Improwizacja (7-1-7) oraz Wolna Zemsta na Wrogu

Muszę przywołać siebie* do Porządku.

Siebie – tzn. moje Prawdziwe Ja.

[*tych małych „siebie” to nie mam co do porządku przywoływać –
nie posłuchają się, każde popędzi w inne strony i np. 
wejdą w świnie, a te skoczą do morza i potopią się, te małe
zwalczające się osobowości, z których każda chce czego innego
to nie ja – to coś, co mi narzucono, by moje „Ja” w tym pogubić,
– wiele ich, legion] 

Bo przecież – zapowiadałem – choćby w tych notkach:

tej,

tej

czy tej 

kontynuację i przedstawienie konkretnych kwestii – a –
już i „Na Nowy Rok” i teraz – nawet – odchodzę –
oddryfowuję od Tematu!

Ale to się nie powtórzy.
To jest ostatnia Improwizacja*.


*[a co później? Chcę zaplanowac każdą godzinę. 
Wykorzystać ją pożytecznie. Reagować przemyślanie.
Zasięgać rady tak Serca jak Rozumu zanim Uczynię!] 

A improwizacje są potrzebne, mają swoje miejsce!
Co się złego, niekorzystnego wydarzy,  – i z tego należy spróbować wyimprowizować jakiś pozytyw! – ubocznie, jakiś plusik spróbować
wyciągnąć.

Ale też pamiętam, jak pisał Ark:
„Działanie w improwizacji, impulsowe, natchnieniem
– bardzo się sprawdza!
Ale rzadko!
Na co dzień sprawdza się samodyscyplina!”

Z tym drugim u mnie bardzo źle. Ale – może i to – co
mnie ostatnio spotyka– a źle się dzieje w Państwie D(aku)-
nińskim – to i po to, by u mnie z tym, co źle – było lepiej?

Kolejne zastosowanie zasady Ruchu, Różnicy Potencjałów,
tego, że potrzeba czasem Negatywnego Impulsu by
wytworzyć Pozytywną Reakcję. Tak to jakoś bowiem jest,
że gdy się nam za dobrze wiedzie, gdy nic nie dolega,
gdy tyko życzliwość i przyjaźń i Sprawiedliwość w okół nas
– to jakby też NIC nas nie pcha do rozwoju, Zmiany – wpadamy
w stagnację, zastój, psujemy się, gnuśniejemy, tracimy WIGOR
– i ze światem nawet bywa podobnie.

Bo przecież, jak napisałem, 10 lat temu, w eksplikacji
do filmu „Alfa Omega”:

Stałość i zmiana.
 Metafora dotyczy przede wszystkim kwestii trwania i mijania, zmiany. Tęsknimy zarówno do niezmienności, zachowania tego co jest (trwaj chwilo), obawiamy się zmiany, równocześnie jednak odrzucamy zamarcie w skostnieniu, zatrzymaniu, zanik automatyzmów (namiętności), powtarzalność, nudę.
 Idea musi stawić czoła rzeczywistości, gdy świat realny zatrzymuje się, marzenie (urojenie) materializuje się siłą samego marzenia. Gdy czas staje, idea trwa wiecznie.
 A jednak ruch - to życie. Bezruch - to śmierć. Jeśli marzenie może mieć moc sprawczą, musi towarzyszyć mu wybór. Wiara, że stanie się coś, czego nie znamy, może sprawić, że zaufamy niewiadomej. Ubezpieczenie dotyczy zawsze zdarzenia przyszłego i niepewnego. Nadzieja na wieczną miłość leży w wierze i wyborze.

Dawno nie było u mnie piosenki, nie sądzicie?
No, może nie aż tak dawno..ale..
Ostatnio słuchałem trochę starego „One”.

I sam nie wiem, czy oryginał jest U2 (Bono) czy Casha.
Mi się ostatnio podoba Casha, Bono kiedyś,
a wersja Stipe’a z R.E.M. w ogóle.

Umówiłem się z pewnym pieśniarzem, bardzo wstępnie na razie,
ale zawsze, że, z jego gitarą i na dwa głosy zaśpiewamy „One”
na wiosnę.
Póki co – można go posłuchać jako barda i zobaczyć teledysk:

(…)

No, jak ktoś zobaczył cały teledysk Wyżej, to tę Ostatnią Improwizację
można (i wypada nawet) zacząć jakby od Początku (a środku niech będzie
Ungrund).

Ale Nowy Początek ma zawsze w sobie coś ze Starego Końca – inaczej
skąd by się Wziął? 🙂 – można powiedzieć – stosując się do tzw. zasady
logiki buddyjskiej…(per analogiam Wielki Wybuch – Oscylacja – Stworze”nia”)

***

Bądźcie Błogosławieni Nadwrażliwi!*

[*prof. Kazimierz Dąbrowski. Kto nie zna, to tym prędzej, a można nawet on-line, niech się zapozna, choćby z teorią „dezintegracji pozytywnej” – ale i dla ogólnej higieny psychicznej warto..]

Bądźcie Błogosławieni Którzy się Wstydzicie za Tych,
którzy Wstydu Nie Mają!

Zabawne, można mieć nawet taką empatię,
że można myśleć, iż się nie ma empatii.

