Ona jest M. – Vulnerable (przekaz w piosenkach Roxette – cz. 3)

Rabbi  Bunam, uczeń Jakuba Izaaka z Przysuchy
(mimo tego, że był od tego drugiego starszy, o ile pamiętam..
skąd zaś pamiętam? Z „Goga i Magoga” Martina Bubera)
miał kiedyś zamiar napisać książkę o wszystkim, co związane jest
z człowiekiem i nadać jej tytuł „Adam”.
Po namyśle jednak odstąpił od tego zamiaru..
Zaprawdę mądry był rabbi Bunam!

Z innej beczki literackiej - czasami "Finnegans Wake" Joyca określa się próbą zawarcia dorobku cywilizacji w jednym dziele. Czy udaną, nie wiem..
Na pewno trzeba być perfekcyjnie anglosaskim 
(pardon James! - irlandzkim!) nie tylko językowo ale i zanurzonym w subtelności kulturowe, by móc to odpowiedzialniej określić..

Dzisiaj 3 część cyklu o przekazie niektórych piosenek Roxette..
Część specjalna, gdyż zajmę się utworem, który prowokuje do napisania o..: Wszystkim. A to chyba nigdy nie jest możliwe.

Właściwy dobór – tak jak właściwe ograniczenie – czy właściwe abstrahowanie, nawet, gdyby trzeba było rezygnować z dużej części tego,
co jest równe Istotne, jest dolą nazywającego rozumu..
na to jesteśmy skazani.
I to także powoduje to panujące tutaj rozumowe złudzenie – iluzję,
że wszyscy jesteśmy wzajemnie odseparowani – tak od siebie,
jak od reszty Świata. To sprawa konstrukcji i form poznania możliwych dla ograniczonego na tym etapie umysłu; ba, właściwe abstrahowanie, czasem jest kluczowe dla fundacji np. nauk ścisłych. Humaniści miewają z tym problem
i to wcale nie jest dobrze..

Kiedyś, ciekawostka, próbowałem, nawet w dość krótkiej formie
 zawrzeć Połowę wszystkiego (np. tutaj http://12.koprodukcje.pl
- a nawet wszystko 
 (http://alfaomega.koprodukcje.pl

 

Jednak starzenie się przesuwa ciężar z ciekawostek na pożyteczność.

Tymczasem znów się z tym wpisem opóźniłem.
Na początku, mimo, że nie wyczerpując wszystkiego, chciałem
napisać zarówno o aspekcie Uniwersalnym jak i Indywidualnym,
jeden i drugi zresztą siłą rzeczy zanurzone w osobistych doświadczeniach, przeżyciach i intuicjach. Następnego dnia chciałem opracować tylko wybrane kwestie z aspektu uniwersalnego, osobisty zostawiając na inne teksty, inny czas, może nawet nie w tym roku – związane byłoby to także z tym, co jeszcze się nie dookreśliło finalnie oraz z większymi całościami (książkami),
które przygotowuję.Wczoraj chciałem zaś napisać to jeszcze inaczej.
Dziś w końcu zaś zamieszczam – a będzie to głównie poruszenie wybranych spraw o bardziej uniwersalnym charakterze, choć –  pozwolę sobie na wątek osobisty. Zrobię tak także dlatego, że: 

Dziś, a nie jest to częste, miałem kontakt z M.
Jeśli chodzi o kontakt między nami – to jest on i był zawsze – bardzo utrudniony. Nie tylko wiadomości nie dochodziły, spoźniały się czasem
niewytłumaczalnie o 2 lata..
Tak było np. z serią sms-ów wysłanych 7 lat temu, które doszły
z 2-letnim opóźnieniem, gdy byłem w szpitalu..
Waga ich była znaczna – być może do pewnych dramatycznych wydarzeń
w ogóle by nie doszło – albo doszło do znacznie łagodniejszych, gdybym otrzymał te wiadomości w normalnym terminie. Ale zdarzały się rzeczy jeszcze ciekawsze: np. wiadomość odczytana pewnego dnia, gdy sprawdzałem ją kilka dni później – miała inną treść. I to także wpłynęło negatywnie, głównie emocjonalnie.
Ale teraz już nie daję się nabierać. I M także,
choć ostatnio dziwiła się jeszcze, dlaczego nie może do mnie NIC przesłać.
 

To jest, najkrócej mówiąc, tak, jak ostrzega i Gurdżijew i Murawiew: ewolucja duchowa Człowieka jest przeciwna pewnym Prawom Naturalnym [choć
nie wykluczam, że w sprawę zaangażowane były też mniej „naturalne”
czynniki] 
 Choć nie jest przeciwna Boskiemu planu – w zasadzie odwrotnie:
człowieka Upadek był temu, w pewnym sensie, przeciwny ..- to trzeba byłoby szerzej wytłumaczyć – i zrobię to, ale nie teraz i tutaj
.
Dlatego „Świat”, mówiąc ogólnie, im bardziej ktoś wymyka się spod rządów
i kontroli Prawa Ogólnego (General Law) i – stara się przedostać –  pod rządy Prawa Wyjątku  (Law of Exception) tym bardziej reaguje (kontr-atakuje) na różne sposoby, by temu zapobiec, to utrudnić..
Pozytywna ewolucja ma szansę zasadniczo tylko dzięki odpowiedniej postawie człowieka, i oczywiście – wykształceniu odpowiedniej świadomości rzeczy.
Bardzo ważne są warunki początkowe – albo ujmując to ciut inaczej, 
i słuszniej, skala zdegenerowania osobowości, na której bazując musimy
zaczynać nasze próby..
Postęp jest możliwy głównie dzięki wytężonej woli i świadomym, konsekwentnym trudom, nie należy jednak nie doceniać tego, jak wiele
więcej może przyjść nam z pomocą: przez Serce, a nie rozum. Bywają mniejsze lub większe wyjątki, ale liczyć na nie nie należy; czasami pomaga człowiekowi znacznie.. synchroniczność i tzw. „Przypadek”.

Tyle na ten temat – wątek osobisty zabrzmi jeszcze –
choć nie wybrzmi – na końcu. 
Będzie to, jak zaznaczyłem, znacząco inny wpis niż dwa poprzednie odcinki
cz. 1 i cz. 2 dotyczące przekazu ezoterycznego w utworach zespołu Roxette,
nie podaję linków, gdyż znajdują się na tym blogu bezpośrednio przed tym 
wpisem.
Tutaj też mamy do czynienia z piosenką i też Roxette, ale jej wymowa i znaczenie przekracza znacznie ramy tego mini-cyklu. Dlatego jeszcze raz wyjaśnię,
że pewne treści, które mógłbym opatrzyć interpretacją, zostawiam na kiedyś. Zapewne wtedy będę mógł to zrobić nawet lepiej i pożyteczniej,
dlatego nie ma czego żałować.

Zastanawiałem się przez te dni opóźnienia – czy opatrywać tekst utworu,
niosący znaczenie o wręcz kapitalnym znaczeniu dla KAŻDEGO – choć nie każdemu piosenka może przypaść do gustu w sensie estetycznym – konkretnym komentarzem, interpretacją. I tak jednak nie uczynię. Albowiem tekst jest
– jak zwykle bywa z piosenkami, tym bardziej Roxette, stosunkowo prosty.

