Adresy naszego zamieszkania

Dziś – trochę obok, ale już jutro – c.d. i bardziej ad rem
tego, co zacząłem tydzień temu.

Tydzień temu sumitowałem się, że wpis, i tak zbyt długo odkładany,
nie wyszedł mi najlepiej. Bardziej formalnie nawet niż merytorycznie.
Ale forma jest bardzo ważna.

Kiedyś zanotowałem np., że CEREMONIAŁ wg mnie – z czym pewnie
wielu z Was się zgodzi – choć w zasadzie powinien być mało istotny,
[na pewno nie wychodzić na pierwszy plan – inaczej buduje się „szopkę”,
i wartości, wierzenia czy ideały lub inne ważne sprawy konstruuje
z – trawestując S.I. Leca – słów tak pustych, że mogłyby więzić narody..]
jest jednak ważny – tak jak ważna jest forma – bo – np. tworzy ramy,
w których łatwiej jest zapomnieć o tym, o czym człowiekowi zapomnieć
bardzo trudno – mianowicie ciągle obecnym dyktatem jego „Ja”. 

Przez formę można do Innych Ludzi dotrzeć albo wcale – można ich zrazić, zniechęcić, wykluczyć w zasadzie to, że jeszcze kiedyś będą chcieli poświęcić jakikolwiek swój czas, by zapoznać się z jakimś z prezentów, które chcemy im dać. Stwierdzą, że nie mają one wartości albo są dla nich nieprzydatne.

Dziesięć lat temu, gdy ukazał się mój „prezent” dla studentów,
stosunkowo nowatorsko ułożony podręcznik
„Podstawy prawa” – już o tym wiedziałem.
We wstępie bowiem napisałem między innymi:

Władysław Tatarkiewicz pisał niegdyś, że aby pewna treść przeszła z umysłu piszącego do umysłu czytającego, musi być dokonana pewna praca, a jest lepiej, gdy tę pracę wykona piszący. (..) Starałem się przede wszystkim dokonać możliwej do zaakceptowania syntezy prezentowanych zagadnień prawnych, nie tracąc jednak z pola widzenia jak największej ilości ich istotnych cech. Czy został osiągnięty w tej sferze rozsądny kompromis pomiędzy stopniem szczegółowości a przejrzystością opracowania, warunkowany także technicznymi możliwościami składu drukarskiego w określonym formacie, ocenią Czytelnicy.

Podstawy Prawa, wyd. C.H.Beck, Warszawa 2008

 

Dawno temu, szczególnie w materii twórczej,
bardzo sobie lekceważyłem Cudzą uwagę, uważałem,
że ten, kto chce coś oryginalnego powiedzieć nie jest
skrępowany jakimiś wymogami zrozumiałości, winien
wyłącznie być wierny sobie – jeśli materia o której się
wypowiada jest z jednej strony tajemnicza a z drugiej skomplikowana,
to ma pełne prawo do całkowitej hermetyczności przekazu,
do utonięcia w nazbyt zawiłej metaforyce, zbyt dalekich odwołaniach, niepotrzebnym mnożeniu wątpliwej czasem symboliki itd.
A jeśli jeszcze robi to, gdyż wydaje mu się, że pisząc zawile
(arcydzieła – wydaje mi się, są proste, choć dotykają spraw
najważniejszych – potrafią, na różnych poziomach oddziaływania
czasem – dotrzeć i do analfabety i do erudyty..a to, czy dotrą
do tego pierwszego uznałbym za lepszą cenzurę ich wartości
jako sztuki niż to, czy zachwycą drugiego)
czy trudno wykazuje swoją błyskotliwość – klęska tego jego pisania,
czy jakiegokolwiek innego tworzenia, murowana
(z wyjątkiem oddziaływania na snobów – jeśli komuś na tym
zależy..Choć: jeśli w sprawę wdadzą się też odpowiednie
środki marketingowe czy kontakty, to można i na
BEŁKOCIE udającym WYRAFINOWANIE i zarobić i zrobić
tzw. „karierę”… – aktualnie przykładów niemało..)

Ta sprawa, którą się zajmujemy nazbyt jest ważna,
by dopuszczać się takich przewin. Wyrasta poza twórczość,
tak jak w kalokagatii dokonuje się swego rodzaju synestezja wartości:
Prawda spokrewnia się z Dobrem,żeni z Pięknem i Sprawiedliwością.

