Przesłanie ezoteryczne w utworach zespołu Roxette (cz. 1)

Dzisiaj trochę rozrywkowo, czerwiec – a wraz z nim kluczowe w tym roku wpisy, za pasem. Postaram się wypełnić ten czas czymś z jednej strony lżejszym,
z drugiej – wcale nie banalnym. Choćby dlatego, że poniższe – oraz dokończenie w następnych odcinkach – analizy są całkowicie oryginalne (a przy tym, mam nadzieję, rzeczowe) i, w zasadzie, spisane na bieżąco.

Nie bawiąc się w niepotrzebne wstępy, dotyczące choćby roli i teorii estetycznej muzyki, zgłębiania funkcji i postaci tekstów lirycznych towarzyszących piosenkom czy analizowania symboliki obrazu krótkich filmów (teledysków) muzycznych – przechodzimy od razu do sedna tj. do analizy przekazu.

Na warsztat wzięliśmy sympatyczny zespół Roxette (szwedzki duet ostatnio wydał płytę „Good Karma(Dobra Karma), a Marie i Per zestarzeli się bardzo sympatycznie), co może być zaskakujące dla niejednego Czytelnika. I dla mnie trochę takie było, gdy przypadkiem sprawie się przyjrzałem bliżej i odkryłem wiele konsekwentnych przekazów natury duchowej i ezoterycznej, które umieszczają szwedzcy muzycy w swoich utworach od początku ich kariery.
Przy czym, o ile zetknąłem się z szukającymi sensacji i mało rzeczowymi de facto doniesieniami na różnej maści portalach, portalikach i serwisach plotkarskich, doszukiwaniami się „okultyzmu” w różnych utworach, w tym teledyskach, takich wykonawców jak choćby ..mniejsza o kogo..,
to taką analizą nigdy bym się nie zajął.
Raz, że nie mam zamiaru promować różnych skrzywień
 i zboczeń, dwa – musiałbym, taki jest bowiem zwykle tego poziom, promować lub naśmiewać się z głupoty. Dlaczego nie warto tego promować – wynika samo z siebie. Dlaczego zaś nie warto się naśmiewać czy szukać skandalu – bo to zbyt łatwe czyli żadna sztuka, a poza tym w tym akurat nie byłbym oryginalny – o tym piszą także inni, w tym pseudo-dziennikarze pseudo-portali.

Omówimy Roxette właśnie dlatego, że przekaz jest bardziej duchowy, pozytywny i ciepły, przy czym częściowo nawet dość wysokiej jakości, niż taki, który skupia się na próżnej ciekawostce, wywołaniu kontrowersji czy nawet przestraszeniu kogoś.. Do takich treści przylgnęłoby bardziej, jak sądzę, słowo „okultystyczny”.

Mi osobiście najbliższa, związana przypadkowo z pewnym bardzo ważnym okresem i zdarzeniami w życiu, a jedocześnie pełna symboli, metafor 
i odniesień, tak w warstwie tekstowej, jak – może jeszcze bardziej – wizualnej teledysku – jest piosenka pt. „Vulnerable”. Przekaz tej piosenki jest jednak na tyle ważny a elementów, które i warto i trzeba omówic tyle – oraz jej znaczenie dla mnie osobiście tak duże, że zostawiam ją na specjalny odcinek, w oderwaniu od tej, lekko jednak rozrywkowej ze swej natury, serii wpisów.

Na początek omówimy jednak utwór o równie uniwersalnym a jednocześnie bardzo aktualnym przekazie. Aktualnym, bo przekaz dotyczy zdarzeń, które rychło nadejdą, a w zasadzie już się dzieją, a także dlatego, że sama piosenka jest jedną z najnowszych – pochodzi właśnie z ostatniej płyty Roxette „Dobra Karma”.

Sam już tytuł jest znaczący i brzmi „It just happens” co pozwolę sobie przetłumaczyć nie tylko najzupełniej dosłownie „Po prostu się dzieje”, ale także akcentując właśnie tę aktualność „Właśnie się dzieje”.

