Co nas łączy? (w Wigilię i nie tylko..)

W następnym odcinku, czyli niniejszym, obiecałem zacząć przybliżać rzeczy, które jak sądzę, wzbudziły już pewną ciekawość, korzystając z,
jak zapowiedziałem, Tomu II Gnosis, Borysa Murawiewa.

Byłaby to oczywiście moja parafraza z pewnym moim komentarzem.
W zasadzie bowiem trzymam się swojego zwyczaju z dawnych jeszcze lat,
tj. raczej trawestowania niż cytowania i raczej twórczego używana zapożyczeń albo odnawiania ich znaczeń. Ale staram się też ucinać to, co kiedyś czyniło to,
co piszę trudno strawnym, pewien matematyk powiedziałby: może
i nietrywialnym ale i „nietrawialnym”.. – pełno tam było niepotrzebnych wtrąceń, dygresji, odwołań, owszem, sugerujących błyskotliwość czy erudycję autora, ale czy aby to akurat jest tutaj, dla Czytelnika, ale i dla autora, właśnie najważniejsze, a nawet ważne? Zestarzałem się, pod tym względem, pozytywnie i doszedłem do wniosku, że w hierarchi ważności, treści, formy i pożyteczności te składniki, które wcześniej u mnie wypychały się do przodu słusznie należy ukrócić..inne natomiast, choćby – pewną dygresyjność, zostawić, ujmując ją jednak w zdroworozsądkowe ramy, by tak piętrowości dygresji np. i inne
„przeszkadzajki” nie przesłaniały i nie kryły zbytnio tego co Najważniejsze.

Przez chwilę nawet myślałem, że w tym odcinku napiszę więcej o tym, jak się powinno pisać (dlatego tez, że u Znajomego, przeczytałem niedawno na ten temat i część mogłem mocno odnieść do własnej praktyki..)  i dlaczego ja piszę, tak jak piszę, ale zostawiam to jednak na kiedy indziej, a dziś napiszę szerzej
jednak tylko O TYM CO ŁĄCZY – dlatego, że to, co łączy kojarzy mi się Świętami, a mamy dzisiaj przecież nie co innego, jak Wigilię, czyli dzień poprzedzający
Dni Świąteczne, pewnych tradycyjnych, obchodzonych już wiele wieków Świąt.

 

Czas to świąteczny, czas symboliczny, czas zatem łączenia.

Pisałem kiedyś tak oto:

Posługujemy się różnego rodzaju symbolami. Przypomnijmy, że symbol - łączy (czasem - na Krakowskim Przedmieściu), gr. σύμβολον - sýmbolon to rozłamany na pół podczas zawierania umowy przedmiot z gliny, kości, drewna lub metalu, mógł to być piersień. Połówki stanowiły znak rozpoznawczy dla dwóch osób, które łączyła jakaś więź – przyjaźń, pokrewieństwo, interesy, obowiązki, uczucia. Czasownik συμβάλλω symbállo oznaczał "zbieram" lub "składam, łączę". Odwrotnie niejako - etymologia "diabła". Diabolos pochodzi od greckiego dia-ballein – dzielić, rozdzielać. Dopowiedzieć można: nie widzieć związku, nie szukać wspólnoty, redukować, abstrahować

Dzielić, rozkładać. Podział, rozkład.

Ponieważ w każdym wpisie warto, by pojawiło się coś czysto plastycznego,
dla oka, pokaże pewien „rozkład symbolu” (nawiasem mówiąc: poprzez rozkład
czy też rzut figur można próbować wyobrazić sobie wyższe wymiary – przykłady
takie łatwo odnaleźć choćby przeszukując materiały edukacyjne na YouTubie itp.)

A tutaj nawet krótki materiał wideo (wycinek z mojego filmu sprzed 10 lat,
z 2007 roku), gdzie też Symbol podlega rozkładowi – czy też raczej: jest rozkładany.

 

To czas magiczny, czasem – i przez to łączenie ludzi, choć czasem,
bardziej by się chciało, by tak było, niż tak jest w rzeczywistości, tej przytłaczającej..- czas magnetyczny.

Ponieważ też zaszły u mnie pewne wydarzenia, które spowodowały, że dobrze, mieć świadomość, że ma się też przyjaciół, i można liczyć też na wsparcie,
choćby i milczące, choćby kogoś, kto nawet z daleka, nawet bez słów, ale samym
faktem swych Odwiedzin, przyjścia na Wigilię w Gości czyni gospodarzowi Radość.

Dlatego dziś tekst zakończę dłuższym tłumaczeniem (parafrazą), choć z Borysa Murawiewa, i z zapowiadanego Gnosis – ale nie z  wstępu do Tomu II (Mezoterycznego) ale z pewnego rozdziału w Tomie I (Egzoterycznym) dotyczącego centrum magnetycznego i jak to działa, a co ja – w największym skrócie nazwałbym:

- dlaczego pewni ludzie się, czasem, niby przypadkiem poznają, niby przypadkiem na siebie trafiają, choćby to miał być tylko kontakt pośredni, tylko kontakt przez monolog (ale tutaj np., u mnie w istocie, od początku kryje się dialog – a dlaczego i jak będę pracował nad tym by tu uwypuklić – i to się odkryje niebawem..) – choćby to było tylko – właśnie – przypadkiem wejście na czyjegoś bloga, prowadzonego stosunkowo od niedawna, odwiedzenie go później więcej niż raz, przeczytanie notki,
będąc zaintrygowani tytułem, albo tylko dołączoną grafiką czy fotografią, albo tylko brzmieniem pewnych słów czy imienia autora.

