznaniu zbyt znacznej niż realna ważności) Osobowości, jako „wszechmocnej” w każdym rodzaju rzeczywistości.

Pokora jest konieczna w Prawdziwej pracy ezoterycznej – jej brak
mści się w rezultatach u wszystkich, którzy w teorii posiedli zdolność penetrowania rzeczywistości ponadzmysłowej.

Przy czym warto podkreślić, że nie mówimy tutaj o ludziach ZŁEJ WOLI
(tj. takich, którzy czynią coś umyślnie, ze złymi zamiarami), ale mówimy
o ludziach szczerych i o uczciwym zamiarach, którzy po prostu błądzą..

Nasz „cywilizowany” umysł, szczególnie dzisiejszych czasów, jest głodny widocznych rezultatów i zjawisk – faktów, materialnie manifestujących się fenomenów, które można najzupełniej tradycyjnie zaobserwować i tymi wrażeniami nasycić głodną wrażeń inteligencje i fascynującą się emocjonalność.

Ale Świat Nadzmysłowy nie jest jakąś jednorodną całością jak świat materialny. Przeciwnie, można wyróżnić w nim wiele różnych „planów” czy rodzajów „niebios”. Paweł z Tarsu podaje przykład człowieka (ravi), który znalazł się w „trzecim niebie”. Prorok Mahomet miał niejako na swoim koniu Bouraqu odwiedzić inne niebo (gdzie rozmawiał z Chrystusem i Mojżeszem).
Znane są inne liczne tego rodzaju świadectwa..(nie wypowiadam się
tutaj o ich prawomocności..)
To, co wyżej, napomknąłem o (różnych) rozumieniach „świata” astralnego
(itp.) dopowiada – jedynie bardzo syntetycznie oczywiście – do powyższej myśli.

W pracy ezoterycznej nasz, przyzwyczajony do fenomenów materialnych,
umysł szuka FAKTÓW.
Ze swej natury, i z naszej – zawsze w pierwszym rzędzie szukającej raczej łatwiejszej drogi i bardziej oczywistego potwierdzenia – poszukuje manifestacji, które po prostu dowiodłyby, że coś (tę pracę) dobrze wykonał lub czegoś, co po prostu satysfakcjonowałoby jego ciekawość, w mniej szlachetnym rozumieniu niż ta, niewinna i czysta – jak u dziecka (czy nawet jak u..kota) – płynąca raczej
z zachwycenia światem a nie z chęci otrzymywania od niego potwierdzeń
i gratyfikacji.

To naraża osobę, która jest zbyt łatwowierna lub szuka nazbyt tanich wrażeń na różnorakie pomyłki, ekscesy fantazji i wyobraźni czy nawet różnorakie problemy psychiczne i emocjonalne.

Sprawdzającym się porzekadłem jest to, że 
„ŁATWOWIERNOŚĆ JEST ODWROTNIE PROPORCJONALNA 
DO  PRAWDZIWEJ WIARY”.
Piszącemu, skoro mowa już o wierze, przypomina się tutaj, charakterystycznie dla niego lapidarne i pozornie paradoksalne – celne, powiedzenie Nietzschego:
 Prawdziwie wierzący mogą sobie pozwolić nawet na luksus sceptycyzmu. Ich wiara jest bowiem dostatecznie silna (i odwrotnie: ortodoksi zatem chadzają niejako na „szczudłach” dogmatów, gdyż w głębi swego serca i umysłu są niedowiarkami).

Wiele jest sztuczek i oszustw (najczęściej i najskuteczniej przybierają one oczywiście formę auto-oszustw, co wynika z generalnej zasady, podkreślonej ostatnio, że najbardziej fundamentalną przeszkodą w pracy ezoterycznej jest okłamywanie samego siebie..), które zastawiają na nas siły wrogie naszej potencjalnej ewolucji.

Jedną z nich, jak zauważa Murawiew, jest to, że możemy zostać skutecznie złudzeni, że JESTEŚMY JUŻ NA DRODZE– podczas, gdy w rzeczywistości dopiero jej poszukujemy, często jeszcze niepewnie, w różnych kierunkach.

Kwestii tej – mianowicie: wszelakich przeszkód, zmyłek, błędnych znaków, mylnie odczytanych sygnałów, fantazji branych za Prawdziwą rzeczywistość duchową, życzeniowych fantazmatów, emocjonalnych nad – i niedointerpretacji, oszustw i najróżniejszych rodzajów samooszustw – poświęcę wiele miejsca, czerpiąc z doświadczenia, praktyki i obserwacji, już niebawem.
I sam sobie teraz w pamięci i chęci karbuję, żeby o tak praktycznych
aspektach pamiętać przy omawianiu każdego prawie tematu.
Na każdym bowiem można się, poprzez ww. przeszkody, pośliznąć..

 

Cele nie tylko w ciele, cele Duszy i Ducha (cz. I)

Ha, Walenty Impotent!
Impas! Imbecyl! Immanentny Impertynent Improwizacji!
Miglanc! Dyscypliny mu!

Piszę, by z impasu wyjść, ale i świadectwo impasu
w tym odbić się niestety musi. Nawet tytuł – bez polotu,
choć wskazuje na to, że wpis ten był zapowiadany przez kilka
wcześniejszych, choćby ten o tytule
„Cele w ciele” (Gnosis cz. II)  – a tutaj do niego wygodny link.

Dziś wigilia (tak, tak..) Świętego Walentego.
Rok temu – dzień następny – przełamał impas.
Jak będzie tym razem?

Ha, Walentynki (nie przepadam za tym świętem,
nie lubiąc sztuczności i komercjalizacji,
ale to nic oryginalnego, to przepadanie
czy nieprzepadanie, by się rozpisywać; niemniej
datę i znaczenie stworzono i zaznaczono)
wypadałoby może napisać o Duszach Polarnych,
ale nie mogę.

Czy raczej: nie powinienem. Bo przecież prawdziwa,
dojrzała miłość to także odpowiedzialność
(nie tylko działanie chwilą, inspiracją,
AUTOMATYZMY NAMIĘTNOŚCI);
to wypełnianie swych zobowiązań,
to możność polegania na sobie, ba: wierność.
Więc będąc wierny zobowiązaniu (co to znaczy?
Sobie!) powinienem w końcu napisać – co przekładałem
od grudnia, i w międzyczasie pojawiły się trochę „reakcyjne”
wpisy, o tym co obiecywałem i co zapowiadałem
(mianowicie o Celach, z II Tomu Gnosis, Borysa Murawiewa).
I tak zrobię. W stylu, o którym też już się zająknąłem, czyli moja,
dość wierna w tym wypadku parafraza, z pewnym komentarzem..

Nie jestem fanem teologii zmarłego papieża – rodaka (polecam książkę niemieckiego teologa Horsta Herrmanna „Jan Paweł II złapany za słowo”)
a resztę tutaj muszę choćby z racji miejsca zmilczeć (za dużo trzeba byłoby napisać), lecz wydaje się, że słusznie i trafnie kiedyś to on właśnie napisał:

Karol Wojtyła w „Miłości i odpowiedzialności”:
„Resentyment polegał na błędnym, wypaczonym stosunku
do wartości. Jest to brak obiektywizmu w ocenie i 
wartościowaniu, a źródła jego leżą w słabości woli. 
Chodzi o to, że wyższa wartość
domaga się większego wysiłku, woli, 
jeśli chcemy ją osiągnąć lub zrealizować. 
Aby więc subiektywnie zwolnić się od tego wysiłku, 
aby przed samym sobą usprawiedliwić brak takiej wartości, 
pomniejszamy jej znaczenie, odmawiamy jej tego, 
co w rzeczywistości jej przysługuje, 
widzimy w niej wręcz jakieś zło, 
choć obiektywizm zobowiązuje do uznania dobra. 
Resentyment posiada, jak widać,
znamienne cechy tej kardynalnej wady, 
jaką jest lenistwo. Św. Tomasz określa lenistwo 
(acedia) jako » smutek płynący stąd, że dobro, jest trudne «

By zrównoważyć to, co wyżej, wspomnę też, zanim przejdę
do sedna tego wpisu, o rzeczach lżejszych. Ale krótko.

Podczytuję bowiem ostatnio trochę bajek dla dorosłych oraz
poważnych rozpraw naukowych dla dzieci.

I przeczytałem, w takiej malutkiej książeczce, między innymi, że..

..Ludzie - Lwy, biorąc pod uwagę Czwórnię Elementów (Pierwiastków), 
reprezentują Ogień i Ziemię (Ogień - Kreatywność, Ziemia - Pragmatyczność,
Realizm). Ludzie - Wodę i Ziemię (Woda - uczucia, spełnienie emocjonalne).
Koty wcielają się jako ludzie bardzo rzadko, gdyż jest to bardzo
problematyczne - dochodzi bowiem do połączenia Ognia z Wodą.
Wybuchowa Kreatywność walczy z Emocjonalnością. Wielkie problemy
z Pierwiastkiem Pragmatyczności..

Ha, spyta ktoś - skąd taki akurat wybór tej "lżejszej" odskoczni
w niniejszym wpisie. Odpowiedzieć mogę tutaj tylko najkrócej:
- zaklinam impas.

 

Przejdźmy już teraz do niezwykle ważnej, treściwej i w miarę konkretnej rekapitulacji pewnych faktów ze wstępu do Gnosis (Tomu II), Murawiewa.

Finalnym celem (celami), które może osiągnąć człowiek
poprzez pracę ezoteryczną 
są Drugie (Powtórne)
Narodziny i Pokonanie Śmierci.

Cel od dawien dawna jest jasno wyłożony w różnych pismach
i omówiony przez różne doktryny (i religie). To jest ZBAWIENIE.

Tutaj mała uwaga: Drugie Narodziny można rozumieć trochę inaczej,
jako pewien, niezbędny i kluczowy etap, na drodze do Całkowitego Pokonania Śmierci, Zbawienia. Musiałbym poruszyć zbyt wiele wątków na raz, by tutaj wyczerpująco to rozróżnienie wyjaśnić. Ale czyniłem to– pośrednio – tutaj,
nawet w pierwszych notkach, wydawałoby się, że raczej osobistych,
z sierpnia 2017 r. I do sprawy, już bezpośrednio, konkretniej
i szczegółowo – wrócę.