 

 

Zamieszczam najpierw angielski oryginał:

It just happens
It just happens
It just happens

It's a cabaret,
 taking over on a quiet lazy backseat day.
 And it's so beautiful
 Like the sunshine on your balcony just yesterday

Don't underestimate
 Your heart is never late
 And love will always find a way

It just happens
 And you don't know what's going on
 If it's new or if it's been there since long
 If it's right or wrong

You fall in love
 You fall in love

You don't have a say
 Just let it slide and close your eyes and watch the passion play.

Don't underestimate
 Your heart can never wait

And love will always find a way

(..)

Don't underestimate
 Your heart can never wait
 And love will always find a way

It just happens
 And You don't know what's going on
 If it's new or if it's been there since long
 If it's right or wrong

You fall in love
 It just happens
 You fall in love
 It just happens
 You fall in love

(..)

Na pierwszy rzut oka piosenka wygląda na bardzo łatwą w interpretacji:
jako kolejny utwór o miłości, takiej, która dzieje się raczej w ten magiczny sposób, opisywany czasem jako “od pierwszego wejrzenia”.
I tak ma być – oczywiście jak najbardziej słusznie jest odczytać piosenkę w ten sposób.
Jednak, wydaje mi się, szczególnie gdy uzupełnimy to niżej analizą teledysku, Roxette chciało przekazać nam coś więcej. Być może śpiewają nie tylko o wspaniałym stanie zakochania się, kiedy „nie wiesz co się dzieje, nie wiesz czy to jest nowe czy było tutaj zawsze – czy to jednoznacznie dobre czy złe” przypominając o tym, że „miłość zawsze odnajdzie drogę”, mają też na myśli bardziej generalne, globalne, światowe zmiany.
Nie tylko coś, tę jedyną miłość, która dotyczy tylko konkretnej osoby,
czy raczej: dwojga.
To, że miłość zawsze odnajdzie drogę – może być przypomnieniem, optymistyczną, ale i realistyczną uwagą, że niezależnie od tego, jak źle coś wygląda, jak z obserwacji i doświadczenia wygląda świat i stosunki międzyludzkie oraz co w nim przeważa – to jednak nie można tracić nadziei na to, że to wszystko może się magicznie odmienić – właśnie tak, jak odmienia nas miłość (ta od pierwszego wejrzenia, ale nie tylko – każda, gdzie prawda i szlachetność towarzyszą „pożądaniu” na tyle, że stają się równie, a swą siłą nawet – ważniejsze, niż bardziej „ziemskie” elementy tego uczucia).
Tak więc, skoro miłość zawsze znajdzie drogę, nie wolno nam tracić nadziei,
a co za tym idzie, mówić sobie, że wszelka aktywność i działalność w dobrym kierunku nie ma sensu, „bo świata się nie zmieni”. Poza tym, jeśli dobrze się przyjrzymy i wezwiemy także swoje intuicje, możemy dostrzec, że „to już się dzieje, właśnie teraz, i tak po prostu”.

Tekst piosenki nie wnosi nam dalej już czegoś szczególnie ciekawego czy odkrywczego, słowa i przesłanie powtarza się aż do końca.

Dlatego warto dokładniej zanalizować też sam teledysk i co tam się pojawia,
co się tam dzieje.

Teledysk do utworu, poza ukazaniem śpiewającego duetu, przedstawia pewną krótką fabularyzowaną opowieść.

Sympatycznie wyglądający młody mężczyzna (po szwedzku..), stoi przed kwiaciarnią.

Można zanalizować także pewne cechy jego wyglądu, wg mnie to też nie było tutaj – w reżyserii – pozostawione bez znaczenia. Facet jest ubrany w garnitur z krawatem – świadczy to, że funkcjonuje w naszym, posiadającym pewne formy np. stroju w pracy itd. społeczeństwie. Jednocześnie jednak do tej marynarki i krawata nosi plecak, czego generalnie się nie powinno robić. Może to jednak sugerować, że ten kolega próbuje jakoś łączyć swoją osobistą nieformalność, z formą, którą określone układy mu narzucają. Nosi sobie plecak do garnituru, bo nie we wszystkim chce się dostosowywać..

Facet wchodzi do kwiaciarni. Co dzieje się dalej..

No cóż, obmacuje się po kamizelce, i jest zakłopotany – nie ma pieniędzy! No to przecież kwiatów nie kupi!
Ale okazuje się, że kobieta, która sprzedaje w kwiaciarni daje mu kwiaty i rezygnuje z zapłaty!