A temat to także:

  1. Ciekawy – teoretycznie;
  2. Ciekawy – praktycznie. I co ważniejsze – sprawdzony praktycznie.
    Bo sam mogłem – ante factum – przed tym gdy już „przypadkiem”
    zapoznałem się z wiedzą na ten temat – prześledzić swoje życie, doświadczenia, kontakty, gdzie zaglądałem i co czytałem, przez ostatnie, nawet 10 – 15 lat
    i wyszło mi..że gdzieś ten magnes, szczególnie w pewnych przypadkach może
    i nawet jakiś szczególnie silny, i synchroniczny w tematach i wzajemnie poruszanych sprawach – synchroniczny treściowo, czasowo, życiowo i duchowo może także – elektromagnes nakierował mnie na stronę, która pomogła mi w zasadzie realizować teraz cel, który realizuję. A w zasadzie realizować
    siebie – po prostu: inaczej – i zupełnie dosłownie mówiąc: wieść
    szczęśliwe, celowe, życie z niepłonną nadzieją uwieńczenia go Radosnym Zwycięstwem.

Ale przejdźmy do opisu, o co chodzi z tym całym magnetycznym przyciąganiem i „przypadkowym” wpadaniem na siebie, poznawaniem się ludzi – choćby to było – jak piszę – tylko odwiedzenie czyjegoś bloga – choćbyś to czytał Ty – tak mi Drogi – Czytelniku, który właśnie przyszedłeś tutaj – do mnie, po raz pierwszy – jako Gość i spodziewasz się słusznie gościnności. Zatem nie każę Ci już czekać.

Jednak zanim przejdę bezpośrednio do tłumaczenia (czy też
mojej parafrazy zamierzonego fragmentu z rozdziału VI Tomu I
Gnosis B. Murawiewa), a pojawią się w nim pewne terminy i pojęcia,
takie jak np. „wpływy A” i „wpływy B” oraz „centrum ezoteryczne”,
to jeszcze kilka zdań ode mnie, w których staram się naświetlić te kwestie odpowiednio klarownie i intuicyjnie trafnie, by dodatkowy komentarz na ten temat niżej nie był potrzebny, a także by pojęcia o zadawnionym niewłaściwym rozumieniu, jak choćby to „ezoteryczne” – o czym wspominałem w poprzednich wpisach na blogu, co można łatwo odnaleźć, były rozumiane poprawnie i takoż – prosto.

Pamiętamy, jak we wcześniejszych wpisach (Gnosis i Cele w ciele (Gnosis II) definiowałem to całe „ezoteryzmy” – jako wiedza (i sztuka, praktyka) „wewnętrzna” –  jest to coś, co powinno zainteresować osoby, które chcą poznać lepiej swoje „ja”, prawdziwy cel swojego prawdziwego ja, chcą się dowiedzieć,
że pewne cechy i właściwości ludzie mają tylko potenjalnie i aby je rozwinąć,
a dowiedziawszy się o tym, chcą poczynić w tym kierunku starania.
Pomocna w tym oczywiście może być wiedza na ten temat, lecz praktyka,
która często wiedze, i tym lepiej, wyprzedza, jest niezastąpiona.
Wiedza natomiast ma za zadanie praktykę wspierać, pokazywać sprawdzone już rozwiązania trudniejszych problemów, uchronić przed znanymi błędami. Oczywiście z takiej wiedzy często dopiero praktyka – sparzenie się osobisteuczy korzystać – i nie inaczej było w przypadku piszącego te słowa..
Ale w ogóle warto wiedzieć i to, że wszelka wiedza po to jest by
się końcu zamieniła..w Dobro.

Jak już we wczesniejszych wpisach wspomniałem, niektórzy ludzie chcą
dojść do czegoś wyższego w sobie, a droga do tego czegoś wyższego,
droga – nawet do Boga – zaczyna się we wnętrzu każdego z nas.
Zaczyna się w naszym sercu, i celowo wspominam o nim na pierwszym miejscu, ale i w naszym umyśle, a także naszych, czysto fizycznych, nakładach sił i trudów. W pracy, która chcemy włożyć w to, by stać się tym, czym mamy możliwość się stać. Pamiętając, że to tylko możliwość, a wola, czy ją wykorzystać
i determinacja w tym kierunku – spoczywa na nas, na nas każdym z osobna. Ale – i po to przecież ten „magnetyczny” wpis, gdy na danym stopniu, przy kolejnym kroku, coś grozi, robi się ciężej, brakuje sił, czy zrywa się przeciwny nam wiatr ,atakuje w oczy, przydają się przyjaciele. A takich, choćby tych cichych, nieznanych, możemy na tej drodze, spotkać.

Bowiem, jak słusznie jest napisane w Dezyderacie:

Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa.
Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

 

Co do zaś wspomnianych – wpływów – o których będzie niżej i którym
przypisuje się – skrótowo, litery – „A” i „B”. 
Żyjemy w świecie, w związku z Innymi, w związku z naszymi rozlicznymi
rolami społecznymi, wcześniej – dziecka, członka rodziny, ucznia, później –
w kontaktach zawodowych, naszej pozycji w pracy, poza pracą –
kontaktach międzyludzkich, w sprawach publicznych, kulturalnych, politycznych, handlowych. Zauważamy, że obecne a nawet dominujące
są pewne schematy, pewne zachowania, pewnie określone „maski” czy
„gry” w które grają ludzie. Jest to np. rozdźwięk między tym co się myśli
a co mówi, jest tak przy transakcjach, gdzie często przede wszystkim liczy
się zysk, i to by „nie złamać prawa”, ale coś takiego, jak branie pod uwagę
także korzyści drugiej strony zdarza się znacznie rzadziej, w państwach rządzi
co prawda prawo, ale prawo to jest równe dla jednych, równiejsze zaś dla innych, uprzywilejowanych.

Wszyscy poddani jesteśmy tego rodzaju wpływom i od nich nie uciekniemy,
we współczesnym świecie to niemożliwie. Co prawda właśnie dlatego, kiedyś,
ci ludzie, którzy chcieli poznawać swoje wnętrze i rozwijać ducha,
udawali się w ostępy, stawali pustelnikami, czy tez wstępowali do wspólnot, które żyją wg pewnych ścisłych reguł, w tym w odosobnieniu, pewnym oddaleniu od tych wszystkich wpływów Świata Codziennego
i Normalnego życia.
Ale zadaniem na teraz, szczególnie w tej epoce i sytuacji która nastała, jest właśnie pozostanie w świecie, a wybudowanie sobie swojej pustelni czasem jedynie w sobie (o tym także pisze, w odpowiednim ustępie, autor Gnosis).