Zatrzymam się tutaj na dłużej nad tym słówkiem,
pojęciem, które padło, tj. ZBAWIENIEM.

No cóż, pomijając już to, co pisałem tutaj już nie raz, a pisałem z grubsza, że..

CZYNIENIE DOBRA JEST NAGRODĄ SAMĄ W SOBIE. Jeśli potrafimy być w tym skuteczni i widzimy rezultaty, trudno sobie wyobrazić większą Radość. Jeśli kogoś to nie pociąga, jeśli do kogoś nie przemawia:
 - niech się dobrze zastanowi, czy na pewno dobrze sobie wyobraża, to o czym mowa. A może myśli o rozczarowaniach, bezowocnej idealistycznej harówce, łudzeniu siebie i Innych? Bynajmniej nie o to chodzi..
 Jeśli ktoś zaś lubi myśleć ekonomicznie, ba, nawet marketingowo, biznesowo – PIAROWO – to przecież, warto znać swoją, ludzką, psychologię, i wiedzieć, że zarówno porzekadła, jak przykłady z życia, a i badania i dane, mówią, że ani sława ani pieniądze ani nawet wydawałoby się mniej materialne korzyści nie dają człowiekowi prawdziwego szczęścia. Jeśli maksymalnie to spragmatyzować psychologicznie, szczęście daje nam poczucie własnej wartości. A na to poczucie składa się przede wszystkim przecież nasza sprawczość: co czynimy, jak czynimy i jak jesteśmy postrzegani przez innych, w społeczeństwie. 

Co absolutnie nie znaczy, że wyznacznikiem ma być właśnie jakaś WIĘKSZOŚĆ.
 
Choć właśnie bardziej takie starania widać dookoła, to nic bardziej mylnego - wartości są stałe, rozpoznane i wybrane jako godne realizacji przez nas, osobiście, naszą, od Boga daną, Wolną Wolą i nie potrzeba ani przejmować się tym, jak widzą i oceniają nas inni (należy się właśnie tego rodzaju, naturalnej, tendencji, do przypodobania się społeczeństwu czy innym, w tym sensie, pozbyć). 
A więc nie ma tutaj miejsca dla oportunizmów czy populizmów, utwierdzać nas w naszej wartości mogą tylko ludzie NAM RÓWNI - nie w sensie elitarnym, ale w sensie szczerego i konsekwentnego przykładu życiowego..
Zdaję sobie sprawę, że tego rodzaju tyradę, by kogoś przekonać, że nie mówię tutaj o utopii - należałoby znacznie rozbudować. Nie ma takiej potrzebny ani też takiej możliwości. Ja po prostu mówię o wartości szlachetnośći przeglądającej się w lustrach z tego samego kryształu,

Dla tych, którzy potrafią to dostrzec, mogę odwołać się do obserwacji -  widać nie od dziś bowiem NACHODZĄCĄ ZMIANĘ.
 Jeśli jednak ktoś świadomie może stwierdzić, że go to nie bawi, to nie jest jego cel, powołanie, Zadanie, które można uczynić najważniejszym w życiu – to niech idzie swoją drogą. Daleki jestem od tego, żeby takiego Kogoś przekonywać, że jednak powinien obrać drogę na przekór sobie. Niech się święci wolna wola (oby jednak, świadoma) – tak kiedyś zdecydował Bóg – i źle czynią religie czy ideolodzy, którzy chcą innym wcisnąć swoje ideały jako najlepsze także dla nich. Tyle tego..

Zbawienie. Powiem  szczerze– mnie osobiście to jakoś bardzo nie podnieca..
Bo i cóż to znaczy? Mało to mamy dowcipów o „rozrywkowym” piekle i „niebie”, w którym można zdechnąć z nudów? Bujanie na chmurkach? A nawet ta „wieczna szczęśliwość płynąca z obcowania z Bogiem” nie jest wg mnie właściwym postawieniem tematu.

Załóżmy więc, że Zbawienie – to nie koniec pewnej drogi,
że to początek Następnego Etapu. Że nie czeka nas
od razu Wieczna Nagroda czy słodkie nieróbstwo,
ale że czeka Nowa Przygoda, Nowe Wyzwania (poza tym
nowe dominanty świata..niekoniecznie już zatem Egoizm jako
spiritus movens..) i nowe MOŻLIWOŚCI
(i nowe, procesualnie, nie finalnie, rzecz ujmując, radości).

Konkrety? No dobrze, mi np. utkwiło w głowie:
- Na tym (wyższym) poziomie, fizyczność/materialność 
jest WARIABILNA - zmienna. Fizyczność, ciało, nie jest już więzieniem 
(dla duszy..), lecz domem - który możemy kształtować, z którego
możemy swobodnie korzystać i zmieniać. 
Pamiętam też ważkie znaczeniowo zdanie, które
wydaje się fantastyczne, ale w gruncie rzeczy raczej jest
ostrzeżeniem..:
('na tym poziomie myślenie życzeniowe staje się 
rzeczywistością dla tego poziomu').

 

Wracamy do Gnosis.
A tam dalej idzie tak:


Z RZADKIMI WYJĄTKAMI cel ten (patrz wyżej..) może być
osiągnięty przez CIĘŻKĄ I METODYCZNĄ PRACĘ.
Suma koniecznych ŚWIADOMYCH WYSIŁKÓW danej jednostki,
osobowości – do osiągnięcia celu konieczna – jest wprost
proporcjonalna do stopnia degeneracji tej jednostki, osobowości.

Zatrzymajmy się chwilę nad tymi wyjątkami.

Kiedyś, co do wyjątków, miałem różne wątpliwości.
Choćby takie, jak wyjątki pogodzić w ogólnie braną Sprawiedliwością
Bożą etc. No cóż, wydaje się, że – nie mając tutaj miejsca na omówienie
sprawy szerzej – należy pogodzić się z tym, że jeśli są jakieś „wyjątki”,
to tylko z pewnego punktu widzenia, z danego subiektywnego odniesienia,
a całościowo rzecz biorąc sobie na to wcześniej odpowiednio zapracowały
i nie mamy tutaj do czynienia z daniem komuś więcej darmo czy zwolnieniem
z czegoś, z powodu jakiegoś wyjątkowego „upodobania”.

Większość ludzi, jak się wydaje, lubi zapominać o wszelkich wątpliwościach,
jeśli „wyjątkowość” przyznaje akurat samemu sobie – ta droga iluzji zasługuje na to, by przed nią specjalnie przestrzec! Odwrotnie nawet – warto sobie pod tym względem umniejszać, to popłaca.
Osobiście np. rozważając dawniej pewne możliwe rozwiązania teologiczne,
kosmiczne, stworzenia, kształtu świata, etapów istnienia itp. – jako jedną z podstawowych reguł weryfikujących potencjalne szanse na bliskość faktom tych pomysłów – miałem taką, by – jeśli dane rozwiązanie czy teoria akurat mnie, tutaj, w tych faktycznych okolicznościach życiowych, stawiały w pozycji jakoś uprzywilejowanej, coś mi „ułatwiały”, albo z czegoś zwalniały – to do takich teorii należy żywić jak najdalej idące uprzedzenie i traktować w najwyższy sposób podejrzliwie, jeśli nie z miejsca odrzucić (raczej odrzucałem z miejsca!)
Takie podejście wydaje się nazbyt ostre, ale się zwykle opłaca –
oczywiście nie można popaść w drugą skrajność i jakiś transcendentalny
masochizm (!)

Patrząc na to, jak wyżej udało (czy raczej nie udało) mi się sformułować
myśli, zwykle – zwykle tutaj płynące lepiej, sprawniej i przejrzyściej odbiorczo
– dostrzegłem odcisk kopyta impasu..

Zaklinam go już u początków tego wpisu, więc spróbuję skończyć z nim na dobre w pętli. Zatem  (i w tym momencie) podjąłem pewną decyzję będę pisał ciut krócej, za to częściej. Do tej pory bowiem wpisy zawierały dość dużo treści, tekstu. A ten, na domiar złego jest chyba pierwszy, bez żadnego obrazka, fotografii, piosenki czy innej Zachęty. Dlatego, w tym momencie podjąłem decyzję, by ten, tak istotny przecież, temat, podzielić na dwa, a może nawet trzy części..
Za to spotkamy się niebawem, będziemy spotykać się częściej, impas może, dzięki temu wybiegowi ustąpi, a temat zacznie swobodniej płynąć. I, last but not least – może już do następnej części znajdą się jakieś, wizualne, dźwiękowe, a może
i jeszcze inne, ilustracje.
Albowiem wyobraźnia jest najważniejsza! – a umiejętność wizualizacji:
nie do przecenienia.

Na Nowy Rok

Jeśli ktoś nie może żyć, robiąc jakieś pożyteczne rzeczy,
bez „szybko wypłaconego wynagrodzenia” za jego starania,
niech postawi się w sytuacji
dłużnika wobec Boga za Istnienie.
(Borys Murawiew, Gnoza, parafraza Marat Dakunin )

Z pamięci:

'Faryzeusze, modlący się na pokaz, dający jałmużnę
na pokaz i wzywający imienia: Panie, Panie publicznie;
niech nie liczą na nagrodę od Ojca w Niebie;
zaiste bowiem powiadam Wam, oni swoją nagrodę
już odebrali" (Mateusz Ew.)

Mój komentarz i dobre rady na Nowy Rok:

– Mnie osobiście nagroda „od Ojca w Niebie”
średnio podnieca. Jeśli ktoś nie czuje sercem
i rozumem, że czynieni Dobra jest nagrodą
samą w Sobie i żadnej dodatkowej nie potrzeba,
niech wsłucha się w Siebie i zastanowi czy kiedykolwiek
był Prawdziwie Szczęśliwy i kiedy to było..