Nie dodając do niego moich interpretacji ryzykuję, że pewne, kluczowe znaczenie, może zostać jakoś przegapione (Ale zaryzykuję – bo wiem też, że do znaczeń w tej, skromnej, piosence, będę wracał nie raz i na różne sposoby).

Tak, niestety bywa często, że przeoczymy Najważniejsze sprawy. 
Nie dlatego, że ludzie są generalnie głupi czy złej woli, ale raczej dlatego, że są nieuważni, strudzeni, znudzeni; że nie mają oczu i uszu na to,
co akurat – nawet w ich najlepiej rozumianym interesie – w całym Życiu
– warto zobaczyć i warto usłyszeć. Trudno im się jednak bardzo dziwić, dlatego, że otaczają nas zewsząd kakofonia informacyjna; różne słowa, zdania, pojęcia, wielkie i małe – wielkie rozmieniane na drobne i małe wywyższane jakby były naprawdę coś warte.. 
W tej ciżbie nadużywanego języka łatwo popaść w otępienie i przegapić to,
co ważne, a jeszcze trudniej temu uwierzyć. To wina nas samych, bowiem dopuściliśmy do tak wielkiego zamętu, inflacji znaczeń i prostytucji nawet Najświętszych pojęć. O roli języka i jego inflacji także niemało
i z naciskiem pisał G. Gurdżijew. 

 I choć teraz jest wyjątkowe ŹLE, to trudno przyjąć, że kiedyś, nawet bardzo dawno temu, było znacząco lepiej. Ludzki język i komunikacja, w tym wszechobecne KŁAMSTWO i PÓŁPRAWDY, ma po prostu taką inflacyjną naturę. Tym bardziej i tym gorzej w dobie obecnej, gdzie więcej jest Pisarzy niż Czytelników, i tak wielu wydaje się, że są powołani do przekazu Istotnych treści czy oświecania, oceniania lub nauczania Innych.
Ale ta epoka, dzień dzisiejszy to także czas, czas zapowiadany, era Ducha, w której wszystko, co było dotąd zakryte, musi zostać ujawnione.
I tak będzie – tak już się dzieje!
A to, co staram się robić – choć czasem może tak zabrzmieć – za co przepraszam, bo wtedy zawsze jest błędne – jest jak najdalsze od oceny, od pouczania czy oświecania na siłę.

Jednak – aby czegoś nie stracić – NALEŻY SIĘ TYM DZIELIĆ!

I tym, a nie pouczaniem ani narzucaniem swych ocen, jestem motywowany.
Przede wszystkim zaś święta jest wolna wola każdego, i jak najdalszy jestem, by dzielić się CZYMKOLWIEK  z Kimokolwiek, kto sam nic ode mnie nie chce!

Kto chce – niech korzysta, ale też nie wierzy w nic – bez osobistego sprawdzenia. Wszystko można i należy weryfikować, a to, że tylu ludzi myśli (wierzy), że ewidentne kłamstwa i bzdury – tylko dlatego, że nadane w telewizji, wydrukowane, czy podane przez taki czy inny „autorytet” – odpowiadają Prawdzie – dowodzi nie tylko starań, by ludzi zmanipulować, ale także, jak łatwo to osiągnąć, większość z nas woli bowiem wierzyć niż myśleć samodzielnie. A jeśli nawet myślenie tak bardzo danej osoby nie boli, to wtedy bywa, że nie weryfikuje czegoś i przyjmuje „na wiarę” z czystego lenistwa (jak w moim przypadku często bywało; z czym staram się walczyć).

Przypomnę jednak, co napisałem tutaj w zeszłym roku, bo to niesłychanie istotne.
(w bardzo ważnych wpisach – tym pt. „Cele (w ciele) II  
oraz tym pt. „Cele pracy ezoterycznej„) 

Pisałem tam coś, co jest bardzo ważne, także dlatego, żeby Czytelnik
wiedział, że nic mu się tutaj nie narzuca – wręcz odwrotnie – próbuje
raczej wspomóc w wolnym wyborze.
Tak bowiem jest, że im większa WIEDZA tym większy zakres wolnego wyboru.
Jeśli zostaliśmy okłamani i zmanipulowani – nasza wolność może wręcz
skurczyć się do rozmiarów celi więziennej!

Tak to napisałem, a udało mi się, myślę, dobrze i nawet jasno,
napisać: 

Mieć cel, to ważna sprawa.

Odkryć dla siebie swój fundamentalny, życiowy cel – KAŻDY
 – SAM DLA SIEBIE – i się go trzymać – sprawa jeszcze ważniejsza!

Ilu z nas żyje właściwie, pomijając drobne życiowe zabiegania
 – BEZCELOWO?

Czy aby tak należy podchodzić do życia, które tutaj, w ciele,
 na Ziemi, wiedziemy?

Mi się wydaje, że tak teoretyczne (w swoich poglądach, odczuciach)
 jak praktycznie prowadzenie życia bezcelowego nie jest ani mądre
 ani godne, ani nawet (sic!) popłatne. Jest tutaj, na marginesie cały
 problem SENSUrozczarowań, doświadczeń, temat depresji,
 temat NIHILIZMU wreszcie.
 O wszystkich tych, tak ważnych w naszym życiu, że czasem je najsilniej definiujących (lub..negujących) sprawach, napiszę. Napiszę już wkrótce!

Ja, piszący to, nie chcę Wam nic dawać zupełnie gotowego.
 Bo w tej materii, do której zmierzam: tak nie można. Tak się nie uda.
 Kto nam narzuca sztywne cele – czy aby jest przyjacielem
 naszej Wolnej Woli? Czy aby jest tą Stroną, która Nam życzy dobrze?
 Warto to przemyśleć..


Z celami, czy wszystkim innym, przez jakichś innych nam
 wyznaczonymi, narzuconymi, czy nawet tylko podsuniętymi
 czy doradzonymi – nie wiedze się zbyt dobrze. Bo i słusznie
 – dlaczego przekonywać nas miałby i prawdziwe motywować cel,
 który nie od nas samych – w całym tego słowa znaczeniu – pochodzi?

Najlepiej, by każdy sam dla siebie – coś – do budowania własnym życiem
 i staraniami – odnalazł zupełnie samodzielnie.

Bo, powtórzę, za sobą sprzed kilku dni, tak mi się to podoba : ) :

Dobrze byłoby (jednak) zasygnalizować Cel,

 tak by Inni mogli się (..) zorientować co do niego. Co do CELU.

 No i co do mnie.

 A na końcu, finalnie, tak byłoby najlepiej i to byłoby

 jak najbardziej Celowe: by się Inni mogli zorientować też co do Siebie,

 co do swoich Celów. Celów swoich Wnętrz. Celów ich prawdziwych „Ja”.