Jednak, choć widzimy, że Inni ludzie, bardziej lub mniej łatwo, ale poddają się tym wpływom świata, które dostrzegamy, jako dominujące, w tym nawet nasi bliscy, członkowie rodziny, koledzy czy przyjaciele, to bywa tak, że my mamy
z tym jakiś problem, nie potrafimy w pewnym sensie pod tym względem „zmądrzeć” i dalej np. w pewnych sytuacjach, wbrew obserwacji i wbrew interesowi, co by się nam bardziej, społecznie, nie tylko materialnie, opłacało, trudno nam się całkowicie poddać wpływom i schematom Świata; jednak, w roli zawodowej, często mówimy coś zupełnie szczerze, coś prywatnego, bo coś nam mówi, że nie powinniśmy tego pomijajać, nie nakładamy pewnej maski, albo nie potrafimy kogoś oszukać, oczywiście nie mówiąc tutaj o łamaniu prawa,
ale po prostu ewidentnie skorzystać na czyjejś niewiedzy, sprzedając mu rzecz tanią, znacznie drożej, czy nic nie wartą, tanio, ale zawsze. To tylko drobne, śmieszne wręcz przykłady.

Dlaczego coś trzyma nas „na dystans” od tych wpływów Świata, skoro widzimy, że dostosowanie się do nich byłoby z pewnością, nie tylko mateiralnie, także psychicznie, ba całościowo: wygodne, nawet mądre?

Często nie potrafimy nawet sami sobie, nie tylko innym, na pytania o to, jeśli zostanie zadane, czemu jesteśmy np. takimi naiwniakami, albo dlaczego nie jesteśmy jak normalni „sprzedawcy” czy normalni „uczniowie, normalni „nauczyciele”, rodzice, lekarze, prawnicy?

Zwykle czuje tak bardziej nasze „serce” – mniej sprawnie potrafimy to nasze podejście „zracjonalizować”. W rzeczy samej, tak jest, że gdy chodzi o oszukanie
i samooszukanie siebie, najgroźniejsze zresztą, to człowiekowi łatwo przychodzą do głowy różne kombinacje myślowe, racjonalizacje, wysłowienie się. Zaś gdy chcemy przekazać pewną „prawdziwą prawdę” o sobie, trudno znaleźć czasem odpowiednie słowa i przekazać je ułożone w racjonalną myśl, zdanie, wypowiedź.

Tyle moich – klarownych aż do przesady może (kiedyś, ale teraz
sądzę – niesłusznie – woliłem sprawę niedoświetlić, niż prześwietlić)
wyjaśnień wstepnych – a pod spodem już bezpośrednio GNOSIS.

(…)

Sprawdźmy teraz, z praktycznego punktu widzenia, jak człowiek może osiągnąć ezoterycyzm (ezoterykę), to znaczy, że będzie mógł pracować nad ustanowieniem stałych połaczeń [swoich centrów: uczuciowe, intelektualnego, motorycznego – woli]  co uczyni jego ewolucję (zatem: pozytywny rozwój, osiągnięcie możliwości, stanie się człowiekiem, nie tylko potencjalnym) możliwą.

 

 

Spójrzmy na ten bardzo ważny diagram, który wyraża wiele znaczeń,
będziemy tutaj musieli ograniczyć się do niektórych.

Czarne strzałki reprezentują wpływy wytwarzane przez życie (świat)
– przez nie same, jest to pierwsza różnorodność wpływów, którymi
człowiek jest otoczony. Biegną one w różnych kierunkach, czasami
jakby się znoszą (bo przeciwnych), są jak widzimy gęste prawie we
wszystkich punktach koła, które może uosabiać całość życia, Świata
w którym żyjemy.

Jak w przypadku całej promieniującej energii w Naturze, ich efekt
jest odwrotnie proporcjonalny do kwadratu odległości. Te różne wpływy
w danym momencie „pchają” czy też zatrzymują – jednym słowem,
wpływają na działania, zachowanie, czyny człowieka, w  danym miejscu,
czasie, danej sytuacji.

Zestaw wpływów „A” składa się na Prawo Przypadku .

To jednak, że często strzałki są skierowane w różnych kierunkach
czyni ich naturę tak naprawdę iluzoryczną, choć ich wpływ jest jak
najbardziej realny.

Białe koło reprezentuje CENTRUM Ezoteryczne, zlokalizowane
na zewnątrz tego generalnego Prawa Przypadku

Tutaj przypomnijmy sobie, co pisałem o centrach ezoterycznych: 
są szkoły, które przechowują ZNACZENIE (..). - przypominam ja (MD).

Białe strzałki reprezentują wpływy „B”. Są one „wrzucone” w to „wirowisko” świata i pochodzą z pewnego centrum „nadawczego” – w odróżnieniu od strzałek wyrażających wpływy „A”, których była mowa wyżej, są one skierowane wszystkie w jednym kierunku..nie znosza się wzajemnie, nie prowadzą do przeciwieństw. Wszystkie one tworzą coś w rodzaju pola magnetycznego.

Podczas gdy wpływy „A” tak naprawdę neutralizują się wzajemnie i prowadzą człowieka w kółku i do nieosiągnięcia tak naprawdę niczego, wpływy „B” reprezentują pewną rzeczywistość i pewien możliwy do osiągnięcia cel.

Mały okrąg z cieniowanymi liniami reprezentuje człowieka, który na tym diagramie, jest przedstawiony w izolacji. Cieniowanie linie wskazują na to, że początkowa natura człowieka jest mieszana, niejednorodna.