 

Powiadam wam: Tej nocy dwaj będą na jednym łożu, jeden będzie zabrany, a drugi pozostawiony. Dwie mleć będą na jednym miejscu, jedna 
będzie zabrana, a druga pozostawiona. 
(Łk 17,34-35)

Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. 
Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. 
(Mt 24, 40 – 42)

 

Ks. Stanisław Ormanty SChr w komentarzu do podanego fragmentu Ewangelii wg Mateusza tak m.in. pisze:

Ludzie będą pochłonięci codziennym sprawami, mniej czy bardziej ważnymi; i nie będą mieli żadnego odniesienia do końca. Zatem przyjście Syna 
Człowieczego będzie dla nich całkowitym zaskoczeniem i niespodzianką. (...)
 
Ale w Ewangelii jest zaznaczone, że beztroska połączona z brakiem odniesienia do końca jest zawiniona.(…)

Mielenie na żarnach należało do codziennych obowiązków; tak jak praca w polu. Jezus na przykładzie pracy kobiet przy żarnach zaznacza, że owo 
„wzięcie” dokona się niespodziewanie; w zwykłej, szarej codzienności, kiedy człowiek będzie wykonywał swoją codzienną pracę; a więc będzie 
skoncentrowany „jak zawsze” na codziennych powinnościach. (...)

Kolejne pytanie: dlaczego „jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony”? To rozróżnienie jest ważne: choć wszyscy wykonują te same czynności; to 
jednak decydujące znaczenie w oczach Bożych ma ich postawa wewnętrzna. Jeśli człowiek opiera swoje życie tylko na sobie; walczy tylko o to, 
aby zrealizować swoje plany; nie ma ani w nich, ani w swoim życiu żadnego odniesienia do Boga – nie będzie wzięty przez Boga, czyli nie dostąpi 
pełni zbawienia.

Bo piekło to wzgardzona miłość Boża; konsekwencją jest stan tragicznego osamotnienia; a człowiek nie jest stworzony do osamotnienia. Obraz 
„palących płomieni” to palące tęsknoty za miłością, którą się wzgardziło; a obraz „płaczu i zgrzytania zębów” to bolesne pretensje do samego siebie: 
dlaczego doprowadziłem się do takiego stanu?
Realizm piekła jest związany z realizmem ludzkiej wolności. Natomiast jeśli człowiek żyje w Bogu, tzn. jest w intymnej relacji z Nim, całe swoje 
życie podporządkowuje woli Boga; a więc ciągle jest przy Nim, czyli czuwa – będzie wzięty; czyli dostąpi nieba – wiecznej chwały. Tak zatem 
Jezus przedstawia dwie kategorie postaw życiowych: jeden wewnętrznie śpi, drugi czuwa. Ta perykopa ewangeliczna sugeruje także prawdę, że w 
życiu chrześcijańskim nie tyle jest ważne, co się czyni, ile i jak to się czyni, z jakimi intencjami i nastawieniami; z jakim odniesieniem.

 

Ode mnie dalej (z pewnymi skrótami myślowymi, z których się
wytłumaczę niebawem): Pierwszy etap przełamywania destrukcyjnych
nawyków (patrz: krystalizacja) siłą rzeczy jest bardziej contemplativa.

Później należy nauczyć się na powrót aktywnego udziału w życiu, także w życiu społecznym (inaczej mówiąc – pracy dla dobra).

Choć spór nad wyższością vita activa i vita contemplativa ciekawy [(przyganiali już starożytni oddanym codziennym obowiązkom, taplającym się w
błocie, przez czasy Jezusowe (oj Marto, Marto..) i przez średniowiecze do Dostojewskiego i dalej (omówienie np. tutaj)], to jednak zważyć należy,
że spór o wyższości contemplativa nad activa sam jest contemplativa i nie może być sędzią we własnej sprawie, tym bardziej że byłby często czczy
(nienakarmiony)…

Przyjmijmy rozsądnie, że najlepsze jest odpowiednie wyważenie activa i contemplativa, ale praca realna jest na tym świecie konieczna (i dobra).

W konteście ewangelicznego cytatu mogą przyjść na myśl jeszcze zastrzeżenia humanistyczne np. co do tzw. „liczenia na nagrodę za coś” lub
przybierające szkolną postać dywagacje nt. poświęceń np. święty jest najbardziej egoistyczny, bo wszystko co robi nagradza sobie świadomością
swojego dobra i świadomość mniejszego lub większego heroizmu oddaje mu poświęcenie rozkoszą w dwójnasób itp.

Co do nagrody, aby się przed podobnym lizusostwem eschatologicznym nie wzdrygać, a jednak motywację, gdy brak, wykrzesać, nagrodę
potraktować można jako zasłużenie na miłość.
Co prawda jest to zgrzyt w samym pojęciu miłości, ale często po jednej lub drugiej stronie uczucia występuje ta potrzeba, zasłużenia na miłość,
poczucie niegodności, bywa (i słusznie) i u obu stron (choć w tym być, raczej, nie może). Choć często jest bezrozumne, nie jest naganne, ba jest
nawet lepsze niż świadomość ‘zasługiwania na miłość”. Jak mawiali bowiem chasydzi: wolę tego kto wie, że jest zły, niźli tego co wie, że jest dobry
(i tylko przewrotniś rozumie to jako gloryfikację świadomych złoczyńców).

Problem leży także w tym, że trzeba porzucić tzw. rozgrzeszanie się poprzez porównanie i rozgrzeszanie się poprzez poczucie sprawiedliwości
(przykład: spójrzcie na niego, on jeszcze mniej…albo: a jaki ja miałem start?…albo: nie przyzwyczajony byłem)

A teraz przyjmijmy, że nie wszystko jedno, czy mleć na żarnach (a może znachorstwo?), czy praca na roli czy myśliwstwo czy zbieractwo.
I wybierzmy sobie zawód.

Poniższe zestawienie jest oczywiście bardzo uproszczone i wybiórcze, nie tylko w doborze ról społecznych (praca/zawód/zajęcie), co zrozumiałe,
ale także w kwestii bilansowania dokonanego wyboru.
Gdy chodzi o pracę/zawód/ zajęcia chodzi oczywiście o główny (niejedyny przecie) nurt aktywności życiowej, z różnych powodów jednak obranie
takiego głównego nurtu jest konieczne i będzie on zajmował znaczną (jeśli nie większość) część oddanego nam czasu życiowego.

Całość artykułu opublikowana wiele lat temu
w ogólnopolskim miesięczniku jest dostępna jako PDF (klik),
wraz z grafiką, czyli tabelką zestawiającą wybrane zawody
i zagrożenia oraz wyzwania i plusy z nimi związne.
Ponieważ tekst był pisany w zasadzie dla młodych Prawników
to większość zawodów obejmuje te z Prawem związane, ale nie tylko.

Osobniczymi zmiennymi wyboru są:

– talent (zdolności wrodzone lub intuitywnie rozwinięte),

– zdolności praktyczne (aktywne)

a) nabyte naturalnie np. przez przyzwyczajenie od dzieciństwa (zob. Bernard Mandeville: Ludzie pracy przeznaczeni powinni być od dzieciństwa do
niej surowo wdrażani. Okrucieństwem jest zmuszać nienawykłego od dzieciństwa do pracy.)

b) wypracowane – tu mix z siłą woli i inklinacjami do różnego rodzaju lenistwa (umysłowego, fizycznego, egzystencjalnego)

– wiedza (w tym wrodzone lub nabyte przekonanie o niezbędności stałego poszerzania wiedzy, związane zagrożenia: prześlizgiwanie się,
pozorowanie, fanatyzm – dogmatyczność, muchy w nosie; związane szanse: open – mind, niedogmatyczność, budowanie otwartego systemu,
intuicja jako pochodna wiedzy

– wola(zdeterminowana obranym, przyjętym jako słuszny celem, krystalizacja codziennych wyborów, konsekwencja).

Zestawienie jest esejowe, nie naukowe. Niektóre aspekty delikatnie rozwija, inne tylko sygnalizuje.

 

PS

– Jeśli Ktoś nie wiem co jest Dobre a co Złe
albo uważa, postmodernistycznie, wyszukaną analizą,
albo Prostacko (ale nie Prosto bo Prosta
Religijnośc Ludow jest Święta i godna Najwyższego szacunku)
to niech idzie do psychiatry póki czas;

– Bo dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy.

Wszystkiego Dobrego na Nowy Czas!

 

Kto będzie zjedzony?
„Gruba kreska”?
Niech Nowy Rok doda Wam skrzydeł :)!

Marat Dakunin

Co nas łączy? (w Wigilię i nie tylko..)

W następnym odcinku, czyli niniejszym, obiecałem zacząć przybliżać rzeczy, które jak sądzę, wzbudziły już pewną ciekawość, korzystając z,
jak zapowiedziałem, Tomu II Gnosis, Borysa Murawiewa.

Byłaby to oczywiście moja parafraza z pewnym moim komentarzem.
W zasadzie bowiem trzymam się swojego zwyczaju z dawnych jeszcze lat,
tj. raczej trawestowania niż cytowania i raczej twórczego używana zapożyczeń albo odnawiania ich znaczeń. Ale staram się też ucinać to, co kiedyś czyniło to,
co piszę trudno strawnym, pewien matematyk powiedziałby: może
i nietrywialnym ale i „nietrawialnym”.. – pełno tam było niepotrzebnych wtrąceń, dygresji, odwołań, owszem, sugerujących błyskotliwość czy erudycję autora, ale czy aby to akurat jest tutaj, dla Czytelnika, ale i dla autora, właśnie najważniejsze, a nawet ważne? Zestarzałem się, pod tym względem, pozytywnie i doszedłem do wniosku, że w hierarchi ważności, treści, formy i pożyteczności te składniki, które wcześniej u mnie wypychały się do przodu słusznie należy ukrócić..inne natomiast, choćby – pewną dygresyjność, zostawić, ujmując ją jednak w zdroworozsądkowe ramy, by tak piętrowości dygresji np. i inne
„przeszkadzajki” nie przesłaniały i nie kryły zbytnio tego co Najważniejsze.