Utyskiwałem też ostatnio, że – odwrotnie niż w prawie każdym wcześniejszym odcinku – brak mi naturalnego materiału, choćby wizualnego – czy piosenki, do ilustracji tekstu, do uczynienia całości przyjemniejszym i różnorodniejszym.
Narzekałem na impas. Ostatnio np. w zakresie fotografii został mi tylko aparat w telefonie komórkowym. Ale dlaczego się tym zrażać? Przecież wiem, że zimą, do wiosny, Znaki na Niebie trochę przymarzają, kostnieją i nie kwitną tak bogato jak latem, pełną wiosną czy nie kłębią się tak gęsto jak jesienią. Poza tym – przecież wiem, że wiosną znów będę miał np. aparat fotograficzny. Skąd ta wiedza, czy to pewność? Nie tyle..to już raczej wysnuwanie wniosków z pewnego logicznego ciągu wydarzeń w naszym życiu. A tym, czym się ostatnio zajmuję, postanowiłem się zająć – od ponad już półtora roku –niemal zawodowo. Nie w sensie: zarobkowo. Ale w sensie miejsca danych starań w życiu, na pewno.

Gdy następują zmiany, przejściowa częściowa dezorganizacja warsztatu pracy jest wpisana w naturę procesu. Wierzę, że proces ten zachowuje się zgodnie
z krzywą nachylenia ewolucji, nie inwolucji; doskonalenia, nie cofania się czy pogrążania. Bardziej jednak niż wierzę, wiem; wysnuwam wnioski z pewnego logicznego ciągu wydarzeń, którego nazwać przyczynowo – skutkowym
li tylko to zubożyć i odjąć aspektu jego Istoty – jak myśli pozostawić
tylko mózgowe zwoje – odbierając ducha..
(ciągu wydarzeń logicznego jak wszystkie fakty „rzeczywiste” – pleonazm
wymuszony przed powszechne obecne nadużywanie pojęć – ba!,
w niemałej ilości punktów, aspektów – wręcz magicznego – co, ciekawe,
gdy działa po Jasnej Stronie Mocy – nie wyklucza się z logicznym!)

Ostatnio też przyszło mi zmienić główne miejsce zamieszkania.

W 1988 roku, 30 lat temu, zamieszkałem w Rzeszowie.
Od około zaś dwóch miesiący wróciłem z tym – głównym – miejscem zamiekszania do Krakowa, gdzie się urodziłem. Co ciekawe,
w miejsce odległe o kilkaset tylko metrów od mojego pierwszego
adresu na świecie..

Oto rzut oka – jeszcze przed nastaniem naszej Zimy –
nowe otoczenie..:

 

A tak wyglądał/wygląda (poniżej – z lewej) mój,
obecnie już nie „główny” (zajmowałem tam w zasadzie
całą wyższą kondygnację, zwaną „Wieżą Marata Dakunina” )
od Strony Wschodniej (nazywałem ją też Stroną Kotów).

dom, Wsch. I

Dlaczego kotów? Mniej więcej dlatego, dlaczego Stronę Zachodnią
nazywałem Stroną Smoków. Od Zachodu bowiem pojawiały się
motywy serpentualne i paszczato – zębate..;- ).

 

Tak wyglądał z perspektywy zamieszującego – dom (czyli raczej
jego „ogród” z przodu) pewnej bajkowej, mroźnej, zimowej nocy..

Tak zaś – na przełomie – Zimy i Jesieni..

Dom stał/stoi na sympatycznym [choć zdjęcie niżej zapewne udziela
się w innym klimacie niż jednoznacznie sympatyczny..],
wypełnionym niską zabudową osiedlu – choć na tej mojej fotografii
(wykonanej zresztą telefonem)
widać za wysokim żywopłotem budynek wyższy – przypomina mi,
ha! – gmach/pawilon jakiegoś obozowego krematorium..
[w rzeczywistości jest to klasztor.. – wybudowany zaledwie
kilka lat temu na terenie darowanym przez miasto za procent
wartości siostrom zakonnym, które prowadzą tam też przedszkole
(oczywiście wysoko odpłatne) – i wyjątkowo mający pozwolenie
na większą wysokość niż ustalony rodzaj zabudowy na osiedlu..]

