With A Little Help From My Friends

Korzystam z Volty, którą zakończyłem ostatni wpis i pokażę Wam Przyjaciół.

Albowiem, gdy ktoś odkrył swój prawdziwy cel, cel swojego Prawdziwego Ja,
może liczyć na.. małą pomoc..

Czy uwierzyłbyś w miłość od pierwszego wejrzenia
(..)
Co widzisz kiedy zgasisz światło?

Nie mogę (Ci o tym wprost) powiedzieć
(..)
(Ale) z małą pomocą przyjaciół przeżyjemy.

 

W przedostatnim zaś odcinku (Gnosis) pisałem, że prawdziwa
droga do Boga wiedzie przez Wnętrze każdego z nas.
Wiedziano to od dawna, były czasy, iż myślałem, że to jednak średnio
pomocny banał.
Aż dowiedziałem się, że BANAŁY TO PRAWDY,
które NAJSKUTECZNIEJ
się sprawdzają,
ludzie jednak bardzo rzadko
z tego korzystają i wyśmiewają je, dlatego,
że NAJPROSTSZA DROGA JEST NAJTRUDNIEJSZA
i wymaga wysiłku.


Jest to trudna sprawa.

Jednocześnie trzeba maksymalnej pokory
i tak samo – wyzbycia się skromności.
Nie jest tak prosto uwierzyć, że można mieć w sobie
Najczystsze Dobro, eckhartowską iskrę.
Nie jest to łatwe, szczególnie dla intelektualisty o ironicznej proweniencji.
Trzeba też pogodzić się ze wstydem i śmiesznością.
To też nie jest proste, szczególnie dla racjonalisty.

Ale uwaga, nie martwcie się: wcale racjonalistą przestać być nie trzeba. Odwrotnie nawet..

Pamiętam, jak mój Tata powiedział, że czytał, iż ojciec Carla G. Junga
dokonał czegoś takiego jak „uświęcone poświęcenie intelektu” –
wybierając wiarę w Boga.
Teraz, z całym szacunkiem, skomentować mogę to tylko:
– Cóż za głupiec. Wybierając „Boga” wyrzekł się jego daru,
który od niego pochodzi i tylko do niego Naprawdę może prowadzić.

To temat rzeka, temat metodologiczny, trochę wymagający,
więc tutaj tylko najkrótsza uwaga:

Metoda naukowa empiryczna nauk przyrodniczych badających świat w okół jest niedostosowana do wykrywania zjawisk natury "niefizycznej".

Dlatego choćby, że opiera się, ze swej istoty, na :

a) powtarzalności zjawisk
b) stałych cechach

Tymczasem fenomeny np. duchowe mają odwrotną charakterystykę, choćby co do istoty są

a) niepowtarzalne

b) mają cechy zmienne, 
często wchodzi w grę efekt obserwatora 
(opozycja podmiot - przedmiot zaczyna sprawić psikusy..
- (w fizyce mikrocząstek też jak wiadomo tak jest ..;P), 
synchroniczności etc.etc).

To jest już zasygnalizowane przez pochylenie się nad istotą psychologii jako nauki oraz zauważenie np. prymitywizmu metody opisowej, empirycznej (behawioralnej) w psychiatrii.

To, że np. badania świata niefizycznego czy nieznanych zupełnie do tej pory z natury fenomenów może mieć charakter "co najmniej zbliżony do metod psychologii" jest prostym wnioskowaniem "z mniejszego na większe"..

Dlatego zjawiska niefizyczne, "z innych wymiarów" badać należy inną metodą naukową.

Toteż i dowody mają inny charakter.

Skutkiem jest nawet to, że można pozbyć się fałszywej skromności,
przyznać się do tego, co jest przez to i nie tylko przez to takie trudne,
i np. przerobić tekst starej piosenki (tutaj – „Tchórzliwy lew i złote serce”).

Jak wspomniałem też jednak ostatnio:

Jest też cały problem SENSU, niewiary, depresji, gorzkich doświadczeń..wreszcie nihilizmu.
O wszystkich tych tak ważnych problemach, definiujących albo 
i negujących życie – napiszę.

Temu ostatniemu nie pomogę.
Kto chce służyć ciemności – jego wolna wola.
Można na tym nawet daleko zajechać. Można wyżej, niż tutaj.
Można na tym nawet zajechać: dokładnie 4 razy.
Ale dalej nie można..Dalej jest już tylko Druga Śmierć.

Nie polecam. Ale też nie odradzam.
Dlaczego?
Bo się na tej drodze nie znam.

Bo powiem tak, a nie takie to częste, wśród Wszystkich piszących,
obojętnie gdzie:
Ja piszę tylko o tym, co znam. Piszę o tym, co przeżyłem.