Przez chwilę nawet myślałem, że w tym odcinku napiszę więcej o tym, jak się powinno pisać (dlatego tez, że u Znajomego, przeczytałem niedawno na ten temat i część mogłem mocno odnieść do własnej praktyki..)  i dlaczego ja piszę, tak jak piszę, ale zostawiam to jednak na kiedy indziej, a dziś napiszę szerzej
jednak tylko O TYM CO ŁĄCZY – dlatego, że to, co łączy kojarzy mi się Świętami, a mamy dzisiaj przecież nie co innego, jak Wigilię, czyli dzień poprzedzający
Dni Świąteczne, pewnych tradycyjnych, obchodzonych już wiele wieków Świąt.

 

Czas to świąteczny, czas symboliczny, czas zatem łączenia.

Pisałem kiedyś tak oto:

Posługujemy się różnego rodzaju symbolami. Przypomnijmy, że symbol - łączy (czasem - na Krakowskim Przedmieściu), gr. σύμβολον - sýmbolon to rozłamany na pół podczas zawierania umowy przedmiot z gliny, kości, drewna lub metalu, mógł to być piersień. Połówki stanowiły znak rozpoznawczy dla dwóch osób, które łączyła jakaś więź – przyjaźń, pokrewieństwo, interesy, obowiązki, uczucia. Czasownik συμβάλλω symbállo oznaczał "zbieram" lub "składam, łączę". Odwrotnie niejako - etymologia "diabła". Diabolos pochodzi od greckiego dia-ballein – dzielić, rozdzielać. Dopowiedzieć można: nie widzieć związku, nie szukać wspólnoty, redukować, abstrahować

Dzielić, rozkładać. Podział, rozkład.

Ponieważ w każdym wpisie warto, by pojawiło się coś czysto plastycznego,
dla oka, pokaże pewien „rozkład symbolu” (nawiasem mówiąc: poprzez rozkład
czy też rzut figur można próbować wyobrazić sobie wyższe wymiary – przykłady
takie łatwo odnaleźć choćby przeszukując materiały edukacyjne na YouTubie itp.)

A tutaj nawet krótki materiał wideo (wycinek z mojego filmu sprzed 10 lat,
z 2007 roku), gdzie też Symbol podlega rozkładowi – czy też raczej: jest rozkładany.

 

To czas magiczny, czasem – i przez to łączenie ludzi, choć czasem,
bardziej by się chciało, by tak było, niż tak jest w rzeczywistości, tej przytłaczającej..- czas magnetyczny.

Ponieważ też zaszły u mnie pewne wydarzenia, które spowodowały, że dobrze, mieć świadomość, że ma się też przyjaciół, i można liczyć też na wsparcie,
choćby i milczące, choćby kogoś, kto nawet z daleka, nawet bez słów, ale samym
faktem swych Odwiedzin, przyjścia na Wigilię w Gości czyni gospodarzowi Radość.

Dlatego dziś tekst zakończę dłuższym tłumaczeniem (parafrazą), choć z Borysa Murawiewa, i z zapowiadanego Gnosis – ale nie z  wstępu do Tomu II (Mezoterycznego) ale z pewnego rozdziału w Tomie I (Egzoterycznym) dotyczącego centrum magnetycznego i jak to działa, a co ja – w największym skrócie nazwałbym:

- dlaczego pewni ludzie się, czasem, niby przypadkiem poznają, niby przypadkiem na siebie trafiają, choćby to miał być tylko kontakt pośredni, tylko kontakt przez monolog (ale tutaj np., u mnie w istocie, od początku kryje się dialog – a dlaczego i jak będę pracował nad tym by tu uwypuklić – i to się odkryje niebawem..) – choćby to było tylko – właśnie – przypadkiem wejście na czyjegoś bloga, prowadzonego stosunkowo od niedawna, odwiedzenie go później więcej niż raz, przeczytanie notki,
będąc zaintrygowani tytułem, albo tylko dołączoną grafiką czy fotografią, albo tylko brzmieniem pewnych słów czy imienia autora.

A temat to także:

  1. Ciekawy – teoretycznie;
  2. Ciekawy – praktycznie. I co ważniejsze – sprawdzony praktycznie.
    Bo sam mogłem – ante factum – przed tym gdy już „przypadkiem”
    zapoznałem się z wiedzą na ten temat – prześledzić swoje życie, doświadczenia, kontakty, gdzie zaglądałem i co czytałem, przez ostatnie, nawet 10 – 15 lat
    i wyszło mi..że gdzieś ten magnes, szczególnie w pewnych przypadkach może
    i nawet jakiś szczególnie silny, i synchroniczny w tematach i wzajemnie poruszanych sprawach – synchroniczny treściowo, czasowo, życiowo i duchowo może także – elektromagnes nakierował mnie na stronę, która pomogła mi w zasadzie realizować teraz cel, który realizuję. A w zasadzie realizować
    siebie – po prostu: inaczej – i zupełnie dosłownie mówiąc: wieść
    szczęśliwe, celowe, życie z niepłonną nadzieją uwieńczenia go Radosnym Zwycięstwem.

Ale przejdźmy do opisu, o co chodzi z tym całym magnetycznym przyciąganiem i „przypadkowym” wpadaniem na siebie, poznawaniem się ludzi – choćby to było – jak piszę – tylko odwiedzenie czyjegoś bloga – choćbyś to czytał Ty – tak mi Drogi – Czytelniku, który właśnie przyszedłeś tutaj – do mnie, po raz pierwszy – jako Gość i spodziewasz się słusznie gościnności. Zatem nie każę Ci już czekać.

Jednak zanim przejdę bezpośrednio do tłumaczenia (czy też
mojej parafrazy zamierzonego fragmentu z rozdziału VI Tomu I
Gnosis B. Murawiewa), a pojawią się w nim pewne terminy i pojęcia,
takie jak np. „wpływy A” i „wpływy B” oraz „centrum ezoteryczne”,
to jeszcze kilka zdań ode mnie, w których staram się naświetlić te kwestie odpowiednio klarownie i intuicyjnie trafnie, by dodatkowy komentarz na ten temat niżej nie był potrzebny, a także by pojęcia o zadawnionym niewłaściwym rozumieniu, jak choćby to „ezoteryczne” – o czym wspominałem w poprzednich wpisach na blogu, co można łatwo odnaleźć, były rozumiane poprawnie i takoż – prosto.

Pamiętamy, jak we wcześniejszych wpisach (Gnosis i Cele w ciele (Gnosis II) definiowałem to całe „ezoteryzmy” – jako wiedza (i sztuka, praktyka) „wewnętrzna” –  jest to coś, co powinno zainteresować osoby, które chcą poznać lepiej swoje „ja”, prawdziwy cel swojego prawdziwego ja, chcą się dowiedzieć,
że pewne cechy i właściwości ludzie mają tylko potenjalnie i aby je rozwinąć,
a dowiedziawszy się o tym, chcą poczynić w tym kierunku starania.
Pomocna w tym oczywiście może być wiedza na ten temat, lecz praktyka,
która często wiedze, i tym lepiej, wyprzedza, jest niezastąpiona.
Wiedza natomiast ma za zadanie praktykę wspierać, pokazywać sprawdzone już rozwiązania trudniejszych problemów, uchronić przed znanymi błędami. Oczywiście z takiej wiedzy często dopiero praktyka – sparzenie się osobisteuczy korzystać – i nie inaczej było w przypadku piszącego te słowa..
Ale w ogóle warto wiedzieć i to, że wszelka wiedza po to jest by
się końcu zamieniła..w Dobro.

Jak już we wczesniejszych wpisach wspomniałem, niektórzy ludzie chcą
dojść do czegoś wyższego w sobie, a droga do tego czegoś wyższego,
droga – nawet do Boga – zaczyna się we wnętrzu każdego z nas.
Zaczyna się w naszym sercu, i celowo wspominam o nim na pierwszym miejscu, ale i w naszym umyśle, a także naszych, czysto fizycznych, nakładach sił i trudów. W pracy, która chcemy włożyć w to, by stać się tym, czym mamy możliwość się stać. Pamiętając, że to tylko możliwość, a wola, czy ją wykorzystać
i determinacja w tym kierunku – spoczywa na nas, na nas każdym z osobna. Ale – i po to przecież ten „magnetyczny” wpis, gdy na danym stopniu, przy kolejnym kroku, coś grozi, robi się ciężej, brakuje sił, czy zrywa się przeciwny nam wiatr ,atakuje w oczy, przydają się przyjaciele. A takich, choćby tych cichych, nieznanych, możemy na tej drodze, spotkać.

Bowiem, jak słusznie jest napisane w Dezyderacie:

Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa.
Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

 

Co do zaś wspomnianych – wpływów – o których będzie niżej i którym
przypisuje się – skrótowo, litery – „A” i „B”. 
Żyjemy w świecie, w związku z Innymi, w związku z naszymi rozlicznymi
rolami społecznymi, wcześniej – dziecka, członka rodziny, ucznia, później –
w kontaktach zawodowych, naszej pozycji w pracy, poza pracą –
kontaktach międzyludzkich, w sprawach publicznych, kulturalnych, politycznych, handlowych. Zauważamy, że obecne a nawet dominujące
są pewne schematy, pewne zachowania, pewnie określone „maski” czy
„gry” w które grają ludzie. Jest to np. rozdźwięk między tym co się myśli
a co mówi, jest tak przy transakcjach, gdzie często przede wszystkim liczy
się zysk, i to by „nie złamać prawa”, ale coś takiego, jak branie pod uwagę
także korzyści drugiej strony zdarza się znacznie rzadziej, w państwach rządzi
co prawda prawo, ale prawo to jest równe dla jednych, równiejsze zaś dla innych, uprzywilejowanych.