Jeśli człowiek spędzi życie nierozróżniając wpływów A i B,
niejako mechanicznie, będzie prowadzony przez Prawo Przypadku,
i nawet, co oczywiście się zdarza, jeśli zrobi „karierę” w codziennym, wiatowym rozumieniu tego słowa, tak naprawdę nie dosięgnie żadnej prawdziwej Rzeczywistości.
A na koniec „ziemia wróci do ziemi”.

W życiu każdy poddawany jest swego rodzajowi testowi – konkurencyjności.
Jeśli rozpozna wpływy „B” i za jakąś przyczyną wydadzą mu się wartościowe, jeśli nabierze ochoty, by podążać jednak za nimi, by lepiej je przyswoić, jego mieszana natura powoli zacznie ulegać pewnym przekształceniom.
I jeśli wysiłki człowieka są stałe i mają odpowiednią siłę w takim człowieku może uformować się centrum magnetyczne. Jest ono reprezentowane na diagramie – w kole, które uosabia człowieka, przez małą – ale u niektórych większą, u niektórych mniejszą – biała, już nie pokrytą cieniowanymi liniami, ale jednolicie białą, przestrzeń.

Gdy takie centrum się rozwinie, zacznie odbijać wpływy „A” reprezentowane przez czarne strzałki, które przecież ciągle otaczają człowieka i aktywnie próbują na niego wpływać. Takie odbijanie często może przybrać wymiary pewnego konfliktu. Trzeba też będzie stoczyć pewną walkę. Jeśli człowiek ją przegra, skończy z przeświadczeniem, że wpływy „B” były niczym innym, jak iluzją, a teraz, „zmądrzawszy” należy powrócić do normalnego życia i pełnego podporządkowania wpływom „A”, które wydadzą mu się jedyną rzeczywistością (podczas gdy jest dokładnie odwrotnie..). W takim wypadku centrum magnetyczne powoli zaniknie. W takim przypadku – i tak w zasadzie będzie już do końca – sytuacja takiego człowieka, co do jego przyszłych szans, jest gorsza niż była na początku. Podobnie jak w przypadku człowieka, który zdobył pewną wiedzę, ale fałszywą – sytuacja takiego człowieka jest gorsza, niż człowieka, który nie zdobył jeszcze żadnej wiedzy!

Ale jeśli ta walka zostanie wygrana, centrum magnetyczne w człowieku się wzmocni i przyciągnie człowieka do innego człowieka, który także posiada centrum magnetyczne, z reguły takiego, który posiada silniejsze centrum magnetyczne, niż to przyciąganego. I tak dalej, tworzy się pewien łańcuch, który zawsze – w pewnym punkcie – jest oparty o kogoś, kto ma pośredni lub bezpośredni dostęp do CENTRUM ezoterycznego.

W ten sposób – mimo to, że dalej postanie w środku zawirowań życia i Świata, to jednak taki człowiek przestaje być samotny, a jego centrum magnetyczne może dalej się wzmacniać, a on sam, rozwijać, także dzięki pomocy, różnego rodzaju, na przykład wiedzy, tak teoretycznej jak praktycznej, szerzonej przez kogoś np. na powszechnie dostępnym internetowym blogu J

Z wolna człowiek będzie pod coraz mniejszym wpływem prawa Przypadku,
a zdobywać będzie coraz więcej Świadomości.

Jeśli człowiek osiągnie taki rezultat przed śmiercią, choćby taki, to wtedy może powiedzieć, choćby tylko tyle, że: jego życie nie było zupełnie bezowocne.

 

Jest jeszcze jeden diagram – przedstawia on czarne centra magnetyczne
i sytuację człowieka, który został oszukany, i oszukuje siebie i innych, przyjmując tak naprawdę wpływy A, mając je za wpływy B. Sytuacja takiego człowieka, jest oczywiście gorsza, niżby przyjmował losowe wpływy „A” reprezentowane przez małe strzałki wypełniające pole Życia w różnych kierunkach. W takim przypadku może znaleźć się człowiek, który dał się zwieść i który ma połączenia, ale z fałszywym centrum, a szerzona pomoc i informaja również jest fałszywa. Niestety, jest to sytuacja nader częsta, szczególnie w dzisiejszej, globalnej dobie obiegu informacyjnego i komunikacji.

Można oczywiście zapytać – co chroni człowieka przed popadnięciem pod takie fałszywe wpływy. I odpowiedź jest prosta: – od początku należy skrupulatnie sprawdzać i pracować nad czystością swojego centrum magnetycznego.

Czy może, wyrażając to trochę jaśniej, wg mnie (Marat Dakunin):  warto po prostu pilnować czystości swoich intencji i egzaminować siebie bezlitośnie oraz obserwować, także pod względem samooszukania czy ułatwienia sobie czegoś. W tym celu należy nauczyć się odpowiedniej samoobserwacji oraz dysypliny. Ale nie jest to trudne, nawet dla człowieka z natury bardzo niezdyscyplinowanego, jeśli lgnienie jego serca (duszy) do wpływów
„B” jest prawdziwe i „gorące” – silne.
Choćby był patentowanym leniem, zostaną mu dane tutaj szanse,
także na zachowanie i wzmocnienie czystego centrum magnetycznego,
co zaświadczam z osobistej praktyki.

(…)

Co jeszcze się kojarzy z magnesem – z przyciągniem i odpychaniem..?

Cała, bardzo ciekawa, szczególnie dla tzw. „romantyków” czy „idealistów” tematyka dusz polarnych, naszych już –ścisłych bardzo związków,
tych zwykłych, ale przede wszystkim tych wymarzonych – a takie istnieją,
choć tak rzadko dochodzi do tego, że dane jest im się zrealizować.

Bo to prawda , że przeciwieństwa się przyciągają.
Ale jest tu też pewien paradoks.
A co to jest – i czym jest odwrotne spolaryzowanie
oraz dlaczego warto „połączyć się w całość” będzie
kiedyś, nie tak szybko, ale też nie bardzo odlegle..

