Kartka z pamiętnika

Zanim – za kilka dni – nastąpi kontynuacja poprzedniego
wpisu („Cele pracy ezoterycznej”), ponieważ – wpis ten
zakończyłem pewnym meta-odwołaniem, czyli odwołaniem
się do sensu i powołania nauczyciela w pracy ezoterycznej
w ogólności, uczynię małe interludium i przypomnę
fragment pewnego pamiętnika.
Marat Dakunin

Marsylia, () 1986

Jestem transformatorem i konwerterem
energii. To jest esencja mojego istnienia.
To jedyny możliwy cel. Mogę wybrać, czy 
służyć temu celowi, czy nie. Mogę być tylko
transformatorem. (..)
Albo, mogę służyć jako kanał. To wybór
pomiędzy samowolą a dyscypliną. Co robi
„Ja” to samowola. Co działa poprzez „Ja”
nią nie jest. Powiniem pozwolić, by
Działało poprze mnie. Trzeba wyeliminować
samowolę. Ale, na Boga, nie samokontrolę!

Tak więc chcę wyeliminować samowolę, usunąć
autoidentyfikację. TO bardzo ważne.
Chcę (jednak) wglądu i samoobserwacji.
Chcę zaplanować każdą godzinę.
Chcę pozbyć się garbu, przestać być
wielbłądem.
Chcę słuchać. Chcę wewnętrznie rozważać.
(..)
Świat jest marnością. Marnością, która
przeminie. Niebo przeminie, Ziemia
przeminie, drzewa przeminą, ludzie
przeminą. Ludzkie aspiracje przeminą. Nauka
i wiedza przeminie. Wszystko co mnie spaja,
przeminie.
Cel – na tym poziomie – nie istnieje.
Wyznaczać cel na tym poziomie to
okłamywanie samego siebie.
Humanizm, prawda, wiedza – to puste słowa.
Słowa otoczone przez cierpienie, które jest
bez znaczenia. Kiedy mówię, że „chcę pomóc
ludzkości” – to puste słowa.Kiedy mówię
„wiedza”, „nauka”, „prawda”, „poznanie” –
to słowa fantomy.

Jestem transformatorem energii i potrzebuję
służyć jako taki. To jest to, co mogę.
Gdzie jest wyjście?
Nic nie pozostanie z tego, co robię.
Równie dobrze mógłbym nie istnieć.
Myśleć, że jestem inny, że jestem
wyjątkowy? Że dokonam rzeczy, których nikt
nie dokonał – ale mi się uda, gdyż mam
szczęście? Boże, to możliwe, żeby wierzyć w
tę iluzję!(..)
Jeden cel wydaje się osiągalny.
Gdy koniec będzie blisko, cierpienie będzie tak
wielkie, że odejdę z ulgą (..)

Gdzie jest wyjście? Jakiemu celowi służą
ludzie? To jest eksperyment!
To, co bierze początek we mnie się nie
liczy. Jedyne, co mogę zrobić, to pozwolić czemuś
potężniejszemu mówić przeze mnie. Czemuś
mądrzejszemu mówić do mnie i mówić przeze
mnie. Działać przeze mnie.
Jestem łupiną, maszyną. Jestem możliwością
dla czegoś większego do bycia we mnie i
działania przeze mnie. Jestem miejscem,
które czeka by zostało wypełnione.

Jestem powozem bez woźnicy i bez pana.
Tak, jest mózg, są członki ciała, są
zmysły. Ale jestem tylko powozem, bez
powożącego i bez pana. Osobą z pretensjami
by posiadać jakieś prawa. Która odgrywa
role, czasami woźnicy, czasami pana – która
mówi ciągla „Ja”.
Lecz jestem tylko powozem,
który jedzie do nikąd i skazany
jest rozkraczyć się w jakimś rowie.
Moje aspiracje, moje ambicje, moje chęci –
to wszystko należy do pustego powozu
i konia,
(koń w metaforze człowieka Gurdżijewa
symbolizuje uczucia, jako siłę napędową człowieka
– dopisek MD) 
pozostawionego bez kontroli.
Wszystko, co robię, nic nie znaczy.
Wszystko co robię jest „osobiste”. Wszystko
co z [tej fałszywej osobowości]
pochodzi to balast.
To wielbłądzigarb.