 

Zmiana, zmiany – przyszły pod koniec zeszłego roku. Tak, bardziej przyszła – nie planowałem bowiem tego z wyprzedzeniem. Gdy jednak potrzeba czy nawet konieczność zaistniała okazało się, że nietrudno mi wysnuć wnioski z pewnego logicznego, zmierzającego w coraz mniej zagadkowym a coraz bardziej pociągającym, także szansą na skuteczną realizację, ciągu zdarzeń. Za to, że zdarzenia układają się finalnie w kierunku, który bardziej SPRZYJA niż nie sprzyja, dziękuję Temu i Tym, którzy maczali w tym palce.. choć nie od razu to widać, czasem na początku widać głównie, przemożnie negatywność, przeszkodę, zły układ losowy.

Ale..jakiś czas temu zanotowałem to spostrzeżenie.. pisząc też coś o jakiejś tajemnicy. Bo i jest to tajemnicze – ale, nawet że takie właśnie jest – wynika już z rozpoznania, nie z tajemniczości.

Napisałem mniej więcej:

Zdradzę - darmo - jedną tajemnicę..jedną z podstawowych..

[i od razu wiedziałem, że źle napisałem – tajemnic bowiem nie 
powinno się zdradzać; tym bardziej swoich – to ostatnie jest
po prostu niezbyt mądre..]

pewien ogół wniosków tego typu czasami się pojawia jako hipotezy,
 ale rozwinięcie to już raczej nie bardzo 
(powód? - brak wystarczającego materiału i totalnie 
rozklekotana metoda; pycha rujnująca wartościowość ugólnień 
lub brak odwagi, niepozwalający na jej postawienie)

Służby A nie działają wprost, bo byłoby to gwałtem na 
niezależnym Innym 
(czyli narzuceniem swoje, choćby pomocnej, woli, innemu Podmiotowi).
W jaki sposób zatem mogą ingerować, przeszkadzając i niwecząc siły B?

Ano w taki sposób, że szkodliwe, oczywiście gwałcące 
(a i zawłaszczające, na mniejszym lub większym wyniszczeniu tym polega wszelka kradzież (ogólnie zawsze: energetyczna, aż do "wyssania" innego bytu w całości/eksterminacji - to "kradzież" w pełnym, najstraszliwszym wymierze - można rzec)
układy sił kierowane przez siły B - są w pewnym punkcie tak odkształcane, wprowadzany jest dodatkowy element itp., że w rezultacie, sytuacja zagrożonego podmiotu jest taka, że "może" wyjść mu to NA DOBRE.
 "Może" - pod dużym warunkiem - często - tego, że sam ten podmiot ma 
dobrą wolę..Niektórym też pomaga "zorientowania się" w tym, że coś
 nie spotyka go przypadkowo (miks dobrej woli z taką orientacją, 
intuicyjną lub wykształconą jakoś czasem zwie się wielkim szczęściem).

To tak najprościej pisząc..

(najkrócej można to ująć w haśle: z czyichś niecnych planów, złych zamiarów, robimy, często bolesny, ale finalnie mogący wyjść na dobre ofierze - dowcip).

Tak przedstawia się, najogólniej, ale dość często działanie sił Światła,
które można rozpoznać także po tym, że jeśli nam się już jakoś ujawnią,
to niczego absolutnie nie narzucają, nie krępują, nie grożą/straszą
czy przekupują..a delikatnie tylko pokazują konsekwencje, by poszerzyć
zakres naszej świadomości w danym zakresie: byśmy mogli wybrać przy udziale jak najpełniejszej WOLNEJ WOLI.

Dlatego też WIEDZA jest ważna, bardzo ważna (choć nie najważniejsza),
bo zwiększa zakres WOLNEGO WYBORU - a co za tym idzie niweluje oszustwa
i manipulacje.

 

Więc o czym ja pisałem nazbyt długimi zdaniami ostatnio i co niniejszym kontynuuję?
Po raz kolejny przywołałem to, że

CZYNIENIE DOBRA JEST NAGRODĄ SAMĄ W SOBIE.

Można to przyrównać do hasła, które w logo wytwórni Metro Goldwyn Mayer otacza ryczącego Lwa – Sama Sztuka jest Nagrodą Artystów..

I od tego, znowu, lecz nie powtarzając się niepotrzebnie, zaczniemy gdy c.d.n.
czyli już JUTRO.

Królowa Jane, zimna jak lód, Jej Syn i Król

Ten tytuł jest dla niepoznaki, by nie zajrzał tu nikt przypadkowy,
nikt skory tylko do śmiechu. Jest przykrywką tego, co jest tutaj
równoważnią poprzedniego. Jest dementi pychy podawanym przed faktem.