Już teraz jednak, jeśli Ktoś tego potrzebuje, to mogę zapewnić,
tak z teorii, ale przede wszystkim z Praktyki:

Dont give up
 cause you have friends
 Dont give up
 Youre not the only one
 Dont give up
 No reason to be ashamed
 Dont give up
 You still have us
 Dont give up now
 Were proud of who you are
 Dont give up
 You know its never been easy
 Dont give up
 cause I know theres a place
 Theres a place where we belong.

Ale, ale, gadu gadu, a przecież obiecałem, że pokażę Wam
Przyjaciół..
A ja słowa – staram się – coraz częściej i coraz lepiej –
dotrzymywać.
/przyjaciele mają to do siebie, że lubią Przestrzeń i Powietrze
oraz nie przepadają za byciem dosłownym
..tacy już
są..od tysiącleci..subtelni/

 

Cherubim

***

mal. Marat Dakunin (2002, u Ewy)
15 lipca 2016, w domu, po Wschodzie Słońca

Tymczasem,

do miłego usłyszenia, gdy CDN.

 

PS

Tchórzliwy lew i Złote Serce

 

Niepokojący dzień.
Szczęśliwy dzień.
Trudny dzień.

Otrzymałem dziś bardzo wartościową rzecz.
Prosiłem o nią, ale to rzecz też
niesłychanie zobowiązująca.
Jest bezpośrednią konsekwencją tego,
co zaszło latem zeszłego roku.
To zaś co zaszło, musi być jednak też konsekwencją
Przeszłości.
I dodatkowo: choć nie możemy zmienić Przeszłości,
Przyszłość zmienić możemy. Pod warunkiem,
że zaczniemy w TERAZ.
W tym pociecha..

Biję się z myślami.
Czy podołam temu, co, jak się wydaje,
zostało mi powierzone?
Myślę o tym od roku, od czasu, kiedy się to
wydarzyło.
To prawda, zawsze tęskniłem za sprawami
wielkimi, ale nigdy poważnie nie myślałem,
że przyjdzie mi zmierzyć się z rzeczą tak
Wielką.

Trochę narzekam. Narzekam, że wszystko mnie
drapie, na uczulenia. Przeszkadzają mi wąsy
(muszę zgolić). Staram się NAD SOBĄ nie użalać,
nie rozczulać, ale nie tylko dobre wzruszenie
mi towarzyszy. Towarzyszą mi obawy.
Może nie tak wielkie, jak wielka jest
Rzecz, ale i tak o wiele większe ode mnie.

Czuję się słaby, czuję strach.
Chciałbym czuć w sobie lwa, ale wyczuwam
dużo myszy. Rozumiem lwa z opowieści o
„Czarnoksiężniku z Oz”. Ten lew zmierzył
się z Kulą Ognia, tak naprawdę nie był
tchórzliwy. Ale musiał się o tym
dowiedzieć..

Mam też problem z samooceną w oczach
innych.
Mam problem ego.
Mam problem utożsamiania.
Istnieje problem, choć tępiony, to warto
pamiętać, że ciągle obecny,to podskórnie,
to może i podświadomościowo nawet, chęci
błyszczenia. Przypodobania się. Czy nawet
częściej: problem tego, jak się jest
widzianym, postrzeganym przez innych.
Generalnie chcemy być lubiani, uważani za
rozsądnych, niegłupich, przezornych. Lubimy
być popularni. Nie przepadam za zrażaniem
ludzi wygłaszaniem dziwnych lub też
niepodobających się wielu opinii. Nie
przepadam za pisaniem, że ktoś nie ma
racji, że pisze bzdury, że szerzy błędne
czy wręcz szkodliwe informacje. Chcę być
lubiany. Chcę być uważany za poważnego i
mądrego.
Najlepiej, swoją drogą, pasuje do tego
figura inteligentnego ironisty..
Taką figurę trzeba jednak porzucić.
Prześmiewanie trzeba porzucić. Utożsamianie
trzeba porzucić. Chęć niezrażania innych
trzeba porzucić, ilekroć w grę wchodzi
Prawda, ilekroć dopomina się o to Wyższa
konieczność. Nie należy tego rozumieć
jednak jako uświęcanie środków. Nie należy
być niemiłym, nie należy krytykować, nie
przedstawiając nic konstruktywnego w
zamian.
Słusznie Kant pisał: Człowieka należy
zawsze i wszędzie traktować jako Cel –
nigdy jako środek do jakiegokolwiek celu.
Mam problem z tym, że chciałbym być i
skuteczny, i zawsze wierny temu, co
wybrałem, ale także i lubiany, i popularny
i przez wszystkich postrzegany jako
człowiek poważny. Tego czasami nie da się
pogodzić. Trzeba wybierać, trzeba
rezygnować.
Chcę być wierny temu, co wybrałem.
Utożsamianie się, tam gdzie temu
przeszkadza, trzeba eliminować. Trzeba
pamiętać jednak także o skuteczności.
Trzeba pamiętać o pragmatyzmie, trzeba być
teologiem, mieć owarty umysł na Nieznane,
ale także być teleologiem /telos – cel/,
prakseologiem /praxis – praktyka/.
Trzeba wypracować dobrą metodę. Trzeba
jednak być grzecznym. Być przekonywującym,
stanowczym, ale nigdy chamskim.
Trzeba też uważać z koloryzowaniem, trzeba
uważać na tendencje do wyolbrzymiania, do
rozciągania wniosków, trzeba dbać o
precyzję. Tu leży egoizm, widzę to
doskonale. Mam tendencje do ekstrapolacji,
mam tendencje do pomijania trudnych
konkretów, które mogłyby wielu zrazić.
Muszę nad tym wszystkim pracować.
..