Bądźcie Błogosławieni Którzy nie potraficie
Krzywdzić Innych z Premedytacją!

Albowiem tendencje się polaryzują.

Albowiem ludzie wybierają.

Albowiem teraz ludzie wybierają finalnie swój los.

I ci, którzy wybierają los tak tragiczny,
cierpi się za nich podwójnie.
Cierpi się za nich przedwcześnie.

"W blasku ranka, w nocy cieniach

Ktoś się rodzi dla cierpienia

W cieniach nocy, w dnia jasności

Ktoś się rodzi dla radości

Ktoś się rodzi dla radości

Ktoś się rodzi dla ciemności"

(W. Blake) 

Nie, nie ma żadnej pieprzonej predesytancji,
(szczególnie tej w wersji KALWIŃSKIEJ – o której –
jak brzmi dobry bunuelowski dowcip – nie wypada nawet
ludziom dobrze wychowanym zagadnąć przy obiedzie..),
jesteśmy wolni, ale im bardziej wybieramy Kłamstwo,
tym bardziej się od niego uzależniamy, im bardziej wchodzimy
w niewolę, tym mniej już mamy wolności, w tym sensie można
nawet wolność prawie do końca utracić…

{Ha, atakuje mnie 1000 dygresji, jak kiedyś, więc zamknę tego
diabła w butelce – i pozwolę sobie tylko w tym wpisie na improwizację.

I ta improwizacja – jest moją REAKCJĄ – jest moją zemstą,
jest moją Odpłatą, jest moją vendettą.

Można zresztą, kto chce, przeczytać mój - sprzed lat - ale
 jak gdyby czekał na tę okazję przygotowany..esej - dwucześciowy
 pt. "Perwersje Wolności".

Tutaj cz. I -  PERWERSJE WOLNOŚCI 
("Wolność jest perwersyjna - lubi ulegać swoim przeciwnikom...") 

A tutaj cz. II 

- przepraszam, wersje redakcyjne, możliwe usterki
i literówki, gdzieś w tej całej improwizacji zapodziały się pdf'y finalne 
po korekcie red.]

Kto lubi, może sobie posłuchać „Zemsty”, którą
obmyśla Ojciec – by pomścić zhańbioną córkę
(ale przemoc rodzi przemoc i Ojciec – który zhańbienie
na siebie nierozważnie zresztą wcześniej ściągnął,
i swej vendetty pożałuje – opłaci stratą największą
– śmiercią córki – aria Zemsty z Rigolett’a G. Verdiego:

Jeśli ktoś nie przepada za wyjcami operowymi to jest tez i wersja bardziej „swojska”

I już.
Lepiej posłuchać piosenki niż działać
nierozważnie, prawda?

Albo pomyśleć o tym, że jesteśmy Jednym, ale nie jesteśmy Tacy Sami
(„One”)

Is it getting better
Or do you feel the same
Will it make it easier on you
Now you got someone to blame

You say
One love
One life
When it’s one need
In the night
It’s one love
We get to share it
It leaves you baby
If you don’t care for it
Did I disappoint you?
Or leave a bad taste in your mouth?
You act like you never had love
And you want me to go without
Well it’s too late
Tonight
To drag the past out
Into the light
We’re one
But we’re not the same
We get to carry each other
Carry each other
One

Have you come here for forgiveness
Have you come to raise the dead
Have you come here to play Jesus
To the lepers in your head
Did I ask too much
More than a lot
You gave me nothing
Now it’s all I got
We’re one
But we’re not the same
We hurt each other
Then we do it again

You say
Love is a temple
Love a higher law
Love is a temple
Love the higher law
You ask me to enter
But then you make me crawl
And I can’t be holding on
To what you got
When all you got is hurt

One love
One blood
One life
You got to do what you should

One life
With each other

Sisters
Brothers

One life
But we’re not the same
We get to carry each other
Carry each other

One

Niech jednak też każdy znajdzie pociechę w tym, że „świat”
(i pisząc „świat” bynajmniej nie mam na myśli czegoś, co jest ‘naturalne’
czy też porządku jakiegoś ‘boskiego pochodzenia’) – że świat i jego słudzy,
jeśli z Nim– z Tobą – Ty, On, Ona, Ono, który, która, które to czytasz –
jeśli dają Ci się we znaki – znaczy to, żeś już nie tylko DonKichotem!
Bo na Don Kichotów wystarczą same wiatraki. Znajdź otuchę w tym,
że twoje działania zaczęły przynosić realne skutki, że wreszcie
odnalazłeś się w Rzeczywistości, prawdziwie złamałeś choć część Iluzji.
Że zaczynasz Czynić.

Że rozpocząłeś marsz ku Zwycięstwu.

Ale, cóż to byłby za Bóg – gdyby prowadziła do niego
tylko jedna Droga!
(jak odpowiedział raz chasydom Rabbi Jakow
Izzak Widzący z Lublina).

Jesteśmy Jednym, ale nie jesteśmy Tacy Sami!

Szanujmy się, Dbajmy o siebie!

Badźmy dla siebie Dobrzy,
wczuwajmy się w to co czynimy Drugim!

Bracia!
Siostry!

MD