Każdy bowiem jest różny!
 Każdy ma do rozmnożenia talenty! – choć nie każdy ma je
 w tej samej walucie i tak samo łatwo wymienialne.
 Każdy jednak może je zamienić, zmienić a może nawet Transmutować
 w Wartości. Najlepiej te nieprzemijające.

O moich celach – konkretnie i na przykładach – będę pisał już w tym miesiącu.
Przygotowywałem to od pół roku.
Nie wszystko można ująć w słowa – nie wszystko można napisać.
Ale – między innymi – moim celem jest opisać, najjaśniej i najprecyzyjniej,
to, co do tej pory nie udawało się tak opisać. Zadanie to nadzwyczaj trudne.
Dlatego mam też i inne, ale wszystkie się ze sobą wiążą..

Choć późniejsze niż styczniowe wpisy tutaj rzadko oceniam jako udane – na tyle dobre na ile wydawały mi się te powstałe bardziej improwizacją – to, nie mam wyboru, i muszę dokładać tutaj cegiełek systematycznie, nie tylko gdy pisze się gładko i natchnieniem chwili. Zauważyłem jednak, że pewne sprawy, także właśnie języka, mogę poprawić, nawet gdy piszę z ducha dyscypliny a nie czystej inspiracji. Choćby to, co ostatnio bardzo się pogorszyło: budowałem za długie, zbyt złożone zdania. To trzeba poprawić czym prędzej. Bowiem nie zawsze mierzymy się tutaj z bardzo łatwymi tematami do naturalnego pojęcia i tym bardziej nie należy rzeczy stosunkowo wymagających utrudniać jeszcze niepotrzebną komplikacją języka. Moja wina i – proszę mi nawrzucać – gdy znów się zapomnę i tej b. ważnej kwestii nie dopilnuję – miałem zawsze tendencję do nazbyt długich konstrukcji myślowych, a także do nazbyt wielu dygresji.
To, co leży u tych tendencji podstaw, jest cenne i może być z wielkim pożytkiem wykorzystane: jeśli ktoś bez wysiłku dostrzega wielość w jedności i jedność
w wielości – tak materii jak ducha
– daje to niezwykłe możliwości.
Jednak nie można – nie podejmując już odpowiedniego wysiłku uporządkowania, scalenia i zformalizowania – w ten sam sposób próbować przekazać sprawy innym – słuchającym, czytelnikom – choćby pełnym i dobrej woli i obdarzonych największymi zaletami umysłu, bo obowiązek dbania o klarowność przekazu spoczywa zawsze na tym, który go przekazuje. Tak jak w trenerskim aforyzmie: za podanie odpowiada zawsze podający.
Przepraszam, postaram się poprawiać i poprawić.

***

A teraz już bezpośrednio o „Vulnerable”.

Nie będę podawał swoich interpretacji tekstu piosenki.
Zrobię co innego – przetłumaczę ten tekst na nasz język – niedoskonale,
tak, jak z jednej strony pozwala mi znajomość obu języków, która oczywiście ogranicza, z drugiej strony jednak tak, by spróbować w tłumaczeniu podkreślić
i uwydatnić to, co, jednocześnie i Proste, i Wielkie, i Prawdziwe – jest w tym tekście zawarte.

Najpierw zamieszczam tekst oryginalny:

Vulnerable

Everywhere I look I see her smile
Her absent minded eyes
And she has kept me wondering for so long
How this thing could go wrong

It seems to me that we are both the same
Playing the same game
But as darkness falls
This true love falls apart
Into a riddle of her heart

She’s so vulnerable
Like china in my hands
She’s so vulnerable
And I don’t understand

I could never hurt the one I love
She’s all I’ve got
But she’s so vulnerable
Oh so vulnerable

Days like these no one should be alone
No heart should hide away
Her touch is gently conquering my mind
There’s nothing words can say

She’s coloured all the secrets of my soul
I’ve whispered all my dreams
But just as nighttime falls
This vision falls apart
Into a riddle of her heart, yeah

She’s so vulnerable
Like china in my hand
She’s so vulnerable
And I don’t understand
I could never hurt the one I love
She’s all I’ve got
But she’s so vulnerable
Oh so vulnerable, yeah

Don’t hide your eyes…

 

Ponieważ oryginał jest częściowo rymowany i ja nadam polskiemu
tłumaczeniu pewne rymy. Raczej wewnętrzne i łamane niż aa/bb
i podobne, jak w oryginale, w jęz. polskim brzmiałyby bowiem zbyt częstochowsko i ujmowały powagi całości. To także wpłynie na to,
że nie jest to tłumaczenie dosłowne, ale – na tyle na ile potrafię
– jest to tłumaczenie Wierne. Na pewno wierne – samemu sobie.

Tytuł dosłownie oznacza: Wrażliwy/wrażliwa/czuły/czuła itp. 

Tytuł ten tłumaczę jednak bardzo niedosłownie,
 jako: Ona jest Miłością

Wszechświat śmieje się do mnie jej ustami
Patrzy oczyma słońca i księżyca
Przebyłem podróż życia zanim ją poznałem
[W najtrudniejszych chwilach, jednak]
Podejrzewając, że nic nie może się nie udać

Już wiem, że tak naprawdę jesteśmy Całością
Jesteśmy tacy sami; oboje gramy w jedną grę
Choć niegdyś, gdy nadchodził mrok
ta pewność pogrążała się w zagadce naszych serc

Ona jest Miłością
Czułą porcelaną w moich rękach

Nie mógłbym chcieć jej skrzywdzić
Prędzej zraniłbym siebie niż Ją
Wiedziałem, że jest wszystkim co mam
gdy nie sądziłem jeszcze, że jest samym mną.

..

Ten dzień jest wieczny i nikt nie jest w nim sam
Serca nie bawią się już w chowanego
Ich dotyk mówi nam więcej niż wszelki rozum
Niewypowiadalnego

***

Teraz zaś przejdę do teledysku do tej piosenki – który, moze bardziej nawet niż którykolwiek inny, tak bogaty jest w mniej lub bardziej ukryte znaczenia.
Poniżej dotknę tylko niektórych, wybranych symboli, scen i znaczeń – skupijąc się na bardziej uniwersalnej niż indywidualno – osobistej ich wymowie. Tak będzie, jak sądzę tutaj lepiej – aspekt osobisty każdy, kto będzie chciał – najlepiej, aby zaczerpnął – tak z tekstu, jak z towarzyszących mu obrazów – samodzielnie.
Komentarze postaram się uczynić jak najkrótszymi i najtreściwszymi.

[analizę i stopklatki z teledysku dodałem kilka godz. tj. ok. godz. 20 
po publikacji] 

Wybrane sceny omawiam i wstawiam odnośne kadry w kolejności
chronologicznej – od początku teledysku do końca. 