Jak przejść przez ucho igielne z tym
garbem? Trzeba odłożyć na bok tę osobę.
Aspiracje i fanaberie – to nie ja.
Błogosławieni, którzy są potulni.
Potrzebuję potulności. Wyeliminowania
rzeczy zbędnych. I świadomości, że każda
chwila jest odgałęzieniem Wszechświata.

(Ark, Arkadiusz Jadczyk,
tłumacz. wersji angielskiej MD, choć językiem
ojczystym autora jest j. polski) 

Cele pracy ezoterycznej

W tym odcinku postaram się ograniczyć czysto osobiste przemyślenia i komentarze (dopisek: nie udało mi się to do końca..).
Rzecz wyłożę w punktach – ma to na celu raczej uporządkowanie całości i przedstawienie poszczególnych tez a nie odnosi się do jakiegoś podziału czy klasyfikacji.

Pozycja, którą w tym zakresie polecam – Gnoza, aut. Borysa Murawiewa (w jęz. polskim niestety niedostępna) – choć nie można powiedzieć, że przedstawiająca Prawdę w 100 %, to jednak jest najwyższej jakości, a tak przemyślenia teoretyczne, jak, ciągle gromadzone, doświadczenie praktyczne, pozwalają mi tę prawdziwość w wielkim zakresie stwierdzić i biorę za to przed Każdym Czytelnikiem osobistą odpowiedzialność.

A więc, wracając do rekapitulacji celów..

I.

Celem pracy ezoterycznej, a jest to głównie praca Człowieka nad Samym Sobą
[jak podkreślam jednak w nastepnych punktach – istotne jest przy tym
relizowanie celów zewnętrznych]– jest Przezwyciężenie Śmierci. Zbawienie. Dość komentarza do tego punktu zamieściłem w poprzednim odcinku. Będę zresztą do tego niejednokrotnie wracał, tutaj nie chcę się już powtarzać (choć chętnie odpowiedziałbym na jakiekolwiek pytania – to uczyniłoby od razu całą rzecz wartościowszą, gdyż mógłbym skupić się na konkrecie, choć oczywiście, nie znając pytania, nie gwarantuję czy znałbym na nie satysfakcjonującą odpowiedź czy znalazł odpowiednie wyjaśnienie).

Tutaj podsumuję jeszcze jedynie sytuację egzystencjalną LUDZI – jako mogących – POTENCJALNIE – udoskonalić się, awansować w hierarchi rozwoju bytów (nie tylko duchowej) wyżej.

Człowiek – jak wiadomo – jest „zawieszony” pomiędzy światem 
i „aspiracjami” roślinno – zwierzęcymi (gdzie cel jest prosty, 
przetrwanie i prokreacja, a na wątpliwości i wybory miejsca nie ma) 
a należącymi do wyższego, duchowego – boskiego porządku.
 Z jednej strony musi troszczyć się, podobnie jak zwierzę o przeżycie 
– a instynktowna część i często też nieopanowane pożądania – realizację seksualną i prokreacyjną. Z drugiej strony, choć u niemałej części ludzi jest ona nierozwinięta, nierozpoznana lub zduszona – człowiek poprzez swoje świadome wysiłki może wejść właśnie w coś, co może być nazwane 
linią rozwoju ezoterycznego. Ta linia pozwolić mu może na odkrycie 
w sobie i nawiązanie kontaktu – poza, funkcjonującymi i wystarczającymi „części zwierzęcej” niższymi centrami emocjonalnym (seksualnym) oraz typowo mechanicystyczno (pragmatyczno) – ludzkiemu niższemu centrum intelektualnemu – wyższych centrów, będących w człowieku w efekcie tchnienia w niego ducha (zapalenia Bożej „iskry”)  najczęściej w stanie zupełnie nierozwiniętym i często też nieuświadomionym, wyższemu centrum emocjonalnemu i intelektualnemu i ich unii wyrażającej się Prawdziwym Widzeniem [trzecie oko]). Nawiązując kontakt z tymi centrami człowiek może: przezwyciężyć Śmierć odzyskać utracony Raj. 
 Ot, co.