Wszyscy poddani jesteśmy tego rodzaju wpływom i od nich nie uciekniemy,
we współczesnym świecie to niemożliwie. Co prawda właśnie dlatego, kiedyś,
ci ludzie, którzy chcieli poznawać swoje wnętrze i rozwijać ducha,
udawali się w ostępy, stawali pustelnikami, czy tez wstępowali do wspólnot, które żyją wg pewnych ścisłych reguł, w tym w odosobnieniu, pewnym oddaleniu od tych wszystkich wpływów Świata Codziennego
i Normalnego życia.
Ale zadaniem na teraz, szczególnie w tej epoce i sytuacji która nastała, jest właśnie pozostanie w świecie, a wybudowanie sobie swojej pustelni czasem jedynie w sobie (o tym także pisze, w odpowiednim ustępie, autor Gnosis).

Jednak, choć widzimy, że Inni ludzie, bardziej lub mniej łatwo, ale poddają się tym wpływom świata, które dostrzegamy, jako dominujące, w tym nawet nasi bliscy, członkowie rodziny, koledzy czy przyjaciele, to bywa tak, że my mamy
z tym jakiś problem, nie potrafimy w pewnym sensie pod tym względem „zmądrzeć” i dalej np. w pewnych sytuacjach, wbrew obserwacji i wbrew interesowi, co by się nam bardziej, społecznie, nie tylko materialnie, opłacało, trudno nam się całkowicie poddać wpływom i schematom Świata; jednak, w roli zawodowej, często mówimy coś zupełnie szczerze, coś prywatnego, bo coś nam mówi, że nie powinniśmy tego pomijajać, nie nakładamy pewnej maski, albo nie potrafimy kogoś oszukać, oczywiście nie mówiąc tutaj o łamaniu prawa,
ale po prostu ewidentnie skorzystać na czyjejś niewiedzy, sprzedając mu rzecz tanią, znacznie drożej, czy nic nie wartą, tanio, ale zawsze. To tylko drobne, śmieszne wręcz przykłady.

Dlaczego coś trzyma nas „na dystans” od tych wpływów Świata, skoro widzimy, że dostosowanie się do nich byłoby z pewnością, nie tylko mateiralnie, także psychicznie, ba całościowo: wygodne, nawet mądre?

Często nie potrafimy nawet sami sobie, nie tylko innym, na pytania o to, jeśli zostanie zadane, czemu jesteśmy np. takimi naiwniakami, albo dlaczego nie jesteśmy jak normalni „sprzedawcy” czy normalni „uczniowie, normalni „nauczyciele”, rodzice, lekarze, prawnicy?

Zwykle czuje tak bardziej nasze „serce” – mniej sprawnie potrafimy to nasze podejście „zracjonalizować”. W rzeczy samej, tak jest, że gdy chodzi o oszukanie
i samooszukanie siebie, najgroźniejsze zresztą, to człowiekowi łatwo przychodzą do głowy różne kombinacje myślowe, racjonalizacje, wysłowienie się. Zaś gdy chcemy przekazać pewną „prawdziwą prawdę” o sobie, trudno znaleźć czasem odpowiednie słowa i przekazać je ułożone w racjonalną myśl, zdanie, wypowiedź.

Tyle moich – klarownych aż do przesady może (kiedyś, ale teraz
sądzę – niesłusznie – woliłem sprawę niedoświetlić, niż prześwietlić)
wyjaśnień wstepnych – a pod spodem już bezpośrednio GNOSIS.

(…)

Sprawdźmy teraz, z praktycznego punktu widzenia, jak człowiek może osiągnąć ezoterycyzm (ezoterykę), to znaczy, że będzie mógł pracować nad ustanowieniem stałych połaczeń [swoich centrów: uczuciowe, intelektualnego, motorycznego – woli]  co uczyni jego ewolucję (zatem: pozytywny rozwój, osiągnięcie możliwości, stanie się człowiekiem, nie tylko potencjalnym) możliwą.

 

 

Spójrzmy na ten bardzo ważny diagram, który wyraża wiele znaczeń,
będziemy tutaj musieli ograniczyć się do niektórych.

Czarne strzałki reprezentują wpływy wytwarzane przez życie (świat)
– przez nie same, jest to pierwsza różnorodność wpływów, którymi
człowiek jest otoczony. Biegną one w różnych kierunkach, czasami
jakby się znoszą (bo przeciwnych), są jak widzimy gęste prawie we
wszystkich punktach koła, które może uosabiać całość życia, Świata
w którym żyjemy.

Jak w przypadku całej promieniującej energii w Naturze, ich efekt
jest odwrotnie proporcjonalny do kwadratu odległości. Te różne wpływy
w danym momencie „pchają” czy też zatrzymują – jednym słowem,
wpływają na działania, zachowanie, czyny człowieka, w  danym miejscu,
czasie, danej sytuacji.

Zestaw wpływów „A” składa się na Prawo Przypadku .

To jednak, że często strzałki są skierowane w różnych kierunkach
czyni ich naturę tak naprawdę iluzoryczną, choć ich wpływ jest jak
najbardziej realny.

Białe koło reprezentuje CENTRUM Ezoteryczne, zlokalizowane
na zewnątrz tego generalnego Prawa Przypadku

Tutaj przypomnijmy sobie, co pisałem o centrach ezoterycznych: 
są szkoły, które przechowują ZNACZENIE (..). - przypominam ja (MD).

Białe strzałki reprezentują wpływy „B”. Są one „wrzucone” w to „wirowisko” świata i pochodzą z pewnego centrum „nadawczego” – w odróżnieniu od strzałek wyrażających wpływy „A”, których była mowa wyżej, są one skierowane wszystkie w jednym kierunku..nie znosza się wzajemnie, nie prowadzą do przeciwieństw. Wszystkie one tworzą coś w rodzaju pola magnetycznego.

Podczas gdy wpływy „A” tak naprawdę neutralizują się wzajemnie i prowadzą człowieka w kółku i do nieosiągnięcia tak naprawdę niczego, wpływy „B” reprezentują pewną rzeczywistość i pewien możliwy do osiągnięcia cel.

Mały okrąg z cieniowanymi liniami reprezentuje człowieka, który na tym diagramie, jest przedstawiony w izolacji. Cieniowanie linie wskazują na to, że początkowa natura człowieka jest mieszana, niejednorodna.

Jeśli człowiek spędzi życie nierozróżniając wpływów A i B,
niejako mechanicznie, będzie prowadzony przez Prawo Przypadku,
i nawet, co oczywiście się zdarza, jeśli zrobi „karierę” w codziennym, wiatowym rozumieniu tego słowa, tak naprawdę nie dosięgnie żadnej prawdziwej Rzeczywistości.
A na koniec „ziemia wróci do ziemi”.

W życiu każdy poddawany jest swego rodzajowi testowi – konkurencyjności.
Jeśli rozpozna wpływy „B” i za jakąś przyczyną wydadzą mu się wartościowe, jeśli nabierze ochoty, by podążać jednak za nimi, by lepiej je przyswoić, jego mieszana natura powoli zacznie ulegać pewnym przekształceniom.
I jeśli wysiłki człowieka są stałe i mają odpowiednią siłę w takim człowieku może uformować się centrum magnetyczne. Jest ono reprezentowane na diagramie – w kole, które uosabia człowieka, przez małą – ale u niektórych większą, u niektórych mniejszą – biała, już nie pokrytą cieniowanymi liniami, ale jednolicie białą, przestrzeń.

Gdy takie centrum się rozwinie, zacznie odbijać wpływy „A” reprezentowane przez czarne strzałki, które przecież ciągle otaczają człowieka i aktywnie próbują na niego wpływać. Takie odbijanie często może przybrać wymiary pewnego konfliktu. Trzeba też będzie stoczyć pewną walkę. Jeśli człowiek ją przegra, skończy z przeświadczeniem, że wpływy „B” były niczym innym, jak iluzją, a teraz, „zmądrzawszy” należy powrócić do normalnego życia i pełnego podporządkowania wpływom „A”, które wydadzą mu się jedyną rzeczywistością (podczas gdy jest dokładnie odwrotnie..). W takim wypadku centrum magnetyczne powoli zaniknie. W takim przypadku – i tak w zasadzie będzie już do końca – sytuacja takiego człowieka, co do jego przyszłych szans, jest gorsza niż była na początku. Podobnie jak w przypadku człowieka, który zdobył pewną wiedzę, ale fałszywą – sytuacja takiego człowieka jest gorsza, niż człowieka, który nie zdobył jeszcze żadnej wiedzy!

Ale jeśli ta walka zostanie wygrana, centrum magnetyczne w człowieku się wzmocni i przyciągnie człowieka do innego człowieka, który także posiada centrum magnetyczne, z reguły takiego, który posiada silniejsze centrum magnetyczne, niż to przyciąganego. I tak dalej, tworzy się pewien łańcuch, który zawsze – w pewnym punkcie – jest oparty o kogoś, kto ma pośredni lub bezpośredni dostęp do CENTRUM ezoterycznego.

W ten sposób – mimo to, że dalej postanie w środku zawirowań życia i Świata, to jednak taki człowiek przestaje być samotny, a jego centrum magnetyczne może dalej się wzmacniać, a on sam, rozwijać, także dzięki pomocy, różnego rodzaju, na przykład wiedzy, tak teoretycznej jak praktycznej, szerzonej przez kogoś np. na powszechnie dostępnym internetowym blogu J

Z wolna człowiek będzie pod coraz mniejszym wpływem prawa Przypadku,
a zdobywać będzie coraz więcej Świadomości.

Jeśli człowiek osiągnie taki rezultat przed śmiercią, choćby taki, to wtedy może powiedzieć, choćby tylko tyle, że: jego życie nie było zupełnie bezowocne.

 

Jest jeszcze jeden diagram – przedstawia on czarne centra magnetyczne
i sytuację człowieka, który został oszukany, i oszukuje siebie i innych, przyjmując tak naprawdę wpływy A, mając je za wpływy B. Sytuacja takiego człowieka, jest oczywiście gorsza, niżby przyjmował losowe wpływy „A” reprezentowane przez małe strzałki wypełniające pole Życia w różnych kierunkach. W takim przypadku może znaleźć się człowiek, który dał się zwieść i który ma połączenia, ale z fałszywym centrum, a szerzona pomoc i informaja również jest fałszywa. Niestety, jest to sytuacja nader częsta, szczególnie w dzisiejszej, globalnej dobie obiegu informacyjnego i komunikacji.