Żyrandol w neobarokowym (?) pałacyku, w którym kręcono zdjęcia wnętrz
do teledysku. Narzuca się symbolika orbitalno – kosmiczno -atomiczna.
Zgodnie ze znaną poradą:

- Kto rozumie, ten oblicza.

policzyłem i wyszło mi 2 razy po 8 – 8 czarnych i osiem czerwonych.
Tutaj mi narzuca się interpretacja indywidualna tj. osobista, 
gdyż ja po prostu jestem 8.8. 
Wydaje się (taka wsobna uwaga), że muszę tu uzupełnić do Trójni do
harmonii i balansu. Stąd pewne specjalne znaczenie ma też zestawienie 8
z inną liczbą..Ale to jest indywidualne, więc nie będę tego poszerzał.
Ciekawostka od kota – dla kotów: 8-mki oczywiście są związane z Lwami..
(vide astrologia, tarot, ale nie tylko..)

Zaś uniwersalniej: warto sobie sprawdzić (leksykony, itp. – 
doradzam bardziej niż strony internetowe, na których czasem
pisze wszystko, tylko nie to, co sensowne..) symbolikę ósemki oczywiście.
Ode mnie: 8 stojące jako cyferka normalnie – w pionie to także 
lemniskata. 
8 leżące – to oczywiście: nieskończoność

W ogóle ten pałacyk i jego wnętrza sa ciekawe – może ktoś
coś ciekawego sam wypatrzy : – ). 
Mi korytarze przypominają pewne miejsce, pałacyk niedaleko Tuluzy. 

W początkowych scenach teledysku jest też pokazany:

– kot (kotka) 

Tutaj też przeważa moja indyuwidualno – osobista odnośnia.
Ale warto też poszperać na temat różnych znaczeń związanych z kotami – 
niewykluczone, że także zagorzali Kociarze (Kociarki) mogą dowiedzieć
się czegoś jeszcze nieznanego..

-Per, który użycza swój wokal (Marie tylko podśpiewuje – nuci) w tej piosence
pisze w kilku scenach na maszynie.

W sumie jest to całkiem humorystycznie pokazana historyjka..
 Jak wiadomo, wokalista śpiewa, jak bardzo wrażliwa jest Ona - 
 tak wrażliwa, delikatna, krucha - jak chińska porcelana..

Sceny teledysku pokazują dosłownie, że śpiewający Mężczyzna
 boi się, że cokolwiek by napisał - nawet zupełnie niewinnego czy - przecież 
 - pięknego czy jednoznacznie pozytywnego - do Niej - Tak Wrażliwej - 
 to może sie okazać, że jakoś ją to dotknie, że wywoła nieprzewidzianą
 reakcję, niechcący jakoś jednak zrani - cokolwiek by nie chciał jej 
 przekazać, powiedzieć, napisać - jest tak Wrażliwa - że obawia się
 ..
 Dlatego w końcu znajduje rozwiązanie komiczne, ale też ciepłe..
 Jeśli obejrzymy dokładnie teledysk, zobaczymy, co Mężczyzna w końcu
 zdecyduje się napisać do Niej, Tak Wrażliwej..
 Ja tego tutaj nie mam potrzeby zdradzać i nikogo wyręczać ..;- ) 

Z maszyną i pisaniem są też związane inne znaczenia.
Można poszukać, także intuicyjnie.
Ja wskażę na dosłowność: maszyna to zapewne produkt 
firmy – lub nazwa modelu, którą widać na korpusie: FACIT. 

Facit – znaczy CZYNIĆ.
Nie myśleć, nie teoretyzować, ale robić jakieś konkretne rzeczy.
Bo rzeczy same się nie robią.

Dawno już temu, chyba 10 lat temu, gdy poznałem – na odległość
Arka i jego pisanie – tutaj link (https://www.salon24.pl/u/arkadiusz-jadczyk/)
– a było to jesienią 2008 r., gdy wróciłem z Australii, 
 
założyłem też swój mały blog na salonie24 i napisałem tam,
trochę w duchu ironicznym i melancholicznym o czymś
związanym z ‚facit‚ –
ironicznie ciut, bo i ku  temu się wówczas skłaniałem
(bardziej umysłowo oczywiście
niż uczuciowo; kolejny rodzaj samo-ochrony.
Taki np. cynizm zresztą – to 
ochrona silniejsza, ale i zgubniejsza

Wspomniałem mianowicie jedno zdanie z nie tak znanej, a szkoda
(śmiechu warte, że tak piszę, sam jej bowiem wcale nie skończyłem..)
powieści Tomasza Manna – „Doktor Faustus„. 
Powieść ta, najkrócej mówiąc, poza narracją społeczną – obejmującą
pewne analizy zmian społecznych i państwowych, oczywiście u Manna
związanych z Niemcami i faszyzmem, opisuje kontrakt pewnego
kompozytora (muzyka) z Diabłem..
Zdanie to, zagubione i całkiem przypadkiem wyłowione zapamiętałem jako:

Dominus  Dicis et non facis 

Pada to tam bez szerszych – czy też nawet żadnych wyjaśnień, 
że nawiązuje do Diabła/Szatana itd. – wynika z kontekstu.

Co zaś to znaczy? To:
Ten (pan), który MÓWI A NIE CZYNI. 

W teledysku jest też mnóstwo nawiązań – zupełnie wprost,
lub trochę pośrednio do np. Złotego Podziału, pewnych matematycznej
natury zasad budowy kosmosu, symboli związanych
z tzw. świętą geometrią (nie lubię tego określenia).

Więcej na ten temat pisać raczej nie muszę –  Internet zalany jest wręcz
różnymi stronami z tym związanymi – czasem bardzo ładnymi – rzadziej mądrymi – a jeszcze rzadziej mającymi coś wspólnego z Rzeczywistością.
Sam się na tym zresztą nieszczególnie znam.
Jak zwykle – jeśli będę coś wiedział (i sobie w tej materii trochę ufał),
na wszelkie pytania, sugestie itp. z wdzięcznością odpowiem (choćby
wymijająco, z braku laku..) w Komentarzach, które Każdy może
zamieścić pod każdą z notek na tym blogu (nie trzeba się logować – 
wystarczy podanie – można i fałszywego – pseudo). 

Trochę związany z tą ‚geometrią’ ale niosący też szersze 
znaczenia, a dla mnie oczywiście także indywidualnie – przypominający
o czymś – jest także obecny w teledysku, na różne sposoby, Słonecznik..

Na koniec jeszcze 3 widoki nucącej wokalistki Roxette – Marie – 
przy witrażach w pałacyku. 