Jest jedna sprawa, o której miałem nie pisać.
Jest taka, która, w przeciwieństwie do całej chmary przeszkód
i wad (które tylko zasygnalizowałem pisząc
wpis „Tchórzliwy Lew i Złote Sece”), która mnie ośmiela.

Wydaje mi się, że od dziecka miałem wyczucie do teologii.
Od aspektów najbardziej dramatycznych do tych komicznych,
do boskiego humoru.

Z biegiem lat wydawało mi się, szczególnie po trzydziestce,
a szczególniej pod koniec 33 roku życia, że to rozumienie zatracam
(nie tyle rozumienie transcendencji, co raczej.. konsekwencji..),
że coraz bardziej ogarniają mnie w tym rozumieniu sprzeczności,
a boski humor jawi się raczej jako czarny..

(Nawet nie w tym dobrotliwym aspekcie maszkary, który można doszukać się
w rzeźbie Rudolfa Steinera, stojącej w Dornach, mającej przedstawiać jakoby, oprócz postaci Trójcy Świętej, małego złośliwego karzełka,
uosabiającego jakoby właśnie humor Boży)
[nie pokażę tutaj fotografii tej rzeźby, bo niespecjalnie pochwalam obecnie metaforyzację użytą przez Steinera i nie chcę budować skojarzenia]

Jednak, rok temu przekonałem się, że go nie zatraciłem.
Mało tego, rozwiązałem nawet pomniejsze, dawne rozdźwięki.

Z niesłychaną synchronicznością podsunięte mi zostało wiele dodatkowej wiedzy, analogii, zasad, wyjaśniło się wiele kluczowych niuansów.
Te wyczuwane od dziecka odnalazły
najprostsze i najlepsze, wcześniej przeoczone, dopełnienia.

Ale, chciałem napisać przede wszystkim o Królu.
M.in. przeczytałem, że, patrząc w kategoriach astrologicznych,
największe, przemożne, naturalne rozumienie Boga posiada Lew,
większe nawet niż Wodnik.
[Dodam, że był to, zważywszy autorstwo, w odróżnieniu do przygniatającej
większości, tekst poważny, a astrologia w nim wyłożona skrajnie odmienna
od tej tzw. gazetowej.. Istnieje taka, gdyż musiał być jakiś słuszny powód 
tego, że ta ścisła nauka, w przeszłości wyróżniana była mianem wiedzy
Królewskiej.. O astrologii i o moim jej rozumieniu napiszę w odpowiednim czasie.]

A więc, największe „wyczucie” spraw Boskich, ocierające się nawet
o możliwość nieomal prawidłowego rekonstruowania boskości
jako ‚osobowej’, posiadają Lwy.
Przyznam, że samego mnie to wtedy jednak zdziwiło.
Tym bardziej, że wydaje mi się, że znam – choćby – jednego Wodnika (Wodniczkę), która pisze książki, także o Bogu, i wydaje się,
w Prawdzie o Nim, niezrównana..

Jest tak także dlatego, że dojrzały lew intuicyjnie rozpoznaje,
czym jest prawdziwa królewskość.

Czym jest nieskończone miłosierdzie w jedności
z nieskończonym majestatem.
Dwa gumowe filary: miłości i surowości (sprawiedliwości).

Czym jest władza jak nieskończona odpowiedzialność.

Trzeba troszczyć się o ludzi, tak się zostaje królem
(twierdził chiński mędrzec Mencjusz).

I na pewno nie ma z tego..pieniędzy.

(posłuchajcie) (do końca klipu.., a propos tego ostatniego)

"Oh no," cried King Henry, "That's a thing that I can never do
If I lose the flower of England, I shall lose the branch too
I shall lose the branch too"

Ta piosenka jest dla zmyłki, żeby nikt nie widział związku.
Nie podbudował swego przekonania o przechwałkach.
Nie doszukał się tej Tkliwości, która dzieje się w środku Kogoś,
kto będąc Androgynem jest i Królem, i umierającą w porodzie Królową,
i jej Nowonarodzonym.

A tutaj jest piosenka o boskiej miłości.
YEAAAH!

[a tutaj śpiewają i grają dla YHWH – gorzko, gorzko
i słusznie,
szkodza ino, że tak późno!]