Można oczywiście zapytać – co chroni człowieka przed popadnięciem pod takie fałszywe wpływy. I odpowiedź jest prosta: – od początku należy skrupulatnie sprawdzać i pracować nad czystością swojego centrum magnetycznego.

Czy może, wyrażając to trochę jaśniej, wg mnie (Marat Dakunin):  warto po prostu pilnować czystości swoich intencji i egzaminować siebie bezlitośnie oraz obserwować, także pod względem samooszukania czy ułatwienia sobie czegoś. W tym celu należy nauczyć się odpowiedniej samoobserwacji oraz dysypliny. Ale nie jest to trudne, nawet dla człowieka z natury bardzo niezdyscyplinowanego, jeśli lgnienie jego serca (duszy) do wpływów
„B” jest prawdziwe i „gorące” – silne.
Choćby był patentowanym leniem, zostaną mu dane tutaj szanse,
także na zachowanie i wzmocnienie czystego centrum magnetycznego,
co zaświadczam z osobistej praktyki.

(…)

Co jeszcze się kojarzy z magnesem – z przyciągniem i odpychaniem..?

Cała, bardzo ciekawa, szczególnie dla tzw. „romantyków” czy „idealistów” tematyka dusz polarnych, naszych już –ścisłych bardzo związków,
tych zwykłych, ale przede wszystkim tych wymarzonych – a takie istnieją,
choć tak rzadko dochodzi do tego, że dane jest im się zrealizować.

Bo to prawda , że przeciwieństwa się przyciągają.
Ale jest tu też pewien paradoks.
A co to jest – i czym jest odwrotne spolaryzowanie
oraz dlaczego warto „połączyć się w całość” będzie
kiedyś, nie tak szybko, ale też nie bardzo odlegle..

Ale na razie idźmy dalej wątkiem. Magnes manesem, ale wątek nie wyszedł poza Gnosis – więc następnym razem, już obiecane przybliżenie celu głównego
i celów bardziej szczegółówych, pracy „wewnętrznej” – do której tutaj zachęcam, tak siebie – jak Każdego, który Czyta – słucha, lub chce rozmawiać, nie chce stwierdzień, nie chce by mu czegokolwiek narzucać, chce byś Sobie Sam
Odkrywcą i Sobie Sam Panem, dlatego też może rozważać różne propozycje..
jeśli uzna ją za rozsądną choćby roboczo, a może i wartościową..
jak  tę moją, pisaninę.

Spokojnych Świąt!
Marat Dakunin
Mat

 

Cele w ciele (Gnosis cz. II)

Ostatnio zapowiedziałem, że wpis „Gnosis” (tutaj link)
będzie miał kontynuację merytoryczną.

I oto ona. Słowa dotrzymuję.

Mieć cel, to ważna sprawa.

Odkryć dla siebie swój fundamentalny, życiowy cel – KAŻDY
– SAM DLA SIEBIE – i się go trzymać – sprawa jeszcze ważniejsza!

Ilu z nas żyje właściwie, pomijając drobne życiowe zabiegania
– BEZCELOWO?

Czy aby tak należy podchodzić do życia, które tutaj, w ciele,
na Ziemi, wiedziemy?

Mi się wydaje, że tak teoretyczne (w swoich poglądach, odczuciach)
jak praktycznie prowadzenie życia bezcelowego nie jest ani mądre
ani godne, ani nawet (sic!) popłatne. Jest tutaj, na marginesie cały
problem SENSU
, rozczarowań, doświadczeń, temat depresji,
temat NIHILIZMU
wreszcie.
O wszystkich tych, tak ważnych w naszym życiu, że czasem je najsilniej definiujących (lub..negujących) sprawach, napiszę. Napiszę już wkrótce!

Ja, piszący to, nie chcę Wam nic dawać zupełnie gotowego.
Bo w tej materii, do której zmierzam: tak nie można. Tak się nie uda.
Kto nam narzuca sztywne cele – czy aby jest przyjacielem
naszej Wolnej Woli? Czy aby jest tą Stroną, która Nam życzy dobrze?
Warto przemyśleć..

Najlepsze bowiem Opowieści są niedokończone.

A porzekadło mówi: Gute Lesser macht Ein Buch besser
(najmocniej przepraszam za nieznajomość jęz. niemieckiego
i możliwe usterki) tj. Dobry Czytelnik czyni samą książkę lepszą.

Nawiasem kwadratowym mówiąc, popełniłem kiedyś bardzo
dziwny Podręcznik, któremu patronowała m.in. powyższa sentencja.

 

okładka rys. Dariusz Rygiel na podst. projektu MD


Tutaj można go za darmo pobrać – PDF, ponad 130 stron 
]
Ostrzegam jednak z góry – książeczka to niebezpieczna!

**

Z celami, czy wszystkim innym, przez jakichś innych nam
wyznaczonymi, narzuconymi, czy nawet tylko podsuniętymi
czy doradzonymi – nie wiedze się zbyt dobrze. Bo i słusznie
– dlaczego przekonywać nas miałby i prawdziwe motywować cel,
który nie od nas samych – w całym tego słowa znaczeniu – pochodzi?

Najlepiej, by każdy sam dla siebie – coś – do budowania własnym życiem
i staraniami – odnalazł zupełnie samodzielnie.

Bo, powtórzę, za sobą sprzed kilku dni, tak mi się to podoba : ) :

Dobrze byłoby zasygnalizować Cel,
 tak by Inni mogli się (..) zorientować co do niego. Co do CELU.
 No i co do mnie.
 A na końcu, finalnie, tak byłoby najlepiej i to byłoby
 jak najbardziej Celowe: by się Inni mogli zorientować też co do Siebie,
 co do swoich Celów. Celów swoich Wnętrz. Celów ich prawdziwych „Ja”.

 

Każdy bowiem jest różny!
Każdy ma do rozmnożenia talenty! – choć nie każdy ma je
w tej samej walucie i tak samo łatwo wymienialne.
Każdy jednak może je zamienić, zmienić a może nawet Transmutować
w Wartości. Najlepiej te nieprzemijające.

Nad wymienialnością tej naszej przyrodzonej waluty czasem
trzeba się napracować! Ale ile później satysfakcji..
Z zakopania zaś daru niewiele pożytku..

niestety autor obrazka nie ustalony ale skojarzenie oczywiste jak mniemam

Oczywiście, jest najważniejsza praktycznie i prakseologicznie
kwestia celów szczegółowych, drobniejszych, cząstkowych,
instrumentalnych, celów poszczególnych etapów..KONKRETÓW.

I o konkretach, będzie! Trochę konkretów, kilka zaledwie..
już i tak umieściłem, na jednak będącej jeszcze w powijakach
stronie, do której przykleiłem tego bloga (http://cassiopaea.pl).
Choć zgodzę się, że są to konkrety..trochę poowijane..

Pisać będę przez najbliższe dwa – trzy odcinki, wspierając się Borysem Murawiewem, bo z nim mi, przynajmniej teraz, przynajmniej w pewnym zakresie, przynajmniej na pewnym etapie
– po drodze.
A sprawa jest bardziej ogólna – sprawa jest pewnej wspólnej,
nam ludziom, NATURY; może więc i Wam będzie po drodze,
przynajmniej
– na jakiś czas, przynajmniej w pewnym zakresie, przynajmniej:
by zacząć – lub wyjść z zastoju – lub: przerwać dryfowanie,
lub: nabrać wiatr w żagle. A na końcowej przystani,
ale może i – częściowo
– i na przesiadkowych – co nas może czekać..
A gdyby tak: RADOŚĆ NIE DO OPISANIA ? 

Będę tłumaczył część wstępu do II Tomu „Gnosis” Murawiewa, swobodnie, parafrazując, gdzieniegdzie dopowiem swój komentarz. Przepraszam,
za to, że tłumaczenie będzie wielce niedoskonałe i kulejące.

Dlaczego z Tomu II (z dopiskiem: Mesoteric)? – ano,
bo mi tu akurat pasuje ..

Ale słowo dodatkowego wyjaśnienia:

Według Tradycji, ze względu na wiedzę i czyn, 
ze względu na znajomość teorii i praktykę, 
ludzie dzielą się na Krąg Zewnętrzny i Krąg Wewnętrzny. 

Krąg Wewnętrzny zaś składa się z 3 kręgów, 
każdy od siebie węższy. 

Zewnętrzny krąg wewnętrzny nazywa się czasem Egzoterycznym.

Wszyscy, którzy do niego przynależą, bardzo wiele już osiągnęli, 
w perspektywie ogólnospołecznej to prawdziwa elita. 

Ludzie nim połączeni posiadają Wspólne Rozumienie.

Pośredni krąg nazywa się czasem mezoterycznym. 

Ludzie, którzy do niego należą, nie tylko posiadają wspólne
 rozumienie ale i takoż praktykują. 

Gdy ci z kręgu egzoterycznego KONTEMPLUJĄ, 
mezoterycy raczej KALKULUJĄ.

Krąg centralny nazywa się czasem Ezoterycznym.

Nieliczni w tym środkowym kręgu posiadają Wspólne Rozumienie, 
Praktykę oraz dodatkowo ich działania są zawsze doskonałe
 i zawsze konieczne. Ich praktyka jest dokładnym odbiciem 
Teorii, przedsięwzięcia zawsze niezbędne. Ich serce jest sercem dziecka.

Ich umysł, umysłem mędrca. Czyny ich są święte.

 

To, co wyżej, zanotowałem dla gości mojego profilu FB 20 sierpnia tego roku.

A to, co niżej

(true, true, without doubt..)

napisał Ark, 31 lat temu:

Marsylia, () 1986



Jestem transformatorem i konwerterem
energii. To jest esencja mojego istnienia.
To jedyny możliwy cel. Mogę wybrać, czy
służyć temu celowi, czy nie. Mogę być tylko
transformatorem. (..)