No coś takiego, można powiedzieć: rzadko się zdarza, ale jednak przecież może się zdarzyć. I zapewne niejednemu z nas się kiedyś coś podobnego zdarzyło.

Myślę jednak, że Roxette chce nam tutaj powiedzieć coś bardziej generalnego. Na przykład to, że nasze, oparte w tak wielkiej mierze na wymianie finansowej, społeczeństwo, może się pod tym wględem zmienić.. Relacje, gdzie nikt nie zrobi czy nie da komuś czegoś za darmo, a stosunki gospodarcze co do zasady przybierają postać maksymalizacji zysków niż bardziej wymiany w dosłownym tego słowa znaczeniu – fair, gdzie po prostu ktoś coś ma a potrzebuje czegoś innego i dlatego wymienia się z kimś innym, kto ma to coś, czego ten pierwszy potrzebuje, ale w zamian ten pierwszy może mu zaoferować coś innego, co z kolei potrzebuje drugi – są chore, nie są jedyną możliwą i konieczną formą
współżycia!

Być może, śpiewając tytułowe „że się dzieje” Roxette sugeruje, że coś jest nie tak z tym systemem, że pieniądz i to, że niczego nie ma darmo, a każdy chce na każdym zarobić, to pewne wynaturzenie, to coś co się pojawiło na pewnym etapie istnienia społeczeństwa, ale nie jest jedynym możliwym i koniecznym systemem. Że być może ten system może się zmienić (że można go zmienić) i że, także: być może, takie czasy – w jakimś sensie, nachodzą..

Podpowiedziałem pewien schemat. Spróbujmy resztę teledysku obejrzeć już,
i znaleźć w nim pewne ogólniejsze nawiązania, sami. Pojawiają się tam różne postacie, w różnym wieku, w różnej roli zawodowej i relacjach itd. Sytuacja nie ogniskuje się na kwestiach pieniężno – finansowych, odpłaty za coś dobrego dane komuś drugiemu, ale wszystkie dotyczą wzajemnych relacji między ludźmi.
Może to sugerować, że przesłanie Roxette jest bardziej generalne, społeczne,
i że dotyczy zmian – właśnie – nie tylko w życiu jednostki czy pary, kiedy jest pod wpływem Miłości, ale że może chodzić tutaj o jakąś bardziej generalnie rozumianą Falę Miłości, która obejmuje (obejmie) swoim oddziaływaniem całe społeczeństwo, zmieni pewne chore, panujące tu od dawna stosunki i je uzdrowi..

W ostatniej scenie teledysku, pani z kwiaciarni, która zdecydowała się dać temu sympatycznemu facetowi, któremu zabrało akurat pieniędzy, kwiaty darmo – otrzymuje niespodziankę – prezent od swojego chłopaka..

Co może nam te scena chcieć powiedzieć? Może to, że sympatyczne postępowanie, przysługa komuś darmo wyświadczona, nigdy nie jest przez Świat zapominana i – choć nie powinniśmy na to co do zasady liczyć – to jednak zawsze może nas spotkać miła niespodzianka, która podług Światu tylko znanych w całości, sekretnych reguł, jest dla nas REWANŻEM, z którego wcześniej świadomie zrezygnowaliśmy.
A więc, może nie trzeba zawsze – co do grosza – pilnować swojego interesu – bo Oekonomia Divina zadba o to, by komuś, kto działa w dobrych intencjach, nie stała się krzywda?

Niezwykle rzadko do tej pory pisałem coś, co można było właśnie nazwać, w podobnym znaczeniu, społecznym, ale nie tak dawno, w zeszłym roku, coś takiego napisałem. To kilka miniatur – które jednak ogniskują się na bardzo zbliżonym, do zarysowanego, temacie – razem tylko 10 stron. Stanowią całość, bo każda się w jakiś sposób uzupełnia, dodając pewne metafory, i przez nie dopowiadając pewne, ważne, informacje.

Można je przeczytać / pobrać – w pdf  – tutaj:

http://cassiopaea.pl/apokryfy/pieczywo_czesc1.pdf

 

Ciąg dalszy – już jutro!

 

Adresy naszego zamieszkania

Dziś – trochę obok, ale już jutro – c.d. i bardziej ad rem
tego, co zacząłem tydzień temu.