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, our hands will get more wrinkle 
And our hair it will be grey 
Don't think I could forgive you 

And see the children are starving 
and their houses were destroyed 
Don't think they could forgive you 

Hey, when seas will cover lands 
And when men will be no more 
Don't think you can forgive you 

Yeah, when there'll just be silence 
And when life will be over 
Don't think you will forgive you

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, our hands will get more wrinkle 
And our hair it will be grey 
Don't think I could forgive you 

And see the children are starving 
and their houses were destroyed 
Don't think they could forgive you 

Hey, when seas will cover lands 
And when men will be no more 
Don't think you can forgive you 

Yeah, when there'll just be silence 
And when life will be over 
Don't think you will forgive you


Facit!

Na końcu, w Post-E-Scriptum, dodaję uwagę (oraz tag), dla tych to,
co jednak zajrzeli tutaj przypadkowo, powodowani czymś niezdrowym..
[raczej nie ciekawością, bo ciekawość zła nie jest,
jest 1-ym stopniem do Raju..]
– i jest to, w rzeczy samej, coś dla tych, skorych tylko do śmiechu..

„JEZUS KRÓLEM POLSKI”

Tchórzliwy lew i Złote Serce

 

Niepokojący dzień.
Szczęśliwy dzień.
Trudny dzień.

Otrzymałem dziś bardzo wartościową rzecz.
Prosiłem o nią, ale to rzecz też
niesłychanie zobowiązująca.
Jest bezpośrednią konsekwencją tego,
co zaszło latem zeszłego roku.
To zaś co zaszło, musi być jednak też konsekwencją
Przeszłości.
I dodatkowo: choć nie możemy zmienić Przeszłości,
Przyszłość zmienić możemy. Pod warunkiem,
że zaczniemy w TERAZ.
W tym pociecha..

Biję się z myślami.
Czy podołam temu, co, jak się wydaje,
zostało mi powierzone?
Myślę o tym od roku, od czasu, kiedy się to
wydarzyło.
To prawda, zawsze tęskniłem za sprawami
wielkimi, ale nigdy poważnie nie myślałem,
że przyjdzie mi zmierzyć się z rzeczą tak
Wielką.

Trochę narzekam. Narzekam, że wszystko mnie
drapie, na uczulenia. Przeszkadzają mi wąsy
(muszę zgolić). Staram się NAD SOBĄ nie użalać,
nie rozczulać, ale nie tylko dobre wzruszenie
mi towarzyszy. Towarzyszą mi obawy.
Może nie tak wielkie, jak wielka jest
Rzecz, ale i tak o wiele większe ode mnie.

Czuję się słaby, czuję strach.
Chciałbym czuć w sobie lwa, ale wyczuwam
dużo myszy. Rozumiem lwa z opowieści o
„Czarnoksiężniku z Oz”. Ten lew zmierzył
się z Kulą Ognia, tak naprawdę nie był
tchórzliwy. Ale musiał się o tym
dowiedzieć..

Mam też problem z samooceną w oczach
innych.
Mam problem ego.
Mam problem utożsamiania.
Istnieje problem, choć tępiony, to warto
pamiętać, że ciągle obecny,to podskórnie,
to może i podświadomościowo nawet, chęci
błyszczenia. Przypodobania się. Czy nawet
częściej: problem tego, jak się jest
widzianym, postrzeganym przez innych.
Generalnie chcemy być lubiani, uważani za
rozsądnych, niegłupich, przezornych. Lubimy
być popularni. Nie przepadam za zrażaniem
ludzi wygłaszaniem dziwnych lub też
niepodobających się wielu opinii. Nie
przepadam za pisaniem, że ktoś nie ma
racji, że pisze bzdury, że szerzy błędne
czy wręcz szkodliwe informacje. Chcę być
lubiany. Chcę być uważany za poważnego i
mądrego.
Najlepiej, swoją drogą, pasuje do tego
figura inteligentnego ironisty..
Taką figurę trzeba jednak porzucić.
Prześmiewanie trzeba porzucić. Utożsamianie
trzeba porzucić. Chęć niezrażania innych
trzeba porzucić, ilekroć w grę wchodzi
Prawda, ilekroć dopomina się o to Wyższa
konieczność. Nie należy tego rozumieć
jednak jako uświęcanie środków. Nie należy
być niemiłym, nie należy krytykować, nie
przedstawiając nic konstruktywnego w
zamian.
Słusznie Kant pisał: Człowieka należy
zawsze i wszędzie traktować jako Cel –
nigdy jako środek do jakiegokolwiek celu.
Mam problem z tym, że chciałbym być i
skuteczny, i zawsze wierny temu, co
wybrałem, ale także i lubiany, i popularny
i przez wszystkich postrzegany jako
człowiek poważny. Tego czasami nie da się
pogodzić. Trzeba wybierać, trzeba
rezygnować.
Chcę być wierny temu, co wybrałem.
Utożsamianie się, tam gdzie temu
przeszkadza, trzeba eliminować. Trzeba
pamiętać jednak także o skuteczności.
Trzeba pamiętać o pragmatyzmie, trzeba być
teologiem, mieć owarty umysł na Nieznane,
ale także być teleologiem /telos – cel/,
prakseologiem /praxis – praktyka/.
Trzeba wypracować dobrą metodę. Trzeba
jednak być grzecznym. Być przekonywującym,
stanowczym, ale nigdy chamskim.
Trzeba też uważać z koloryzowaniem, trzeba
uważać na tendencje do wyolbrzymiania, do
rozciągania wniosków, trzeba dbać o
precyzję. Tu leży egoizm, widzę to
doskonale. Mam tendencje do ekstrapolacji,
mam tendencje do pomijania trudnych
konkretów, które mogłyby wielu zrazić.
Muszę nad tym wszystkim pracować.
..

