Adresy naszego zamieszkania

Dziś – trochę obok, ale już jutro – c.d. i bardziej ad rem
tego, co zacząłem tydzień temu.

Tydzień temu sumitowałem się, że wpis, i tak zbyt długo odkładany,
nie wyszedł mi najlepiej. Bardziej formalnie nawet niż merytorycznie.
Ale forma jest bardzo ważna.

Kiedyś zanotowałem np., że CEREMONIAŁ wg mnie – z czym pewnie
wielu z Was się zgodzi – choć w zasadzie powinien być mało istotny,
[na pewno nie wychodzić na pierwszy plan – inaczej buduje się „szopkę”,
i wartości, wierzenia czy ideały lub inne ważne sprawy konstruuje
z – trawestując S.I. Leca – słów tak pustych, że mogłyby więzić narody..]
jest jednak ważny – tak jak ważna jest forma – bo – np. tworzy ramy,
w których łatwiej jest zapomnieć o tym, o czym człowiekowi zapomnieć
bardzo trudno – mianowicie ciągle obecnym dyktatem jego „Ja”. 

Przez formę można do Innych Ludzi dotrzeć albo wcale – można ich zrazić, zniechęcić, wykluczyć w zasadzie to, że jeszcze kiedyś będą chcieli poświęcić jakikolwiek swój czas, by zapoznać się z jakimś z prezentów, które chcemy im dać. Stwierdzą, że nie mają one wartości albo są dla nich nieprzydatne.

Dziesięć lat temu, gdy ukazał się mój „prezent” dla studentów,
stosunkowo nowatorsko ułożony podręcznik
„Podstawy prawa” – już o tym wiedziałem.
We wstępie bowiem napisałem między innymi:

Władysław Tatarkiewicz pisał niegdyś, że aby pewna treść przeszła z umysłu piszącego do umysłu czytającego, musi być dokonana pewna praca, a jest lepiej, gdy tę pracę wykona piszący. (..) Starałem się przede wszystkim dokonać możliwej do zaakceptowania syntezy prezentowanych zagadnień prawnych, nie tracąc jednak z pola widzenia jak największej ilości ich istotnych cech. Czy został osiągnięty w tej sferze rozsądny kompromis pomiędzy stopniem szczegółowości a przejrzystością opracowania, warunkowany także technicznymi możliwościami składu drukarskiego w określonym formacie, ocenią Czytelnicy.

Podstawy Prawa, wyd. C.H.Beck, Warszawa 2008

 

Dawno temu, szczególnie w materii twórczej,
bardzo sobie lekceważyłem Cudzą uwagę, uważałem,
że ten, kto chce coś oryginalnego powiedzieć nie jest
skrępowany jakimiś wymogami zrozumiałości, winien
wyłącznie być wierny sobie – jeśli materia o której się
wypowiada jest z jednej strony tajemnicza a z drugiej skomplikowana,
to ma pełne prawo do całkowitej hermetyczności przekazu,
do utonięcia w nazbyt zawiłej metaforyce, zbyt dalekich odwołaniach, niepotrzebnym mnożeniu wątpliwej czasem symboliki itd.
A jeśli jeszcze robi to, gdyż wydaje mu się, że pisząc zawile
(arcydzieła – wydaje mi się, są proste, choć dotykają spraw
najważniejszych – potrafią, na różnych poziomach oddziaływania
czasem – dotrzeć i do analfabety i do erudyty..a to, czy dotrą
do tego pierwszego uznałbym za lepszą cenzurę ich wartości
jako sztuki niż to, czy zachwycą drugiego)
czy trudno wykazuje swoją błyskotliwość – klęska tego jego pisania,
czy jakiegokolwiek innego tworzenia, murowana
(z wyjątkiem oddziaływania na snobów – jeśli komuś na tym
zależy..Choć: jeśli w sprawę wdadzą się też odpowiednie
środki marketingowe czy kontakty, to można i na
BEŁKOCIE udającym WYRAFINOWANIE i zarobić i zrobić
tzw. „karierę”… – aktualnie przykładów niemało..)