II. 

Z rzadkimi wyjątkami powyższy cel (cele) mogą być osiągnięte poprzez świadomy trud, ciężką i metodyczną pracę.
Na temat „wyjątków” już poczyniłem pewien komentarz wcześniej, będę do tej kwestii wracał też w przyszłości przy omawianiu kwestii szczegółowych.

II b.

Świadomy trud Człowieka na drodze pracy ezoterycznej obejmuje w przemożnej mierze pracę nad funkcjami, zdolnościami i centrami człowieczymi, które zwykle są w stanie uśpionym, nierozwiniętym i wręcz powszechnie zapomnianym, szczególnie u ludzi naszych czasów.

Cechy te mają zarówno charakter umysłowy, intelektualny, jak też bardziej uczuciowy, emocjonalny. Jest generalną regułą, że podstawowe i najważniejsze znaczenie ma praca nad centrum emocjonalnym, albowiem droga i jej istota zaczyna się w sercu.
Konieczna jest gorliwość, tęsknota – pożądanie wyrażone gorącym sercem człowieka. Aby poczynić postęp, należy zapłonąć.
Ogienek i trochę dymku nie wystarczą.

III.

Praca ezoteryczna, jak stwierdzono wyżej, jest przede wszystkim pracą Człowieka nad samym sobą, dokonuje się w większości poprzez i w jego wnętrzu. Jednak nie może być, z natury Świata (oraz z przyrodzonej, społecznej natury Człowieka) wykonywana w próżni.
Nie należy też oczekiwać bezpośrednich, a tym bardziej szybkich „rezultatów” – w tym sensie, w którym można by je przyrównać do nagrody za wysiłek, „zapłaty” za włożony trud.
Nagroda, co wynika chyba jasno z natury i celów pracy, jest i to jest wielka. W zasadzie napisać należy: Największa z możliwych. Jednak istotą pracy ezoterycznej – w tym właśnie pracy nad swoim centrum emocjonalnym (i pracy nad ograniczeniem swojego Ego w sensie fałszywych, narzuconych naszej prawdziwej Indywidualności, mnogich „Ja”, o których już też nie raz tutaj wspomniałem) jest upodobanie serca, bezinteresowność, a czasem, użyję tutaj tego słowa z ostrożnością: miłość.
Jest to trochę tak, że – choć pracuje się – i o Nagrodzie się WIE, to jednak istota dobrze wykonywanej pracy ezoterycznej, motywacja i myślenie człowieka nie może skupiać się na jego interesie w tym zakresie. Najlepiej gdy jest szczerze bezinteresowna, wzbudzona przez czyste dążenia serca i aspiracje uczynienia dobra i pożytku Innym, Światu, a nie sobie, w każdym razie, nie bezpośrednio i głównie Sobie.
W pewnym zakresie zasadę tą wyraża ewangeliczna rada: „Niech nie wie lewica co czyni prawica”. Gdy prawą ręką komuś dajesz coś darmo, niech lewa nie wysuwa się, nawet bezwiednie, po „nagrodę” za tę swoją dobroć.