Ale na razie idźmy dalej wątkiem. Magnes manesem, ale wątek nie wyszedł poza Gnosis – więc następnym razem, już obiecane przybliżenie celu głównego
i celów bardziej szczegółówych, pracy „wewnętrznej” – do której tutaj zachęcam, tak siebie – jak Każdego, który Czyta – słucha, lub chce rozmawiać, nie chce stwierdzień, nie chce by mu czegokolwiek narzucać, chce byś Sobie Sam
Odkrywcą i Sobie Sam Panem, dlatego też może rozważać różne propozycje..
jeśli uzna ją za rozsądną choćby roboczo, a może i wartościową..
jak  tę moją, pisaninę.

Spokojnych Świąt!
Marat Dakunin
Mat

 

Gnosis

Miałem „blok”.
Nie wiedziałem ostatnio o czym napisać.
Nie, nie – że na siłę. Aż za dużo prosi się o czas i miejsce.
Ale trzeba ustalać priorytety i kolejność..oraz dobrać
najlepszą, najprostszą i najczytelniejszą, służącą CELOWI formę.
Chciałem użyć, tak szczęśliwie przecież znaleziony w stole,
pamiętnik.
(link)

Ale w tym pamiętniku – przynajmniej na pierwszych 20 stronach
– tylko o pracy, pracy, pracy, wysiłku. Jak lepiej się poświęcić pracy,
jak lepiej swe leniwe czy rozbiegane ego samoograniczyć.
Zwieść się nie dać – ino: tylko tyrać!
Pomyślałem – jejku, jak to atrakcyjniej przedstawić?

Ale dziś wpadłem na inny pomysł.
I Bogu dzięki..bo pomysł ten,
przybliża nas do Celu.
Bo, to, że ja, to wiem, jaki mam cel, to jedno.
I też wcale nie proste:
bo dojść do tego prawdziwego Celu
(które ma moje prawdziwe JA,
a nie setki iluzorycznych tyranów)
też nie było sprawą łatwą
i oczywistą. Zajęło lat prawie 40..

Niemniej – wydaje mi się, że go znam.

Ale po co ja piszę ten blog?;
blog przyklejony do strony Cassiopaea.pl.

Tak, to jest w pewnym sensie blog wewnętrzy.
Ale cel ma jak najbardziej zewnętrzny –
Ktoś na Zewnątrz mnie być może coś co napiszę przeczyta.
Ten Ktoś to Czytelnik. Czytelnik, któremu, chyba, jestem
winien pewne wyjaśnienia, przynajmniej zanim zacznę
zachęcać go do poświęcenia Siebie i do..tyrania 🙂
W istocie te Zewnątrz, najlepiej gdyby opadło, gdyby treść,
a forma ma temu tylko służyć, jak najlepiej trafiła do Wnętrza.
Tego kogoś, kto jest na Zewnątrz.
Zatem jest to, w pewnym sensie, transmisja,
z Wnętrza do Wnętrz – Innych.

No więc właśnie!
Dobrze byłoby jednak, trochę wyraźniej, zasygnalizować Cel,
tak by Inni mogli się, co do tej pory, zdałem sobie sprawę,
mogło nie być wcale jasne, zorientować co do niego. Co do CELU.
No i co do mnie.
A na końcu, finalnie, tak byłoby najlepiej i to byłoby
jak najbardziej Celowe: by się Inni mogli zorientować też co do Siebie,
co do swoich Celów. Celów swoich Wnętrz. Celów ich prawdziwych „Ja”,
nie tych iluzorycznych, leniwych, przewrotnych małych tyranów
(petty tyrants).

Wydaje mi się zatem, że nie bez kozery byłoby tutaj sięgnięcie do
całości już skończonej (bo Ja, to proszę Sz. Państwa, mam robotę..
dopiero.. rozgrzebaną..:-); przez kogoś w miarę Wartego Zaufania,
całości, która dorobiła się opinii rzetelnej, pomocnej, Prawdziwej.
Co nie bez znaczenia: wyrażonej prosto i klarownie. I co najważniejsze:
w zasadzie ogniskującej się wokół tego samego, z Natury, Celu, co mój.

Poświęcę temu, tak to ważne, kilka wpisów.
Dlatego w następnym wpisie, za kilka dni, przetłumaczę dla Was, a właściwie strawestuję wstęp do II Tomu Gnosis, autorstwa Borysa Murawiewa.

Książka ta ma w podtytule:
„Studia i komentarze na temat Ezoterycznej Tradycji
Wschodniej Ortodoksji”.

W tym miejscu chciałbym jednak, śladem Autora, Borysa,
wyjaśnić pewną sprawę.

Pojawiło się tutaj dźwięczne słówko EZO..

Dużo tego, i w Dawnych Wiekach, i Obecnie – już nawet nie wiem,
czy teraz nie więcej (o wiele: za dużo) tego EZO w okół nas.
Po części kwestia to niewinnych zabaw, ale po części, o wiele groźniejszej sprawy: Fałszywych Proroków. O nich napiszę także, następnym razem.

Lecz teraz małe wyjaśnienie od Borysa i ode mnie:
Ezoteryka to po prostu Nauka Wewnętrzna.

Zdaje sobie sprawę, jak wiele tutaj niejasności, nieporozumień i fałszów.
Dlatego nawet nie zamierzam się w nie wdawać i z takowymi dyskutować. Podaję zaś, klarownie, to, w czym chcę zgodzić się z Borysem Murawiewem..

Już Duns Szkot Eriugena zauważył, że mamy tutaj do czynienia z pewnym przekłamaniem lingwistycznym, zrodzonym poprzez określone tłumaczenie greckiego słowa. To przekłamanie sprawiło, że to, co lepiej jest rozumieć, jako „wewnętrzne” zostało obarczone znaczeniem „sekretny”, „ukryte” – czy tym podobnym.