Ta sprawa, którą się zajmujemy nazbyt jest ważna,
by dopuszczać się takich przewin. Wyrasta poza twórczość,
tak jak w kalokagatii dokonuje się swego rodzaju synestezja wartości:
Prawda spokrewnia się z Dobrem,żeni z Pięknem i Sprawiedliwością.

Utyskiwałem też ostatnio, że – odwrotnie niż w prawie każdym wcześniejszym odcinku – brak mi naturalnego materiału, choćby wizualnego – czy piosenki, do ilustracji tekstu, do uczynienia całości przyjemniejszym i różnorodniejszym.
Narzekałem na impas. Ostatnio np. w zakresie fotografii został mi tylko aparat w telefonie komórkowym. Ale dlaczego się tym zrażać? Przecież wiem, że zimą, do wiosny, Znaki na Niebie trochę przymarzają, kostnieją i nie kwitną tak bogato jak latem, pełną wiosną czy nie kłębią się tak gęsto jak jesienią. Poza tym – przecież wiem, że wiosną znów będę miał np. aparat fotograficzny. Skąd ta wiedza, czy to pewność? Nie tyle..to już raczej wysnuwanie wniosków z pewnego logicznego ciągu wydarzeń w naszym życiu. A tym, czym się ostatnio zajmuję, postanowiłem się zająć – od ponad już półtora roku –niemal zawodowo. Nie w sensie: zarobkowo. Ale w sensie miejsca danych starań w życiu, na pewno.

Gdy następują zmiany, przejściowa częściowa dezorganizacja warsztatu pracy jest wpisana w naturę procesu. Wierzę, że proces ten zachowuje się zgodnie
z krzywą nachylenia ewolucji, nie inwolucji; doskonalenia, nie cofania się czy pogrążania. Bardziej jednak niż wierzę, wiem; wysnuwam wnioski z pewnego logicznego ciągu wydarzeń, którego nazwać przyczynowo – skutkowym
li tylko to zubożyć i odjąć aspektu jego Istoty – jak myśli pozostawić
tylko mózgowe zwoje – odbierając ducha..
(ciągu wydarzeń logicznego jak wszystkie fakty „rzeczywiste” – pleonazm
wymuszony przed powszechne obecne nadużywanie pojęć – ba!,
w niemałej ilości punktów, aspektów – wręcz magicznego – co, ciekawe,
gdy działa po Jasnej Stronie Mocy – nie wyklucza się z logicznym!)

Ostatnio też przyszło mi zmienić główne miejsce zamieszkania.

W 1988 roku, 30 lat temu, zamieszkałem w Rzeszowie.
Od około zaś dwóch miesiący wróciłem z tym – głównym – miejscem zamiekszania do Krakowa, gdzie się urodziłem. Co ciekawe,
w miejsce odległe o kilkaset tylko metrów od mojego pierwszego
adresu na świecie..

Oto rzut oka – jeszcze przed nastaniem naszej Zimy –
nowe otoczenie..:

 

A tak wyglądał/wygląda (poniżej – z lewej) mój,
obecnie już nie „główny” (zajmowałem tam w zasadzie
całą wyższą kondygnację, zwaną „Wieżą Marata Dakunina” )
od Strony Wschodniej (nazywałem ją też Stroną Kotów).

dom, Wsch. I

Dlaczego kotów? Mniej więcej dlatego, dlaczego Stronę Zachodnią
nazywałem Stroną Smoków. Od Zachodu bowiem pojawiały się
motywy serpentualne i paszczato – zębate..;- ).

 

Tak wyglądał z perspektywy zamieszującego – dom (czyli raczej
jego „ogród” z przodu) pewnej bajkowej, mroźnej, zimowej nocy..

Tak zaś – na przełomie – Zimy i Jesieni..