Tydzień temu sumitowałem się, że wpis, i tak zbyt długo odkładany,
nie wyszedł mi najlepiej. Bardziej formalnie nawet niż merytorycznie.
Ale forma jest bardzo ważna.

Kiedyś zanotowałem np., że CEREMONIAŁ wg mnie – z czym pewnie
wielu z Was się zgodzi – choć w zasadzie powinien być mało istotny,
[na pewno nie wychodzić na pierwszy plan – inaczej buduje się „szopkę”,
i wartości, wierzenia czy ideały lub inne ważne sprawy konstruuje
z – trawestując S.I. Leca – słów tak pustych, że mogłyby więzić narody..]
jest jednak ważny – tak jak ważna jest forma – bo – np. tworzy ramy,
w których łatwiej jest zapomnieć o tym, o czym człowiekowi zapomnieć
bardzo trudno – mianowicie ciągle obecnym dyktatem jego „Ja”. 

Przez formę można do Innych Ludzi dotrzeć albo wcale – można ich zrazić, zniechęcić, wykluczyć w zasadzie to, że jeszcze kiedyś będą chcieli poświęcić jakikolwiek swój czas, by zapoznać się z jakimś z prezentów, które chcemy im dać. Stwierdzą, że nie mają one wartości albo są dla nich nieprzydatne.

Dziesięć lat temu, gdy ukazał się mój „prezent” dla studentów,
stosunkowo nowatorsko ułożony podręcznik
„Podstawy prawa” – już o tym wiedziałem.
We wstępie bowiem napisałem między innymi:

Władysław Tatarkiewicz pisał niegdyś, że aby pewna treść przeszła z umysłu piszącego do umysłu czytającego, musi być dokonana pewna praca, a jest lepiej, gdy tę pracę wykona piszący. (..) Starałem się przede wszystkim dokonać możliwej do zaakceptowania syntezy prezentowanych zagadnień prawnych, nie tracąc jednak z pola widzenia jak największej ilości ich istotnych cech. Czy został osiągnięty w tej sferze rozsądny kompromis pomiędzy stopniem szczegółowości a przejrzystością opracowania, warunkowany także technicznymi możliwościami składu drukarskiego w określonym formacie, ocenią Czytelnicy.

Podstawy Prawa, wyd. C.H.Beck, Warszawa 2008

 

Dawno temu, szczególnie w materii twórczej,
bardzo sobie lekceważyłem Cudzą uwagę, uważałem,
że ten, kto chce coś oryginalnego powiedzieć nie jest
skrępowany jakimiś wymogami zrozumiałości, winien
wyłącznie być wierny sobie – jeśli materia o której się
wypowiada jest z jednej strony tajemnicza a z drugiej skomplikowana,
to ma pełne prawo do całkowitej hermetyczności przekazu,
do utonięcia w nazbyt zawiłej metaforyce, zbyt dalekich odwołaniach, niepotrzebnym mnożeniu wątpliwej czasem symboliki itd.
A jeśli jeszcze robi to, gdyż wydaje mu się, że pisząc zawile
(arcydzieła – wydaje mi się, są proste, choć dotykają spraw
najważniejszych – potrafią, na różnych poziomach oddziaływania
czasem – dotrzeć i do analfabety i do erudyty..a to, czy dotrą
do tego pierwszego uznałbym za lepszą cenzurę ich wartości
jako sztuki niż to, czy zachwycą drugiego)
czy trudno wykazuje swoją błyskotliwość – klęska tego jego pisania,
czy jakiegokolwiek innego tworzenia, murowana
(z wyjątkiem oddziaływania na snobów – jeśli komuś na tym
zależy..Choć: jeśli w sprawę wdadzą się też odpowiednie
środki marketingowe czy kontakty, to można i na
BEŁKOCIE udającym WYRAFINOWANIE i zarobić i zrobić
tzw. „karierę”… – aktualnie przykładów niemało..)

Ta sprawa, którą się zajmujemy nazbyt jest ważna,
by dopuszczać się takich przewin. Wyrasta poza twórczość,
tak jak w kalokagatii dokonuje się swego rodzaju synestezja wartości:
Prawda spokrewnia się z Dobrem,żeni z Pięknem i Sprawiedliwością.