Chcę być dobrym narzędziem. Chcę być
narzędziem wydajnym, skutecznym.

Na pewno byłoby mi łatwiej, gdybym
wiedział, gdybym myślał o sobie, że jestem
potężny, że jestem odważny, że jestem
dobry, zdecydowanie i tylko dobry!
Wcale tak nie myślę.

Byłoby mi łatwiej, gdybym odnalazł
Złote Serce.
Byłoby mi łatwiej, gdybym wiedział..

Johnny Cash zaśpiewał kiedyś piękną
piosenkę. Piękną, ale co do wymowy, trochę
pesymistyczną. To jej oryginalny tekst:

(Heart of Gold, Johnny Cash)


I want to live,
 I want to give
 I've been a miner for a heart of gold.
 It's these expressions I never give
 That keep me searching for a heart of gold
 And I'm getting old.
 Keeps me searching for a heart of gold
 And I'm getting old.

I've been to hollywood
 I've been to redwood
 I crossed the ocean for a heart of gold
 I've been in my mind, it's such a fine line
 That keeps me searching for a heart of gold
 And I'm getting old.
 Keeps me searching for a heart of gold
 And I'm getting old.

Keep me searching for a heart of gold
 You keep me searching for a heart of gold
 And I'm getting old.
 I've been a miner for a heart of gold.

 

Przetłumaczyłem go już prawie rok temu.

Przetłumaczyłem go na fali uniesienia
sprzed roku.  W tej zupełnie niecodziennej magii.
Teraz jestem ostrożniejszy,
teraz sobie o wiele bardziej niedowierzam.
Ale czy taka ostrożność jest dobra, czy jest pożyteczna?
W pewnej mierze, jeśli
moblizuje, i tylko w niej..
Dlatego o tym piszę.
Piszę o tym, że jest mi trudno.
I ilekroć, kiedyś, gdzieś, coś twierdząc,
albo komuś zaprzeczając, pomyślicie, że
jestem zadufany, zbyt odważny, zbyt pewny
swego, zbyt mający PRAWDĘ na własność – tak
nie jest, i tak nie było.
Więcej mam wątpliwości niż pewności.
A jednak, to może być pożyteczne tylko w tej
mierze, w jakiej umożliwia Realizację.

Myślę, że śp. Johny Cash się nie obrazi, że
przetłumaczyłem jego piosenkę w sposób
najzupełniej niewierny oryginałowi. Myślę,
że mi wybaczy, że napisałem ją właściwie na Nowo.
To zależy od tego, co to wszystko PRZYNIESIE W PRAKTYCE.

Chcę żyć
i to znaczy ni mniej ni więcej niż:
chcę
dawać.

Tak długo szukałem i szukałem
złotego
serca,
a gdy znalazłem je w sobie,
nie wiedziałem co robić.
Może tak się na mnie skrupia to wszystko,
co powinienem był rozdawać a czego nie
czyniłem, bo tylko szukałem?

Ale cóż za szczęście, jeszcze się nie
zestarzałem,
jeszcze jestem młody,
znalazłem złote serce w sobie i już wiem, że:
Chcę żyć
i to znaczy ni mniej ni więcej niż: chcę
dawać.