I tutaj trochę to we mnie pozostawia ambiwalentne wrażenia. 
Dlaczego? Dlatego, że symbolika oczywiście nawiązuje do RÓŻOKRZYŻA
A ze mną to jest tak, że szkołom rozwoju duchowego, ezoterycznym, 
magicznym, i wszelkim temu podobnym, to generalnie nie ufam.
Nie wolno tutaj bazować jedynie na teoretycznej wiedzy czy intuicji.
Ponieważ szkoły takie, stowarzyszenia i tym podobne (czy nazwać
je religiami czy sektami – to tylko etykietki) mogą także WYRZĄDZIĆ
WIELKIE SZKODY nieprzygotowanej, wrażliwej jednostce (a największe
wyrządziły i wyrządzają największe uznane religie, niestety) – to trzeba
być z tym bardzo ostrożnym. 
Dlatego i więcej na ten temat nie napiszę ani złego ani dobrego:
nie znaczy to wszystko, ż nie podoba mi się Różokrzyż, różne jego odłamy (na pewno szwedzki
– w ogóle skandynawskie – są dość prężne vide H.) ani też nie znaczy,
że mi się podoba!
Nie znaczy to też, że pisząc: nie ufam – nie ufam, mając do tego podstawy.
Wychodzę z innego założenia: dopóki osobiście, wszechstronnie
i wieloaspektowo nie poznam – tak co do teorii i przekazu ale przede
wszystkim jeśli chodzi o praktykę czy też OWOCE, jakie dana
szkoła – działaność i szerzona wiedza – przynosi;
jak 
oddziaływuje na ludzi, czy czyni więcej zła, czy zdecydowanie rodzi 
tylko dobre owoce – dotąd nie mogę mówić ani o zaufaniu ani o 
pozytywnej ocenie, ani takiego czegoś nikomu jako pożyteczne,
polecać nie będę. 
Dlatego mój stosunek i brak zaufania wynika nie z niechęci
czy złych doświadzeń – ale raczej z niewiedzy i po prostu braku doświadczeń.
To jest o wiele ważniejsze, by wstrzymać się od oceny niż np. wnioski,
płynące choćby z tego, że – być może – początki Różokrzyża vide
Christian Rosenkreutz (ale nie zawsze są te kwestie w ogóle istotne
dla obecnych stowarzyszeń odwołujących się do symboliki Krzyża i Róży –
która też jest bardzo różnie tłumaczona, i czasem zgoła odmiennie..
łącznie z odwołaniem do egipskiego miasta..)
związane są z Mistyfikacją/Oszustwem/Fałszerstwem.
Oczywiście – pewne rzeczy można przekazać tylko metaforycznie,
symbolicznie, w pewnej zawoalowanej formie.
Ale mistyfikacje, wg mnie – nie są już niezbędne.. 
Ta kwestia jednak nie jest na pewno decydująca a nawet ważna.
Ale jakiś znak to jest..
Jeszcze jedna kwestia..
Różnie się do tego podchodzi – czasem mawia – że robienie z czegoś tajemnicy
czy ukrywanie pewnych kwestii, pod różnymi nazwami (wtajemniczenia, 
dojrzenia do „wyższych arkanów wiedzy”, koniecznością testów osoby itp.) 
jest konieczne, nawet dobre, czy co najmniej: nie jest złe, szkodliwe.

Ark jednak mawiał, że jeśli coś jest ukrywane, z czegoś robi się
tajemnicę, to najpewniej głównie dlatego,
że jakby przyjrzeć się temu dokładnie, to ŚMIERDZI.

I, znając pewne realia, a niektórych się domyślajac, polecam
jednak mieć to na uwadze, ostrożne oczywiście – by nikogo oczywiście niezasłużenie nie skrzywdzić nazbyt złym przed-sądem (uprzedzeniem) 

EPILOG

Per – na tym teledysku jest oczywiście młodszy niż obecnie.
Ale na szczęście nie nosi już tego strasznego „długowłosego jeża” na głowie,
z czasów początków Roxette.
Jak już pisałem, Per i Maria zastarzeli się raczej sympatycznie.
Ja tez się postarzałem.

dwa pierwsze fot. – MD, niedługo po maturze

Na szczęście, jeża nigdy nie nosiłem, a także: nie muszę sobie rozjaśniać fryzury..Sama zawsze jaśnieje o kilka a może więcej tonów od słońca.
I ciemnieje zimą.

Pieniny, 1998 – 21 lat (MD)
Mroczne Czasy lecz z kocią źrenicą – MD, circa 2014/15
MD, maj 2018, poniżej przed fryzjerem (zbieram się..)

 

Choć mógłbym jeszcze ją ciągnąć – na podstawie niektórych innych piosenek – kończę serię związaną z Roxette, następny wpis będzie miał już zupełnie inny charakter.
Ten jednak niech zakończy się Ciszą, której nie można wykrzywić, zepsuć, uczynić nieważną czy pomijalną, jak można to uczynić ze słowami.
I inną piosenką, ciut inną niż Roxette estetyką..

Words like violence
Break the silence

 All I ever wanted
 All I ever needed
 Is here in my arms

Words are very unnecessary
 They can only do harm

Vows are spoken
 To be broken
 Feelings are intense
 Words are trivial

Pleasures remain
 So does the pain

Words are meaningless
 And forgettable

All I ever wanted
 All I ever needed
 Is here in my arms
 Words are very unnecessary
 They can only do harm
mal. Salvador Dali, korekta MD, Gala zastąpiona M.

 

Ezoteryka w piosenkach Roxette (cz. 2)

No cóż, „jutro” wyszło za 3 dni. Cuda jednak z 3 które są jednym
i odwrotnie są nie tylko moją specjalnością.

Poprzednio (we wpisie „Przesłanie ezoteryczne w utworach
zespołu Roxette (cz. 1)” tutaj link
http://blog.cassiopaea.pl/2018/05/25/przeslanie-ezoteryczne-utworach-zespolu-roxette-cz-1/)
omówiliśmy, głównie społeczne, przesłanie jednej z piosenek z ostatniego albumu zespołu „Dobra Karma”. Tytułowa piosenka z tej płyty nie jest zbyt ciekawa, by poddać ją dłuższemu omówieniu; nie ma też do niej teledysku. Ostatnia zwrotka jest bardzo jasna w wymowie i w pełni koresponduje z tytułem – i piosenki i całego albumu:

Sense
 Life was a train passing by
 But your heart is heaven on fire
 Just when you thought that you died
 You came out bright
 And so alive

Zajmiemy się teraz starszym utworem, gdzie nie ma bezpośredniej, konkretnej symboliki, gdzie znaczenia są podane prościej i psychologicznie.

Piosenka pt. „Almost Unreal”.

Pierwsze sceny do teledysku pokazują od tyłu fotel, który przybiera taki kształt:

W tym kawałku nie będę wskazywał jakichś konkretnych symboli,
układów metafor, ewidentnych wizualnych czy fabularnych nośników
znaczeń duchowych – ale, dla przykładu, wskażę jak kształtuje się przekaz tekstu. Krąży on w zasadzie wokół czegoś, co można by określić „pogodną psychologią”, może miejscami ciut banalną, ale trzymającą się generalnie standardów formułowania pewnych prawd czy pociech duchowych.