Utyskiwałem też ostatnio, że – odwrotnie niż w prawie każdym wcześniejszym odcinku – brak mi naturalnego materiału, choćby wizualnego – czy piosenki, do ilustracji tekstu, do uczynienia całości przyjemniejszym i różnorodniejszym.
Narzekałem na impas. Ostatnio np. w zakresie fotografii został mi tylko aparat w telefonie komórkowym. Ale dlaczego się tym zrażać? Przecież wiem, że zimą, do wiosny, Znaki na Niebie trochę przymarzają, kostnieją i nie kwitną tak bogato jak latem, pełną wiosną czy nie kłębią się tak gęsto jak jesienią. Poza tym – przecież wiem, że wiosną znów będę miał np. aparat fotograficzny. Skąd ta wiedza, czy to pewność? Nie tyle..to już raczej wysnuwanie wniosków z pewnego logicznego ciągu wydarzeń w naszym życiu. A tym, czym się ostatnio zajmuję, postanowiłem się zająć – od ponad już półtora roku –niemal zawodowo. Nie w sensie: zarobkowo. Ale w sensie miejsca danych starań w życiu, na pewno.

Gdy następują zmiany, przejściowa częściowa dezorganizacja warsztatu pracy jest wpisana w naturę procesu. Wierzę, że proces ten zachowuje się zgodnie
z krzywą nachylenia ewolucji, nie inwolucji; doskonalenia, nie cofania się czy pogrążania. Bardziej jednak niż wierzę, wiem; wysnuwam wnioski z pewnego logicznego ciągu wydarzeń, którego nazwać przyczynowo – skutkowym
li tylko to zubożyć i odjąć aspektu jego Istoty – jak myśli pozostawić
tylko mózgowe zwoje – odbierając ducha..
(ciągu wydarzeń logicznego jak wszystkie fakty „rzeczywiste” – pleonazm
wymuszony przed powszechne obecne nadużywanie pojęć – ba!,
w niemałej ilości punktów, aspektów – wręcz magicznego – co, ciekawe,
gdy działa po Jasnej Stronie Mocy – nie wyklucza się z logicznym!)

Ostatnio też przyszło mi zmienić główne miejsce zamieszkania.

W 1988 roku, 30 lat temu, zamieszkałem w Rzeszowie.
Od około zaś dwóch miesiący wróciłem z tym – głównym – miejscem zamiekszania do Krakowa, gdzie się urodziłem. Co ciekawe,
w miejsce odległe o kilkaset tylko metrów od mojego pierwszego
adresu na świecie..

Oto rzut oka – jeszcze przed nastaniem naszej Zimy –
nowe otoczenie..:

 

A tak wyglądał/wygląda (poniżej – z lewej) mój,
obecnie już nie „główny” (zajmowałem tam w zasadzie
całą wyższą kondygnację, zwaną „Wieżą Marata Dakunina” )
od Strony Wschodniej (nazywałem ją też Stroną Kotów).

dom, Wsch. I

Dlaczego kotów? Mniej więcej dlatego, dlaczego Stronę Zachodnią
nazywałem Stroną Smoków. Od Zachodu bowiem pojawiały się
motywy serpentualne i paszczato – zębate..;- ).

 

Tak wyglądał z perspektywy zamieszującego – dom (czyli raczej
jego „ogród” z przodu) pewnej bajkowej, mroźnej, zimowej nocy..

Tak zaś – na przełomie – Zimy i Jesieni..

Dom stał/stoi na sympatycznym [choć zdjęcie niżej zapewne udziela
się w innym klimacie niż jednoznacznie sympatyczny..],
wypełnionym niską zabudową osiedlu – choć na tej mojej fotografii
(wykonanej zresztą telefonem)
widać za wysokim żywopłotem budynek wyższy – przypomina mi,
ha! – gmach/pawilon jakiegoś obozowego krematorium..
[w rzeczywistości jest to klasztor.. – wybudowany zaledwie
kilka lat temu na terenie darowanym przez miasto za procent
wartości siostrom zakonnym, które prowadzą tam też przedszkole
(oczywiście wysoko odpłatne) – i wyjątkowo mający pozwolenie
na większą wysokość niż ustalony rodzaj zabudowy na osiedlu..]