Może wydaje się to abstrakcyjne i trudne, ale, dla człowieka, który – jeśli prawidłowo widzi rzeczywistość, nie jest poważnie zakłamany i jest w stanie być w miarę uczciwym wobec samego siebie, nie jest to takie trudne.
W istocie jest czasem tak, że dla osoby, która ma dobrą szansę na powodzenia w pracy ezoterycznej wydaje się ona właśnie – dla niej samej – bardzo trudna, bo bywa, że osoba taka niezbyt dobrze, a nawet całkiem źle, ocenia samego siebie, swoje przymioty, bezinteresowność. Myśli nierzadko, że jest takim egoistą i ma tak słabą wolę, że praca ezoteryczna i bezinteresowność trudów i wyrzeczeń, taka o jakiej wyżej wspomniano, jest poza jej zasięgiem.
Tutaj mogę poczynić optymistyczną uwagę, że tak nie jest. Natomiast nasze wątpliwości co do samego siebie w pewnym zakresie niech dodadzą nam otuchy – świadczyć bowiem mogą, że mamy do siebie odpowiedni stosunek. Jest to bardzo ważne i odwaga w podjęciu Pracy może zaowocować tym, że nie tak długo będziemy mogli czekać na niedowierzanie i radosne zdziwienie, że coś, co wydawało się „zbyt dobre dla nas” jednak jest w naszym zasięgu!

Choć cały powyższy ustęp pochodzi bezpośrednio ode mnie i wsparty jest na moim doświadczeniu, podobnie pisze Borys Murawiew, stwierdzając „każda prawdziwa praca ezoteryczna przebiega w kierunku diametralnie odmiennym niż egoistyczne dążenia”.

Dlatego też, osoba, która tej pracy się podejmuje, nie powinna rozmarzać się i łudzić wizjami różnych korzyści, osiągnięć i nowych możliwości, które będzie osiągać, powinna zaś uzbroić się w wiarę (nie chodzi tu o wiarę w sensie religijnym, a przynajmniej akcent nie w tym leży..) i odwagę, koncentrując się na właściwych staraniach i pożytkach, nie ograniczających się do siebie samego,
z nich płynących.

III b.

Praca nie jest wykonywana, jak stwierdzono wyżej, w próżni. Powinna mieć pożyteczny cel. Konieczne jest zajęcie się CZYMŚ KONKRETNYM.
Ogień, płonący w sercu i duszy samotnika, który posłuży tylko do tego, by oddawał się czemuś (np. jakiejś niezrozumianej szerzej twórczości czy utopiom), z czego nikt w zasadzie nie ma żadnego pożytku – nie wystarczy. Mało tego, można się sparzyć; w rzeczy samej taka postawa byłaby raczej oszukiwaniem samego siebie a czasem i innych.

Dlatego konieczne jest znalezienie – by włożyć w nie swój świadomy trud – konkretnego PRAKTYCZNEGO ZASTOSOWANIA.

Nawet gorący płomień w sercu nie wystarczy, jeśli nie będzie mógł czegoś, poza nami, zapalić i skończy się na szarym dymie, zanim wygaśnie. Każda siła wymaga konkretnego punktu aplikacji i jeśli go nie odnajdzie, zdekomponuje się i zaniknie.

Zanim odpowiednie siły mogą znaleźć zastosowanie, „student” musi uczynić się odpowiednio użytecznym. Jego zadanie rozpocznie się tak naprawdę dopiero gdy od zamierzeń i słów przejdzie do działań, akcji.

IV.

Poszukujący jest wolny w swym wyborze.
Dyscyplina jest przyjęta na zasadzie wolnego wyboru, ale – jak już – musi być stalowa. Poszukujący może zaprzestać swoich wysiłków i w każdej chwili powrócić do normalnych życiowych, światowych interesów. Jednak, musi się liczyć z tym, że będąc już w pewnej mierze „zatruty” tym, co dokonał na drodze ezoterycznej oraz mając już przez to w pewnej mierze otworzone oczy, kolory i możliwości światowe, które wcześniej wydawały się bardzo atrakcyjne, teraz zblakną a nawet zupełnie stracą swą siłę motywacyjną. Tak jest ze wszystkim co wydawało się kiedyś godne pożądania: pieniędzmi, kobietami/mężczyznami, sławą (a nawet tzw. „spokojem udanego życia rodzinnego”).
Wolność wyboru i inicjatywy domaga się od poszukującego wystawienia siebie na różnorakie niebezpieczeństwa i próby. Może być też tak, że omyłkowo weźmie fałsz za prawdę, nieczyste za czyste, pozwoli na dopuszczenie do różnego rodzaju „skandali”. Jeśli jednak takie błędy zostaną popełnione przez czyste serce w rezultacie szczerego błędu, nie stanowią śmiertelnego niebezpieczeństwa. Zostanie on ostrzeżony na czas, nawet gdyby w błędzie pozostawał. Tutaj Murawiew przywołuje przykład nawrócenia Szawła – św. Pawła. Jednak nie muszę sam długo szukać by mnogie przykłady cisnęły mi się w pamięci, tak z historii, już mniej odległej, jak z całkiem nieodległej i niemal teraźniejszości.