Weźmy np.:

  • – wezwanie do oddania się swojej pasji, talentowi – jedno z podstawowych ezoterycznych wskazań życiowych, obecne a jakże także w ewangeliach (np. przypowieść o sługach i talentach – tam oczywiście nazwa odnosi się bezpośrednio do środka pieniężnego, waluty), śpiewane
    „..and do what you do best..” 
  • – typowo ezoteryczne, magiczne, w ostatnim Czasie nawet szczególnie podkreślane no i oczywiście nader aktualne, przeświadczenie, że Miłość zwycięży, zawsze odnajdzie drogę, że „idze za nami” i przeznaczenie zostało tak zaaranżowane, żeby nas wspomóc, byśmy stali się Kompletni, ewoluowali, że los/przypadek itd. konspirują kierowane przez Ducha, także by nas, ludzi, wspomóc, choćby w słowach: „..I do believe love came our way and fate did arrange for us to meet„.
    Kilka już wpisów, szczególnie przy samym początku niniejszego blogapoświęciłem tej kwestii, a będę o tym pisał jeszcze nie raz i mocniej.
    Sam mogę bowiem zaświadczyć z pełnym przekonaniem i wiedzą (a nie tylko domysłem, przeświadczeniem czy wiarą), że tak dokładnie bywa. Nie zawsze jest tak, że „przeznaczenie” konfiguruje zdarzenia i wypadki naszego życia dla nas bezboleśnie; ale jeśli widzimy, co trzeba widzieć i potrafimy dostrzec w negatywnych z pozoru doświadczeniach naukę, plusy i tło do obrania przez nas dobrej drogi – w zasadzie trudno – mi chociażby – byłoby wtedy w całym moim życiu wskazać jakiekolwiek doświadczenia, które nie byłyby w tym sensie owocne. A proszę mi wierzyć, trochę w życiu ekstremów, doświadczyłem,i to po obu stronach sinusoidy „przyjemne – bolesne”.
  • – „you’ve got the power to heal ” – też mógłbym szerzej komentować (choćby, także typowe dla ezoteryki przeświadczenie o mocy uzdrawiania samego siebie, które człowiek może odkryć i poznać vide np. Reiki itp.).
  • – Mądrość powinna mówić nam, że są pewne rzeczy, siły wyższe, których zmienić nie sposób – ale także podpowiada, że można znaleźć pociechę i pomocne środki, że nie jesteśmy sami..- „hey, we can’t stop the rain  
    let’s find a place by the fire”.
     
  • – „sometimes I feel, strange as it seems you’ve been in my dreams all my life” 
    Oczywiste. Znane z teorii, przykładów Innych ludzi ale przede wszystkim
    – znane z własnego doświadczenia. Literalnie i dosłownie, też tylko przykładowo: spotkając naszą Duszę Polarną może okazać się, że w jakimś sensie i w jakiś sposób znała nas już wcześniej, np. śniła o nieznajomym, a jednak znajomym..

Ostatnie zdanie pozostawiam bez szerszego komentarza:

"It's a crazy world out there
 let's hope our prayers are in good hands tonight."

[dosłowne tłum.: Ten świat jest szalony.
 Miejmy nadzieję, że nasze modlitwy znajdują się w dobrych rękach tego wieczora]

Kto wnikliwszy dostrzeże tu od razu aluzję do oszustw
obecnych w przekazach wielu naszych religii i choćby faktu,
że modląc się do Jahve, takiego, jaki jest znany ze Starego Testamentu, niewykluczone, że modlimy się do „demona” a nie żadnego Boga,
tym bardziej Najwyższego..

Słowa te padają na końcu piosenki (i teledysku)
a towarzyszy im taka oto wizualizacja:
 

 

Przesłanie ezoteryczne w utworach zespołu Roxette (cz. 1)

Dzisiaj trochę rozrywkowo, czerwiec – a wraz z nim kluczowe w tym roku wpisy, za pasem. Postaram się wypełnić ten czas czymś z jednej strony lżejszym,
z drugiej – wcale nie banalnym. Choćby dlatego, że poniższe – oraz dokończenie w następnych odcinkach – analizy są całkowicie oryginalne (a przy tym, mam nadzieję, rzeczowe) i, w zasadzie, spisane na bieżąco.

Nie bawiąc się w niepotrzebne wstępy, dotyczące choćby roli i teorii estetycznej muzyki, zgłębiania funkcji i postaci tekstów lirycznych towarzyszących piosenkom czy analizowania symboliki obrazu krótkich filmów (teledysków) muzycznych – przechodzimy od razu do sedna tj. do analizy przekazu.

Na warsztat wzięliśmy sympatyczny zespół Roxette (szwedzki duet ostatnio wydał płytę „Good Karma(Dobra Karma), a Marie i Per zestarzeli się bardzo sympatycznie), co może być zaskakujące dla niejednego Czytelnika. I dla mnie trochę takie było, gdy przypadkiem sprawie się przyjrzałem bliżej i odkryłem wiele konsekwentnych przekazów natury duchowej i ezoterycznej, które umieszczają szwedzcy muzycy w swoich utworach od początku ich kariery.
Przy czym, o ile zetknąłem się z szukającymi sensacji i mało rzeczowymi de facto doniesieniami na różnej maści portalach, portalikach i serwisach plotkarskich, doszukiwaniami się „okultyzmu” w różnych utworach, w tym teledyskach, takich wykonawców jak choćby ..mniejsza o kogo..,
to taką analizą nigdy bym się nie zajął.
Raz, że nie mam zamiaru promować różnych skrzywień
 i zboczeń, dwa – musiałbym, taki jest bowiem zwykle tego poziom, promować lub naśmiewać się z głupoty. Dlaczego nie warto tego promować – wynika samo z siebie. Dlaczego zaś nie warto się naśmiewać czy szukać skandalu – bo to zbyt łatwe czyli żadna sztuka, a poza tym w tym akurat nie byłbym oryginalny – o tym piszą także inni, w tym pseudo-dziennikarze pseudo-portali.

Omówimy Roxette właśnie dlatego, że przekaz jest bardziej duchowy, pozytywny i ciepły, przy czym częściowo nawet dość wysokiej jakości, niż taki, który skupia się na próżnej ciekawostce, wywołaniu kontrowersji czy nawet przestraszeniu kogoś.. Do takich treści przylgnęłoby bardziej, jak sądzę, słowo „okultystyczny”.

Mi osobiście najbliższa, związana przypadkowo z pewnym bardzo ważnym okresem i zdarzeniami w życiu, a jedocześnie pełna symboli, metafor 
i odniesień, tak w warstwie tekstowej, jak – może jeszcze bardziej – wizualnej teledysku – jest piosenka pt. „Vulnerable”. Przekaz tej piosenki jest jednak na tyle ważny a elementów, które i warto i trzeba omówic tyle – oraz jej znaczenie dla mnie osobiście tak duże, że zostawiam ją na specjalny odcinek, w oderwaniu od tej, lekko jednak rozrywkowej ze swej natury, serii wpisów.

Na początek omówimy jednak utwór o równie uniwersalnym a jednocześnie bardzo aktualnym przekazie. Aktualnym, bo przekaz dotyczy zdarzeń, które rychło nadejdą, a w zasadzie już się dzieją, a także dlatego, że sama piosenka jest jedną z najnowszych – pochodzi właśnie z ostatniej płyty Roxette „Dobra Karma”.

Sam już tytuł jest znaczący i brzmi „It just happens” co pozwolę sobie przetłumaczyć nie tylko najzupełniej dosłownie „Po prostu się dzieje”, ale także akcentując właśnie tę aktualność „Właśnie się dzieje”.