Constantine Cavarnos, współcześnie, pisze:

Pierwszy rodzaj filozofii, filozofia Zewnętrzna, wyrosła ze starożytnej filozofii (nauki) greckiej oraz wczesnych wieków chrześcijańskich. Drugi rodzaj filozofii, „wewnętrzna” – jest identyczna z religią. Ten termin jest używany by oznaczyć nauczenia ortodoksji chrześcijańskiej w ich całości; pewne praktyki wewnętrzne, szczególnie wewnętrzna uwaga (gorliwość, wiara) i Pokój Ducha oraz życie klasztorne.

Widzimy tutaj, że mamy dość ścisłe odniesienia chrześcijańskie.
Nie jest jednak moją intencją akcentowanie tutaj tego elementu „przynależnościowego” – piszę się tutaj raczej o pochodzeniu czy
też „ścieżce konserwacji” danej nauki czy praktyki.

Chodzi mniej więcej o to, że religie Wschodu posiadają obecnie,
i od dawna, w pełni akceptowalny i praktykowany segment
(nauk i praktyk), które koncentrują się na rozwoju wewnętrznym
człowieka – choćby praktyki Zen czy też Joga.
W przypadku chrześcijaństwa, czy też ogólniej: świata Zachodu sprawa jest
o wiele bardziej skomplikowana. Lecz o takiej właśnie wiedzy wewnętrznej,
z natury powiązanej i bliskiej Zachodowi (przez to dla człowieka Zachodu,
o określonej mentalności i zasobach doświadczeń kulturowych), tutaj mowa.
To, że jest ona łączona ze chrześcijaństwem, podkreślam, że teraz wypowiadam się ŚCIŚLE JAKO Marat Dakunin, pozostawiając na chwilę Borysa, jest wynikiem zaszłości historycznych i cywilizacyjnych: nie da się ukryć, że światopogląd
i struktury chrześcijańskie współtworzyły filozofię i cały świat Zachodu
w stopniu przemożnym, trudno chyba by wskazać tradycję
o większej tutaj sile oddziaływania.

Niemniej jednak, chciałbym (Marat Dakunin) podkreślić, że:

  • choć w pismach chrześcijańskich (przede wszystkim Ewangeliach) wiele jest prawd, które mogą zostać z najwyższym pożytkiem spożytkowane na rzecz Prawdziwej Wiedzy Wewnętrznej i rozwoju człowieka, to jednak są to pisma
    i przekazy w ogromnej mierze zepsute, skorumpowane i wykrzywione, już
    przy ich powstawaniu ale i później;
  • – w jeszcze większej mierze wykrzywia Prawdę i Przekaz oraz to, czym były
    w przeszłości, ale i czym są teraz, struktury – mniej lub bardziej instytucjonalne – kościołów i innych organizacji, które uznają się za chrześcijańskie. Dokonywane w ramach tych organizacji interpretacje i przekazy interesują nas tylko o tyle, o ile mogą być zgodne z Prawdą Odwieczną;
  • – po trzecie wreszcie, co zabawne, choć naprawdę bardzo Smutne,
    religie, w tym, bez żadnego wyjątku, chrześcijaństwo, tak jak jest najczęściej
    praktykowane i wiedza poprzez nie NAJCZĘŚCIEJ szerzona –
    w istocie odwodzą nas od
    Prawdziwej Duchowości niźli do niej zbliżają!
    Temat to rzeka, poza tym – rzeka to pełna potworów i przyczyn
    do kłótni a nawet – jak wiadomo – wojen i tortur, więc z rzeki tej
    wylewam tutaj jedynie tę skromną łzę Prawdy. Tak, jak ją widzę.

Dlatego, co podkreślam, choć można mówić o tzw.
Ezoterycznym chrześcijaństwie (takiego pojęcie używało się w kręgach
nauki G. I. Gurdżijewa), to nie jest moim zamiarem identyfikowanie tego,
o czym piszę, co i jak interpretuję itp. jako „chrześcijańskie”.
Dlaczego takie zastrzeżenie uważam za konieczne i co jeszcze
się z tym wiąże stanowi bardzo złożony i bogaty objętościowo temat;
będę do niego nawiązywał tam, gdzie kontekst będzie tego wymagał,
w przyszłości.

Poprzez lata ta „ezoteryka” uformowała Tradycję, sztukę i dyscyplinę wiedzy, która mogła istnieć (i jak najbardziej istniała) także przed czasami Chrystusa,
ale która obecnie została asymilowana do „wewnętrznego znaczenia chrześcijaństwa”.

Ta Tradycja, która w Starożytności była tylko ujawniana w misteriach
(i tutaj, rzeczywiście, wymagano oraz ślubowano tajemnicę) została przekazana
z Egiptu (ważne też jednak, który Egipt ma się na myśli – zaznaczam tutaj, Marat Dakunin. A kwestię tę rozwinę nie tak szybko..) przez Mojżesza do Judaizmu oraz do Grecji przez Orfeusza i Pitagorasa.

mal. F. von Stuck

 

We wszystkich czasach, niemniej obecnie jest to wręcz chorobliwe,
ludzie starali się interpretować „Wiedzę Wewnętrzną” w kategoriach swych zewnętrznych doświadczeń.
Ale wiedza i sztuka (także w rozumieniu: praktyki, umiejętności)
jest W ZNACZENIU, NIE W SŁOWACH, i wiele pada ofiarą takich poczynań, często spowodowanych złą wiarą, lecz jeszcze częściej dobrą, lecz nazbyt prędkim sercem i nienawykłym do trudu i poświęcenia staraniom. W wyniku dążeń ludzi złej woli oraz dobrej woli, lecz wadliwych (najczęściej winne tu było duchowe, ale i czysto fizyczne: lenistwo) narosła, jakby w krzywym lustrze, zbieranina „EZOTERYZMÓW” o zupełnie opatrznie pojętym znaczeniu, praktykach oraz wadliwie eksplikowanej wiedzy.

John Tauler powiedział o tych, którzy słuchali kazań jego mistrza, którym był Meister Eckhart:

„Mówił z punktu widzenia wieczności, a oni słuchali go z punktu widzenia doczesności”.