No więc sobie szukałem i szukałem,
kręciłem filmy, choć do Hollywood się nie
wybrałem (no i dobrze)
Lecz przekroczyłem cienką czerwoną linię.

Ech, te poszukiwania ciągle szły po
świetnej linii
choć kierunek był błędny,
okazało się, że można go odwrócić

i znalazłem.

(Marat Dakunin)

 

Bajka o Jaskółce i Lwie

W poprzednim wpisie grafiki z Lwami..(i nie tylko..),
a tutaj zadumałem się nad nadesłaną przez serdeczną mi
artystkę Barbarę Rzepa-Leichsenring – bajką..

Ilustracja do filozofii dla dzieci, zamieszczona na stronie https://www.teachingchildrenphilosophy.org/BookModule/TheLionAndTheLittleRedBird

Oto i ona, ta bajka:

Lew i jaskółka

Jestem lew. Duży lew.

Krzyczeć na was umiem też.

Siedzę w wieży, kto mi nie uwierzy

Może przyjść w pokorze,

Może mu pomoże.

Jaskółka przelatywała bokiem omijając wieżę z której dochodziły pomrukiwania złotego lwa. Ktoś go zamknął w wieży. Nie wiadomo dlaczego i po co.
Np. wiadomo, dlaczego  św. Barbarę zamknął w wieży zły ojciec –poganin. Chciała wyjść z a mąż za chrześcijanina.  Ale kto zamknął lwa?

Wieża świeciła jak latarnia morska, bo lwia grzywa była utkana z mikroskopijnych paciorków złota.  …… taki „Złotuszek – lewek –samojeden”. Czemu go tak los do tej wieży posłał. Za karę, czy za karme, czy na wzór,
czy na przestrogę?

Następnym razem, gdy trasa przebiegała opodal wieży, jaskółka zboczyła z trasy i przysiadła na parapecie małego okna. Z drugiej strony wieży od strony wschodniej był taras zadaszony a w nim w fotelu bujał się lew. Oczy miał zamknięte, bo układał w głowie jakieś teksty, jakieś posłania do mniej i bardziej uczonych tego świata.

Lew nie zauważył posłanki wiatru północnego – jaskółki ostroskrzydłej.
Ki-wit , ki-wit, – lewku otwórz oczy i porozmawiaj ze mną!

– Cóż ty ptaszku, marna istoto , możesz mi pomóc? Medytuję o problemach świata  a wywiadów udzielam sporadycznie.

-Nie mam pieniędzy ani kadzidła .! Mam tylko wieści ze świata- pisnęła jaskółka .

– Mam wieści pod dostatkiem a ufam tylko sprawdzonym źródłom.

– Nie jestem tu przypadkiem, panie lwie. W górze  prosili mnie  żebym cię odwiedziła. A fruwam teraz nisko, bo zanosi się na deszcz.

– A to ciekawe! …kto cię przysłał?

– Uskrzydlony lew i złocisty feniks, kuzyn żar-pticy…

– Postudiuj św. Marka, ptaszku. Poza tym jedna jaskółka wiosny nie robi.

– Oj tam , nie robi!!!Zacznij od jednej! Popytaj , dlaczego mnie w twoją strone przygnało?

– Wiem! – Lew otworzył mądrą księgę i przeczytał. – ..bo jest coś szczególnego w powietrzu , co obydwoje czują. Nie wiadomo skąd przychodzi i dlaczego. Ale jest pewne , że to cos szczególnego działa na ich szósty ty  a może i trzynasty zmysł.

– No dobrze,  ..i nie chcesz wiedzieć , co to jest? Co działa na lwa tak samo jak na jaskółkę????

– Ja wiem dobrze to,…. czego ty nie wiesz … i odwrotnie.

– To ja się dowiem, nie ma sprawy! Ale , gdy siedzisz w tej wieży, nie czujesz , jak kwiaty pachną i jak się zieleni tam, gdzie wiosna.

……………………………………………………………………………

Lew  popatrzył trzeźwiej na małe stworzenie  a tak głośne i natarczywe, że zaduma i duma wyparowały natychmiast z jego królewskiego oblicza. Po namyśle powiedział poważnie , jakby mówił do całego parlamentu królowej angielskiej.