 

 

Zamieszczam najpierw angielski oryginał:

It just happens
It just happens
It just happens

It's a cabaret,
 taking over on a quiet lazy backseat day.
 And it's so beautiful
 Like the sunshine on your balcony just yesterday

Don't underestimate
 Your heart is never late
 And love will always find a way

It just happens
 And you don't know what's going on
 If it's new or if it's been there since long
 If it's right or wrong

You fall in love
 You fall in love

You don't have a say
 Just let it slide and close your eyes and watch the passion play.

Don't underestimate
 Your heart can never wait

And love will always find a way

(..)

Don't underestimate
 Your heart can never wait
 And love will always find a way

It just happens
 And You don't know what's going on
 If it's new or if it's been there since long
 If it's right or wrong

You fall in love
 It just happens
 You fall in love
 It just happens
 You fall in love

(..)

Na pierwszy rzut oka piosenka wygląda na bardzo łatwą w interpretacji:
jako kolejny utwór o miłości, takiej, która dzieje się raczej w ten magiczny sposób, opisywany czasem jako “od pierwszego wejrzenia”.
I tak ma być – oczywiście jak najbardziej słusznie jest odczytać piosenkę w ten sposób.
Jednak, wydaje mi się, szczególnie gdy uzupełnimy to niżej analizą teledysku, Roxette chciało przekazać nam coś więcej. Być może śpiewają nie tylko o wspaniałym stanie zakochania się, kiedy „nie wiesz co się dzieje, nie wiesz czy to jest nowe czy było tutaj zawsze – czy to jednoznacznie dobre czy złe” przypominając o tym, że „miłość zawsze odnajdzie drogę”, mają też na myśli bardziej generalne, globalne, światowe zmiany.
Nie tylko coś, tę jedyną miłość, która dotyczy tylko konkretnej osoby,
czy raczej: dwojga.
To, że miłość zawsze odnajdzie drogę – może być przypomnieniem, optymistyczną, ale i realistyczną uwagą, że niezależnie od tego, jak źle coś wygląda, jak z obserwacji i doświadczenia wygląda świat i stosunki międzyludzkie oraz co w nim przeważa – to jednak nie można tracić nadziei na to, że to wszystko może się magicznie odmienić – właśnie tak, jak odmienia nas miłość (ta od pierwszego wejrzenia, ale nie tylko – każda, gdzie prawda i szlachetność towarzyszą „pożądaniu” na tyle, że stają się równie, a swą siłą nawet – ważniejsze, niż bardziej „ziemskie” elementy tego uczucia).
Tak więc, skoro miłość zawsze znajdzie drogę, nie wolno nam tracić nadziei,
a co za tym idzie, mówić sobie, że wszelka aktywność i działalność w dobrym kierunku nie ma sensu, „bo świata się nie zmieni”. Poza tym, jeśli dobrze się przyjrzymy i wezwiemy także swoje intuicje, możemy dostrzec, że „to już się dzieje, właśnie teraz, i tak po prostu”.

Tekst piosenki nie wnosi nam dalej już czegoś szczególnie ciekawego czy odkrywczego, słowa i przesłanie powtarza się aż do końca.

Dlatego warto dokładniej zanalizować też sam teledysk i co tam się pojawia,
co się tam dzieje.

Teledysk do utworu, poza ukazaniem śpiewającego duetu, przedstawia pewną krótką fabularyzowaną opowieść.

Sympatycznie wyglądający młody mężczyzna (po szwedzku..), stoi przed kwiaciarnią.

Można zanalizować także pewne cechy jego wyglądu, wg mnie to też nie było tutaj – w reżyserii – pozostawione bez znaczenia. Facet jest ubrany w garnitur z krawatem – świadczy to, że funkcjonuje w naszym, posiadającym pewne formy np. stroju w pracy itd. społeczeństwie. Jednocześnie jednak do tej marynarki i krawata nosi plecak, czego generalnie się nie powinno robić. Może to jednak sugerować, że ten kolega próbuje jakoś łączyć swoją osobistą nieformalność, z formą, którą określone układy mu narzucają. Nosi sobie plecak do garnituru, bo nie we wszystkim chce się dostosowywać..

Facet wchodzi do kwiaciarni. Co dzieje się dalej..

No cóż, obmacuje się po kamizelce, i jest zakłopotany – nie ma pieniędzy! No to przecież kwiatów nie kupi!
Ale okazuje się, że kobieta, która sprzedaje w kwiaciarni daje mu kwiaty i rezygnuje z zapłaty!

No coś takiego, można powiedzieć: rzadko się zdarza, ale jednak przecież może się zdarzyć. I zapewne niejednemu z nas się kiedyś coś podobnego zdarzyło.

Myślę jednak, że Roxette chce nam tutaj powiedzieć coś bardziej generalnego. Na przykład to, że nasze, oparte w tak wielkiej mierze na wymianie finansowej, społeczeństwo, może się pod tym wględem zmienić.. Relacje, gdzie nikt nie zrobi czy nie da komuś czegoś za darmo, a stosunki gospodarcze co do zasady przybierają postać maksymalizacji zysków niż bardziej wymiany w dosłownym tego słowa znaczeniu – fair, gdzie po prostu ktoś coś ma a potrzebuje czegoś innego i dlatego wymienia się z kimś innym, kto ma to coś, czego ten pierwszy potrzebuje, ale w zamian ten pierwszy może mu zaoferować coś innego, co z kolei potrzebuje drugi – są chore, nie są jedyną możliwą i konieczną formą
współżycia!

Być może, śpiewając tytułowe „że się dzieje” Roxette sugeruje, że coś jest nie tak z tym systemem, że pieniądz i to, że niczego nie ma darmo, a każdy chce na każdym zarobić, to pewne wynaturzenie, to coś co się pojawiło na pewnym etapie istnienia społeczeństwa, ale nie jest jedynym możliwym i koniecznym systemem. Że być może ten system może się zmienić (że można go zmienić) i że, także: być może, takie czasy – w jakimś sensie, nachodzą..

Podpowiedziałem pewien schemat. Spróbujmy resztę teledysku obejrzeć już,
i znaleźć w nim pewne ogólniejsze nawiązania, sami. Pojawiają się tam różne postacie, w różnym wieku, w różnej roli zawodowej i relacjach itd. Sytuacja nie ogniskuje się na kwestiach pieniężno – finansowych, odpłaty za coś dobrego dane komuś drugiemu, ale wszystkie dotyczą wzajemnych relacji między ludźmi.
Może to sugerować, że przesłanie Roxette jest bardziej generalne, społeczne,
i że dotyczy zmian – właśnie – nie tylko w życiu jednostki czy pary, kiedy jest pod wpływem Miłości, ale że może chodzić tutaj o jakąś bardziej generalnie rozumianą Falę Miłości, która obejmuje (obejmie) swoim oddziaływaniem całe społeczeństwo, zmieni pewne chore, panujące tu od dawna stosunki i je uzdrowi..

W ostatniej scenie teledysku, pani z kwiaciarni, która zdecydowała się dać temu sympatycznemu facetowi, któremu zabrało akurat pieniędzy, kwiaty darmo – otrzymuje niespodziankę – prezent od swojego chłopaka..