Dom stał/stoi na sympatycznym [choć zdjęcie niżej zapewne udziela
się w innym klimacie niż jednoznacznie sympatyczny..],
wypełnionym niską zabudową osiedlu – choć na tej mojej fotografii
(wykonanej zresztą telefonem)
widać za wysokim żywopłotem budynek wyższy – przypomina mi,
ha! – gmach/pawilon jakiegoś obozowego krematorium..
[w rzeczywistości jest to klasztor.. – wybudowany zaledwie
kilka lat temu na terenie darowanym przez miasto za procent
wartości siostrom zakonnym, które prowadzą tam też przedszkole
(oczywiście wysoko odpłatne) – i wyjątkowo mający pozwolenie
na większą wysokość niż ustalony rodzaj zabudowy na osiedlu..]

 

Zmiana, zmiany – przyszły pod koniec zeszłego roku. Tak, bardziej przyszła – nie planowałem bowiem tego z wyprzedzeniem. Gdy jednak potrzeba czy nawet konieczność zaistniała okazało się, że nietrudno mi wysnuć wnioski z pewnego logicznego, zmierzającego w coraz mniej zagadkowym a coraz bardziej pociągającym, także szansą na skuteczną realizację, ciągu zdarzeń. Za to, że zdarzenia układają się finalnie w kierunku, który bardziej SPRZYJA niż nie sprzyja, dziękuję Temu i Tym, którzy maczali w tym palce.. choć nie od razu to widać, czasem na początku widać głównie, przemożnie negatywność, przeszkodę, zły układ losowy.

Ale..jakiś czas temu zanotowałem to spostrzeżenie.. pisząc też coś o jakiejś tajemnicy. Bo i jest to tajemnicze – ale, nawet że takie właśnie jest – wynika już z rozpoznania, nie z tajemniczości.

Napisałem mniej więcej:

Zdradzę - darmo - jedną tajemnicę..jedną z podstawowych..

[i od razu wiedziałem, że źle napisałem – tajemnic bowiem nie 
powinno się zdradzać; tym bardziej swoich – to ostatnie jest
po prostu niezbyt mądre..]

pewien ogół wniosków tego typu czasami się pojawia jako hipotezy,
 ale rozwinięcie to już raczej nie bardzo 
(powód? - brak wystarczającego materiału i totalnie 
rozklekotana metoda; pycha rujnująca wartościowość ugólnień 
lub brak odwagi, niepozwalający na jej postawienie)

Służby A nie działają wprost, bo byłoby to gwałtem na 
niezależnym Innym 
(czyli narzuceniem swoje, choćby pomocnej, woli, innemu Podmiotowi).
W jaki sposób zatem mogą ingerować, przeszkadzając i niwecząc siły B?

Ano w taki sposób, że szkodliwe, oczywiście gwałcące 
(a i zawłaszczające, na mniejszym lub większym wyniszczeniu tym polega wszelka kradzież (ogólnie zawsze: energetyczna, aż do "wyssania" innego bytu w całości/eksterminacji - to "kradzież" w pełnym, najstraszliwszym wymierze - można rzec)
układy sił kierowane przez siły B - są w pewnym punkcie tak odkształcane, wprowadzany jest dodatkowy element itp., że w rezultacie, sytuacja zagrożonego podmiotu jest taka, że "może" wyjść mu to NA DOBRE.
 "Może" - pod dużym warunkiem - często - tego, że sam ten podmiot ma 
dobrą wolę..Niektórym też pomaga "zorientowania się" w tym, że coś
 nie spotyka go przypadkowo (miks dobrej woli z taką orientacją, 
intuicyjną lub wykształconą jakoś czasem zwie się wielkim szczęściem).

To tak najprościej pisząc..

(najkrócej można to ująć w haśle: z czyichś niecnych planów, złych zamiarów, robimy, często bolesny, ale finalnie mogący wyjść na dobre ofierze - dowcip).

Tak przedstawia się, najogólniej, ale dość często działanie sił Światła,
które można rozpoznać także po tym, że jeśli nam się już jakoś ujawnią,
to niczego absolutnie nie narzucają, nie krępują, nie grożą/straszą
czy przekupują..a delikatnie tylko pokazują konsekwencje, by poszerzyć
zakres naszej świadomości w danym zakresie: byśmy mogli wybrać przy udziale jak najpełniejszej WOLNEJ WOLI.