Albo, mogę służyć jako kanał. To wybór
pomiędzy samowolą a dyscypliną. Co robi
"Ja" to samowola. Co działa poprzez "Ja"
nią nie jest. Powiniem pozwolić, by
Działało poprze mnie. Trzeba wyeliminować
samowolę. Ale, na Boga, nie samokontrolę!

Tak więc chcę wyeliminować samowolę, usunąć
autoidentyfikację. TO bardzo ważne.
Chcę (jednak) wglądu i samoobserwacji.
Chcę zaplanować każdą godzinę.

Chcę pozbyć się garbu, przestać być
wielbłądem.
Chcę słuchać. Chcę wewnętrznie rozważać.

(..)

Świat jest marnością. Marnością, która
przeminie. Niebo przeminie, Ziemia
przeminie, drzewa przeminą, ludzie
przeminą. Ludzkie aspiracje przeminą. Nauka
i wiedza przeminie. Wszystko co mnie spaja,
przeminie.

Cel - na tym poziomie - nie istnieje.

Wyznaczać cel na tym poziomie to
okłamywanie samego siebie.

Humanizm, prawda, wiedza - to puste słowa.
Słowa otoczone przez cierpienie, które jest
bez znaczenia. Kiedy mówię, że "chę pomóc
ludzkości" - to puste słowa.Kiedy mówię
"wiedza", "nauka", "prawda", "poznanie" -
to słowa fantomy.

Jestem transformatorem energii i potrzebuję
służyć jako taki. To jest to, co mogę.

Gdzie jest wyjście?

Nic nie pozostanie z tego, co robię.

Równie dobrze mógłbym nie istnieć.

Myśleć, że jestem inny, że jestem
wyjątkowy? Że dokonam rzeczy, których nikt
nie dokonał - ale mi się uda, gdyż mam
szczęście? Boże, to możliwe, żeby wierzyć w
tę iluzję!(..)

Jeden cel wydaje się osiągalny. Gdy koniec
będzie blisko, cierpienie będzie tak
wielkie, że odejdę z ulgą (..)

Gdzie jest wyjście? Jakiemu celowi służą
ludzie? To jest eksperyment!

To, co bierze początek we mnie się nie
liczy. Jedyne, co mogę zrobić, to pozwolić czemuś
potężniejszemu mówić przeze mnie. Czemuś
mądrzejszemu mówić do mnie i mówić przeze
mnie. Działać przeze mnie.

Jestem łupiną, maszyną. Jestem możliwością
dla czegoś większego do bycia we mnie i
działania przeze mnie. Jestem miejscem,
które czeka by zostało wypełnione.

Jestem powozem bez woźnicy i bez pana.

Tak, jest mózg, są członki ciała, są
zmysły. Ale jestem tylko powozem, bez
powożącego i bez pana. Osobą z pretensjami
by posiadać jakieś prawa. Która odgrywa
role, czasami woźnicy, czasami pana - która
mówi ciągla "Ja". Lecz jestem tylko
powozem, który jedzie do nikąd i skazany
jest rozkraczyć się w jakimś rowie.

Moje aspiracje, moje ambicje, moje chęci -
to wszystko należy do pustego powozu i
konia, pozostawionego bez kontroli.
Wszystko, co robię, nic nie znaczy.
Wszystko co robię jest "osobiste". Wszystko
co z niej pochodzi to balast. To wielbłądzi
garb.

Jak przejść przez ucho igielne z tym
garbem? Trzeba odłożyć na bok tę osobę.
Aspiracje i fanaberie - to nie ja.

Błogosławieni, którzy są potulni.

Potrzebuję potulności. Wyeliminowania
rzeczy zbędnych. I świadomości, że każda
chwila jest odgałęzieniem Wszechświata.

(..)
tłumaczenie moje - MD

Ha!
Właśnie zorientowałem się, że biorąc pod uwagę to, co chciałem przedstawić,
ten wpis robi się za długi. A z czym jak czym ale Uwagą Potencjalnego Drogiego Czytelnika – igrać nie należy!

Dlatego, – o tym, o czym miało być: już w następnym Odcinku, za kilka dni..

Mam nadzieję, że tą woltą więcej rozbudziłem zaciekawienia niż irytacji.

Że tą Voltą stworzyłem – może nawet – jakieś Napięcie!

 

Tymczasem - do Następnego Wpisu..a ja
zbieram się do napisania zaległego maila
 do Mojej Drogiej Czytelniczki, H.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gnosis

Miałem „blok”.
Nie wiedziałem ostatnio o czym napisać.
Nie, nie – że na siłę. Aż za dużo prosi się o czas i miejsce.
Ale trzeba ustalać priorytety i kolejność..oraz dobrać
najlepszą, najprostszą i najczytelniejszą, służącą CELOWI formę.
Chciałem użyć, tak szczęśliwie przecież znaleziony w stole,
pamiętnik.
(link)

Ale w tym pamiętniku – przynajmniej na pierwszych 20 stronach
– tylko o pracy, pracy, pracy, wysiłku. Jak lepiej się poświęcić pracy,
jak lepiej swe leniwe czy rozbiegane ego samoograniczyć.
Zwieść się nie dać – ino: tylko tyrać!
Pomyślałem – jejku, jak to atrakcyjniej przedstawić?

Ale dziś wpadłem na inny pomysł.
I Bogu dzięki..bo pomysł ten,
przybliża nas do Celu.
Bo, to, że ja, to wiem, jaki mam cel, to jedno.
I też wcale nie proste:
bo dojść do tego prawdziwego Celu
(które ma moje prawdziwe JA,
a nie setki iluzorycznych tyranów)
też nie było sprawą łatwą
i oczywistą. Zajęło lat prawie 40..

Niemniej – wydaje mi się, że go znam.

Ale po co ja piszę ten blog?;
blog przyklejony do strony Cassiopaea.pl.

Tak, to jest w pewnym sensie blog wewnętrzy.
Ale cel ma jak najbardziej zewnętrzny –
Ktoś na Zewnątrz mnie być może coś co napiszę przeczyta.
Ten Ktoś to Czytelnik. Czytelnik, któremu, chyba, jestem
winien pewne wyjaśnienia, przynajmniej zanim zacznę
zachęcać go do poświęcenia Siebie i do..tyrania 🙂
W istocie te Zewnątrz, najlepiej gdyby opadło, gdyby treść,
a forma ma temu tylko służyć, jak najlepiej trafiła do Wnętrza.
Tego kogoś, kto jest na Zewnątrz.
Zatem jest to, w pewnym sensie, transmisja,
z Wnętrza do Wnętrz – Innych.

No więc właśnie!
Dobrze byłoby jednak, trochę wyraźniej, zasygnalizować Cel,
tak by Inni mogli się, co do tej pory, zdałem sobie sprawę,
mogło nie być wcale jasne, zorientować co do niego. Co do CELU.
No i co do mnie.
A na końcu, finalnie, tak byłoby najlepiej i to byłoby
jak najbardziej Celowe: by się Inni mogli zorientować też co do Siebie,
co do swoich Celów. Celów swoich Wnętrz. Celów ich prawdziwych „Ja”,
nie tych iluzorycznych, leniwych, przewrotnych małych tyranów
(petty tyrants).

Wydaje mi się zatem, że nie bez kozery byłoby tutaj sięgnięcie do
całości już skończonej (bo Ja, to proszę Sz. Państwa, mam robotę..
dopiero.. rozgrzebaną..:-); przez kogoś w miarę Wartego Zaufania,
całości, która dorobiła się opinii rzetelnej, pomocnej, Prawdziwej.
Co nie bez znaczenia: wyrażonej prosto i klarownie. I co najważniejsze:
w zasadzie ogniskującej się wokół tego samego, z Natury, Celu, co mój.

Poświęcę temu, tak to ważne, kilka wpisów.
Dlatego w następnym wpisie, za kilka dni, przetłumaczę dla Was, a właściwie strawestuję wstęp do II Tomu Gnosis, autorstwa Borysa Murawiewa.

Książka ta ma w podtytule:
„Studia i komentarze na temat Ezoterycznej Tradycji
Wschodniej Ortodoksji”.

W tym miejscu chciałbym jednak, śladem Autora, Borysa,
wyjaśnić pewną sprawę.

Pojawiło się tutaj dźwięczne słówko EZO..

Dużo tego, i w Dawnych Wiekach, i Obecnie – już nawet nie wiem,
czy teraz nie więcej (o wiele: za dużo) tego EZO w okół nas.
Po części kwestia to niewinnych zabaw, ale po części, o wiele groźniejszej sprawy: Fałszywych Proroków. O nich napiszę także, następnym razem.

Lecz teraz małe wyjaśnienie od Borysa i ode mnie:
Ezoteryka to po prostu Nauka Wewnętrzna.

Zdaje sobie sprawę, jak wiele tutaj niejasności, nieporozumień i fałszów.
Dlatego nawet nie zamierzam się w nie wdawać i z takowymi dyskutować. Podaję zaś, klarownie, to, w czym chcę zgodzić się z Borysem Murawiewem..

Już Duns Szkot Eriugena zauważył, że mamy tutaj do czynienia z pewnym przekłamaniem lingwistycznym, zrodzonym poprzez określone tłumaczenie greckiego słowa. To przekłamanie sprawiło, że to, co lepiej jest rozumieć, jako „wewnętrzne” zostało obarczone znaczeniem „sekretny”, „ukryte” – czy tym podobnym.

Constantine Cavarnos, współcześnie, pisze:

Pierwszy rodzaj filozofii, filozofia Zewnętrzna, wyrosła ze starożytnej filozofii (nauki) greckiej oraz wczesnych wieków chrześcijańskich. Drugi rodzaj filozofii, „wewnętrzna” – jest identyczna z religią. Ten termin jest używany by oznaczyć nauczenia ortodoksji chrześcijańskiej w ich całości; pewne praktyki wewnętrzne, szczególnie wewnętrzna uwaga (gorliwość, wiara) i Pokój Ducha oraz życie klasztorne.

Widzimy tutaj, że mamy dość ścisłe odniesienia chrześcijańskie.
Nie jest jednak moją intencją akcentowanie tutaj tego elementu „przynależnościowego” – piszę się tutaj raczej o pochodzeniu czy
też „ścieżce konserwacji” danej nauki czy praktyki.