Tak więc, wiedza ezoteryczna jest ze swej natury bardzo narażona na zepsucie,
a zepsuta, umiera (umiera w niej Prawda). Ponieważ jednak Czas jest rychły (podkreślenie moje: MD) musi być odnowiona i przeformułowana.
W międzyczasie ZNACZENIE jest utrzymywane przy życiu w społecznościach
lub szkołach (mając na myśli te Prawdziwe, nader rzadkich – podkreślenie moje – MD), które symbolizuje nazwa „arka”, jako, że jedną z nich była starożytna arka Noego.

Wymownym znakiem zepsucia przekazywanej Wewnętrznej Wiedzy
jest właśnie fakt, że zaczęła ona być rozumiana jako sekretna, tajna.
Zatem zaczęto sobie wyobrażać grupę uprzywilejowanych, jakąś elitę, która zazdrośnie strzeże tajemnic i dopuszcza do nich tylko wybranych
(i to wybranych, na podstawie, dość niesprawiedliwych, ogólnie rzecz biorąc, kryteriów. Za kryteria sprawiedliwe można uznać w zasadzie tylko: skalę czyjegoś poświęcenia WŁAŚCIWIE ROZUMIANEJ sprawie (wewnętrzny ogień) oraz nakład uczciwej pracy, wysiłków, trudu danej osoby, stosownie do jej uzdolnień (a więc dla każdego różny!).

Nierozumiany, pomijany albo zapominany jest PSYCHOLOGICZNY
aspekt Wiedzy Wewnętrznej, oraz fakt, że mówi ona o świecie poprzez
WNĘTRZE CZŁOWIEKA – podług reguły, że droga do Boga wiedzie
przez Nas Samych, szukać należy w swoim Wnętrzu.

To, że ISTOTA tej wiedzy i praktyki jest nierozumiana przyczynia się
właśnie do postrzegania jej jako SEKRETNEJ.
Drugim, w praktyce najczęstszym, powodem, jest nasze lenistwo,
ponieważ, jeśli coś, dla zrozumienia czy też opanowania,
wymaga od nas olbrzymiej ilości trudu oraz wysiłku NOWEGO spojrzenia na rzeczy, ale przede wszystkim NA SIEBIE SAMEGO, w nowy sposób,
co bardzo istotne – niedopuszczający żadnego SAMOOKŁAMANIA
to, nie przyznając się przed samym sobą, co ważniejsze nawet,
albo przed innymi do tego, że brak nam zdolności lub wytrwałości,
nazywamy coś, czego z tych powodów nie praktykujemy i nie opanujemy, zastrzeżonym (sekretnym, tajnym itd.) w jakiś specjalny,
niesprawiedliwy wobec nas, sposób.
A tak nie jest.

Mało tego: nic bardziej mylnego.
To właśnie Wiedza Wewnętrza, Ezoteryka – właściwie rozumiana,
jest OTWARTA DLA KAŻDEGO, kto uczciwie, dążeniem serca, rozumu
i nagięciem ciała, chce poznać Prawdę o sobie.
To właśnie tutaj nie ma miejsca na wszelkie
„zdobycie czegoś mniejszym kosztem”, ułatwiania sobie pracy,
mniej lub bardziej subtelne oszustwa mające zaoszczędzić trudu i wyrzeczeń.
Te wszystkie NIEUCZCIWE TRANSAKCJE, podejmowane by zdobyć coś wartościowego, są typowe dla ZEWNĘTRZNEGO ŚWIATA,
dla naszego codziennego doświadczenia w „normalnym” życiu:
widać je tam wszędzie – w handlu, polityce, mediach, a także, i może nawet przede wszystkim, tam są bowiem najbardziej groźne duchowo –
w praktykowanych religiach. W tym, jak obiektywnie to wygląda..

W wiedzy i praktyce Wewnętrznej nie ma miejsca na NIEUCZCIWOŚĆ.
Twoja nagroda, będzie dokładnie odpowiadać zapłacie, na którą się zdobyłeś.
Jeśli kupiłeś coś tanio, tanią rzecz, WARTOŚĆ, kupiłeś.
Jeśli zapłaciłeś całym życiem i oddaniem całym sercem –
kupiłeś rzecz NAPRAWDĘ wartościową.
Albowiem, także w przypadku Wiedzy i Praktyki Wewnętrznej, można osiągać „nieczyste”, wadliwe rezultaty. Lecz są one doczesne, i co za tym idzie, nietrwałe.
Czyste starania owocują czystymi osiągnięciami, a te są nieprzemijające.

Gnoza zaś jest WIEDZĄ i SZTUKĄ,
która na powrót łączy człowieka z Bogiem.

A dzieje się to poprzez zwrócenie się poszukiwań człowieka
do swego własnego wnętrza, poprzez WIEDZĘ WEWNĘTRZNĄ
bowiem osiąga się Gnozę.

Jak przepraszać ? (P;1-2)

Pamiętnik; 1

Czytam to czego Ktoś domaga się od siebie i wzdycham..

Trudna sprawa.

Bo przecież!
Nawet intuicja – nawet ona, przynajmniej ta najwartościowsza – nie spada z Nieba, pojawia się zwykle w nagrodę po wcześniejszych świadomych staraniach.

Intuicja,  przeczucie – „Po prostu wiem, skąd i dokąd” – mówi tropiciel. Lecz wcześniej lata doskonalil swoje wyczucie i przewędrował z napiętymi zmysłami puszczę. Teraz „po prostu wie..”, ale jakie to trudne dla kogoś z miasta..

Fotografie, choćby.

minutowa zabawa dzisiejszą górską fotografią

Nigdy w trudzie nie uczyłem się pstrykać..Kicze mogę produkować w rytmie techno.. i mam i do nich sympatię czystej zabawy.

Trud? Wysiłek?

Łatwość niezrównana!

Lecz uporządkować zbiór, pliki; zadbać by były widoczne, by kogoś lepiej cieszyły nie jest już rzeczą zupełnie bez wysiłku.. Wyznaję z krzyżem na sercu, że ciągle przekładam zorganizowanie lepszej, dedykowanej temu przestrzeni.. nawet tylko internetowej.