Co może nam te scena chcieć powiedzieć? Może to, że sympatyczne postępowanie, przysługa komuś darmo wyświadczona, nigdy nie jest przez Świat zapominana i – choć nie powinniśmy na to co do zasady liczyć – to jednak zawsze może nas spotkać miła niespodzianka, która podług Światu tylko znanych w całości, sekretnych reguł, jest dla nas REWANŻEM, z którego wcześniej świadomie zrezygnowaliśmy.
A więc, może nie trzeba zawsze – co do grosza – pilnować swojego interesu – bo Oekonomia Divina zadba o to, by komuś, kto działa w dobrych intencjach, nie stała się krzywda?

Niezwykle rzadko do tej pory pisałem coś, co można było właśnie nazwać, w podobnym znaczeniu, społecznym, ale nie tak dawno, w zeszłym roku, coś takiego napisałem. To kilka miniatur – które jednak ogniskują się na bardzo zbliżonym, do zarysowanego, temacie – razem tylko 10 stron. Stanowią całość, bo każda się w jakiś sposób uzupełnia, dodając pewne metafory, i przez nie dopowiadając pewne, ważne, informacje.

Można je przeczytać / pobrać – w pdf  – tutaj:

http://cassiopaea.pl/apokryfy/pieczywo_czesc1.pdf

 

Ciąg dalszy – już jutro!

 

Królowa Jane, zimna jak lód, Jej Syn i Król

Ten tytuł jest dla niepoznaki, by nie zajrzał tu nikt przypadkowy,
nikt skory tylko do śmiechu. Jest przykrywką tego, co jest tutaj
równoważnią poprzedniego. Jest dementi pychy podawanym przed faktem.

Jest jedna sprawa, o której miałem nie pisać.
Jest taka, która, w przeciwieństwie do całej chmary przeszkód
i wad (które tylko zasygnalizowałem pisząc
wpis „Tchórzliwy Lew i Złote Sece”), która mnie ośmiela.

Wydaje mi się, że od dziecka miałem wyczucie do teologii.
Od aspektów najbardziej dramatycznych do tych komicznych,
do boskiego humoru.

Z biegiem lat wydawało mi się, szczególnie po trzydziestce,
a szczególniej pod koniec 33 roku życia, że to rozumienie zatracam
(nie tyle rozumienie transcendencji, co raczej.. konsekwencji..),
że coraz bardziej ogarniają mnie w tym rozumieniu sprzeczności,
a boski humor jawi się raczej jako czarny..

(Nawet nie w tym dobrotliwym aspekcie maszkary, który można doszukać się
w rzeźbie Rudolfa Steinera, stojącej w Dornach, mającej przedstawiać jakoby, oprócz postaci Trójcy Świętej, małego złośliwego karzełka,
uosabiającego jakoby właśnie humor Boży)
[nie pokażę tutaj fotografii tej rzeźby, bo niespecjalnie pochwalam obecnie metaforyzację użytą przez Steinera i nie chcę budować skojarzenia]

Jednak, rok temu przekonałem się, że go nie zatraciłem.
Mało tego, rozwiązałem nawet pomniejsze, dawne rozdźwięki.

Z niesłychaną synchronicznością podsunięte mi zostało wiele dodatkowej wiedzy, analogii, zasad, wyjaśniło się wiele kluczowych niuansów.
Te wyczuwane od dziecka odnalazły
najprostsze i najlepsze, wcześniej przeoczone, dopełnienia.

Ale, chciałem napisać przede wszystkim o Królu.
M.in. przeczytałem, że, patrząc w kategoriach astrologicznych,
największe, przemożne, naturalne rozumienie Boga posiada Lew,
większe nawet niż Wodnik.
[Dodam, że był to, zważywszy autorstwo, w odróżnieniu do przygniatającej
większości, tekst poważny, a astrologia w nim wyłożona skrajnie odmienna
od tej tzw. gazetowej.. Istnieje taka, gdyż musiał być jakiś słuszny powód 
tego, że ta ścisła nauka, w przeszłości wyróżniana była mianem wiedzy
Królewskiej.. O astrologii i o moim jej rozumieniu napiszę w odpowiednim czasie.]

A więc, największe „wyczucie” spraw Boskich, ocierające się nawet
o możliwość nieomal prawidłowego rekonstruowania boskości
jako ‚osobowej’, posiadają Lwy.
Przyznam, że samego mnie to wtedy jednak zdziwiło.
Tym bardziej, że wydaje mi się, że znam – choćby – jednego Wodnika (Wodniczkę), która pisze książki, także o Bogu, i wydaje się,
w Prawdzie o Nim, niezrównana..

Jest tak także dlatego, że dojrzały lew intuicyjnie rozpoznaje,
czym jest prawdziwa królewskość.

Czym jest nieskończone miłosierdzie w jedności
z nieskończonym majestatem.
Dwa gumowe filary: miłości i surowości (sprawiedliwości).

Czym jest władza jak nieskończona odpowiedzialność.

Trzeba troszczyć się o ludzi, tak się zostaje królem
(twierdził chiński mędrzec Mencjusz).

I na pewno nie ma z tego..pieniędzy.

(posłuchajcie) (do końca klipu.., a propos tego ostatniego)

"Oh no," cried King Henry, "That's a thing that I can never do
If I lose the flower of England, I shall lose the branch too
I shall lose the branch too"

Ta piosenka jest dla zmyłki, żeby nikt nie widział związku.
Nie podbudował swego przekonania o przechwałkach.
Nie doszukał się tej Tkliwości, która dzieje się w środku Kogoś,
kto będąc Androgynem jest i Królem, i umierającą w porodzie Królową,
i jej Nowonarodzonym.

A tutaj jest piosenka o boskiej miłości.
YEAAAH!

[a tutaj śpiewają i grają dla YHWH – gorzko, gorzko
i słusznie,
szkodza ino, że tak późno!]

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, our hands will get more wrinkle 
And our hair it will be grey 
Don't think I could forgive you 

And see the children are starving 
and their houses were destroyed 
Don't think they could forgive you 

Hey, when seas will cover lands 
And when men will be no more 
Don't think you can forgive you 

Yeah, when there'll just be silence 
And when life will be over 
Don't think you will forgive you

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, You never said a word 
You didn't send me no letter 
Don't think I could forgive you 

See our world is slowly dying 
I'm not wasting no more time 
Don't think I could believe you 

Yah, our hands will get more wrinkle 
And our hair it will be grey 
Don't think I could forgive you 

And see the children are starving 
and their houses were destroyed 
Don't think they could forgive you 

Hey, when seas will cover lands 
And when men will be no more 
Don't think you can forgive you 

Yeah, when there'll just be silence 
And when life will be over 
Don't think you will forgive you


Facit!

Na końcu, w Post-E-Scriptum, dodaję uwagę (oraz tag), dla tych to,
co jednak zajrzeli tutaj przypadkowo, powodowani czymś niezdrowym..
[raczej nie ciekawością, bo ciekawość zła nie jest,
jest 1-ym stopniem do Raju..]
– i jest to, w rzeczy samej, coś dla tych, skorych tylko do śmiechu..

„JEZUS KRÓLEM POLSKI”