Chodzi mniej więcej o to, że religie Wschodu posiadają obecnie,
i od dawna, w pełni akceptowalny i praktykowany segment
(nauk i praktyk), które koncentrują się na rozwoju wewnętrznym
człowieka – choćby praktyki Zen czy też Joga.
W przypadku chrześcijaństwa, czy też ogólniej: świata Zachodu sprawa jest
o wiele bardziej skomplikowana. Lecz o takiej właśnie wiedzy wewnętrznej,
z natury powiązanej i bliskiej Zachodowi (przez to dla człowieka Zachodu,
o określonej mentalności i zasobach doświadczeń kulturowych), tutaj mowa.
To, że jest ona łączona ze chrześcijaństwem, podkreślam, że teraz wypowiadam się ŚCIŚLE JAKO Marat Dakunin, pozostawiając na chwilę Borysa, jest wynikiem zaszłości historycznych i cywilizacyjnych: nie da się ukryć, że światopogląd
i struktury chrześcijańskie współtworzyły filozofię i cały świat Zachodu
w stopniu przemożnym, trudno chyba by wskazać tradycję
o większej tutaj sile oddziaływania.

Niemniej jednak, chciałbym (Marat Dakunin) podkreślić, że:

  • choć w pismach chrześcijańskich (przede wszystkim Ewangeliach) wiele jest prawd, które mogą zostać z najwyższym pożytkiem spożytkowane na rzecz Prawdziwej Wiedzy Wewnętrznej i rozwoju człowieka, to jednak są to pisma
    i przekazy w ogromnej mierze zepsute, skorumpowane i wykrzywione, już
    przy ich powstawaniu ale i później;
  • – w jeszcze większej mierze wykrzywia Prawdę i Przekaz oraz to, czym były
    w przeszłości, ale i czym są teraz, struktury – mniej lub bardziej instytucjonalne – kościołów i innych organizacji, które uznają się za chrześcijańskie. Dokonywane w ramach tych organizacji interpretacje i przekazy interesują nas tylko o tyle, o ile mogą być zgodne z Prawdą Odwieczną;
  • – po trzecie wreszcie, co zabawne, choć naprawdę bardzo Smutne,
    religie, w tym, bez żadnego wyjątku, chrześcijaństwo, tak jak jest najczęściej
    praktykowane i wiedza poprzez nie NAJCZĘŚCIEJ szerzona –
    w istocie odwodzą nas od
    Prawdziwej Duchowości niźli do niej zbliżają!
    Temat to rzeka, poza tym – rzeka to pełna potworów i przyczyn
    do kłótni a nawet – jak wiadomo – wojen i tortur, więc z rzeki tej
    wylewam tutaj jedynie tę skromną łzę Prawdy. Tak, jak ją widzę.

Dlatego, co podkreślam, choć można mówić o tzw.
Ezoterycznym chrześcijaństwie (takiego pojęcie używało się w kręgach
nauki G. I. Gurdżijewa), to nie jest moim zamiarem identyfikowanie tego,
o czym piszę, co i jak interpretuję itp. jako „chrześcijańskie”.
Dlaczego takie zastrzeżenie uważam za konieczne i co jeszcze
się z tym wiąże stanowi bardzo złożony i bogaty objętościowo temat;
będę do niego nawiązywał tam, gdzie kontekst będzie tego wymagał,
w przyszłości.

Poprzez lata ta „ezoteryka” uformowała Tradycję, sztukę i dyscyplinę wiedzy, która mogła istnieć (i jak najbardziej istniała) także przed czasami Chrystusa,
ale która obecnie została asymilowana do „wewnętrznego znaczenia chrześcijaństwa”.

Ta Tradycja, która w Starożytności była tylko ujawniana w misteriach
(i tutaj, rzeczywiście, wymagano oraz ślubowano tajemnicę) została przekazana
z Egiptu (ważne też jednak, który Egipt ma się na myśli – zaznaczam tutaj, Marat Dakunin. A kwestię tę rozwinę nie tak szybko..) przez Mojżesza do Judaizmu oraz do Grecji przez Orfeusza i Pitagorasa.

mal. F. von Stuck

 

We wszystkich czasach, niemniej obecnie jest to wręcz chorobliwe,
ludzie starali się interpretować „Wiedzę Wewnętrzną” w kategoriach swych zewnętrznych doświadczeń.
Ale wiedza i sztuka (także w rozumieniu: praktyki, umiejętności)
jest W ZNACZENIU, NIE W SŁOWACH, i wiele pada ofiarą takich poczynań, często spowodowanych złą wiarą, lecz jeszcze częściej dobrą, lecz nazbyt prędkim sercem i nienawykłym do trudu i poświęcenia staraniom. W wyniku dążeń ludzi złej woli oraz dobrej woli, lecz wadliwych (najczęściej winne tu było duchowe, ale i czysto fizyczne: lenistwo) narosła, jakby w krzywym lustrze, zbieranina „EZOTERYZMÓW” o zupełnie opatrznie pojętym znaczeniu, praktykach oraz wadliwie eksplikowanej wiedzy.

John Tauler powiedział o tych, którzy słuchali kazań jego mistrza, którym był Meister Eckhart:

„Mówił z punktu widzenia wieczności, a oni słuchali go z punktu widzenia doczesności”.

Tak więc, wiedza ezoteryczna jest ze swej natury bardzo narażona na zepsucie,
a zepsuta, umiera (umiera w niej Prawda). Ponieważ jednak Czas jest rychły (podkreślenie moje: MD) musi być odnowiona i przeformułowana.
W międzyczasie ZNACZENIE jest utrzymywane przy życiu w społecznościach
lub szkołach (mając na myśli te Prawdziwe, nader rzadkich – podkreślenie moje – MD), które symbolizuje nazwa „arka”, jako, że jedną z nich była starożytna arka Noego.

Wymownym znakiem zepsucia przekazywanej Wewnętrznej Wiedzy
jest właśnie fakt, że zaczęła ona być rozumiana jako sekretna, tajna.
Zatem zaczęto sobie wyobrażać grupę uprzywilejowanych, jakąś elitę, która zazdrośnie strzeże tajemnic i dopuszcza do nich tylko wybranych
(i to wybranych, na podstawie, dość niesprawiedliwych, ogólnie rzecz biorąc, kryteriów. Za kryteria sprawiedliwe można uznać w zasadzie tylko: skalę czyjegoś poświęcenia WŁAŚCIWIE ROZUMIANEJ sprawie (wewnętrzny ogień) oraz nakład uczciwej pracy, wysiłków, trudu danej osoby, stosownie do jej uzdolnień (a więc dla każdego różny!).

Nierozumiany, pomijany albo zapominany jest PSYCHOLOGICZNY
aspekt Wiedzy Wewnętrznej, oraz fakt, że mówi ona o świecie poprzez
WNĘTRZE CZŁOWIEKA – podług reguły, że droga do Boga wiedzie
przez Nas Samych, szukać należy w swoim Wnętrzu.

To, że ISTOTA tej wiedzy i praktyki jest nierozumiana przyczynia się
właśnie do postrzegania jej jako SEKRETNEJ.
Drugim, w praktyce najczęstszym, powodem, jest nasze lenistwo,
ponieważ, jeśli coś, dla zrozumienia czy też opanowania,
wymaga od nas olbrzymiej ilości trudu oraz wysiłku NOWEGO spojrzenia na rzeczy, ale przede wszystkim NA SIEBIE SAMEGO, w nowy sposób,
co bardzo istotne – niedopuszczający żadnego SAMOOKŁAMANIA
to, nie przyznając się przed samym sobą, co ważniejsze nawet,
albo przed innymi do tego, że brak nam zdolności lub wytrwałości,
nazywamy coś, czego z tych powodów nie praktykujemy i nie opanujemy, zastrzeżonym (sekretnym, tajnym itd.) w jakiś specjalny,
niesprawiedliwy wobec nas, sposób.
A tak nie jest.

Mało tego: nic bardziej mylnego.
To właśnie Wiedza Wewnętrza, Ezoteryka – właściwie rozumiana,
jest OTWARTA DLA KAŻDEGO, kto uczciwie, dążeniem serca, rozumu
i nagięciem ciała, chce poznać Prawdę o sobie.
To właśnie tutaj nie ma miejsca na wszelkie
„zdobycie czegoś mniejszym kosztem”, ułatwiania sobie pracy,
mniej lub bardziej subtelne oszustwa mające zaoszczędzić trudu i wyrzeczeń.
Te wszystkie NIEUCZCIWE TRANSAKCJE, podejmowane by zdobyć coś wartościowego, są typowe dla ZEWNĘTRZNEGO ŚWIATA,
dla naszego codziennego doświadczenia w „normalnym” życiu:
widać je tam wszędzie – w handlu, polityce, mediach, a także, i może nawet przede wszystkim, tam są bowiem najbardziej groźne duchowo –
w praktykowanych religiach. W tym, jak obiektywnie to wygląda..

W wiedzy i praktyce Wewnętrznej nie ma miejsca na NIEUCZCIWOŚĆ.
Twoja nagroda, będzie dokładnie odpowiadać zapłacie, na którą się zdobyłeś.
Jeśli kupiłeś coś tanio, tanią rzecz, WARTOŚĆ, kupiłeś.
Jeśli zapłaciłeś całym życiem i oddaniem całym sercem –
kupiłeś rzecz NAPRAWDĘ wartościową.
Albowiem, także w przypadku Wiedzy i Praktyki Wewnętrznej, można osiągać „nieczyste”, wadliwe rezultaty. Lecz są one doczesne, i co za tym idzie, nietrwałe.
Czyste starania owocują czystymi osiągnięciami, a te są nieprzemijające.

Gnoza zaś jest WIEDZĄ i SZTUKĄ,
która na powrót łączy człowieka z Bogiem.

A dzieje się to poprzez zwrócenie się poszukiwań człowieka
do swego własnego wnętrza, poprzez WIEDZĘ WEWNĘTRZNĄ
bowiem osiąga się Gnozę.