Prawdziwe niebezpieczeństwo ma miejsce wtedy, gdy dopuszczamy się nieczystości serca – poszukujemy tak naprawdę realizacji naszych egoistycznych interesów i, tak naprawdę, jednej ze „światowych” wartości (tj. choćby wspomnianych – władzy, sławy, pieniędzy, czy nawet pewnych doczesnych rezultatów emocjonalnych). Może tak się stać, nawet nie do końca dla nas świadomie, w początkach, gdy dopuszczamy się jakiejkolwiek nieszczerości wobec samego siebie. Toteż najgorszym i najniebezpieczniejszym z kłamstw, na drodze ku pracy ezoterycznej, jest OKŁAMYWANIE SAMEGO SIEBIE. Jest to absolutnie zakazane!

Stwierdzam, że wpis robi się za długi. Dlatego na tym puncie teraz przerywam, w następnej części zaś – bardzo niedługo – bezpośrednia kontynuacja i dalsze punkty.

Pod koniec tylko jedna, w pewnej mierze autotematyczna uwaga.
Istnieje zasada, że na pewnym etapie pracownik jest zobowiązany także do nauczania, do przekazywania Innym tego, co wie, szczerze korzystając ze swojego doświadczenia. Jest to jednak śliska sprawa.
Albowiem, wydaje się, że nazbyt wielu uważa się do tego powołanych.
Przez to, w ogóle, ezoteryka doczekała się nienajlepszej opinii 
i nierzadko bywa wyśmiewana – i słusznie! Nie ma bowiem
nic gorszego niż lipnie lub oszukańczo uprawiana praca ezoteryczna
czy wszelkiego rodzaju życzeniowo – fantazyjne okultyzmy.
Czyniły one i czynią – tym bardziej w dobie globalnego obiegu

informacji i mediów – wielką szkodę Prawdziwej sprawie.
Czy rzeczywiście jesteśmy do tego zobowiązani, o tym powie nam nie własna aspiracja czy, nawet dobre, chęci – w rzeczy samej: sami możemy się czuć do tego absolutnie niegotowi i sami siebie osądzać jako znający rzecz tak słabo a nasze doświadczenia za tak niewymierne, że „u nas” nie powstałby nawet zamiar przyjęcia na siebie, nawet w pewnej mierze, roli nauczyciela.
Czy musimy to jednak, będąc w zgodzie z naszymi obowiązkami i powołaniem, uczynić powie nam bardziej konfiguracja faktów i Świata oraz liczne, niedające się zignorować sygnały i znaki. Niemniej, pomimo tego wszystkiego, ktoś, kto rzeczywiście ma już także nauczać, do końca może się czuć do tego nieprzygotowany i tego niegodny. Jest to jedna z kolejnych właściwości, która cechuje ezoteryzm i która się opłaca – lepiej sobie, a musi płynąc to raczej z natury a nie z jakichś świadomych czy wymuszonych starań „skromności” – umniejszać niż odwrotnie. Trudność polega na tym, że umniejszając sobie, niejako naturalnie tracimy motywację do działania, szczególnie w takiej dziedzinie, o której mowa. Tak, jest to trudne ale o tym, że praca ezoteryczna jest rzeczą trudną, jak widać tutaj: w znacznej mierze właśnie psychologicznie, była już mowa.