Bóg zasiał życie i puścił w ruch koło rozpłodu po to , by każdy nowo urodzony był oczekiwany i dostał dach nad głową . Nie tak jak to się teraz dzieje! Rodzą dzieci w bezdomność i samotność a co jeszcze gorsze –  jako ofiarę dla złego;

– Kto to powiedział? Spytała jaskółka lwa. Przecież  ptaki to wiedzą. Karmią swoje małe i uczą je , jaka fruwać Ssaki również dbają o swoje małe.

– Nie wszystkie ssaki. Człowiek nie zawsze myśli o opiece nad dziećmi. Używa seksu dla przyjemności a potem wrzuca  dzieci niechciane w paszczę molocha.

– O mój boże, mój Boże , masz rację. Ta ludzka hybryda tak została ogłupiona, że idzie za instynktem  i przyjemnością i nie myśli odpowiedzialnie. A ze zwierzętami co robią????!!!!!!  Zabijają i zjadają! W dodatku hodują na zabicie!

– Widzisz, ptaszyno najdroższa, doceniam twoje zamiary rozweselenia mnie, ale muszę się przez ten problem  sam przegryźć.

Samemu, lewku, będzie Ci trudno. Zubożejesz, wyschniesz na wiór, poczerniejesz i przestaniesz świecić z tej wieży!

– Ale któż jest ode mnie mądrzejszy, droga moja posłanniczko?

– Drogi mistrzu, jak to kto? Suma wszystkich mądrości jest mądrzejsza. Dlatego potrzeba Ci posłańców, żeby tam szukali, gdzie sporo wiedzy. Martwi mnie jednak to, że wiedza czyni głupio „ samo-jednym”.

Dobrze, już dobrze, znajdę sposób, żeby się nie samolubić . Nawet pozwolę ci gniazdo w mojej grzywie uwić. Ale tylko na trochę, dopóki nie wyjdę z wieży. Potem będę dynamiczny i byłoby ci niewygodnie wysiadywać młode w takich warunkach.

– Zaskoczyłeś mnie. Dziękuję Ci , Złotogrzywy. Znałam kiedyś świerszcza, którego zaprosił na gościnę niedźwiedź z Lasu Północnego. Świerszcz siedział mu za uchem . Opowiadał, opowiadał a miś wędrował i wędrował.

– No dobrze. Ja również mogę coś znaleźć , za co cię polubię. Samotność już mi nieco doskwiera i mam wrażenie, że cos wymyka mi się z ramion. Chyba całe pół świata.

Koniec

Ilustracja aut. (c) Marianne Dubuc ze strony https://www.brainpickings.org/2014/05/07/the-lion-and-the-bird-marianne-dubuc/

A nad czym się zadumałem?
A nad tym, między innymi, jak bardzo samolubny jestem
i jak wysoko nosa zadzieram..Ale także nad tym, jak bardzo
w pogoni za wielkim umykają mi znaki tkane drobnym ściegiem
światłocienia. I nad innymi jeszcze sprawami. A może ważne jest –
a może lepiej napisać by trzeba było: nad Innymi jeszcze?

Pewnie i o tym w niedalkiej przyszłości napiszę..

M

Lwy znad mojego łóżka (i jeszcze coś..)

„Blog” ten zamierzam prowadzić praktycznie codziennie.

Delikatna przerwa po (8.8) miała na celu to, by opowieść o Ukrytym,

który jest Podstawą (tutaj), mogła należycie wybrzmieć, bo powinna.

A dzisiaj prezentuję najbliższe okolice mojego łózka.

Tego najwyższej (i najbliżej 🙂 narysował słynny Bogusław Polch,

jest tylko w jeden kopii i oryginalny 🙂

rys. Bogusław Polch

 

rycina z zbioru franc. r. 1851
Rys. Salvador Dali

Prapremierowy wpis 17.07.2017 – Rozpoczynająca się Epoka Ducha Św. a Sztuka

Po Epoce Ojca i Epoce Syna następuje teraz epoka Ducha Św. Światem antycznym rządziła  „ufilozofowana” religia i nauka. Średniowiecze to okres podporządkowania filozofii i nauki
– religii. Epoka nowoczesna to z kolei religiai filozofia – podporządkowana nauce. Nowa epoka będzie (poczyna być) epoką sztuki. Sztuka nie szuka sprzeczności,
twórczo ZHARMONIZUJE zarówno religię, jak filozofię i naukę.
Hasłem: Estetyka konsumuje nawet Etykę!

(moja parafraza z Borisa Mouravieffa, Gnosis)