Chcę być dobrym narzędziem. Chcę być
narzędziem wydajnym, skutecznym.

Na pewno byłoby mi łatwiej, gdybym
wiedział, gdybym myślał o sobie, że jestem
potężny, że jestem odważny, że jestem
dobry, zdecydowanie i tylko dobry!
Wcale tak nie myślę.

Byłoby mi łatwiej, gdybym odnalazł
Złote Serce.
Byłoby mi łatwiej, gdybym wiedział..

Johnny Cash zaśpiewał kiedyś piękną
piosenkę. Piękną, ale co do wymowy, trochę
pesymistyczną. To jej oryginalny tekst:

(Heart of Gold, Johnny Cash)


I want to live,
 I want to give
 I've been a miner for a heart of gold.
 It's these expressions I never give
 That keep me searching for a heart of gold
 And I'm getting old.
 Keeps me searching for a heart of gold
 And I'm getting old.

I've been to hollywood
 I've been to redwood
 I crossed the ocean for a heart of gold
 I've been in my mind, it's such a fine line
 That keeps me searching for a heart of gold
 And I'm getting old.
 Keeps me searching for a heart of gold
 And I'm getting old.

Keep me searching for a heart of gold
 You keep me searching for a heart of gold
 And I'm getting old.
 I've been a miner for a heart of gold.

 

Przetłumaczyłem go już prawie rok temu.

Przetłumaczyłem go na fali uniesienia
sprzed roku.  W tej zupełnie niecodziennej magii.
Teraz jestem ostrożniejszy,
teraz sobie o wiele bardziej niedowierzam.
Ale czy taka ostrożność jest dobra, czy jest pożyteczna?
W pewnej mierze, jeśli
moblizuje, i tylko w niej..
Dlatego o tym piszę.
Piszę o tym, że jest mi trudno.
I ilekroć, kiedyś, gdzieś, coś twierdząc,
albo komuś zaprzeczając, pomyślicie, że
jestem zadufany, zbyt odważny, zbyt pewny
swego, zbyt mający PRAWDĘ na własność – tak
nie jest, i tak nie było.
Więcej mam wątpliwości niż pewności.
A jednak, to może być pożyteczne tylko w tej
mierze, w jakiej umożliwia Realizację.

Myślę, że śp. Johny Cash się nie obrazi, że
przetłumaczyłem jego piosenkę w sposób
najzupełniej niewierny oryginałowi. Myślę,
że mi wybaczy, że napisałem ją właściwie na Nowo.
To zależy od tego, co to wszystko PRZYNIESIE W PRAKTYCE.

Chcę żyć
i to znaczy ni mniej ni więcej niż:
chcę
dawać.

Tak długo szukałem i szukałem
złotego
serca,
a gdy znalazłem je w sobie,
nie wiedziałem co robić.
Może tak się na mnie skrupia to wszystko,
co powinienem był rozdawać a czego nie
czyniłem, bo tylko szukałem?

Ale cóż za szczęście, jeszcze się nie
zestarzałem,
jeszcze jestem młody,
znalazłem złote serce w sobie i już wiem, że:
Chcę żyć
i to znaczy ni mniej ni więcej niż: chcę
dawać.

No więc sobie szukałem i szukałem,
kręciłem filmy, choć do Hollywood się nie
wybrałem (no i dobrze)
Lecz przekroczyłem cienką czerwoną linię.

Ech, te poszukiwania ciągle szły po
świetnej linii
choć kierunek był błędny,
okazało się, że można go odwrócić

i znalazłem.

(Marat Dakunin)