Dlatego też WIEDZA jest ważna, bardzo ważna (choć nie najważniejsza),
bo zwiększa zakres WOLNEGO WYBORU - a co za tym idzie niweluje oszustwa
i manipulacje.

 

Więc o czym ja pisałem nazbyt długimi zdaniami ostatnio i co niniejszym kontynuuję?
Po raz kolejny przywołałem to, że

CZYNIENIE DOBRA JEST NAGRODĄ SAMĄ W SOBIE.

Można to przyrównać do hasła, które w logo wytwórni Metro Goldwyn Mayer otacza ryczącego Lwa – Sama Sztuka jest Nagrodą Artystów..

I od tego, znowu, lecz nie powtarzając się niepotrzebnie, zaczniemy gdy c.d.n.
czyli już JUTRO.

Droga do Królestwa Niebieskiego

Weźmy za podstawę poniży tekst:
(cytaty oraz stopklatki pochodzą z filmu „Zagadka Kaspara Hausera”
reż. Werner Herzog)
:

„Widzę wielką karawanę…
która ciągnie przez pustynię…
poprzez piaski.
A prowadzi ją…
stary brodacz.

 

I ten stary człowiek jest ślepcem.

mal. P. Bruegel, Ślepcy

..Teraz karawana zatrzymuje się…
gdyż niektórzy, widzą przed sobą górę…
i myślą, że zabłądzili.
Sprawdzają kompas i nie wiedzą co począć.
Wtedy ślepy przewodnik bierze garść piasku do ust…
i smakuje go, jakby to było jedzenie.

Synu, mówi ślepiec, mylicie się.
Przed nami nie ma żadnych gór…
to tylko wasza wyobraźnia.
Ciągniemy dalej na północ.
Tak więc, ruszają bez sprzeciwu dalej…
…i docierają do miasta na północy.
I tam się rozgrywa ta historia.
Ale tej właściwej historii, w owym mieście, nie znam.”

Wyodrębnijmy:
„Wtedy ślepy przewodnik bierze garść piasku do ust…
i smakuje go, jakby to było jedzenie.
Synu, mówi ślepiec, mylicie się.
Przed nami nie ma żadnych gór…”
[opis metody naukowej, opis tego, że wiedza i uczeni potrafią demaskować
i usuwać złudzenia o świecie; naukowiec jako ślepiec to taki niezamierzony dowcip mojej interpretacji 🙂 ]

Napis pod daszkiem wejściowym Muzycznej Owczarni w Białej Wodzie (Jaworkach) w Pieninach. Można tam wejść do wąwozu Homole (fot. Marat Dakunin).

oraz:
(..)
Ale tej właściwej historii, w owym mieście, nie znam.
[Wiedza dąży do Poznania Absolutnego.
Wiedza duchowa zaś także do poznania tego, czym naprawdę jesteśmy.
Jaki jest sens naszego istnienia i jakie są Prawdziwe zasady i konstrukcja
Wszechświata, nie tylko czysto zmysłowego..]

Teraz wyobraźmy sobie, że to „MIASTO”, o którym mowa, jest też dla karawany idącej po pustyni mirażem: czyli widać je, ale widać je zniekształcone, poprzez złudzenie. Dlatego, że je widać, choć zniekształcone, ludzie ciągle CHCĄ DO NIEGO DOTRZEĆ.

Nie docierają jednak, gdyż widzą je zniekształcone.
Widzą je często nie w tym kierunku nawet, co trzeba.

MIASTO TO WIĘC JEST MIRAŻEM, ALE I JEST PRAWDZIWE.
ZALEŻY JAK NA TO SPOJRZEĆ.

A JEŚLI TAK, TO MIRAŻ JEST TYLKO W NASZYCH OCZACH,
W NASZYM PATRZENIU.
MIASTO ZAŚ ISTNIEJE NAPRAWDĘ.