 

Zmiana, zmiany – przyszły pod koniec zeszłego roku. Tak, bardziej przyszła – nie planowałem bowiem tego z wyprzedzeniem. Gdy jednak potrzeba czy nawet konieczność zaistniała okazało się, że nietrudno mi wysnuć wnioski z pewnego logicznego, zmierzającego w coraz mniej zagadkowym a coraz bardziej pociągającym, także szansą na skuteczną realizację, ciągu zdarzeń. Za to, że zdarzenia układają się finalnie w kierunku, który bardziej SPRZYJA niż nie sprzyja, dziękuję Temu i Tym, którzy maczali w tym palce.. choć nie od razu to widać, czasem na początku widać głównie, przemożnie negatywność, przeszkodę, zły układ losowy.

Ale..jakiś czas temu zanotowałem to spostrzeżenie.. pisząc też coś o jakiejś tajemnicy. Bo i jest to tajemnicze – ale, nawet że takie właśnie jest – wynika już z rozpoznania, nie z tajemniczości.

Napisałem mniej więcej:

Zdradzę - darmo - jedną tajemnicę..jedną z podstawowych..

[i od razu wiedziałem, że źle napisałem – tajemnic bowiem nie 
powinno się zdradzać; tym bardziej swoich – to ostatnie jest
po prostu niezbyt mądre..]

pewien ogół wniosków tego typu czasami się pojawia jako hipotezy,
 ale rozwinięcie to już raczej nie bardzo 
(powód? - brak wystarczającego materiału i totalnie 
rozklekotana metoda; pycha rujnująca wartościowość ugólnień 
lub brak odwagi, niepozwalający na jej postawienie)

Służby A nie działają wprost, bo byłoby to gwałtem na 
niezależnym Innym 
(czyli narzuceniem swoje, choćby pomocnej, woli, innemu Podmiotowi).
W jaki sposób zatem mogą ingerować, przeszkadzając i niwecząc siły B?

Ano w taki sposób, że szkodliwe, oczywiście gwałcące 
(a i zawłaszczające, na mniejszym lub większym wyniszczeniu tym polega wszelka kradzież (ogólnie zawsze: energetyczna, aż do "wyssania" innego bytu w całości/eksterminacji - to "kradzież" w pełnym, najstraszliwszym wymierze - można rzec)
układy sił kierowane przez siły B - są w pewnym punkcie tak odkształcane, wprowadzany jest dodatkowy element itp., że w rezultacie, sytuacja zagrożonego podmiotu jest taka, że "może" wyjść mu to NA DOBRE.
 "Może" - pod dużym warunkiem - często - tego, że sam ten podmiot ma 
dobrą wolę..Niektórym też pomaga "zorientowania się" w tym, że coś
 nie spotyka go przypadkowo (miks dobrej woli z taką orientacją, 
intuicyjną lub wykształconą jakoś czasem zwie się wielkim szczęściem).

To tak najprościej pisząc..

(najkrócej można to ująć w haśle: z czyichś niecnych planów, złych zamiarów, robimy, często bolesny, ale finalnie mogący wyjść na dobre ofierze - dowcip).

Tak przedstawia się, najogólniej, ale dość często działanie sił Światła,
które można rozpoznać także po tym, że jeśli nam się już jakoś ujawnią,
to niczego absolutnie nie narzucają, nie krępują, nie grożą/straszą
czy przekupują..a delikatnie tylko pokazują konsekwencje, by poszerzyć
zakres naszej świadomości w danym zakresie: byśmy mogli wybrać przy udziale jak najpełniejszej WOLNEJ WOLI.

Dlatego też WIEDZA jest ważna, bardzo ważna (choć nie najważniejsza),
bo zwiększa zakres WOLNEGO WYBORU - a co za tym idzie niweluje oszustwa
i manipulacje.

 

Więc o czym ja pisałem nazbyt długimi zdaniami ostatnio i co niniejszym kontynuuję?
Po raz kolejny przywołałem to, że

CZYNIENIE DOBRA JEST NAGRODĄ SAMĄ W SOBIE.

Można to przyrównać do hasła, które w logo wytwórni Metro Goldwyn Mayer otacza ryczącego Lwa – Sama Sztuka jest Nagrodą Artystów..

I od tego, znowu, lecz nie powtarzając się niepotrzebnie, zaczniemy gdy c.d.n.
czyli już JUTRO.