Ale są rzeczy ważniejsze niż zdjęcia chmurek.
Ważniejsze niż sztuka.
Bardziej podstawowe.
Bardziej mówiące o tym,  KIM naprawdę  – kim rzeczywiście jesteśmy.

Na przykład: PRZEPROSINY.

..

Słyszałem, że niektórzy ludzie mają wielki problem z przyznaniem się do błędu, ze szczerymi przeprosinami czy nawet z jakimikolwiek. Ale mnie to nie dotyczy..
Ba, nawet lubię szczycić się sam przed sobą,  że znam swoje wady, umiem je uznać, potrafię mieć się z humorem i swadą za gorszego, przeprosić.

Niepokoi mnie to.

To – uznanie błędu, ustąpienie drugiemu, przychodzi mi zbyt łatwo. Niby świadome, ale wysiłku nie ma, ba, nawet jest łatwość..

Niepokoi mnie to, czy aby tutaj gdzieś nie kryje się skomplikowane, wielopiętrowe samooszustwo..

Nie, nie odczytajcie tego jako masochizm, samobiczowanie. Nie, to nie to..nie lubię bólu, naprawdę nie przepadam za umartwianiem się, wynajdowaniem sobie kar..
To nie to, zapewniam.
Nie samobiczowanie w tym jest, raczej wyrachowanie, kogoś nieziemsko sprytnego, kogoś, kto czasem obejmuje nade mną władzę. To ktoś kto perfidnie dba o swój interes.. Ale czy o mój?

Człowiek,  w stanie naturalnym nie ma jednego „Ja”, ma JA różnych mnogość.. Wielorakie osobowości, czasem te perfidne chcą oszukać tą poczciwą..

Ta jest jedyną.

Ciekawe to, przypomina słynny passus powieściowy:

Każda szczęśliwa rodzina jest do siebie w tym podobna, lecz każda nieszczęśliwa jest nieszczęśliwa na swój własny sposób..

* A jednak, z drugiej strony, ludzie etyczni i empatyczni mają bogate życie uczuciowe, zaś upośledzenie pod tym względem psychopatów sprawia, że np. seryjni mordercy są do siebie tak podobni – w metodach, ideach fix, modus operandi, rożniąc się mniej więcej tyle między sobą, co drzewa w parku (jak zauważa wytrawna badaczka tematu Laura Knight – Jadczyk).

Oszukujemy się i kłębimy w środku, niekiedy jak chmura gradowa!

Ale kto w końcu jest oszukany najbardziej?  Kto traci w Sprawiedliwym obrachunku?
To JA Prawdziwe, to ono traci, jestem o tym przekonany. Może się wręcz, wśród tych innych „Nas”, to nasze zapalone kiedyś bożą iskierką duszy Ja zatracić..
Mogą nas te mnogie JA zgubić.

Możemy się zgubić. 

Lecz co z tym począć? Jaka rada? Czy te pętle zataczane są przez egocentryzmy?; są bez wyjścia? Bez ujścia z labiryntu?
Właśnie – bo egoizm, egocentryzm może być dobry, służyć dobrej sprawie; działa w naszym interesie..Ale gdy w człowieku zataczają swoje własne kręgi,  swoje poletka interesów mnogie „Ja”, to wzajemnie się zwalczają, energię się znoszą, człowiek jako całość chodzi w kieracie, dryfuje bez celu, gubi..

Cóż począć?
A ten tekst, to co piszę w tej chwili, to o czym piszę, czym jest naprawdę? Czy jest dla mnie czy przeciwko mnie, czy dla tego Kogoś kogo naprawdę chciałem przeprosić?
Przecie pisze mi się go…zbyt łatwo!
Ale! Nie dajmy się też zwariować, nie można zasady świadomego trudu w ten sposób rozciagac ad infinitum, redukować do absurdu..

Gdzie zatem świta jakąś możliwa do akceptacji ścieżka?

Pamiętnik; 2

Mam pomysł.

Prosty, przyszedł łatwo. Ale jego uczciwa konsekwentna realizacja już taka może nie być..

Bo przecież,  wspomniałem wyżej, że rzeczy, którymi się szczyce przychodzą z łatwością..
Są jednak też rzeczy przeciwne – których się prawdziwe wstydzę, do których przyznanie się wymagałoby jednak wysiłku, byłoby trudne, wywołałyby pewną przykrość..strach..niepewność..

To rzeczy, które piętnuję, które mam za niskie,  podłe, trywialne, brzydkie..których nie popelniam, których się brzydzilbym w sobie o wiele, wiele bardziej niż zauważone w innych..
Dla Innych jestem wspaniałomyślny, przymykam oko, ignoruje, wybaczam.. Jak chciwostki, jak świętoszkowatość, jak podla zawiść..Jak hipokryzja i dwulicowość, której od zawsze nienawidzę bardziej chyba niźli wszystko inne..
Te, których nie popełniam, dlatego mogę wybaczać je z łatwością u innych..

Dziwnie brzmi to zdanie..

A gdyby je odwrócić?

Te, których nie popelniam.

Te..

Czy aby?

Odwrócę zakrytą kartę, przejrzę wroga głęboko w sercu..

Te, wstrętne  które popelniam, dlatego mogę je wybaczyć łatwo u innych..

Czy tak?

Spoglądam jednak wokół, na różnych ludzi i widzę często:

Te, wstrętne,  które popełniam i dlatego Nie mogę ich, nie łatwo, wybaczyć u Innych..

Której wersji bliżej mojej prawdy? Bliżej mnie. Jakiego mnie, jakiego Ja”?

Tego, odpowiadam, którym chcę być, którym chcę sie stawać.

Tego Ja.

Z trudem.

Świadomie.

Już wiem, trochę więcej wiem jak przepraszać.

Ma(Ra)t

PS pisałem i opublikowałem przez telefon. Był to pewien wysiłek..

 

 

 

Wysłano ze smartfonu Sony Xperia™