DOBRA metoda naukowa pomaga usuwać elementy mirażu.

NIEDOBRA metoda naukowa, nie tylko usuwa miraż, ale usuwa też sprzed naszych oczu MIASTO, które przecież ISTNIEJE NAPRAWDĘ.

W tych dwóch zdaniach jest wyłuszczony konflikt pomiędzy
NAUKĄ A WIARĄ.

I zaznaczone jest, że konflikt ten powstaje tylko wtedy,
gdy NAUKA SIĘ WYPACZA.
(WIARA ZRESZTĄ – JAK SIĘ WYDAJE –
WYPACZA SIĘ I CZĘŚCIEJ I WYRODNIEJ)

Sądzę, że ta „PRAWDZIWA HISTORIA”, która dzieje się w tym MIEŚCIE
jest łatwa do bardzo szerokiej metaforyzacji, choćby
z nasuwającym się: MIASTO TO KRÓLESTWO NIEBIESKIE.
Czy też MIASTO/MIRAŻ OAZY – NAPÓJ SYCĄCY SPRAGNIONYCH.
(..).

Oto „Powóz Duchów”:

mal. Salvador Dali

Obraz opowiada w pewnym sensie o relatywizmie (i pod tym kątem omawiałem go – będzie z 20 lat temu prawie), ale nie tylko.
A przynajmniej nie w tradycyjnym dla omawiania relatywizmu kierunku.

Nosi on tytuł: „Phantom Chariot” – czyli Powóz Duchów.
Opiera się on na podwójnym złudzeniu.

Postacie, które siedzą w powozie mają jednocześnie kształt, który mogą mieć wieże miasta widniejącego w oddali, miasta, do którego postacie w powozie dopiero zmierzają.
Było by więc tak, że można by pomyśleć nawet: podróż jest ILUZJĄ.

(choć jest konieczna – konieczne jest to co empirycznie współdzielone wśród ludzi – a więc i iluzje są koniecznym składnikiem świata. Zdaję sobie sprawę, że tymi kilkowa słowami otwieram puszkę Pandory. Będe o tym pisał więcej..).

Podróżnicy są już w MIEŚCIE, choć „powóz duchów”
wciąż jeszcze ich do MIASTA WIEZIE.

W tym kontekście bardzo czytelne staje się, przewijające się przez nieskończoną ilość przypowieści wschodnich twierdzenie:
ZNAJDZIESZ GDY PRZESTANIESZ SZUKAĆ, czy też
OŚWIECENIE PRZYJDZIE GDY PRZESTANIESZ GO POSZUKIWAĆ.

Albo reguła procesu: SZCZĘŚCIE JEST DROGĄ DO SZCZĘŚCIA.
Tutaj – co ciekawe – do zastosowania à rebours (sic!!)

Albo reguła poszukiwania w sobie:
ZNAJDZIESZ W SOBIE, NIE NA KRAŃCU ŚWIATA.
W tym miejscu, gdzie jesteś, nie musisz odlegle podróżować.

Albo reguła POZNAJ SIEBIE
– podróż więc jest procesem poznawania Prawdziwego Człowieka – Siebie.
A prawdziwa podróż prowadzi do Domu.

Czy tutaj nasuwa się, że podróż w takim razie jest zbędna?
Istnieje niebezpieczeństwo, że może się to nasunąć.

Warto jednak, by nasunąło się co innego. Np. mnie osobiście nasuwa się to:

"Mar 11:23 Zaprawdę powiadam wam: 
Kto powie tej górze: "Podnieś się i rzuć się w morze", a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie.
Mar 11:24 Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, 
stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie."

W przekładzie Nowego Świata brzmi to jednak inaczej:

"Mar 11:23 Zaprawdę wam mówię, że kto by rzekł tej górze: ‚Podnieś się i rzuć w morze’, a nie powątpiewał w swoim sercu, lecz wierzył, że stanie się to, co mówi, tak mu się spełni.
Mar 11:24 Dlatego też wam mówię: Wszystko, o co się modlicie i o co prosicie, wierzcie, że właściwie już otrzymaliście, a będziecie to mieli."

Zasadnicza różnica jest w tym „ wierzcie, że właściwie już otrzymaliście”, którego brakuje w pierwszej wersji. A, według różnych ezoterycznych przekazów, jest to niezmiernie ważne. Gdy, na przykład, chce się być bogatym, należy wierzyć, że się już jest bogatym, no i odpowiednio do tego się zachowywać, jak na bogatego przystało, a nie na biednego. Czemu z pierwszego przekładu ten fragment wypuścili? Jakby to nie było ważne. A przecież jest niezmiernie ważne! Ktoś bezmyślny albo wredny to redagował!”.
Zauważył to, opisał i podsunął Arkadiusz Jadczyk
(tutaj też link do jego tekstu)
.

Można by tutaj jeszcze dużo napisać. Ale nie można pisać na raz o Wszystkim..
Można jednak zauważyć, że postacie widniejące w powozie, mające,
jak wspomniano, zarys mogący też odpowiadać wieżom (zabudowaniom)
miasta (celu podróży) w oddali to nie PARA LUDZI.
To człowiek..i KOŃ.
Co może symbolizować KOŃ?
Siłę?
A może..uczucie, które daje nam siłę napędową?

O tym napiszę wkrótce, może już następnym razem.

G. Gurdżijew

Dlaczego, wg niejakiego Georgija Gurdżijewa człowieka można porównać
do dorożki, a poszczególne elementy jego ducha i ciała, emocji i świadomości
do Pana, woźnicy, powozu, konia etc.etc..
To bardzo wartościowa, złożona
i pouczająca metafora, którą trzeba szerzej przedstawić.

 

Na koniec jednak wrócę do Pary Ludzi.
Grafika te jest mi bliska, pojawiła się we wcześniejszym wpisie,
gościła w komentarzach u mnie Hanka,
która nawet zwróciła na nią specjalną uwagę. Dziękuję za to!
Zamieszczam więc ją jeszcze raz, ..ładniej..

rys. Salvador Dali

To grafika równie mało znana jak „Powóz duchów”. Jeśli pustynna droga
powozu, jak piszę wyżej, opowiada raczej o relatywizmie, to ta grafika raczej o..
relacji.
Opowiada też o tym, że Żyć znaczy, ni mniej, ni więcej, niż Dawać.

Wtedy można zwyciężyć Królestwo Niebieskie.

Albowiem: „Królestwo Boże doznaje gwałtu i gwałtownicy je zdobywają”.
(Mateusz 11:12)

mal. Salvador Dali, modyfikacje – Marat Dakunin

Lwy znad mojego łóżka (i jeszcze coś..)

„Blog” ten zamierzam prowadzić praktycznie codziennie.

Delikatna przerwa po (8.8) miała na celu to, by opowieść o Ukrytym,

który jest Podstawą (tutaj), mogła należycie wybrzmieć, bo powinna.

A dzisiaj prezentuję najbliższe okolice mojego łózka.

Tego najwyższej (i najbliżej 🙂 narysował słynny Bogusław Polch,

jest tylko w jeden kopii i oryginalny 🙂

rys. Bogusław Polch

 

rycina z zbioru franc. r. 1851
Rys. Salvador Dali

Prapremierowy wpis 17.07.2017 – Rozpoczynająca się Epoka Ducha Św. a Sztuka

Po Epoce Ojca i Epoce Syna następuje teraz epoka Ducha Św. Światem antycznym rządziła  „ufilozofowana” religia i nauka. Średniowiecze to okres podporządkowania filozofii i nauki
– religii. Epoka nowoczesna to z kolei religiai filozofia – podporządkowana nauce. Nowa epoka będzie (poczyna być) epoką sztuki. Sztuka nie szuka sprzeczności,
twórczo ZHARMONIZUJE zarówno religię, jak filozofię i naukę.
Hasłem: Estetyka konsumuje nawet Etykę!

(moja parafraza z Borisa Mouravieffa, Gnosis)